Długo kazałam wam czekać na ten rozdział, ale przygniótł mnie nadmiar obowiązków i nie miałam nawet czasu na napisanie nowej części. Zawsze wszystko robię na ostatnią chwilę i musiałam ponieść tego przykre konsekwencje… Jeszcze nie skończyłam wszystkiego, co miałam zrobić, ale miałam już po prostu dosyć – musiałam się oderwać i wrócić do tego opowiadania :) To już ostatni rozdział. Ale nie martwcie się – napiszę jeszcze epilog. Kiedy? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale postaram się to zrobić jak najszybciej. Pozdrawiam gorąco wszystkich czytelników! Jesteście wspaniali :)


Rozdział 25

W szaleńczym tempie mijał wąskie i ciemne korytarze olbrzymiego gmachu BBC Radia, nie zważając na gapiących się na niego ze zdumieniem pracowników. Próbowali go zatrzymać, nawoływali go, ale Colin był głuchy na ich prośby. Nie było już odwrotu. Skoro już rzucił się do biegu, musiał go ukończyć. Nie mógł się zatrzymać, nie mógł się zawahać. Wszystko zostało już powiedziane i teraz pozostał mu tylko bieg.

Mijał kolejnych pracowników, potrącając ich przypadkiem ramionami, kiedy przeciskał się przez korytarze. Z początku szedł przyspieszonym krokiem, potem jednak rzucił się do biegu na oślep. Nie znał drogi do wyjścia, lecz biegł schodami w dół. W końcu przecież musiał dotrzeć na parter i uwolnić się od obcych spojrzeń.

Wpadł prosto do ogromnego, oszklonego holu. Futurystyczna elegancja wnętrza nie zrobiła na nim wrażenia, gdyż nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, gdzie się znajduje. Nie zwracał uwagi na otoczenie. W głowie wciąż huczały mu słowa, które odważył się wypowiedzieć w audycji na żywo.

Prawda jest taka, że Bradley James jest gejem. Tak, jak i ja.

Tak. Jesteśmy razem.

Jego telefon rozdzwonił się nagle. Wyjął go z kieszeni, z niedowierzaniem i strachem wpatrując się w niezliczoną ilość połączeń przychodzących. Większości numerów nie znał, musieli to więc być pewnie dziennikarze. Dzwoniła jego menadżerka. Zapewne była wściekła. Dzwonił jego brat. Ciekawe, czy zdawał sobie wcześniej sprawę z tego, kim naprawdę jest Colin. Pewnie tak. Jego zawsze otaczały dziewczyny, Colin się nimi nie interesował. Musiał wiedzieć. Musiał podejrzewać… Dzwonili jego rodzice. Nie śmiał odebrać. Nie wiedział, jak zareagowali. Skrzyczą go, znienawidzą? Czy zaakceptują? Dzwonili jego znajomi. Dziesiątki imion pojawiały się i znikały na jego wyświetlaczu. Nie miał siły z nimi rozmawiać. Nie miał.

Teraz już wiedział, jak musiał się czuć Bradley, kiedy jego komórka rozdzwoniła się po opublikowaniu przez The Sun przeklętego artykułu o dzikich orgiach w Los Angeles. Poczuł, że też ma ochotę wyrzucić telefon przez okno. Rozejrzał się w nadziei, ale żadnego nie dojrzał – wszędzie były jedynie przezroczyste, połyskujące szyby zastępujące ściany.

Nie tylko telefony go nękały. Otrzymał tyle esemesów, że jego skrzynka odbiorcza zatkała się w dwie minuty. Rzucił okiem na parę z nich, nie do końca będąc w stanie zrozumieć ich treść. Był w szoku. Serce waliło mu jak młot i nie był w stanie się uspokoić.


Katie McGrath

Tak się cieszę! Nareszcie :D Brawo Colin, brawo :* Całuski dla ciebie i dla twojego księcia na białym koniu ;*


Eoin Macken

WIEDZIAŁEM


Angel Coulby

Jestem z ciebie taka dumna, Colin! To co zrobiłeś wymagało OGROMNEJ odwagi! Powodzenia i pozdrów Bradleya… W ogóle nie odbiera telefonu pewnie też jest w szoku ;-)


