Hermiona

Wieczorem bazgrałam w swoim pamiętniku i myślałam o rozmowie z Amandą. Nadal nie mogłam uwierzyć i jednocześnie byłam pełna podziwu, że udało jej się odkryć tak wiele. Najbardziej zdumiewający był fakt, że przecież tak mało wiedziała o świecie magii. A może właśnie dzięki temu zdołała odkryć prawdę?
W pewnym stopniu budziło to mój lęk, bo jeśli ona okryła, kim jestem, również ktoś inny może to odkryć. Jednak zdawałam sobie sprawę z tego, że gdyby nie wiedziała o moim pokrewieństwie z Mary Hale, prawdopodobnie nadal by się zastanawiała, co próbuję ukryć. Wyjaśniła mi dokładnie, jak do tego doszła oraz jak bardzo pomogła jej w tym mama, co mnie uspokoiło. W całej szkole o moim pokrewieństwie z Mary wiedziały poza nią tylko dwie osoby: Draco, przed którym nie miałam tajemnic oraz Harry, który raczej wolał mnie unikać, niż odkrywać, czego jeszcze mu nie powiedziałam. Chyba powinnam spać spokojnie. Poza tym profesor Dumbledore powiedział, że powinnam skupić się na teraźniejszości i nie obawiać się tego, co może, ale nie musi, wydarzyć się w przyszłości.
Skończyłam moje kolejne arcydzieło i spojrzałam krytycznie na rysunek. Westchnęłam, ponieważ byłam pewna, że nigdy nie narysuję czegoś, co można by było uznać za ładne. Wzruszyłam ramionami, zamknęłam zeszyt i razem z kredkami położyłam go na stoliku nocnym. Dzięki zaklęciom Severusa nie musiałam się martwić, że ktoś zobaczy cokolwiek, co w tym zeszycie się znajdowało.
Położyłam się do łóżka i starając się o niczym nie myśleć, próbowałam zasnąć.

