Lilu.f - Niestety, nie. Nie uznaję kończenia takiego ficu po zaledwie paru chapkach! (xd) Raczej pociągnę to jeszcze trochę na Wyspy. Przecież Naruto ma być Lisim Mędrcem!

Itami Namida - Kushina zostaje jeszcze kwestią sporną w mojej wenie i coś tam kombinuję. Wolałabym, żeby Menma nie przekroczył 20, kiedy Naruto wróci, ale też nie chcę, aby chłopak był zbyt młody. Taki konflikt pomysłów.

KITSUNE - Możliwe, jednakże wolałabym nie robić z Naruto jakiegoś boga. :)

O wiele lepiej z komentarzami :) Wiem, że KakaIru jest tu trochę nie na miejscu, dlatego postaram się lekko ukrócić romans i skupić się na przygodach Naruto!

Dziękuję za śledzenie historii :)

Ostatni obiad

Płatki rozpadły się i ukazały dwa półkola, które podtrzymywały srebrny pierścień z malutkimi szmaragdami i rubinami, a na samej górze umieszczono diamentowe oczko. Nie było mowy o imitacji.

-Iruka, koi, wyjdziesz za mnie?"

Naruto wydawało się, że cały świat zamarł na tę chwilę. To zabawne, jak ludzie potrafią się zjednoczyć w takich momentach. W jednej chwili teleportują się z każdego zakątka wioski, aby pooglądać taką parę. Jiraiya, dzieciaki, Hokage, wszyscy goście parku w ciągu sekundy osaczyli Kakashiego i Irukę, aby sobie pooglądać to wydarzenie.

Umino był zszokowany. Jego oczy zaszkliły się, ale nie na widok prześlicznego pierścionka, który zapewne kosztował małą fortunę. Patrzył tylko i wyłącznie na twarz Kakashiego. Naruto nie w porę zauważył, że on nie ma maski. Spojrzenie Hatake miało w sobie jedynie błaganie i niemą nadzieję. Cisza i napięcie. Zwierzęta, które nie tak dawno odzyskały wolność, zamilkły, czekając na werdykt. Naruto zacisnął dłonie, kibicując senseiowi.

Iruka padł na kolana, zignorował pierścionek i przytulił Kakashiego. Schował twarz pod brodą partnera i rozpłakał się na dobre. Hatake odwzajemnił uścisk i płacz.

-Tak, tak, tak...-było słychać ciche mamrotanie Iruki. Rozległy się oklaski i głośne owacje. Naruto szybko dołączył do reszty, bojąc się, że wyjdzie na jakiegoś niewdzięcznika. Gdy wstali wreszcie z ziemi, ludzie ciągle klaskali. Minato podszedł do nich i oboje mocno wyściskał, składając głośne gratulacje. Chłopiec dostrzegł nawet Sandaime. Kiedy trzeba, znajdzie się każdy.

-Mój Boże...-mamrotał staruszek, prawie wypuszczając z ust fajkę, kiedy zbliżył się do narzeczonych-Mam wrażenie, że parę dni temu byliście dziećmi! Albo czas oszukuje, albo ja już jestem za stary...

Przytulił ich. Po tym, Kakashi oficjalnie wsunął pierścionek na palec koi. Iruka znowu się rozpłakał i zaczął przyjmować z narzeczonym gratulacje. Kushina w niczym nie przypominała teraz surowej matki, jaką Naruto pamiętał z dzieciństwa. Była sympatyczna, wrażliwa i uśmiechnięta. Nic dziwnego, że Minato się w niej zakochał. Jiraiya, korzystając z zamieszania, schował swój aparat, żeby nie wpadł w oko Yondaime.

Kiedy tłum przerzedził się, Naruto podszedł do narzeczonych, aby złożyć im gratulacje. Iruka spojrzał na podopiecznego z szerokim uśmiechem.

-Strasznie się guzdrałeś, wiesz?-chłopiec spojrzał na zmieszanego Kakashiego-Mam nadzieję, że uda mi się dostać na ślub. Cieszę się, że wreszcie coś wyszło z tego swatania.

