Hejka :) Miałam dzisiaj tak szalony dzień (wieńczący równie szalony tydzień), że omal zupełnie nie zapomniałam o aktualce! Chyba się starzeję ;) Ale już nadrabiam niedopatrzenie i serwuję Wam kolejny rozdział tłumaczenia. W głównej roli znów Severus! Ciekawa jestem, czyje argumenty – jego czy Harry'ego – bardziej Was przekonają.
Cassie: Tak, wszystko pomału zaczyna się wyjaśniać (najwyższy czas!). Dzięki :)
Freja: Ha, podoba mi się Twoje podejście do sprawy :D Ja, szczerze mówiąc, też nigdy nie przepadałam za Syriuszem – a co do tęsknoty Harry'ego za nim, to tak na zdrowy rozum przewagą Syriusza nad Remusem jest tylko to, że Syriusz jest ojcem chrzestnym chłopaka; pomijając ten fakt, obaj byli przyjaciółmi Jamesa i obaj spędzili z Harrym równie niewiele czasu (na stopie prywatnej – bo jeśli liczyć cały wspólny czas, to Remus spędził go z Harrym o wiele więcej), więc nie wiem, skąd się wzięła taka wielka dysproporcja między przywiązaniem chłopca do jednego i drugiego z nich... a i sama z pewnością nie stawałabym na głowie, żeby uratować Syriusza. Bardzo się w tym punkcie zgadzam z Severusem i z tym, co już wkrótce powie o Łapie podczas rozmowy z Remusem. Ale ja zawsze byłam Lunatyczką, więc nie jestem obiektywna ;) Dzięki za komentarz!
25. Nie Wywołuj Wilka z Lasu
Harry był jeszcze bardziej spięty niż zazwyczaj, kiedy szedł w kierunku lochów na swoją kolejną lekcję Oklumencji; poprzedniego wieczora Snape bez żadnych wyjaśnień odwołał ich spotkanie, więc dzisiejsza sesja miała być pierwszą, odkąd chłopiec zaczął wdrażać w życie swój plan.
Dzień wcześniej Harry siedział w bibliotece, dopóki nie zapadł zmierzch; szukał informacji na temat magii krwi, braterstwa krwi, wskrzeszania i nekromancji. Późnym popołudniem znalazł go tam Remus, najwyraźniej chcąc poważnie z nim porozmawiać, ale Harry był raczej oschły w stosunku do swojego byłego nauczyciela. Odpowiadał półsłówkami na jego pytania i odrzucał wszelkie próby głębszej komunikacji. Wiedział, że zachowuje się niesprawiedliwie, i wiedział, że w całej tej sytuacji nie było ani trochę winy Remusa – i tak naprawdę wcale nie był na niego zły. Nie miał jednak ochoty rozmawiać z nim akurat w tym momencie, więc Lupin po chwili wyszedł z biblioteki zostawiając chłopca sam na sam z jego poszukiwaniami. Harry miał wrażenie, że jego były profesor chciał przedyskutować z nim coś konkretnego, ale nawet jeśli tak było, to on nie miał ochoty na jakąkolwiek konwersację, bez względu na temat.
Tego ranka Harry wrócił do biblioteki, by kontynuować badania, i teraz wydawało mu się, że – biorąc pod uwagę krótki czas, jakim dysponował – zebrał już wszystkie dane, które mógł znaleźć w książkach. Czas na następny krok – wydobycie bardziej szczegółowych informacji od człowieka, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mógł wiedzieć na ten temat najwięcej.
Harry ostrożnie zapukał do drzwi gabinetu Snape'a.
- Wejść!
Chłopiec posłuchał swojego nauczyciela, wszedł do środka ponurego pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Mistrz Eliksirów był równie ponury jak jego gabinet, ale to akurat nie odbiegało od normy; stał za swoim biurkiem i chował właśnie plik pergaminów do jednej z szuflad, a kiedy się z tym uporał, spojrzał na Harry'ego.
- Panie Potter.
- Dobry wieczór, proszę pana.
Snape skinął krótko głową i wyszedł zza biurka.
