Jeżeli ktoś czekał na następną miniaturkę to przepraszam was z całego serca, że tyle to trwało. Autorka pisząca oryginał zaprzestała na 38 miniaturce i nie było sensu tłumaczyć dalej, ale jednak przełamałam się i doprowadzę to tłumaczenie do końca (trochę szybszego niż było to zapowiadane, ale dalej końca!). Enjoy :)
Leo zmarszczył brwi, pracując nad obecnym projektem - skomplikowanym zestawem zębów i kół zębatych, które miały wkrótce stać się wnętrzem dla Gizmo, który mógłby podnosić i opuszczać żagle Argo II.
To była zagadka; jak bezprzewodowo podłączyć ten mechanizm do czegoś, co mógłby trzymać z koła. Potrzebował czegoś, co nie byłoby zbyt duże, coś, co nie zajmuje dużo miejsca.
Może mógłby użyć czegoś jak sygnał radiowy? Nie...
Sfrustrowany, delikatnie odłożył mechanizm, odsunął stołek i opuścił Bunkier 9.
Przez chwilę stał i mrugał, aż jego oczy przyzwyczaiły się do nagłego światła słonecznego. W bunkrze panował mrok, ponieważ było wcześnie rano, pracował non-stop aż do lunchu.
Kiedy widział już czysto, zaczął iść w kierunku domków. Jego brzuch zaburczał.
Leo przebył drogę przez obóz, uśmiechając się i kiwając w stronę przechodzących półbogów. Większość oddawało uśmiechy - Leo zawsze był trochę zdziwiony, przyjemnie, tym, że go akceptują i są przyjaźni wobec niego.
Przeszedł obok konstrukcji Argo II; tworzył wielki cień, który pokrywał miejsce, w którym stał Leo.
- Hej, Leo! - Jason pochylił się nad balustradą, skąd nadzorował pracę - Robisz sobie przerwę?
Leo kiwnął głową.
- Tak. - krzyknął- Mam kłopoty z podnoszeniem żagla i postanowiłem zjeść przekąskę. Idziesz?
Jason spojrzał na niego niepewnie.
- Powinienem się upewnić, że nic złego się tutaj nie stanie. - odwrzasnął
- Aw, dalej chłopie!
- Cóż... Okay. Nyssa, - zawołał kogoś za nim - dowodzisz dopóki ja nie wrócę. - Zeskoczył na dół, wykorzystując swoje umiejętności panowania nad wiatrem aby spowolnić lądowanie. Uśmiechnął się do Leo. - Chodźmy.
Szli szybko do Wielkiego Domu. Kiedy wspięli się na ganek, Jason zapytał:
- Kanapki czy ciastka?
- Obydwa. - odpowiedział Leo
W drodze do kuchni przeszli przez salon, gdzie Travis i Connor Hoodowie grali w Mario Kart.
- Ha! Pokonałem cię! - Travis skakał po kanapie przed tym jak zabrał kontroler Wii zdala od koła i cisnął nim w Connor'a.
Jason zmarszczył brwi.
- Będziecie mieli sporo kłopotów, jeśli Chejron złapie was na skakaniu po kanapie.
- Aw, rozchmurz się, Rzymianinie!
Leo ich nie słuchał. Podszedł do miejsca, gdzie Travis rzucił kontrolerem Wii i podniósł go. Blokował nasilający się spór między Jasonem i Hoodami, i ciągle obracał kontroler w dłoniach, myśląc.
Nagle, dostał go. Ostatni kawałek puzzli był w jego dłoniach.
- Eureka! - krzyknął. Wybiegł z gromadki kłócących się półbogów i skierował się do drzwi.
- Mieliśmy iść coś przekąsić! - krzyknął Jason
- Nie teraz. Musze popracować nad puzzlami! - odkrzyknął Leo zza ramienia.
