A/N: Oj, Aisha, żadne tam dzieła! Po prostu opowiadanka z typu łatwych dla ogólnej rozrywki. Danielle Steel to ja na pewno nie jestem! lol
Perfectly i Zoja: Się obaczy! ;-P
26.
- Jedźcie ze mną do Wisconsin w ten weekend.- zaproponował, gdy tego wieczora jedli kolację w jej małym mieszkanku.- Przedstawię was reszcie rodziny, ogłosimy nasze zaręczyny, a następnego dnia możemy pojechać do twoich rodziców, Sue, i zrobić to samo. Chciałbym ich poznać, zanim wejdę do rodziny!- mrugnął wesoło, a Andy, choć nie bardzo wiedział o co chodzi, zachichotał słodko. Jego mama tymczasem, pokryła się słodkim rumieńcem na sam widok słowa na "z". W sumie, do tego właśnie momentu jakby nie docierało do niej, że jest kobietą zaręczoną. Zgodziła się przyjąć jego propozycję i wyjść za Jacka, ale dopiero teraz poczuła, uświadomiła sobie, co to tak naprawdę oznacza. Była teraz narzeczoną, przyszłą żoną i ta świadomość pobudziła motylki w jej brzuchu, ale też i nowy nawał myśli w jej głowie.
To prawda, że nie tak wyobrażała sobie oświadczyny. Dawno temu, przed Andrew, przed Jackiem, stworzyła sobie w umyśle cały scenariusz chwili, gdy jej wyśniony wybranek poprosi ją o rękę, i scenariusz ów zupełnie nie współgrał z rzeczywistością. Tym nie mniej (i mimo wszystko), pojawił się ktoś, kto jednak chciał z nią być, z nią i całym tym bagażem, jaki ze sobą taszczyła przez życie. Och, dobrze wiedziała, że z jego strony to raczej pragnienie rodziny, dziecka, zaważyło na tej decyzji. Jack pokochał jej synka jak własnego i chciał być częścią jego życia. To, że jego mama była najlepszą przyjaciółką Hudsona, było miłym dodatkiem. Możliwe nawet, że i ją kochał na swój sposób. Powiedział jej przecież kiedyś, że nie poślubiłby kobiety, której nie kocha, a poza tym czynem udowodnił, że jest mu bliska, opiekując się nią w chorobie. Czasem jednak Sue sekretnie pragnęła, by nie tylko ją kochał, lecz był w niej zakochany. Ona sama nareszcie przyznała się sama przed sobą, że żywiła do niego to właśnie uczucie. Zakochała się, choć nawet nie wiedziała kiedy. Nie miała jednak odwagi, by mu to powiedzieć, szczególnie, że z jego ust również nigdy nie padły te słowa. Tak naprawdę powiedział jej, że dobrze się przy niej czuje, że troszczy się o nią i ją szanuje, że ją podziwia, lecz nawet w momencie, kiedy zadał jej „to" pytanie, nie powiedział „kocham". Może jednak tak właśnie miało być? Może nie powinna pragnąć więcej i cieszyć się tym, co ma, bo w końcu i tak nie sądziła, że ktoś ją zechce po tym, jak inny mężczyzna ją zbrukał.
Tak, nie zasługiwała na więcej, niż miała teraz, więc tego dnia postanowiła cenić to, co zesłał jej Bóg i nie oczekiwać więcej.
- To dobry pomysł, Jack.- zgodziła się blondynka.- Z chęcią znów spotkam się z twoimi rodzicami. To tacy mili ludzie.- dodała z uśmiechem. Naprawdę polubiła Laurę i Sama, choć znali się tak krótko, ponieważ nigdy jeszcze nie spotkała ludzi, którzy emanowali by takim ciepłem w stosunku do innych. Hudsonowie tacy właśnie byli- ciepli i serdeczni.
- Oni również ucieszą się na twój i Andy'ego widok.- zapewnił zaraz Sparky.- Przepadają za małym, a ciebie bardzo polubili.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego, skoro popełniłam względem nich taką gafę towarzyską!- jęknęła, czerwieniąc się niemiłosiernie na wspomnienie pierwszego spotkania.
- Och, Sue!- brunet potrząsnął głową z niedowierzaniem.- Ile razy mam ci powtarzać, że to nie była twoja wina? Byłaś chora, zmęczona i ledwie trzymałaś się na nogach. Nikt nie oczekiwał, że będziesz przy tym perfekcyjną panią domu, a już na pewno nie moi rodzice. Zapomnij więc o tym, dobrze?- uśmiechnął się i ścisnął jej rękę w pocieszającym geście. Tak się akurat złożyło, że była to lewa dłoń dziewczyny i kiedy Jack to zrozumiał, uświadomił sobie, że czegoś mu na niej brakuje. Mało tego, to „coś" było kluczowym potwierdzeniem ich nowego statusu i brak owego elementu na palcu narzeczonej był JEGO karygodnym faux pas! Przy całym tym planowaniu oświadczyn (no bo przecież od dawna o tym myślał!), zupełnie zapomniał o ich najważniejszym symbolu. Co by na to powiedziała jego babcia?!
