Wesołych Świąt!

Mimo że to już druga część, w dalszym ciągu nie posiadam praw autorskich do oryginału tej historii. Ale nie tracę nadziei. Może jakiś zapóźniony zając?...

Zacznijmy z przytupem.


CZĘŚĆ II

1. Westchnęłam.

Stałam w wielkiej sali w hotelu Piramida w Gizie na zjeździe wampirów w Rhodes i byłam świadkiem ślubu królów Missisipi i Indiany. Ślub organizował głęboko rozczarowany mną tygrysołak Quinn, na którego nie miałam ochoty patrzeć, chociaż wyglądał bardzo dobrze w purpurowych spodniach bez koszuli. Rolę kapłana odgrywał… Eric.

Nigdy nie wpadłoby mi do głowy, żeby wyobrazić sobie Erica jako księdza i zastanawiałam się, jaki kościół udzielił mu święceń. Pam wspomniała coś o kursie online. Nieważne. Osobiście uważałam, że idea wampirzego szeryfa Obszaru Piątego jako księdza jest z gruntu porąbana, ale nie mogłam odmówić mu jednego – z całą pewnością był bardzo malowniczy. Stał na podium obok nowożeńców czyniąc honory (co polegało na wygłoszeniu sakramentalnej formuły i podcięciu obu królom nadgarstków ceremonialnym nożem, by mogli się napić swojej krwi) z uroczystą miną, wysoki, złotowłosy, odziany w długi, czarny płaszcz z kapturem i wyglądał absolutnie olśniewająco. Przez ułamek sekundy spojrzał prosto na mnie i mogłabym przysiąc, że mrugnął.

Nie widziałam Erica od tygodni i nie rozmawiałam z nim z wyjątkiem spotkania w Fangtazji przed wyjazdem do Rhodes, ale miało ono bardzo oficjalny charakter. Przylecieliśmy tym samym samolotem, ale ponieważ wampiry były uśpione w ciągu dnia, dopiero dziś wieczór miałam okazję zobaczyć się z nim i z Pam. Odkąd tu przybyłam, zdążyło się jednak sporo wydarzyć. Widziałam pierwszy raz w życiu Britlingena. Spotkałam Barry'ego telepatę. Zamordowano Jennifer Carter, główną oskarżycielkę królowej w mającym nadejść procesie w sprawie śmierci króla. Andre dał mi kilka nowych dreszczy.

Pomyślałam z tęsknotą o domu, w którym czekała na mnie Amelia (jej wizyta u mnie przedłużyła się niespodziewanie po Katrinie. Nie miałam nic przeciwko temu – była dobrą współlokatorką, dokładała się do czynszu i całkiem ją polubiłam).

Po ceremonii chciałam znaleźć Pam i porozmawiać z nią, ale zanim zdążyłam wypatrzyć ją w tłumie, przechwycił mnie Andre przypominając o moich obowiązkach wobec królowej. Towarzyszyłam jej przez jakiś czas, podczas gdy podchodzili do niej inni wampirzy władcy i czytałam ich ludzkich towarzyszy, ale król Kentacky zorientował się, że coś jest ze mną nie tak, kiedy nieostrożnie uśmiechnęłam się do jego niewidzialnych ochroniarzy (wspomnianych już Britlingenów, którzy podobno są piekielni drogimi wojownikami, a w zasadzie wojowniczkami z innego wymiaru), których obecności nie powinnam była w ogóle zauważyć. Sophie-Anne odprawiła mnie pod pretekstem, bym poszła sprawdzić wezwanie z recepcji, wedle którego podobno ktoś z naszej grupy zostawił walizkę. Ku mojemu niezadowoleniu przyłączył się do mnie Andre.

- Britlingenowie tu są – powiedziałam, kiedy znaleźliśmy się w odosobnionym korytarzu, zakładając naiwnie, że podążył za mną, by wypytać mnie, czego się dowiedziałam.

Ale wtedy Andre zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałam i co zmroziło mnie strachem – szybszym niż tchnienie gestem rozpruł swój własny nadgarstek kłami i pchnął go w stronę moich ust.