Kolejny miesiąc minął błyskawicznie. Zadań domowych było coraz więcej, więc większość czasu spędzałam w bibliotece z Amandą. Czasem spotykałam się z Draconem, ale zauważyłam, że mieliśmy dla siebie coraz mniej czasu. Poza tym Draco wpadł w jakąś obsesję na punkcie Harry'ego, narzekał, że on może mieć miotłę, chociaż normalnie pierwszoklasiści nie mogli zabrać swojej do zamku; że nauczyciele go faworyzują, co nie było zgodne z prawdą i cieszył się z każdej porażki mojego kuzyna... Zawsze po eliksirach miał wyśmienity nastrój, ponieważ Severus poniżał Harry'ego na każdej lekcji. Próbowałam to ignorować, z myślą, że i tak nie mogłam temu zaradzić, jednakże każda lekcja z Severusem psuła mój nastrój na resztę dnia. Często zastanawiałam się, dlaczego Draco tak bardzo nie lubił Harry'ego, ale nie udało mi się odnaleźć odpowiedzi. Severus doradzał mi ignorowanie tego i zaakceptowanie wad chłopaka, co przychodziło mi z trudem, bo przecież całe życie znałam go z innej strony... Jedyne, co szczególnie zapadło mi w pamięć podczas rozmów z Severusem, była jego teza, że Draco chciał, aby ojciec był z niego zadowolony. Musiałam również obiecać, że zawsze będę sobą i nigdy nie będę próbowała przypodobać się komukolwiek, nawet jemu.
Również z Severusem spędzałam coraz mniej czasu. Poprosiłam go, żeby pomógł mi z nauką metamorformagii oraz niewidzialności, jednak najczęściej polegało to na poszukiwaniu informacji z książek oraz udostępnieniu mi jego gabinetu, w którym postawił ogromne lustro. Nie mógł mi pomóc w większym stopniu, ponieważ sam nie wiele wiedział na ten temat. Jedynie czasami przynosił mi różne informacje i rady od profesora Dumbledore'a, który sam nie miał czasu, by się mną zająć.
Starałam się przynajmniej raz w tygodniu wpaść na herbatkę do Hagrida. Bardzo go polubiłam i czułam się dobrze w jego towarzystwie. Mogłam mu powiedzieć o wszystkim, ponieważ on nie oceniał innych z taką łatwością, jak robi to większość ludzi. Nie był nastawiony negatywnie do Ślizgonów, Severusa czy Dracona i miałam wrażenie, że z chęcią wysłuchiwał, co o nich mówiłam. Często dzielił się ze mną tym, co dzieje się u Harry'ego i jak on się czuje, jednak w przeciwieństwie do innych, nie namawiał mnie, żebym w końcu powiedziała mu, kim jestem. Był przekonany, że moje relacje z Harrym zmienią się prędzej czy później.
Jednak najczęściej przychodziłam do niego, żeby usłyszeć coś o moich rodzicach. Hagrid znał Voldemorta jeszcze z czasów szkoły, więc dzięki niemu więcej dowiedziałam się o nastoletnim wcieleniu mojego ojca. Oczywiście najczęściej opowiadał mi o mamie, moim ojczymie i ich przyjaciołach. Przez całe życie brakowało mi takich opowieści, ponieważ Severus nie lubił wracać do przeszłości, a nigdy nie mogłam być pewna, czy to, co opowiadała mi mama Dracona było prawdą. Wiedziałam, że mogłam zaufać Hagridowi i nawet jeśli nie mówił wszystkiego, nie kłamał. Czułam się, jakbym dzięki jego wspomnieniom mogła bliżej poznać mamę.
Byłam tak zabiegana, że w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, jak mało czasu spędzałam w Wieży Gryffindoru. Przychodziłam tam głównie na noc i po potrzebne podręczniki. To sprawiło, że Gryfoni jeszcze bardziej się ode mnie odsunęli, ponieważ tym samym podkreślałam moje niezadowolenie z przydziału. Po prawie dwóch miesiącach przyzwyczaiłam się do szkarłatu i zaakceptowałam decyzję Tiary Przydziału. Nie byłam pewna, czy to kwestia myśli, że i tak już nic nie mogłam zmienić, czy może dzięki opowieściom Hagrida: W końcu mama, Syriusz i wszyscy ich przyjaciele byli w domu Gryffindora. Jedynym wyjątkiem był Severus, o którym rzadko mówił.
Niestety krzywe spojrzenia ze strony współuczniów sprawiały, że czułam się tam obco, dlatego uciekałam do biblioteki. Przez to wytworzyło się takie błędne koło, ale nie miałam w sobie wewnętrznej siły, by starać się to zmienić. Tylko Fred i George mieli na mnie wpływ. Jeśli udało im się mnie dopaść przed moją ucieczką, zostawałam z nimi i nie przejmowałam się innymi ludźmi. Miałam wrażenie, że tylko bliźniacy, Lee oraz Paul są nastawieni do mnie przyjaźnie i... naprawdę mnie lubią. To oni zwrócili mi uwagę, że również Hermiona nie cieszyła się popularnością wśród uczniów, ponieważ wszystkich denerwowała tym, że zawsze wszystko wiedziała, była przemądrzała i protestowała przeciwko jakiemukolwiek łamaniu regulaminu. Czasami nachodziła mnie myśl, żeby podejść do niej, spróbować z nią porozmawiać, szczególnie że zachowała się miło w stosunku do mnie, gdy przyniosła mi śniadanie po mojej przemianie. Ale zawsze w tych momentach przypominałam sobie podróż do Hogwartu i to, jak Julia zdążyła opowiedzieć jej jakichś głupot o mnie, przez co rezygnowałam z tego pomysłu.

Nie mogłam uwierzyć, gdy w przedostatnim tygodniu października podczas śniadania podleciała do mnie sowa i upuściła przede mną kartkę od profesora Dumbledore'a, żebym, tak jak miesiąc wcześniej, zeszła do wyjścia ze szkoły, ponieważ również tym razem będzie mi towarzyszył podczas przemiany. Byłam zaskoczona, że zbliżająca się pełnia księżyca mogła mi wylecieć z głowy. Byłam przekonana, że nigdy o tym nie zapomnę.
— Zazdrościmy ci — powiedział cicho Fred, zaglądając mi przez ramię.