- Zapomnieć, nie zapomnę…- odparła panna Thomas.- Skoro jednak mleko się już rozlało, chyba nie ma sensu nad nim płakać.- przyznała.- W końcu i tak nic tego nie zmieni.
- Dokładnie!- przytaknął Jack.- Skoro już to ustaliliśmy, pozostaje więc jeszcze tylko jedna mała kwestia…- dorzucił powoli.
- Czyli?- spytała niepewnie Sue.
- Twój pierścionek zaręczynowy, Sue.- odpowiedział.- Pobieramy się, a skoro tak, potrzebujesz pierścionka.
- Och, nie rób sobie kłopotu, Jack!- stwierdziła prędko dziewczyna.- Obejdę się bez.- dodała
- Nonsens!- zaprzeczył zaraz.- Po pierwsze, to żaden kłopot…- rzucił.- To wręcz twoje prawo, Sue. Każda narzeczona powinna nosić pierścionek zaręczynowy i kiepski ze mnie narzeczony, że wcześniej o tym nie pomyślałem.- mruknął.
- Miałeś co innego na głowie, Jack. Ja rozumiem.- powiedziała miękko.
- To mnie nie usprawiedliwia.- upierał się brunet.- Mam nadzieję, że jednak wybaczysz mi to niedopatrzenie?- rzucił, robiąc do niej szczenięce oczy, jakim trudno się oprzeć. Sue nie umiała, więc tylko zarumieniła się uroczo i skinieniem głowy oraz delikatnym uśmiechem przychyliła się to tej prośby.- Po drugie..- kontynuował.-… co by powiedzieli moi, no i twoi rodzice, gdyby na wieść o zaręczynach nie ujrzeli ich potwierdzenia na twoim palcu? Wyobrażasz sobie ich reakcję? Cóż to byłby za skandal! Nie wiem jak ty, Sue…- powiedział jeszcze nieco konspiracyjnie.- …ale ja raczej wolałbym nie skrewić pierwszego spotkania z przyszłymi teściami przez to tylko, że przez sklerozę nie dałem ich córce tego, na co jak najbardziej zasługuje. Gdybym był na ich miejscu, to od ręki zastrzeliłbym takiego marnego absztyfikanta!- dokończył, a Sue roześmiała się lekko, po czym odparła porozumiewawczo:
- Na twoje szczęście, mój tata nie posiada broni. Nie ręczyłabym jednak za mamę. Jest, co prawda, przeciwna przemocy, ale w całej okolicy słynie z tego, że posługuje się wałkiem lepiej, niż nie jeden policjant pałką!- mrugnęła wesoło.
- Sama widzisz!- zawołał Hudson.- Muszę szybko naprawić swój błąd, zanim moja pusta głowa dozna bliskiego spotkania trzeciego stopnia z wałkiem teściowej! Co ty więc na to, byśmy jutro, po pracy, poszli do jubilera i wybrali coś razem?- zaproponował.- Tym sposobem moje zdrowie nie ucierpi, a ty będziesz nosić na palcu pierścionek, który autentycznie będziesz lubić, coś, co spodoba się nie tylko mnie, ale przede wszystkim tobie.
- Jack…- odpowiedziała cicho.- Jestem pewna, że cokolwiek byś nie wybrał, byłoby piękne i nosiłabym to z dumą i radością, bo to prezent od ciebie. Jeśli jednak tak się martwisz, że nie utrafisz w mój gust, to z chęcią z tobą tam pójdę i razem wybierzemy symbol naszego związku.
- Naprawdę?- wyszczerzył się Sparky.- To świetnie! Razem szybko znajdziemy odpowiedni dla ciebie pierścionek, żebyśmy mieli co pokazać w Wisconsin i Ohio.
- Jack…- dodała jeszcze blondynka.
- Tak?
- Chyba powinnam poprosić mecenasa Kendalla o zmianę stanowiska pracy.- powiedziała niepewnie.- Raczej nie wypada, bym w tych okolicznościach nadal była twoją sekretarką. Nie chcę, by ktoś pomyślał, że w związku z naszymi zaręczynami mam jakieś przywileje w pracy, albo coś takiego. Wiesz, jacy są ludzie…
- Prawdę mówiąc, nawet o tym nie pomyślałem, kiedy prosiłem cię o rękę, Sue.- przyznał prawnik.- Jesteś najlepszą sekretarką/ asystentką, jaką miałem i nie chciałbym cię stracić na stopie zawodowej, bo tworzymy zgrany duet, więc może oboje rozmówimy się z John'em i zobaczymy, co on zdecyduje. W końcu, jest szefem. Jeśli uzna, że to problem, znajdziemy rozwiązanie. Jeśli nie, z radością nadal będę z tobą pracował, jak długo zechcesz. Jeśli o mnie chodzi, po ślubie możesz zrezygnować. Utrzymam naszą rodzinę bez problemu…- dorzucił.- Czuję jednak, że lubisz to, co robisz. Mało tego, jesteś w tym dobra, więc to twoja decyzja.
