Rozdział 26


Warning: Ufff, nareszcie skończyłam *kładzie się na biurku i zdycha* Ten rozdział był dla mnie bardzo ważny, a zarazem trudno mi się go pisało, żeby wszystko było wyważone w odpowiedniej ilości. Długo się zastanawiałam jak powinnam to opisać, żeby dobrze przedstawić podejście Aomine. Chciałam do końca wyjaśnić to jak się on czuje, jak odbiera swoją sytuację i jak postrzega Kise, żeby nie było żadnych niedomówień. Mam nadzieję, że teraz wszystko zostało wyjaśnione i pozbawiłam was wszystkich złudzeń. Po cichu liczę, że nie spodziewaliście się iż nasz murzyn magicznie od razu spedali się do końca i pójdzie miziać z Kise, nie ma tak łatwo XD Jak pewnie zauważyliście moje fanficzki są zazwyczaj bardzo życiowe, nie ma w nich za dużo miejsca na sparkle i kwiatuszki. PP to już w ogóle jest pod tym względem wyjątkowe i dodatkowo jest ułomne - pozostanie takie aż do samego końca, nie hejćcie mnie za to *samotna łezka* Jak widzicie znęcania się nad Aomine ciąg dalszy, nie wiem jak on wytrzyma w jednej klasie razem z Kise i Haizakim, ale mogę wam obiecać, że będą niezłe jaja XDDD Wykończę go, wcale nie jest mi przykro, heheszki~


W pełni zasłużone wolne – no ej, uczyłem się te trzy dni naprawdę intensywnie, jak na moje standardy oczywiście - rozpocząłem od drzemki. Która trwała prawie dobę. Kto by się przejmował, ja na pewno nie mam takiego zamiaru. Musiałem się jakoś zregenerować, po krwiożerczych testach, które wyżarły mi resztki mózgu i prawie naciągnęły ramię od ciągłego turlania ołówka. Midorima uratował mi tym gównem tyłek i to dosłownie, dzięki niemu mogłem zacząć ferie jako dumny trzecioklasista bez poprawek zwisających nad karkiem. Niech żyje wolnooość, wolnooość i swobooodaaa!

W końcu będę mógł zająć się sprawami najwyższej wagi, a mianowicie jedzeniem, spaniem, graniem w debilne gry i fapaniem do piersiastych lasek. O tak. Chwała dużym cyckom. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo brakowało mi pornolów u Akashiego. To aż cud, że aż tyle wytrzymałem. Jerzydosław byłby ze mnie dumny, bez lipy, czuję że spełniłem swoją powinność jako jego wierny fan. A że przy okazji dwa razy stanął mi do kolegi z drużyny to już taki malusi szczególik, którego możemy bez problemu wyciąć. Nie ma się czym przejmować, wypadki chodzą po ludziach. Że tak to ujmę, całonocny seans z Horikitą Mai powinien załatwić sprawę na dobre. Zwalę sobie kilka… ok, kilkanaście razy i po kłopocie. Tak. Diagnoza i leczenie idealne. Boże, jaki ja jestem zajebisty, chyba zostanę lekarzem, wyczuwam świetlaną przyszłość przede mną. Heheszki.

Ale, że byłem z natury leniwą bułą, to zanim udało mi się ruszyć szanowne cztery litery poza dom, to minęła prawie połowa wolnego. Nie oceniajcie mnie, w tym czasie byłem zbyt zajęty pochłanianiem zatrważającej ilości jedzenia, pierdzeniem i dłubaniem w nosie. Nawet mi się za bardzo trzepać konia nie chciało, znaczy oczywiście jak się z namiocikiem budziłem to nie było opcji zostawić go w spokoju, ale tak ogólnie dla sportu, to co to za przyjemność to robić patrząc się na gazetki, które znałem już praktycznie na pamięć. Musiałem upolować świeże mięsko, żeby przystąpić do świętego, męskiego rytuału. Trochę się przytrzymałem, ale teraz chociaż z radością mogłem kupić aż trzy nowe numery, które wyszły. Mam nadzieję, że będę je mieli wszystkie na stanie, bo jak nie to się strzelę. Jakoś nie uśmiecha mi się latanie po okolicznych księgarniach, szczególnie że nadal pizgało okrutnie. Halo, halo, pani wiosno, mogłabyś już łaskawie przyleźć? Niedługo zacznie się rok szkolny. Buda sama w sobie to wystarczające zło, więc na dodatek nie mam zamiaru do niej popitalać w zimowej kurtce.

Ale dobra nie dam się, świat należy do odważnych – to myśląc, dzielnie wyszedłem na dwór i niemal od razu odechciało mi się żyć. Taaa. Bosko. Myślałem, że odmrożę sobie wszystkie kończyny tak było zimno. To już lekkie przegięcie był marzec do cholery, oddajcie mi ciepełko. Kiedyś lepiej znosiłem takie temperatury, teraz to najchętniej przez cały czas wylegiwałbym się na słoneczku. Naciągnąłem sobie kaptur na głowę, po czym wcisnąłem skostniałe dłonie do kieszeni kurtki, szczękając zębami. Trzeba było zostać w domu, psiakrew, zaraz mi kutas przymarznie do majtek.

