Witajcie, kochani! Dziś przed nami kolejna trudna rozmowa; ciekawa jestem, po czyjej stronie staniecie tym razem :)

Freja: Myślę, że masz wiele racji, jeśli chodzi o nastawienie Severusa do Harry'ego; to bardzo inteligentny i wykształcony mężczyzna, ale jeśli chodzi o emocje, to chyba nie radzi sobie z nimi najlepiej – i najwyraźniej w swoim życiu przeszedł już na tyle dużo, że nie chce obciążać się dodatkowo problemami chłopca. Ignorowanie jest o wiele łatwiejsze niż angażowanie się w skomplikowane emocjonalne rozterki nastolatka. Niezbyt chwalebne – ale bardzo ludzkie (i Severusowe ;)). Dziękuję!

Wapniak: Ha, widzę, że zdania na temat Snape'a podzielone :D Bardzo mnie to cieszy :) Owszem, Harry już wkrótce zacznie działać... i zaangażuje w te działania wszystkich dookoła ;) Dzięki wielkie!

Zapraszam do lektury :)

26. Pojednanie

Remus bawił się myślą o spędzeniu pełni we Wrzeszczącej Chacie; nie robił tego od swojej ostatniej przemiany z czasów nauki w Hogwarcie. Kiedy był nauczycielem, pełnie zawsze spędzał za zamkniętymi drzwiami w swoim gabinecie – z Wywarem Tojadowym to rozwiązanie było wystarczająco bezpieczne. Teraz również miał zapewniony eliksir i z wyjątkiem Harry'ego nie było w szkole uczniów, dla których mógłby stanowić zagrożenie, ale w końcu Remus i tak zrezygnował z pobytu we Wrzeszczącej Chacie. Po pierwsze obudziłoby to zapewne zbyt wiele wspomnień, bo z Wywarem czy bez, transformacje były zawsze cięższe, gdy coś leżało mu na sercu. Nie, po prostu nie mógł spędzić pełni w miejscu tak przepełnionym wspomnieniami, wspomnieniami czasów, gdy jego życie było proste, a on sam szczęśliwy. Drugim, bardzo rozsądnym powodem takiej decyzji był fakt, że Wrzeszcząca Chata znajdowała się zbyt daleko od zamku; biorąc pod uwagę jego obecną kondycję fizyczną, było bardzo prawdopodobne, że po transformacji będzie potrzebował pomocy pani Pomfrey, a przetransportowanie go z Chaty do szkoły może zająć zbyt dużo czasu.

W związku z tym Remus spędził pełnię w jednej z gościnnych kwater Hogwartu, położonych najbliżej Skrzydła Szpitalnego. Okazało się, że była to słuszna decyzja, nie dlatego, że po przemianie zagrażało mu jakieś większe niebezpieczeństwo, ale dlatego, że był zbyt słaby, by się ruszać, nie wspominając już o powrocie z Chaty do zamku. Poppy zajęła się nim z miną znów wyrażającą lekkie niezadowolenie, zupełnie jakby był nieposłusznym uczniem, który nie chce regularnie przyjmować lekarstw. Kazała mu zjeść wszystko, co przyniosą skrzaty domowe, bez względu na to czy jest głodny czy nie, i zaaplikowała tyle eliksirów odżywiających i wzmacniających, że Remus miał wrażenie, iż jego mięśnie odbudowują się nawet wtedy, kiedy leży nieruchomo. Musiał jednak z niechęcią przyznać, że ta kuracja przyniosła efekty; już wczesnym popołudniem mógł wstać z łóżka i wrócić do Wieży Gryffindoru.

Co do Harry'ego, to chociaż chłopiec niemal nie odchodził od łóżka Remusa po jego ostatnim ataku, po pełni nie odwiedził go ani razu. Lupinowi to nie przeszkadzało – był przyzwyczajony do samotności i nie spodziewał się, że Harry będzie przy nim, kiedy się obudzi, ale odebrał to zachowanie jako dowód na to, że chłopiec wciąż był na niego zły, i nie zamierzał tego tak zostawić. Nie chciał, by Harry miał do niego żal. Bez względu jednak na to, czy on i chłopiec się pogodzą, przykra prawda była taka, że Remus nie mógł zrobić nic, by ocalić Syriusza. Jeśli Harry mu tego nie wybaczy, to ciężko będzie mieć mu to za złe, ale równie ciężko będzie jakkolwiek temu zaradzić i pomóc chłopcu, chociaż Remus wiedział, jak bardzo Harry potrzebuje pomocy.

