Witamy ponownie. Jednak przerwa wyszła krótsza, więc możemy już wkleić następny rozdział. Ustaliłyśmy, że będzie publikowany jako kontynuację, czyli już 26.

Bardzo dziękujemy za komentarze. Teraz już będzie działo się trochę więcej.

Plac przed budynkiem Akademii, w której miał się odbyć egzamin, był zaludniony jak nigdy. Nie dość, że zebrali się tam uczniowie, który mimo że mieli tego dnia odwołane lekcje, przyszli popatrzeć, to jeszcze rodziny kandydatów na jouninów. Naruto zauważył Shikamaru, który stał i potakiwał tylko zrzędzącej mu do ucha matce, a zaraz potem Sakurę ściskaną przez rodziców. Kiba rozmawiał z siostrą, której towarzyszyło kilka psów, a Hinata stała obok ojca, który trzymał rękę na jej ramieniu. Przybyli też ich nauczyciele. Ebisu, Kurenai, Gai… Nawet Kakashi się pojawił, tyle że tym razem bez płaszcza Hokage, w zwykłym stroju jounina.

On i Sasuke stali z boku. Nie mieli krewnych, którzy mogliby im życzyć powodzenia i poklepać pokrzepiająco po plecach. Ale w tym momencie nie było to już tak przygnebiające jak kiedyś. Teraz mieli siebie.

– Naruto! Wszystko będzie dobrze, nie stresuj się!

To spóźniony Iruka pojawił się tuż przed nimi. Miał krzywo związane włosy i rozpiętą kamizelkę. Tak strasznie wczorajszej nocy się denerwował, że nie mógł zasnąć, a kiedy w końcu jakoś mu się udało, to nad ranem po prostu zaspał. Odetchnął ciężko, rozglądając się dookoła. Był kandydatem na przyszłego dyrektora szkoły, bo obecny odchodził emeryturę, więc spóźnienie w tak ważnym dniu było niedopuszczalne, na szczęście nikt chyba tego nie zauważył. Poza tym pędził do Akademii ile sił w nogach z jeszcze z innego powodu. Przecież nie mógł pozwolić, żeby Naruto poszedł na ten egzamin bez żadnych słów wsparcia. Musiał zdążyć i mu życzyć powodzenia.

– Dzięki, Iruka-sensei – uśmiechnął się Naruto. Był naprawdę zadowolony, że jego dawny nauczyciel jednak przyszedł. Przecież to on dał mu jego pierwszy ochraniacz na czoło i awansował z ucznia Akademii na genina. Był pierwszą osobą, która w niego uwierzyła. I zawsze będzie o tym pamiętał.

Nagle drzwi budynku Akademii otworzyły się z takim hukiem, jakby ktoś przynajmniej rzucił wybuchową notkę. Kilka obserwujących sytuację geninów, aż podskoczyło. Mężczyzna, który pojawił się na progu też nie wyglądał jakoś specjalnie zachęcająco. Miał szeroką bliznę, ciągnącą się od oka, aż po kącik ust.

– Gotowy? – zapytał Sasuke, gdy mężczyzna zawołał ich do środka.

Naruto tylko skinął głową. Czuł, jak żołądek ściska mu się w kulkę.

– Powodzenia – rzuciła Temari do wszystkich, jednocześnie żegnając się z Shikamaru krótkim pocałunkiem w policzek.

– A ty nie idziesz? – zdziwił się Naruto, który przynajmniej na chwilę oderwał myśli od egzaminu.

– Przecież ona jest już jouninem, nie pamiętasz? – powiedziała Ino, która nagle znalazła się obok nich. – Shikamaru nie dość, że znalazł się pod pantoflem, to jeszcze jest niżej rangą – zaśmiała się, puszczając oko do Temari.

Shikamaru tylko westchnął, a Naruto dopiero teraz sobie przypomniał moment, kiedy pojawił się w wiosce tuż po wyprawie z Jirayią. Sakura go wtedy o poinformowała o ich nowych rangach, tak samo jak o tym, że Gaara został już wówczas Kazekage. Ale mu wtedy zazdrościł. A Temari, no tak, naprawdę była już od dawna jouninem. Przecież nawet, gdy wszyscy inni męczyli się w bibliotece, ona zjawiała się tam sporadycznie i zwykle szybko znikała. Cholera, on musi zdać ten egzamin – zacisnął pięści.

