Stiles ściskał nerwowo klucze w dłoni. Śmiesznym było to, że stał przed własnym mieszkaniem i nie bardzo wiedział co zastanie w środku. Derek obiecał, że zaczeka na niego, ale przez cały dzień nie miał się jak z nim skontaktować. Jego komórka dzwoniła non stop, ponieważ pismaki jakoś dostały jego numer. Lydia była raz wściekła, a innym razem naprawdę zadowolona.
Nie potrafił rozgryźć w jaką minutę akurat trafiał.
Jego mieszkanie nie było jakoś bardzo oblężone. Był przekonany, że wielu z paparazzi nie zauważył, ale uczynny portier rozgonił towarzystwo bardzo skutecznie. Musiał mieć doświadczenie w takich sprawach i Stiles zamierzał mu wręczyć ogromny napiwek, gdy tylko przestanie walczyć z fleszami. Dzięki Bogu nie próbowano go zatrzymać. Fizycznie nie dałby sobie rady z tym tłumem.
Oficjalne oświadczenie, które wydał musiało utwierdzić plotkarzy o tym, że nie zamierzał się już dłużej ukrywać. Najwyraźniej był to dla nich tak wielki szok, że nie bardzo potrafili się po tym pozbierać. Lydia zawsze twierdziła, że atak był jedyną formą obrony, która ją interesowała i był jej naprawdę wdzięczny.
- Wchodzisz? – spytał Derek, stając nagle w drzwiach.
Sytuacja przypomniała mu tak bardzo pierwszy raz, gdy przyjechał do mieszkania Hale'a, że zadrżał. Tak właśnie zaczynali.
- Najwyraźniej. To chyba niezbyt bezpieczne przebywać na korytarzu w tych czasach – próbował zażartować, ale nawet w jego własnych uszach brzmiało to słabo.
Kącik ust Dereka jednak drgnął, gdy mężczyzna wpuszczał go do środka i przyciągał do przyjemnie delikatnego pocałunku. Cały dzień był takim koszmarem, że trudno mu było sobie wyobrazić, że mogłoby być gorzej. A Lydia twierdziła, że paparazzi lubili go na tyle, aby nie śledzić już od jej biura. Zaczaili się po prostu pod miejscem, do którego wiedzieli, że zmierza. Nie wiedział czy to na pewno oznacza, że darzyli go minimalną sympatią, ale nie zamierzał tego testować.
Denerwował się już w taksówce, która zabrała go spod studia. Nagrywanie programu, praca z załogą – to wszystko nadal widział przez mgłę. Gdzieś w połowie dnia zdał sobie sprawę, że w zasadzie Derek mógł zmienić zdanie. Jeśli i jemu prasa doskwierała tak mocno jak Stilesowi, Hale mógł zerwać z nim jeszcze tego samego wieczora.
Nie wiedział skąd wzięła się ta myśl, ale nie potrafił się od niej uwolnić przez cały dzień. A nawet jeśli Derek decydował się z nim zostać, mieli przed sobą długie godziny rozmów. Może medialnego syfu, ponieważ nie spodziewał się, że wszyscy nadal będą go uwielbiać. Było tutaj na tyle wielu konserwatystów, aby wszcząć publiczną debatę o jego seksualności, której nie chciał. Nie chciał tłumaczyć się z tego, ani też oficjalnie popierać środowiska, ponieważ jego życie było jego sprawą i jeśli nie rozumieli małomiasteczkowego wychowania, oznaczało to, że coś jest nie tak z nimi a nie z nim.
- Rozmawiałem z twoim ojcem – poinformował go Derek, gdy rozdzielili się na chwilę.
- Cooo? – wyrwało mu się.
Derek wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego.
- Dzwonił do mieszkania. Oznaczyłeś go, więc wiedziałem, że to nie prasa. Stwierdziłem, że wrócisz późno i nie ma sensu, żeby się denerwował tak długo – wyjaśnił mężczyzna.
- Rozmawiałeś z moim ojcem? – powtórzył, nie bardzo wiedząc co słyszy.
Derek nagle wydawał się nie tak do końca pewny siebie.
- To chyba nie problem… Po prostu cały dzisiejszy dzień… - zaczął Hale.