Kiedy jednak Remus wyszedł ze swojej sypialni, okazało się, że Harry'ego nie było w Wieży Gryffindoru. Mężczyzna domyślił się, że jego podopieczny znów ukrył się w bibliotece pod pozorem pisania wakacyjnych wypracowań, chociaż tak naprawdę szukał sposobu na ściągnięcie Syriusza zza Zasłony. Remus próbował porozmawiać tam z nim dwa dni wcześniej, ale bezskutecznie; Harry był na niego zły i na razie Lupin musiał to zaakceptować.

Remus właśnie mijał portret Grubej Damy, który odsunął się, by wypuścić go z Wieży Gryffindoru, kiedy usłyszał zbliżające się kroki. Ze zdziwieniem ujrzał, że osobą, która nadchodzi, jest Dumbledore, a nie Harry.

- Ach, Remusie, właśnie cię szukałem.

Młodszy czarodziej podszedł do niego z lekko zmarszczonymi brwiami.

- Co się stało?

- Czy miałbyś może ochotę na kubek herbaty w moim gabinecie? Oczywiście jeśli czujesz się na siłach – nie wiem, co Poppy powiedziałaby o twoich spacerach po zamku.

Błękitne oczy za okularami dyrektora zamigotały z rozbawieniem. Remus automatycznie skinął głową, ale bez specjalnego animuszu; domyślał się, o czym chce z nim rozmawiać Dumbledore, ale nie był pewien, czy ma ochotę na podejmowanie decyzji o tym, w jaki sposób przeciąć swoją więź z Syriuszem.

- Oczywiście, Albusie.

Dołączył do dyrektora i razem z nim ruszył jego gabinetu. Harry najwyraźniej właśnie wracał do swojego dormitorium, ponieważ spotkali się z nim na jednej z ruchomych par schodów. Chłopiec zmierzył ich ostrożnym wzrokiem, ale bez słowa grzecznie skinął im głową, zanim zniknął w korytarzu, z którego Lupin i Dumbledore właśnie wyszli. Kiedy dorośli skręcili za róg, dyrektor rzucił Remusowi pytające spojrzenie.

- Nie znosi tego zbyt dobrze, prawda?

Remus westchnął i pokręcił głową.

- Zdecydowanie nie. W ogóle nie może pogodzić się ze śmiercią Syriusza, a ta niepewność daje mu się we znaki. Jest przekonany, że musi istnieć jakiś sposób, by go uratować.

Dumbledore skinął głową, ale nie skomentował tego w żaden sposób, więc resztę drogi do gabinetu dyrektora obaj czarodzieje przeszli w milczeniu.


Zanim Harry przeszedł przez dziurę za portretem Grubej Damy i wszedł do Pokoju Wspólnego, dosłownie gotował się ze złości. Oczywiście ujrzenie Remusa i Dumbledore'a razem nie było niczym niezwykłym i samo w sobie nie mogło budzić gniewu, ale chłopiec doskonale wiedział, nad czym będą dyskutować, kiedy dotrą do gabinetu dyrektora. To niesprawiedliwe! Harry wiedział, że musi istnieć jakiś sposób na ocalenie Syriusza – potrzebował tylko trochę więcej czasu, by go odkryć! Jego rozmowa ze Snape'em nie przyniosła wszystkich oczekiwanych rezultatów, ale gdy Harry wspomniał o nekromancji, coś w zachowaniu profesora utwierdziło go w przekonaniu, że podąża właściwym tropem. Teraz musiał tylko dowiedzieć się, jak właściwie ma ściągnąć zza Zasłony swojego ojca chrzestnego.

Harry z hukiem zamknął za sobą drzwi wejściowe do dormitorium i rzucił się na swoje łóżko. To było niesprawiedliwe, tak cholernie niesprawiedliwe! Chłopiec uderzył pięścią w materac, ale nawet to nie pomogło mu rozładować gniewu, nawet częściowo.

Z wściekłym prychnięciem Harry wziął do ręki notatki, które sporządził w bibliotece, i zaczął je przeglądać. Jeśli Dumbledore i Remus już planowali odciąć Syriusza, to nie pozostało mu wiele czasu, by odkryć, w jaki sposób można go uratować!


