5 kwietnia 2009
Przyjaciele spoglądali na mnie jakbym właśnie postradała zmysły. Ich miny świadczyły o tym, że nie specjalnie wiedzą, czy mają zacząć się śmiać, czy płakać nad moją głupotą.. Jas i Diabeł spoglądali po sobie ze zdezorientowanymi minami, Draco natomiast wpatrywał się gniewnie prosto w moje oczy..
– Nigdzie cię nie puszczę, rozumiesz?- wysyczał.- Ani do ojca, ani tym bardziej do tych ześwirowanych wampirów!
– Nie nazywaj ich świrami!- warknęłam.- I już ci zdaje się powiedziałam, że nie masz w tej kwestii specjalnie dużo do gadania!- dodałam hardo spoglądając w jego oczy.- Idziesz, czy mam iść sama?- zapytałam po chwili.
– Rób co chcesz, ja i tak nie mam nic do gadania!- odparł sucho, po czym wstając od stołu wyszedł z Sali, obrażony na cały świat.
– Eeeemmm… chyba trochę przesadziłaś.- powiedział delikatnie Zabini.
– Ja? A on niby jest święty, co?- warknęłam zirytowana.- Ale wiesz Diable, może zostawmy ten temat, bo z wami też się pokłócę… Idę do taty. Wrócę pewnie po południu, pa!- cmoknęłam ich w policzki i ruszyłam w stronę wyjścia.. Byłam zła. Gniewałam się na niego za to, że zachowuje się tak dziecinnie i na siebie, że tak wybuchłam.. Ostatnią rzeczą jaką chciałam było to, żeby się na mnie pogniewał.. Ze złości kopnęłam w leżący przede mną kamień, co absolutnie nie poprawiło mi humoru. Wręcz przeciwnie.. teraz poza irytacją związaną z kłótnią z ukochanym, czułam jeszcze tępy ból w stopie. Klnąc pod nosem, w baaardzo niecenzuralny sposób, zagłębiłam się w Zakazanym Lesie, a kiedy odeszłam już na odpowiednią odległość poza chroniony teren szkoły, bez większego zastanowienia teleportowałam się przed rezydencję Malfoyów. Moja złość nieco przybledła pod wpływem nieprzyjemnej podróży, szkoda tylko, że stopa ciągle mnie bolała..
– Zachciało mi się hollywoodzkich fochów, rodem z tanich romansów.- westchnęłam wspinając się po schodach prowadzących na ganek.
– Hermiona?- usłyszałam swoje imię. Rozejrzałam się bacznie wokół siebie, okazało się, że to wołała mnie Narcyza, wracając zapewne z jakiejś przechadzki po okalających posiadłość terenach.
– Witaj Narcyzo.- uśmiechnęłam się do kobiety.- Wybacz, że znów bez zapowiedzi, ale..
– Co też ty mówisz, kochana.- blondynka objęła mnie ramieniem.- Nasz do to jest też twój dom i jego drzwi zawsze stoją dla ciebie otworem.- powiedziała otwierając przede mną drzwi.- Pewnie masz sprawę do ojca, co?- zagadnęła.
– A jakże by inaczej.- odparła- I to na tyle drażliwą, że pokłóciłam się o to z Draconem.- dodałam smutno.
– Chodź, opowiadaj.- powiedziała, ciągnąc mnie do kuchni, tym samym odciągając od schodów na które właśnie miałam zamiar wejść.
– Och… nie ma o czym.- zełgałam.- Mała różnica zdań.
– Tak, tak.. a mój syn pewnie zrobił z igły widły. Taka natura Malfoya.- tłumaczyła go z delikatnym uśmiechem.
– Cóż.. pewnie tak, ale po części to też moja wina.- przyznałam szczerze. A potem sama nie wiedziałam, kiedy potok słów zaczął wypływać z moich ust. Opowiedziałam jej o liście i zaproszeniu, pokrótce przybliżyłam historię Cullenów, oraz opisałam stanowisko przyjaciół w tej sprawie.. No i oczywiście opowiedziałam o reakcji Dracona. Narcyza słuchała mnie w skupieniu, nie przerywając ani jednym słowem. A kiedy w końcu zakończyłam swój wywód, uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie..
– Przejdzie mu.- zawyrokowała.- Jest zakochany, prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu, więc się o ciebie boi, ale znając jego to przemyśli wszystko i mu przejdzie.- mówiła sącząc kawę.- Nie obiecuję ci, że to będzie szybko, ale w końcu pewnie zrozumie, że te wampiry nie stanowią dla ciebie zagrożenia… Daj mu czas. Albo spróbuj z nim porozmawiać. Tylko spokojnie.- poradziła.
– Dziękuję.- szepnęłam z uśmiechem.
– Zawsze do usług.- zaśmiała się.- W końcu kto lepiej zrozumie naturę Malfoya, niż ja?- dodała z szerokim uśmiechem.- Noo a teraz leć już do ojca.- zaproponowała.
