Rozdział 26

Severus spóźnił się na kolację zajęty ocenianiem letnich prac. Kiedy wszedł do sali od razu zauważył, że radosny zazwyczaj gwar jest zdecydowanie cichszy i jakby... podekscytowany? Drugie co zauważył to, że sporo spojrzeń szło w kierunku... jego podopiecznej, która siedziała znowu całkowicie sama na końcu stołu. Trzecie, że tylko Król jadł a ona siedziała nieruchomo patrząc na jedzenie.

Co na Merlina?

Usiadł przy stole koło Rolandy.

- Coś mnie ominęło? - mruknął do niej powoli nakładając jedzenie.

- Nie tylko ciebie - kobieta sapnęła zirytowana. - Z tego co się dowiedziałam Haruka ścigała po szkole Złoty Znicz.

- Że co zrobiła? - jego ostry ton sprawił, że głowy uczniów siedzących najbliżej stołu skierowały się w jego stronę. Spojrzał na nich lodowato.

- Domyślam się - Hooch przyciągnęła ponownie jego uwagę - że ktoś wpuścił do zamku Znicz, a ona go dopadła. Filius twierdzi, że nigdy nie widział tak wspaniałego lotu.

Westchnęła.

- Ja też tego nie widziałam, ale z tego co wiem nie skończyło się to dobrze.

I tyle by było z trzymania niskiego profilu!

- To znaczy?

- Sto trzydzieści pięć punktów odebranych, miesięczny szlaban z tobą oraz trzy tygodniowy na latanie - zaczęła wymieniać. - Na jutro ma się nauczyć regulaminu szkolnego. Ach, no i odpada pierwszy wypad do Homesgate.

Severus zauważył stojącą z boku miotłę.

- No ładnie... - stracił apetyt.

Wiedział, że ze wszystkich rzeczy zakaz latania odebrała najgorzej. Na Merlina, to jakby kolejne trzy tygodnie tortur. Jego pięści same się zacisnęły.

Przybrał swój zwyczajowo obojętny wyraz twarzy i wstał od stołu.

- Severusie - usłyszał głos dyrektora i spojrzał w jego kierunku. - Nie zjesz z nami kolacji?

Mistrz eliksirów ujrzał jednak zadowoloną minę nauczycielki transmutacji i domyślił się tego, co chciał wiedzieć.

- Nie - odparł zimno. - Mam do załatwienia coś ważniejszego.

Odwrócił się i podszedł do stołu Slytherinu. Dwa winne spojrzenia od Pucey'a i Montague. Czyli już wiem, skąd miałaś Znicz. Przeszedł koło nich nic nie mówiąc.

Cały stół przerwał jedzenie i patrzył za nim. Z resztą nie tylko oni.

- Panno Tenoh - warknął. - Mój gabinet! Natychmiast!

Haruka wstała i na nikogo nie patrząc ruszyła wyprostowana za nim.

Król odezwał się oburzony i chwytając kolejny kawałek mięsa poleciał za nimi.

xxxxxxxxxxxxx

Całą trasę przeszli w milczeniu. Gdy drzwi, jego gabinetu zamknęły się za nimi zauważył że w prawej ręce nadal ściska Znicz.

Objął ją delikatnie i przytulił, wyczuwając wilgotne ubrania. Jej sztywne ciało rozluźniło się i obie ręce uczepiły się jego szat.

- Głupol - mruknął, ale jej nie puścił.

Szybkim zaklęciem wysuszył jej ubranie. Jeszcze tego brakowało, by się przeziębiła.

Stali tak przez dłuższą chwilę. Nie płakała, czego się spodziewał, ale trzymała się go rozpaczliwie.

Kiedy burczenie w jej brzuchu przybrało na sile a jej ręce nie trzymały go już tak mocno, poluzował swoje objęcie.

- Nobby!

- Tak, psze profesora pana? - skrzat pojawił się obok i patrzył z niepokojem na dziewczynę.