- To prawda, lubię swoją pracę.- przytaknęła.- Daje mi nie tylko satysfakcję, ale też pozwala na niezależność finansową. Pensja i stypendium pozwalają mi płacić za studia, które chciałabym dokończyć nie tylko dla siebie samej, ale i dla Andy'ego, żeby był ze mnie dumny.- wyznała.
- Będzie dumny niezależnie od wszystkiego, bo jesteś jego mamą i cię kocha, Sue.- powiedział Jack.- Jeśli zaś chodzi o studia, dokończysz je tak czy owak, choćbyśmy mieli zacisnąć pasa i spłacić je tylko z mojej pensji. Nie pozwoliłbym, żeby taki talent jak twój poszedł na zmarnowanie. Jesteś urodzoną prawniczką, Sue i razem postaramy się, byś wkrótce miała nie tylko tytuł adwokata przed nazwiskiem, ale swoją własną sekretarkę!- stwierdził zdecydowanie.- Cokolwiek postanowisz, damy sobie radę.- dokończył.
Tego wieczora rozmawiali jeszcze długo po tym, jak Andrew poszedł spać, rozważając wszystkie opcje, a następnego ranka spotkali się z mecenasem Kendallem, by poinformować go o wszystkim, co się stało. Były gratulacje, no i oczywiście rozmowa o przyszłości. John zapewnił, że ze swej strony nie widzi konieczności zmian kadrowych, jak dugo para będzie zachowywać się profesjonalnie w miejscu pracy i wciąż wykonywać zadania na dotychczasowym, wysokim poziomie.
- Jak ktoś będzie miał z tym problem, przyślijcie go do mnie!- dodał na odchodnym.
Zanim pojechali odebrać Andy'ego, udali się na zaplanowane zakupy. W pewnym małym sklepiku złotniczym wybrali skromny, lecz uroczy pierścionek z białego złota. Cienka, prosta obrączka, podtrzymywała pojedynczy, nieduży, bo zaledwie pół karatowy diament o szlifie Princessa, cudownie mieniący się w świetle dnia. Jack nalegał, by Sue wzięła pod uwagę nieco większe kamienie, ale dziewczyna nigdy nie lubiła ostentacyjnej biżuterii. Była z natury skromna i wolała wzory nie rzucające się w oczy. Nie oznaczało to jednak, że pierścionkowi, który narzeczony wsunął jej na palec jeszcze przy sklepowej ladzie, brakowało klasy. Przeciwnie, był to okaz niezwykle delikatny, w doskonałej jakości wykonaniu, a sam diament odznaczał się wybitną czystością i lśnieniem. Na dłoni Sue prezentował się po prostu wspaniale, jakby stworzono go specjalnie dla niej.
- Właśnie taki zawsze chciałam mieć!- powiedziała podekscytowana panna Thomas, spontanicznie całując ukochanego w usta, a potem pokrywając się krwistym szkarłatem, gdy już dotarło do niej, co zrobiła. Mimo że było to tylko małe cmoknięcie, okazało się na tyle przyjemne, że poczuła słodki dreszczyk na ciele. Hudson zaś, mile zaskoczony akcją narzeczonej, potrzebował chwilki, zanim otrząsnął się z owego zaskoczenia i począł szeroko uśmiechać. Ten uśmiech (od ucha do ucha) pozostał na jego twarzy jeszcze długo po tym, jak opuścili sklep. Nie dziwota jednak, bo brunet właśnie zyskał odpowiedź na jedno z dręczących go ostatnio pytań. Dotąd w myślach tylko teoretyzował o smaku jej ust, ich fakturze. Dziś już wiedział, jak są słodkie, miękkie i aksamitne, i wiedział, że zawsze już będzie pragnął z nich pić.
Nim para wyszła od jubilera, zakupiła jeszcze pasujące obrączki, skoro i tak należało to zrobić przed ślubem. Załatwili więc to za jednym zamachem i pognali po synka. Postanowili bowiem, że po posiłku wyjaśnią mu dokładnie, co się wkrótce wydarzy, aby zrozumiał dobrze jak i dlaczego niedługo jego życie całkowicie się odmieni. W zasadzie wiele rzeczy miało się niedługo zmienić, o czym mieli się przekonać…
TBC