- No cóż, zaczynajmy. Wciąż masz problemy z powstrzymywaniem mnie przed wniknięciem do twojego umysłu. Brakuje ci skupienia. Zobaczmy, czy ćwiczyłeś tak, jak poleciłem ci to wczoraj.
Harry ćwiczył, ponieważ robił to każdego wieczora. Nie przynosiło to co prawda żadnych widocznych rezultatów, ale bez względu na to, jak bardzo starał się oczyścić umysł przed zaśnięciem, nic to nie dawało. Nieraz mówił już o tym Snape'owi, ale do tej pory nauczycielowi nie udało się udzielić mu żadnej pożytecznej porady w tej kwestii.
Na wieczorne zajęcia Harry był jednak zawsze przygotowany, zawsze starał się odsunąć od siebie wszelkie myśli, zanim jeszcze przekroczył próg gabinetu Mistrza Eliksirów, by nauczyciel nie zaskoczył go w żaden sposób. Chłopiec nie był więc zaskoczony, kiedy Snape bez dodatkowych słów wyciągnął różdżkę i wycelował ją w niego. Harry już trzymał w ręce własną różdżkę i teraz uniósł ją, by się bronić.
- Legilimens!
Ta sesja była – krótko mówiąc – wyczerpująca; Snape przez ponad godzinę atakował Harry'ego raz za razem, z większym lub mniejszym sukcesem. Chłopcu nie udało się całkowicie odpierać tych ataków, ale nie pozwolił również, by profesor wdarł się na tyle głęboko, by poruszyć te naprawdę bolesne wspomnienia. Mimo to poczuł ulgę, kiedy Snape w końcu ogłosił koniec ich lekcji. W przeciwieństwie do chłopca, nie był zadowolony z jego postępów w nauce.
- Wciąż zbyt łatwo udaje mi się wedrzeć do twojego umysłu, Potter. Masz już dość sporą wprawę w walce ze mną na pewnym etapie ataku, ale głównym celem tych zajęć jest to, byś nauczył się całkowicie blokować swój umysł przed obcą ingerencją. Nie skupiasz się, ale powoli dochodzę do wniosku, że skupienie jest sztuką, której po prostu nigdy nie opanujesz.
Harry przygryzł wargę i zdusił w gardle ciętą odpowiedź na tę uwagę. Do tej pory powinien już nauczyć się, że najlepszym sposobem na radzenie sobie z emocjonalnymi docinkami Snape'a jest ich ignorowanie. Poza tym dzisiaj miał przed sobą inny cel, a w jego osiągnięciu na pewno nie pomoże niepotrzebne rozwścieczenie profesora.
Mistrz Eliksirów zauważył, że Harry nie spieszy się z opuszczeniem jego gabinetu – a przecież zazwyczaj nieomal biegiem pędził do drzwi po zakończonych lekcjach – więc rzucił swojemu najmniej lubianemu uczniowi niechętne spojrzenie.
- Coś jeszcze, Potter? Muszę się zająć innymi sprawami.
Harry odetchnął głęboko; myślał, że jest na to przygotowany, ale w tym momencie nie był już pewien, czy wypytywanie Snape'a rzeczywiście jest takim dobrym pomysłem.
- O co chodzi, Potter? Nie kradnę dla siebie wolnego czasu, wiesz?
- To... ja mam pytanie, proszę pana.
Mężczyzna uniósł brew, a kiedy Harry nie powiedział nic więcej, westchnął z rozdrażnieniem.
- Potter, czy muszę pytać o każde twoje słowo? Skoro masz pytanie, to zadaj je, na Merlina!
- Czemu nie da się uratować Syriusza?
- Słucham?
- Pytałem, dlaczego wszyscy mówią, że...
- Zrozumiałem, co powiedziałeś - warknął Snape. - Ale jak w ogóle śmiesz zadawać mi takie pytanie?
Harry buntowniczo skrzyżował ramiona na piersi.
- Ponieważ mam już dość ludzi twierdzących, że niczego nie zrozumiem! Sam wiem najlepiej, że jest wiele rzeczy, na których się nie znam, ale nie jestem kompletnie głupi!
