Nigdy nie żył nadziejami, ale musiał przyznać, że stracił czujność. Danny został w domu z Grace, bo mała chciała porozmawiać z matką przez skype, a on nie bardzo miał ochotę być tego świadkiem, więc wybrał się z Mary na zakupy. To nie była ich pierwsza wspólna wycieczka do supermarketu, ale po raz pierwszy ktoś podstawił mu aparat pod twarz. I pewnie powinien był się tego spodziewać, ponieważ sam przyczajał się w samochodzie, czekając aż jego cele ruszą gdzieś, gdzie są mniej chronione. Przeważnie strzelał do nich, więc może jednak powinien się czuć o wiele lepiej, że jedynie oślepiono go fleszami.
Zgubił gdzieś Mary. Jak na piątkę ludzi paparazzi robili sporo zamieszania i zebrał się wokół nich tłumek przypadkowych gapiów. Starał się jakoś przepchnąć nie przeklinając zbytnio, ale wcale to nie było takie łatwe, więc zatrzymał się i spojrzał na pierwszego z brzegu mężczyznę, który cofnął się lekko na widok jego miny.
- Steve, od jak dawna znasz Danny'ego? – krzyknął ktoś z tyłu, najwyraźniej sądząc, że jest w strefie bezpiecznej.
Zasięg głosu na pewno do niej nie należał. Jeśli brali pod uwagę możliwość użycia karabinu, paparazzi powinni byli pomyśleć bardziej o kilometrach. I mniej otwartych przestrzeniach.
- Wy tak na poważnie? – spytał, nie mogąc się powstrzymać. – Przecież robiliśmy mu zdjęcia razem – przypomniał im, unosząc lekko brew do góry.
- Co się zmieniło Steve? – krzyknął kolejny śmiałek.
Steve wzruszył ramionami. Prawdę powiedziawszy nie miał pojęcia. Zawsze łączyło ich pewne zrozumienie pomimo różnic między nimi. Ono po prostu osiadło trochę bardziej, przypieczętowane latami które spędzili razem. Może nie jakoś specyficznie blisko, ale może tak było lepiej. Danny nie opuściłby swojej żony, rozbijając rodzinę, którą miał od tak dawna dla rozwijającego się uczucia. Musieliby je stłamsić. Z jego spostrzegawczością może nigdy nie zdałby sobie sprawy, że ono było obustronne.
Przepchnął się do środka supermarketu, nie bardzo wiedząc co teraz. Ochrona nareszcie zareagowała. A może oni w końcu przypomnieli sobie, że był SEAL.
ooo
Mary skręciła w drogę prowadzącą do ich domu i westchnął. Sean rozmawiał z jakiś dupkiem, który najwyraźniej próbował wejść na ich posesję. Annabeth Ka stała z zapleciony na piersiach dłońmi i wyglądała na poważnie wkurzoną.
- Stevenie McGarrett, co ten człowiek robił w moim ogródku? – spytała podniesionym tonem ich sąsiadka.
- Ufam, że podglądał – odparł spokojnie, robiąc głębszy wdech.
Kobieta poczerwieniała na twarzy i obwinęła się szczelniej swoją chustką.
- Ty zboczeńcu – warknęła pani Ka do zdumionego paparazzi. – Gdybym mój mąż wiedział, że przyłapałam cię na podglądaniu mnie przez okno… - urwała sugestywnie głos.
Mężczyzna poczerwieniał na twarzy jak burak. Nikt nigdy jeszcze nie umknął Annabeth.
- Złożę na ciebie doniesienie! Jestem pewna, że notują tych… - urwała zaciskając usta w wąską kreskę, gdy próbowała dobrać odpowiednie słowa. – Przestępców seksualnych – zakończyła tak definitywnym tonem, że paparazzi wybałuszył na nią oczy.
- Ale proszę pani, ja zapewniam, że… - zaczął facet.
- Siedział w ogródku? Siedział. Z aparatem w dłoni? I owszem – stwierdził Steve, patrząc wymownie na narzędzie zbrodni, które trzymał Sean. – Pani Ka, może pani spokojnie zadzwonić na policję. Wiem, że pan Ka kupił na wyprzedaży w jednostce stare miny ćwiczebne – dodał, kiedy kobieta spojrzała na niego z zainteresowaniem. – Mogę je wkopać wokół posesji. Przestępcy seksualni zazwyczaj wracają – ostrzegł ją lojalnie.
