A/N: Trzymałam was w niepewności wystarczająco.

Dziękuję za komentarze, polubienie, śledzenia.

Bohaterowie należą do Cassie Clare, z wyjątkiem oryginalnych.

Miłego czytania.


Epilog

Rok później

- Alec pospiesz się, bo się spóźnimy! - Magnus krzyknął, waląc pięścią w drzwi łazienki. Lightwood siedział tam już od pół godziny, robiąc nie wiadomo co. - Alec!

- No daj mi pięć minut!

- Odliczam! - W odpowiedzi Magnus uzyskał tylko jakieś pomruki. Przewrócił oczyma i ruszył do sypialni, by dokończyć swoje ubieranie. Sięgnął po swoją czerwoną marynarkę, która leżała na ich łóżku. Dziś szli do restauracji na kolację, by świętować ich drugą rocznicę. W końcu mogli sobie pozwolić na wolny wieczór, tylko dla nich, ponieważ ten weekend należał do Kaelie.

Po roku od sprawy sądowej, Alec i Kaelie mieli już idealnie opracowany plan opieki nad Jake'm. Według ustaleń sądu, Jake pozostał z Alec'iem i Magnusem, ale Alec nie uzyskał pełni opieki nad nim. Sąd orzekł, że mają wspólnie sprawować opiekę nad nim, z zastrzeżeniem, że miejscem zamieszkania Jake'a ma być miejsce zamieszkania Alec'a. Oczywiście Kaelie początkowo była przeciwna takiemu rozwiązaniu, ale po wielu długich rozmowach, często zakończonych płaczem zarówno Alec'a jak i Kaelie, doszli do porozumienia.

Kaelie zamieszkała bliżej nich, we własnym już mieszkaniu, w którym Jake również miał swój pokój. Znalazła dobrze płatną pracę, chłopaka, którego Jake od razu polubił, choć na razie wciąż mówi do niego wujku. Młoda kobieta zabiera Jake'a na wszystkie weekendy do siebie, dodatkowo może go zabierać na wakacje, wyjazdy.

A Jake? Jake jest uradowany, że ma mamę i dwóch tatusiów blisko siebie.

- Jestem gotowy. - Alec wszedł do ich sypialni, ubrany jak model z magazynu mody. Dopasowany, czarny garnitur, granatowy krawat, podkreślający jego piękne niebieskie oczy. Biała koszula, wybrana niedawno przez Magnusa na ślub Setha i jego dziewczyny. Jednym słowem Alec wyglądał cudownie, aż chciało się go schrupać. - Mags?

- Tak? - Kociooki chłopak wybudził się ze stanu podziwiania i podszedł bliżej swojego chłopaka, zarzucając mu ramiona na szyję. - Wyglądasz tak cudownie, że aż nie mam ochoty nigdzie iść, tylko pozbyć się tych ciuchów z ciebie.

- Na to przyjdzie jeszcze czas. - Mimo, że byli ze sobą już tak długo, Alec wciąż potrafił się zarumienić na choćby niewielką insynuację seksualną. Cóż, ale to właśnie Magnus w nim kochał, ten uroczy rumieniec. - Musimy iść. Taksówka chyba na nas czeka.

Alec chwycił portfel z komody w przedpokoju i złączył swoją dłoń z dłonią Magnusa, wyprowadzając ich obu z ich małego mieszkanka.

Restauracja, w której Alec zamówił dla nich stolik, była wspaniała. Ich stół stał w oddali, blisko kominka, więc byli z dala od wścibskich spojrzeń. Na stole znajdowały się świece, dwa nakrycia, dwa kieliszki do wina. Alec odsunął jedno z krzeseł dla Magnusa, jak prawdziwy dżentelmen. Moment, to znaczyło, że Magnus jest w tym związku damą? W zasadzie mógłby nią być, jeśli Alec dalej by oczarowywał go swoimi manierami i tym uroczym uśmiechem. Lightwood usiadł naprzeciwko niego, a po chwili podszedł do nich kelner z butelką białego wina. Gdy ich zostawił, po nalaniu wina, Magnus zwrócił się do Alec'a.

- Jakim cudem go przekonałeś, by dał nam alkohol? Ja mam dwadzieścia lat, ty prawie…

- Powiedzmy, że moja siostra i twój brat są bardzo przekonujący. - Magnus zaśmiał się na te słowa.

