Rozdział 25

Hermiona wyglądała na spanikowaną, zaś Ron gapił się na niego jakby postradał zmysły.

– Wejść? – powtórzył.

Ten moment wybrał Draco na pojawienie się. Podszedł do drzwi i rzucił Harry'emu trudne do odczytania spojrzenie – nieufne i zaciekawione jednocześnie. Potter wzdrygnął się, gdy zawiało zimnym powietrzem, nagle zdając sobie sprawę, że ma na sobie tylko spodnie. Draco chociaż narzucił na siebie coś czarnego, co wyglądało na ciepły szlafrok.

– Tak, wchodźcie – powtórzył Harry. – Na zewnątrz jest zimno. Nie masz nic przeciwko, prawda, Draco?

– Oczywiście, że nie. – Zabrzmiało to tylko trochę sarkastycznie. – Wejdźcie, nieustraszeni przyjaciele Harry'ego. Przybyliście go uwolnić?

Zanim Hermiona zdążyła wymyślić wymówkę, Harry wciągnął Rona do środka, wyszarpując jej spod ręki jego płaszcz. Ściągnęła usta, ale odważnie wkroczyła za nimi. Potter zamknął drzwi.

Draco wskazał im wejście do salonu.

– Usiądźcie. Przygotuję herbatę i racuszki.

Harry przewrócił oczami, zdając sobie sprawę, że używając przeciwko niemu jego własnych słów, Draco zachowuje się jak osioł, ale gdy dostrzegł uśmiech na wargach blondyna, uświadomił sobie, że złośliwość nie miała nic wspólnego z zaproszeniem.

Dopiero w tym momencie Harry zdał sobie sprawę, że ma na sobie spodnie Draco, a jego, podobnie jak wczorajsze ubrania Malfoya, leżą porozrzucane po salonie.

– Jesteś niegodziwy – oskarżył go.

Draco wzruszył ramionami.

– To ty ich wpuściłeś.

Harry otoczył go ramieniem i pocałował w skroń.

– W takim razie chodźmy wypić piwo, którego naważyłeś, mój chłopaku. Mam nadzieję, że jesteś gotowy.

Draco, mimo nalegań Harry'ego, ani drgnął.

– Mówiłeś poważnie?

Potter roześmiał się głośno.

– Co mam zrobić, żeby ci to udowodnić? Czekaj, już wiem. – Złapał go za rękę i doprowadził do salonu, gdzie obok choinki stali Ron i Hermiona, najwyraźniej unikając kanapy. Twarz kumpla była czerwona jak dojrzałe jabłko, a kobieta obserwowała drzewko nieruchomym wzrokiem, jakby to była najbardziej fascynująca rzecz, jaką widziała.

– Ronie, Hermino, muszę wam coś ogłosić. Draco i ja spotykamy się – nie owijając w bawełnę poinformował ich, po czym przyciągnął blondyna do gorącego pocałunku. Malfoy spinał się przez chwilę, ale wkrótce rozluźnił się, aż w końcu stopniał w ramionach Harry'ego, oddając pocałunek i wplatając palce w jego włosy.

Potter kompletnie zapomniał o swoich przyjaciołach i dopiero chrząknięcie Hermiony oraz odgłos dławienia się, dobiegający ze strony Rona, przypomniały mu o gościach.

– Myślę, Harry, że sami trafimy do wyjścia. Gdy będziesz miał chwilę, daj nam znać, dobrze? – Harry wiedział, że to polecenie a nie pytanie, ale w tej chwili poświęcił małe zainteresowanie, jak przyjaciele poradzą sobie z miłością jego życia. Dadzą radę – i tylko to miało znaczenie.

– Do zobaczenia zatem! – radośnie pożegnał ich i z entuzjazmem wrócił do przerwanej czynności.

Kiedy dobiegł ich odgłos zamykanych drzwi, Draco oderwał się i stwierdził:

– Jesteś na dobrej drodze, żeby zostać Czarnym Panem.

Harry uśmiechnął się.

– Poradzą sobie z tym. Na czym to skończyliśmy?

– Na tym – mruknął Draco, rzucając się na niego.