Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Autor oryginału: Jpena
Link do oryginału: s/8550456/1/Green–Eyes
Zgoda na tłumaczenie: jest
Paring: SS / OC
Rozdział 26
W sobotni poranek Amelia obudziła się jako pierwsza. Gdy tylko wygramoliła się z łóżka, poszła do pokoju chłopców.
– Wszystkiego najlepszego, moje skarby. – Pocałowała ich po kolei. Przez moment przyglądała się, jak słodko śpią, po czym wróciła do sypialni Severusa. Ich sypialni. Jakby na to nie patrzeć, teraz ewidentnie wyglądała, jakby zamieszkiwały ją dwie osoby, nie jedna. – Muszę wpaść do mojego domu po parę ubrań – zakomunikowała, wchodząc z powrotem do łóżka. Głowę oparła o klatkę piersiową swojego mężczyzny.
Severus leniwie otworzył jedno oko.
– Przynieś tu wszystkie swoje rzeczy. Chcę, żebyś z nami zamieszkała. – Cmoknął ją w czoło i objął ramionami.
– No nie wiem. Co ja zrobię z tamtą chatą?
– Sprzedaj ją lub wynajmij komuś. Zrób z nią to, co uważasz za najlepsze. – Uśmiechnął się. – Już o tym rozmawialiśmy, Amelio. Chcę, żebyś była nieodłączną częścią naszego życia. – Złożył delikatny pocałunek na jej szyi.
– Przedyskutuję to jeszcze z moimi rodzicami, zostawili mi to mieszkanie. Nie wiem, jakby zareagowali na wieść, że chcę sprzedać ten dom. – Zmarszczyła lekko brwi, a potem westchnęła głęboko, kiedy Severus przymknął sennie oczy i zakopał twarz w jej włosach.
Kilka godzin później byli już gotowi, żeby zawitać do Nory. Zdecydowali, że dostaną się tam przy pomocy aportacji. Chłopcy zostali odświętnie ubrani, a Amy włożyła sukienkę w kolorze niebieskim – Severus bardzo na nią nalegał, ponieważ pasowała jej do oczu i sprawiała, że kobieta wyglądała nadzwyczaj olśniewająco.
Oczywiście, ubrał się na czarno. Tradycyjnie. Amelia, co dziwne, nie próbowała zmienić jego decyzji i namówić do na inny ubiór. Gdy nie wytrzymał i zapytał się dlaczego, odpowiedziała mu, że „w czerni wygląda cholernie seksownie".
– Czy mogę cię prosić o małą pomoc, Severusie? Chciałabym uczesać Harry'ego, więc przytrzymaj go w miejscu. – Amelia po raz ostatni poprawiła fryzurę Draco, po czym odwróciła się w kierunku drugiego dziecka.
Severus spełnił jej prośbę.
Gdy chłopcy byli już uczesani, dostali po buziaku od mamy – Harry w policzek, zaś Draco w czubek nosa. Obaj zachichotali i klasnęli w dłonie.
– Czas na nas, Amelio – powiedział po raz kolejny dzisiejszego dnia mężczyzna. Był zirytowany – Amy, zanim stwierdziła, że dzieci są gotowe, przebierała ich aż trzy razy. Naprawdę nie miał ochoty na kolejną taką rundkę.
– Tak, wiem. Ale jeszcze muszę iść do kibelka. – Pobiegła na górę.
– Mama jest niemożliwa, doprowadza mnie do czystej wściekłości. Czekamy już na nią drugą godzinę, a ona wciąż nie jest gotowa – powiedział konspiracyjnym tonem. Szeptem, oczywiście. Chłopcy pokiwali głowami.
– Już! – Amelia wpadła do salonu. – Pospiesz się, Severusie! Spóźnimy się na przyjęcie! – Złapała go za rękę.
Czarodziej westchnął ciężko i zdecydował, że lepiej będzie tego nie komentować. Wiedział, że w rzeczywistości (jak bardzo by nie narzekała na wszystkie przygotowania) nie mogła się doczekać dzisiejszej imprezy.
Wylądowali blisko drzwi wejściowych. Zanim zdążyli zapukać, Molly ich uprzedziła.
– Pospiesz się, Amy. Mamy jeszcze tyle do zrobienia!
Lekarka uśmiechnęła się i weszła do środka, zostawiając Severusa samego z dziećmi.
– Wygląda na to, że musimy sobie poradzić tylko we trójkę – mruknął niezobowiązująco mężczyzna.