- Nie będziesz używał w stosunku do mnie takiego tonu, Potter - głos Snape'a był bardzo niski i bardzo zimny. Nie ostudził gniewu Harry'ego, ale przynajmniej skłonił go do ściszenia głosu.
- Nie jestem głupi - powtórzył. - Słyszałem, co profesor Dumbledore powiedział o Syriuszu – że może być poza naszym zasięgiem, ale nie jest tak naprawdę martwy. Próbowałem znaleźć jakiś sposób, żeby go ściągnąć zza Zasłony, zanim jego więź z Remusem zostanie przerwana.
Mina Snape'a zmieniła się nagle, jakby to informacja porządnie go ubawiła.
- Próbowałeś znaleźć sposób, by Black powstał z martwych?
- On nie jest martwy!
Snape odwrócił się i podszedł do niego, natychmiast górując złowrogo nad chłopcem.
- Black nie żyje i nic, co moglibyście zrobić ty, Lupin albo profesor Dumbledore, tego nie zmieni. A teraz przestań zawracać mi głowę takimi bzdurami!
- Musi istnieć jakiś sposób, żeby uratować Syriusza!
W oczach Mistrza Eliksirów pojawiła się drwina.
- A jak daleko jesteś w stanie się posunąć, by to osiągnąć? Jakie granice jesteś skłonny przekroczyć, jakich sposobów użyć, by go „uratować", Potter?
Harry z całej siły spróbował ukryć onieśmielenie i strach, które nagle poczuł, i obdarzył Snape'a swoim najbardziej buntowniczym spojrzeniem.
- Zrobiłbym wszystko, żeby go uratować! Ale nikt nie chce nawet spróbować mi w tym pomóc! Wszyscy już spisali go na straty.
Snape usiadł w swoim fotelu i oparł się wygodnie. Zetknął dłonie opuszkami palców tuż przed twarzą, ale nawet ten gest nie zakrył wypisanego na niej szyderstwa. Najwyraźniej dobrze się bawił – o wiele lepiej, niż Harry byłby skłonny uznać za bezpieczne.
- I przyszedłeś tutaj po to, żeby prosić mnie o pomoc. Wzruszające, Potter, ale obawiam się, że odpowiedź brzmi: nie. A teraz prosiłbym, żebyś zostawił mnie w spokoju – czeka na mnie praca o wiele ważniejsza, niż zamartwianie się o twojego ukochanego ojca chrzestnego... na przykład liczenie oczu traszek albo wyglądanie przez okno.
Mistrz Eliksirów wstał z fotela i – wyraźnie dając do zrozumienia, że uważa rozmowę za zakończoną – podszedł do pustego kociołka stojącego obok otwartej książki na jego stoliku do pracy i już po chwili wyglądał na całkowicie pochłoniętego warzeniem. Harry wciąż stał przy biurku swojego nauczyciela, nieco zarumieniony i z wyrazem kompletnego niedowierzania na twarzy. W końcu kilkoma długimi, wściekłymi krokami niemal podbiegł do Snape'a.
- Więc uważa pan temat za skończony, tak? Bardzo wygodnie! Założę się, że gdyby nawet istniał jakiś sposób na uratowanie Syriusza, a pan by go znał, to i tak by mi pan nie powiedział, byle tylko zemścić się za tych kilka szczeniackich wygłupów, których on i mój ojciec dopuścili się wobec pana, prawda? Ryzykuje pan życie Syriusza i to tylko dlatego, że jest pan zgorzkniałym, wiecznie niezadowolonym człowiekiem, który nie potrafi zapominać uraz!
Przez twarz Snape'a przemknęło kilka różnych emocji, kiedy przez moment po prostu wpatrywał się w Harry'ego, ale zanim chłopiec zdążył powiedzieć coś więcej, profesor złapał go za szaty i niemal brutalnie popchnął na ścianę.