- O jak dobrze – mruknąłem pod nosem, gdy w końcu udało mi się dojść w jednym kawałku do okolicznej księgarni.

W środku było cieplutko, milutko i charakterystycznie pachniało świeżą farbą drukarską, a w tle leciała jakaś spokojna muzyczka. O tak, to jest zdecydowanie to. Czułem się jak w domu, bo już od najmłodszych lat lubiłem tutaj przesiadywać i przeglądać różniaste różności – zaczynałem oczywiście od mang, przez katalogi sportowe, a skończyłem na cycastych babkach. Ah, aż mi się łezka w oku zakręciła, to takie nostalgiczne, zaraz się popłaczuniam, bez lipy.

Momentalnie poprawił mi się humor, gdy ruszyłem dziarskim krokiem w stronę półek z magazynami. Zręcznie lawirowałem między regałami, omijając przy okazji grupki ludzi ciasno stłoczonych przy wielkich plakatach z napisami: „Promocja do -50%", po czym na samym końcu swojej wędrówki, prawie spektakularnie wpieprzyłem się na makietę reklamującą jakąś nową książkę kucharską. Nie ma to jak gracja godna zawodowej baleriny, minąłem się chyba jednak z powołaniem, przeto różowe baletki na mnie na pewno czekają. Tak. Zdecydowanie.

Mruknąłem przekleństwo pod nosem, zaliczając mini zawał, po czym dopadłem upragnionej ziemi obiecanej. Raju na ziemi. Krainy wielkich cycków oraz kształtnych pośladków. Właśnie tak wygląda niebo, mógłbym w tym momencie umrzeć, a nic by mnie to nie obeszło. Alleluja i do przodu.

Z miną rasowego pedofila przejrzałem pobieżnie kolorowe okładki i prawie odtańczyłem taniec zwycięstwa na środku sklepu, gdy okazało się że wszystkie trzy, brakujące numery są na stanie. Odniosłem spektakularne zwycięstwo, z radością będę wracał do domu ze swoimi świętymi łupami. Ani mróz, ani wiatr, ani śnieg nie będzie w stanie mnie zatrzymać. A potem wskoczę sobie do cieplutkiego łóżeczka z paczką chusteczek i zacznę sobie trzepać aż mi ręka odpadnie. Brzmi jak plan idealny.

Miałem już się wycofywać do kas, kiedy kątem oka dostrzegłem wyjątkowo kolorową półkę wokół której tłoczył się jeszcze większy tłum niż przy towarze oznaczonym nalepką z promocją. Nie muszę chyba wam mówić, iż jak odkryłem że są tam praktycznie same młode laski to machinalnie postanowiłem tam również podejść. W takim zgiełku jak którą myźnę po tyłku czy talii to nawet nie zauważy, taki jestem sprytny. Trzeba korzystać z okazji, które rzuca ci los. Jakoś nie jest mi z tego powodu szczególnie przykro. Męska kanalia to moje drugie imię.

Trochę dziwnie się czułem, gdy jakoś udało mi się dopchać do półek a zewsząd otaczały mnie same rozemocjonowane kobitki. No dobra, było jeszcze trzech facetów, ale oni wyglądali tak jakby ktoś im podsunął pod nos gówno, więc pewnie wybranki ich życia siłą ich tutaj zaciągnęły. Cholera, czyżbym przez ich wdzięki został wciągnięty w paszczę lwa i stał przed jakimiś książkami o kosmetykach czy tam urodzie? A może to dopiero co wydana, kolejna łzawa i romantyczna nowelka? Jeszcze sobie pomyślą, że lubię czytać takie gówno. Ło panie, nawet jeśli zadziałoby to jak dobry motyw na podryw to jednak sobie odpuszczę. Moja męska duma by tego nie wytrzymała. I nie, książki o Jerzydosławie to coś zupełnie innego. Klasa sama w sobie, najwyższy poziom zajebistości, opowieść godna nagrody Nobla. Tako rzeczę ja, wielki znawca, pan Aomine Daiki. Każdy kto ma inne zdanie to może je sobie wsadzić w dupę. Do widzenia, państwu już dziękujemy.

- Ahhh, Kise – sama wygląda na tych zdjęciach po prostu cudownie. Aż mam ochotę kupić te ubrania chociaż są męskie, haha!

- Weeeźźź, nawet nie wiesz jak żałuję że nie jestem w tym momencie facetem.

Zamrugałem kilka razy, słysząc nazwisko blond cioty i spojrzałem na stojące obok mnie dziewczyny, które trzymały w rękach pieruńsko grubą gazetkę modową, a później na wypchaną nimi półkę. Dosłownie skisłem, gdy zobaczyłem stylową okładkę, a na niej uśmiechniętą mordę Ryouty. Czasami zapominałem, że naprawdę jest dość znanym modelem i jego praca to nie zwykły pic na wodę, fotomontaż.