Jakby o czymś wiedział, Severus pomyślał zaintrygowany.

- Panna Tenoh i ja zjedlibyśmy tutaj kolację.

- Tak jest.

Skrzat zniknął a za chwilę na biurku pojawiło się dla nich jedzenie.

Severus delikatnie poprowadził Harukę w tamtym kierunku i posadził ją na krześle siadając obok niej. Jego racjonalny umysł podpowiadał mu, że nie powinna pamiętać tortur, ale sztywność z jaką się zachowywała...

Skąd u mnie to poczucie opiekuńczości wobec niej?

- Wypij najpierw eliksir i jedź - mruknął. - Potem porozmawiamy.

Haruka bez słowa wypiła eliksir, który się nagle przed nią pojawił i który błyskawicznie zadziałał.

Jadła automatycznie. Jej oczy pozbawione były blasku, co sprawiło że były ciemniejsze niż zazwyczaj. Nadal trzymała Znicz, ale już nie tak kurczowo. Jego skrzydła opadły, jakby wyczuwały atmosferę.

- Co się stało? - spytał łagodnie, gdy przestała jeść.

- Nic - wzruszyła ramionami. - Ścigałam Znicz po zamku. Złapałam go przed nosem Dumbledore'a. McGonagall się wściekła i nie mogę teraz latać.

Snape zamrugał.

- Przed nosem dyrektora?

- Tak.

- I co on na to?

- Powiedział, że za pięć minut będzie kolacja.

No tak, cały Albus.

- Więc skąd te szlabany?

- McGonagall zaczęła krzyczeć, że to nieodpowiedzialne i niebezpieczne było - jej wzrok w końcu sięgnął jego oczu i niezbyt mu się spodobał chłód, który w nich zauważył. - Ale ja nikomu nic nie zrobiłam! No dobra, może i wystraszyłam parę osób, gdy nad nimi przeleciałam, ale tylko tyle!

- To co zrobiłaś było nieodpowiedzialne i niebezpieczne - jego oczy i głos były łagodne. - Komuś mogła stać się krzywda. Tobie mogła stać się krzywda. Któryś z tych błaznów, zwanych uczniami, mógł próbować cię zatrzymać a to mogło by się źle dla ciebie skończyć. A potem dla niego, jakbym już go dorwał.

Haruka uśmiechnęła się lekko słysząc jego ostatnie słowa.

- Podejrzewam, że Albus wcale nie chce byś mu jutro cokolwiek recytowała. Gorzej jeśli ta wredna kocica będzie chciała przy tym być. Albo i Umbridge. Pójdę z tobą jako opiekun domu.

Jej oczy nie były już tak chłodne, ale blask nadal nie powrócił.

- Znam regulamin - mruknęła cicho.

- I potrafisz go wyrecytować?

- Tak.

Palce mężczyzny poruszyły się mechanicznie i zastukały kilkukrotnie o stół wybijając rytm tylko mu znany. Mógł się tego domyślić. Podejrzewał, że Albus o tym wie i dlatego to wymyślił. Jego kąciki ust podniosły się lekko.

- Stary drań - mruknął do siebie. - I niech zgadnę, on o tym wie?

Haruka przytaknęła.

- Tak. Dwa dni temu rozmawialiśmy o tym, bo chciałam coś wyjaśnić.

- Mogę wiedzieć co?

- O bibliotekę i dostęp do ksiąg zakazanych.

Oho...

- I wiesz wszystko co trzeba?

- Tak - przytaknęła zamyślona. - Jeśli chce mieć do nich dostęp to muszę zdobyć pozwolenie nauczyciela. Najlepiej tego, którego przedmiotu to dotyczy. Ale nie ma mowy, bym zapytała o cokolwiek McGonagall.

Transmutacja? Czego ona może szukać w transmutacji?

- Nie koniecznie. Pozwolenie od opiekuna domu też wystarczy. Albus wie o tym doskonale.

- Wspomniał o tym - przytaknęła.

