No to macie ludziska rozdział Fantastycznych, dopóki mi się nie odwidzi, to będzie Fantastycznymi mały spam.

A i owszem Felin bardzo mi się kojarzy z czasami studenckimi, zwłaszcza znajdujące się tam akademiki UP. Co więcej zapewniam was, na Felinie wiecznie piździ, a z racji tego, że do lotniska niedaleko, często można podziwiać lądujące i startujące samoloty.

Co do Rumunii hmm...
Ostatnio czytałam (na Kwejku więc wiarygodność jest kwestią dyskusyjną :v), że w tym kraju ukradli cały dom razem z ogrodzeniem i posadzili w tamtym miejscu kukurydzę, więc... no cóż XD

Co do podawania, kiedy mniej więcej można się spodziewać kolejnego rozdziału, to uwierzcie mi, naprawdę chciałabym dysponować tą wiedzą :v
Czasami chce mi się pisać więcej, czasami mniej, więc z tempem jest różnie, podobnie jak z tym, jak długi rozdział uda mi się z siebie wydusić. W chwili kiedy wrzucam ten rozdział pracuję już nad kolejnym, ale na jutro to go raczej nie będzie... mooooże uda mi się go skończyć i wrzucić w środę, ale niczego nie obiecuję, coby mnie potem nie zlinczowano.

Pożaliłabym się wam na pewien temat, ale podejrzewam, że uznano by mnie wtedy za wariatkę... albo wiedźmę (ponoć niektórzy już uważają, ze względu na to, jak często i jakiej długości wrzucam rozdziały) :v


- No to początek zebrania można uznać za… hmm… emocjonujący – stwierdził Arthur po tym, jak większość nacji się rozeszła. - Tak tak, wiem, że akurat wam się to średnio podoba… - westchnął, kiedy jego uszu dobiegł go głośny syk, popierany przez równie głośny warkot. - To nie był mój pomysł, miejcie pretensje do Rumunii.

- Jak ktoś mnie jeszcze kiedyś zapyta, dlaczego aż tak go nie lubię, to mu to przypomnę – stwierdziła Węgry, zakładając ręce za siebie.

- Za to jak ktoś mnie zapyta, dlaczego ja nie lubię ciebie, to lista będzie znacznie dłuższa – odgryzł się Rumunia.

- Na litość boską, tylko nie zacznijcie się żreć między sobą. To, że ci dwaj się nie pogryźli, nie oznacza, że musicie nadrobić za nich.

- Na tego typa i tak szkoda strzępić języka - Elizabeta machnęła na to ręką. - Za to bardzo podoba mi się twoja nowa czapka, Feliks.

Zarówno Polska jak i Litwa posłali jej spojrzenie pod tytułem „kończ waść, wstydu oszczędź...". Po małej kotłowaninie, spowodowanej bardzo małą ilością miejsca za barierą, niewystarczającą dla nich obu w postaci potworów, udało im się jakoś dojść do porozumienia. Co oznaczało mniej więcej tyle, że Feliks skulił się najbardziej jak tylko był w stanie, a Toris… wyłożył się na jego głowie i karku.

- To budujące, że pomimo, hmm… nowego, oryginalnego wyglądu wciąż mamy do czynienia z Polską i Litwą – stwierdziła Czechy, wraz ze Słowacją przyglądając się smokowi i wilkowi.

- Jestem ciekaw, w jaki sposób tej organizacji, o której opowiadaliście, udało się przemienić tych dwóch w mityczne stwory – powiedział Norwegia, uważnie analizując wygląd obu nacji.

- Mnie bardziej interesuje, jaki mieli w tym cel – stwierdził Ameryka.

- A mnie, jak sprawić, żeby wrócili do swoich oryginalnych postaci już na stałe – dodał Anglia. - Każdorazowe rzucanie zaklęć, żeby ich przemienić z powrotem, jest cholernie męczące dla mnie i kurewsko bolesne dla nich, że nie wspomnę o innych minusach.

- A jakiego zaklęcia używałeś? - zainteresował się Rumunia. On i Norweg unieśli brwi zdumieni, kiedy Arthur odpowiedział na pytanie. - Łał… i chcesz mi powiedzieć, że tak potężny czar nie jest w stanie rozproszyć tego… tej klątwy... na stałe?

- Nie wiemy, czy to klątwa, ale tak, nawet to nie jest w stanie tego rozproszyć. Nie jest nawet w stanie przywrócić im w pełni ludzkiego wyglądu, jak widzieliście.

- Zdaję sobie sprawę, że nie wiemy co to jest, ale nazwijmy to roboczo klątwą.

- Najlepiej byłoby, gdybyśmy dokładnie wiedzieli jak nasi przeciwnicy osiągnęli taki efekt – uznał Norwegia. - Póki co, spróbujmy coś wymyślić na podstawie tego, co już wiemy…

- Dobry pomysł, i tak mamy chwilę czasu, póki trwa przerwa w obradach – zgodził się Anglia.