– Aaaa tak, faktycznie!- zgodziłam się. Tak się z nią zagadałam, że niemal zapomniałam po co tutaj przyszłam. Uśmiechając się do niej raz jeszcze, niespiesznie ruszyłam w kierunku holu. Już po chwili stałam przed znanymi mi już dobrze drzwiami do gabinetu ojca. Zanim jeszcze zdążyłam zapukać, zza drzwi usłyszałam jego głos:
– Wejdź, wejdź Hermiono!- „Skubany!" pomyślałam, ale bez najmniejszego zawahania nacisnęłam na klamkę.
– Witaj tato!- przywitałam się widząc go stojącego obok okna. Zwrócił ku mnie swoje spojrzenie, a mnie poza kolejny zachwycił widok jego oczu.. Wspaniałych czekoladowych źrenic osadzonych w twarzy potwora. Oczu, które odziedziczyłam po nim..- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- zapytałam bez ogródek.
– Słyszałem jak rozmawiasz z Narcyzą.- odparł.
– Czy przed tobą cokolwiek da się ukryć?- westchnęłam siadając na jego fotelu.
– Nie sądzę.- odparł, podchodząc do kominka tak, że teraz stał przodem do mnie. W odpowiedzi jedynie się uśmiechnęłam.- Wiem też, po co przyszłaś. I od razu zaznaczam, że stoję na podobnym stanowisku co Draco.- dodał spoglądając na mnie poważnie.- To niebezpieczne…
– Bzdura, a nie niebezpieczne!- warknęłam butnie.- Gdyby chcieli mi coś zrobić, to zapewniam cię, że kilka lat temu mieli ku temu wiele dobrych okazji! Chcę jechać i pojadę!
– A więc po co przyszłaś, skoro z góry zakładasz, że pojedziesz?- zapytał przeszywając mnie spojrzeniem.
– Bo myślałam, że kto jak kto, ale ty mnie zrozumiesz. No, ale jak widać pomyliłam się!- dodałam kwaśno, wstając z fotela z zamiarem wyjścia z pokoju.. pewnie nie omieszkując również porządnie trzasnąć drzwiami.
– A ty dokąd się wybierasz?- zapytał widząc mój ruch.
– Z powrotem do szkoły.- odparłam sucho.
– Siadaj!- rozkazał.- Czy ja ci powiedziałem, że nie możesz jechać?- zapytał, kiedy nieco się uspokoiłam.- Jedź jeśli chcesz. Ale zastanów się dobrze, czy dla przeszłości warto ryzykować przyszłość.- powiedział łagodnie, przysiadając na oparciu fotela.- Sama widzisz co się dzieje. Draco się gniewa, ty jesteś zła.. A wszystko przez jakiś głupi list. Naprawdę warto?
– Warto.- odparłam pewnie.- A i Draco w końcu przestanie się boczyć. Pogadam z nim i najwyżej niech jedzie ze mną i sam się przekona!- obiecałam. Nie mogłam jednak opanować uśmiechu. Czułam, że jestem na wygranej pozycji..- To jak? Mogę?
– Ehhh Hermiono, Hermiono… wiedziałaś, że się zgodzę jeszcze zanim tu przyszłaś, co?- uśmiechnął się pobłażliwie. Lubiłam go takiego.. Wydawał mi się wtedy taki.. taki normalny.
– Pewności nie miałam.- odparłam.- Ale miałam nadzieję.
– A co by było, gdybym powiedział NIE?- zapytał.
– I tak bym pojechała.- powiedziałam butnie.
– Ehhh moja krew!- poczochrał mnie po włosach.- Czyli nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci udanej zabawy… a im szczęścia w pilnowaniu instynktów, bo na Merlina przyrzekam, że jeśli coś ci zrobią, to mój gniew będzie straszny!- zagroził i na chwilę jego twarz znów przybrała upiorny wyraz… Nie żartował.
– Nic mi nie zrobią.- zapewniłam. Jeżeli na świecie czegoś mogłam być pewna, to tego, że w towarzystwie tej niezwykłej rodzinki będę bezwzględnie bezpieczna.
– Niech ci będzie! Ale proszę cię, załatw też sprawę z Draconem. Wygląda na to, że chłopak wziął sobie głęboko do serca moje polecenie… Nawet trochę za głęboko i naprawdę się w tobie zakochał.- westchnął.
– Przeszkadza ci to?- zapytałam nieco zdezorientowana.
– A tobie?- odpowiedział pytaniem na pytanie, głęboko zaglądając w moje oczy. Wiedziałam, że stara się spenetrować moje myśli, ale nie ze mną te numery.. Może i jest moim ojcem, ale do mojej głowy nie wpuszczę go na pewno!
– Ani trochę.- odpowiedziałam z uśmiechem.
– A więc znasz też moją odpowiedź na twoje pytanie.- odparł.- Może to zabrzmi irracjonalnie z moich ust, ale ja naprawdę chcę, żebyś była szczęśliwa. Dość już w życiu wycierpiałaś, będąc uważaną za zwykłą szlamę.
– Zapewniam cię, że teraz kiedy jestem twoją córką i kiedy wszyscy o tym wiedzą, cierpię niewiele mniej.- odparłam smutno.