— Czego? — zapytałam.
— Możesz całą noc chodzić po Zakazanym Lesie... Masz na to specjalne pozwolenie, na dodatek towarzyszy ci sam Albus Dumbledore...
Roześmiałam się. Często mnie zastanawiało, dlaczego bliźniaków tak bardzo ciągnęło do lasu. Hagrid mówił mi, że połowę czasu spędza na wyganianiu ich z niego.
— Prawda jest taka, że spędzam noc tylko w jednym miejscu. Idę wyznaczoną ścieżką, docieram na polanę, nad ranem wracam tą samą ścieżką i nic więcej. Prawdę mówiąc, jest tam trochę strasznie, dlatego cieszę się, że ktoś mi towarzyszy.
Chłopcy spojrzeli na siebie z rozmarzeniem, a następnie spojrzeli tęsknie w kierunku wyjścia, jakby w tym momencie chcieli rzucić wszystko i pójść do lasu.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło tego wieczoru, to fakt, że profesor Dumbledore mówił prawdę: Gremi przyszedł na skraj lasu i potrafiłam go zrozumieć, jeszcze zanim nastąpiła moja przemiana. Nie miałam konkretnych myśli, co czekało mnie tej nocy, ale nie spodziewałam się, że mój opiekun będzie dawać mi taki wycisk. Gdy dyrektor szkoły nas opuścił i odszedł do grupki swoich znajomych, ja podążyłam za Gremim i dotarliśmy do miejsca obok tych cudownych kwiatów, gdzie nikt nam nie przeszkadzał. Kazał mi się skoncentrować i miałam próbować wyczarować coś rogiem. Pamiętałam, co mówił profesor Dumbledore: Najlepiej zacząć od czegoś łatwego. Postanowiłam pójść jego śladem i najpierw nauczyć się wyczarować światło. Jako człowiek nie miałam większych trudności z opanowaniem tego zaklęcia, ale miałam wątpliwości, jak to zrobić za pomocą rogu.
— Musisz się skoncentrować. Pamiętaj, że czarodziejska moc jest w tobie. Różdżka tylko pomaga ci ją uzewnętrznić. Dokładnie tak samo działa róg. Nie skupiaj się, czym chcesz to zrobić, tylko skup się, co chcesz zrobić. To bardzo ważne.
— Mam wypowiedzieć zaklęcie na głos czy nie?
— Jak chcesz... Dla was, ludzi, łatwiejsze są zaklęcia werbalne, więc może lepiej spróbuj z jego wypowiedzeniem...
Po kilku godzinach nieustannego wypowiadania lumos, koncentrowaniu się z całych sił na tym, by pojawiła się choć odrobina światła, byłam skrajnie wykończona, a efektów nadal nie było widać. Nie marzyłam o niczym innym niż o odpoczynku, ale Gremi kazał mi ćwiczyć do samego rana. Kiedy w końcu nadszedł czas powrotu, zrezygnowana podążyłam za profesorem Dumbledore'em. Byłam bliska łez, ponieważ ćwiczenia nie przyniosły żadnego efektu i gdyby nie to, że sama widziałam, jak profesor wyczarował światło za pomocą rogu, pomyślałabym, że to niemożliwe.
Na skraju lasu przemieniłam się w człowieka. Chociaż profesor twierdził, że po latach przemiany można kontrolować, również w to straciłam wiarę. Przez dłuższą chwilę leżałam wśród korzeni drzew, nie mając siły się poruszyć.
— Wszystko w porządku? — Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam zatroskanego dyrektora nad sobą.
— Jestem śmiertelnie zmęczona — mruknęłam i z trudem podniosłam się na nogi.
— Im więcej robisz podczas przemiany, tym bardziej będziesz zmęczona. Jakikolwiek ruch, jakikolwiek wysiłek odbierają ci siły. Jednak to używanie magii odbiera jej najwięcej. Nie przejmuj się dzisiejszymi zajęciami. Jesteś z nich zwolniona, profesorowie już o tym wiedzą. Wyśpij się porządnie, lekcje odrobisz po południu.
Skinęłam głową, nie mając siły powiedzieć czegokolwiek. Razem ruszyliśmy w kierunku zamku. Starałam się nie zasnąć, koncentrując się na tym, żeby podnosić stopy i przenosić je przed siebie, by iść naprzód. Miałam wrażenie, że moje zmęczenie trochę bawiło profesora.
Gdy byliśmy już przy samym wejściu do zamku, dyrektor poruszył temat moich wizji.
— Nadal nie mam pewności, czy na pewno wiem, skąd biorą się twoje wizje, ale chciałbym, żebyś nauczyła się oklumencji. Severus jest w tym specjalistą, więc z pewnością będzie ci mógł pomóc o wiele bardziej niż w przypadku metamorformagii czy niewidzialności. Nie wiem, czy oklumencja zablokuje twoje wnikanie do świadomości Harry'ego, ale jestem pewien, że ta umiejętność przyda ci się w przyszłości.
— Do czego? — zapytałam sennym głosem. Nie do końca docierało do mnie to, co mówił.
— Nikt nie będzie mógł zajrzeć do twoich myśli — odpowiedział po prostu. Nie musiał mi tego tłumaczyć, wiedziałam, czym jest oklumencja. Mój zmęczony mózg potrzebował chwili, by zrozumieć, co naprawdę chciał mi przekazać profesor Dumbledore.
— Ma pan na myśli Severusa, Voldemorta, śmierciożerców? — Wystarczyło mi tylko spojrzeć na jego uśmiech, by otrzymać potwierdzenie. Skinęłam głową i chyba obiecałam, że będę się jej uczyć, ale gdy kilka godzin później obudziłam się w moim łóżku, nie pamiętałam, jak się tam w ogóle dostałam i nie byłam pewna, czy naprawdę rozmawiałam z dyrektorem o oklumencji.
Chociaż nadal czułam się zmęczona, wstałam z łóżka i przebrałam się. Nie bez zaskoczenia zauważyłam, że nadal miałam na sobie ubrania, w których poszłam do lasu. Pierwszy raz zaczęłam zastanawiać się, jak to się dzieje, że podczas przemiany ubrania znikają, a następnie się pojawiają i nie doznają żadnego uszczerbku. Wzruszyłam ramionami i zeszłam na obiad z nadzieją, że ktoś z mojego rocznika powie mi, co się działo na zajęciach, które przespałam.