- Hej, Artie, zanim sobie pójdziesz na zlot czarownic, mógłbyś załączyć tego twojego magicznego Skype'a? - poprosił Alfred. - Miło by było, gdybyśmy w jakikolwiek sposób byli w stanie z nimi pogadać, a skoro obaj są przemienieni, to nie ma kto robić za tłumacza.

- Żaden problem, ale skoro Feliks jest niemal całkowicie odporny na magię, to i tak będziecie musieli polegać na tłumaczeniu Torisa – stwierdził Arthur, wyciągając różdżkę. Wymamrotał cicho kilka dobrze dobranych słów, celując w Litwę.

- Ciaśniej się nas upchać nie dało? - rozległ się nieco ponury głos Torisa.

- Och… a właśnie miałem pytać, czy ta wasza bariera nie zatrzyma tego twojego abrakadabra – mruknął Ameryka. - Ale teraz zrobiłeś to jakoś inaczej, wcześniej to było słychać bardziej tak… wewnątrz głowy?

- Bariera jest tak skonstruowana, że nic nie może wydostać się z jej wnętrza, ale pozwoli obiektom z zewnątrz dostać się do środka… dlatego nie radzę tam włazić – odparł Anglia. - Co do tego, że zaklęcie jest inne, to myślę, że wygodniej będzie, jeśli Litwa będzie mógł przekazać swoje myśli na głos wszystkim na raz.

- A nie moglibyście nas stąd po prostu wypuścić? - zasugerował Litwa.

- Ja nie miałbym nic przeciwko – westchnął Anglia. - Ale reszta… wolałbym nie wywoływać paniki, ponadto nie ma pewności, że w którymś momencie coś wam nie odbije… Zwłaszcza, że są tu osoby, za którymi nie przepadacie, a dobrze wiecie, że ciężko u was z kontrolowaniem emocji.

- Myśli? - zainteresowała się Węgry. - Takie myśli, że myśli?

- Tylko te, którymi będzie chciał się podzielić, tych prywatnych nie usłyszycie.

- Och… - mruknęła zawiedziona brunetka.

- Bogu niech będą dzięki… - westchnął Toris. - Taa… też tak uważam…

- Eee… a co dokładnie? - zapytał niepewnie Słowacja, obserwując, jak Norwegia, Anglia i Rumunia opuszczają salę konferencyjną, dyskutując z zapałem między sobą.

- Feliks stwierdził, że muszę uważać na to o czym myślę, zwłaszcza jeśli Elizabeta jest w pobliżu.

- Nie mam zielonego pojęcia, o co wam chodzi – oświadczyła Lizzie. - Ale na pewno chcę wiedzieć, jakim cudem jesteś w stanie przekazać nam, co Feliks stwierdził… słyszysz co on myśli czy jak?

- Cytując pewnego łuskowatego ogniomiota: „Chuj wie". Jakimś cudem jesteśmy w stanie się ze sobą porozumieć za pomocą myśli.

- Oooo, to takie słodkie!- pisnęła zachwycona Węgry, podczas gdy Feliks burknął cicho, zezując w górę.

- No co? Masz łuski? Masz. Umiesz ziać ogniem? Umiesz.

- Trochę to wygląda, jakby Litwa gadał sam do siebie – stwierdziła Czechy.

- To zawsze tak wygląda – oznajmił Ameryka. - W Niemczech, zanim dostaliśmy się do centrum Londynu… koniec końców wygląda to tak…

- Dlaczego nikt się nie czepia Feliksa o takie rzeczy?

- Bo w sumie to jego jeszcze w takiej sytuacji nie widziałem.

- Poza tym gadanie ze sobą to u niego zupełnie normalne – wtrąciła Elizabeta, a Słowacja i Czechy pokiwali energicznie głowami na poparcie jej słów. - Jesteście razem tyle czasu i jeszcze to do ciebie nie dotarło?

- No nie… przy mnie się raczej z tym wstrzymywał…

- Ach, pewnie dlatego, że mieliście razem inne rzeczy do roboty - Ton Węgier jasno wskazywał, co miała na myśli.

- Lizzie… czy tu uważasz, że jak tylko zostajemy we dwójkę sami, to od razu lądujemy w łóżku? - zapytał Toris, unosząc brwi w górę.

- A nie?

- Nie… wyobraź sobie, że nie…

Alfred otworzył usta, żeby opowiedzieć o zdjęciach, które niedawno znalazł, i z których wynikało, że Polska i Litwa wcale nie potrzebują do takich rzeczy łóżka, ale lodowate spojrzenie, które posłały mu oba państwa, uświadomiły mu, że raczej powinien siedzieć cicho.

- Jak myślicie, długo potrwa ta przerwa? I czy Anglia i reszta magicznej spółki odmienią nas przed dalszą częścią spotkania?

- Nie mamy zielonego pojęcia.