Kiedy weszli do gabinetu, Remus ze zdziwieniem zauważył, że na biurku Dumbledore'a, zazwyczaj tak uporządkowanym, leżą w nieładzie pergaminy i pootwierane książki, w których stare pióra do pisania tu i ówdzie zaznaczają co ważniejsze rozdziały – lub po prostu miejsce, w którym stary czarodziej przerwał swoje tajemnicze badania. Dyrektor wskazał Lupinowi krzesło stojące przed biurkiem, a sam usiadł w swoim fotelu. Jako student Remus znajdował się w podobnej sytuacji niezliczoną ilość razy, najczęściej razem z Syriuszem, Jamesem i Peterem, ale już wtedy taka sytuacja nie wywoływała w nim onieśmielenia; Dumbledore był zawsze zbyt przyjazny, by wzbudzać strach w Lupinie, i pomijając lekką konsternację wywołaną skalą naukowych badań dyrektora, czuł się zupełnie normalnie – to znaczy na tyle normalnie, na ile w ogóle można się czuć w takiej sytuacji.

Zanim przeszedł do rzeczy, Dumbledore podszedł do niewielkiej srebrnej tacy leżącej na niskim stoliku przy biurku i nalał herbaty do dwóch filiżanek, po czym do każdej z nich wkroił cienki plasterek cytryny. Podał Remusowi jedną z filiżanek i z westchnieniem usiadł na swoim fotelu.

- Czy to wszystko dotyczy więzów krwi? - spytał Lupin wskazując ręką książki i pergaminy, gdy upił łyk przepysznej herbaty. Dyrektor skinął głową.

- Tak, w pewnym sensie. Spędziłem wczorajszy dzień gromadząc wszelkie dostępne informacje na ten temat. Dopóki Severus nie powiedział mi, że jest pewien istnienia więzi, miałem nadzieję, że pojawi się inne wytłumaczenie dla twoich ataków. Teraz jednak, kiedy braterstwo krwi między tobą i Syriuszem jest już pewne, musiałem sprawdzić, czy faktycznie nie istnieje inny sposób, by ci pomóc, niż jego przerwanie. Poza tym, rzecz jasna, ważne jest znalezienie odpowiedzi na pytanie jak przeciąć tę więź.

Remus pospiesznie odstawił filiżankę na stolik.

- Właśnie – ta kwestia interesuje mnie najbardziej... zakładając na potrzeby tej rozmowy, że zgodzę się na przecięcie więzi.

Dumbledore przyjrzał mu się z zaciekawieniem, ale najwyraźniej postanowił chwilowo zignorować ten mały protest młodszego mężczyzny.

- Przecięcie braterstwa krwi nie jest proste, Remusie; wiesz równie dobrze jak ja, że magia krwi jest niezwykle silna, a biorąc pod uwagę, że twoja więź z Syriuszem została zawiązana nieświadomie, świadoma separacja będzie trudna do osiągnięcia.

Remus skrzyżował nogi i zamyślił się na moment, po czym spojrzał na dyrektora.

- Popraw mnie jeśli się mylę, ale z tego, co wiem, braterstwo krwi wygasa jedynie w przypadku śmierci jednego ze związanych nim czarodziejów.

Dumbledore spuścił wzrok na biurko, ale po chwili przytaknął.

- Zagłębiłem się w ten temat na tyle, na ile mogłem w tak krótkim czasie, i jest to niestety jedyny wniosek, do jakiego doszedłem.

- I chociaż fakt, że ten związek wciąż istnieje, oznacza, że w jakimś sensie Syriusz nadal żyje, oznacza również, że muszę umrzeć, by przerwać tę więź.

- Zastanów się, Remusie. Wiem, jak jesteś inteligentny – nie sądzisz chyba, że brałbym pod uwagę pozbawienie cię życia jako sposób na rozwiązanie tej kwestii! Zabicie cię w celu ocalenia cię byłoby dość idiotycznym pomysłem.

- Też tak sądzę, Albusie, ale skoro jedyną szansą na przerwanie połączenia jest moja śmierć...

- …to musimy oszukać twoje ciało tak, by „myślało", że nie żyje.

Lupin westchnął i potrząsnął głową.

- Jak?

- Przede wszystkim za pomocą eliksirów. To byłby najbezpieczniejszy sposób. Istnieje wywar, który zatrzymałby wszystkie twoje funkcje życiowe do tego stopnia, że faktycznie byłbyś w pewnym sensie martwy. Jeśli na czas otrzymasz antidotum, dojdziesz do siebie – a my możemy mieć tylko nadzieję, że to wystarczy, by przerwać więź.