Sięgnąłem po magazyn, po czym przekartkowałem go pobieżnie, aż w końcu natrafiłem na sesję z Kise. Prawie zaliczyłem spotkanie trzeciego stopnia z wypolerowaną na błysk podłoga, gdy na sam widok jego ryja się uśmiechnąłem. Uśmiechnąłem się. U-ś-m-i-e-c-h-n-ą-ł-e-m. Kurwa. Kurwa mać. Kurwa jego mać. Czy ja jestem jakiś popierdolony? I czemu mi serce momentalnie przyspieszyło, gdy natrafiłem na zdjęcie, gdzie posyłał buziaczka w powietrzu. Okropieństwo. Co to ma w ogóle być? Czyżbym zmieniał się w jakąś najaraną małolatę, która moczy gacie na samą myśl o swoim idolu? Bo właśnie się tak czułem. Ciało kompletnie nie słuchało zdrowego rozsądku, przez co teraz stałem jak ten debil trzymając w drżących dłoniach kawałek makulatury, a po karku spływał mi zimny pot.

… czy ja właśnie…?

Boże.

Chrapliwie wypuściłem nagromadzone powietrze z płuc, mając ochotę wcisnąć się w kąt pomieszczenia i zacząć wyć niczym poraniony waleń. Okej. Muszę to w końcu przyznać przed samym sobą. Nie ma sensu dłużej tego negować, bo to do niczego nie prowadzi. Mam problem. Mam kurewsko duży problem. A ten problem nazywa się Kise Ryouta, ma metr osiemdziesiąt dziewięć wzrostu i penisa między nogami.

O nie. O nie, nie, nie. Tak się bawić nie będziemy, nawet nie ma mowy, żebym to od tak zostawił. Ja się dosłownie nie poznaję. Chyba mnie pojebało do końca. Że też ze wszystkich ludzi na ziemi musiało się to przytrafić akurat mi. Szlag by to.

Zacisnąłem mocno powieki, licząc do dziesięciu, żeby się chociaż trochę uspokoić, po czym żwawym krokiem ruszyłem w kierunku kas. Oczywiście do zakupów dołożyłem nadprogramowy dodatek w postaci magazynu z ryjem Kise na okładce. Czy jest na sali lekarz? Bo by się przydał. Albo lepiej grabarz, bo coś czuję, że zaraz nie wytrzymam i dokonam spektakularnego samobójstwa uderzając się czymś ciężkim w głowę, tak żeby nie było co zbierać.


Po powrocie do domu, co raczej można było zaliczyć do szaleńczego biegu, w którym pobiłem najpewniej swój własny rekord jeśli chodzi o szybkość, od razu zachomikowałem się w swoim pokoju, zamykając go na cztery spusty. Musiałem pomyśleć. Tak, wiem, teraz pewnie wyjecie ze śmiechu, bo przecież ja i myślenie nie idziemy ze sobą w parze, ale to była sytuacja kryzysowa. Miałem naprawdę ogromny problem, którego tak naprawdę sam nie ogarniałem umysłem i musiałem chociaż zobaczyć wstępnie na czym stoję. A może było aż tak źle, że już od dawna tonąłem i nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. To co wydarzyło się w tej felernej księgarni zadziałało na mnie jak kubeł zimnej wody. Uświadomiło mi, że to jak traktuję i postrzegam Ryoutę zdecydowanie odbiega od normy.

Wypuściłem głośno powietrze z płuc, rozsiadając się wygodnie na łóżku, po czym rozłożyłem na pościeli dwa czasopisma. Jednym z nich była oczywiście najnowsza gazetka z Horikitą Mai, a drugim modowy magazyn z blondynem na okładce. Gapiłem się na nie dobre paręnaście minut, zadając sobie w duchu pytanie, co ja tak naprawdę chcę tym osiągnąć. Albo czy w ogóle chcę cokolwiek osiągnąć i iść na przód. Gdybym miał wybór to oczywiście cofnąłbym się w czasie, aby móc naprawić wszystkie błędy, a przede wszystkim nie iść do tej pierdolonej łazienki Akashiego, bo tak naprawdę wszystko się od tego zaczęło. Po zobaczeniu jak Kise sobie zwala, a przy okazji bez jakiejkolwiek krępacji jęczy moje nazwisko, trybiki w moim mózgu zaczęły pracować, a myśli coraz częściej spadały na niebezpieczny tor. Zna ktoś prosty sposób na nabawienie się amnezji? Bardzo by się w tym momencie przydała, bez lipy. Gdyby mi ktoś powiedział, że jak spadnę ze schodów to utracę pamięć to w te pędy bym to zrobił. Nie żartuję.

Nie no, dobra, do odważnych świat należy – coś w ten deseń. Już i tak za długo z tym zwlekałem, żeby nie powiedzieć, iż po prostu uciekłem z podkulonym ogonem. Nie będę ukrywał, że ta sytuacja mnie po prostu przerosła w każdym tego słowa znaczeniu. Zwiewanie od problemów jest rzeczą ludzką, gorzej że niestety później trzeba tak czy siak się z nimi zmierzyć. Niestety wtedy najczęściej człowieka paraliżuje, bo małe problemiki magicznie rozrastają się do wielgachnych problemów, których nie wiadomo nawet jak ugryźć, żeby wszystko nie wybuchło i poszło w pizdu. Właśnie teraz się tak czułem, niefajnie w chuj, zdecydowanie nie polecam.