-Też się cieszę.-przyznał Hatake i przytulił lekko Naruto. Iruka skopiował ruch narzeczonego, nie będąc w stanie wymyślić czegoś oryginalnego. Głównie gapił się na Kakashiego albo na swój pierścionek. Jiraiya poczochrał srebrnowłosemu czuprynę i szczerzył zęby na wszystkie strony. To przypomniało chłopakowi o tym, że wkrótce odejdzie.

Posmutniał i rozejrzał się za jakąś kryjówką, gdzie mógłby się wypłakać. Czemu to wszystko musi się dziać akurat wtedy, gdy musi odejść? Poczuł dłoń na ramieniu. Spojrzał na rozpromienioną Kushinę.

-Chyba należy przełożyć nasze zaproszenie na... teraz!

-Teraz?-wyrwało się Naruto i Minato, którzy nie bardzo wiedzieli, do czego czerwonowłosa zmierza. Kobieta uśmiechnęła się szerzej.

-Chyba nie myśleliście, że będę gotować? Idziemy do restauracji! TERAZ!

Spojrzała wymownie na Irukę i Kakashiego oraz na Sandaime i Jiraiyę. Ten ostatni nie miał nic przeciwko. Burczało mu w brzuchu aż zbyt głośno. Naruto ani myślał się sprzeciwiać woli matki. Zwłaszcza, że ciągnęła jego i Naruko za rękę jak malutkie dzieci, a reszta grupy, bez najmniejszego jęku podążała za nią ze spuszczonymi głowami. To z pewnością był dla innych bardzo zabawny moment.

Zostali zaprowadzeni do naprawdę luksusowej restauracji i Naruto przeczuwał, że portfel jego ojca mocno się dzisiaj uszczupli. To było oczywiste, że Kushina nie zamierza za nic zapłacić. Personel był bardzo miły i wyrozumiały. Połączył dwa stoły, aby cała grupa mogła usiąść i dopiero wtedy żona Yondaime puściła swoje najmłodsze dzieci. Wszyscy, bez słowa, usiedli na krzesłach, jakby doskonale wiedzieli, gdzie jest ich miejsce.

Naruto usiadł między Iruką i Menmą, Kakashi trzymał się blisko narzeczonego, Jiraiya siedział przy Sandaime, ten przy Naruko, a ta przy swojej matce, która pilnowała męża. I było oto całe grono. Kushina składała jasne zamówienia. Najpierw sałatka z owocami morza, potem zupa rybna, następnie faszerowany indyk i tzw. „Ciasto ryżowe", a na deser miały być lody i szarlotka. Zapowiadała się uczta. Chłopiec pogratulował sobie w myślach, że nic dzisiaj nie jadł.

Czekali w ciszy, bojąc się odezwać. Kushina wyglądała po prostu teraz na zbyt niebezpieczną. Jiraiya szeptem coś opowiadał Kakashiemu, ale jeśli został przyłapany przez „gospodynię", szybko przepraszał. Naruto rozmawiał wzrokowo ze swoim bratem, chociaż nie był pewien, o czym właściwie teraz mówią. Iruka splótł swoje palce z palcami narzeczonego, zerkając na niego podejrzliwie.

Nie czekali zbyt długo. Kucharze najwyraźniej zorientowali się, że mają w budynku kogoś, z kim nie warto zadzierać. Sałatka została podana na małych talerzach. Naruto widział płatki sałaty, trochę ugotowanych krewetek, kawałki ośmiornicy i jedną małże. To ostatnie połknął z ciekawości. Nawet, nawet. Do picia dostali... białe wino. Na ostry wzrok męża Kushina powiedziała:

-To świętujemy, czy nie? Poza tym wiesz, że jeśli my będziemy pić wino, a ci dostaną sok-tu wskazała na blond rodzeństwo-zaczną się buntować. Kieliszek im nie zaszkodzić.

-A dwa?-zapytała szeptem Naruko, robiąc słodkie minki.

-Nie przeginaj!-warknęła matka i wskazała na karafkę wypełnioną sokiem truskawkowym. Naruto nie jadł zbyt szybko, starając się utrzymywać tempo towarzyszy. Był piekielnie głodny, ale nie chciał wyjść na jakiegoś... chama? Gdy wszyscy skończyli, znikąd pojawili się kelnerzy, zabrali puste talerzyki i postawili na środku stołu wielką wazę.