– No już, wchodźcie do środka – zawołał ich Kakashi. – I, Naruto – zatrzymał go przy drzwiach, kładąc mu rękę na głowie – cokolwiek by się nie działo, nie drzyj się, bo wystraszysz te dzieciaki na placu – mruknął do niego. Wiedział, że zakładanie pieczęci blokującej charkre boli, a Naruto bywał zawsze zbyt hałaśliwy.

– Zdejmijcie kamizelki i zsuńcie bluzy tak, żeby odsłonić jedno z ramion – poinstruował ich mężczyzna stojący przy pokoju, do którego mieli wchodzić pojedynczo.

Po chwili usłyszeli zduszony jęk wydobywający się z wewnątrz. Naruto zmarszczył brwi, ale zanim zdążył o cokolwiek zapytać, podeszła do nich Sakura.

– Założą nam pieczęcie blokujące chakrę, żebyśmy nie mogli ściągać. To już nie jest egzamin na chuunina. – Uśmiechnęła się do nich szeroko, dłużej zatrzymując spojrzenie na Sasuke. Wciąż była zła o wczoraj, ale starała się tego po sobie nie pokazywać. Liczyła, że dzisiaj będzie lepiej i po wszystkim pójdą razem do Ichiraku. – Jak nastroje? Przygotowani na egzamin?

– I jak będą zakładać te pieczęcie? – Naruto zmrużył oczy. Zaczął mieć poważne wątpliwości, czy na pewno tego chce. – Czemu tam tak jęczą?

– Pamiętasz Sennen Goroshi Kakashiego, młotku? – Sasuke pochylił się nad nim i uśmiechnął się złośliwie. – To zakładają tę pieczęć całkiem podobnie.

Naruto słysząc to zbladł i spojrzał na niego z niedowierzaniem.

– Kłamiesz – powiedział słabym głosem. Czasami miał wrażenie, że wciąż czuł tę technikę na sobie. Przeklęty Kakashi!

– Zakładają ją na główne więzy chakry – wytłumaczyła Sakura, która sama nie mogła ukryć uśmiechu, widząc minę Naruto. – W końcu muszą je zablokować, a jednocześnie utrzymać cię przytomnego. To trochę skomplikowane, dlatego potrafią to robić nieliczne osoby.

Naruto skinął głową i szturchnął Sasuke ramieniem, uśmiechając się lekko.

– Kiedyś użyję na tobie Sennen Goroshi, zobaczysz – mruknął.

– Uważaj, żebym ja na tobie nie użył czegoś gorszego. – Sasuke przewrócił oczami. – I lepiej skup się na egzaminie.

W końcu przyszła ich kolej. Naruto jako pierwszy z ich trójki wszedł do gabinetu, w którym zobaczył strzykawki, szczypce i młotki. Zrobiło mu się słabo, ale usiadł na krześle i z ostrożnym zaciekawieniem zaczął przyglądać się całej procedurze. Najpierw jakiś medyk wstrzyknął mu środek pobudzający do żyły, a później jeden z członków klanu Hyuuga przyłożył rękę i zablokował jego główne więzy chakry. Naruto jęknął mimowolnie i poczuł, jak robi mu się niedobrze, ale udało mu się opanować krzyk. To bolało! Medyk podał mu coś do picia i chociaż płyn był okropny, gdy go wypił, wszystko wróciło do normy. Odetchnął z ulgą i wstał z krzesła.

Teraz mógł przejść do kolejnej sali, w której już czekali egzaminatorzy. Musieli wylosować miejsca.

– No nie – jęknął, gdy wyciągnął karteczkę z numerem pięć.

Oznaczało to drugi rząd, środkowe miejsce. Nigdy nie lubił siedzieć na wprost nauczycieli, a co dopiero egzaminatorów. Wiedział, że tu i tak może polegać tylko i wyłącznie na swojej wiedzy, bo jakiekolwiek próby ściągania odpadały przez brak możliwości stosowania technik szpiegowskich, a i ławki były porozstawiane w sporej odległości od siebie, ale mimo to czuł się niekomfortowo. Rozejrzał się dookoła. Obok niego siedziała już Ino, za nim Kiba. Zerknął na Sasuke, który właśnie losował swój numer i chwilę później podszedł do ławki w ostatnim rzędzie. Jak na ironię losu, miejsce obok niego zajęła Sakura, najwyraźniej bardzo z tego faktu zadowolona. Poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku. Okej, niby był przygotowany, ale zawsze uczył się z Sasuke. To on, za każdym razem, gdy czegoś nie rozumiał, był przy nim. A teraz siedział na drugim końcu sali i… I no po prostu wiedział, że będzie mu brakowało jego wsparcia.