- Nie waż się, Potter! Nie waż się wypowiadać na temat spraw, o których nie masz najmniejszego pojęcia! Czy ty w ogóle wiesz, o czym teraz mówisz? Czy wiesz tak naprawdę, o co mnie prosisz?
Harry mógł być niższy od Mistrza Eliksirów, ale z pewnością dorównywał mu gniewem i uporem, więc nie zamierzał się poddać.
- Proszę tylko, żeby pomógł mi pan znaleźć jakiś sposób na uratowanie Syriusza, bo wiem, że istnieje – że musi istnieć. I bez względu na konsekwencje zamierzam wykorzystać tę szansę, kiedy się pojawi!
Snape puścił go nagle i zrobił krok do tyłu, jakby właśnie uświadomił sobie, że jest bliski uduszenia swojego ucznia. Przez długą chwilę przyglądał się Harry'ego, po czym powoli pokręcił głową.
- Nic nie rozumiesz, Potter; nie chodzi o to, czy ja chcę, żebyś uratował Blacka... nie chodzi nawet o Blacka. Moja odpowiedź brzmiałaby tak samo gdyby chodziło o Lupina, któregokolwiek z Weasleyów, Draco Malfoya, a nawet profesora Dumbledore'a. Pozwól, że zadam ci jedno, proste pytanie, Potter: dlaczego właśnie do mnie przyszedłeś ze swoją prośbą? Dlaczego do mnie, a nie na przykład do Lupina?
- Ponieważ pan wie więcej o tych sprawach niż on.
- Tych sprawach, Potter? - Snape pokręcił głową, jakby był głęboko rozczarowany. - A więc tak wygląda ta sławna Gryfońska śmiałość i odwaga? Nie jesteś nawet w stanie nazwać tych spraw po imieniu! Wiem o Czarnej Magii więcej niż ktokolwiek inny ze znanych ci czarodziejów – to chciałeś powiedzieć, prawda?
Harry niepewnie kiwnął głową; do tej pory nie ośmielił się użyć tych słów nawet w myślach, ale kiedy Snape wypowiedział je na głos, chłopiec zrozumiał, że to była prawda. A zresztą co to za różnica, że właśnie fakt, że Mistrz Eliksirów zna się na mrocznej magii, może pomóc sprowadzić Syriusza zza Zasłony?
- Siadaj, Potter.
- Co?
Snape westchnął i usiadł w fotelu; jego szczupła sylwetka niemal w nim ginęła.
- Powiedziałem: siadaj, ponieważ chcę, żebyś całkowicie skupił się na tym, co chcę teraz powiedzieć. Nie zamierzam powtarzać tego niewiadomą ilość razy tylko dlatego, że nie słuchałeś mnie uważnie.
Harry poczuł dziką ochotę, by stać dalej tylko po to, żeby zrobić na złość swojemu najmniej lubianemu profesorowi, ale zdusił ją i usiadł na krześle dla gości, które stało przed biurkiem. Mężczyzna kiwnął głową.
- A teraz posłuchaj i chociaż raz w życiu nie przerywaj mi. Nie mogę pomóc ci uratować Blacka, choćby dlatego, że nie znam żadnego sposobu, by to zrobić - widząc, że Harry chce zaprotestować, uniósł dłoń i uciszył chłopca jednym surowym spojrzeniem; Harry nie sądził, że to w ogóle możliwe, ale coś w oczach profesora sprawiło, że go posłuchał. - Powiedziałem, żebyś mi nie przerywał, Potter. Czy naprawdę zdajesz sobie sprawę z tego, o co prosisz? Czy wiesz, ile może cię kosztować to „wszystko", co jesteś w stanie zrobić, by ocalić swojego ukochanego ojca chrzestnego? Czy wiesz, jak wysoką cenę mógłbyś zapłacić, gdyby faktycznie istniał sposób ocalenia, o którym przed chwilą wspomniałeś?
Harry otworzył usta, by odpowiedzieć, ale zanim zdążył to zrobić, Snape znów zabrał głos.