- Prawdopodobnie tak – stwierdził Alfred, skrobiąc się z zamyśleniem po brodzie. - Raczej ciężko byłoby kontynuować debatę z wami w takiej postaci.

- Miło by było, gdyby wymyślili jakiś mniej bolesny sposób na przemienienie nas z powrotem…

- Rumunia wspominał coś, że tym razem trochę was znieczulił… nie pomogło?

- Och, wiesz, to zależy… niby bolało mniej, ale nie wiem, na ile lepsze od uczucia, jakby rozrywali cię na strzępy, jest uczucie towarzyszące tarzaniu się w żyletkach i kąpieli w wannie ze spirytusem.

- Ała…

- Tak, wiem, Feliks umie wymyślać bardzo barwne porównania… Nawet nie próbuj! - Toris warknął głośno, uderzając łapą w nos smoka. Feliks parsknął cicho, potrząsając łbem i o mały włos nie zrzucając z siebie wilka.

- Ejejejej, tylko się nie pogryźcie… przecież Feliks nic ci teraz nie zrobił… - powiedział Ameryka, unosząc ręce w uspokajającym geście.

- Jeszcze! Ale jak się nie będę pilnował, to przedwcześnie wyłysieję, tylko dlatego, że mam sierść z metalu, a ten tutaj zgłodniał!

- Yyyy… czy tylko ja nie widzę związku? - zapytała Czechy.

- Niech sobie wpieprza widelce, ale od mojej sierści wara!

- No dobra… potrzebuję wyjaśnień – uznała Węgry.

- Czekajcie chwilkę, zaraz wam to zademonstruję. - Alfred podszedł do stołu, zabrał z niego puszkę coli, którą popijał w trakcie spotkania, dopił resztki, a następnie cisnął pustą puszką w stronę bariery. Polska natychmiast uniósł łeb, tym razem definitywnie zrzucając z siebie Litwę i złapał puszkę językiem, połknął ją i oblizał się, sprawdzając przy okazji, czy nie ma gdzieś kolejnych.

- Dzięki, Alfred, pomogłeś, i tak mieliśmy tu za dużo miejsca. - Brunet miał trochę kłopotu z ponownym wgramoleniem się na miejsce, głównie ze względu na to, że Feliks wciąż szukał puszek, kręcąc przy tym głową.

- Czy właśnie byliśmy świadkami tego, jak Feliks zjadł puszkę?

- Nie inaczej – powiedział Alfred kiwając głową. - Wedle tego, co mówił Arthur, dzięki zjadaniu metalu smoki mają twardsze i bardziej błyszczące łuski. Jak do tej pory Polska ma na koncie kilka zestawów sztućców, karabin, kilka metrów miedzianych kabli i drabinkę przeciwpożarową.

- A miałam się go pytać, czy ostatnio zmienił szampon… albo zaczął używać jakiejś odżywki… - mruknęła Węgry.

- Uwaga, będę przemawiał za Feliksa: „Używanie odżywek jest niemęskie… Drabinki przeciwpożarowe - ponieważ jestem tego warty".

- No… łuski masz tak piękne, że L'Oreal może się schować…

- No dobra, dobra, dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy, powiedzieliśmy parę komplementów…

- Mnie nikt żadnego nie powiedział… no dzięki, Feliks, wiedziałem, że na ciebie mogę liczyć – westchnął Toris. Wolałby usłyszeć coś innego niż to, że jego sierść smakuje znacznie lepiej niż puszki, ale doceniał starania.

- Jak myślicie, jak będzie dalej przebiegało spotkanie po przerwie? - zapytał Słowacja niby od niechcenia. Na chwilę zapadła grobowa cisza, a potem cała grupka, w jednym momencie, wydała z siebie ciężkie westchnienie.

- Jedno jest pewne, nie ma opcji, że dogadają się jeszcze dziś, chyba, że cud się zdarzy – stwierdziła Czechy.

- Ja się zastanawiam, czy dojdą do jakiegoś konkretnego rozwiązania, czy może raczej skończy się na „wyrażeniu zaniepokojenia sytuacją" i olaniu sprawy - mruknęła Węgry.

- Dlaczego mówicie o reszcie „oni"? Nie powinno być raczej czegoś w guście „my" się nie dogadamy? - zapytał Ameryka.

- Dobra, żeby nie rozpoczynać zbyt długiej opowieści: był sobie kiedyś w Europie podział na zachód i blok wschodni, powinieneś kojarzyć. - Elizabeta wzniosła oczy ku niebu, jakby miała się modlić o cierpliwość. - Z jakiegoś powodu, nawet jeśli tego podziału już nie ma, to ci z zachodu uważają się za ważniejszych i mają nas w gruncie rzeczy w głębokim poważaniu. Nie wiem jak reszta, ale ja jestem za zasadą „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" i nie widzę powodu, dla którego miałabym ich darzyć większym szacunkiem niż oni mnie.