- Pij! – rozkazał.

- Nie! – zaprotestowałam gwałtownie. – Dlaczego miałabym to zrobić?

Chciałam zyskać na czasie. Byłam przerażona i absolutnie bezradna. Wiedziałam, że Andre może mnie z łatwością zmusić do wypicia jego krwi wbrew mojej woli. Wystarczyło mnie przytrzymać, rozewrzeć mi szczęki i wtłoczyć ją do gardła.

Czułam, że próbuje siłą woli wedrzeć się do mojego umysłu. Starałam się odsunąć, ale nie było dokąd. Nie było nikogo, kogo mogłabym błagać o pomoc.

- Okazałaś się cenniejsza, niż przypuszczaliśmy. To połączy cię z nami silniej.

Był brutalnie szczery.

Rozglądałam się gorączkowo. Moje plecy uderzyły o ścianę. Andre trzymał moje ramię w kleszczowym uścisku, a jego druga ręka zawisła o kilka centymetrów przede mną i ociekała krwią.

- Nie chcę, żebyście mieli nade mną władzę – powiedziałam, mimo że zdawałam sobie sprawę, że nic go to nie obchodzi. Usłyszałam, że mój głos załamuje się pod wpływem strachu. – Nie chcę, żebyście wiedzieli, co czuję. Zamierzam wykonać tę pracę i wrócić po niej do normalnego życia!

- Ty już nie masz normalnego życia – powiedział beznamiętnie Andre i najgorsze w tym wszystkim było to, że nie wyglądał przy tym złośliwie – wyglądał rzeczowo. – Nie obchodzi mnie, jakie masz plany na resztę swojej ludzkiej egzystencji. Pozycja królowej będzie mocniejsza, jeśli wypijesz moją krew, więc to zrobisz. Nie zawracałbym sobie nawet głowy tłumaczeniem ci tego, gdybym nie szanował twojej zdolności.

- Piłam krew Erica! – krzyknęłam nagle w przypływie rozpaczy.

Nie mam pojęcia, dlaczego przyszło mi to do głowy. Przypuszczam, że tonący chwyta się brzytwy. Być może chodziło o to, że przed chwilą moje myśli krążyły wokół niego podczas ślubu.

Przez moment, krótki i wypełniony złudną nadzieją, wydawało mi się, że być może była to właściwa rzecz do powiedzenia, bo Andre jakby przez sekundę się zawahał i wyglądał na zamyślonego. Później jednak skoncentrował na mnie na powrót lodowate spojrzenie i powiedział:

- To nie ma znaczenia.

I znów zaczął na mnie napierać. Próbowałam z całych sił odepchnąć go od siebie, ale nie odniosło to oczywiście żadnego skutku. Zacisnęłam mocno usta. Nie mogłam nawet krzyknąć, bo gdybym tylko je otworzyła, natychmiast wepchnąłby w nie swój zakrwawiony nadgarstek.

Nagle pojawił się ktoś jeszcze w pustym, cichym korytarzu – jakby wywołany moją wzmianką do tablicy, zza zakrętu wyłonił się Eric, wciąż jeszcze w czarnej pelerynie. Czy przyszedł dlatego, że poczuł moją panikę?

Miał na twarzy niespotykany u niego wyraz – niepewność. Był to kolejny znak, który sprawił, że zrobiło mi się niedobrze ze strachu.

- Co robisz, Andre? – zapytał wyrównanym, ale jakby nieco głębszym niż zwykle głosem.

Andre odwrócił się w jego stronę z oczami zwężonym ze złości w szparki, a ja miałam wrażenie, że zaraz zemdleję od hiperwentylacji. Ostrożność, z jaką Eric podchodził do Andre świadczyła tylko o tym, jak bardzo niebezpieczne jest dziecko królowej.

- Sookie musi być z nami związana czymś silniejszym niż pieniędzmi – powiedział Andre. – Znaleźliśmy się w krytycznym punkcie i wykorzystamy każdą przewagę, która pomoże nam przetrwać.

