Oto 26 rozdział Ukojenia, drodzy czytelnicy. :)
Darja, przeczytałam twój komentarz chyba dziesiątki razy. Jest po prostu wspaniały, dziękuję! Cieszę się i to bardzo, że masz aż tak dobrą opinię o moim tłumaczeniu. Warto wiedzieć, że nie jestem w tym najgorsza. Nie będę ukrywać, że bez bety czytanie tego opowiadania z pewnością nie byłoby największą przyjemnością. "Ukojenie w ciemności" wiele jej zawdzięcza. :) Jesteś już kolejną osobą, która śledzi to tłumaczenie mimo przeczytania oryginału, co nie tylko stanowi dla mnie komplement, ale i utwierdza w przekonaniu, że podjęcie decyzji o przełożeniu tego opowiadania na język polski było trafne. Jeszcze raz dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, a także za opinie dotyczące fabuły.

W związku z tym, że otrzymuję od was całe mnóstwo naprawdę cennych komentarzy wpadłam na pomysł, aby przetłumaczyć część z nich na angielski i podzielić się nimi z The Fictionist, autorką opowiadania. Chciałabym, żeby ona również mogła się nimi nacieszyć - w końcu egoizm byłby nieładny z mojej strony. ;) A więc jeśli ktoś z was ma ochotę jeszcze napisać jej coś od siebie, na przykład o fabule, kreacji postaci albo nawet o coś zapytać, będę czekać do końca tego tygodnia.

Nie męczę was dłużej, miłego czytania! Betowała wspaniała Panna Mi.

wężomowa


– Tom... możemy zmienić plany? Chcę spotkać się z Hermioną.

Nastał kolejny poranek i Harry nie wiedział, dlaczego te słowa wyszły z jego ust. Nie umiał jednak zdecydować, czy ich żałuje, czy nie.

Riddle zerknął na niego i uniósł brwi.

– Z tą twoją szlamowatą koleżanką? A wiesz, gdzie mieszka?

– Ee... – Harry zawahał się. – Mogę napisać do niej list, a potem sam się tam wybiorę. Przecież wiem, jak poruszać się po mugolskim świecie. Nie potrzebuję żadnego opiekuna. – Machnął ręką. – No i mam tę twoją opaskę.

Tom obserwował go przez moment.

– Mieszka niedaleko Londynu. Jej rodzice pracują na przedmieściach jako dentyści – oświadczył młody Czarny Pan. Harry zamrugał.

– Nie żeby coś, ale to trochę przerażające, że wiesz na ten temat więcej ode mnie. Naprawdę przerażające – powiedział.

– Morderstwo wymaga czasu i wysiłku – odparł lekko Tom. Czerwony na twarzy Harry natychmiast poderwał się z krzesła, oddychając ciężko. W jego oczach pojawił się obłęd.

Nawet nie waż się jej dotknąć, ty dupku!

Riddle zaśmiał się tylko i stęknął, chwytając wycelowaną w niego pięść Harry'ego. Następnie przyciągnął do siebie chłopca i objął go w drwiącym uścisku, mierzwiąc dłonią jego włosy.

– To jak przyglądanie się kociakowi, który myśli, że jest tygrysem – wymruczał dziedzic Slytherina. – Tak uroczo i aż do przesady heroicznie drapieżny... Uspokój się, nic tej szlamie nie zrobiłem. To tylko żarty.

Harry wyrwał się i wbił w Toma wzrok, wskazując na niego palcem i mrużąc oczy.

– Nie robi się z kogoś żartów, mówiąc mu, że zamierza się zabić jego przyjaciółkę. To chore! – warknął.

Tom wciąż wydawał się tym wszystkim zdecydowanie zbyt rozbawiony. Kąciki jego ust wykrzywiły się lekko.

– Powinieneś być dla mnie milszy, biorąc pod uwagę, że wiem, gdzie mieszka twoja koleżanka i mogę cię tam podrzucić.

Gryfon zamarł, wpatrując się w starszego chłopca.

– Nie chcę, żebyś przebywał blisko niej i nich, mugoli – oświadczył stanowczo.

