ROZDZIAŁ 24

[Lil Wayne – Gossip]

Poczułem promienie słońca padające na moją twarz, ale jeszcze za cholerę nie miałem ochoty wstawać. Schowałem twarz w poduszkę, szukając po omacku ma łóżku Belli, chcąc się do niej przytulić. Minęło parę dni. Studio w większej części było zamknięte, ze względu na remont, więc właściwie nie było się gdzie spieszyć. Nie było nawet po co wstawać. Przejechałem ręką po łóżku po raz kolejny, lecz jedyne na co się natknąłem, to zimne prześcieradło. Podniosłem lekko głowę, otwierając oczy, ale przez słońce od razu je zamknąłem, by po chwili na nowo je otworzyć. Lecz Pani Wiewiórowej nie było. Podniosłem się na łokciach, rozglądając się po sypialni, ale po niej nie było ani śladu.

– Bella! – zawołałem zachrypniętym głosem, starając się wstać z łóżka. Odpowiedziała mi cisza. To było dziwne, bo odkąd zamieszkaliśmy razem, nie było takiego dnia, bym nie budził się obok niej. No oczywiście poza wyjazdem do Paryża. Zawsze mogłem się obok niej obudzić, przytulić, pocałować, a teraz? Zajrzałem wszędzie, na koniec zostawiając sobie kuchnię. Gdy wszedłem do niej, ujrzałem na stole leżąca kartkę, z napisem: 'Przyjechał Tony. Nie wiem kiedy wrócę.'

Przeczytałem to kilkakrotnie, a potem zmiąłem kartkę w kulkę i wyrzuciłem ją do śmieci. Chwyciłem telefon do ręki, wykręcając do niej numer, lecz po pięciu sygnałach włączyła się poczta. Kurwa!

To miał być miły i cudowny dzień. Miałem plany i myślałem, że je zrealizujemy wspólnie. Ale co? Kurwa, chodząca czekoladka jest ode mnie ważniejsza, jak widać. Gdyby mi chociaż powiedziała, że zamierza z nim gdzieś iść. Wczoraj, albo chociaż, gdyby mnie dzisiaj obudziła, ale po co?

Wkurwiony poszedłem do łazienki wziąć prysznic i wszystko sobie na spokojnie przemyśleć. Gorąca woda spływała po moim zupełnie nagim ciele, a krople płynęły po jego krzywiznach. Miało mnie to uspokoić. Miało, ale nie przyniosło oczekiwanych efektów. Czułem zapach jej truskawkowego żelu pod prysznic i dookoła były jej wszystkie bibeloty. Pod lustrem przy umywalce były jej kosmetyki, a na wieszaku wisiał jej czerwony stanik. Nie pomagało, tylko pogłębiało moją wściekłość.

Jak mogła tak po prostu wyjść i nic mi nie powiedzieć? Totalnie mnie olać. Zajebiście po prostu. Fajnie mnie potraktowała. Naprawdę, spoko się czuję. Nie ma co.

Wyszedłem z łazienki, owijając się białym ręcznikiem w pasie, a drugim starając się osuszyć mokre włosy. Poszedłem do salonu, siadając na jednej z kanap i biorąc do ręki telefon. Widząc nieodebrane połączenie, myślałem, że to Bella, ale moje marzenia szybko zamieniły się w kupkę popiołu, gdyż na wyświetlaczu widniał napis Kocurek. Z westchnieniem i myślą, czemu to nie Bella, wcisnąłem odpowiednie klawisze, by połączyć się ze swoją siostrą.

– Hej Al. Co chciałaś? – spytałem, gdy połączyło mnie z nią.

– Kawa za półtorej godziny, tam gdzie zawsze. Pasuje? – przeszła od razu do konkretów, jak to ona.

– Jasne, będę.

– No to do zobaczenia.

– Pa.

Może idąc na kawę z nimi, przynajmniej przestanę myśleć o tym, że moja dziewczyna mnie olała. Naprawdę nie mogę pojąć, jak mogła mi to zrobić. Gdyby chociaż powiedziała, że zamierza z nim gdzieś iść, czy cokolwiek. Jak mogła do cholery? Nie zasługuję na to? Może ja po prostu nie zasługuję na bycie z nią. Sam już, kurwa, nie wiem.

Siedziałem w naszym coffee shopie z nimi wszystkimi. Oni gadali non stop, a ja byłem myślami zupełnie gdzie indziej. Próbowałem dodzwonić się do niej jeszcze kilkakrotnie, lecz teraz już w ogóle nie było połączenia. Telefon miała wyłączony, co jeszcze bardziej mnie wkurwiło. Jest gdzieś na mieście z chodzącą czekoladką, a ja nie mam pojęcia gdzie. Nawet nie wiem co robią. Co ja takiego, do cholery, zrobiłem, czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie. Wydaje mi się, że wszystko było okej. Nie kłóciliśmy się ani nic w ostatnim czasie. W ogóle po jej urodzinach, wydawała mi się jeszcze bardziej szczęśliwa. A może to były tylko pozory? Sam już nie wiem. Do cholery, nic już nie wiem!