– Naruto… – Poczuł czyjąś rękę na ramieniu. – Daj z siebie wszystko. – To Shikamaru, który wszedł jako jeden z ostatnich, próbował dodać mu otuchy. Jako doradca Hokage był na bieżąco i wiedział, jak ciężko było mu się tego wszystkiego nauczyć.

– Jasne, nie ma się o co martwić… – Naruto potarł ręką włosy, a po chwili odwrócił głowę, łapiąc wzrok Sasuke. Jego czarne oczy wpatrywały się w niego uważnie, zupełnie ignorując mówiąca coś do niego Sakurę. Zauważył też Hinatę, która ze zdenerwowania ściskała w ręku ołówek. Jedynie Sai wydawał się wyluzowany, a na jego ustach błąkał się ten jego specyficzny uśmiech.

Na podwyższenie naprzeciwko wkroczyły trzy osoby: Hokage, jakiś zamaskowany ANBU i mężczyzna z blizną, ponoć jeden z najlepszych jouninów Wioski Liścia. Tak przynajmniej poinformowała go wcześniej Sakura. Po chwili jeden z asystentów stojących pod ścianą rozdał arkusze.

– Gotowi? – zapytał Kakashi. – Macie trzydzieści pytań i dwie godziny na napisanie odpowiedzi. Pamiętajcie, tym razem naprawdę liczy się wasza wiedza. Jako jounini będziecie musieli wykazać się znajomością wielu zagadnień, część z was na pewno dostanie pod opiekę własne drużyny. Skupcie się i do dzieła – zakończył monolog Kakashi i odsunął się, patrząc na nich wszystkich.

To byli naprawdę silni shinobi, był pewien, że wszystkim uda się zdać, choć, czego miał świadomość, Iruce trzeba będzie podać środki uspokajające, tak się martwił o Naruto. Teraz zapewne siedział przed salą na ławeczce i najprawdopodobniej obgryzał z nerwów paznokcie.

Sasuke na sygnał odwrócił swój arkusz z pytaniami. Pierwsze dotyczyły teorii ogólnej, potem były te z dziedziny ninjutsu, tajjutsu i genjutsu. Przebiegł wzrokiem każde z nich. Poza może dwoma, każde omawiał z Naruto. Powinien dać sobie radę. Spojrzał na niego. Siedział w swojej ławce i nerwowo odchylają głowę, jakby próbował nabrać powietrza, wpatrywał się w lekko uniesioną kartkę. Poza tym gryzł ołówek.

Sasuke pochylił się nad arkuszem i zaczął po kolei wypełniać puste miejsca pod pytaniami, ale co chwilę zerkał na Naruto, bo on nadal się nie ruszył, nie zaczął pisać. Zirytował się. Dlaczego on, do cholery, nic nie robił, tylko gapił się w tę kartkę? Przecież znał odpowiedzi, uczyli się tego. Sasuke poczuł, jak ogarnia go dziwne uczucie niepokoju. Najchętniej potraktował by tego młotka „delikatnym" Chidori, żeby wreszcie zaczął myśleć i odpowiadać na pytania, ale miał zablokowaną charkę. Już zastanawiał się, co powinien zrobić, gdy w końcu Naruto pochylił się, wyjął ołówek z ust i zaczął pisać.

Pytania nie były łatwe, Sasuke sam musiał to przyznać. Wymagały od nich skupienia, zastanowienia się i uważnego przeanalizowania różnych sytuacji. Niektóre były bardzo podchwytliwe i na jednym Sasuke o mało sam nie popełnił błędu przez nieuwagę. Niestety, Naruto, chociaż siedział tak daleko, wciąż odciągał jego uwagę i co jakiś czas zerkał na niego, żeby upewnić się, że cokolwiek pisał. Miał szczerą nadzieję, że z sensem i że dostrzeże pułapki czające się w kilku pytaniach.