– I tak muszę zapoznać ich z zasadami. – Tom wzruszył ramionami. – Bierz swój płaszcz i chodź, zrobimy im niespodziankę. Nie musisz tam zostawać, ale trzeba znaleźć kogoś, kto cię dziś przypilnuje, bo ja będę zajęty innymi sprawami. No a podsunąłeś całkiem niezłe rozwiązanie. Poza tym może w końcu przestaniesz mieć minę, jakby ktoś zabił ci zwierzątko. Och, ups... zapomnij, że to powiedziałem. – Tom posłał mu złośliwy uśmiech.

Harry zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem.

– Jesteś dziś w bardzo dobrym nastroju. Rzucasz pokręconymi dowcipami i w ogóle. Doszło na świecie do jakiejś katastrofy czy co?

Fakt, że nie powiedział tego żartobliwie, był bardzo przygnębiający.

– A co, nie wolno mi być w dobrym humorze? – odparł odrobinę zbyt lekko Tom, którego oczy nagle ściemniały. – Może wolałbyś, abym chodził nadąsany?

Harry przełknął ślinę.

– Nie. To dobrze, że jesteś szczęśliwy. Chyba... Po prostu nie chcę, aby okazało się, że zamordowałeś jakichś ludzi. – Zacisnął prowokująco szczękę. – Albo że ich torturowałeś.

– W takim razie powinieneś się cieszyć, że nie mam nawyku zabierania swojej pracy do domu. – Riddle uśmiechnął się, a Harry spojrzał na niego gniewnie.

– Naprawdę? A myślałem, że dokładnie tak właśnie zrobiłeś, kiedy mnie porwałeś – odpowiedział cierpko.

– Skądże. – Uśmiech Ślizgona stał się szerszy i przestał sprawiać wrażenie ciepłego. – Wtedy po prostu przygarnąłem sobie zwierzaka. Widzisz, tak się składa, że nie wiem, gdzie podziała się Nagini. Była moim wężem.

Harry zrobił się czerwony na twarzy i zaczął nerwowo zaciskać pięści.

– Dupek z ciebie. Nie jestem zwierzęciem!

– Już kiedyś o tym rozmawialiśmy – zbył go Tom.

Harry przyłapał się na tym, że nie potrafi znieść tego kłującego bólu w klatce piersiowej. Poczuł się całkowicie bezwartościowy.

To, że ty, kurwa, nie jesteś człowiekiem nie znaczy jeszcze, że ja też! – fuknął. Riddle zamarł na chwilę, po czym obrócił się w jego stronę, przeszywając go tym swoim przerażająco intensywnym spojrzeniem. Z łatwością przedzierało się ono przez jego skórę i mięśnie, by uderzyć w to, co w nim głęboko siedziało, a przejawiało się cierpkim posmakiem w ustach i zaciśniętym żołądkiem.

– Słucham? – zapytał delikatnie dziedzic Slytherina.

Harry zacisnął zęby.

– Jestem człowiekiem. Nie twoim pupilkiem czy jakimś bezmyślnym zwierzęciem, które możesz ze sobą wszędzie nosić.

– Och, ależ nie, źle mnie zrozumiałeś. – Riddle uśmiechnął się szeroko, choć przywodziło to na myśl raczej obnażanie zębów. – Nie uważam, że bycie człowiekiem to coś dobrego. Całkowicie zdaję sobie sprawę z tego, że nim jesteś, nigdy w to nie wątpiłem. Jesteś tak bardzo ludzki, że to aż bolesne, ponieważ mógłbyś być kimś znacznie więcej. I następnym razem nie przeklinaj, bo inaczej utnę ci ten język.

– To głupie. Nie można być kimś więcej niż człowiekiem, skoro już się nim jest – wymamrotał Harry, wpatrując się w swoje buty. – Chyba że zostałoby się kimś takim jak Spiderman. Ale nawet wtedy byłoby się człowiekiem, tyle że... po prostu nowym. Jednak wciąż człowiekiem.

Było na to za wcześnie.

– Możesz stać się ideą – odpowiedział Tom. – Najlepszą ze wszystkich, autorytetem, symbolem, a tym samym kimś więcej niż człowiek. Możesz zyskać nieśmiertelność.

– Nigdy nie wiedziałem, że jesteś takim idealistą – odparł Harry, podnosząc wzrok. Naprawdę był lekko zaskoczony tymi słowami.