– Ed, a gdzie zgubiłeś Panią Wiewiórową? – zapytał w pewnej chwili Emmett, a ja tylko spojrzałem na niego wkurwiony. Czy z łaski swojej mógłby mnie nie drażnić jeszcze bardziej?

– Nie wiem.

– Jak to nie wiesz? – zapytała Alice – Co się stało? Pokłóciliście się, czy jak? – dopytywała się zmartwiona.

– Nie pokłóciliśmy się i jedyne co wiem, to że przyjechała pieprzona chodząca czekoladka i, że Bells nie ma pojęcia, kiedy wróci.

– Co, kurwa? Jaka pieprzona chodząca czekoladka? O czym ty, kurwa, gadasz? – zapytał Jazz, patrząc na mnie, jak na idiotę.

– Jej przyjaciel Tony, czy jakoś tam mu było.

– A czemu chodząca czekoladka?

– Bo jest czarny i jest modelem, resztę możesz sobie dośpiewać.

– Wiewióra, jesteś zazdrosny – podsumowała ze śmiechem Rosalie, tyle, że mi do śmiechu nie było.

– W dupie mam to, czy jestem zazdrosny, czy nie. Chodzi mi o to, że zostawiła mi świstek papieru na stole w kuchni. Zresztą lepiej zakończmy już ten temat, bo mam dość.

– Boże, Edward... Jeśli to jej przyjaciel... Nie widziała się z nim długo, więc chyba miała prawo się z nim spotkać. I chyba nie musi cię pytać o zdanie czy może z nim iść na kawę, czy nie.

– Rose, chodzi mi w tym momencie o sposób. Bo kartka papieru nie jest odpowiednia. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. I mogłaby chociaż odebrać telefon...

– Przeginasz.

– Wiecie, to chyba nie był najlepszy pomysł, by tutaj przyjść. Ja stąd idę. Cześć. – powiedziałem wstając i odchodząc od stolika, przy którym wszyscy siedzieliśmy.

Wyszedłem z kawiarni, bo miałem już dość ich ciągłego ględzenia. To sprawa między mną a Bellą i nikim więcej. Sami między sobą będziemy musieli pogadać o tym. Mam do niej żal, że mi nic nie powiedziała. Naprawdę, czuję się tak, jakby mnie olała.

– O... kogo ja widzę. Wielka gwiazda Millenium Dance Complex. Co za niesamowite spotkanie!– usłyszałem za sobą aż za bardzo znajomy głos, którego nie miałem ochoty nigdy więcej słyszeć. Obróciłem się i zobaczyłem przed sobą Blacka z głupkowatym uśmieszkiem, a kawałek dalej stała moja paczka. – No i reszta gwiazdeczek. No poza jedną, która zajęła moje miejsce. Ciekaw tylko jestem jak do tego doszło. Oczywiste, że po znajomości. Ale powiedz Ed, dała ci dupy, co?

– Zamknij się, Black! – warknąłem na niego przez zęby, a ten się tylko zaśmiał.

– Haha... no powiedz, dobra jest? Ciasna, czy już ją rozepchałeś? Wiesz, chciałbym wiedzieć czy jest warto się za nią brać i ostro przelecieć, czy nie. – moja ręka zacisnęła się w pięść i automatycznie powędrowała w kierunku jego twarzy, lecz zrobił unik i poczułem jego pieść na swojej twarzy. Jasper z Emmettem od razu do nas podbiegli, by nas rozdzielić, lecz ja miałem ogromną ochotę obić mu tą śmieszną twarz. Jak śmie ją obrażać i oskarżać o to, że posadę w MDC zdobyła przez to, że się ze mną przespała. Doskonale wie, że to nie ja mam wpływ na to, kto jest zatrudniany. Starałem się wyrwać z uścisku mojego brata, ale trzymał mnie mocno.

– Edward, uspokój się, do cholery! – pouczył mnie Em.

– A ty, Black, do cholery, na przyszłość zaczerpnij informacje z wiarygodnego źródła, a nie wymyślaj jakiś durnych historyjek. – powiedział mu Jazz i popchnął go w tył.

– Wiecie co, wy wszyscy jesteście żałośni.

– Ale nie aż tak, jak ty. – odcięła mu się Alice i ten już na szczęście odszedł.

Gapiłem się na jego oddalającą się postać i gdyby nie to, że Em mnie cały czas trzymał, poleciałbym za nim i najchętniej bym go zabił. Jak on, kurwa, śmiał? Jak mógł? Niech się od nas wszystkich odpierdoli i zostawi w świętym spokoju, a jeśli jeszcze raz go spotkam gdziekolwiek, to na pewno to nie skończy się dobrze.

– Chodźmy stąd lepiej. – zakomunikowała Rosalie, ciągnąc nas w przeciwnym kierunku niż poszedł Black.