- Nie, nie wiesz – inaczej nawet nie ośmieliłbyś się o to pytać. Powiedziałeś, że przyszedłeś do mnie, ponieważ wiem o Czarnej Magii więcej niż Lupin i prawdopodobnie wszyscy inni, których znasz; jesteś już być może przekonany, że gotów byłbyś użyć Czarnej Magii, by uratować Blacka, ale w ogóle nie prosiłbyś mnie o pomoc, gdybyś wiedział, co to oznacza. Czy wiesz, jakie istnieją sposoby, by wskrzesić zmarłych, Potter?
Harry pokręcił głową.
- Profesor Dumbledore zawsze mówił, że zmarli nie mogą powrócić – ale ja nie potrafię w to uwierzyć.
Snape zaśmiał się kompletnie pozbawionym wesołości śmiechem.
- Profesor Dumbledore ma rację, Potter.
Chłopiec znów pokręcił głową.
- Ale czytałem, że...
Snape uniósł dłoń, by go uciszyć.
- Przestań mi w końcu przerywać, Potter! Profesor Dumbledore ma rację, kiedy twierdzi, że zmarłych nie można wskrzesić. Kiedy ktoś umiera, nie można tak po prostu ściągnąć go z powrotem do świata żywych.
- W takim razie czym jest nekromancja, jeśli nie sposobem na wskrzeszanie zmarłych? - spytał Harry nic sobie nie robiąc z wciąż powtarzanych zakazów przerywania. Snape zareagował na te słowa, jakby chłopiec uderzył go w twarz; zbladł (o ile było to możliwe przy jego z natury bladej karnacji), ale po chwili na jego szyi i policzkach zaczął się pojawiać niebezpieczny, czerwony rumieniec. Harry pomyślał, że jeszcze nigdy nie widział swojego profesora tak wściekłego, i poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła.
- Nie powinieneś w ogóle zawracać sobie tym głowy, Potter - wysyczał w końcu mężczyzna przez zaciśnięte zęby, a jego głos był lodowato zimny. - Nigdy więcej nie chcę słyszeć, jak mówisz na ten temat.
- Ale czytałem, że...
- Nie interesuje mnie, co czytałeś! - wrzasnął Snape wstając z fotela i uderzając pięścią w stół. - Istnieją pewne granice, których czarodziej nigdy nie powinien przekraczać, Potter, a to jest właśnie jedna z nich! Gdybyś faktycznie zaznajomił się z tematem, wiedziałbyś, że nekromancja jest najgorszym możliwym sposobem na ocalenie twojego drogiego ojca chrzestnego! Że nie jest sposobem na osiągnięcie czegokolwiek, a co najwyżej na stworzenie problemów zbyt wielkich, byś mógł sobie z nimi poradzić. A teraz kończymy tę rozmowę.
- Nie, nie kończymy! - odwrzasnął Harry. Nie obchodziły go już wcześniejsze reprymendy Snape'a – wiedział, że ma rację, wiedział, że jego poszukiwania ukazały mu sposób, by uratować Syriusza, i nie wiedział tylko, jak wprowadzić ten sposób w życie, przynajmniej na razie. Zamierzał się jednak tego dowiedzieć.
- Nie zamierzam zaakceptować takiej odpowiedzi, proszę pana. Istnieje sposób, by sprowadzić z zaświatów zmarłych lub ludzi uwięzionych jak Syriusz. Sam pan tak wcześniej powiedział. Nie pytałby mnie pan jakie istnieją sposoby, by wskrzeszać zmarłych, gdyby nie istniał ani jeden! Dlaczego nigdy nie może mi pan udzielić szczerej odpowiedzi na którekolwiek z moich pytań?
- Ponieważ czasem trzeba samemu odnaleźć odpowiedź, Potter. Nie oczekuj, że zawsze będziesz miał pod ręką ludzi gotowych na srebrnym talerzu podać ci odpowiedzi na wszystkie pytania!
- Czemu nie chce mi pan powiedzieć nic na temat nekromancji? Skoro uważa pan, że to nie jest dobry sposób na ocalenie Syriusza, to przecież musi pan mieć jakiś powód, by tak sądzić.
Snape pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć, że Harry nie chce porzucić tego tematu.