Pierwszy wyszedł Shikamaru. Ciężko było stwierdzić, czy wyglądał bardziej na znudzonego, czy zmęczonego tym egzaminem. Sasuke sam już czuł zmęczenie, ale na szczęście kończył pisać odpowiedź na ostatnie pytanie, więc i on był gotowy na oddanie swojego arkusza. Przejrzał go jeszcze uważnie i nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł. Dostali wolną kartkę na notatki, a wiedział, że Naruto na pewno nie będzie znał odpowiedzi na dwa pytania. Wahał się przez chwilę, ale wreszcie oderwał kawałek i napisał podpowiedź na skrawku. Spróbował zrobić to lakonicznie i dobrać inne słowa, bo wiedział, że nie mógł się rozpisywać. W końcu wstał, w jednej ręce trzymając swój arkusz i ołówek, w drugiej zgnieciony kawałek papieru. Przechodząc obok ławki Naruto, rzucił mu go.

Naruto poczuł, jak coś ląduje mu na kolanach. Oderwał głowę od swojej kartki, patrząc na mijającego go i podchodzącego do egzaminatorów ze swoim arkuszem Sasuke, który jednak nawet nie odwrócił się w jego stronę. Potem, nadal na niego nie patrząc, poszedł w kierunku wyjścia. Zaraz za nim, jak zauważył, ruszyła Sakura.

Naruto zgniótł w ręku to, co mu spadło na spodnie, jak się okazało – zwitek papieru, ale nadal patrzył na nich. Wiedział, że oboje mieli dużo większą wiedze od niego, ale zawsze to jednak Sakura była z nich najlepsza w teorii i powinna skończyć swój egzamin wcześniej.

– Naruto – usłyszał syk Ino. – Nie gap, się tylko pisz.

Tak, racja. To egzamin na jounina. Musi go zdać. Rozwinął pod stolikiem zwitek papieru, na którym rozpoznał pismo Sasuke. „16. Nintaijutsu. Raikage. Tryb Chakry Uwolnienia Błyskawicy". Naruto zerknął na pytanie szesnaste. „Z czym można połączyć taijutsu, żeby zwiększyć siłę ataków fizycznych i gdzie zostało to zastosowane. Podaj przykład". Naruto uśmiechnął się lekko i dyskretnie schował kartkę do kieszeni. Sasuke… Wiele ryzykował, rzucając mu ściągę. Ale tym razem niepotrzebnie. Bo na to akurat pytanie odpowiedź znał. W końcu miał wiele do czynienia z Raikage i jego bratem, Bee. Zdążył się o nich i o ich sposobie walki sporo dowiedzieć i tu już wcześniej napisał wyczerpującą odpowiedź. Jednak, jakby nie było, sam fakt, że Sasuke chciał mu pomóc w ten sposób, podniósł go na duchu. Odwrócił arkusz. Zostały mu pytania z dziedziny genjutsu. Znów uśmiechnął się sam do siebie, czytając je. A potem, przypominając sobie sytuacje, w których razem się tego uczyli, wszystko mu się przypomniało. Czerwona książka, Sasuke tłumaczący mu cierpliwie, krok po kroku, każde zagadnienie, Sasuke budzący go, gdy poszedł po jakiś zwój, a on zasnął z głową na stole w bibliotece, Sasuke, w jego własnym mieszkaniu, dający mu do czytania fragment…

– Genjutsu ani żadnej iluzji nie można rzucić na samego siebie – wymamrotał i wpisał odpowiedź na pytanie dwudzieste piąte.

O tak. To wiedział na pewno. W końcu od tego wszystko się zaczęło. On i Sasuke. Razem. Westchnął i wrócił myślami do kilku ostatnich pytań, z zadowoleniem przyjmując fakt, że zna na nie odpowiedź.

Kiedy wstawał i podchodził do egzaminatorów, czuł, że poszło mu przynajmniej dobrze. Te wszystkie dni i noce zarwane w bibliotece nie poszły na marne.

Ruszył do drzwi, a zaraz za nim wyszły Ino i Hinata, które też już skończyły.

– To jak, idziemy do Ichiraku? – zawołała entuzjastycznie Sakura, widząc ich w drzwiach. Siedziała razem z Sasuke i Shikamaru na ławce przed budynkiem Akademii. Wszyscy wiedzieli, że na wyniki poczekają przynajmniej ze trzy godziny, ale jakoś nie chcieli się rozchodzić.

