Śmierć matki.
W domu bywam rzadko, niekiedy w niedzielę lub w poniedziałek udaje mi się wygospodarować wolny dzień który spędzam z mamą. I może dlatego, że nie widzę mamy codziennie, w Boże Narodzenie 1978 roku zauważam zmianę. Mama jest apatyczna, nie słucha lub nie rozumie tego co mówię i zaczyna tracić magię. Jestem bardzo zaniepokojony stanem zdrowia mamy i proszę ją, aby umówiła się na wizytę do magomedyka.
- Już jestem diagnozowana w tym mugolskim szpitalu, pamiętasz?
- Pamiętam, ale czemu w mugolskim szpitalu? Jesteś czarownicą!
- Nie denerwuj się tak,- mama uśmiecha się przepraszająco, - mam bezpłatny pakiet medyczny po ojcu.
Mimo wszystko wymuszam na mamie, żeby zgłosiła się do magomedyka. Zostawiam pieniądze. Skanuję mamę różdżka na obecność czarnej magii, ale jest czysta, nikt nie rzucił na nią uroku.
Dwa tygodnie po Nowym Roku, dostaję od mamy sowę. Mam mnóstwo roboty i od świąt nie miałem czasu deportować się do domu. Mama pisze, że ma dużego, naciekającego guza w głowie. Mugolscy lekarze nie potrafią tego leczyć, a magomedyk do którego mama się zgłosiła rozłożył ręce mówiąc, że to jest mugolska choroba. Do domu już przychodzi pielęgniarka środowiskowa, aby pomagać mamie w codziennych czynnościach, była także pierwsza wizyta paliatywnej opieki medycznej. Zaniepokojony tymi wiadomościami, proszę Goldmana o wolne. Szef nie jest zadowolony, ale zgadza się przez tydzień zastępować mnie w sklepie. W południe tego samego dnia kontaktuję się z Luciuszem w sprawie dobrego magomedyka i deportuję się na Spinner,s End. Mama jest pogodna, dziwnie słaba i jakby nie zawsze mnie poznawała, jakby żyła w swoim własnym świecie. Malfoy załatwił naprawdę dobrego magomedyka który dokładnie bada mamę, śpiewnie odczynia uroki i wzmacnia siły witalne organizmu. Po zakończeniu badania magiczny medyk rozkłada ręce i jest bezradny, mama umiera. Magmed. informuje mnie, że może jedynie poprawić komfort przeżycia i zostawia receptę na eliksir witalizujący i poprawiający pamięć. Czarodziej nie przyjmuje pieniędzy za wizytę twierdząc, że wizyta została już opłacona.
Rano warzę eliksiry, uwarzyłem także ten dla mamy. Zmodyfikowałem nieco skład, eliksir jest przyjemniejszy w smaku i ma silniejsze właściwości poprawiające pamięć i orientację. W wolne popołudnia organizuję opiekę nad mamą, a gdy podejmuję pracę to staram się zaglądać do domu kilka razy w tygodniu, choć na chwilę. Mimo troskliwej opieki, choroba mamy szybko postępuje... Mama umiera na początku marca. Biorę kilka dni wolnego i organizuję skromny pogrzeb. Kamienna płyta, imię, nazwisko i dwie daty 1929 i 1979. Żyła 50 lat. Zjawia się kilku kolegów, z rodziny są jedynie Rosierowie. Na stypę zapraszam "Pod wisielca", na Nokturn. Późnym wieczorem, gdy jestem już sam na kwaterze, rozpala się Mroczny Znak na moim przedramieniu, więc schodzę do składzika na eliksiry i deportuję się. Mój Pan już czeka na mnie.
- Słyszałem, że zmarła twoja matka, Eileen Prince.
- Tak Panie.
- Czy w związku z tym, masz do mnie jakąś prośbę?
- Tak Panie, chciałbym prosić o kilka dni wolnego, aby pozałatwiać sprawy spadkowe. Jestem jedynakiem i jedynym spadkobiercą po rodzicach. I chciałbym prosić o pozwolenie na zamieszkanie we własnym domu. Dom zabezpieczę wszelką dostępną mi magią, mało kto wie gdzie mieszkam, nie jestem towarzyski, i dysponuję całkiem nieźle wyposażonym miejscem do warzenia. Proszę o to, także ze względów finansowych. Goldman płaci mi grosze tłumacząc się wysokimi kosztami utrzymania mieszkania które wynajmuję.
Czarny Pan zastanawia się.
- Będziesz musiał przez pięć dni w tygodniu deportować się do pracy, - mówi wolno.- Wolałbym, żebyś aportował się na Pokątną. Dobrze, w tej zielarni obok Gringotta ktoś będzie zostawiał dla ciebie zamówienia. Będziesz się tam aportował i odbierał zamówienia, potem możesz iść na Nokturn. Daję ci kilka dni wolnego, żebyś sobie wszystko zorganizował, powiadom Goldmana. W piątek o 20 chcę cię tutaj widzieć. Możesz odejść.
Kłaniam się i dziękuję Panu za łaskę jaką mi wyświadczył, po czym wychodzę z komnaty i deportuję się.