- Nie, nie. To genialnie. Tata ma słabe serce, jestem wdzięczny, że z nim pogadałeś. Pewnie mu ulżyło – powiedział szybko Stiles. – Po prostu jestem zaskoczony. Sądziłem, że będziesz się go bać.
Derek zaśmiał się krótko.
- Nie mówię, że nie byłem przerażony. Gdybym cię wtedy nie odprowadzał, nie musiałbyś… - zaczął jego chłopak.
Stiles położył mu pospiesznie rękę na ustach i kolejne słowa zaginęły pod nią. Dokładnie tak jak powinny.
- Ten coming out by się odbył – poinformował Dereka z pewnością w głosie. – Wolałbym go na moich warunkach, ale zrobiłbym to. Zresztą Lydia mnie zapewniła, że jest w stanie to załatwić tak, że nawet śladu nie zostanie po tej plotce, więc potwierdziłem wszystko z pełną świadomością tego co robię – dodał. – Mogłem się wycofać i nie zrobiłem tego… - zapewnił mężczyznę.
- Cieszę się – odparł Derek, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem.
Stiles zamrugał.
- Jeśli ci przeszkadzało… - zaczął, ale tym razem to on został uciszony.
- Nie przeszkadzało. Wtedy było dobrze, ale teraz jest lepiej – wyjaśnił Derek. – Mogę cię zabrać na kolację, a potem nie muszę się przejmować czy w klubie nie tańczymy za blisko.
- Nie tańczyliśmy w klubach – zauważył przytomnie Stiles.
- Wiesz jak blisko trzymałbym cię? Twój tyłek zawsze się tak bardzo rusza – poinformował go Derek ze znajomym mu już błyskiem w oku.
Stiles wziął głębszy wdech, a potem poruszył nosem, czując coś egzotycznego w powietrzu.
- Gotowałeś? – zdziwił się.
- Ale nie sprzątałem. Nie jestem twoją żoną – rzucił Derek, pchając go w stronę kuchni.
- Jeszcze – odparł Stiles i po raz pierwszy to on miał ostatnie słowo.
ooo
Ostatnie kilka dni spędzili zamknięci w jego mieszkaniu. Allison poinformowała go, że wszystkie jego programy zostały odwołane. Miał dwa tygodnie zaległego urlopu i Lydia zdecydowała, że to był czas, aby go wykorzystać. Laura podobno nie była zadowolona, ale Stiles cieszył się tylko, że na własne oczy nie zobaczył starcia gigantów.
Danny przejął jego wywiady, ale nie zobaczył nawet jak mu poszło, bo Derek trzymał go z dala od komputera i telewizji. Hale nie wrócił do swojego mieszkania, więc przez prawie połowę czasu chodził pół nago, ponieważ wszystkie ubrania Stilesa okazały się na niego za małe.
Gdyby wiedział, że tam będzie wyglądało kilka kolejnych dni po ujawnieniu – zrobiłby to już dawno. Sądził, że Derek będzie czynił mu wyrzuty, ale Hale po prostu wzruszał ramionami i twierdził, że tak wygląda showbiznes, że z tym się właśnie liczył, gdy tylko zaczęli się spotykać. Nie wiedział jak długo Derek pracował w tej branży, ale nie wydawał się nawet zaskoczony rozkazem Lydii, że mają nie wyściubiać nosa z mieszkania, a Hale miał obowiązek kontaktowania się z nią przed oficjalnymi wystąpieniami, ponieważ sam nie miał agenta, więc przejmowała interesy ich obu.
Derek nawet nie protestował, najwyraźniej rozbawiony tym jak kobieta się rządzi. Tych dwoje się jeszcze nie widziało, ale same ich rozmowy telefoniczne sprawiały, że nie oczekiwał tego spotkania. Derek kończył za Lydię ponad połowę zdań, jakby odgadywał medialnie zaplanowane kroki.
- Nie irytuje cię to? – spytał Stiles po raz kolejny, gdy jego chłopak odłożył telefon i wsunął się pod koc.
Mieszkanie wyglądało tak, jakby przeszedł przez nie huragan. Wszędzie walały się pudełka po pizzy i żarciu na wynos z najbliższej chińskiej restauracji. Przynajmniej utrzymywali różnorodny jadłospis, chociaż Derek przewracał oczami, ilekroć Stiles w ten sposób żartował.
- Lydia próbuje podnieść naszą wartość rynkową – poinformował go mężczyzna.