Miny reszty grupy uświadomiły Alfredowi, że nie tylko Elizabeta tak uważa. Polska pomyślał również, że gdyby nie to całe zamieszanie, Ameryka nie zainteresowałby się nimi nawet odrobinę i rozmawiał teraz raczej z tymi „większymi i ważniejszymi", niż z grupką państw z Europy środkowo-wschodniej, ale tego Litwa wolał nie podawać do publicznej wiadomości.

- Ja bym się w sumie zbytnio nie zdziwił, gdyby nas zostawili samych z tym problemem – uznał Toris. - Och… w sumie tak też może być… - mruknął, kiedy smok podzielił się z nim inną myślą.

- Dobra, to co tym razem Feliks pow… pomyślał?

- Cytując słowo w słowo: „Nie wiem, na ile uważnie słuchaliście opowieści Alfreda i Arthura, ale zajebiście idzie mi przewidywanie przyszłości, więc wysłuchajcie teraz mych słów mądrości… Ja obstawiam, że będzie tak: Wrócimy do debaty, niedowiarki łaskawie zgodzą się, że problem jednak jest. Potem ręczę wam, że nie minie pół godziny, jak temat zacznie być poważnie omawiany, ale ze zgoła innej perspektywy niż mieliśmy na to nadzieję, albo towarzystwo w ogóle zacznie gadać o czym innym. Mnie chuj najjaśniejszy strzeli i pójdę sobie w pizdu, spokojnie poczekać, aż ktoś łaskawie uświadomi zebranych, że mieliśmy rozmawiać o czymś innym.

- Jeśli będzie dokładnie tak jak mówisz, to stawiam piwo – zaoferowała się Czechy.

- Też się dorzucę – oświadczył Słowacja po chwili namysłu.

- Ja mam ze sobą trochę tokaju – rzuciła Węgry.

- Hmm… rozkręcamy małą imprezkę wieczorem?

- Feliks mówi: „Jak dla mnie to brzmi jak plan, tylko wnoszę o jedno – zostańmy przy jednym rodzaju alkoholu. Raz, że reguła każdej imprezy głosi: Nie mieszaj. Dwa, przez pewne wydarzenie sprzed paru miesięcy, mam mały uraz do węgierskiego wina.

- Trzy, Litwa ma się trzymać z dala od moich specjałów tak? - zapytała Elizabeta z domyślnym uśmiechem.

- Od Feliksa: „O, to też". A od siebie dorzucę, że i tak nie dałbym się na to namówić. Muszę pilnować takiego jednego pijaka.

- Jestem ciekawa, jak Feliks zareagował na nazwanie go pijakiem…

- Stwierdził, że nie jest pijakiem, bo nie chodzi nawalony dwadzieścia cztery na dobę i trzeźwieje od święta, tylko koneserem, bo napije się porządnie raz na jakiś czas i to w dodatku konkretnego alkoholu, a nie jakiejś popierdółki. No i że się niepotrzebnie czepiam.

- Wiesz, że w sumie ma rację?

- Takie jakieś przeczucie miałem, że wesprzecie raczej jego niż mnie.

Alfred zaczął się zastanawiać, czy zapytać o to, czy może wpaść… albo po prostu wpaść bez zapowiedzi. Jednak zanim to zrobił, jego uwagę zwrócili powracający Anglia, Norwegia i Rumunia.

- Och, hej, Artie, już ustaliliście co i jak?

- Mniej więcej, ale o tym pogadamy później. Na chwilę obecną trzeba Polskę i Litwę przywrócić do ludzkiej postaci przed wznowieniem obrad – oznajmił Arthur. - Toris, Feliks… wiem, że to dla was naprawdę nieprzyjemne…

- Nieprzyjemne" to za mało powiedziane…

- Ale tym razem będę miał wsparcie. Być może uda nam się całkowicie rozproszyć urok, który na was ciąży i pozbędziemy się chociaż jednego problemu. Wtedy pozostałaby tylko kwestia tego całego MiT-u. Spróbujemy sprawić, żeby powrotna przemiana była mniej bolesna.

- Mamy małe pytanie. Często będziecie nas tak przemieniać i odmieniać bez pytania nas o zdanie? Rozumiemy, że będzie lepiej, jeśli do debaty zasiądziemy jako ludzie, ale wolelibyśmy, żeby ta transformacja zachodziła jak najrzadziej.

To nie była wyłącznie kwestia bólu fizycznego. Ostatnio obaj z Feliksem zauważyli, że każda przemiana wywiera również pewien wpływ na ich umysły i to nie były tylko trudności z opanowaniem emocji. Nie potrafili jeszcze do końca ustalić co to dokładnie było, ale z jakiegoś powodu nie mieli ochoty dokładniej tego sprawdzać.

- Z mojej strony mogę was zapewnić, że druga taka sytuacja się nie powtórzy – zapewnił ich Anglia, zezując w stronę Rumunii. - Zdaję sobie sprawę z tego, jakie to dla was ciężkie…

- Nie, nie zdajesz.