Paparazzi chyba chciał coś tłumaczyć, ale nie można było go zrozumieć przy wyciu policyjnych syren. Najwyraźniej pani Ka zaczęła od obdzwonienia swojej rodziny, która zasilała posterunek na wyspie. Mary starała się nie śmiać głośno, kiedy Annabeth wskazywała na fotografa jako na przyłapanego zboczeńca.
ooo
Danny pojawił się w drzwiach kuchni z komórką w dłoni i zmarszczył brwi niepewnie.
- Dlaczego ja czytam o tym, że posiałeś miny przeciwpiechotne w ogródku sąsiadki? – spytał Williams.
Nie minęło dziesięć minut, odkąd weszli do domu i to chyba przez to Steve tak nienawidził internetu. Mary czknęła, co było niczym przyznanie się do winy.
- Steven – jęknął Danny. – Poważnie?
- Fotografował panią Ka bez kapelusza. To niemal pornografia w naszych stronach – poinformował go Steve poważnie.
- Mówimy o tych samych stronach gdzie strojem narodowym jest brak koszulki i bikini? – spytał z niedowierzaniem Danny, ale drgnięcie warg go zdradzało.
- Dokładnie o tych stronach mówimy – przyznał Steve.
- Powiedz mi jak to teraz odkręcimy? – prychnął Danny.
Wzruszył ramionami.
- A musimy? Przecież to niedorzeczne – odparł Steve. – Poza tym… baza nie sprzedałaby niczego niebezpiecznego. Miny są, faktycznie. Pan Ka ma również kilka granatów. Mógłbym zabrać kilka od niego i kiedy chcielibyśmy wyjść, wystarczyłoby wyciągnąć zawleczkę i rzucić w tłum, który zabierałby nam konieczny tlen.
Danny spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Granatem, powiedział – jęknął Williams, wyrzucając do góry dłonie. – Steven – powtórzył o kilka tonów wyżej.
- Ćwiczebnym rzecz jasna – odparł spokojnie.
- Steven, nie – powiedział Danny całkiem poważnie, jakby faktycznie rozważali taką możliwość.
I może jeszcze kilka lat temu rzuciłby w paparazzich ćwiczebnym granatem dla własnej satysfakcji, ale wiedział doskonale jak grało się w tę grę. Zdjęcia ich dwójki razem osiągnęłyby takie ceny, że już nigdy nie uwolniliby się o tych hien. On starał się nie podążać za ludźmi i wywoływać sensacji, ale nie każdy miał kodeks moralny, gdy w grę wchodziła taka kasa. Do kupienia było już chyba niemal wszystko. I może się z tym nie zgadzał, ale przynajmniej nie szokowało go to, aż tak bardzo teraz. Nie mógł jednak nadal ryzykować doskonałej reputacji Danny'ego.
- Steven nie – powtórzył po nim spokojnie.
Williams wydawał się trochę usatysfakcjonowany.
- Jesteś trochę jak przerośnięty psiak, wiesz o tym? – spytał Danny. – Z tymi wielkimi oczami i tą potrzebą aprobaty…
- Na pewno nie z twojej strony – prychnął. – Moja siostra zrobiłaby mi kilkugodzinny wykład, gdyby znalazła miny w naszym ogródku. Nikt nie chce zadzierać z Mary Ann – powiedział z pewnością w głosie, uciekając przed ścierką, którą rzuciła go siostra.
ooo
Grace tęskno spoglądała w stronę oceanu i Steve był święcie przekonany, że nie wytrzymają długo nad malowankami. Danny nerwowo przechodził z jednego punktu domu na drugi z telefonem w dłoni. Nie mówił jak sprawy stały z Rachel i jej zaręczynami ze Stanem, ale w zasadzie nie wspominał o niej od dłuższego czasu. Albo po prostu w międzyczasie stało się tak wiele, że dni płynęły z całkiem inną szybkością. Miał wrażenie, jakby spędzili na wyspie kilka miesięcy, a nie zaledwie dwa tygodnie. W ich domu nigdy jeszcze nie było tak wielu osób i chyba po trochę ten ruch cieszył Mary Ann.