- Więc powinienem się otruć i po prostu ufać, że Severus poda mi antidotum, a przy okazji cały czas mieć nadzieję, że ten abstrakcyjny plan przerwie więź łączącą mnie z Syriuszem? Wybacz, Albusie, ale to wszystko wydaje mi się nieco naciągane.

- Wiem, Remusie - dyrektor schował twarz w dłoniach. - Nie sądzisz, że doskonale wiem, jak to wszystko brzmi? Jestem raczej dobrze wykształconym człowiekiem – dysponuję zarówno wiedzą, jak i źródłami, z których można ją czerpać – ale to jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi mi do głowy. Musisz być martwy, by przerwać tę więź, więc by osiągnąć ten cel, musimy doprowadzić cię do stanu łudząco przypominającego śmierć. Jeśli znasz jakiś inny sposób, jakikolwiek, chętnie go poznam. Ja nie widzę innego wyjścia, a spędziłem na rozmyślaniach o tym całą poprzednią noc.

Remus zamknął oczy i odetchnął głęboko kilka razy.

- Czy ty... czy zdajesz sobie sprawę, jak koszmarnie to brzmi? - wstał z krzesła i zaczął spacerować w tę i z powrotem przed biurkiem dyrektora. - Jak mogę podjąć taką decyzję, czy możesz mi to powiedzieć? Skąd mam wiedzieć, czy w ogóle mam prawo, by to zrobić?

- Ponieważ stawką jest twoje własne życie.

- Nie to miałem na myśli! - fuknął Remus tonem ostrzejszym, niż zazwyczaj używał w rozmowie ze starszym czarodziejem. - Niespecjalnie podoba mi się myśl o powierzaniu własnego życia Severusowi, ale wiem, że nie skrzywdziłby mnie celowo. Mówię o Syriuszu, nie o sobie. Powiedz mi – czy mam prawo to zrobić? Jak mam podjąć decyzję, jak mogę skazać go na śmierć? A jeśli Harry ma rację i wciąż istnieje szansa, by go ocalić? Jeśli tak rzeczywiście jest, to nie będę w stanie ze sobą żyć!

Dumbledore skinął głową i uważnie przyjrzał się Lupinowi.

- Rozumiem cię, Remusie, ale takie są fakty. Wiemy, że między tobą i Syriuszem istnieje więź, i wiemy też, że ta więź cię zabije, jeśli jakoś temu nie zapobiegniemy. Nie mamy pojęcia, kiedy nastąpi kolejny atak, ale nastąpi na pewno. Nie mamy czasu na długie poszukiwanie informacji. Fakty są takie, że Syriusz wpadł za Zasłonę, a do tej pory nikt nie wrócił z miejsca, w którym się obecnie znajduje. Gdyby nie braterstwo łączące go z tobą, już by nie żył, a zmarłych nie można wskrzesić w żaden sposób – a przynajmniej nie taki, który byłbym w stanie zaakceptować.

Remus nerwowo splótł dłonie.

- Kiedy?

Dumbledore wzruszył ramionami.

- Musiałbym porozmawiać z Severusem, musielibyśmy się do tego przygotować i upewnić się, że nic nie pójdzie źle. Jeśli to jednak możliwe, nie chciałbym czekać dłużej niż trzy lub cztery dni.

Lupin przełknął ciężko.

- Rozumiem. Ja... porozmawiajmy o tym jutro; potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć.

Dyrektor kiwnął głową.

- Oczywiście, Remusie. Jeśli mogę coś dla ciebie zrobić...

Młodszy mężczyzna zaprzeczył szybkim ruchem głowy.

- Nie. Dziękuję, ale w tym momencie nic nie możesz zrobić.

Nie czekając na odpowiedź Lupin odwrócił się i opuścił gabinet. Nie wrócił jednak do Wieży Gryffindoru. Przez jakiś czas chciał pobyć sam, musiał dogłębnie przemyśleć decyzję, którą zamierzał podjąć. Pięć minut później opuścił zamek i ruszył na spacer w kierunku jeziora.


Harry nie zdobył się nawet na podniesienie głowy, kiedy usłyszał, że ktoś puka do jego drzwi. Liczba osób, które mogły odwiedzać go w tym czasie, była bardzo ograniczona, więc zupełnie nie zdziwił go dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili cichy głos Remusa.

- Harry?