Alex Vlahos

:DDD zaimponowałeś mi Colin, Jesteś Wielki! xoxo


Annie Stevens

Colin, nawet nie wiem, co napisać! Słuchałam twojego wywiadu i jestem pod wrażeniem, jestem z ciebie taka dumna, że odważyłeś się powiedzieć prawdę :) mimo że się rozstaliśmy nie czuję żalu bo wiem że jesteś szczęśliwy ze swoim królem Arturem :) pewnie będzie wam teraz trochę ciężko ale nie załamuj się. Jeśli będziesz chciał pogadać to dzwoń, pamiętaj że zawsze masz mnie Pozdrawiam cię i Bradleya :)


Eoin Macken

Omg omg omg ale żeś dał czadu, stary! No nie mogę kurwa


Tom Hooper

WOW COLIN, nie słuchałem wywiadu ale eoin mi powiedział, kiedy ślub? :DD


Eoin Macken

CZY JA TEŻ MOGĘ SIĘ UJAWNIĆ


Adetomiwa Edun

Gratulacje dla Ciebie i Bradleya, życzę wam powodzenia! Musimy się spotkać, może irish pub?


Rupert Young

Eoin zaspamował mi pocztę, coś ty znowu odwalił Colin? :-D


Eoin Macken

Twój mąż nie odbiera telefonu zrób coś z tym


Eoin Macken

Masz go ustawić do pionu i powiedzieć mu żeby przestał strzelać fochy no nie serio ja wiedziałem że wy ze sobą kręcicie ale Bradley wszystkiemu zaprzeczał! Teraz ja mu pokażę że to JA mam zawsze rację aha i chcę być świadkiem na waszym ślubie i macie założyć różowe garnitury OSOBIŚCIE TEGO DOPILNUJĘ


Alex Vlahos

Nie zwracaj uwagi na eoina, jest pijany :) znowu ;) serio Cię podziwiam Colin jesteś moją inspiracją


Alex Vlahos

sZKODA ŻE JESTEŚ JUŻ ZAJĘTY JA TEŻ CIE KOCHAM


Alex Vlahos

Eoin zabrał mi telefon, to on do ciebie napisał tę ostatnią wiadomość… ja już nie mogę z tym człowiekiem :/


Eoin Macken

Asdfghjkl;' COLIN X BRADLEY LOVE 5EVER


Rupert Young

Teraz już wiem czemu twój chłopak przestał obserwować eoina na twitterze… już jedziemy do niego z tomem, ktoś musi go powstrzymać ;) trzymaj się colin!


Kolejne połączenia przerwały Colinowi przeglądnie wiadomości, których treści i tak nie był w stanie ogarnąć. Ku swojemu zdumieniu zorientował się, że dzwoni do niego Richard Wilson, który odtwarzał w Merlinie rolę Gajusza. Colin bardzo cenił sobie jego zdanie i podziwiał go. Przez te wszystkie lata spędzone wspólnie na planie miał szansę bliżej go poznać, za co był niezmiernie wdzięczny losowi.

Odebrał, nim zdążył się nad tym dobrze zastanowić.

- Dodzwonienie się do ciebie graniczy z cudem, Colin – usłyszał znajomy głos Richarda. Nie pobrzmiewały w nim gniew czy oskarżenie. Ton głosu starszego aktora był przepełniony dumą i życzliwością. Zaśmiał się przyjaźnie.

- Richard… - Colin zawiesił głos, gdyż nie wiedział, co powiedzieć. Wilson nie dzwonił do niego często, ale jeśli już to czynił, to zawsze miał mu coś ważnego do powiedzenia. – To jakieś szaleństwo. Wciąż nie dociera do mnie, że naprawdę to zrobiłem – dodał łamiącym się głosem, orientując się nagle, że bardzo pragnie porozmawiać z kimś zaufanym o tym, co się stało. – Czy dokonałem dobrego wyboru? A może to był błąd? Ja… nie wiem, co we mnie wstąpiło, ja…

- Colin. – Richard zawsze potrafił przywołać go do porządku swoim stanowczym głosem. – Jestem z ciebie bardzo, bardzo dumny.

Colina zatkało z wrażenia.

- Dumny? – wyjąkał.

- Uczyniłeś to, co uważałeś za słuszne. Nie bałeś się stanąć w obronie Bradleya i powiedzieć ludziom prawdy o tym, kim naprawdę jesteś. To akt wielkiej odwagi, chłopcze. W moim wieku niewiele rzeczy jest mnie jeszcze w stanie zaskoczyć, ale ty… - Richard urwał na chwilę, a Colin bez trudu wyobraził sobie, jak na jego wargach pojawia się szeroki uśmiech – Otwarcie przyznałeś się, że jesteś homoseksualistą. Że jesteś jednym z nas.