Danny spojrzał na niego przygryzając wargi, więc Steve podniósł się z kanapy, kiwając na niego sugestywnie głową. Ściany budynku naprawdę były cienkie. Nigdy dotąd jednak nie potrzebował prywatności. Mary Ann starała się trzymać blisko Kono i Grace, ale i tak nie mieli kiedy porozmawiać.
- Co się dzieje? – spytał wprost, ponieważ był naprawdę fatalny w owijaniu w bawełnę.
Poza tym nauczył się, że sypianie z kimś w jednym łóżku dawało dziwną pewność, której nie miał wcześniej. Dotąd zachodził w głowę czy nie przekraczał niewidzialnych granic. Teraz nie było tematów zakazanych, a przynajmniej tak się czuł. Może nawet porozmawialiby o jego rodzicach. Danny lubił wyciągać z niego takie rzeczy, jakby każdy z tych szczegółów stanowił dla niego dziwny rodzaj triumfu.
Williams podrapał się nerwowo po brodzie. Ostatnio nie używał kremu i skóra zaczynała schodzić z jego nosa, czego Steve mu nie powiedział. Po prostu nadal nie mógł uwierzyć, że Danny po tak długim czasie nie zaaklimatyzował się do warunków pogodowych. Niebezpieczne powinno być tylko pierwsze słońce. A przynajmniej radzili turystom nie szarżować pierwszego dnia i nikt nigdy nie miał problemów. Danny jednak musiał okazać się ewenementem na skalę światową i Steve'owi nawet się to trochę podobało.
- Jimmy Fallon zaprosił mnie do swojego programu – powiedział Williams krótko.
- To chyba dobrze – stwierdził ostrożnie Steve.
Danny skrzywił się lekko.
- Musielibyśmy wrócić z Grace jutrzejszym samolotem. Poza tym ostatnio nie zrobiłem żadnego filmu. Jak sądzisz, o czym będzie chciał rozmawiać? – spytał Danny.
- To ten od żartów? – upewnił się Steve.
Nie był na bieżąco na temat programów telewizyjnych. Zapamiętywał twarze, dodawał do nich nazwiska, a potem szukał w sieci. Ogłoszenia pism plotkarskich traktował jak listy gończe. Na podobnej zasadzie dostawał zlecenia misji w wojsku.
- To ten nieobliczalny – odparł Danny.
- Martwisz się pytaniami? – upewnił się Steve.
- Martwię się, że dobrze byłoby, gdybyś został na wyspie, gdy wrócimy razem z Grace do Los Angeles – powiedział wprost Danny. – Nie chcę, żebyś sobie coś głupiego pomyślał, a widzę jak pracują trybiki w twojej głowie. Nie wycofuję się. Po prostu trwamy w pewnym punkcie, którego nie przekroczyliśmy, a mam rozmawiać z facetem, który spróbuje ze mnie wycisnąć wszystko co może. Pół żartem pół serio, ale zawsze – dodał Williams, przecierając oczy. – Poza tym zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że wysadzisz samochód paparazzich, kiedy spuszczę cię z oka. Nie wiem czego mam pilnować. Grace nie chce wyjeżdżać. Ja nie chcę wyjeżdżać, ale nie możemy tutaj ewidentnie zostać, bo im dłużej tutaj jesteśmy tym bardziej ludzi interesuje dlaczego nie biegnę prostować wszystkiego.
- A cokolwiek kiedykolwiek prostowałeś? – spytał Steve.
- Nie, ale… - zaczął Danny.
- Więc nie prostuj. Trzymaj się stałego schematu. Jak będziesz wiedział co powiedzieć, rzucisz oficjalne oświadczenie – odparł, nie widząc w tym problemu.
- A będę wiedział co powiedzieć? – spytał niepewnie Danny i Steve nie mógł się nie uśmiechnąć krzywo.
- Chcesz, żebym dostarczył ci materiału? – wyszeptał, zerkając w stronę salonu. – Bo mógłbym, ale podobno robisz za dużo hałasu. Co prawda wolałbym, żebyś nie opowiadał ludziom o moich preferencjach łóżkowych, ale… - urwał, kiedy oberwał w ramię.
Danny patrzył na niego spode łba.