– Poczekajmy na resztę. – Ino ostudziła jej entuzjazm. Domyślała się, że Sakura aż rwie się, żeby pójść na ramen z Sasuke, ale Sai jeszcze pisał egzamin, zresztą, tak jak choćby Tenten, Chouji, Shino, Lee i Kiba.

Nikt nie zdziwił się specjalnie, gdy Sasuke wstał z ławki i odciągnął Naruto na bok.

– I jak ci poszło? – spytał, nadal trzymając go za ramię.

– Chyba dobrze. Dzięki, draniu, za ściągę. Przydała się. – Naruto uśmiechnął się szeroko. W końcu nieważne, co było napisane na tym skrawku papieru, ważne, że Sasuke zrobił to dla niego. I w tym momencie strasznie żałował, że nie może chwycić go za kamizelkę, przyciągnąć do siebie i pocałować.

– Odpowiedziałeś na wszystkie pytania? – Sasuke skinął głową, zachowując kamienny wyraz twarzy.

– No tak, na wszystkie. Było dużo z rzeczy, o których uczyliśmy się razem.

– Wiem. Dobrze, że mamy to za sobą. – Sasuke w końcu pozwolił sobie na lekki uśmiech i rozluźnienie. – Które poszło ci najgorzej?

– Nie wiem, w sumie chyba te z historii shinobi. Wiesz, że tego nienawidzę – mruknął Naruto i westchnął ciężko, zakładając ręce za głowę. – Te z genjutsu były bułką z masłem.

– Tak? – Sasuke uniósł brwi i spojrzał na niego sceptycznie.

– Jasne, jestem teraz specjalistą w tej dziedzinie.

– I jak ci poszło, Naruto? – Usłyszeli nagle Sakurę, która podeszła do nich, uśmiechając się szeroko. – Szybko wyszedłeś.

– Bo nie było aż tak źle.

– Jestem ciekawa, jaki będzie egzamin praktyczny – westchnęła. Wiedziała, że Sasuke i Naruto nie sprawi on żadnego problemu, w przeciwieństwie do niej. Teraz czuła się pewnie, ale na polu bitwy czasami traciła odwagę, chociaż nie chciała tego po sobie pokazać.

– Dostaniemy indywidualne misje do wykonania. – Naruto wzruszył ramionami. – Wolałbym drużynowe, no ale…

– Zaraz, a ty skąd wiesz? – zapytał autentycznie zdziwiony Sasuke.

Sakura też wydawała się być zaskoczona.

– Kakashi-sensei mi powiedział. Zapytałem i… Czekaj, to wy nie wiedzieliście? – Naruto spojrzał zdezorientowany na swoich przyjaciół, którzy chyba po raz pierwszy w życiu byli zgodni w swojej reakcji.

Zarówno Sasuke, jak i Sakura mieli identyczne, lekko głupie miny, bo, do cholery, przecież to było tak banalnie proste. Dlaczego wcześniej żadne z nich nie wpadło na pomysł, żeby po prostu, zwyczajnie zapytać Hokage czy kogoś innego o drugą część egzaminu. Co prawda do tej pory skupiali się głównie na nauce, ale przecież każdy gdzieś tam zastanawiał się, jaki będzie następny etap, jeżeli uda się zdać teorię.

– Ja… No nie… – zmieszana Sakura nie wiedziała, co powiedzieć. Po raz pierwszy chyba Naruto okazał się od nich sprytniejszy. Pocieszał ją jedynie fakt, że Sasuke najwyraźniej też nic nie wiedział. No dobra, więcej niż pocieszał. – Sasuke-kun, ty na pewno wypadniesz najlepiej – uśmiechnęła się do niego.

– Pewnie tak, bo znając Naruto, to już na początku coś pokręci i zgubi się gdzieś w lesie.

– Draniu, odczep się, na pewno będę lepszy od ciebie.

– Tak? A chcesz się założyć? – Sasuke spojrzał na niego rozbawiony, a w jego oczach pojawił się doskonale znany Naruto błysk rywalizacji.

