24.

-„ Co? Jak to się stało?"- zawołała zdziwiona Lucy, kiedy Tara po powrocie do pracy, poinformowała przyjaciółki o swoich zaręczynach, prezentując przy tym ich niezaprzeczalny dowód, połyskujący na jej serdecznym palcu. Była przy tym tak szczęśliwa, że jej twarz wprost promieniała.

-„ Wczoraj…"- odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna. –„ Bobby oświadczył mi się wczoraj…"

-„ Ale przecież…"- panna Dotson była w szoku. –„ Przecież wy nawet ze sobą nie chodziliście, a tu raptem oświadczyny!"

-„ Lucy!"- wtrąciła się Sue. –„ Mówisz tak, jakbyś nie była w podobnej sytuacji… Ty i Miles, również dość nieoczekiwanie postanowiliście się pobrać…"- przypomniała delikatnie. Taka była prawda. Od sześciu miesięcy, oboje byli zaręczeni i starannie planowali huczne wesele w stylu Lelandów.

-„ To nie to samo!"- stwierdziła sekretarka. –„ Dziubasek i ja, mamy wspólną historię. Co prawda, nie zawsze chwalebną, ale jednak!"

-„ Dziubasek?"- zachichotały jednocześnie obie blondynki, a Lucy przewróciła oczami.

-„ Tylko mu nie mówcie, że się wygadałam, bo Myles mnie zabije! I biada wam, jeśli powtórzycie to chłopakom!"- wyszeptała konspiracyjnie.

-„ Nie martw się, Luce, tajemnica twoja i 'Dziubaska'- wciąż chichotały używając tego pseudonimu-…jest bezpieczna, jak w szwajcarskim banku!"- zapewniły ją dziewczyny.

-„ No!"- powiedziała zadowolona, ciemnoskóra piękność. –„ To, co z tymi zaręczynami?"- wróciła do zapomnianego przez chwilę tematu.

-„ Nic."- odparła Tara. –„ Po prostu, oboje zrozumieliśmy w ciągu ostatnich dni, że dobrze nam razem, i że chcemy, by tak zostało. Kochamy się. Chcemy być razem. Moi rodzice mówią, że nic innego nie ma znaczenia…"

-„ Twoi rodzice mają rację! Nie ma nic ważniejszego od miłości! Wszystko inne, to sprawy drugoplanowe. Jeśli się kochacie, weźcie ślub!"- ponownie zabrała głos się Sue i mimowolnie spojrzała na przystojnego, ciemnowłosego agenta, który zawzięcie dyskutował o czymś z rozpromienionym Australijczykiem, klepiąc go po plecach. Nie miała problemu z poznaniem przebiegu ich rozmowy. Jak nietrudno było się domyślić, chodziło o sensację dnia, jaką były zaręczyny przyjaciół. Smutek ogarnął jej duszę na myśl, że Jack zapewne nigdy nie powie jej, że ją kocha, a tym bardziej, że się z nią nie ożeni. Tacy mężczyźni, nie poślubiają podobnych do niej kobiet…

Tara uważnie przyjrzała się swej najlepszej przyjaciółce i delikatnie położyła jej rękę na ramieniu, by zwrócić jej uwagę.

-„ Nie martw się, Sue…"- powiedziała cicho, doskonale rozumiejąc jej przygnębienie. Jeszcze kilka dni temu, czuła się tak samo, a teraz była związana z jedynym facetem, o którym myślała, że nigdy nie będzie jej. –„ Jack w końcu odzyska rozum i zrobi to, co powinien był zrobić wieki temu. On cię kocha, tylko jest trochę powolny…"- pocieszała ją Tippy.

-„ Trochę?"- Lucy wkręciła swoje trzy grosze. –„ Ślimak jest szybszy od niego! Czasem tak mnie to drażni, że chciałabym walnąć go patelnią w głowę, może wtedy by przyśpieszył!"- mruknęła poirytowana. Od lat obserwowała, jak Sue czeka na jakiś znak, na dwa proste słowa, które wreszcie przyniosłyby jej spokój ducha i że coraz bardziej pogrąża się w smutku.