Chłopiec uznał, że zupa smakowała jak... ryby. Dokładniej wyczuł chyba tuńczyka, ale nie był do końca pewien. Naruko najwyraźniej zasmakowała w niej, bo zjadła pierwsza i długo czekała na resztę. Właściciele restauracji byli najwyraźniej bardzo zadowoleni, że jak dotąd ich dania znikały ze stołu w całości.

Teraz jednak nie miało być tak łatwo. Dwie wielkie tace. Na szczęście, przynajmniej dla Naruto, indyk nie był w całości, ale został już w miarę pokrojony. Sos, którym został polany, wywoływał u wielu prawdziwy ślinotok, który ciężko było ukryć. Było też „Ciasto ryżowe". To były ryż, owoce, kawałki mięsa i ryb oraz wodorosty. Wszystko to polane jakimś sosikiem, urobione w małe ciasteczka, które ułożono w duże ciasto.

Naruto naprawdę starał się nie jeść zbyt szybko i zbyt dużo. Ale to było takie dobre! Zjadł kilka talerzyków indyka, a dopiero potem przypomniał sobie o ciastkach. Wszystko to było naprawdę wyborne. Ta restauracja była warta swojej ceny. Nawet Sarutobi na parę chwil zapomniał o zasadach dobrego wychowania i bił się z Jiraiyą o ostatnie ciasteczka. Gdy zniknęły, Menma podwędził kawałek jednego siostrze, która w zamian posłała mu kuksańca.

Chłopiec już dawno nie czuł tak... rodzinnej atmosfery. Nie, on nigdy tego nie czuł. Miał ochotę przebiec przez cały stół i wyściskać wszystkich dookoła. Ale był jeszcze deser. I nie zamierzał go przegapić. Duży, przezroczysty kielich wypełniony był różnokolorowymi lodami. Minato i Kakashi, robiąc za gospodarzy, nałożyli po parę gałek na każdy talerz, zbierając przy tym słowa: „arigatto" oraz „itadakimasu". Była też szarlotka, w której Naruto nie zasmakował zbytnio, ale zjadł swój kawałek.

Gdy dopijali wino i sok (chłopiec wziął tylko parę łyków), przyszedł kelner z rachunkiem. Zgodnie z przewidywaniami, Kushina wskazała na załamanego męża. Naruto zastanawiał się, czy może jakoś wspomóc ojca, ale przypuszczał, że jego drobne nie pokryją nawet procenta. Wybawienie nadeszło z innej strony.

-Witam!

Wszyscy podskoczyli i spojrzeli z urazą na Ri. Lis, wesoły, poklepał Kakashiego i Irukę po ramionach.

-Gratuluję. A jeśli chodzi o rachunek...-wyciągnął z kieszeni prawie przezroczysty klejnocik-To mogę wspomóc.

Właściciel pojawił się po paru sekundach, kłaniając się i dziękując. Gdy uważał, że Ri nie patrzy, sprawdził diament z każdej strony, a potem wpadł w samouwielbienie i odszedł. Minato podziękował cicho lisowi, jednocześnie ostrzegając Kushinę, że tak duże wydatki nie wchodzą w grę w najbliższym czasie.

Potem prawie wszyscy się rozeszli. Kakashi zaciągnął gdzieś Irukę, Minato poszedł do Wieży, Jiraiya pobiegł za nim z aparatem, Menma i Naruko podreptali za matką, jedynie Hiruzen został z chłopcem. Spojrzał na blondyna z zaciekawieniem.

-To prawda, że opuszczasz Konohę?

Naruto spojrzał na niego ze zdziwieniem.

-Wiesz o tym?

Staruszek zachichotał i wziął się pod boki.

-Och, zapewne połowa wioski już wie. Takie wieści szybko się rozchodzą. A z pomocą lisów takich jak Ri...

-Rozpowiada o tym, prawda?

-Przykro mi, że to tak wyszło, Naruto.