- No dobra, może faktycznie nie mam o tym pojęcia – przyznał Arthur. - Ale naprawdę chcę wam pomóc, podejrzewam zresztą, że nie tylko ja – dodał patrząc po zebranych. - A na pewno nikomu nie podoba się perspektywa stania się celem nikomu nie znanej organizacji.

- Ciekawe ile osób z tych, które tu przybyły, podzielają twoje zdanie… A tak na marginesie, widziałeś gdzieś Łotwę i Estonię?

- Zdaje się, że Estonia poszedł porozmawiać ze Skandynawami, a Łotwa ma chyba małe spotkanie z Rosją.

- Biedny Raivis…

- Tak czy siak przerwa zaraz się kończy i pasowałoby szybko was odmienić, więc jeśli nie macie nic przeciwko, czy moglibyśmy się za to zabrać?

- A ubrania?

- Mam dla was coś przygotowane…

- Założę się, że garniaki – mruknął Alfred.

- Alfred, przymknij się z łaski swojej – poprosił Anglia. - Mam dla was ciuchy, więc tą kwestią martwić się nie musicie. Prosiłbym tylko, żeby reszta na chwilę opuściła tę salę.


- Mamy połączenie przychodzące z kwatery głównej – oznajmił jeden z żołnierzy.

- Daj to na główny ekran, to pewnie pan Alvarez – odparła Chaaya, siadając na fotelu przed monitorem głównego komputera. Stanford ustawił się za oparciem z niewesołą miną. Podejrzewał, że czekał ich kolejny ochrzan. Po paru minutach ekran ożył i pojawiło się na nim oblicze szefa organizacji.

- Chaaya, Stanford… zapewne wiecie, po co się z wami kontaktuję – powiedział powoli Alvarez.

- Chce pan wiedzieć, dlaczego nadal nie dostarczyliśmy panu personifikacji Litwy i Polski – stwierdziła agentka pewnym głosem.

- Dokładnie, czekam więc na wasze wyjaśnienia.

- Na chwilę obecną Łukasiewicz i Laurinaitis…

- Nie ma potrzeby używania nazwisk, to nieistotne i niepotrzebne.

- Rozumiem… na chwilę obecną obiekty znajdują się poza naszym zasięgiem. - Chaaya poprawiła się na swoim miejscu i zaplotła palce pod brodą. - Ściślej rzecz ujmując, w Centrum Kongresowym Narodów Zjednoczonych.

- Czyli mam rozumieć, że znów zawiedliście? - zapytał Alvarez z nutą gniewu w głosie.

- Proszę nie wysnuwać pochopnych wniosków, sir – poprosiła agentka, nadal zachowując spokój. - Owszem, niewiele możemy teraz zrobić, aby przechwycić obiekty, ale nie znaczy to, że cała operacja się nie powiodła. Starłam się już ze swoimi celami, postudiowałam trochę na ich temat… i opracowałam plan, który ma największe możliwe szanse powodzenia, musi pan tylko uzbroić się w cierpliwość.

- Cierpliwość jest tą cechą, której nie posiadam w nadmiarze…

- Zdaję sobie z tego sprawę, proszę pana, dlatego nie będę się wdawać w zbędne szczegóły. Zamiast tego chciałabym zapewnić pana, że już wkrótce dostanie pan to, czego pan chce.

- Jak długo mam czekać Chaaya? Ten imbecyl, który stoi za tobą, również obiecywał mi, że wykona powierzone mu zadanie. Wolałbym, żebyś nie zawiodła mnie w ten sam sposób…

- Pierwszy września, proszę pana – uśmiechnęła się agentka. - O ile nie uda mi się przechwycić celów przed planowaną akcją, to pierwszy września będzie dniem, w którym otrzyma pan swoją własność.


- Okej… widzę, że nasze wysiłki jakiś skutek przyniosły, ale to nadal za mało, żeby pozbyć się smoczych oczu i ogona… - ocenił Anglia.

- Myślę, że to przez odporność na magię. Przynajmniej nie trzeba było nakarmić go magicznymi burgerami – stwierdził Norwegia.

- Słuchaj, to była improwizacja…

- Zajebiście… znów jestem niższy od Litwy… A zaczynałem się już przyzwyczajać do tego, że nie muszę zadzierać głowy, żeby popatrzeć mu w oczy – burknął Feliks, poprawiając na sobie ubranie. Ameryka miał rację, Anglia naprawdę wytrzasnął dla niego i dla Litwy garnitury, chociaż ten dla niego musiał nieco pomniejszyć magią, bo z pomocą Norwegii i Rumunii udało się mniej więcej przywrócić jego oryginalny rozmiar.

- Nie przesadzaj, różnica wzrostu między nami nie jest aż tak duża – stwierdził Litwa poprawiając krawat. - Przynajmniej teraz faktycznie nie bolało aż tak bardzo. Chociaż dziwnie się czuję bez ogona, zdążyłem się już do tego przyzwyczaić...