- Tak, istnieją powody, dla których tak uważam – powody oparte na doświadczeniu, którego ewidentnie brakuje przeczuciu skłaniającemu cię do zgłębiania tematu nekromancji. A teraz powiedz mi: dlaczego miałbym wyjaśniać ci te powody? Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że czasem ktoś zna dany temat lepiej niż ty?
- Bo muszę zrozumieć, dlaczego nie da się tego zrobić! Skoro muszę zaakceptować, że Syriusz nie wróci, to muszę mieć jakiś powód, który będę w stanie zrozumieć.
Mistrz Eliksirów potrząsnął głową z miną, którą przybierał zawsze wtedy, kiedy miał do czynienia z wyjątkowo tępym studentem, ale po dłuższej chwili, w czasie której Harry wciąż wpatrywał się z niego z napięciem, skrzyżował nogi i odpłacił mu się równie surowym spojrzeniem.
- Czym jest magia, Potter?
- Słucham?
- Zadałem ci proste pytanie – czy naprawdę muszę się powtarzać?
- Nie, po prostu nie rozumiem, o co mnie pan pyta. Magia jest... ciężko to opisać. To jest pewien sposób na osiąganie celów, sposób, którego nie posiadają mugole.
- Tak, Potter, ale czym jest magia? Czym jest dla czarodzieja?
Harry zmarszczył brwi, zaskoczony tym pytaniem. Czyżby to był jakiś test? Czy czarodziej czystej krwi, który od dziecka wychowywał się ze świadomością istnienia magii, od razu znałby na nie odpowiedź?
- Obawiam się, że nie wiem, o czym pan mówi.
- Mówię o tym, że dla każdego czarodzieja magia nie jest początkowo niczym więcej niż wrodzoną zdolnością, Potter.
- Mógł mi pan to po prostu powiedzieć.
Snape spojrzał wilkiem na chłopca, ale nie skomentował tego. Po chwili mówił dalej.
- W przypadku czarodziejów magia niczym nie różni się od zdolności chodzenia – istnieje potencjalnie, ale bez treningu nie może być używana we właściwy sposób.
Harry powstrzymał kolejny komentarz i spróbował skupić się na słowach swojego nauczyciela. Miał wielką nadzieję, że Snape wkrótce zacznie mówić z sensem.
- To, co usiłuję ci przekazać, to że tak jak dziecko przy odrobinie praktyki może pewnego dnia podążyć w każdym dowolnym kierunku, tak czarodzieje mogą używać swojej magii w każdy możliwy sposób. Niektórzy czarodzieje są potężniejsi od innych, ale niektórzy ludzie potrafią też biegać szybciej niż inni. Podążasz na razie za moim tokiem rozumowania?
Harry pokiwał głową nieco głupkowato, zastanawiając się, do czego zmierza profesor przedstawiając mu to dziwne porównanie. Kiedy Mistrz Eliksirów znów się odezwał, jego głos był ostrzejszy niż zazwyczaj, a jego źrenice zwęziły się jak u dzikiego kota.
- Jak sądzisz, Potter, co czyni Czarną Magię mroczną? Bo jeśli choć przez chwilę będziesz myślał w stereotypowych, czarno-białych kategoriach, popełnisz duży błąd.
Nie dał jednak Harry'emu okazji, by pomyśleć nad odpowiedzią na te pytania. Zamiast tego wstał z fotela i zaczął wolno krążyć w tę i z powrotem przed kominkiem z rękoma założonymi na plecach, tak jak to zazwyczaj robił na lekcjach.
- To, co nauczyłeś się rozpoznawać, bać się i zwalczać jako tak zwaną „Czarną Magię" albo „Mroczne Sztuki", nie jest mroczne ani złe samo z siebie, Potter; staje się takie ze względu na intencje czarodzieja, który tego używa – a ponieważ wiele czarownic i czarodziejów używa pewnych zaklęć i praktyk magicznych, by osiągnąć swoje cele bez względu na granice, jakie musieliby przekroczyć, by tego dokonać, niektóre z nich zostały wpisane na listę praktyk zakazanych i określone jako „mroczne", ale nie dlatego, że są mroczne z natury. Magia jako taka w niemal wszystkich wypadkach nie jest dobra ani zła. Z czarną magią mamy do czynienia, kiedy czarodziej postanawia wykorzystać swoje wrodzone zdolności, by ruszyć w złym kierunku – i tu właśnie wracamy do naszego wcześniejszego porównania.