Alec wpatrywał się w Magnusa jak zaczarowany. Śmiech Bane'a brzmiał dla niego jak najpiękniejsza muzyka. Mógłby słuchać go nieustannie.

Kelner przyniósł im przystawki, krewetki w sosie curry z pomidorkami koktajlowymi i bazylią. Danie pachniało tak wspaniale, że od samego patrzenia aż ślinka ciekła. Magnus obserwował Alec'a, jak chłopak pochłonął przystawkę w trzech szybkich gryzach, gdy on delektował się każdym kęsem, raz po raz popijając wino. Potem kelner przyniósł główne danie, penne z owocami morza.

- Alexandrze, czyżbyś próbował uwieść mnie jedzeniem? - Magnus zapytał, przełknąwszy kawałek mula.

- A działa? - Alec specjalnie oblizał usta, by bardziej przekonać do siebie Magnusa, co było niemożliwością, Magnus już teraz był w stanie wszystko dla niego zrobić. Gdy Lightwood skończył danie, sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i wyciągnął z niej białe, pluszowe pudełko.

W tym momencie serce Magnusa zabiło szybciej. Czyżby to oznaczało…

- Otwórz, Mags - odezwał się niebieskooki. Z trzęsącymi się dłońmi chłopak posłusznie otworzył pudełko. I doznał szoku, ale nie takiego, jakiego się spodziewał.

- Klucze?

- A co? Spodziewałeś się pierścionka zaręczynowego? - Magnus starał się ukryć zawiedziony wyraz twarzy przed swoim chłopakiem. Rzeczywiście spodziewał się pierścionka zaręczynowego, zwłaszcza w takim pięknym pudełku. A i okazja była idealna, wspaniała kolacja romantyczna.

- Co to za klucze? - Starał się zachować neutralny ton.

- Do naszego nowego domu. - Na to brew Magnusa uniosła się ku górze w niemym pytaniu. - Mam nową pracę, oboje zarabiamy lepiej, a nadal gnieździmy się w tym małym, dwupokojowym mieszkanku. Jake rośnie, potrzebuje większej przestrzeni. Ty też, na swoje ciuchy, więc...rozejrzałem się i kupiłem dla nas mały dom, na przedmieściach Manhattanu. Ma cztery pokoje, dużą łazienkę i takie pomieszczenie, które może być twoją garderobą. - Magnus spoglądał na niego z niedowierzaniem. Naprawdę nie spodziewał się czegoś takiego. - Magnus? Kochanie?

- Nowy dom dla nas? - Alec pokiwał głową. - Alexandrze…

- Chcę byśmy mieli taki prawdziwy dom, ja, ty i Jake. - Magnus nachylił się przez stół i przyciągnął twarz Alec'a do swojej, by złożyć na nich pocałunek. Jednak Alec szybko go odepchnął, przez co Magnus obrzucił go zdziwionym spojrzeniem. - Chcesz się poparzyć?

Wtedy Magnus uświadomił sobie, że są wciąż palą się świece na stole. Nagle obok nich zmaterializował się kelner, który odchrząkał nerwowo.

- Przyniosłem panom deser. - Postawił przed nimi dwa pucharki musu czekoladowego z nutką chili.

Magnus ponownie rozkoszował się smakiem dania, zamykając oczy, przez co nawet nie zauważył, że Alec wstał ze swojego krzesła. Po chwili Bane otworzył oczy, oblizując usta z resztek musu i spojrzał przed siebie. Alec'a nie było na krześle naprzeciwko. Gorączkowo zaczął się rozglądać po lokalu, aż poczuł delikatne stuknięcie w udo. Spojrzał w dół po swojej prawej stronie i dostrzegł klęczącego na jednym kolanie Alec'a, z małym, czerwonym, pluszowym pudełeczkiem w dłoni.

Usta otworzyły mu się w szoku, oczy zwiększyły.

- Magnusie Bane, miłości mego życia, wiem, że mamy po dwadzieścia lat, ale, czy zos…

- Tak! Tak! Tak! - Magnus wszedł mu w słowo, kładąc dłonie na policzkach Alec'a, przyciągając go bliżej siebie i wpijając się w jego usta. Pocałunek trwał dopóty, dopóki do uszu obu chłopców nie doszły gromkie oklaski i kilka pogwizdów. Gdy się odsunęli od siebie - obaj z rumieńcem na twarzy, Alec oczywiście z większym - Alexander uśmiechnął się słodko do Magnusa.