- To tobie się tak wydaje, bo to ty jesteś tym wyższym… ciesz się, że nie masz ogona, bo garnitur nie jest najlepszym dodatkiem do owego przydatku.

- Cóż, nie mamy już czasu, żeby kombinować, jak pozbyć się ogona Feliksa. Siadajcie na swoich miejscach i wracamy do dyskutowania, jak rozwiązać ten kryzys.

- Mhm… bo na pewno uda nam się od tak wszystko ustalić – mruknął Feliks siadając na swoim miejscu. - Mówię ci, Liet, w mniej niż pół godziny wygram imprezę i darmowy alkohol.

- A ja wygram pilnowanie cię podczas tej imprezy…

- Nikt ci nie każe mnie pilnować.

- Troska o ciebie i sumienie mi każą. Troska o otoczenie w sumie też.

- Doceniam twoją troskę i szczerość.

Polska i Litwa przerwali rozmowę i zajęli się obserwacją pozostałych państw, powracających na salę konferencyjną. Niektórzy wciąż wyglądali na niepewnych, inni na zmartwionych… jeszcze inni na szczerze zainteresowanych, a byli też tacy, którzy wyglądali na poirytowanych. No i był też Rosja, którego uśmiech wywoływał u nich ciarki.

- Uch… patrząc na minę Francji, jestem skłonny zmniejszyć ramy czasowe, w których trafi mnie szlag – mruknął Feliks. Miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale głos zabrał Arthur, więc po prostu podparł głowę na rękach i zaczął słuchać. Toris zauważył, że irytacja jego partnera była całkiem skutecznym lekarstwem na jego nieśmiałość, zastanawiał się tylko, czy to dobrze.

- Witam po przerwie, mam nadzieję, że… eee… jakoś przetrawiliście te wszystkie informacje i zrozumieliście, z jakim kryzysem mamy do czynienia. Jeśli nikt nie ma żadnych obiekcji, chciałbym przejść do omawiania sposobu, w jaki z owym kryzysem się uporamy.

- Cóż, po tym czego świadkami byliśmy, nie ulega wątpliwości, że każde wypowiedziane przez was słowo było prawdziwe. Magia istnieje, magiczne stworzenia również i są ludzie, którzy są tego świadomi. – powiedział Finlandia. - Wciąż jednak pozostaje wiele pytań, na przykład to, co to właściwie jest za organizacja i dlaczego obrała za cel akurat was? - zapytał zwracając się do Polski i Litwy.

- Nie mamy pojęcia – odparł Toris uznając, że lepiej będzie, kiedy to on będzie przemawiał za nich obu. Naprawdę nie chciał, żeby zdenerwowany Feliks wyskoczył z jakimś komentarzem, który byłby zupełnie nie na miejscu. Za pierwszym razem, kiedy ktoś kazał blondynowi przemawiać, gdy totalnie nie miał na to ochoty, usłyszał od niego żądanie pokazania mu swojego przyrodzenia…

- Wszystko co wiemy, zostało już opowiedziane przez Anglię i Amerykę – z nieznanych nam powodów ja i Polska zostaliśmy w jakiś niewytłumaczalny sposób przemienieni w potwory z legend. Z organizacją, która jest za to odpowiedzialna, nigdy w życiu nie mieliśmy wcześniej styczności, co więcej, do niedawna żaden z nas nie wiedział, że w ogóle taka instytucja istnieje. Jedyne, czego się dowiedzieliśmy w trakcie ucieczki przed nimi, to że chodzi o jakieś testy, w którym chcą wykorzystać fakt, że personifikacje państw są wytrzymalsze od zwykłych ludzi. Poza tym nie wiemy, jakie są ich dalsze zamiary, ale podejrzewamy, że możemy nie być ich jedynymi celami.

- A jeśli jesteście ich jedynymi celami?

- Kurwa, weźcie mnie trzymajcie, bo nie zdzierżę – mruknął Feliks.

- Nie denerwuj się, bo znów się przemienisz… albo skończysz tak jak ja w Berlinie – szepnął do niego Toris. Doskonale pamiętał to uczucie, gdy wściekłość niemal go rozsadzała, ale nawet jeśli dobrowolnie chciał się przemienić i pomóc swojemu partnerowi jako wilk, nie mógł tego zrobić. W tamtym momencie „utknął" w ludzkim ciele. Bolało niemiłosiernie, ale nic poza tym się nie działo.

- Co przez to rozumiesz, Francjo? - zapytał Anglia.

- To, o co zapytałem. Co, jeśli Polska i Litwa są jedynymi celami tej organizacji? Może nie powinniśmy się w to mieszać? Co, jeśli wtrącając się w tą sprawę, narazimy się na niebezpieczeństwo?