Colin nie mógł się nie uśmiechnąć. Łzy napłynęły mu do oczu. Richard Wilson też był gejem. Publicznie się do tego przyznał i nie bał się konsekwencji swojej odważnej deklaracji. Colin podążył w jego ślady.

- Przez te wszystkie lata obserwowałem ciebie i Bradleya, zastanawiając się, kiedy wreszcie zdacie sobie z tego sprawę – kontynuował Richard. – Na planie byliście nierozłączni. Od początku zapałaliście do siebie sympatią, a ja, stary człowiek, nie mogłem się nie uśmiechać, gdy na was patrzyłem. Sprawiliście mi wiele radości i przez cały ten czas cicho wam kibicowałem, wiesz?

- Naprawdę? – Colin roześmiał się z niedowierzaniem. – Chyba wszyscy wiedzieli. Wszyscy oprócz mnie i Bradleya!

Wilson również się zaśmiał.

- Tak to zazwyczaj jest, Colin. Prawdziwa miłość oślepia do tego stopnia, że nawet najprostsze prawdy stają się nieosiągalne.

- Widywałem Bradleya codziennie. A potem skończyliśmy zdjęcia, on wyjechał i wtedy… wtedy zdałem sobie sprawę, że… że go kocham – wydusił. Nie wierzył, że to powiedział!

- Potrzebowaliście wiele czasu. Teraz nie będzie wam łatwo. Jesteśmy celebrytami, czy tego chcemy, czy nie, i musimy pogodzić się z ciemną stroną sławy. Nie pozwól się zaszufladkować, Colin. Nie pozwól nikomu wmówić sobie, że zrobiłeś źle, i nie przejmuj się mową nienawiści. Zawsze znajdą się ludzie, którzy choćby z czystej zawiści będą chcieli sprawić ci przykrość. Jesteś gejem, to jest częścią ciebie. Nie możesz tej części odrzucić, ponieważ wtedy nie byłbyś w pełni sobą. Musisz to zaakceptować i już więcej się nie bać. To nie orientacja seksualna jest najważniejsza. Jesteś aktorem…

- Zawsze chciałem nim być – słowa z trudem przechodziły Colinowi przez gardło. Tłumił je płacz. – Zawsze chciałem być taki, jak ty. Urodziłem się, żeby grać. Kocham to, co robię.

- I to jest właśnie najważniejsze. Miłość. Nigdy o tym nie zapominaj, Colin.

- Dziękuję – odparł wzruszony. – To wiele…

Urwał gwałtownie, gdy jego wzrok padł na sylwetkę mężczyzny, który właśnie pojawił się w holu.

- Muszę już kończyć – powiedział. Wiedział, że Richard go zrozumie.

Zrozumiał.

- Życzę wam powodzenia – echo ciepłego głosu Wilsona jeszcze długo rozbrzmiewało w uszach Colina, gdy chował telefon do tylnej kieszeni spodni.

Ręce mu drżały. Nie był w stanie wydusić ani słowa.

Bradley podbiegł do niego, gdy tylko go zauważył. Nim Colin zdążył zareagować, rzucił mu się w ramiona i przytulił go mocno, niemal łamiąc mu żebra. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jak silny był jego uścisk i jak gorące miał dłonie, które ułożył na ramionach Colina.

Colina ogarnęła niepewność. Obserwował Bradleya, starając się wybadać, czy jest na niego zły, ale wszystko działo się zbyt szybko, by był w stanie nadążyć za zmieniającymi się jak w kalejdoskopie emocjami na jego twarzy.

- Stary, coś ty zrobił! – krzyknął blondyn, potrząsając nim. Uśmiechał się, a w jego oczach pobłyskiwała osobliwa mieszanka radości, niedowierzania i czegoś jeszcze, jakiegoś innego, silniejszego i ważniejszego uczucia, które przyćmiewało wszystkie pozostałe.

A potem zaczął krzyczeć do niego, a jego głos z nadmiaru emocji był wyższy, niż zazwyczaj. Nie był w stanie się uciszyć. Kolejne słowa wypływały z jego ust z prędkością światła, a jego dłonie przenosiły się z ramion Colina na jego policzki i we włosy, na brodę i nos oraz na jego własne, drżące dłonie, które Bradley ujął i przycisnął do swoich gorących ust.