Mężczyzna zatrzymał się za swoim biurkiem i pochylił się opierając obie dłonie na blacie. Przez długi moment czarne tęczówki wpatrywały się w zielone, a napięcie w pomieszczeniu wciąż rosło.
- Czemu mi pan to mówi? - w końcu odważył się zapytać Harry.
- Podjąłem wysiłek wytłumaczenia ci tego, Potter, ponieważ odkąd tylko Black dał się zabić, jesteś niebezpiecznie blisko ruszenia w złym kierunku na swojej magicznej drodze i uwierz mi, że kiedy już ruszysz w złym kierunku, powrót na słuszną drogę jest niezwykle trudny. Przyszedłeś tutaj sądząc, że odrobina Czarnej Magii z łatwością rozwiąże wszystkie twoje problemy – co jest kompletna bzdurą – i wierząc, że jestem ekspertem w zakresie tak zwanych mrocznych praktyk – co jest prawdą – i że chętnie ci pomogę, jeśli będę w stanie; nie muszę ci chyba mówić, że to najbardziej błędne z możliwych założeń, prawda? Pozwól, że ubiorę to w jeszcze prostsze słowa, Potter, tak, żebyś nawet ty był w stanie je zrozumieć: tego nie da się zrobić, a nawet gdyby się dało, to nie mnie powinieneś prosić o pomoc. Tak czy inaczej, nekromancja nie pomoże ci osiągnąć tego, czego pragniesz; jest jedną z tych nielicznych gałęzi magii, które są mroczne z natury, bez względu na cel, jaki przyświeca jej użyciu, i z pewnością jest drogą prowadzącą w złym kierunku. Może powinieneś zamiast tego skupić swoje wysiłki na utrzymaniu się przy życiu – i właściwej stronie w tej wojnie.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się na tę zawoalowaną aluzję.
- Doskonale wiem, po której stronie stoję!
Ze złością wstał z krzesła, oburzony, że Snape ośmielił się choćby pomyśleć o czymś takim, ale mężczyzna tylko uśmiechnął się do niego, drwiąco i chłodno.
- Zrobiłbym wszystko, żeby go uratować! - rozległ się w gabinecie jego przedrzeźniająco wysoki, pogardliwy głos. Zanim jednak Harry odzyskał własny głos, Snape spoważniał i wstał ze swojego fotela. - Uważaj, czego sobie życzysz Potter – a przede wszystkim głęboko zastanów się, jaką cenę jesteś gotów zapłacić za swoje marzenia, ponieważ istnieją ludzie, którzy będą skłonni spełnić je dla ciebie, ludzie, którzy nie stoją po naszej stronie. Co byś wtedy zrobił? Wiem, że nie masz zwyczaju słuchać dobrych rad bez względu na to, kto ci ich udziela, ale musisz wiedzieć, że nic na świecie nie jest warte zaprzedania swojej duszy; to zbyt wysoka cena bez względu na to, co ci za nią zaproponują. Przyjmij tę opinię od kogoś, kto ma więcej doświadczenia w zaprzedawaniu swojej duszy niż ty – jak mam nadzieję – kiedykolwiek zdobędziesz. Nekromancja nie jest rozwiązaniem twojego problemu i nie jest też czymś, co kiedykolwiek zwróci ci Blacka; może co najwyżej ściągnąć na ciebie jeszcze większe problemy. Nie jest sposobem na wyrwanie ludzi z objęć śmierci, tylko sposobem na ingerowanie w jej najgłębsze tajemnice – a śmierć nie lubi, gdy się ją oszukuje. Wiem, że to wszystko brzmi obiecująco, ale konsekwencje mogą okazać się zbyt ciężkie do zniesienia w porównaniu z możliwymi zyskami. Pozwól Blackowi odejść – to jedyna możliwość. Nic nie może go ściągnąć z miejsca, w którym się teraz znajduje.