– Jestem wizjonerem, Harry, a to, czy zgadzasz się z moją wizją, czy też nie, jest bez znaczenia. Każdy, kto pragnie zmienić świat może być nazwany wizjonerem. Najlepsi z nich, przekraczając wszelkie dozwolone granice, staną ponad innymi i sięgną po coś więcej. Będą nieśmiertelni. Myślę, że ty też zaliczasz się do takich osób, choć jeszcze sobie tego nie uświadomiłeś. Wstrzymujesz się, bo obawiasz się tego, co inni mogliby sobie o tobie pomyśleć, a także desperacko pragniesz ich akceptacji.

– ...czy mogę już zobaczyć się z Hermioną?

Tom przewrócił oczyma.


Sophia Granger lubiła sądzić, że wraz ze swoim mężem zdążyła przyzwyczaić się już do niezwykłych rzeczy.

Hermiona zawsze była mądrym dzieckiem, które – podobnie jak jej ojciec – dużo czytało. Jednak nie znaczyło to jeszcze, że Sophia miałaby uznać za normalne, gdy ulubiona książka jej dziewczynki – umieszczona na najwyższej półce w komórce, by Hermiona skończyła ją wreszcie czytać i poszła spać – zaczęła unosić się w powietrzu.

Nie tłumaczyło to również świateł zapalających się w domu po tym, jak jej córka przebudziła się z koszmaru oraz innych dziwnych sytuacji. Nie tłumaczyło to tłukących się dookoła rzeczy, kiedy wpadała w złość lub strach, lub się zraniła.

Było to dla nich obojga zagadkowe, więc przyjście listu z Hogwartu przyniosło im ulgę. Ciężko było Sophii zaakceptować, że jej córka nigdy nie doświadczy w swoim życiu tych samych rzeczy, co ona – na przykład nie pójdzie na uniwersytet, tylko zostanie wysłana do szkoły z internatem, która w dodatku odbierze im możliwość widywania się.

Magia zaprzeczała racjonalizmowi, jednakże ewidentnie istniała, a to było... wspaniałe. Tak samo jak wszystko to, co Hermiona potrafiła zrobić. Jej córka rozkwitła, znalazła przyjaciół. Wraz z Williamem nie pragnęli dla niej niczego więcej.

Nie była szczególnie zadowolona, kiedy usłyszała o tym, co wydarzyło się w tej magicznej szkole. Wszystkie te niebezpieczeństwa sprawiały, że miała ochotę trzymać Hermionę od niej z daleka i nigdy jej tam znowu nie wysyłać – na wypadek, gdyby następnym razem już nie wróciła.

Kiedy ich córka przebywała w świecie, o którym słyszeli tylko opowieści, nie mogli jej w żaden sposób chronić.

Ale była tam szczęśliwa.

Sophia, szykując się do wyjścia do kliniki, usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła je otworzyć i zamrugała na widok dwóch młodych chłopców. Byli braćmi? Zaraz... czy to nie...?

– ...jesteś Harrym Potterem. – Była pod wrażeniem, że jej głos pozostał tak spokojny.

– Nawet nie próbuj wzywać policji ani się z nikim kontaktować – oświadczył starszy z nich, w którego głosie niezaprzeczalnie pobrzmiewała nuta ostrzeżenia i niebezpieczeństwa. – Gdzie jest twoja córka?

Co tu się działo? Mocno trzymając swoją torebkę, Sophia odrobinę się spięła.

– Chcę ją tylko zobaczyć i przekonać się, czy wszystko z nią w porządku! – powiedział szczerze Harry. – Nie stanie się jej żadna krzywda ani nic w tym stylu.

– Zaginąłeś. – Jej wzrok ponownie spoczął na starszym chłopcu. Jego oczy były o wiele starsze niż reszta jego młodocianego wyglądu, zimne. Skręciło ją w środku. Mogłaby zacząć krzyczeć, ale oni potrafili czarować... – Czy on...

– Tak, to moja wina, że zaginął i nie, nie chcesz wejść mi w drogę, mugolko. Harry zapragnął spotkać się ze swoimi przyjaciółmi, to efekt skomplikowanej umowy między nami. Nie spodziewałbym się, abyś potrafiła ją zrozumieć. Odbiorę go o dziewiętnastej. Może zostać z twoją...

HARRY!

Nadbiegła rozpędzona kupa bujnych, brązowych włosów – tak bardzo podobnych do tych, które Sophia miała przed laty – i Harry rozszerzył oczy, gdy został niemal strącony z nóg. Chwiejnie wykonał kilka kroków w tył, po czym odwzajemnił uścisk jej córki i uśmiechnął się tak szeroko, że usta Sophii zabolały ją na sam widok.