-To nie twoja wina, Sandaime-sama.-westchnął Naruto i schował dłonie w kieszeniach. Ruszył powoli w stronę domu, a przynajmniej budynku, który tak niegdyś nazywał. Teraz to mieszkanie Iruki. Wyczuł, że Hiruzen idzie za nim, starał się więc utrzymywać stałe tempo.

-Chcesz tego, Naruto? Odejść z lisami?

Blondyn zerknął na Trzeciego.

-To nie ma wielkiego znaczenia, czy chcę, czy nie. Sądzę, że to może być ciekawa przygoda, ale...

-Ale...?

-Dlaczego teraz? Kiedy wszystko zaczęło się układać? Chciałbym tu zostać. Chociażby przez miesiąc. Lub dwa. Być na ślubie Iruki. Potrenować. Może nawet napisać jeszcze jedną książkę...

-A propos książki.-wtrącił się staruszek-Nie dostałem darmowego egzemplarza.

Naruto skrzywił się i spojrzał przepraszająco na Hiruzena. Ten jednak tylko się uśmiechał.

-Na szczęście Jiraiya o mnie pamiętał... Jednak jeśli napiszesz jeszcze jakąś książkę... Musisz mnie powiadomić.

-Tak zrobię.-zapewnił go Naruto. Przez chwilę szli w milczeniu, mijając tłumy ludzi. Niektórzy przypatrywali się im, dzieci podbiegały, cywile uśmiechali się. To wszystko było dla chłopca jak z bajki. Jeszcze nie tak dawno sądził, że jest śmieciem. Trzeci w milczeniu pykał swoją fajkę, przyglądając się Naruto.

-Powiedz mi... zamierzasz się pożegnać ze swoją drużyną? Starą drużyną?

Chłopiec wciągnął głośno powietrze. Zupełnie o nich zapomniał. Było tyle osób, które chciałby pożegnać. Wiedział, że nie zdąży do 21.

-Tak... raczej tak. Ale nie wiem, gdzie Shashara mieszka. Wiem, że Nayana jest teraz jego siostrą, ale...

-Nie martw się. Bycie byłym Hokage polega na tym, że trzeba zbierać informacje.-zachichotał Trzeci-Jestem chodzącą gazetą. Chodź za mną.

I poprowadził go w wir uliczek i wielkie tłumy. Naruto cudem się nie zgubił w tym labiryncie. Jednakże Hiruzen doskonale wiedział, gdzie idzie. Już po niecałym kwadransie ukazała się mała rezydencja, otoczona ogrodem. Jeszcze zanim podeszli, pojawiła się matka Shashary.

-Sandaime-sama! Naruto-kun! Jak miło, że wpadliście!

-Em... Ja tu tylko...-spróbował Hiruzen, ale było już za późno, bo Mai już go popychała do środka. Naruto podążył za nimi.

-Nie ma „tylko", Sandaime-sama! Zasługujesz na kubeczek zielonej herbatki! Najlepsza! A może nawet na dwa kubeczki?

Gdy znaleźli się w przedpokoju i zdejmowali buty, Mai gdzieś zniknęła. Trzeci westchnął.

-Teraz już wiesz, dlaczego przesiaduję głównie w domu. Gdziekolwiek pójdę, zapraszają mnie na herbatę. Jeszcze trochę i stanę się ekspertem od tego napoju.

Wtedy pojawił się Shara i zaprosił ich do salonu. Miły pokój z dużą, miękką kanapą i paroma fotelami. Czekali już na nich Shashara i Nayana, którzy wyściskali blondyna mocno. Gdy usiedli i dostali herbatkę oraz ciasteczka, Naruto powoli wyjaśnił im sytuację.

[KRYJÓWKA OROCHIMARU, CELA]

Kroki nasilały się tak samo, jak jakiś dołujący hałas. Sakura miała tego wszystkiego dosyć. Chętnie rozerwałaby na strzępy sprawcę tej całej sytuacji. Zaciskała dłonie w pięści i zgrzytała zębami, kopała też w kraty, które uparcie stały na swoich miejscach. W końcu drzwi otworzyły się i wkroczył do środka znajomy okularnik.

Kabuto pchał wózek z jakimiś narzędziami, który postawił przy ścianie. Dokładnie zabezpieczył pomieszczenie i założył rękawiczki. Ciągle nucił coś pod nosem. Gdy zbliżył się do krat, Sakura mogła go usłyszeć.