Zacisnąłem usta w wąską linię i sięgnąłem po swoją ukochaną Horikitę, przekartkowując ją pobieżnie. Nawet nie wiecie jaką odczułem ulgę, gdy znajome mrowienie w podbrzuszu sprawiło, że miałem ochotę od razu sięgnąć do rozporka spodni. Nic się nie zmieniło. Nadal uwielbiałem kobitki z ogromnymi cyckami i kształtnym tyłkiem. O tak. Nie ma nic lepszego od wielkich balonów. Alleluja i do przodu. Już myślałem, że magicznie stałem się pedałem, toż to by było straszne. Trauma na całe życie.

Oczywiście musiałem jakoś uwiecznić w pamięci ten moment więc ochoczo zdjąłem z siebie spodnie wraz z gaciami, oddając się pięknemu, męskiemu rytuałowi. Zwalanie konia to bardzo ważna czynność dla każdego faceta, możecie mi wierzyć na słowo. Zawsze się zastanawiałem czy lepiej to nazywać rękoczynem czy rękodziełem, heheszki. Jaki ja jestem zabawny, no naprawdę. Zapytacie pewnie, czy śmianie się z tego co sam pomyślałem jest oznaką mojego skończonego samouwielbienia, ale wyprowadzę was z błędu. Dla mnie jest to intelektualny odpowiednik samogwałtu. Robię sobie dobrze i fizycznie i psychicznie, kurwełkę, jaki ja jestem zdolny. Powinienem dostać Nobla, albo chociaż jakąś inną nagrodę. Najlepiej czek na miliony monet. Mamony nigdy za wiele, hajsy muszą się zgadzać. Są dolary jest impreza. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale za nie można sobie kupić pornole, a wtedy do szczęścia jest już całkiem blisko.

- Lek na moją zbolałą duszę – wymamrotałem z błogą miną, wycierając usyfione ręce w chusteczki.

Biedne plemniczki, po raz kolejny zostały zmarnowane, niestety świat będzie musiał jeszcze trochę poczekać na przyjście mojego mini sobowtóra. O ile to się kiedykolwiek zdarzy, bo jakoś nie wyobrażam sobie kiedykolwiek się z kimś hajtać. Mieszkanie razem, wychowywanie małego bachora, dzielenie obowiązków i tak dalej to nawet spoko, ale reszta mi nie odpowiadała. A wątpię, by jakakolwiek myśląca kobita, dałaby sobie zrobić dzieciaka bez wcześniejszych oświadczyn, pierścionka z ogromnym diamentem czy tam inny szlachetnym kamieniem, a potem hucznego weseliska, na które mogłaby sprosić całą rodzinę i połowę znajomych.

- O nie. Ale fujeczka – mruknąłem, marszcząc w niezadowoleniu brwi.

Ło panie, wyobraziłem to sobie i momentalnie mi się penis skurczył ze strachu. Ale to upierdliwe, zdecydowanie nie polecam. Za dużo byłoby z tym pierdolenia nie wspominając o straconych nerwach, pieniądzach i zdrowiu. Cóż, zawsze pozostaje mi pozostanie najseksowniejszym singlem w Japonii, to też jest jakiś plan na życie. Babeczki będą do mnie, hehe, walić, hehe, drzwiami i oknami. Bardzo przyjemna perspektywa nie powiem, aż mam ochotę znowu sobie zwalić.

Chciałem jeszcze trochę poheheszkować, ale wtedy mój wzrok przesunął się na magazyn z mordą Kise na okładce i od razu uśmiech zszedł mi z twarzy, a w gardle pojawiła się ogromna, zimna gula. Po co ja to robię. Serio. Czy mnie zjebało? To tak samo jak rozdrapywanie strupów – kompletnie idiotyczne, najlepiej je zostawić w świętym spokoju, aż się do końca zagoją. Dlaczego ja w ogóle chcę to zrozumieć? Najłatwiej byłoby położyć na to lachę i cieszyć się życiem. Kurwa, chyba jednak nie jestem gotowy. Boję się, bez lipy, zaraz mi serce wykorkuje ze stresu.

- Jestem idiotą – westchnąłem ciężko, znajdując stronę na której zaczynała się jego sesja zdjęciowa.

Miałem ochotę się spierdolić z łóżka, żeby zaliczyć spotkanie trzeciego stopnia z podłogą, kiedy na widok jego szczerzącego się ryja, zrobiło mi się jakoś tak cieplej i lżej w środeczku. Kise był ładny. Nie, nie przystojny, tylko po prostu wręcz pedalsko śliczny. Twarz miał taką, jakby ją Michał Anioł dłutem haratał, do tego naprawdę duże oczy z piekielnie gęstymi rzęsami i pełne, zaróżowione usta. Ja nie muszę mówić, że takie wary – obciągary to chciałaby mieć niejedna dziewczyna. Jakby się umalował to na pewno wyglądałby lepiej niż dobra połowa lasek na ziemi.