W drodze do Wielkiej Sali spotkałam Severusa.
— Jak się czujesz? — zapytał, a jego łagodny ton zaskoczył grupkę Krukonów stojących nieopodal. Gdyby nie to, że nadal byłam zmęczona, parsknęłabym śmiechem, widząc ich zdumione twarze.
— Dobrze. Jestem zmęczona, ale dziś położę się wcześniej i jutro będzie już w porządku — odpowiedziałam. Sev spojrzał na mnie badawczo.
— Rozmawiałem z Albusem i powiedział mi, że mam cię uczyć oklumencji.
— Naprawdę? — spytałam zaskoczona. Brwi Severusa się podniosły.
— Podobno rozmawiał z tobą o tym...
— A... No tak, rozmawiał... Byłam tak zmęczona, że nie byłam pewna, czy to nie był sen — powiedziałam nieskładnie, ale Severus chyba zrozumiał, co chciałam przekazać.
— Nie wyjaśnił mi, dlaczego masz się jej uczyć, podejrzewam, że ty też mi tego nie powiesz... — zaczął. Po chwili westchnął, rozejrzał się i kontynuował. — Przyjdź do mnie w piątek po południu, jak zawsze, porozmawiamy o tym i ustalimy jakiś plan nauki. Na szczęście w oklumencji będę mógł ci bardziej pomóc, a jeśli będziesz chciała, możemy później spróbować nauczyć cię legilimencji...
Uśmiechnęłam się szeroko do niego.
— Dziękuję. — Na pożegnanie przytuliłam go i poszłam w końcu na obiad.

Resztę dnia spędziłam z Hermioną. Od razu podczas obiadu poprosiłam ją o notatki, ale na tym nie skończyłyśmy. Dziewczyna opowiedziała mi ze szczegółami, co wydarzyło się na zajęciach, a następnie wspólnie odrobiłyśmy zadane tego dnia zadania domowe. Uczyłyśmy się razem w Pokoju Wspólnym, gdzie starałam się ignorować spojrzenia Gryfonów. Właściwie oni zawsze mnie obserwowali, kiedy spędzałam tam czas, a tym razem byli zaskoczeni, że właśnie z Hermioną, ponieważ wszyscy wiedzieli, że pokłóciłyśmy się jeszcze w drodze do szkoły.
Właściwie nie rozmawiałam z nią na ten temat, ale wydawało się, że przestała wierzyć w brednie, które nagadała jej Julia. W momencie, w którym pomyślałam sobie, że właściwie Hermiona jest sympatyczną dziewczyną, tylko trzeba w niej to dostrzec, dołączyli do nas bliźniacy. Obserwując jej radość, że ktoś jeszcze chce z nią rozmawiać, uświadomiłam sobie, że musiała się czuć samotna. Właśnie to popołudnie dało mi odwagi, by zacząć małymi krokami realizować to, co już wcześniej przyszło mi do głowy: Chciałam ją lepiej poznać i być może się z nią zaprzyjaźnić. Jednak późniejsze wypadki sprawiły, że mój kolejny plan trafił szlag. Chyba powinnam się do tego przyzwyczajać...