- Powiedz mi czy lecisz jutro do Los Angeles – powiedział tylko. – Znamy się osiem lat. Nie zniknę z twojego życia, bo skróciłeś nasze wakacje – poinformował go całkiem poważnie.
ooo
Grace nie płakała, ale próbowała ugrać na nim, aby mogła zostać na Oahu pod opieką jego i Mary Ann. Mała wyciągnęła nawet kartę zaufania, które Danny przecież powinien mieć do wujka Steve'a. A kiedy to nie poskutkowało, chciała zabrać ze sobą Kono. Cały wieczór spędzili w zasadzie na próbie przegadania Grace i musiał przyznać, że była nieodrodną córką Danny'ego. Nie docierały do niej żadne argumenty i na wszystko miała odpowiedź.
A kiedy zdała sobie sprawę, że jej ojciec był tą nieugiętą częścią, złapała Steve'a za dłoń tak jak tej cholernej nocy, którą przespał na podłodze i spojrzała w jego oczy tymi swoimi wielkimi niewinnymi ślepiami.
- Wujku Steve – zaczęła.
Nie bardzo miał się jak bronić, więc spojrzał błaganie w stronę Danny'ego, który tylko przewrócił oczami.
- Grace, wprowadzam zakaz szantaży emocjonalnych na wujku – powiedział Williams.
I Steve miał wtrącić, że mała pewnie nie do końca zdawała sobie o co chodzi, ale natychmiast puściła jego rękę i wydęła usta obrażona.
- Mama będzie chciała cię odwiedzić – dodał Danny. – Przyjedziemy tutaj jeszcze, ale tata musi wrócić do pracy.
- Przez tych ludzi z aparatami? – spytała Grace.
- Tak – odparł Danny. – Między innymi przez ludzi z aparatami.
Grace westchnęła cierpiętniczo i spojrzała na niego z dziwną powagą we wzroku.
- Nie lubię ich. Tata ich też nie lubi, ale nigdy im tego nie powie. Danno nie narzekał tylko na ciebie, wujku – poinformowała go. – Ale nie przychodzisz już robić zdjęć – dodała mniej pewnie.
I zdał sobie sprawę, że próbowała w ten mało subtelny sposób spytać czy będą się jeszcze widywali. Trochę zaschło mu w ustach, bo nigdy przez myśl mu nie przeszło, że Grace faktycznie się do niego przywiązała. I córka Danny'ego miała dziwną łatwość w łamaniu go.
- Jasne – powiedział, odchrząkując lekko. – Muszę zostać z Mary, ale przywiozę ci muszelki piasek – obiecał. – Poza tym zobaczymy się wcześniej niż się spodziewasz.
Grace uśmiechnęła się z satysfakcją, jakby zadowolona z tego, że jednak coś się jej udało.
ooo
Danny wyleciał w świetle fleszy i krzyku. Uścisnęli sobie dość męsko dłonie na pożegnanie dość skrępowani i zdał sobie sprawę, że na większości zdjęć, które zrobili mu paparazzi miał szorty, co mocno gryzło się z tym na wpółeleganckim ubraniem preferowanym przez Danny'ego. Dostrzegł to wcześniej – tę sporą różnicę między tym jak się nosili, ale uderzyło go to dopiero, gdy zdał sobie sprawę, że zobaczą to setki o ile nie tysiące ludzi. Nigdy nie miał obsesji na punkcie swojego wyglądu, ale tego ranka upewnił się, że jego twarz jest ogolona, co pewnie doceniła Grace, całująca go w policzek.
Danny odleciał, zostawiając ich dom dziwnie pustym. Chin i Kono i tak zadekowali się w jego salonie z piwami w dłoniach. I nie spodziewał się niczego innego.
- Wy tak na poważnie? – spytał w końcu Kelly.
- Kuzynie, robili do siebie tak słodkie oczy, że prawie mnie mdliło. Słyszałam kiedyś o zagraniu na McGarretta, ale to chyba tylko termin futbolowy – rzuciła Kono i Chin zaczął się śmiać jak cholerny zdrajca.
- Nie robiliśmy do siebie… - zaczął i zdał sobie sprawę, że tłumaczenie na nic nie pomoże. – Bez komentarza – powiedział w końcu, biorąc głęboki łyk.
Kono wyszczerzyła się wrednie.
- Teraz będziesz to raczej powtarzał częściej niż rzadziej – stwierdziła wrednie Kalakaua.
ooo
Mike i Nick nieprzypadkowo następnego ranka zawinęli do portu na wyspie.