-Dni... te wieczorne dni... tak krwawe! Tak krwawe jak księżyc... Och, daj mi trochę łez... Trochę małych łez...

Gdy tylko kratowane drzwi się uchyliły, Sakura wyskoczyła z celi i zaatakowała Kabuto. Ten jednak złapał jej pięść jedną dłonią, drugą chwycił ją za włosy, a prawą nogą kopnął ją w brzuch. Nie był to mocny cios, ale wystarczał, aby odebrać jej te resztki motywacji, jakie odzyskała. Owsianka... woda... to wcale nie uśmierzyło głodu.

Gdy leżała na posadzce jęcząc, podszedł do wózka i z tacy wziął specjalnie stępione nożyczki. Uśmiechnął się sadystycznie i wrócił do Sakury. Zaczął ścinać jej włosy, boleśnie wyrywając niektóre. Wcześniej nie pomyślałby, że zadawanie bólu może dawać taką przyjemność, ale czasy się zmieniają. I ludzie także.

Dziewczyna chciała go zabić. Podrapać, kopnąć, ugryźć. Nie mogła jednak się przemóc do otworzenia oczu. Ból, głód i zmęczenie były zbyt duże. Pozostawało więc jej jęczeć, mając nadzieję, że w końcu jej oprawca zadowoli się obecnymi efektami i da jej spokój. A może nawet rzuci coś do jedzenia.

Gdy na głowie Sakury została jedynie poszarpana kępka różowych włosów, odłożył tępe nożyczki i ostry nóż. Zaczął ścinać jej paznokcie, czasami zacinając jej palce lub ucinając kawałek opuszka. Płakała i krzyczała, on jednak był już w środku swojej ulubionej piosenki i nie zamierzał przestawać, aby posłuchać, co ma mu do wykrzyczenia. A podejrzewał, że nic miłego. Kontynuował więc swoją pracę, aż nie miała już paznokci.

Potem zdarł z niej ubranie, które rzucił w kąt. Za pomocą paru strzykawek pobrał jej krew i wstrzyknął jakieś świństwo do żył. Sakura poczuła się odrobinę lepiej. Zaczęła patrzeć na obecną sytuację zupełnie innym wzrokiem, uśmiechała się, gdy ją bił pałką. Chciała mu pokazać, że jest lepsza, o wiele lepsza. A gdy wyrył skalpelem hiriganę (jeden z alfabetów japońskich) na jej ciele, zaśmiała się obłąkańczo.

Gdy uznał, że jego praca jest wystarczająca, wrzucił ją do celi, zabrał swoje rzeczy i wyszedł, zostawiając ją samą. Gdy poczuła, że półmrok znowu zapanował w pomieszczeniu, zapłakała gorzko, jednocześnie chichocząc. Agresja, smutek i podniecenie... to wszystko przeplatało się w jej umyśle, niczym w dzikim tańcu.

[KONOHA, BRAMA, 20:44]

Naruto poprawił plecak i zarzucił sobie katanę na plecy. Jeszcze raz przytulił ojca i Menmę, Naruko kłóciła się o coś z Kushiną. Iruka wyrywał się Kakashiemu, żeby jeszcze raz poczochrać czuprynę swojego byłego podopiecznego. Shashara i Nayana stali z boku, machając swojemu przyjacielowi przy każdej nadarzającej się okazji.

Chłopiec nie był zbytnio szczęśliwy, ale czuł jednocześnie ciekawość i radość, że wreszcie zobaczy świat. A przynajmniej chociaż jego kawałek. Opuści po raz pierwszy Konohę. Będzie jak wolny ptak. Zobaczy inne wioski, pozna innych ludzi, może nawet zahaczy o Sunę. To byłaby ciekawa przygoda, ale na razie czekał na Yoshitsu, który zapewne miał ochotę pojawić się spektakularnie w ostatniej chwili.

-Tylko o nas nie zapomnij, dobra?-prosił po raz tysięczny Minato, a Naruto przewrócił oczami. Kushina i Naruko wróciły do grona.

-Daj spokój, tato. To byłby cud, gdybym zapomniał.