Już miał odpowiedzieć, że jasne, pokaże mu, jakim jest wspaniałym ninja, ale coś go powstrzymało. Przypomniał sobie ostatni pomysł Sasuke, kiedy to w zamian za ten piknik, musiał robić wszystko, co on mu kazał. Znając go, teraz wymyśliłby coś równie głupiego.

– Odwal się, nie zakładam się z tobą – mruknął.

Sasuke tylko parsknął. Był niemal pewien, że pomyśleli o tym samym. Naruto ubrany tylko w fartuszek, robiący mu śniadanie, no dobra, coś, co miało być śniadaniem, Naruto biegający na posyłki po książki i zwoje, Naruto bez żadnego sprzeciwu spełniający każdą z jego zachcianek. O, tak! Takie dni mogłyby zdarzać się częściej. Nie, żeby na te, które ostatnio spędzali razem, jakoś specjalnie narzekał, no ale…

– Idziecie? – dobiegł ich głos Ino.

Dopiero teraz zorientowali się, że wszyscy z ich rocznika razem z Tenten i Lee wyszli już z sali egzaminacyjnej i stali przy jednej z ławek, najwyraźniej na nich czekając. Gdzieniegdzie widać też było małe grupki starszych chuninów, którzy również podchodzili do egzaminu.

– Pewnie! – Naruto aż ślinka napłynęła na myśl o ramenie. I to jeszcze w towarzystwie wszystkich przyjaciół.

W Ichiraku o tej godzinie nie było zbyt wiele ludzi, udało im się zdążyć przed największym ruchem, więc połączyli stoliki i rozsiedli się wygodnie w nowo wybudowanej sali. Mieli dla siebie trzy godziny, może trochę więcej, dopóki nie sprawdzą ich testów. Już jutro był kolejny etap egzaminu, co chwilę wcześniej oficjalnie ogłosił mężczyzna z blizna, więc egzaminatorzy musieli się pośpieszyć z ogłoszeniem wyników.

Sasuke jak zwykle usiadł obok Naruto i nie skomentował tego, że Sakura zajęła miejsce obok nich. Zamówili jedzenie, a Naruto jeszcze chwilę rozmawiał z właścicielem, chwaląc się, że właśnie wrócili z teoretycznej części egzaminu.

– Byłam pewna, że będziemy wykonywać misje grupowo.

– Teraz już nie jesteśmy drużynami. Każdy z nas będzie w przyszłości pracował sam lub z przypadkowymi ludźmi, ewentualnie uczył geninów – odpowiedział jej Sasuke. – Tylko na ważniejsze misję będziemy wyruszali razem.

– Kakashi-sensei mówił mi o jednej – rzuciła nagle i zaczerwieniła się. – To znaczy... – zawahała się. Tak, Kakashi wspominał o tych misjach specjalnych, ale prosił, by na razie o tym nie rozmawiać. Kazał im się skupić na egzaminie.

Sasuke spojrzał na nią uważnie, ale wtedy do stolika wrócił Naruto i objął go ramieniem, ciągnąc w swoją stronę.

– Zamówiłem ci, draniu, ramen! Musisz nabrać trochę ciałka przed jutrzejszym egzaminem! No nie, Chouji? – zapytał i zaśmiał się głośno, jak zwykle zwracając na siebie uwagę wszystkich w restauracji.

– Puszczaj mnie, idioto! – Sasuke skrzywił się i szturchnął Naruto między żebra. Dokładnie znał jego najbardziej wrażliwe miejsce, więc Naruto od razu zwinął się, zasłaniając bok ciała.

– Sam jesteś idiotą! Człowiek chce być miły, a ty się tak odpłacasz!

– Nie zachowuj się jak dzieciak. Masz być za niedługo joninem. O ile oczywiście zdasz egzamin – prychnął Sasuke i pokręcił głową.

– Uważaj, żebyś ty go zdał! – wrzasnął Naruto.

A potem zaczęło się to, co zwykle, gdy żaden nie chciał odpuścić. Przepychanki słowne, dogryzanie sobie z najbardziej błahych powodów, wrzaski Naruto i spokojne, ale ironiczne odpowiedzi Sasuke.

