Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ry123red. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.
Poprzednio…
- I chcesz naszej pomocy – skończył za mnie.
- Więc… tak. Oczywiście w zamian wysłuchamy każdych postawionych przez was warunków.
- Jeżeli, tylko jeżeli wataha zgodzi się, by pomóc, chciałbym, żeby Jacob przyrzekł, że nigdy więcej nie użyje jego prawa do opuszczenia watahy tylko po to, by mnie do czegoś zmusić – powiedział Sam autorytatywnie. – Po drugie chciałbym, by cały klan Cullenów przyrzekł, że po walce opuści stan Waszyngton.
Bez wahania się zgodziłam. Domyślałam się, że powie coś w tym stylu. Nie winiłam go. Jeżeli pozbyłby się wampirów ze swojego terenu, oszczędziłby wiele niewinnych osób od transformacji w wilki.
- No to mamy umowę. Kiedy tylko Volturi nadejdą, pojawimy się.
- A my damy wam o tym znać.
Wyciągnęłam rękę do uścisku, co zrobił, aczkolwiek niechętnie, po czym wycofał swoją watahę.
Jacob w dalszym ciągu przy mnie stał. Kiedy Leah zawahała się, powiedział jej, by na niego nie czekała.
- Dziękuję ci. Naprawdę – w końcu powiedziałam, wyrażając swoją wdzięczność.
Ponownie Jacob był dla mnie, kiedy tego potrzebowałam. Czy kiedykolwiek skończę z byciem jego dłużniczką za wszystko, co dla mnie zrobił?
- Po to są przyjaciele, prawda? – odparł zwyczajnie, jego ciemna skóra na policzkach lekko się zarumieniła.
Ta. Przyjaciele.
Rozdział 25: Po Prostu Chcę Biec
W miarę zbliżania się do domu stawałam się coraz bardziej podekscytowana. Nie tylko byłam w stanie zrealizować powierzone mi zadanie, ale także zdziałać o wiele, wiele więcej. Teraz, jako że wilki pomogą nam przeciwstawić się Volturi, może będziemy mieli jakiekolwiek szanse.
Jasper i Eleazar – ku niezadowoleniu Esme i Carlisle'a – byli pewni, że będziemy musieli z nimi walczyć. Eleazar twierdził, że gdy Volturi upatrzą sobie danego wampira jako kolejnego członka ich szeregów, będą szli po trupach, byleby tylko osiągnąć cel. W tym wypadku chodziło o mnie – już nie wspominając, że chcieli również Alice i Edwarda. Jedyną przyczyną, dlaczego ich dawno nie wzięli siłą, było to, że Aro nie chciał zrujnować przyjaźni z Carlisle… jeżeli w ogóle można było to nazwać przyjaźnią. Cztery utalentowane wampiry w jednym klanie to jednak za wiele.
Poza tym niezbyt ufałam wizjom Alice. Przez to, że ostatnio była tak tajemnicza i manipulująca, nie mogłam nic poradzić, tylko kwestionować jej każde działanie. Dodatkowo od momentu, w którym wataha zdecydowała o dołączeniu do nas, nie mogła nic zobaczyć. Była kompletnie ślepa.
Zauważyłam, jak Jasper szybko opuszcza dom Cullenów i podchodzi do miejsca, w którym od jakiegoś czasu nieumyślnie stałam.
- Poczułem wcześniej twoje emocje – stwierdził, zbliżając się do mnie.
- Wiem – odparłam, nawet nie próbując ukryć tryumfalnego uśmiechu na twarzy.
Analizowanie mojej postawy oraz emocji zajęło mu minutę. Westchnął.
- Znowu nic nie mogę wyczuć. Mam przeczucie, że nie za bardzo polubię twoją mentalną tarczę – skomentował, po czym wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę domu.
- Czekaj – powiedziałam, zatrzymując go. – Zostańmy tu przez chwilę. Poza tym powinnam zapolować.
Uniósł brwi, zaciekawiony – najwyraźniej zauważył, że miałam coś jeszcze na myśli – i się zgodził.