Ale, że co, że niby podoba mi się tylko jego wymuskana buźka? To byłoby bezsensu, przecież doskonale wiedziałem, że jest facetem. Na dodatek wysokim, wysportowanym facetem, z szerokimi plecami, które stopniowo zwężały się, aż do krągłych pośladków. I te nogi. Długie jak skurwesyn, pięknie wyrzeźbione – najpewniej przez regularne bieganie. Dam sobie rękę uciąć, że zanim dołączył do naszej drużyny, to na pewno odstawiał dzikie maratony, żeby utrzymywać dobrą formę. Do tego dochodziły jeszcze smukłe ręce z naprawdę dużymi dłońmi, które wcale nie były delikatne, jakby się to mogło wielu osobom wydawać. Jego skóra była często zdarta, przez ciągłe granie w koszykówkę, stwardniała na opuszkach i chropowata w dotyku.

… ja pierdole.

Zerknąłem z niedowierzaniem na swojego penisa, który radośnie drgnął, gdy moje myśli zboczyły na cholernie niebezpieczny tor, jakim było przypomnienie sobie widoku modela pod prysznicem. Wypięte pośladki, seksownie pochylona sylwetka, drżące ramiona i napięte łydki od stania na palcach, a to wszystko okraszone cichutkimi, wręcz nieśmiałymi jękami. Zdębiałem, gdy znajome ciepło rozlało się po moim podbrzuszu, w pachwinach poczułem dreszcze, a włoski na całym ciele stanęły dęba.

Boże słodki. Kurwa. Lekarza.

- Więc to jest twoja odpowiedź? – wydukałem w osłupieniu, niemal zabijając wzrokiem swoje przyrodzenie – Ty zdradziecki chuju!

Aktualnie mój świat legł w gruzach. Co to miało do cholery być? Jakim prawem mój członek stwierdził, że stawanie na baczność od samego wspomnienia roznegliżowanego kolegi z drużyny jest całkowicie w porządku? Kogo pojebało? Przecież był facetem, psiakrew, pomimo ślicznej buźki nie posiadał dużych, w sumie to żadnych, cycków i waginy. Jakim prawem mogłem się podniecić od jego widoku, to było coś nie do przyjęcia. Ogarnij się, Daiki. To męskie ciało. Uspokój się. Chociaż tutaj też tkwił problem - Ryouta był umięśniony, ale przy tym jego sylwetka była niesamowicie smukła, co dawało efekt względnej delikatności i w sumie nawet nie wiem jak to dobrze nazwać, żeby jeszcze się bardziej nie pokrążyć.

Odetchnąłem głębiej przez nos, zaciskając dłonie w pięści. Ah, czy ja nie obiecałem sobie, że przestanę uciekać? Nieważne co teraz powiem to i tak nie będzie miało żadnego sensu i nie spowoduje, że magicznie pozbędę się natrętnych myśli. Wystarczająco długo wypychałem ze świadomości fakt, że może jednak to jak go traktuję i postrzegam ma jakieś drugie dno. Muszę to przyznać przed samym sobą, podobało mi się to co widziałem. Mój spaczony mózg zakwalifikował go jako osobę, która na swój popierdolony sposób mnie pociąga. To było dość wstrząsające odkrycie, przez które zrobiło mi się momentalnie niedobrze. I to nie z faktu, że był tej samej płci co ja, a tego jak bardzo zjebałem w tym momencie.

Świat mi się zawalił, sami rozumiecie. To nie tak, że nie wiedziałem o tym, że nie istnieje coś takiego jak związki homoseksualne. Jeśli o to chodzi to moja mama była bardzo do przodu i bez zbędnych ceregieli, gdy tylko skończyłem siedem lat, wyłożyła kawę na ławę. Do tej pory pamiętam jej wywody długie na kilka godzin o edukacji seksualnej i wszystkim co jest z tym związane. Jestem jej z tego powodu wdzięczny, jak wiadomo takie tematy są dla dziewięćdziesięciu procent rodziców cholernie trudne, szczególnie gdy dołoży się do tego typową mentalność Japończyków, co moim zdaniem robi więcej szkody niż pożytku. Dzięki tym informacjom miałem na tyle oleju w głowie, żeby się przygotować jak należy, kiedy stwierdziłem że to najwyższy czas zacząć popuszczać chuja, a było to wcześnie, bo pierwszy seks z dziewczyną zaliczyłem w pierwszej klasie gimnazjum. Nie ma się czym szczycić, lekko zajechało patologią, jeśli mam być szczery to był jeden z poważniejszych błędów mojego krótkiego życia, ale chociaż zadbałem o to, żeby z nią nie wpaść. Nadal się dziwię, że udało mi się ją w miarę zaspokoić, bo była ode mnie starsza o trzy lata i wyglądała na obeznaną w tych sprawach. Pominę fakt, że poszła ze mną do łózka tylko dlatego, że myślała iż jestem starszy. Czasami bycie dość wyrośniętym jak na swój wiek ma swoje plusy, teraz to już nawet czasami ludzie myślą że jestem na studiach, gdy wychodzę gdzieś bez mundurka.