- Jak dla mnie czekanie, żeby się o tym przekonać, jest zdecydowanie złym pomysłem – oświadczył Niemcy. - Mamy powody by podejrzewać, że mają informacje o nas wszystkich, nie tylko o tej dwójce, a jeśli mają takie dane, to już jest coś, o co możemy się martwić. Bo po co by im to było, gdyby nie mieli wobec reszty z nas jakichś zamiarów.

- A ja mam inne pytanie. Jaką mamy gwarancję, że w ich obecności jesteśmy bezpieczni? Wszyscy widzieliśmy, jak zmieniają się w potwory. W dodatku widzieliśmy też, jak zaciekle i agresywnie stawiali opór tym, którzy odciągnęli ich od reszty – powiedział Hiszpania, siedząc z założonymi rękoma.

- Nikomu krzywdy nie zrobili – stwierdziła Węgry.

- Bo im na to nie pozwolono. Skoro nie mieli zamiaru zrobić nam krzywdy, to dlaczego zostali zamknięci za barierą?

- Dajcie spokój, ja i Anglia żyjemy i mamy się dobrze, a przebywaliśmy obok nich bez żadnych barier. - Ameryka był nieco zdziwiony poruszeniem tej kwestii. Mieli się zastanawiać, co zrobić z MiT-em i jak odczarować Feliksa i Torisa, a nie czy ci dwaj są groźni i czy powinni się mieszać w tą sprawę.

- Ale mówiłeś też, że przy pierwszym spotkaniu z nimi w postaci potworów niewiele brakowało, żebyście zginęli – zauważył Holandia.

- Po prostu popełniliśmy kilka strategicznych błędów – mruknął Alfred, skrobiąc się z zakłopotaniem po karku. - Tej akcji z Polską dałoby się uniknąć, gdybym zachował spokój…

- A ta sytuacją z Litwą? - zapytał Dania. Na to Ameryka nie wiedział, co odpowiedzieć. Wtedy faktycznie ledwie uszedł z życiem, a Toris miał zdecydowanie wrogie zamiary.

- Faktem jest, że wiemy niewiele na temat ich… przypadłości – powiedział ostrożnie Arthur. - Ale nie to jest teraz najważniejsze, bardziej istotne jest to, jak poradzić sobie z nowym wrogiem, o którym prawie nic nie wiemy…

- Jak dla mnie to, czy moje życie jest zagrożone, to dość istotny temat – przerwał mu Francis.

- Gadaj tak dalej, to faktycznie będzie – warknął pod nosem Feliks. Toris nawet nie próbował go uspokajać, jego też to wszystko denerwowało.

- Proponuję, żeby, do czasu aż nie upewnimy się, że nikomu nie zrobią krzywdy, odizolować ich przy pomocy takiej samej bariery jak wcześniej. Wydawała się skuteczna… - zaproponował Hiszpania.

- Niby dlaczego? - zapytał Słowacja, unosząc brwi. - Nie wydają mi się niebezpieczni. Siedzę tuż obok i jakoś nie czuję się specjalnie zagrożony, więc nie widzę powodu, żeby zamknąć ich jak zwierzęta w zoo.

- Zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby umieścić ich w jakimś bardziej pewnym miejscu, ta sala nie wygląda na szczególnie wytrzymałą – powiedział Francja, ignorując wypowiedź Słowacji. - Albo…

- Albo co? - zapytał Anglia, trochę bojąc się odpowiedzi.

- Skoro tej całej organizacji chodzi o nich, to czy rozwiązaniem całej sprawy nie byłoby danie im tego o co im chodzi?

Niektóre z państw zaczęły szeptać między sobą, omawiając oba te rozwiązania. Arthur otworzył usta, żeby zapytać Francisa czy kompletnie mu odbiło, ale zanim to zrobił, rozległ się donośny huk. Wszystkie głowy odwróciły się w kierunku Feliksa, który najzwyczajniej w świecie wstał i przypadkowo trącił ogonem krzesło, stąd wziął się ten hałas.

- Umm… Polsko? Masz coś do powiedzenia? - zapytał nieco zdezorientowany Anglia.

- Ja? Nie – odparł blondyn uprzejmym tonem. - Ja stąd po prostu wychodzę, zanim mnie kurwica strzeli od słuchania tego pierdolenia. Uciekasz przed jakimiś popaprańcami przez pół Europy i liczysz na to, że jak ładnie poprosisz o pomoc pozostałe kraje świata, to wyjątkowo wszyscy będą zgodni co do tego, że trzeba z nimi coś zrobić i zaczną myśleć nad tym jak się z tym uporać. A tymczasem „koledzy po fachu" zaczynają debatować nad tym, czy mają się ciebie bać czy nie, podczas gdy ty się boisz, czego ci goście od ciebie chcą i dlaczego w tym celu zmienili cię w stworzenie z legend. Co więcej, zamiast myśleć nad ewentualną pomocą, zastanawiają się, czy dla własnego bezpieczeństwa nie lepiej będzie wydać cię w ręce twoich prześladowców! Pierdolę taką pomoc, że się tak wyrażę. A tak na marginesie chyba nie powinienem być zdziwiony. Poświęcanie innych dla własnej wygody to tutaj dość powszechna praktyka.