Wbiegliśmy między drzewa, nie przejmując się informowaniem innych. Prawdopodobnie i tak wszystko słyszeli… wścibskie wampiry.
Zatrzymaliśmy się około mili od domu. Obydwoje usiedliśmy przy tym samym drzewie i się o nie oparliśmy, jego ramię stykało się z moim.
Przez jakiś czas siedzieliśmy w przyjemnej ciszy, po czym Jasper się odezwał.
- Więc co takiego chciałaś mi prywatnie powiedzieć?
Z wahaniem przygryzłam wargę i związałam włosy w kucyk.
Od czego powinnam zacząć? Od tarczy czy planach związanych z wilkami?
Po tym, jak niewierność Edwarda i Alice wyszła na jaw, wydawało mi się, że świat legł w gruzach. Wszystko było takie skomplikowane… i mimo że oszustwo tej dwójki nie było więcej wspominane na głos, nie oznaczało to, że zostało zapomniane. W dalszym ciągu nie miałam pojęcia, co czynić. Wiedziałam, że potrzebowaliśmy ich w tej walce, ale było ciężko. Ciężko było przebywać w ich pobliżu i obserwować, jak udają, że nic się nie stało. Przyrzekam jednak, że wszystko się zmieni, gdy tylko rozprawimy się z Volturi.
- Maleńka? – spytał się, przeczesując ręką moje włosy.
- Wiem. Próbuję tylko zdecydować, od którego momentu zacząć – odparłam, zanim zagłębiłam się w szczegóły na temat tego, co wyjaśniło się w sprawie wilków.
Kiedy doszłam do części na temat tarczy, jego ręce znajdujące się aktualnie w moich włosach zamarły, a na jego twarzy pojawił się cień zaskoczenia.
- I ta tarcza zatrzymała go w locie?
Przytaknęłam.
Przez moment siedział nieruchomo, jego oczy wpatrzone w dal. Bezmyślnie bawił się moimi włosami.
Jak bardzo niewampirzo.
Siedziałam cicho. Domyśliłam się, że potrzebował czasu, by wszystko przemyśleć.
Zastanawiałam się, jak reszta zareaguje na wieści. Czy ktoś się wścieknie na wieść o przymusowym opuszczeniu Forks? Nie powinien. I tak musielibyśmy to zrobić. Poza tym wyprowadzka była stosunkowo małą ceną za przetrwanie.
- Moje pytanie brzmi… dlaczego? Dlaczego twoja tarcza nie jest aktywna przez cały czas? – wymruczał do siebie, przeczesując rękami swoje blond włosy.
- Hmmm… przez większość czasu byłoby to do kitu. Nie pozwoliłabym na wypuszczenie ciebie z jej wnętrza – zażartowałam i szturchnęłam go ramieniem.
Zanim spojrzał mi w oczy, na jego twarzy pojawiło się zrozumienie. Uśmiechnął się.
- Boże… Bello, jak mogłem od ciebie oczekiwać czegoś innego?
Co? A to skąd się wzięło? Mrugnęłam, zaskoczona jego komentarzem.
Kontynuował, widząc wyraz mojej twarzy.
- Kiedy widziałaś, jak Paul skacze w celu zaatakowania Jacoba, użyłaś swojej tarczy po to, by go ochronić. Skoro nie wiesz, jak należy kontrolować twój talent, on po prostu uaktywnia się pod wpływem intensywnych emocji. Jestem pewien, że gdybyś nagle znalazła się w podobnej sytuacji, twoja tarcza ponownie dałaby o sobie znać.
Teoria Jaspera wydawała mi się sensowna. Kiedy byłam świadoma, że Jake nie miał możliwości się przetransformować, bałam się o niego. Pomyślałam również o tych wszystkich sytuacjach, kiedy przy mnie był (mimo, że absolutnie na to nie zasługiwałam) i wiedziałam, że musiałam go chronić.
- Masz rację.
- Wiem.
- Zamknij się – żartobliwie zawarczałam, po czym przymrużyłam oczy na widok jego dumnego uśmiechu.
Wstał i wyciągnął do mnie rękę.
- O pani, może powinniśmy teraz zapolować?