Erm, no ale pomijając ten cyrk co odjebałem, to nie byłem wychowywany w przysłowiowej ciemnicy. Tylko, że od zawsze podobały mi się kobiety. Dodatkowo jeszcze takie, które były hojnie obdarzone przez matkę naturę. Duży biust i tyłek to podstawa. Ja naprawdę próbowałem się jakoś z tego naprostować, bo przecież tyle się nasłuchałem, że laski to nie przedmioty i nie można ich tak traktować, ale to nie była moja wina. Po prostu patrząc się na kompletną deskę od razu mi się odechciewało. Ani to było ładne ani chociaż estetyczne, po prostu wyglądały dla mnie jak wybrakowany element. Są gusta i guściki, dlatego stwierdziłem, że chociaż nie będę się krył ze swoimi upodobaniami, a co za tym idzie nawet nie próbowałem być z dziewczynami, które nie spełniały tych dwóch warunków.

A tutaj nagle, jak grom z jasnego nieba, pojawia się blond ciota bez cycków, ale za to z fiutem i magicznie zmienia moją orientację. Mam ochotę się zajebać.

- A w życiu - zacisnąłem usta w wąską linię i przekartkowałem magazyn w poszukiwaniu jakiegoś innego pedała – Geh – stęknąłem, gdy zobaczyłem kolejnego wymuskanego mężczyznę z długimi włosami związanymi w wysoki kucyk.

No, ale dobra, niech będzie. Muszę się upewnić. Chociaż zupełnie nie znałem się na gejowskim seksie wyobraziłem sobie tego ziomeczka w dość wyzywającej pozie, oczywiście całkowicie nagiego i w tym momencie zwątpiłem w siebie. Jakby mi ktoś powiedział, że pewnego, zimowego popołudnia będę myślał o tym, że jakiś facet wypina przede mną dupę to najpewniej ta osoba skończyłaby jako drobno poszatkowana karma dla psów. Śmiechu warte, naprawdę posrało mnie już do końca.

Nie muszę wam chyba mówić, że odczułem ogromną ulgę, gdy zachciało mi się rzygać od tego widoku, ale niemal zaraz znowu zamarłem, gdy mój spierdolony mózg stwierdził, że zajebistym pomysłem będzie lekko zmodyfikować ten obraz i wstawić tam mordę Kise. Momentalnie odechciało mi się wymiotować, na rzecz skupienia całej uwagi, na sterczącej części mojego ciała. Zabić siebie, czy zabić siebie?

Czyli, że co, nadal uwielbiałem ino dziewczyny, a Ryouta to jest po prostu wyjątek potwierdzający regułę? Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć, wszystkie orientacje seksualne wykraczające poza cztery główne, czyli heteroseksualizm, homoseksualizm, biseksualizm i aseksualizm, uważałem za pic na wodę, fotomontaż. Próba bycia na siłę odmieńcem, wyjątkowym płatkiem śniegu, czy tam innym, wymyślmy gównem była żałosna, a wszystkie osoby, które chcą się ze mną w tej sprawie kłócić niech lepiej od razu zamkną pizdy, bo szkoda na was mojego cennego czasu.

W takim wypadku powinienem być biseksualny, ale jakoś wizja uprawiania seksu z kimkolwiek o tej samej płci napawała mnie obrzydzeniem i żądzą mordu. Może w takim razie to po prostu zwykła ciekawość? Wiecie jestem w takim wieku, że wszystkiego chce człowiek spróbować. Nadal rosnę, nadal się rozwijam, moja seksualność tak naprawdę się dopiero budzi do życia, więc może to zwyczajny impuls spowodowany zobaczeniem rzeczy, których nigdy nie powinienem? A, że winowajcą tych „rzeczy" jest Kise oraz jest mi on najbliższą osobą wraz z Kuroko i spędzam z nim bardzo dużo czasu, to chyba normalne, że akurat na niego padły moje chwilowe, gejowskie zapędy? Bardzo chciałbym w to wierzyć, wtedy mógłbym spać w miarę spokojnie.

Dodatkowo u Akashiego potwierdziło się, że pomimo tego nadal potrafimy traktować się jak kumpli i razem śmiać, więc to było nawet pocieszające. Zakładam, że on również postrzegał mnie w ten sam sposób. Chociaż na początku nawet rozważałem opcję, że jednak zauważył mnie wtedy w łazience i postanowił szybko z niej wykurzyć, żeby nie musiał być postawiony w krępującej sytuacji zwalania sobie konia, ale po długim rozmyślaniu, stwierdziłem iż jest to zupełnie bezsensu. Więc coś musiało być na rzeczy, zresztą jego wygląd mówił sam za siebie. Tak, tak, nie powinno się oceniać książki po okładce, ale nawet coś w sposobie jego bycia było podejrzane. O ile mi wiadomo miał parę dziewczyn, ba! Sam mu jedną odbiłem, a gdyby był pedziem to na pewno cała szkoła by huczała od plotek. Pozostało więc albo bycie biseksualnym, albo czysta ciekawość – postanowiłem dla swojego, własnego dobra przyjąć do świadomości drugą opcję.