Stiles spiął się i niemal od razu poczuł jak Derek obejmuje go ramieniem. Szorstkie usta mężczyzny pojawiły się na jego karku, gdy Hale podgryzał go lekko, korzystając z tego, że dopóki trwał jego urlop, mógł znaczyć go do woli. Skutkiem tego Stiles chodził cały w malinkach. Był pewien, że ma ślady ugryzień nawet pod kolanami.
- Wyobraź sobie jej minę, gdy odmówię – wyszeptał Derek w jego szyję.
Stiles parsknął, ponieważ to było tak abstrakcyjne, jak tylko mogło być.
- Jesteś dziwny – stwierdził z pewnością w głosie. – Dzieci funduszu – prychnął.
- Hej! Mam bloga! – zaprotestował Derek. – Prowadzę…
- Nudne internetowe życie – dokończył za niego Stiles. – Nudne internetowe interesy – dodał.
Derek wciągnął go na swoje kolana, usadzając wygodnie. Koc ześlizgnął się trochę, ale żaden z nich nie sięgnął, aby go poprawić. Trzymali zasłonięte kotary przez pełną dobę, korzystając z półmroku panującego w mieszkaniu.
- Prowadzę dostatecznie interesujące życie – stwierdził Derek.
- Pieniądze z reklam… - zaczął Stiles.
- Mam pieniądze. Martin musiałaby użyć innych argumentów. Wątpię, aby jakiekolwiek mnie zainteresowały. Zresztą ostateczne słowo będzie należeć do ciebie. Nie chcę, żebyś stwierdził, że korzystam z twojej już zdobytej sławy – zakpił Derek.
- Nie przesadzajmy. Nie jestem jakimś aktorem, który zdobył Oskara – prychnął, czując, że na jego policzkach wykwita rumieniec.
Nigdy nie był do końca pewien co Derek myśli o jego pracy. Oczywiście miał własny program, ale należał bardziej do celebrytów niż ludzi, o których mówiono z powodu ich pracy. Zajmował się rozmawianiem z ludźmi za pieniądze i często sam poszukiwał sensacji tak jak wtedy gdy spotkali się pierwszy raz. Lubił myśleć, że nie przekroczył granicy, gdzie stawał się po trochu plotkarską gnidą.
Zdawał sobie sprawę, że stawiano go tylko krok wyżej pogodynek, chociaż i z nimi bywały problemy. W końcu te dziewczyny miały nie tylko wygląd, ale też często naprawdę solidne wykształcenie do zawodu.
Derek traktował jego świat nie całkiem poważnie. Jakby znał go od podszewki i już mu się nudziły mechanizmy, które wprawiały go w ruch. Możliwe, że spodziewał się zamieszania wokół nich i był na nie przygotowany, ale Stiles czuł się w tym całkiem zielony. I nie chciał zostać nową Kim Kardashian w wersji homo.
- Jesteś tylko kimś, o kim mówi całe nasze wybrzeże i jestem pewien, że wiele nastolatek płacze na wieść, że nie ma szans cię uwieźć – zakpił Derek.
- Pusta sława przemija – stwierdził Stiles głucho, przygryzając wargę.
- Dobrze zatem, że wychodzisz poza ramy. Kiedy masz pierwsze próby do gali? – spytał go nagle Derek.
- Lydia wysłała mi kalendarium, ale nie jestem pewien czy to dobry pomysł – zawahał się.
- Na razie nie masz z kim iść – dorzucił Derek.
Stiles spojrzał na niego zaskoczony.
- Nie masz czasu? – zdziwił się.
- Nie dostałem moich kwiatów i wina – odparł mężczyzna. – Zastanawiam się czy samemu nie wziąć sobie jakiejś rekompensaty za zamykanie mnie na niewielkiej przestrzeni – dorzucił, sugestywnie poruszając biodrami.
Stiles przełknął głośno ślinę.
- To duże mieszkanie – odparł, żeby sobie jakoś kupić czas, kiedy w jego głowie zaczął się układać genialny plan. – Poza tym musiałbyś mnie złapać – dodał, wstając tak szybko z kanapy, że ratowanie koca nie miało sensu.
Derek zresztą jak i on świecił gołym tyłkiem i ten widok to było wszystko czego mógł zapragnąć.