- Nie dałeś mi dokończyć - zaczął - a co jeśli to nie były oświadczyny?

- Lepiej, żeby w tym cudnym pudełeczku znajdował się pierścionek zaręczynowy, bo przysięgam Alexandrze, od dziś śpisz na kanapie. - Alec roześmiał się na te słowa, otwierając owo pudełeczko. Znajdował się w nim złoty sygnet, z niebieskim lazurem, przypominającym kolor oczu Alec'a. Był piękny i równie pięknie prezentował się na karmelowym palcu lewej dłoni Magnusa, gdy Alec go tam wsunął. - Ciotka nie uwierzy.

- Właściwie… - Alec przygryzł dolną wargę, spoglądając znacząco na Magnusa.

- Oni wszyscy już wiedzą o tym, prawda? - Alec przytaknął, podnosząc się z ziemi. Wrócił na swoje miejsce i sięgnął po lewą dłoń Magnusa przez stół. Przysunął ją bliżej swoich ust i złożył pocałunek na sygnecie. - Tylko ja nic nie wiedziałem. A Jake?

- Jake pomógł mi wybierać sygnet i tu cytuję 'Tatuś Magnus lubi nasz kolor oczu, wybierz ten tatusiu'. - Bane otarł łzę szczęścia, która popłynęła po jego policzku. - On się bardzo cieszy na nasz ślub. Razem z Izzy i Alli wczoraj już zaczęli planować. Oczywiście wtrąciłem się, gdy Jake powiedział, byśmy mieli tort w kształcie małpy. I chciał byśmy mieli ślub w zoo.

- To nasz mały chłopiec, zawsze uwielbiający małpy. - Alec musiał się zgodzić z tym stwierdzeniem. - Dlatego was uwielbiam, Lightwoodowie, nigdy mnie nie zawodzicie.

- Niedługo i ty będziesz panem Lightwoodem.

Dziesięć lat później

- Jake, pospiesz się! - Magnus walnął w drzwi od pokoju nastolatka z taką siłą, że mógłby spokojnie zrobić w nich dziurę, jednak drzwi od pokoju chłopaka były podwójne - życzenie chłopca na dwunaste urodziny, by miał, choć trochę prywatności od rodziców i młodszej siostry Tatiany - Masz dziesięć minut, albo wchodzę do środka!

- Zaraz wyjdę tato! - usłyszał w odpowiedzi. Magnus westchnął, jaki ojciec taki syn. Obaj Lightwoodowie nie znali słowa 'czas'. Wiecznie się gdzieś spóźniali i chyba tylko dzięki czujności Magnusa i jego poczuciu czasu, zdarzało się, że byli na odpowiednią porę w przeróżnych miejscach. - Rany, co się tak złościsz - mruknął Jake, otwierając drzwi. - Już jestem gotowy.

Magnus pokiwał z aprobatą na ubiór Jake'a: czarny garnitur, czerwony krawat i biała koszula. Jego czarne, półdługie włosy - które Alec, co rusz każe mu ścinać, ale chłopak zawsze mu mówi, że miłość do długich włosów odziedziczył po Magnusie - teraz były zaczesane na żel do tyłu.

- Wyglądasz przepięknie.

- Mówisz tak, bo jesteś moim ojcem, to twój obowiązek. - Nastolatek wsunął czarne buty na nogi i poklepał ojca po ramieniu. - A gdzie tata i Tee?

- Od dwudziestu minut czekają na nas w samochodzie. - Magnus poprawił swój złoty krawat, chwytając syna za rękę i prowadząc do drzwi wyjściowych ich domu. - To tobie najdłużej zeszły przygotowania.

- I kto to mówi. Sam się malujesz godzinę, tato.

- Czasami się zastanawiam, po kim jesteś taki wyszczekany. - Młody chłopak tylko się zaśmiał, otwierając drzwi do czarnego Astona Martina, w którym znajdowała się jego siostra i ojciec. Zajął miejsce z tyłu obok Tatiany, tuż za Alec'iem, który siedział na miejscu pasażera. Magnus wdrapał się na miejsce kierowcy, zatrzaskując drzwi.

