A/N: Czas na następny fragment. Oby się spodobał.
Chcę dodać, że powoli zbliżamy się do finału tej historii. Jeszcze tylko trzy rozdziały i finito...
25.
Musiała przyznać, że posiłek i odpoczynek dobrze jej zrobił. Znowu nabrała energii i była gotowa czuwać przy łóżku ojca swego dziecka.
To zabawne, ale gdyby nie to omdlenie i badanie krwi, zrobione przez Janet, w życiu nie pomyślałaby, że jest w ciąży. Czy nie powinna mieć wrażliwszych piersi, częściej biegać siusiu, albo odczuwać już porannych mdłości? Przecież inne kobiety na jej miejscu, zwracają dalej niż widzą, ona, tymczasem, NIC. Fakt, czuła się ostatnio nieco bardziej przemęczona, ale zwaliła to na karb nieustannego zapracowania. Jedynym podejrzliwym objawem, który zresztą przegapiła (albo, jak kto woli- zignorowała), była ta straszliwe dojmująca ochota na steki i ciasto. Nie to, by wcześniej ich nie jadała. Steki lubiła zawsze, lecz nie w tych ilościach. Co do słodyczy, od zarania preferowała galaretkę nad wszystko inne i już samo to, że ostatnio łaknęła placka dyniowego, czy czekoladowego Brownie, powinno ją zastanowić.
- Ależ ty jesteś spostrzegawcza, Carter!- zażartowała sama z siebie, gdy w łazience swojej kwatery czesała włosy przed powrotem do skrzydła szpitalnego. Uśmiechając się idiotycznie do swego odbicia w lustrze, znów położyła dłoń tam, gdzie rosło jej dziecko.- Może nie byłeś planowane…- wymruczała miękko, masując delikatnie swój brzuch.-… i mamusia z tatusiem będą mieli od cholery kłopotów, gdy obwieszczą twoje istnienie, ale musisz wiedzieć, fasolko, że jesteś bardzo chciane.- zapewniła maleńką istotkę pod jej sercem.- Prędzej piekło zamarznie, niż tatuś i mamusia pozwolą cię skrzywdzić!- stwierdziła stanowczo, a potem dodała ciepło.- To jak? Idziemy przedstawić się tatusiowi? Może już nie śpi? Jeśli jeszcze się nie obudził, poczekamy sobie na niego z wujkiem T, ok?- spytała z uśmiechem.
Oczywiście, nie oczekiwała odpowiedzi, ale przyjemnie było rozmawiać ze swoim dzieckiem nawet, jeśli nie miało ono jeszcze wykształconych uszu. Bardzo przyjemnie.
W drodze po izolatki Jacka, raz jeszcze zahaczyła o stołówkę, gdzie przegryzła to i owo, i postarała się o dwie kawy oraz lekką herbatę z miodem dla siebie (już wcześniej postanowiła, że ze względu na ciążę, ograniczy spożycie kofeiny), po czym, już prosto jak strzała, pomknęła na poziom medyczny.
- Jakieś zmiany?- zapytała zaraz, gdy przekroczyła próg izolatki.
- O'Neill nadal nie odzyskał przytomności…- odparł powoli Teal'c, biorąc od niej kubek i kiwając głową z wdzięcznością.-… ale doktor Fraiser, która była tu dwadzieścia minut temu, powiedziała, że to powinno się wkrótce zmienić.
- Yeah.- przytaknął Daniel, który również przyjął dymiącą porcję swego ukochanego napoju.- Janet mówiła, że znieczulenie niedługo zacznie odpuszczać. Mówiła też, że parametry życiowe Jacka są w normie i że to dobry znak, zważywszy na ogrom uszkodzeń.
- Chwała Bogu!- westchnęła Sam, siadając obok łóżka, na którym leżał jej uwielbiany pułkownik.- A tak swoją drogą, Daniel…- dodała.- Jakim cudem Janet nie wykopała cię z powrotem do twojego pokoju?- spytała z pobłażliwym uśmiechem i archeolog się zaczerwienił.