- Co mi zrobisz jak mnie złapiesz? – spytał Stiles, chowając się za wysepką w jadalni.
Derek odpowiedział mu naprawdę drapieżnym uśmiechem.
ooo
Stiles wątpił, aby ten dzień przeżył. Jego muszka była za ciasna. Kartki-przypominajki nie chciały się zmieścić w jego kieszeni, a czarna koszula wydawała mu się po prostu zbyt ciemna. Makijaż, który mu nałożono, aby nie błyskał do kamery potem, a po prostu naturalnością, zaczynał go irytować.
Nie miał kontaktu z Derekiem od doby. Hale musiał w końcu wrócić do swojego mieszkania i chociaż towarzyszył mu ochroniarz, to wcale Stilesa nie uspokajało. Starali się do siebie dzwonić, ale przygotowania do prowadzenia takiej imprezy zajmowały mu prawie cały wolny czas. A wrócił do pracy jeszcze nie tak dawno.
Wejście w stały rytm schodziło mu tym razem o wiele dłużej i chociaż ojciec dzwonił do niego, żeby powiedzieć mu jak jest z niego dumny, a Scott z pretensjami, że czemu nic nie słyszał o jego nowym facecie – to nadal nie opuszczała go dziwna nerwowość. Nie czytał komentarzy w internecie zgodnie z tym co poleciła mu Lydia, a Derek wprost wymógł. I nadal czekał, że aż pierwszy raz powinie mu się noga, a jego chłopak będzie go ratował. Co do tego bowiem nie miał wątpliwości.
Ciche pukanie do hotelowego pokoju sprawiło, że podskoczył. Makijażystka zamarła nad jednym z jego pieprzyków.
- Teraz powinno być dobrze – powiedziała i Stiles chciał jej wierzyć.
- Wyglądasz świetnie – rzucił Derek, stając za jego krzesłem.
Widział go w odbiciu przenośnej toaletki.
- Cześć – przywitał się.
Derek zawahał się wyraźnie, gdy pochylał się w jego stronę.
- W usta – podpowiedział mu. – Inaczej najesz się pudru.
- Nie mam takich wątpliwości – prychnął Hale.
- Kiedy całują się na wizji, to tak naprawdę obtarcie policzka. Często to trzeba poprawiać – wyjaśnił mu Stiles.
- Wyobrażam sobie. Jeśli nie chcesz się spóźnić, musimy już wyjść – poinformował go i wyciągnął w jego stronę rękę. – Gotowy? – spytał i Stiles wiedział, że nie chodzi tylko o cholerną galę.
Pierwszy raz od czasu, gdy ich przyłapano, mieli wyjść razem.
- Zróbmy to – odparł, biorąc głębszy wdech.
ooo
Nie było czerwonego dywanu, ale metaforycznie i tak należało przejść dość szeroką miękką ścieżką i zostać obfotografowanym z różnych stron. Musieli odczekać chwilę w samochodzie, ponieważ ktoś przed nimi dopiero przechodził. Zasady były jasne, istniała pewna kolejność i musieli się tego wszystkiego trzymać.
Derek ścisnął jego rękę, gdy wyszli w końcu z samochodu. Błysk fleszy prawie go oślepił, ale pomrugał oczami, aby odegnać łzy i znowu mógł się szeroko uśmiechać bez strachu, że na jego policzkach pojawią się smugi.
Derek obejmował go ramieniem i czuł się naprawdę bezpieczny. Rozdał kilka autografów niewielkiej grupce fanów, pomachał i wszystko szło naprawdę nieźle, prawie się nie pocił jak mysz na widok kota. Nie miewał wielkiej tremy, ale bywał onieśmielony, w co pewnie nie uwierzyłby nikt, kto widział go na antenie.
- Hale! – krzyknął ktoś i Stiles odwrócił się w stronę podkładającego Derekowi mikrofon dziennikarza. – Co powiesz o tym, że twój blog jest najbardziej poczytnym w rankingu, który przeprowadzono ostatnio?
Derek wzruszył ramionami.
- Cieszy mnie, że świadomość młodzieży i dorosłych się pogłębia – odparł krótko mężczyzna.