Jednak, gdybyśmy chcieli zrobić krok dalej to najpewniej nie moglibyśmy wrócić do łączących nas dawnych relacji. A na to nie byłem gotowy. Nie żywiłem do niego żadnych głębszych uczuć, on do mnie zresztą na pewno też nie. Fakt traktowałem go łagodniej od reszty przez to że dość sporo się o nim dowiedziałem, plus jego przeszłość mnie trochę zszokowała i lubiłem go czasami porozpieszczać, ale tak to nic poza tym. Nie wolno mylić pojęć psychicznej miłości i fizycznego pożądania, zresztą ja nawet nie wiem czy czułem względem niego cokolwiek poza zażyłą przyjaźnią. No i nadal seks z facetem, nawet jeśli byłby nim blondyn, to temat tabu, który napawa mnie przerażeniem pomieszanym ze wstrętem. Nie wyobrażałem sobie pocałować faceta, a tym bardziej macać go z wyszczególnieniem miejsc intymnym, czy też wsadzić mu penisa do tyłka. Ugh, okropieństwo. Nigdy nie przepadałem za analem, a jak raz moja dziewczyna mi to zaproponowała to prawie spierdoliłem z łóżka, po czym zerwałem wszelką znajomość. Dobrze, że była przyjezdna i dość szybko dała sobie za wygraną, bo bym ocipiał, jak pornosy kocham.

Co nie zmieniało faktu, że uważałem Ryoutę za pociągającego i zwalenie sobie do niego konia nie było dla mnie niczym trudnym. Trochę byłoby gorzej się zaangażować, ale tak to nie miałem żadnych obiekcji, aby stał się jednym z moich obiektów podniety. Ja pierdolę, zabijcie mnie. Brzydzę się samym sobą, coś poszło hardo nie tak, czy możemy cofnąć się w czasie i sprawić, żebyśmy się nigdy nie spotkali?

Ze złością zrzuciłem z łóżka oba magazyny i wciągnąłem z powrotem gacie na mój jakże seksowny tyłek. Zamotałem się w kołderkę, burcząc pod nosem przekleństwa na to jak bardzo, przez te pojebane rozmyślania, popsuł mi się humor. I po co ja się tak wysilałem, skoro wróciłem tak naprawdę do punktu wyjścia. Jedynie sam przed sobą się przyznałem, że z Kise jest nawet całkiem niezła dupa, pomimo tego iż jest mężczyzną. Ah, kurwa, czuję zbliżającą się depresję. Czy jest na sali może płatny zabójca? Z chęcią skorzystałbym z jego usług, psiakrew.


Do końca wolnego nie wychodziłem z domu, jedynie jeszcze bardziej pogłębiając swoje załamanie nerwowe, wiec nic dziwnego, że gdy nadszedł czas wrócić do szkoły, to miałem ochotę się powiesić. Pierwszy dzień nowego roku edukacyjnego, a ja już mam myśli samobójcze, cóż za szybkie tempo. Gdyby nie mama, czuwająca nad moją i tak kulejącą frekwencją, która wykopała mnie o odpowiedniej porze z wyra na śniadanie to bym się spóźnił. Nie, żebym jakoś bardzo płakał wszak na powitalnym apelu można było zasnąć na stojąco, jednak sprawdzali na nim obecność. Nawet nie wiecie jaki to był wrzód na tyłku, bo potem wypominali ci to przez cały rok i często dostawałeś dodatkowe zajęcia, które jedynie uprzykrzały ci życie. A tego w tym roku chciałbym zdecydowanie uniknąć.

Wiedziałem, że ten dzień nie jest zbyt dobry, gdy oparzyłem się herbatą w język, wylałem płatki na pidżamę, a potem jeszcze prawie zleciałem ze schodów, gdy podwinęła mi się noga. Kurwiąc na czym świat stoi szybko przebrałem się w mundurek i tutaj czekał mnie kolejny zawał, gdy ledwo udało mi się zapiać guziki swetra na wysokości sutków. Czyżby mi się znowu klata rozrosła? Nie może być, jak tak dalej pójdzie to będę zmuszony wymienić całą, swoją garderobę, bo się w nic nie zmieszczę. Co za marnowanie pieniędzy, nienawidzę wydawać kasy na ubrania. Zawsze mnie strzela kurwica, jak sobie przeliczam ile by można było za to kupić pornosów lub jedzenia.

Potem prawie rozjebałem telefon, gdy nagle dostałem milion wiadomości od Momoi, czy wstałem, czy coś zjadłem, czy ubrałem się porządnie, czy już wyszedłem i czy mogę ją odebrać spod metra, bo czeka tam na Kuroko. Jasne, pewnie, już zapierdalam. Zadzieram kiecę i lecę. Zresztą, po cholerę ona chciała, żebym tam polazł skoro to była idealna okazja, żeby mogła pobyć z Tetsu sam na sam? Nie rozumiem kobiet. Działanie ich mózgu to dla mnie czarna magia, bez lipy. Stwierdziłem, że najbezpieczniej będzie ją po prostu olać, a potem powiedzieć, że miałem wyciszoną komórkę. Na pewno będzie się darła, ale chociaż krócej niż wtedy jak jej odpisze, żeby spadała na drzewo. Z dwojga złego, lepiej w tę stronę.

Wzdychając ciężko, dałem się wycałować mamie na pożegnanie, po czym wychodząc z domu poślizgnąłem się na mokrej wycieraczce. Super, czy los chce mi tym samym pokazać, że umrę marnie? Chociaż dobrze, że ociepliło się na tyle, aby można było popitalać bez kurtki. Gdyby dodatkowo miała mi zmarznąć dupa to najpewniej zrezygnowałbym w połowie drogi i sczeznął, gdzieś przy okolicznym murku.