– Hermiono – wymamrotał. – Dobrze cię widzieć. Wszystko okej?

– U mnie w porządku, ale co u ciebie? Co się z tobą stało? Tak się martwiłam! Ron o wszystkim mi powiedział. Mówił, że się wczoraj z tobą widział. Czy to prawda, że mieszkasz z... – Zamilkła, nagle spoglądając na Toma. Krew odpłynęła jej z twarzy. Oblizała usta, jednak odważnie nie spuściła z niego wzroku. – Jesteś nim. – To nie było pytanie.

– Racja, panno Granger. Przyjdę po Harry'ego o dziewiętnastej. – Zwrócił się w stronę Gryfona. – Nie wpakuj się w żadne tarapaty. Tym razem mówię serio, Harry. Trzymaj się z dala od kłopotów.

Ku jej całkowitemu zdumieniu, chłopiec przewrócił oczyma, przestępując z nogi na nogę.

– Taa, mam być grzeczny, zrozumiałem. A ty spróbuj nie rozpętać żadnej wojny. Nasza kolacja przebiegałaby wtedy w dziwnej atmosferze.

– Dobrze wiedzieć, złoty chłopcze, jakie masz priorytety.

Starszy chłopiec – mroczny czarodziej? Porywacz? – zniknął.

Sophia Granger zdążyła już przyzwyczaić się do dziwnych rzeczy, ale ta sytuacja była chyba najdziwniejszą z nich wszystkich.

Otępiale zaprosiła Harry'ego do środka, po czym zadzwoniła do męża.


Harry siedział na fotelu przy biurku Hermiony. W rękach trzymał niemal pusty już kubek herbaty i obserwował swoją przyjaciółkę.

Nagle uświadomił sobie, że nigdy wcześniej nie był w jej domu. Ściany jej pokoju pomalowane były na błękitno. Stały tu dwie przepełnione różnymi przedmiotami półki, na których wszystkie magiczne rzeczy schludnie mieszały się z mugolskimi książkami i encyklopediami, nie tworząc przy tym wrażenia bałaganu. Był tu również odtwarzacz CD i mnóstwo płyt. Biurko umieszczone zostało przy dużym oknie z widokiem na ogródek.

Był to ładny dom, który miał więcej charakteru od mieszkania Dursleyów, ale zarazem panował w nim mniejszy chaos niż u Weasleyów.

– Jak to jest... z nim mieszkać? – zapytała delikatnie Hermiona, kończąc krótką przerwę w ich rozmowie. – Nie wydawaliście się zbytnio... nieszczęśliwi w swoim towarzystwie.

Harry nie odpowiadał przez moment, zastanawiając się nad doborem słów. Nagle zdał sobie sprawę, że nigdy nie mógłby odbyć tej rozmowy z Ronem – nie po tym, co przydarzyło się Ginny.

– On jest... w porządku. Żyjemy w zgodzie. Nie jest perfekcyjnie, na pewno nie, a do tego czasami... jest humorzasty i na swój sposób wymagający. Czasem jest okrutny... Zabił Hedwigę, wiesz?

Hermiona zbladła, a Harry przełknął ślinę i kontynuował:

– Ale nie jest zupełnie zły. Jest... psycholem, ale nie jest niedorzeczny. Lubi, kiedy negocjuję, ale zarazem nigdy tak naprawdę nie odmówił mi czegoś, czego potrzebowałem. A przynajmniej jak na razie, mimo że na samym początku nieustannie robiliśmy sobie na złość. Opiekuje się mną na swój dziwny, pokręcony i prawdopodobnie egoistyczny sposób. Dał mi psa! – Harry się zaśmiał, pragnąc trochę rozładować napięcie. – Tak właściwie to dużo się teraz uczę. Piszę wypracowania, a on mi je ocenia.

– Naprawdę? – Hermiona uśmiechnęła się lekko. – Czy powinnam czuć się urażona, że udało mu się nakłonić cię do nauki, podczas gdy mnie samej to nie wyszło? Czego cię uczy? Założę się, że to coś naprawdę interesującego.

Bez dwóch zdań starała się podchodzić do tego wszystkiego optymistycznie.

Harry zawahał się.