Cała się trzęsłam. Błagałam Erica oczami o pomoc. Jeśli ktokolwiek mógł mi teraz jeszcze pomóc, to tylko on. Miałam nadzieję, że potrafi coś wymyślić, żeby mnie uratować. Andre wyglądał, jakby po tym wyjaśnieniu miał zamiar powrócić do przerwanego zadania.

- Ona jest moja – powiedział nagle Eric.

Ha? Nie dokładnie to, co spodziewałam się usłyszeć. Ale jeśli to miałoby mi oszczędzić oddawania władzy nade mną Andre, nie byłam tak głupia, by zaprotestować.

- Byłbym niepocieszony, gdybym musiał z niej zrezygnować.

Co? Czy wypicie krwi Andre miało jakieś większe znaczenie, którego nie dostrzegałam? Jak dalece miałby wpływ na moje życie? Czy wampiry uważałyby, że jestem „jego"? Czy oczekiwałyby, że piłby moją krew i… nawet nie chciałam kończyć tej myśli.

Eric dawał mi wcześniej krew, ale nigdy nie wiązało się to z niczym poza naturalnymi efektami ubocznymi i zwiększeniem jego wiedzy o mnie. Oraz mojej podatności na jego atrakcyjność. Nagle zdałam sobie sprawę, że pracowanie dla Erica naprawdę nie było takie złe i że Eric był być może najlepszym szefem, na jakiego mogłam trafić wśród wampirów – co jakiś czas żądał mojej pomocy, gdy pojawiła się taka potrzeba, ale w sumie nie ingerował za bardzo w moje życie. Wciąż miałam swój dom i pracę, znajomych, byłam niezależna. Czy Andre oczekiwałby, że przeprowadziłabym się gdzieś bliżej królowej i była na każde jej skinienie?

- Śmiesz podważać wolę swojej królowej? – nawet ja wiedziałam, że to pytanie było niebezpieczne.

Niespodziewanie, Andre zwrócił się do mnie:

- Czy to prawda? – i zrozumiałam, że muszę potwierdzić zeznanie Erica co do jego deklaracji posiadania mnie.

Nigdy nie sądziłam, że zrobię to z taką ochotą:

- Tak – powiedziałam gorliwie.

Twarz Erica nawet nie drgnęła. Andre milczał przez chwilę wyraźnie wściekły obrotem wydarzeń.

- Andre, wiesz, że to prawda – powiedział Eric chłodnym, spokojnym głosem. Przypuszczam, że w ten sposób negocjuje się z szaleńcem celującym pistoletem w grupę ludzi. – Widziałeś nas razem na balu w Nowym Orleanie. Widziałeś ślad po moim ugryzieniu. Wiesz, że jestem lojalnym poddanym Jej Królewskiej Mości. Udowodniłem to w Nowym Orleanie. Sookie jest już związana ze mną.

Uuups, przypuszczam, że limonkowa sukienka odsłaniała jeszcze więcej, niż sobie wyobrażałam. Nagle byłam całkiem zadowolona z faktu, że pozwoliłam Ericowi mnie ugryźć i nawet z tego, że Andre miał tej nocy z racji mojej kreacji dobry widok na większą część moich piersi.

- To nie wystarczy – powiedział uparcie Andre. – Królowa wypłaci ci odszkodowanie, ale to musi być zrobione.

- Pozwól, że coś zaproponuję – odparł Eric i zrobił pół kroku w moim kierunku. – Sookie musi być zadowolona, albo nie będzie współpracować. W przeciwnym razie nigdy nie będziecie mogli zaufać temu, co powie. Zatrudnianie jej będzie się mijać z celem.

Okej. Miał głowę na karku. Zawsze wiedziałam, że Eric jest pragmatyczny i przypuszczam, że tego typu argument mógł najlepiej przemówić do Andre, ale było to nieco brutalne. Przynajmniej wydawało się, że Andre rozważa jego słowa. Wciąż nie rozumiałam, na czym polegała propozycja Erica, ale byłam pewna, że jest lepszą opcją. Jeśli w ogóle ufałam jakiemukolwiek wampirowi, był nim Eric.