A teraz wynoś się stąd. Nie wiem, dlaczego wszyscy uważają, że mogą kraść mój wakacyjny czas, ale mam mnóstwo pracy.
Harry zrobił, co mu kazano, ale później nie był w stanie przypomnieć sobie wyjścia z gabinetu Snape'a, dotarcia do wieży Gryffindoru i do swojego dormitorium. Nie wiedział też – bo nikt nie wiedział i nie widział – że Mistrz Eliksirów nie powrócił natychmiast do swojej pracy. Zamiast tego siedział przy swoim biurku jeszcze długo po tym, jak Harry opuścił jego gabinet. Na zewnątrz wydawał się spokojny, ale wewnątrz walczył z natłokiem emocji, których nie doświadczał już od bardzo dawna. Nie zamierzał jednak pozwolić, by Potter otworzył drzwi, które on sam przez tyle lat z najwyższym trudem trzymał zamknięte. Po prostu nie mógł na to pozwolić.
Po bardzo długim czasie mężczyzna odetchnął głęboko, wstał z krzesła i wyszedł z gabinetu. Na jego prywatne kwatery składało się kilka pokoi położonych nieopodal Pokoju Wspólnego Slytherinu. Opiekunowie Domów byli jedynymi nauczycielami, którzy nie mogli wybierać swoich prywatnych kwater; pozostali profesorowie, jeśli im na tym zależało, mogli zamieszkać w którymś z licznych wolnych apartamentów położonych w północnym i zachodnim skrzydle zamku, ale Opiekunowie musieli mieszkać blisko swoich podopiecznych w razie nagłych wypadków. W ciągu lat, które Severus spędził jako nauczyciel w Hogwarcie, nawet najbardziej ciekawskiemu uczniowi nie udało się odkryć, gdzie znajdowały się jego prywatne komnaty... chociaż podejmowano wiele prób... i Mistrz Eliksirów zamierzał dopilnować, by tak pozostało.
Snape minął ukryte po lewej stronie wejście do Pokoju Wspólnego Slytherinu, ruszył dalej korytarzem, skręcił w prawo do przejścia tak wąskiego, że trudno wręcz było nazwać je korytarzem, i znów w prawo, aż znalazł się w małej, ciemnej wnęce. Ktoś stojący na korytarzu nie miałby szansy dostrzec, jak profesor unosi dłoń i kładzie ją na konkretnym kamieniu szepcząc jednocześnie hasło. Część muru bezszelestnie rozsunęła się ukazując stare, ale solidnie wyglądające dębowe drzwi. Kolejne hasło ukazało klamkę i Snape otworzył drzwi. Cały rytuał zajął mniej niż dziesięć sekund i poza cichymi szeptami nie spowodował żadnego dźwięku. Severus wszedł do salonu, machnął różdżką, by rozpalić ogień w kominku, po czym podszedł do niewielkiej szafki, która stała przy ścianie.
Mistrz Eliksirów nalał sobie szklankę whiskey, usiadł w swoim ulubionym fotelu i wbił w ogień nieobecny wzrok wracając myślami do odbytej z Potterem rozmowy, ale po dłuższej chwili duszkiem wypił drinka, odepchnął od siebie niewesołe myśli i znów wstał. Nie zamierzał dręczyć się tym przez resztę wieczoru. Odstawił pustą szklankę i przeszedł do swojej sypialni. Po drodze zatrzymał się przed szklaną gablotką stojącą przy ścianie w rogu. Dwa razy sprawdził, czy jest szczelnie zamknięta, po czym kiwnął głową sam do siebie i w końcu pozwolił, by jego niepokoje i zmartwienia zostały zepchnięte na obrzeża świadomości i zamknięte równie pewnie jak gablotka. Teraz potrzebował snu.
Snape wszedł do sypialni i cicho zamknął za sobą drzwi.