Siedzieliśmy wszyscy w kuchni u mnie w mieszkaniu, a Kocurek zajmowała się moją obitą twarzą. Nie odezwałem się przez ten cały czas ani słowem, bo wiedziałem, że to źle mogłoby się skończyć. Al przyłożyła woreczek z lodem do mojego policzka, a ja zawyłem z bólu.

– Al, do cholery! Nie można delikatniej?

– Przepraszam, nie chciałam. – odpowiedział mi, wkurzona odłożyła lód na stół i odeszła.

– Ostatnio z Blackiem też o nią poszło? – zapytała Rosalie, choć bardziej stwierdziła, a ja tylko kiwnąłem głową. – Wiesz Edward, jakoś nigdy nie przypuszczałam, że ty kiedykolwiek pobijesz się o dziewczynę.

– Cieszę się, że cię czymś zaskoczyłem. – powiedziałem z sarkazmem w głosie, ostrożnie przykładając lód tam gdzie mnie bolało.

– Boże, Edward... Chodzi mi o to, że naprawdę ci na niej zależy, bo popatrz... czy o jakąkolwiek inną laskę byś się z kimś pobił? – spytała, a ja zastanowiłem się nad jej słowami.

W sumie miała rację. Pobiłem się o nią, bo mi na niej zależy, a słowa Blacka, że chce ją przelecieć mnie wkurwiły. Obrażał ją, a ja stanąłem w jej obronie. A czy stanął bym aż tak w obronie kogo innego? Nie, bo kocham Bellę. Gdyby to była jakaś inna dziewczyna, która nie ma dla mnie takiego znaczenia, pewnie nigdy czegoś takiego bym nie zrobił. Ale czy za pierwszym razem, też mi zależało na Belli... czy już wtedy gdzieś w głębi siebie coś do niej czułem, skoro słowa Blacka o tym, że chce się z nią przespać mnie wkurwiły i samo to, że ją podrywał, czy już wtedy coś do niej czułem?

– Black ma trochę racji. – usłyszałem słowa Jaspera i spojrzałem na niego, nie dowierzając. O czym on, kurwa, gada? Gdzie niby Black ma rację?

– O czym ty mówisz, Jazz? – zapytała Rose, gdyż mi żadne słowa w tym momencie nie były w stanie przejść przez gardło.

– O to, że została zatrudniona po znajomości. Bo z punku widzenia postronnej osoby tak właśnie to wygląda. Zostają parą i nagle Esme ją zatrudnia. Co my o niej tak właściwie wiemy? Niewiele. Skąd mamy wiedzieć jakie są jej zamiary? Może zrobiła to specjalnie. Rozkochała w sobie Edwarda, by zdobyć posadę w MDC i coś osiągnąć, a potem może nas olać, tak jak zrobił to Black. – jak on kurwa śmie... mój przyjaciel...

Wstałem wkurwiony od stołu nawet na niego nie patrząc i poszedłem do salonu kierując się do komody, w której miałem wszystkie papierki, o które prosiłem mamę z osiągnięciami Belli. Nie mogłem zrozumieć, jak mój przyjaciel, z którym znam się od dzieciństwa, mógł coś takiego powiedzieć. Oskarżyć mnie o to, że dałem się manipulować Belli. Przecież to chore. Podszedłem do niego i stanąłem z nim twarzą w twarz, patrząc prosto w oczy.

– Wiesz co, może zastanów się dwa razy zanim coś powiesz. Nie masz najmniejszego pojęcia, jakie relacje łączą mnie i Bellę. Nie masz pojęcia, co się między nami wydarzyło i nie pojmuję, do cholery, tego, że twierdzisz, iż daję się jej manipulować, bo, kurwa, tak nie jest. A co do zatrudnienia jej w MDC, to ja nie mam z tym nic wspólnego. Mama sama wyszła z taką propozycją i gdyby nie nasza namowa, nie zgodziłaby się zostać instruktorem. I, do cholery, nie mów, że została zatrudniona ot tak, bo, kurwa, ma większe osiągnięcia niż my wszyscy razem wzięci. Jest świetnym tancerzem, który radzi sobie w prawie każdej technice. I nie mówię tego, jako jej chłopak, tylko tancerz i choreograf, którym, do cholery, jestem i twierdzę tak odkąd pierwszy raz ją zobaczyłem! – wydarłem się na niego, cedząc każde słowo przez zęby i wpychając mu do ręki wszystkie kartki jakie miałem.

– Edward, chodzi mi o to, że...

– Nie obchodzi mnie to. Myślałem, że jesteś moim przyjacielem, wiesz? A tymczasem wyszło szydło z worka. No powiedz proszę, naprawdę myślisz, że jestem takim idiotą, by dać się manipulować komukolwiek...

– Edward...

– Wyjdźcie stąd, proszę. Chce zostać sam. – powiedziałem, nie patrząc już na nikogo. Zapadła cisza, ale po chwili zaczęli wszyscy wychodzić z mojego mieszkania.

– Edward.. – usłyszałem głos Alice i położyła mi dłoń na ramieniu.

– Chce zostać sam.