– Duża część z tego, czego mnie uczy to czarna magia. Ale nie oceniaj od razu – to nie tak, jak myślisz. Nie chodzi w niej o żadne składanie ofiar czy tego typu rzeczy, a przynajmniej wedle tego, co mówił mi Tom. Biała magia podsycana jest przez dobre emocje, a czarna przez złe. To tak samo, jak ciemnej czekolady nie można nazwać złą tylko dlatego, że jest ciemna. Wytłumaczył mi, że magia jest częścią nas i to my decydujemy, jak się nią posługiwać. Nie ma tu żadnej z góry narzuconej moralności. Wszystko sprowadza się do tego, jak używamy magii, a nie czym ona jest...

Pragnął, żeby zrozumiała. Choć była bardziej czujna, nie wyglądała na negatywnie nastawioną czy złą. Była nawet jakby odrobinę zaciekawiona. Harry wiedział, że zwierza się właściwej osobie.

– Uczy mnie historii i innych przeróżnych rzeczy. Jest jak chodząca encyklopedia... Szczerze mówiąc, dobry z niego nauczyciel. Nie zgadzam się ze wszystkim, co mówi, a na dodatek dość sporo z tego stanowią jego własne i niezależne poglądy... ale zawsze odpowiada na moje pytania i nie sprawia jednocześnie, że czuję się głupio albo...

– Myślisz, że mnie też zechciałby uczyć? – zagadnęła Hermiona.

Oczy Harry'ego rozszerzyły się, a po chwili na jego twarz wyskoczył uśmiech.

– Mogę go zapytać! Jesteś bardzo mądra. Prawdopodobnie tak będzie lepiej, niż jakby miał sprawdzać tylko moje prace. Co prawda ma wiele na głowie, ale zapytam.

– Nawet jeśli jestem mugolaczką? – dodała niepewnie Hermiona, a mina Harry'ego odrobinę zrzedła. Chłopiec wzruszył ramionami.

– Myślę, że i tak można spróbować. Powiedział mi, że bardzo ceni sobie inteligencję. A tak poza tym, sam jest czarodziejem półkrwi. Sądzę... to znaczy nie jestem tego pewien, ale odnoszę wrażenie, że jeśli jakaś osoba udowodni mu swoją wartość, to on zaakceptuje ją bez względu na jej status krwi, wiesz? W sensie, to oczywiście niesprawiedliwe, że ci, którzy nie są czystej krwi muszą być wybitni, aby zasłużyć sobie na uwagę, lecz tak to właśnie działa... No ale spróbuję zapytać. Jestem pewny, że nie zaszkodzi.

Kontynuowali rozmowę, która z czasem zeszła na lżejsze tematy.

Harry przypomniał sobie, że tak technicznie miał być przecież u Weasleyów dopiero wówczas, gdy do pokoju wleciała rozemocjonowana sowa wysłana przez przerażonego Rona – co nie było zbyt dyskretne, choć szybko odepchnął od siebie tę myśl, bo ten sposób myślenia aż za bardzo przypominał mu Toma. Ptak przybył z wiadomością, że Harry nie pojawił się w Norze i znów jest zaginiony.

Zamarł, kiedy Hermiona powoli skierowała na niego swój wzrok, a z jego twarzy odpłynęły wszystkie kolory. Wykrzywił się w grymasie i uniósł ręce.

– Zapomniałem im powiedzieć, że się do ciebie wybieram! A raczej Tom zapomniał. Nie ja to wszystko organizowałem. I on mówi mi, że jestem dziecinny! Założę się, że zrobił to specjalnie z pełną świadomością, że spanikują – burknął. – Nie wierzę, że o tym zapomniałem.

– Odpiszę im, że tu jesteś i masz się dobrze, okej?

Hermiona wyglądała na odrobinę oszołomioną.

To naprawdę nie było zabawne. Pewnie Dumbledore i inni oszaleli z przerażenia, no ale cóż... być może to wszystko trwało już po prostu zbyt długo... Harry zaczął się śmiać.

I nie mógł się uspokoić.

Ostatnimi czasy jego życie zamieniło się w jakiś absurd!

Nagle drzwi do pokoju zostały gwałtownie wyważone, rozpadając się przy tym na kawałki.

Usta Harry'ego zaschły z przerażenia, a Hermiona sięgnęła po swoją różdżkę.

Śmierciożercy.