Zamiast odpowiadać, chłopiec obrócił się na brzuch na łóżku i spojrzał na Lupina. Starszy czarodziej z wahaniem wszedł do dormitorium, zamknął za sobą drzwi i usiadł na sąsiednim łóżku. Jego twarz była zarumieniona, a włosy potargane, jakby dłuższy czas spędził na zewnątrz. Najwyraźniej nie był pewien, w jaki sposób zacząć rozmowę z Harrym, ale chłopiec nie zamierzał mu niczego ułatwiać; ostatecznie mógł istnieć tylko jeden powód, dla którego Remus postanowił odszukać go po swojej rozmowie z Dumbledore'em... zwłaszcza z taką miną.

- Przyszedłeś mi powiedzieć, że zamierzasz go odciąć?

Harry odwrócił się plecami do Lupina, zanim mężczyzna zdążył cokolwiek powiedzieć, i wbił wzrok w przeciwległą ścianę. Przez długi moment panowała zupełna cisza, a kiedy Remus odpowiedział, jego głos zabrzmiał dziwnie słabo i nieśmiało – Harry nie był przyzwyczajony do czegoś takiego.

- Myślisz, że to wszystko jest dla mnie łatwe?

Chłopiec tylko wzruszył ramionami. Nie odwrócił się.

- Harry, proszę, popatrz na mnie.

Kiedy Harry nie zareagował na tę prośbę, Remus wstał i przeszedł na drugą stronę jego łóżka. Spojrzał na chłopca błagalnie, niemo prosząc, by nie bawił się z nim teraz w chowanego.

- Odbyłem dzisiaj dość długą rozmowę z profesorem Dumbledore'em.

- Tak, i pewnie pytałeś go, w jaki sposób pozbyć się Syriusza raz na zawsze.

Lupin pokręcił głową ze smutkiem, ale Harry najwyraźniej musiał zrzucić z serca jakiś bolesny ciężar; usiadł na łóżku i wbił z swojego profesora rozeźlone spojrzenie.

- To właśnie o tym wszyscy myślą, prawda? Jak pozbyć się Syriusza! I nikt nawet nie pyta, co ja o tym myślę!

Remus westchnął.

- Rozumiem, że znów czujesz się pominięty, Harry – i wiem, że miałeś duże nadzieje na to, że Syriusz wciąż żyje, a ty być może go odzyskasz. Nie wiesz, że czuję dokładnie to samo? Nie sądzisz, że nawet najmniejszą szansę na uratowanie go uznałbym za dar od losu, na który nawet nie ośmielałem się liczyć? Bo właśnie tak jest. Wiem, co czujesz, ponieważ to, co spotkało Syriusza, zraniło mnie tak samo mocno jak ciebie, ale musisz zrozumieć, że to nie twoja decyzja. To, co się teraz wydarzy, będzie moim wyborem, Harry.

- Więc uważasz, że możesz tak po prostu postanowić zabić Syriusza?

- Jesteś niesprawiedliwy, Harry.

Ale chłopiec tylko potrząsnął głową.

- Powiedziałeś, że zrobiłbyś wszystko, żeby wrócił! Mówiłeś mi to nieraz, odkąd odwiedziłeś mnie w szpitalu na początku lata – czyżbyś już o tym zapomniał?

- Gdybym mógł, zrobiłbym wszystko, żeby znów był z nami. Chętnie oddałbym za to moje życie – tak ci mówiłem i to nadal jest prawda.

- Z mojego punktu widzenia to wcale tak nie wygląda.

Remus schował twarz w dłoniach i milczał przez dłuższą chwilę. Kiedy znów uniósł głowę, lekko przetarł dłonią oczy, ale Harry i tak dostrzegł łzy w jego bursztynowych oczach.

- Fakt, że łączy mnie z Syriuszem więź i że on wciąż jest w stanie korzystać z moich sił, nie oznacza automatycznie, że można go uratować, Harry. Za tę Zasłonę wpadło wielu ludzi, a z tego co wiem, nikt nigdy zza niej nie wrócił. Nikt. Gdyby istniał jakiś sposób, by go uratować, natychmiast bym z niego skorzystał, ale w tym momencie nie widzę żadnego takiego sposobu. Inni zresztą też nie.

Harry'ego przeszył taki gniew, jakiego chłopiec jeszcze nigdy wcześniej nie czuł. Jak Remus mógł się tak szybko poddać? Dlaczego najwyraźniej nawet nie próbował znaleźć jakiegoś sposobu, by ocalić Syriusza?!