Wyciągnięcie od niego czegokolwiek dłuższego naprawdę wymagało starań. Stiles znał to autopsji. Już przeprowadzał z nim rozmowę i to nawet nie była katorga. Musiał przyznać, że ilekroć oglądał ten program – a robił to dość często, dostrzegał jak Derek mocno się przed nim otworzył. Wtedy i przez kilka kolejnych dni. Możliwe, że mężczyzna zrobił to tylko dla niego, aby zaczął mu ufać i przestał się bać swoich własnych pragnień.
- Jak skomentujesz plotki, że twoje zarobki podwoiły się od czasu, gdy was nakryto w podziemnym garażu? – pytał dalej dziennikarz.
I Stiles się zastanawiał kto tutaj wpuścił tego dupka.
- Słowo nakryto ma bardzo duże znaczenie tutaj. Nie planowaliśmy jeszcze ujawniać naszego związku – odparł spokojnie Derek.
- Wiele osób sądzi, że związek ze Stilesem to był dla ciebie wygrany los na loterii – rzucił mężczyzna.
Derek uśmiechnął się lekko.
- Bo to był los na loterii – potwierdził mężczyzna, spoglądając na Stilesa jakoś tak czulej.
- Czyli potwierdzasz, że ten związek ci się opłacił? – padło kolejne pytanie, zanim chwila zdążyła przeminąć.
Derek spiął się momentalnie, a potem nagle buchnął śmiechem, przyciągając ogólna uwagę. Stiles miał ochotę walnąć reportera w twarz i nawet zrobił kolejny krok do przodu, ale jego chłopak przyciągnął go do siebie mocniej.
- Och, zawsze chciałem zostać czyimś utrzymankiem – zakpił Derek, wpatrując się wprost w mężczyznę, który wydawał się naprawdę zadowolony z tej odpowiedzi. - To musi być fascynujące zajęcie. Nie wiem dokładnie jak to wygląda, ale popytam tu i tam i zapewne dostanę jakąś instrukcję obsługi. Co powiesz na to, Stiles? – spytał retorycznie jego chłopak. – Mówiłeś, że mam nudną pracę, ale okazuje się, że może być jeszcze nudniej – dodał przewracając oczami.
- I mama by tego nie pochwaliła – powiedział ktoś, stając za nimi.
Stiles obrócił się i czuł jak jego usta uchylają się z szoku. Laura Argent wraz z mężem wpatrywali się w nich ze spokojem. Stiles czuł jak Derek przyciska go mocniej do swojego boku.
- Rodzinne zdjęcie? – zaproponowała Argent i nie drgnęła jej nawet powieka.
Charakterystyczne kliknięcia wypełniły powietrze, gdy Laura i Chris wsunęli się na miejsce obok nich. Derek tylko westchnął, jakby nie spodziewał się niczego innego. A Stiles starał się poskładać do kupy wszystkie fakty.
Dziennikarze wydawali się wpaść w popłoch, nie bardzo pewni o co powinni pytać. Bezczelny typ został wypchnięty gdzieś do tyłu wraz ze swoim cholernym mikrofonem i Stiles naprawdę był zadowolony z tego powodu.
I naprawdę miał ochotę stłuc Dereka na kwaśne jabłko.
- Wszystko ci wyjaśnię później. Miała się nie wtrącać – wyszeptał Hale w jego ucho.
Stiles westchnął i przewrócił oczami.
- Ja też lubię być Panem Poinformowanym – rzucił, czując się naprawdę głupio, bo już dawno powinien był zorientować się, że Laura i Derek mają za wiele cech wspólnych, aby to było normalne.
Jego chłopak zresztą zawsze ucinał rozmowy, w których wspominał o swojej szefowej pewnie nie chcąc w jakikolwiek sposób wpływać na jego karierę, co jak najbardziej było fair. Nie wiedział jak mógł to wszystko przegapić. Zawsze uważał się za tego szybko dodającego dwa do dwóch, ale skupił się tak bardzo na sobie, że gdzieś przegapił rodzinę Dereka. Nie pomagało, że jego chłopak po prostu o wszystkich mówił nie używając imion i nazwisk. O Erice i Boydzie, rodzicach, rodzeństwie i cholernym wuju senatorze.
Tymczasem w powietrzu wisiało już pierwsze pytanie.
- Czy to jest twój tajemniczy brat? – spytał ktoś w końcu.
Laura uśmiechnęła krzywo.
- To ja jestem jego tajemniczą siostrą – odparła, wyraźnie rozbawiona.