Przez cały następny tydzień starałam się spędzać trochę czasu z Hermioną. Rozmawiałyśmy podczas posiłków, czasem razem szłyśmy do klasy. Popołudnia często miałam zajęte: nadal dbałam o to, by mieć jak najlepszy kontakt z Draconem, więc starałam się z nim spędzać trochę czasu po lekcjach. Umawiałam się w bibliotece z Amandą i choć zapraszałam na to spotkanie Hermionę, to ona odmawiała. W głębi cieszyłam się z tego, ponieważ przy Amandzie mogłam być w stu procentach sobą, nie musiałam się bać, że powiem o jedno słowo za dużo... Ona i tak wiedziała o mnie wszystko, co najgorsze. Odkąd zaczęłam się uczyć oklumencji, spędzałam więcej czasu w gabinecie Severusa... To wszystko sprawiało, że dla Hermiony miałam mało czasu, a najczęściej spędzałyśmy go, wspólnie się ucząc. Nie był to zbyt dobry sposób, by poznać ją bliżej.
W końcu nadszedł dzień poprzedzający Noc Duchów. Po szkole roznosił się zapach pieczonej dyni i nie mogłam się doczekać wieczornej uczty. Na lekcji Zaklęć profesor Flitwick oznajmił nam, że jesteśmy przygotowani do tego, aby na nasz rozkaz latały różne przedmioty. Oczami wyobraźni widziałam, jak udaje mi się to zaklęcie za pomocą rogu i wysyłam Gremiego w powietrze. Niestety wiedziałam, że zanim mi się to uda, miną miesiące, ponieważ to było trudniejsze zaklęcie od podstawowego lumos, którego nie opanowałam.
Profesor Flitwick połączył nas w pary. Hermiona miała ćwiczyć z Ronem, a ja z... Harrym. Na początku ucieszyłam się, ale po chwili spojrzałam na niego pełna obaw. Odkąd pokłóciliśmy się o pojedynek, nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Uśmiechnęłam się do niego niepewnie, ale on nie odwzajemnił uśmiechu. Zabolało mnie to, chociaż wiedziałam, że sama sobie zasłużyłam na takie traktowanie.
Bez słowa zaczęliśmy ćwiczyć. Naprzemiennie próbowaliśmy wysłać w powietrze leżące przed nami pióro. Mimo że normalnie nie miałam problemu z opanowaniem nowych zaklęć, siedząc tak blisko Harry'ego, byłam tak zdekoncentrowana, że piórko wciąż leżało przede mną nieruchomo. Nie zaskoczyło mnie, kiedy jakiś czas później profesor Flitwick krzyknął:
— Wspaniale! Niech wszyscy popatrzą, pannie Granger już się udało!
Z pewną satysfakcją zauważyłam, że Ron był markotny i niezadowolony z jej sukcesu. Do końca lekcji nikt nie powtórzył jej osiągnięcia. Miałam wrażenie, że profesor był rozczarowany, że mnie się nie udało. Ale czego innego mogłam się spodziewać, skoro całą lekcję myślałam, co mogłabym powiedzieć Harry'emu, żeby choć trochę poprawić nasze relacje? Czasami nachodziły mnie chwile zwątpienia i myśl, że on nigdy mi nie zaufa.


Redakcja & korekta: as_ifwhat

Nadal nie mogę uwierzyć, że Alan Rickman nie żyje. Zawsze uważałam, że to wspaniały aktor i właśnie dzięki niemu tak bardzo pokochałam Severusa Snape'a. To oczywiście spowodowało, że w Isabelli Potter właśnie Severus jest jedną z najważniejszych postaci.
Dlatego mogę powiedzieć, że to właśnie dzięki Alanowi to opowiadanie tak wygląda i Severus jest ojcem chrzestnym Isabelli. Dziękuję, Alanie, możesz być pewien, że na zawsze pozostaniesz w moim sercu.