- Właśnie powiedziałeś, że nawet oddałbyś życie, żeby go sprowadzić zza Zasłony, ale kiedy nadarza się okazja, by spróbować to zrobić, nagle tchórzysz, tak? Może powinieneś odwiedzić swojego starego kumpla Glizdogona – wy dwaj macie chyba podobną definicję słowa „przyjaźń".

Ramię Remusa drgnęło dziwnie i przez moment Harry był pewien, że jego zazwyczaj tak spokojny profesor go uderzy, ale zamiast tego splótł dłonie i ze złością zaczął maszerować w tę i z powrotem u stóp łóżka.

- Nigdy więcej nie wypowiadaj się na temat spraw, o których nie masz pojęcia, Harry! Nigdy więcej tego nie powtarzaj, jeśli wiesz, co dla ciebie dobre! Potrafię wiele znieść, ale w ostatnim czasie dotarłem do granicy swojej wytrzymałości i nie zamierzam wysłuchiwać inwektyw nadąsanego nastolatka, który nie wie, co się tak naprawdę dzieje! Czy choćby przez chwilę próbowałeś postawić się na moim miejscu i zastanowić się nad tym, co czuję? Czy chciałbyś znaleźć się w sytuacji, w której stanowiłbyś jedyne ogniwo łączące twojego najlepszego przyjaciela ze światem żywych? Czy sądzisz, że spałem spokojnie przez dwie ostatnie noce? Jeśli tak, to dowiedz się, że nie, nie spałem! Ale jaki mam wybór, Harry? Nie znam żadnego sposobu na sprowadzenie Syriusza z miejsca, w którym się teraz znajduje, a jeśli nasza więź nie zostanie w najbliższym czasie przerwana, mnie również nie pozostanie wiele życia – a wtedy obaj będziemy martwi. Nie przyszło ci do głowy, że staraliśmy się znaleźć jakieś inne rozwiązanie niż przecięcie tej więzi? Ale jakie mamy na to szanse, skoro ani ja ani Severus ani Albus nie wpadliśmy na żaden inny pomysł? W razie gdybyś nie zauważył, lada chwila wybuchnie wojna, więc nie mamy ani czasu ani ludzi, by przeprowadzić gruntowne poszukiwania w opracowaniach naukowych. Właśnie dlatego musi być tak a nie inaczej, Harry. Wciąż staramy się coś wymyślić, ale jeśli te ataki będą się pogarszać w takim tempie, jak sądzę, to muszę zrobić to, co należy, i to jak najszybciej. Nie mamy już czasu na dywagacje – kilka dni, może nieco więcej. To właśnie chciałem ci powiedzieć przychodząc tutaj, bo pomyślałem, że masz prawo to wiedzieć. Mam tylko nadzieję, że jesteś w stanie zrozumieć powody mojej decyzji, Harry. Merlin świadkiem, że chciałbym odzyskać Syriusza, ale skoro nie istnieje na to żaden sposób, to nie sądzę, by moja śmierć miała w czymkolwiek pomóc – nie, jeśli wciąż mogę jakoś się przyczynić do wygrania tej wojny. Przykro mi, Harry.

Remus rzucił chłopcu jeszcze jedno, smutne spojrzenie, po czym cicho otworzył drzwi i opuścił dormitorium. Harry siedział na łóżku pogrążony w pełnym oszołomienia milczeniu. Chciałby znów poczuć złość na Lupina, chciałby być na niego taki wściekły, jak we własnym mniemaniu powinien teraz być, ale widział pełną rozpaczy twarz swojego byłego profesora i widział łzy spływające po jego policzkach, kiedy dzielił się swoimi najskrytszymi myślami.

Chłopiec przez moment próbował sobie wyobrazić, jakie to uczucie: konieczność podjęcia decyzji dotyczącej życia lub śmierci najlepszego przyjaciela. Jak czułby się, gdyby się znalazł na miejscu Remusa, a za Zasłonę wpadłby Ron? Harry nie był nawet w stanie o tym myśleć; był pewien, że nie potrafiłby skrzywdzić ani tym bardziej zabić swojego najlepszego przyjaciela. Ale czy to rzeczywiście była prawda?

A może Remus miał rację i faktycznie lepiej będzie przeciąć tę więź z Syriuszem, zanim jego również pozbawi życia? Harry nie chciał, by jego były nauczyciel cierpiał albo zginął, ale nadzieja na to, że jego ojca chrzestnego uda się uratować, była jedyną pozytywną rzeczą, jaka przydarzyła mu się w ciągu kilku ostatnich miesięcy, i chwycił się jej tak kurczowo, że teraz ciężko mu było tak po prostu ją porzucić.