Nie zdążył jednak odpowiedzieć, ponieważ w chwili, kiedy otwierał usta, ktoś zapukał do drzwi i nie czekając na zaproszenie wszedł do środka…
– Panie mój.- Lucjusz Malfoy ukłonił się z szacunkiem.
– Lucjuszu, czy ja zaprosiłem cię do środka?- zapytał zimno ojciec. Spojrzałam na niego i z przerażeniem stwierdziłam, że ciepły brąz jego oczu, ustąpił miejsca krwistej, przerażającej czerwieni..- Jestem zajęty.
– Pani mój, chciałem tylko złożyć raport..
– POWIEDZIAŁEM MALFOY, ŻE NIE TERAZ!- wrzasnął ojciec. Znów wyglądał strasznie, znów był jedynie potworem z moich koszmarów..- Wróć później, jak moja córka już odejdzie.- odparł sucho, nie spoglądając na Lucjusza.
– Nic się nie stało ojcze.- odparłam wstając z fotela.- I tak powinnam już wracać.- Lucjusz drgnął na dźwięk mojego głosu…
– Panienka Riddle, proszę wybaczyć, nie zauważyłem pani obecności.- ukłonił się przede mną.. „Nieeee, to naprawdę żenujące!" pomyślałam widząc głęboki szacunek z jakim spoglądał na mnie ojciec Dracona.
– Nic się nie stało. I tak już wychodziłam.- odparłam.- Do zobaczenia ojcze.- oficjalnie pożegnałam się z tatą. Coś czułam, że mógłby nie być zadowolony, gdybym w obecności jego wiernego Śmierciożercy okazała mu większą poufałość.
– Do zobaczenie wkrótce Hermiono.- pożegnał mnie równie oficjalnie. Ruszyłam do drzwi, starając się nie zwracać uwagi na pełną szacunku wobec mnie postawę Lucjusza.
– A więc Lucjuszu, jak się mają sprawy?- usłyszałam głos ojca, gdy byłam już w drzwiach.
– Tak jak kazałeś panie, sprawdziłem wszystkie miejsca, które mi wskazałeś.- zaczął Lucjusz. Zapewne zdawał ojcu relację ze swojej misji. Za drzwiami przystanęłam na chwilę, to może być ciekawe..- Wszystko w porządku.- kontynuował blondyn.- Wszystkie horkruksy są na swoim miejscu.. Pierścień, medalion, czara… wszystkie. Poza oczywiście tym w zamku, bo tam trudno będzie się dostać.- mówił.
Nie usłyszałam już jednak co odpowiedział mu na to ojciec, bo nie chcąc wyglądać podejrzanie, a tym bardziej nie chcąc zostać nakrytą, ruszyłam w kierunku schodów. Cały czas jednak zastanawiałam się nad tym co usłyszałam i jakie może mieć to znaczenie dla Zakonu, którego członkiem ciągle przecież byłam!
„Horkruksy? A co to do cholery jest? I czemu jest takie ważne dla ojca?" zastanawiałam się schodząc po schodach. A że było ważne, tego akurat byłam pewna, bo inaczej nie wysyłałby Lucjusza na zwiady.. „Cóż, będę musiała sprawdzić co to takiego… Albo nie.. najlepiej od razu pójdę do źródła… Tak! Tak zrobię, to w końcu może być coś ważnego!" myślałam gorączkowo, kiedy po pożegnaniu z Narcyzą przygotowywałam się do teleportacji…
Już po chwili stałam w samym środku Zakazanego Lasu. Nie zastanawiając się jednak zbyt wiele, raźno ruszyłam do szkoły. A kiedy po paru minutach w końcu przekroczyłam jej progi, nie skierowałam się do lochów. Zamiast tego niczym błyskawica pognałam na piąte piętro.. W biegu krzyknęłam „Lukrowane pałeczki" tak, że kiedy dotarłam na miejsce, kamienna chimera otworzyła już przede mną tajne wejście.. Wskoczyłam na ruchome schody, nie czekając jednak aż ruszą same, zaczęłam przeskakiwać po dwa stopnie na raz. Im dalej bowiem byłam od Malfoy Manor, tym bardziej czułam, że dowiedziałam się o czymś niezwykle ważnym..
Tak bardzo byłam zaaferowana swoimi myślami, że nawet nie zapukałam, kiedy dotarłam do drzwi.. Po prostu z całej siły pchnęłam wrota tak, że ustąpił z cichym skrzypnięciem. Dopiero kiedy znalazłam się w okrągłym, zagraconym gabinecie zdałam sobie sprawę z mojego grubiaństwa. Zawstydziłam się jeszcze bardziej, kiedy napotkałam parę wpatrujących się we mnie zza okularów połówek, błękitnych oczu..
– Witam Hermiono.- Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie.- Co cię do mnie sprowadza?- zapytał odchylając się w swoim fotelu i kręcąc młynka palcami.
– Profesorze mam pytanie!- wysapałam opadając na krzesło na przeciwko niego.
– Słucham?- zapytał uprzejmie ze zwykłym dla niego dobrodusznym uśmiechem, ciągle przypatrując mi się ciekawie.
– Co to są horkruksy?
CDN…