-Uważaj o co prosisz!-upomniała go Kushina i przyciągnęła do siebie. Ciężko uwierzyć, że do niedawna nienawidziła chłopca. Teraz zachowywała się jak prawdziwa matka, z krwi i kości. Minato, patrząc na tą scenę, uśmiechał się szeroko, nie wierząc w swoje szczęście. I jednocześnie pech. W końcu rodzina się zjednoczyła, a teraz musi się rozdzielić. Naruto w tą, Naruko w tamtą...

Uwaga została skupiona na nowym gościu. Jiraiya dźwigał jakąś paczkę, sapiąc. Chłopiec miał nadzieję, że to nie dla niego. Nie wyobrażał sobie podróży z torbą, plecakiem, kataną i jeszcze takim wielkim pakunkiem! Sannin postawił swój „dobytek" i podszedł do blondyna.

-Co jest, chciałeś odejść beze mnie? Jak tak możesz, co?

-Co to jest?-zapytał Minato, wyjmując pytanie z ust chłopca. Jiraiya zerknął na paczkę i jęknął głośno.

-Tsunade zrobiła ze mnie jakiegoś niewolnika. Muszę jej nosić wszystko, czego sobie ta wiedźma zażyczy.

Kushina zachichotała i wzięła się pod boki.

-Na twoim miejscu bym uważała ociupinkę. Słyszałam, że ma dobry słuch.

Jiraiya skulił się i rozejrzał. Grupka wybuchła śmiechem. Nie wiedzieli, gdzie jest Tsunade, ale z pewnością nie była w pobliżu... No cóż. Każdy popełnia błędy, nawet autorka. A Sannin przekonał się o tym na własnej skórze, lądując w środku najbliższego budynku. Dodajmy, że wcale nie użył drzwi.

-Wiedźma, co? Ja ci dam wiedźmę, stara ropucho!-wrzasnęła Tsunade, rozciągając się. Z wnętrza ruiny dobiegło do nich coś, co brzmiało jak „yhuhy". Shizune dopiero po chwili dobiegła, zadyszana po pościgu.

-Co z tą paczką, Tsunade-sama?-wysapała. Sanninka ocknęła się i zerknęła na ciężki pakunek. Bez Jiraiyi będzie ciężko. Westchnęła i zwróciła się w stronę grupki. Jej wzrok zatrzymał się na Naruto. Zlustrowała jego bagaż.

-A to co? Wycieczka?

-Nie powiedziałeś Tsunade-sama?-zdziwiła się Kushina, patrząc na męża. Menma chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Minato westchnął.

-Nie zdążyłem. Naruto na dłuższy czas opuszcza Konohę.

Tsunade zmarszczyła czoło.

-Mogłabym przysiąc, że chodziło ci o Naruko...

-Naruko też. Ale z Jiraiyą. A Naruto z Yoshitsu, który nawiasem mówiąc, spóźnia się.

Naruto wzruszył ramionami, ciesząc się, że może pobyć ze znajomymi jeszcze parę minut. Jednocześnie martwił się o zdrowie Jiraiyi, który nie dał znaku życia. Spojrzał na ojca, ale ten był całkowicie spokojny, więc chłopiec uznał, że to się zdarza aż nazbyt często. Tsunade uniosła brwi.

-Ten lis? Czy to rozsądne, Minato? Ja tam mu nie ufam.

-Wątpię, czy jest chociażby jedna osoba, która ufa mu w pełni.-mruknął Minato-Grunt w tym, że ja nie mam zbytniego pola manewru.

-A to zabawne... Hokage ma związane ręce.-zachichotała Tsunade i skrzyżowała ręce. Nayana podeszła do Naruto i zaczęła nerwowo gestykulować, z trudem łącząc nowo poznane słowa. Shizune zmarszczyła czoło, gdy chłopak spojrzał na nią bez cienia zrozumienia.

-Mówi coś... o bezpieczeństwie. Chyba żebyś na siebie uważał, czy coś w tym stylu.

Blondyn uśmiechnął się i spojrzał na koleżankę.

-Nie martw się! Dam sobie radę.