Jeśli Harry miałby być ze sobą szczery, to już widział Syriusza wyłaniającego się zza Zasłony, śmiejącego się w swój typowy, przypominający szczekanie psa sposób, i zupełnie takiego, jakim chłopiec go zapamiętał. Pozwolił ponieść się fantazji w zbyt dużym stopniu i dlatego teraz było mu bardzo trudno pogodzić się z decyzją Remusa.

Harry z westchnieniem wstał z łóżka i wyszedł z dormitorium, by poszukać Lupina.

Nie musiał szukać długo; domyślił się, że jego były profesor będzie szukał schronienia w sali, która przez jeden, cudowny rok była jego gabinetem. Harry wiązał z tym miejscem wiele nieprzyjemnych wspomnień z poprzedniego roku, gdy Dolores Umbridge uczyła w Hogwarcie Obrony Przed Czarną Magią, ale teraz w ogóle o nich nie myślał. Przez chwilę obserwował Remusa stojącego przy oknie i wyglądającego na błonia w nieprzeniknionym wyrazem twarzy; mężczyzna otarł ślady łez na policzkach i jego mina była tak neutralna jak zazwyczaj, ale w jego postawie Harry nie dostrzegł nawet śladu silnego i potężnego czarodzieja, jakim do tej pory był dla niego Remus Lupin. Teraz profesor wyglądał jedynie na pokonanego i zmartwionego, jakby na jego i tylko jego barkach spoczywał ciężar całego świata.

Harry zapukał i Remus odwrócił się w jego stronę. Wyraz jego twarzy nie zmienił się, ale z jego ust nie padło ani jedno słowo mogące rozpocząć kolejną rozmowę. Harry przez moment nerwowo przygryzał wargę, po czym zrobił ostrożny krok i wszedł do gabinetu. Lupin uniósł brew i był to jedyny dowód na to, że przyjął do wiadomości wizytę chłopca.

- Remusie, ja... chciałem cię przeprosić, naprawdę. Nie powinienem był się na ciebie wściekać. Masz rację, nie mam pojęcia, przez co przechodzisz. Po prostu tak bardzo chcę, żeby wrócił, nie mogę uwierzyć, że nie istnieje żaden inny sposób...

Remus uśmiechnął się ze współczuciem i ruszył w stronę chłopca.

- Nie jestem zły, Harry. Po prostu szybko tracę ostatnio cierpliwość – przepraszam, że podniosłem na ciebie głos.

Teraz był już przy Harrym i delikatnie położył dłoń na jego ramieniu. Chłopiec zdusił w sobie szloch.

- Ja tylko chciałbym, żebyśmy znów byli razem, Remus.

- Wiem.

Z niezwykłym dla siebie brakiem powściągliwości Lupin objął Harry'ego ramionami i mocno przytulił. Głowa chłopca spoczęła na jego ramieniu.

- Ja też chciałbym, żeby wrócił, Harry. Był moim przyjacielem. Kochałem go tak samo jak ty.

Chłopiec bez słowa kiwnął głową – nie znalazł żadnej stosownej odpowiedzi. Jego szloch stał się bardziej wyraźny, kiedy zrozumiał, że Remus ma rację. Obaj kochali Syriusza, ale on nigdy nie znalazł okazji, by powiedzieć o tym swojemu ojcu chrzestnemu. Nigdy nie powiedział Syriuszowi, że go kocha, że go potrzebuje i że cieszy się z tego, że los ich ze sobą połączył, mimo wszystkich przeciwności i problemów, jakie się przez to narodziły. Nie powiedział mu o tym – a teraz już nigdy nie będzie w stanie tego naprawić.