– Och, dobrze, że już pan przyszedł, profesorze – przywitał się George Weasley, otwierając szerzej drzwi. Za nim stał Ron. – Mam do ciebie pewien interes. – Wziął Draco na ręce. – No witaj, Smoku.
Severus podążył za nimi w stronę kanapy. Harry uciekł z jego ramion i rzucił się w stronę młodszego rudzielca.
– Lon, Lon! – krzyknął szczęśliwy, po czym pisnął, kiedy przyjaciel złapał go pod paszkami i podrzucił w powietrze.
– Nie tak wysoko, Ronaldzie – ostrzegł go groźnie Severus. – I broń Merlinie, żeby Amelia zobaczyła tę zabawę – westchnął. – Czy nie chcieliście przypadkiem porozmawiać o interesach?
George spojrzał na niego i pozwolił tym samym, żeby Draco zaczął się bawić jego uchem.
– W sumie to już od dawna chcieliśmy to z panem poruszyć. Lon powiedział mi, że pańskie badania są w pełnym rozkwicie.
Ron skrzywił się, gdy brat zmałpował Harry'ego.
– Mamy dla pana propozycję, profesorze. Czy chciałby pan pomóc w produkcji naszych artefaktów? I w tworzeniu nowych wynalazków? – spytał. Widząc odmowę w oczach Severusa, kontynuował: – Zanim pan powie „nie", niech pan chociaż nas wysłucha. Wiemy, że uważa pan swoją pracę dla Munga za o wiele lepsze zajęcie, ale to nieprawda.
Severus uniósł brew.
– Byłby pan samozatrudniony. Święty Mung ma pod ścisłą kontrolą wszystkie badania i eksperymenty, a pan musi przestrzegać przepisów i zasad. U nas tak nie będzie.
– Szpital wypłaca mi przyzwoite wynagrodzenie. Wątpię, by było was stać na podobne.
– Tak się składa, że nas stać. – Uśmiechnął się Ron. – Po zakończeniu wojny nasza firma stała się najlepiej rozwijającym się przedsiębiorstwem na czarodziejskim rynku. Już nie skupiamy się tylko i wyłącznie na uczniach; sami też dorośliśmy. Chcemy zwrócić na siebie uwagę też starszych odbiorców.
– I w tym momencie wchodzi pan. Jesteś wręcz stworzony na potrzeby naszego wizerunku, Severusie – stwierdził George.
– Sklep ze śmiesznościami ma się całkiem dobrze. Dlaczego chcecie zmienić jego wyposażenie? – Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi.
– To nie do końca tak. Razem z Ronem doszliśmy do wniosku, że przydałoby nam się więcej przedmiotów obronnych. Stąd nasza prośba do pana o pomoc – wytłumaczył starszy Gryfon.
Ron gwałtownie wstał z kanapy i rozłożył szeroko ręce.
– Niech pan chociaż o tym pomyśli – powiedział podekscytowany. – Nigdy więcej składania cotygodniowych raportów szefowi, żadnego meldowania się w pracy na określoną godzinę! No i najważniejsze! Wiem, że nie jesteś zadowolony ze sposobu, w jaki Święty Mung podchodzi do twojego najnowszego odkrycia – dla nich jesteś tylko i wyłącznie badaczem, zwykłym pracownikiem, któremu prawo autorskie nie przysługuje. To szpital zbierze wszystkie pochwały, nie ty.
Severus spiorunował go wzrokiem.
– Widzę, że pewne nawyki się nie zmieniają. Pomyślałby kto, że przestałeś już wszędzie węszyć – syknął.
– Uważnie słuchałem, kiedy rozmawialiście o twoim odkryciu, profesorze. Zawsze analizuję to, co mówi Hermiona – odpowiedział zadowolony z siebie chłopak.
– Proponuję przymknąć trochę te usta, panie Weasley. – Severus uśmiechnął się diabelsko. – Mogę pana zaszantażować pewnym ciekawym szczegółem na temat pańskiego życia miłosnego – zaśmiał się cicho, po czym dostrzegając czerwony rumieniec na twarzy Rona, kontynuował: – Pomyślę nad tym, choć niczego nie mogę obiecać. – Podał Harry'emu pluszowego psa.
– Kupimy wszystko, czego będzie pan potrzebował – dodał George, po czym razem z Draco wyszedł z pokoju. W drzwiach minął się z Andromedą i Teddym.