-„ Dajcie spokój, dziewczyny… Wszystkie wiemy, że Jack i ja nigdy nie będziemy razem, więc zostawmy to już. Ważne, że wy jesteście szczęśliwe!"- powiedziała, siląc się na wesołość.

Nie dały się oszukać, ale postanowiły już jej nie denerwować. Spojrzały na siebie wymownie, potem zerknęły na Sparky'ego i niemal jednocześnie wpadły na ten sam pomysł. Skoro on nie potrafił wziąć się w garść i wreszcie uszczęśliwić ich przyjaciółkę, musiały mu w tym pomóc. Jack się oświadczy i już ich w tym głowy, by zrobił to szybko!

-„ Wyglądasz na zadowolonego…"- stwierdził Hudson, patrząc na najlepszego przyjaciela.

-„ Bo jestem, Spark! To była najlepsza decyzja w moim życiu, bracie! Kocham ją. Wiem, że ona mnie kocha i tylko to się liczy. Tara jest tą jedyną. Wiem, że zajęło mi sporo czasu, by to przyznać, ale gdy już to zrozumiałem, nie było sensu czekać. Chcę być z nią, żyć z nią, mieć z nią dom i dzieci, i chcę tego szybko, Jack. Dlatego właśnie, za tydzień się z nią ożenię…"- powiedział Bobby i uśmiechnął się od ucha do ucha.

-„ Za tydzień?"- Sparky był zdumiony do tego stopnia, że niemal tego nie wykrzyczał.

-„ Cicho, Jack!"- Crash zatkał mu szybko usta. –„ Tara jeszcze o tym nie wie! To będzie niespodzianka!"

-„ Jak to, nie wie?"- spytał Hudson teraz już totalnie zaskoczony. –„ Zupełnie ci odbiło!"- powiedział, kiwając z niedowierzaniem głową.

-„ I to jest właśnie w tym wszystkim piękne!"- zachichotał Bobby. –„ Posłuchaj, Sparky… Mówię ci o tym, bo po pierwsze, potrzebuję twojej pomocy, a po drugie - skoro masz być moim drużbą, muszę cię uprzedzić, żebyś zdążył kupić frak!"- dodał wesoło Manning.

-„ Chcesz, bym był twoim drużbą?"- zapytał cicho Jack.

-„ Pytasz, jakbyś był zdziwiony, Spark! Kogo miałbym poprosić, jak nie mojego najlepszego kumpla, mojego brata? Chyba mi nie odmówisz, Jack?"- odpowiedział pytaniem na pytanie.

-„ Oczywiście, że nie, Bobby. To dla mnie wielki zaszczyt! Z przyjemnością ci pomogę i będę stał obok ciebie przy ołtarzu!"- zapewnił Hudson. –„ Powiedz tylko, czego oczekujesz…"

-„ Oczekuję, kolego, że przez najbliższe kilka dni, zorganizujesz ze mną spisek, jakiego nie było jeszcze w historii FBI. Mamy tydzień, by przygotować ślub i wesele w taki sposób, by panna młoda się o tym nie dowiedziała aż do ceremonii!"- odparł Bobby.

-„ Możesz na mnie liczyć, Crash! Zorganizujemy ci taki ślub, że mucha nie siada!"

Był gotów do działania. Wiedział, że nie będzie łatwo, ale z pomocą Sue i reszty, powinien dać radę.

-„Sue…"- pomyślał, spoglądając na piękny obiekt swoich uczuć. Dlaczego on nie potrafił działać tak szybko? Miał tylko nadzieję, że gdy wreszcie wyzna jej miłość się jej oświadczy, nie będzie za późno. -„ Może w dniu ślubu, Crasha?"- rozmarzył się. Niczego nie pragnął bardziej, niż nazwać ją swoją żoną.

TBC