Przez moment Remus trzymał w ramionach drżącego chłopca zupełnie nie wiedząc, co jeszcze mógłby powiedzieć; nie istniały słowa, które w odpowiedni sposób oddałyby jego uczucia. Kiedy dowiedzieli się, że Syriusza wciąż łączy ze światem żywych cienka nić, nadzieja omal ich nie udusiła. Było to uczucie intensywne – i krótkotrwałe. Jeśli Remus miał być ze sobą szczery, to już zastanawiał się, jak to będzie, gdy Syriusz znów będzie z nimi, ale rzeczywistość zniszczyła te marzenia. Być może to uczyniło całą sytuację jeszcze trudniejszą do zniesienia? Świadomość i akceptacja faktu, że Syriusz zginął, były dostatecznie ciężkie, ale wiedzieć, że był – no cóż, może niezupełnie martwy (ciężko to było inaczej ująć) – jeszcze bardziej uniemożliwiało pogodzenie się z jego utratą. Czy on, Remus, naprawdę miał prawo podejmować taką decyzję? Czy miał prawo przeciąć więź łączącą go z Syriuszem? Czy nie był winien Harry'emu – i sobie – by ze wszystkich sił starać się znaleźć sposób na uratowanie swojego najlepszego przyjaciela?

Bez względu jednak na to, jak bardzo się starał, nie znalazł słów, by opisać Harry'emu swoje uczucia; miał tylko nadzieję, że chłopiec go zrozumie. Miał nadzieję, że kiedyś Harry wybaczy mu to, co zamierzał zrobić.

Lupin dał chłopcu jeszcze chwilę na dojście do siebie wiedząc, że Harry czułby się jeszcze bardziej zażenowany, gdyby jego profesor dał mu do zrozumienia, że zauważył, jak bardzo płakał. I rzeczywiście – bardzo szybko odzyskał panowanie nad sobą, przetarł oczy rękawem szaty i odsunął się od Remusa. Spróbował uśmiechnąć się do niego, ale jego uśmiech był bardzo wymuszony.

- Przepraszam. Masz już na głowie dosyć zmartwień, na pewno nie potrzebujesz dokładać do nich mojego marudzenia.

Remus obdarzył chłopca pokrzepiającym uśmiechem, ale od razu wiedział, że tym razem nie osiągnął celu.

- Nie musisz za nic przepraszać, okej? Merlin świadkiem, że jeśli ktokolwiek rozumie, jak fatalnie się teraz czujesz, to właśnie ja.

Harry zrobił niepewny krok w stronę drzwi, ale zatrzymał się przed nimi, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć zanim wyjdzie. Remus obserwował go tylko, dając czas potrzebny na zebranie myśli. W końcu chłopiec spuścił wzrok na podłogę i przygryzł wargę.

- Chciałem tylko powiedzieć... to znaczy o tym, co się wydarzyło wcześniej. To... pewnie nie rozumiem, jak jest ci ciężko, ale rozumiem, że to twoja decyzja a nie moja. Wiem, że nie potrzebujesz mojego pozwolenia ani niczego takiego, ale chcę ci powiedzieć, że cokolwiek postanowisz, będzie w porządku.

Chłopiec nie podniósł spojrzenia z podłogi, więc nie ujrzał smutnego uśmiechu na twarzy starszego czarodzieja.

- Nie, Harry, to nie jest w porządku – i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Wiesz o tym tak samo jak ja. Czasem jednak życie stawia nas przed wyborami, z których żaden nie jest tak naprawdę dobry. Ja staram się dokonać najlepszego możliwego wyboru, ale jeszcze nigdy nie czułem się tak bezsilny. Nie wiem, czy rzeczywiście podejmę słuszną decyzję – mam tylko nadzieję, że będę potrafił z nią żyć.

Harry kiwnął głową, ale nadal nie patrzył Remusowi w oczy. Mężczyzna miał nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni, ale wiedział, że nie będzie go winił, jeśli chłopiec nie zdoła mu wybaczyć; sam nie był pewien, czy będzie w stanie spojrzeć sobie w oczy, kiedy to wszystko zostanie doprowadzone do końca.

Harry jeszcze przez moment kręcił się niespokojnie przy drzwiach, ale w końcu najwyraźniej znalazł bardziej neutralny temat do rozmowy.

- Chyba pójdę jeszcze na chwilę do biblioteki. Wciąż nam do napisania kilka wypracowań przed rozpoczęciem roku szkolnego.

- Tak, to dobry pomysł – choćby po to, żeby uspokoić Hermionę.

Na ustach Harry'ego pojawił się drżący uśmiech. Chłopiec odwrócił się, by wyjść z gabinetu, a Remus obserwował go, doskonale wiedząc, że Harry nie spędzi w bibliotece nawet jednej chwili na odrabianiu pracy domowej. Nie miał jednak nic przeciwko temu drobnemu kłamstwu – żałował tylko, że nie potrafi podzielać optymizmu chłopca... że nie wierzy już w to, że dla Syriusza istnieje jakikolwiek ratunek.