- Myślę, że to ma coś wspólnego z tym, co Tau'ri określają jako „oczy małego psa".- odpowiedział za niego nieco rozbawiony Jaffa.
- Chyba miałeś na myśli „szczenięce oczy", Teal'c?- uśmiechnęła się blondynka.
- Istotnie. Dziękuję major, Carter.- przytaknął.
- Nie ma problemu.- odparła i spojrzała z humorem na nadal zarumienionego archeologa-lingwistę.- A więc kolejna kobieta nie mogła oprzeć się temu spojrzeniu, Danny?- mrugnęła psotnie.- I pomyśleć, że Janet podobno jest na nie uodporniona!- dorzuciła żartobliwie.
- Jestem!- stwierdziła lekarka, wchodząc do pokoju.-... ale on nie przestawał błagać dotąd, aż już nie mogłam go słuchać, więc dla świętego spokoju pozwoliłam Danielowi spędzić tu pół godzinki, które nota bene, właśnie upłynęło.- zauważyła, znacząco patrząc na swojego pacjenta.- Sio, doktorze Jackson. Czas na wypoczynek. Nie muszę chyba przypominać, że ta rana jest wciąż świeża?- uniosła brew.
- Ale ja się dobrze czuję!- próbował jeszcze Danny, lecz bez powodzenia, bo Janet uniosła palec i wskazała mu drzwi.
- Już idę, idę!- mruknął pod nosem, kierując się do wyjścia.- Ale powiecie mi, jak Jack się obudzi, co?- spytał jeszcze, obrzucając troskliwym spojrzeniem śpiącego przyjaciela.
- Oczywiście.- zapewniła go doktorka i wzrokiem poinstruowała pielęgniarkę, by odprowadziła pacjenta wprost do jego pokoju.
Gdy Daniel zniknął w korytarzu, Janet sprawdziła odczyty na monitorach i zwróciła się do pozostałych.- Zamierzam go rozintubować, by sprawdzić, czy pułkownik będzie oddychał samodzielnie, więc jeśli chcecie wyjść, to teraz.- poinformowała Sam i jej ciemnoskórego kompana.
- Nie ma mowy!- odpowiedziała szybko blondynka.- Ja zostaję!
- Ja również, pozostanę.- stwierdził Jaffa, więc bez zbędnej zwłoki Janet w asyście drugiej pielęgniarki, usunęła z gardła oficera tkwiącą w nim rurkę.
Wszyscy wstrzymali oddech, czekając na reakcję mężczyzny, lecz gdy płuca Jacka podjęły pradawny rytm, odzwierciedlony jego oddechem, odetchnęli z ulgą.
- Doskonale!- wyszczerzyła się dr Fraiser.- Teraz tylko poczekamy, aż anestetyk przestanie działać i miejmy nadzieję, że pułkownik niedługo nam się ocknie. Dajcie znać, gdy to się stanie…- dodała.- Ja idę sprawdzić szwy Daniela.
- Ok.- powiedziała Samantha i chwilę potem znów zostali tylko we trójkę.
- Ja również na chwilę się oddalę, bo, jakby to ujął O'Neill, natura mnie przyzywa.- powiedział wojownik.- Powrócę niedługo.
- Nie śpiesz się, Teal'c. Ja posiedzę przy pułkowniku.- zapewniła go major Carter i Jaffa skinął głową. Moment później była już sama i dyskretnie wzięła dłoń ukochanego w swoją.
- Hej, Jack…- powiedziała cicho.- Musisz się szybko obudzić, bo mam ci coś ważnego do powiedzenia. Coś, po czym zgubisz skarpetki!- dodała wesoło.
Na jego reakcję, nie musiała czekać zbyt długo. Jakieś dziesięć minut po wyjściu Teal'ca, monitory zaczęły wskazywać przyśpieszony puls i szybszy oddech oraz akcję serca, co było znakiem, że rozpoczęło się wybudzanie. Niedługo potem, Jack wziął głębszy oddech i powoli otworzył oczy, napotykając jej błękitne, pełne ulgi i miłości spojrzenie.
- Hej, śpiochu!- uśmiechnęła się ciepło.- Dobrze spałeś?
TBC