Chciało mi się tak bardzo spać, że kilka razy prawie przydzwoniłem w słup, ale jakoś udało mi się dotrzeć w jednym kawałku do szkoły. Kompletnie olałem wszystkie wiadomości, jakie dostałem od reszty drużyny koszykarskiej, które najpewniej dotyczyły miejsca, gdzie się razem spotkamy i po odhaczeniu się na liście u nauczycieli, znalazłem miejsce w kącie hali gimnastycznej. Jakoś nie miałeś szczególnej ochoty na spotkanie z nimi, jedyne na czym mi zależało to przewegetowanie do końca apelu, a potem kimnięcie się na ławce w nowej klasie. No i chyba nie muszę mówić, że im później zobaczę ryj Ryouty tym lepiej. Ło panie, jak tylko o nim wspomniałem to mnie nieprzyjemne ciarki przeszły, brrr. To już choroba, bez lipy.

- Aomine – kun.

- Kurwa.

- Też miło mi cię widzieć.

Wzdrygnąłem się słysząc znajomy głos i przy okazji, czując na sobie przeszywające spojrzenie niebieskich tęczówek. No tak. Byłem głupi, jeśli sądziłem że uda mi się przed nim uciec. To jasne jak słońce, że szósty zawodnik widmo Pokolenia Cudów nie da sobie w kaszę dmuchać. Westchnąłem ze zrezygnowaniem i przybiłem z nim żółwika.

- Siemson, Tetsu. Sorasełki, że cię olałem, ale mam wręcz wisielczy humor.

- Zauważyłem – chłopak cupnął na krzesełku obok mnie – Wyluzuj, reszta poszła na sam przód, bo Akashi – kun będzie zabierał głos jako najlepszy wśród byłych drugoklasistów.

- Ten to ma przejebane. Całe życie w świetle reflektorów. Fejm dojebany – sarknąłem, zaplatając ręce na piersi.

- Zazdrosny?

- W chuj.

- Hmmm – Kuroko, niby od niechcenia przesunął wzrokiem po pełnej sali, po czym znowu zerknął na mnie - Stało się coś?

Oh, kurwa i to jak. Ale nie pytaj się o to, błagam.

- Powiedzmy – odparłem wymijająco.

- To dziwne. Nie chcesz mówić?

- Nah, to nie jest coś istotnego – podrapałem się z zakłopotaniem w kark – A raczej jest to sprawa, z którą muszę poradzić sobie sam.

- Nigdy bym nie przypuszczał, że usłyszę kiedykolwiek tak mądre słowa z twoich ust.

- Zamknij się!

Sobie będzie ze mnie stroił debila. Mógłby być bardziej delikatny, to był dla mnie dość drażliwy temat. Zresztą nie wiem jak musiałoby mnie popierdolić, żebym był w stanie mu powiedzieć o sprawie z blondynem. Bo niby jak miałbym to ubrać w słowa, już pal licho to co by sobie o mnie pomyślał. Coś na zasadzie: „Hej, wiesz, zwalałem sobie do widoku nagiego Kise, mam generalnie na niego wyjebane i nie wiem czy jestem pedałem czy nie, ale mam problem, bo nie mogę przestać o tym myśleć". Tsa. Już widzę, jak to mówię. To brzmi jak niezbyt udany żart.

- Po tonie sądzę, że to jednak naprawdę coś poważnego.

- Tetsu, weź się. Serio.

- Spokojnie, nie mam zamiaru naciskać. Ale gdybyś chciał porozmawiać to wiesz, gdzie mnie szukać.

- Jasne. Dzięki.

Posłałem mu słaby uśmiech i wbiłem nieprzytomne spojrzenie w dyrektora, który odpierdolił się tak jakby mieli mu co najmniej wręczać nagrodę Nobla. Co za facet, ja nie wierzę. Jakoś udało mi się przetrwać cały apel i nawet na nim nie zasnąć, po czym wystrzeliłem jak z procy, zostawiając za sobą zdezorientowanego Kuroko, żeby przypadkiem nikt mnie nie zaczepił po drodze. Jak burza pokonałem drogę dzielącą mnie od tablicy ogłoszeń, żeby zobaczyć z kim mnie przydzielili do klasy, pocieszając się w myślach, że gorzej niż w tamtym roku nie trafię - wszak przeżyłem wszystkie trzy semestry musząc użerać się z Midorimą i Satsuki. Niestety okazało się, że kurewsko się myliłem, a moja durna nadzieja była złudna aż do bólu.

Prawie się spizgałem, gdy zobaczyłem swoje nazwisko na liście uczniów klasy trzeciej C, do której należeli również, o zgrozo, Kise i Haizaki. Na początku myślałem, że może mi się to po prostu przywidziało, popierdoliły znaki i takie tam, jednak za każdym, kolejnym sprawdzeniem, czułem jak krew odpływa mi z twarzy z przerażenia. Boże, za co mnie tak każesz? Czym sobie na to zasłużyłem? Przecież to będzie piekło. Po prostu chujowiej być, kurwa, nie mogło. Moje życie to żart.