- A czemu by nie. Dziękuję, litościwy panie. Nie mam pojęcia, co bym bez ciebie i twojej wyciągniętej ręki zrobiła – odparłam sarkastycznie, zanim zignorowałam jego ofertę i wstałam o własnych siłach.
- Uparciuch.
- Narcyz.
- Nieświadoma.
- Czego? – spytałam, przechylając na bok głowę.
Smutno się uśmiechnął.
- To nie ma znaczenia.
Rozważałam dalsze zgłębienie tematu, ale w końcu z tego zrezygnowałam. Powie mi, kiedy będzie na to gotowy.
Cicho stanęłam przy jego boku, po czym razem wyruszyliśmy na łowy.
- Zrobiłaś… co? – wykrzyknął Emmett.
- Słyszałeś mnie. Nie tylko przekonałam wilki, żeby z nami nie walczyły, ale także znalazłam w nich sprzymierzeńców w konfrontacji z Volturi – wytłumaczyłam, czując się zadowolona z siebie.
- Dlaczego to zrobiłaś? Nie chcę tych kundli w moim najbliższym otoczeniu! – krzyknęła Irina, jej wypełnione złością oczy skupione na mnie.
- Właśnie zdobyłam dziesięciu dodatkowych wojowników, a ty jedyne, co robisz, to krzyczysz mi prosto w twarz? – spytałam złowrogo, mierząc wzrokiem platynową blondynkę.
- Oni zabili mojego Laurenta! Są potworami i powinniśmy byli się ich pozbyć już dawno temu!
- Boże, nie zaczynaj znowu. Poważnie suko, jestem tobą już zmęczona i rzygać mi się chce na twój widok. Zabierz więc swoją nachalną twarz z mojego pobliża i z dala od mojej rodziny! – wysyczałam, zanim rozszerzyłam swoją obronną tarczę i trzasnęłam nią denerwującą mnie wampirzycę, przez co poszybowała przez pokój prosto za drewniane drzwi.
W końcu. Cisza i spokój.
- Co to było? – spytała Tanya. Miała otwartą buzię.
- Nie wiem. Tak czy inaczej najwyższa pora, by ktoś ją zamknął – powiedziała Rosalie, mierząc wzrokiem Irinę.
- Rose! – delikatnie zbeształa ją Esme. Wyglądała na roztargnioną.
Rose wzruszyła ramionami, po czym przez chwilę podejrzliwie się na mnie patrzyła. W końcu pozwoliłam sobie na drobny uśmieszek.
Wampirzyca porozumiewawczo zachichotała, co spowodowało, że wszystkie oczy się na nią zwróciły.
- Aktualnie… to moja wina – odezwałam się, po czym wystąpiłam o krok do przodu.
- Co? A więc to był wypadek. To ma sens… - rzekł Edward z wyraźnie słyszalną ulgą w głosie.
- Nie. Chciałam to zrobić – poprawiłam go, wskazując głową na złamane drzwi, gdzie Irina powoli się podnosiła.
W całym ferworze wszyscy zapomnieli o tym, by jej pomóc, co sprawiło, że sytuacja stała się jeszcze zabawniejsza.
Przez ich opieszałość na twarzy Jaspera pojawił się cień rozbawienia. Byłam taka zadowolona, że jako pierwszy został poinformowany o ostatnich wydarzeniach.
- Twoja tarcza najwyraźniej objawia się również fizycznie – skomentował Eleazar, który najwyraźniej przeanalizował wszystkie wieści.
- Kiedy opowiedziałam o tym Jasperowi, zgadł, że mój talent ma coś wspólnego z moimi emocjonalnymi reakcjami – wytłumaczyłam. – Mam jednak nadzieję, że niedługo zyskam nad nim całkowitą kontrolę.
- To jest nadzwyczajne, Bello! – powiedział entuzjastycznie Carlisle. – Szala zwycięstwa związana z nadejściem Volturi właśnie przechyliła się w naszą stronę.
- To jest poważnie fajne – rzekł zafascynowany Emmett.
- Dlaczego wszyscy ją chwalą za rzucenie mojej siostry przez ścianę? – zapytała rozwścieczona Kate.