Reszta znajomych przestała zwracać na nich uwagę, zajęta swoimi sprawami. Tylko Sakura i Shikamaru przyglądali się tym wymianom zdań – Sakura z rozdrażnieniem, a Shikamaru raz za razem wzdychając ciężko i mrucząc pod nosem, że obaj są naprawdę kłopotliwi. W końcu jednak, przez zbyt głośnie krzyki, Ino, która próbowała rozmawiać z pozostałymi na temat egzaminu, nie wytrzymała i zerwała się z miejsca.

– Możecie przestać się kłócić? Słychać was w całym Ichiraku – warknęła. Miała nienajlepszy humor, bo wiedziała już, że na kilka pytań odpowiedziała źle. – I wiecie co? Mam nadzieję, że kiedy już zdacie ten egzamin, rozdzielą was i wyślą na zupełnie różne misje. Najlepiej do pary z dziewczynami – prychnęła i szturchana przez Shikamaru, usiadła z powrotem na swoim miejscu, czując jednak, że przez ten wybuch rozładowała w jakiś sposób towarzyszący jej jeszcze przed chwilą stres.

Sai chciał już zacytować jeden ze swoich poradników i powiedzieć coś na temat „par z dziewczynami", ale widząc wzrok Ino, zrezygnował.

– Oczywiście, moja piękna – odpowiedział tylko na to nieme ostrzeżenie i uśmiechnął się w swój specyficzny sposób.

– Eh, Sai, ty to wylądujesz pod pantoflem, tak jak ten tam, mówię ci – zaczął się śmiać Kiba, nie zważając na zdegustowane spojrzenie Shikamaru, którego wskazał ruchem głowy.

– Pod pantoflem? – Sai spojrzał na niego zdziwiony. Niektórych potocznych zwrotów nadal jeszcze zbyt dobrze nie znał.

– No, że baba tobą rządzi! – Kiba zaśmiał się jeszcze głośniej, uchylając się jednocześnie przed pięścią Ino, która w tym momencie wykazywała się taką samą brutalnością, jak zazwyczaj Sakura. – Ciekawe, kto będzie następny. Może ty, Naruto? – zarechotał, uważając, że wybitnie udał mu się żart. W końcu nadal był przekonany, że jego przyjaciel nigdy nawet nie był na randce.

Naruto już chciał coś powiedzieć, na szczęście właśnie rozległ się głos właściciela, który krzyczał w ich stronę, że kolejne porcje czekają, więc rzucił się po swój ramen.

I chyba tylko przez to, że wreszcie zatkali sobie usta makaronem, udało im się już więcej nie pokłócić.

Zjedli w spokoju, omawiając przy okazji poszczególne pytania. Naruto zdawał sobie sprawę, że chociaż w niektórych rzeczach się pomylił, jednak na większość odpowiedział dobrze i wszystko wskazywało na to, że nie tylko zda, ale że zda z całkiem niezłym wynikiem. Kiedyś to nie byłoby możliwe, jednak lekcje z Sasuke i spędzanie tyle czasu w bibliotece rzeczywiście bardzo dużo pomogły.

– Co jesteś taki zadowolony? – zagaił go Sasuke, kiedy już wracali do budynku Akademii. Zostało im jeszcze pół godziny do ogłoszenia wyników, ale woleli już zaczekać na miejscu.

– A tak jakoś. – Naruto wzruszył ramionami. – Coś mi mówi, że będzie całkiem nieźle z tym testem. – Uśmiechnął się szeroko do Sasuke. – Nawet się nie stresuję. No, może trochę…

Sasuke odpowiedział na uśmiech. On wiedział, że na pewno zaliczy egzamin z wysokim wynikiem, ale nadal mimo wszystko bał się o Naruto. On często robił coś impulsywnie i tak samo impulsywnie mógł wpisywać odpowiedzi. A niektóre pytania naprawdę miały w sobie tak zwane haczyki i na tym Naruto mógł się wyłożyć. Oby nie.

Pod budynkiem już czekał Iruka, który najpierw wypytał wszystkich, jak im poszło, a później odciągnął Naruto na bok, żeby z nim porozmawiać. Denerwował się okropnie. Naruto często szybciej coś robił, niż myślał. A jeżeli tak samo było na egzaminie? Stresował się chyba bardziej niż on sam. Jego uczeń! Zresztą, nie tylko uczeń. To był przecież Naruto. Musiał zdać! Nie było innej opcji! Jak nie, to pójdzie do Kakashiego i zażąda ponownego sprawdzenia egzaminu. Spojrzał na budynek Akademii i westchnął ciężko. Zwykle to on tu egzaminował dzieci, które miały zostać geninami. Pamiętał egzamin Naruto. Nieudany, wręcz karykaturalny. A teraz? Kto, widząc tamtego niezbyt zdolnego dzieciaka, powiedziałby, że stanie się tak potężnym shinobi. Uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu. Wierzył w Naruto.