-No... ja mam taką nadzieję.-mruknął Shashara, zerkając nerwowo na bramę i błagając cicho, aby Yoshitsu się nie pokazał. Jiraiya w końcu wygrzebał się spod stosu gruzu, przeprosił właściciela budynku i wrócił do grupy, wciąż otrzepując się.

-Jejku, Tsu, jak możesz być taka okrutna? Jedno słowo i już mnie bijesz!

-Na kimś muszę trenować.-grupka wybuchła śmiechem. Konoha coraz bardziej pogrążała się w mroku i Naruto zaczął obawiać się o podróż w nocy. To z pewnością nie będzie przyjemne uczucie. Wtedy pojawił się on. Upaprany błotem, liśćmi i pudrem, dyszący na wszystkich.

-Oki, oki... Jestem. Możemy już... iść.

-Już?-odezwał się Menma-Tak wcześnie? Czemu nie później? O... na przykład jutro! Albo za tydzień. Za miesiąc. Po co ten pośpiech?

-Mam swoje powody.-stwiedził lis-No, idziemy, młody!

-Uf... No dobra. Pa!

Chłopiec pomachał grupce i pobiegł za truchtającym Yoshitsu. Lis najwyraźniej miał dużą ochotę na bieganie.

-Trzymaj się, braciszku!-usłyszał jeszcze Menmę.

-I nie daj się zabić!-dodał Shashara.

A potem wbiegli w gęstwinę krzaków, drzew i trawy. Przeskakiwali przez wystające korzenie, płoszyli zwierzęta, niszczyli gałęzie. Normalny spacer w świetle księżyca. Przynajmniej dla Yoshitsu, który nadal nie zwracał uwagi na spory bagać podopiecznego. Naruto miał dosyć po paru minutach, kiedy z jego włosów zrobiło się gniazdo dla ptaków. Nie było jednak najmniejszej wskazówki na to, że zamierzają się wkrótce zatrzymać.

[PEWIEN DOM W KONOSZE]

Pain cicho siorbał herbatkę, przeglądając raporty. Praca godna samego Kage. Nie mógł uwierzyć, że przewodzi takiej bandzie idiotów. I oni chcieli realizować swój plan? Dobre. Gdyby nie to, że był przywódcą, zacząłby się śmiać. I jeszcze ktoś podkradał im bijuu! I to nie było Neko no Kuni, to nie był Danzo, który coś kombinował, a także nie był to Orochimaru, który zamelinował się w podziemiach.

Kakuzu... No naprawdę, jak można pomylić cytrynę z grejpfrutem? Przez jego głupotę stracili możliwego sponsora. Co za różnica, że nie sprzedawali owoców i warzyw? Kasa to kasa. A Sasori i Deidara? Znowu się pobili publicznie tylko dlatego, że nie podobała im się ich sztuka. Żenada. Uchiha? Zniszczył kawiarnię, bo podali mu złe ciastko! Zetsu? Ten gość jest coraz dziwniejszy. Pain przestawał mu powoli ufać. Ciągle znikał gdzieś. Jest jeszcze Hidan. Fanatyczny wariat. Strach się do niego zbliżać bez kija. I Kisame. Znowu stracił kilka tysięcy na kąpiele z rekinami! Jedynie Konan była jeszcze okej.

Ach, no tak. Jeszcze Tobi. Pain mimowolnie uśmiechnął się, wiedząc, że jak tylko uda mu się wymyślić sposób na odebranie mu umiejętności, chłopak nie będzie już potrzebny. Połowa Akatsuki chciała się go pozbyć, ale na razie nikt się nie odważył. Nic dziwnego, że jego obecność w takiej organizacji ich niepokoi. Właśnie czytał jego „raport".

„[...] i trach! Zaatakowałem, pofrunąłem, zobaczyłem! A pan w masce się zgubił! Ha! I cukierki, cukierki miałem w kieszonce. To sięgnąłem po nie, zjadłem parę, resztę zostawiłem. Nie wiem, czemu ludzie obierają je ze skorupek... Wtedy nie mają takiego fantastycznego smaku!"

Pain oderwał się od czytania i westchnął. Trzeba w końcu powiedzieć Tobiemu, że opakowań cukierków się nie je.