- Po tacie Alec'u.

- Co po mnie? - Odezwał się Alec.

- Ojciec się zastanawiał, po kim jestem taki wyszczekany - odpowiedział Jake, szczerząc się do Alec'a, spoglądającego na niego w lusterku. - Po tobie, tato.

- To prawda! - Do rozmowy włączyła się Tatiana, dziesięcioletnia czarnowłosa dziewczyna, którą Magnus i Alec zaadoptowali osiem lat temu, gdy Jake miał pięć lat i domagał się rodzeństwa, zarówno od matki jak i obu ojców. A Tatiana, gdy tylko ją poznali w domu dziecka, od razu ją pokochali, od pierwszego wejrzenia. Po pół roku już ją adoptowali, a Jake miał w końcu drugą siostrę. Kaeile i jej przyszły mąż również mają dwoje dzieci - Timmy i Katie to dzieci Louisa z pierwszego, nieudanego małżeństwa.

Po godzinie drogi znaleźli się na miejscu, w urzędzie stanu cywilnego. Jake ruszył do przodu do swojej matki i jej narzeczonego, a Alec wraz z Magnusem i ich córką zostali z tyłu sali. Dziś odbywał się ślub Kaelie i Louisa, w końcu po sześciu latach ich związku.

W trakcie wesela w jednej z nowojorskich restauracji, Alec i Magnus obserwowali Jake'a i Tatiana, tańczących z ich rówieśnikami z rodziny pana młodego. Magnus położył swoją głowę na ramieniu Alec'a i westchnął.

- Rosną tak szybko. Nim się obejrzymy będą dorośli i zostawią nas samych. - Alec wplątał swoją dłoń w krótkie włosy Magnusa, przeczesując je.

- Masz rację. Czasami aż nie chcę, by dorastali. - Magnus złączył ich dłonie, splatając palce. - Wolałbym, by zostali mali.

- Co jest? - Nagle przed nimi wyrósł Jake, z uśmiechem na twarzy. - Macie takie ponure miny. To wesele mamy, powinniśmy się cieszyć razem z nią. Przy okazji, jadę z mamą w góry na dwa tygodnie w ferie.

- I cieszymy - rzucił Magnus. - Tylko wzdychamy, że ty i twoja siostra tak szybko rośniecie.

- Rany, tato - jęknął Jake, siadając obok Alec'a. - Nie będziemy wiecznie dziećmi.

- A szkoda, bo były z was takie słodkie dzieciaki. - Alec pocałował czubek głowy Jake'a, przyciągając go do swojej piersi. Nastolatek, jak to on, starał się wyrwać z ojcowskiego uścisku. To nie przystoi młodemu chłopakowi być całowanemu przez ojca, jakby był małym dzieckiem. Gdy Alec odsunął się od niego, potargał jego włosy.

- Tato! - Alec tylko dał mu prztyczka w nos. Jake zwrócił się do Magnusa. - Powiedz mu coś! Zepsuje mi fryzurę.

Magnus tylko wybuchł gromkim śmiechem. Gdy dołączyła do nich Tatiana, przywołana śmiechem ojca, Bane spojrzał na swoją rodzinę. Alec ściskał ich oboje dzieci, uśmiechając się szeroko. Tuż obok Kaelie posyłała im ciepły uśmiech, przytulając męża i dwójkę dzieci.

Magnus nie mógł powstrzymać radosnego uśmiechu, wstępującego na jego usta, kiedy w jego umyśle zagościła jedna myśl.

- Hej, o czym myślisz? - Alec stuknął go delikatnie w ramię, wybijając z zamyślenia.

- O tym, że mam najfajniejszą rodzinkę na świecie. - Magnus oplótł ramiona wokół całej trójki, ściskając ich mocno, na co jego dzieci jęknęły z dezaprobatą. Alec zgodził się z tym stwierdzeniem.

To była prawda, Magnus i Alec mieli cudowną rodzinę, którą czekało wspaniałe życie.


A/N: Podobało się?

Wiem, że może niektórzy mogą myśleć, że Kaelie nie zasługiwała na szczęśliwe zakończenie, ale ja chciałam jej dać trochę szczęścia.

Po raz ostatni: Opinie będą mile widziane.

Intoxic