Zamienił z uczniami jeszcze kilka słów i odszedł, życząc wszystkim jak najlepszych wyników.

– Iruka-sensei musiał już iść na zajęcia – oznajmił Naruto, kiedy wrócił do reszty. – Ale powiedział, że już chyba kończą sprawdzać nasze testy.

– Ten stres mnie dobije – jęknęła Ino, chowając twarz w dłoniach.

Sai starał się ją pocieszyć, ale nie dawało to żadnego efektu. Zresztą, nie tylko ona się denerwowała. Chouji, mimo że przed chwilą zjadł kilka porcji ramenu, teraz kończył już trzecią paczkę chipsów, wpychając je sobie garściami do ust, Kiba czochrał Akaramaru tak mocno, że zostały mu w rękach kępki jego sierści i nawet zawsze optymistycznie nastawiony Lee wytrzeszczał oczy jeszcze bardziej niż zwykle, przypominając żuka czy innego robaka.

Naruto, mimo że do tej pory był w miarę spokojny, w momencie, gdy zobaczył w drzwiach jednego z egzaminatorów, poczuł, że żołądek podjeżdża mu do gardła i zupełnie niekontrolowanie chwycił i ścisnął rękę Sasuke. Przez te ostatnie tygodnie tak się przyzwyczaił do jego bliskości, że czasami po prostu się zapominał.

– Idziemy. – Shikamaru szturchnął ich i pokręcił głowa, robiąc sugestywną minę. Ostatnio często o nich myślał i zastanawiał się, co byłoby najlepszym rozwiązaniem. Nie miał już złudzeń, że to była tylko chwilowa fascynacja, ci dwaj wyglądali, jakby byli w sobie zakochani. Wiedział, że kiedy skończą się te wszystkie egzaminy, będzie musiał z nimi porozmawiać i zapytać, co zamierzają z tym zrobić. Bo to ukrywanie się przed innymi szło im naprawdę marnie, więc tylko czekać, kiedy zobaczy ich kolejna, tym razem niezbyt dyskretna osoba.

Weszli do sali, tworząc na środku niezbyt skoordynowaną grupkę.

Kakashi, siedząc za biurkiem, trzymał w rękach gruby plik arkuszy. Spojrzał na nich uważnie, a potem zaczął wyczytywać nazwiska. Alfabetycznie.

Naruto patrzył na uszczęśliwioną Sakurę, która osiągnęła prawie że maksymalny wynik, Kibę, który jako tako, ale jednak zdał, czy w końcu Lee, który wystrzelił z pomieszczenia jak z procy, krzycząc, że Gai-sensei będzie z niego dumny. Kilku nieznanych mu chuninów niestety nie zdało i wtedy zaczął się w naprawdę denerwować. W końcu doszło do litery U i Kakashi podał sumę punktów Sasuke. Tak, jak się można było spodziewać, zdał z jednym z najwyższych wyników. Naruto zacisnął ręce, które lekko mu się spociły. Wiedział, że teraz jego kolej.

– Uzumaki Naruto…

Podszedł na drżących nogach do Kakashiego. Okropnie się denerwował. A co, jeżeli się pomylił albo te odpowiedzi nie były wystarczające? Sasuke przecież mu powtarzał, żeby się za każdym razem kilka razy zastanowił, dopóki coś napisze. A on jak zwykle pisał to, co mu wpadło do głowy. Dużo się uczyli, wiele rzeczy znał na pamięć, ale mógł równie dobrze zapomnieć o jakimś istotnym elemencie. Przełknął ciężko. Spojrzał na Hokage, który teraz ubrany już w swój biały płaszcz, robił dużo większe wrażenie. Podając jego arkusz egzaminacyjny, przytrzymał go dłużej, nie pozwalając mu go od razu zabrać. Spojrzał na niego twardo i tak jakoś, że serce podeszło Naruto do gardła, gdy zdał sobie, że... że naprawdę mógł jednak nie zdać…