- Polsza, nie denerwuj się tak – powiedział z uśmiechem Rosja. - Z miłą chęcią pomogę tobie i Litvie, właściwie moglibyśmy sobie pomóc nawzajem. Akurat zepsuło mi się ogrzewanie w domu, psem obronnym też bym nie pogardził, więc czujcie się zaproszeni, w końcu mieszkało nam się razem całkiem miło, da?

- Nie, dziękuję… - Feliks bez dalszej zwłoki ruszył w stronę drzwi. - To ja będę w salonie, jakby co – rzucił przez ramię i najzwyczajniej w świecie opuścił salę.

- Litwo, czy mógłbyś jakoś uspokoić i sprowadzić z powrotem swojego… ekhm… sąsiada? - zapytał Francja. Starał się nie okazywać swojej irytacji na wzmiankę o poświęcaniu kogoś dla własnej wygody. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, do czego Polska nawiązywał, a sądząc po minie Anglii, on też się domyślił.

- Mógłbym... – odparł Toris, zakładając ręce za siebie.

- Więc…

- Ale tego nie zrobię, bo w pełni się z nim zgadzam – dodał Litwa, również wstając z miejsca. - Przybyliśmy tutaj, żeby się ukryć przed tymi, którzy nas ścigają. Zwołaliśmy zebranie, żeby się upewnić, czy reszta państw jest bezpieczna i przypadkiem nie podzieliła naszego losu, oraz po to, żeby poprosić o pomoc. Tymczasem zamiast otrzymać wsparcie, zostaliśmy uznani za zagrożenie. Cóż w imieniu swoim i Polski, dziękuję uprzejmie za nic i życzę miłej dalszej debaty, a teraz wybaczcie, ale nie mam zamiaru dalej tego słuchać.

Po tych słowach on również wyszedł.

- Hej… ile temu wznowiliśmy zebranie? - rzuciła półgębkiem Węgry, w stronę Czech i Słowacji.

- Dwadzieścia minut… cholera wyrobił się w czasie – mruknęła Czeszka patrząc na zegarek. - Dużo masz ze sobą pieniędzy? - zapytała brata.

- Jak się złożymy powinno wystarczyć – stwierdził Słowak, podliczając zawartość swojego portfela. - W razie czego można zapłacić kartą… Myślicie, że za to, że Toris też się wkurzył i wyszedł, należy się jakiś bonus?

- Francji już dziękujemy, za podanie najbardziej niedorzecznych propozycji i przy okazji obrażenie poszkodowanych nacji – powiedział Anglia, rozmasowując sobie skroń.
- Czy ktoś ma dla odmiany jakieś dobre pomysły, które można by przedyskutować? Przy okazji pragnę nadmienić, że nikogo nie zmuszamy do udzielenia pomocy, a osoby, które nie są tym zainteresowane, mogą już opuścić budynek i wracać do swoich spraw.

- Co było nie tak z moją propozycją? - zapytał Ivan.

Wszystko, pomyśleli wszyscy.

- Na początek sugerowałbym zebrać więcej informacji – zaproponował Japonia. - Zarówno na temat MiT-u, jak i tego, co właściwie przydarzyło się Litwie i Polsce, oraz jak to odwrócić.

- Wiesz, myślę, że ta organizacja na pewno posiada dane na temat tego, jak z dwóch państw zrobili dwa legendarne stwory – uznał Chiny.

- Coś mi mówi, że nie będą skłonni podzielić się tą wiedzą – stwierdził Kanada.

- I nie dało się tak od razu? - westchnął Anglia, podpierając ciężko głowę na ręce. - Naprawdę przed rozpoczęciem omawiania tematu jak cywilizowani ludzie, Feliksa i Torisa trzeba było zmienić w tę i z powrotem, a potem jeszcze wkurwić?

- Cóż, Artie… awantura podczas zebrania,to już chyba taka tradycja – uznał Alfred, poklepując Brytyjczyka po ramieniu. - A co do chłopaków… co tu dużo mówić, ostatnio mają naprawdę nieziemskiego pecha.


Taka mnie naszła myśl, może porobimy małe zakłady? Jak myślicie, w ile rozdziałów, uda mi się dobrnąć do końca pierwszej części Fantastycznych? XD

Ponadto mam pytanko, wiem, że już je zadawałam i robi się to już powoli nudne, ale... naprawdę, NAPRAWDĘ, chcecie, żebym z smoczego fika zrobiła romans? (Ja nie mam nic przeciwko, ale wola ludu też jest dla mnie istotna :v)

O tego szkolnego fika to już pytać nie będę, choćby dlatego, że z obecną fazą na Fantastyczne, to prace nad nim są chwilowo zawieszone.
(No ale może się zdarzyć niespodziankowy pierwszy rozdział, co by żądzę chętnych na jego przeczytanie podsycić XD)