- Sookie i ja wymieniliśmy krew wiele razy – ciągnął Eric. Mieliśmy zgodność w zeznaniach. Dobrze. – Byliśmy kochankami. Myślę, że nie byłaby tak oporna, gdybym to ja dał jej krew. Przysięgałem wam wierność. Czy to odpowiada potrzebom królowej?

Skłonił się z szacunkiem. Bałam się zapytać, dlaczego w ogóle potrzebuje mi dać krew, skoro już ustaliliśmy, że wcześniej ją piłam. Może Andre nie był w stanie uwierzyć, póki nie zobaczył na własne oczy? W mojej głowie zaczęło kiełkować okropne podejrzenie, że chodzi tu o coś więcej, niż zwykła wymiana krwi, którą znałam do tej pory.

Andre wypuścił moje ramię, podczas gdy rozmyślał nad odpowiedzią. Jego własny nadgarstek zdążył się już zagoić. Uznałam to za dobry znak, ale nadal byłam wystraszona. Serce biło mi mocno.

Andre zmierzył Erica oceniającym spojrzeniem, w którym czaił się cień czegoś, co podejrzanie przypominało lekceważenie i może nawet odrobinę rozbawienie. Czy śmieszyło go, że Eric o mnie walczy? Co w zasadzie miało się zaraz wydarzyć? Dlaczego gniewało mnie, że Andre patrzy na Erica bez szacunku?

Andre przerzucił spojrzenie na mnie.

- Wyglądasz jak zając ukrywający się w krzakach przed polującym lisem – powiedział.

Ciekawe dlaczego, hm? – pomyślałam.

Nastąpiła pełna napięcia pauza.

- Oddałaś królowej kilkukrotnie dużą przysługę – powiedział ostatecznie. – Jeśli efekt końcowy okaże się taki sam, to czemu nie? W porządku, Eric. Jeśli wymienialiście krew więcej niż raz, więź jest już silna. Czy Sookie dobrze odpowiedziała na twoją wizytę?

Że co proszę?

- Tak, ukorzyła się zadowalająco – powiedział Eric bez mrugnięcia okiem.

Prawie się zakrztusiłam. Tak naprawdę do tej pory zawsze opierałam się Ericowi. Czy to właśnie dzieje się ze zwykłymi ludźmi, kiedy piją krew wampirów? „Korzą się"?

Okej, przypuszczam, że graliśmy wielkie przedstawienie dla Andre. Udało mi się ukryć moją zszokowaną minę, która niewątpliwie zrujnowałaby efekt słów Erica, pochylając głowę i opuszczając spojrzenie, jakbym była zawstydzona moją niewolą.

- No dobrze – powiedział w końcu Andre i machnął niecierpliwie dłonią. – Zaczynaj.

- Tutaj? Wolałbym jakieś bardziej ustronne miejsce – negocjował Eric.

Ale Andre nie zamierzał iść na żadne dalsze kompromisy.

- Tu i teraz – powiedział.

- Sookie – powiedział Eric.

Nasze oczy spotkały się. Wiedziałam, co chciał mi powiedzieć tym spojrzeniem i dobrze rozumiałam, że ma rację: był moją najlepszą opcją. Czy cieszyło mnie to, że miałam znowu pić jego krew? – nie. Czy wolałam go od Andre? – do diabła, tak! Wciąż bałam się tego, co miało nastąpić, ale byłam wdzięczna Ericowi, że wkroczył wtedy, kiedy to zrobił. Wiedziałam, że nic już nie da się zrobić, żeby to powstrzymać.

Uniósł brew. Pytał mnie o zgodę, choć tak naprawdę nie miałam wielkiego wyboru. Mimo to było to miłe.

- Eric – powiedziałam i skinęłam lekko głową.

W ten oto sposób znalazłam się w sytuacji, w której wyraziłam zgodę na więź krwi z Erikiem i mimo że nie miałam pojęcia, co robię, nic już nie mogło nigdy tego odmienić.