– Co ci strzeliło do głowy?! Myślałem, że padnę, kiedy usłyszałem, co powiedziałeś! Co ci odwaliło?! Jesteś szalony, Cols, jesteś niemożliwy! Ja już nie wiem, ty mnie zawsze czymś zaskoczysz, ale żeby coś takiego? Nie musiałeś tego robić, idioto! Dlaczego to zrobiłeś, wariacie? – zniżył nagle głos, nabierając głębokiego oddechu i zbliżając się do Colina jeszcze bardziej. Spojrzał mu prosto w oczy. Jego błękitne tęczówki zdawały się gorzeć ogniem. – Dlaczego to zrobiłeś?

- Chciałem odwrócić od ciebie uwagę… udowodnić, że jesteś niewinny, że The Sun kłamie i… - wzrok Bradleya przenikał go na wskroś. Jego ciałem wstrząsnęły dreszcze. Nie był w stanie długo znosić intensywności tego spojrzenia. Działo się z nim coś dziwnego. Pociły mu się dłonie, robiło mu się duszno, a jego policzki płonęły ogniem. – Zrobiłem to dla ciebie, Bradley. Wszystko, co robię, robię dla ciebie – wyznał, mimowolnie powtarzając słowa z wywiadu. Zdawał sobie sprawę z tego, jak banalnie to brzmi, ale wiedział, że Bradley go zrozumie.

Blondyn zastygł w bezruchu. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała pod wpływem przyspieszonego oddechu.

Przyciągnął Colina do siebie, jedną ręką obejmując go w talii, a drugą zatapiając czule w jego włosach. Pogłaskał go, po czym przybliżył swoje wargi do jego ust. Ich nosy zetknęły się ze sobą i znaleźli się tak blisko, że ciepły oddech Bradleya był w stanie osuszyć jego łzy.

- Kocham cię – powiedział Bradley i tym razem Colin nie miał już żadnych wątpliwości. Wiedział, że się nie przesłyszał. Wiedział, że nie liczył się żaden Chris czy Georgia, nareszcie był tego pewien.

Wiedział, że te słowa płynęły z głębi serca.

Pocałował go, a łzy z ich policzków wymieszały się ze sobą. Colin nie zwracał już uwagi na otoczenie. Na chwilę zapomniał o całym świecie. Istniały dla niego jedynie miękkie wargi Bradleya, tak jak tamtej pamiętnej nocy w Irish Pubie raptem tydzień temu.

- Kocham cię. Jesteś skończonym idiotą, wiesz? Kocham cię – powtarzał Bradley w przerwie między pocałunkami.

- Ja też cię kocham, dupku – wykrztusił Colin.

- Dupku?

Colin tylko pokręcił głową, śmiejąc się. Czuł tyle sprzecznych rzeczy na raz, że myślał, iż lada chwila eksploduje. Strach. Euforię. Niepewność. Szczęście.

I jeszcze to, co widział w śmiejących się i zamglonych łzami błękitnych oczach Bradleya.

To, co było najważniejsze.

Krótka chwila, na którą odsunęli się od siebie, wystarczyła, żeby przywrócić ich do rzeczywistości. Nie byli sami w holu, a pod wejściem do gmachu BBC Radia stała już cała masa dziennikarzy i paparazzich robiących im zdjęcia swoimi drogimi aparatami. Flesze błyskały zza oszklonych drzwi, oślepiając ich tak, że aż musieli zmrużyć oczy. Colin chyba jeszcze nigdy nie widział aż tylu świateł na raz. Obraz rzeczywistości rozmywał się w jego oczach, a mocne bicie serca zagłuszało nawoływania fotografów.

Zerknął na Bradleya. W jego oczach też był strach.

Colin wziął go za rękę.

Bradley spojrzał na niego. Otworzył usta, jakby chciał cos powiedzieć, ale nie musiał, gdyż rozumieli się bez słów. Przełknął ślinę i wyprostował ramiona. Denerwował się tym, co czekało na nich na zewnątrz, a czemu musieli wreszcie stawić czoła. Colin nigdy wcześniej nie widział u niego tak poważnego wyrazu twarzy. Zapatrzył się w jego ostry profil, w duży nos i kształtne usta, w policzki zaczerwienione od wyznań i pocałunków.

Flesze błyskały zza oszklonych drzwi.

Colin Morgan i Bradley James popatrzyli na siebie.

Wzięli głęboki oddech.

Byli gotowi.

Wyszli do tłumu paparazzich, trzymając się za ręce.