Przyjrzał się jej uważnie, ale gdy nie podjęła tematu powrócił do wcześniejszego wątku.

- Punkty jesteś w stanie odrobić. Szczególnie że zrobiłaś kolejne wrażenie na Flitwick'u - uśmiechnął się lekko. - Szlaban ze mną... I tak chciałem być codziennie po kolacji spędzała czas ze mną. Więc tu nie ma sprawy. Ale na Homesgate i zakaz latania nic nie poradzę.

Wzruszyła ramionami.

- Widziałam już Homesgate.

- Ale nie widziałaś sklepów.

- Pewnie są takie same jak na ulicy Pokątnej - ponownie wzruszyła ramionami. - A deser mam tutaj, więc żadna różnica.

- A latanie?

Jej głowa zawisła w geście poddania. Ręce ponownie zacisnęły się mocno w pięści na jej kolanach.

- Przeżyję - mruknęła. - Kara to kara.

Severus westchnął i położył rękę na jej ramienia. Czasami bardzo ciężko było ją odczytać.

- Wiem, że lubisz latanie i że musi ci być ciężko, ale wytrzymasz. Trzy tygodnie zlecą szybko. Zobaczysz.

Kiwnęła głową ale jej nie podniosła.

- Odrobiłaś już lekcje? - spytał zmieniając temat.

- Nie.

- To się za nie zabierz. Jeśli jeszcze zgłodniejesz zawołaj Nobby'ego - wstał i przeszedł na drugą stronę biurka. - Ja mam do sprawdzenia te bazgroły.

- Moja torba jest w dormitorium - odezwała się po chwili.

- Chcesz się po nią przejść czy zawołać skrzata by ci ja przyniósł?

- Przejść - wstała.

Skinął tylko głową.

xxxxxxxxxxxxx

Gdy weszła do wspólnego pokoju Slytherinu zapanowała cisza.

Wśród uczniów, którzy zdążyli wrócić z kolacji zauważyła tego, którego szukała.

- To twoje - rzuciła w jego stronę Znicz, który ten z łatwością chwycił, aczkolwiek z mieszanym wyrazem twarzy.

Haruka ruszyła w stronę swojego pokoju.

- Tenoh, słuchaj - chłopak odezwał się gdy była koło niego. - Przykro mi, że tak wyszło, ale my...

Wskazał ręką na grupkę, w której stał

- Podjęliśmy decyzję by przyjąć cię jako rezerwowego szukającego.

Spojrzała na niego nic nie mówiąc, ale zatrzymała się.

- Zacznijmy od początku - uśmiechnął się do niej. - Jestem Graham Montague i jestem kapitanem drużyny quidditch'a. Draco jest naszym szukającym, ale ma w tym roku SUMy, więc może się zdarzyć że nie będzie mógł zagrać. Wtedy weszłabyś do gry, jako nasz rezerwowy.

Widząc że wyraz jej twarzy się nie zmienia kontynuował i przedstawił resztę drużyny.

- To Adrian Pucey i Cassius Warrington, którzy tak samo jak ja są ścigającymi. Ci dwaj to Vincent Crabble i Gregory Goyle, nasi pałkarze... Miles Bletchley jest obrońcą.

- Jeszcze raz przepraszam, że tak wyszło - wyciągnął rękę w jej stronę - ale trzy tygodnie szybko miną, a do drużyny możesz dołączyć już dziś. Co ty na to?

Spojrzała na jego dłoń a potem mu w oczy. Wyciągnęła swoją rękę i mocno go uścisnęła.

- Chcę być w pierwszym meczu zaraz po tym, jak skończy się mój szlaban - powiedziała stanowczo. - Jesteś mi to winien!

Zauważyła jak spojrzał w kierunku Malfoy'a który kiwnął głową z lekkim, ironicznym uśmieszkiem.

- Zgoda.

Haruka uśmiechnęła się i nic nie mówiąc poszła po swoją torbę. Czas odrobić lekcje.