- Może dlatego, że twoja siostra jest kurw… - Rose przerwała zdanie po tym, jak Esme rzuciła jej znaczące spojrzenie.
- Wow. Zapamiętam sobie, by z nią nie zadzierać – wymruczała Tanya, spoglądając na mnie, zanim poszła pomóc Irinie się pozbierać.
Dalej leżała na podłodze? Poważnie?
Tak. Leżała.
- Sądzę, że obydwie powinniście stąd odejść – rzekł Jasper, podchodząc do dwóch sióstr Denali.
- Nie masz tego na myśli – powiedziała Irina, mrugając do niego. – Wiem, że po prostu czujesz się zobligowany do Belli, ale…
- Sądzę, że źle mnie zrozumiałaś – zimno przerwał jej Jasper, jego spojrzenie mroziło krew w żyłach. – Nie jesteście już tutaj chciane, zwłaszcza przeze mnie.
- Ale… ale dlaczego? J-Ja nie rozumiem…
- Zagroziłaś życiu Belli – powiedział powoli. – Tylko przez to, że szanuję waszą odwieczną przyjaźń z Carlisle, nie pozbawiłem was jeszcze głów.
Irina i Kate gapiły się na niego, przerażone.
- Rozumiem. W takim razie odchodzimy – w końcu rzekła Kate, jej głos drżący. – Tanya?
Truskawkowa blondynka rzuciła wzrokiem na Carlisle'a, po czym potrząsnęła głową.
- Zamierzam zostać z Cullenami. Odmówiłam im ostatnim razem, kiedy mnie potrzebowali, więc teraz zostanę i pomogę – powiedziała, ściskając swoje dwie siostry.
- Także zostaję – odezwał się z powagą Eleazar. – Najwyższy czas, bym stawił czoło mojej przeszłości. Carmen, wróć do domu z Kate i Iriną.
Carmen skinęła głową i zebrała dwie wampirzyce, które w dalszym ciągu były zszokowane.
- Proszę, wróćcie do mnie. Obydwoje – poprosiła, spoglądając na Eleazara i Tanyę.
- Do zobaczenia za parę tygodni – odparł czarnowłosy wampir, szybko całując swoją partnerkę, zanim zaczął obserwować odejście ich połowy klanu.
Pomieszczenie zalało poczucie ulgi. Jedna przeszkoda na drodze mniej. Wydawało mi się, jakbym zaledwie wczoraj życzyła sobie odejścia Iriny, a teraz moje życzenie cudownie się ziściło. Przynajmniej miałam Jaspera tylko dla siebie. Nie dlatego, że byłam zazdrosna, czy coś w tym stylu… po prostu tęskniłam za naszym wspólnym spędzaniem czasu.
- Wygląda na to, że wszystko idzie po twojej myśli. Musisz być taka szczęśliwa – powiedziała drwiąco Alice, kiedy obok mnie przechodziła.
A, racja. Alice w dalszym ciągu tu była. Zabawne – byłam pewna, że to ona poszła wtedy do wilków. Najwyraźniej ona i Irina wcale aż tak się nie różniły.
- Nasze liczby się zmniejszają – rzekł Emmett, wskazując na coś oczywistego.
- No proszę cię, ta dwójka ani trochę by się nie liczyła na polu walki – zauważyła Rose, po czym rzuciła okiem na Eleazara. – Bez urazy.
- Aktualnie mam pomysł, jak to naprawić – odpowiedział Carlisle. – Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale będę musiał wykonać kilka telefonów.
Od autorki: Do kogo może dzwonić Carlisle? Jakieś domysły? Sama jeszcze nie zdecydowałam… Dziękuję bardzo za czytanie i mam nadzieję, że rozdział się spodobał! Cieszycie się, że Jasper W KOŃCU obronił Bellę? ;)
Od tłumaczki: Przepraszam, za takie długie – jak na mnie – przerwy, ale i tak bardzo staram się uaktualniać jak najczęściej tylko mogę :) Serdecznie pozdrawiam! Favs, follows, komentarze… zawsze mile widziane!