– Edi, edi! – zawołał Harry i wyciągnął ręce ku niebieskowłosego szkraba.
– Witaj, kochanie – przywitała się z dzieckiem czarownica. – Nie mogę uwierzyć, że wszyscy mają już roczek. – Ucałowała Severusa i posadziła swojego wnuka obok jego rówieśnika. Chłopcy momentalnie zaczęli do siebie paplać.
Wkrótce do Nory zjechali się goście – w dużej mierze byli to przyjaciele Harry'ego. Brakowało jedynie Ginny, która nie mogła przyjechać i Deana, który był na szkoleniu zawodowym w Egipcie.
Przed chłopcami, przy ogromnym stole, położone zostały dwa torty. Po odśpiewaniu tradycyjnego „Sto lat!" przyszedł czas na urodzinowe życzenia.
Dorośli klaskali a dzieci ich naśladowały. Molly pokroiła ciasta a Amelia rozdawała kawałki gościom. Chłopcy mieli niezłą radochę – młócili tak, że uszy im się ruszały, rozgrzebując jedzenie na wszystkie możliwe sposoby. Gdy skończyli, ubrudzona była połowa stołu.
– Och, szybko, zdjęcie! Koniecznie! – Pstryk! Właśnie na takie sytuacje Amelia przyniosła ze sobą aparat fotograficzny.
Severus uśmiechnął się na ten widok.
– Zajmę się nimi – zaproponował, po czym zaprowadził chłopców do łazienki.
Kiedy Amy sprzątała brudną zastawę, usłyszała rozmowę, która bardzo ją zaciekawiła.
– Naszyjnik Hermiony jest naprawdę piękny. Zastanawiam się tylko, czy i Hermiona i Amelia wiedzą, co w rzeczywistości oznaczają – powiedziała konspiracyjnie Minerwa.
– Nie patrz tak na mnie. – Skrzywiła się Andromeda. – Wyszłam za mąż za mugolaka, który nie wiedział, czym jest rodowa kolia i jak jest ważna. W ogóle się nie znał na czarodziejskiej biżuterii.
– Nie jestem pewna, czy Severus wytłumaczył ten szkopuł Amelii.
– Nie, jeśli sam nie jest tego świadomy – odpowiedziała cicho Tonks.
– SKOŃCZYŁAM! – zakomunikowała głośno Amelia, przerywając im konwersację. Obie kobiety spojrzały na nią zaskoczone. Ewidentnie chciały coś powiedzieć, ale zrezygnowały z tego zamiaru, kiedy do pokoju wszedł Severus z dziećmi. Od razu skierował się w stronę stołu.
– Zacisnąłem zęby i zachowywałem się przyzwoicie przez całe popołudnie. Jestem tym piekielnie zmęczony i chciałbym wrócić już do domu – wyszeptał, rzucając Amelii znaczące spojrzenie.
– Właśnie miałam proponować nam powrót. – Spojrzała na niego gniewnie.
– Bardzo dobrze. – Złapał ją za dłoń.
– Pozwól mi chociaż pożegnać się z gośćmi – syknęła i oddaliła się niezadowolona.
Po powrocie do domu Amelia ucałowała dzieci na dobranoc i skierowała się do łazienki. Severus nie był ślepcem – widział, że coś chodzi jej po głowie. Uśpiwszy chłopców, wrócił do sypialni, zastając swoją kobietę już w koszuli nocnej.
Przebrał się i położył obok niej. Potem pocałował ją w czoło.
– Nie jestem w nastroju. – Zmarszczyła brwi.
– Nic ci nie proponuję. – Nie zniechęcił się. – Coś cię trapi. Chciałbym wiedzieć, co takiego.
– Podsłuchałam, jak Minerwa i Andromeda obgadują mój wisiorek. Powiedziały, że na niego nie zasługuję – pożaliła się ze złością. – Spekulowały czy znam jego znaczenie i czy ty w ogóle cokolwiek na ten temat wiesz. Najwidoczniej jest strasznie ważny.
Severus uśmiechnął się i położył jej dłoń na policzku.
– Ech, kobiety. Wiecznie wyolbrzymiają – westchnął. – Nie tak było. Nie powiedziały, że na niego nie zasługujesz, a zwróciły tylko uwagę na to, że być może nie dostrzegasz zaklęć, które są na niego nałożone.
– Wiem, że jest magiczny. Ochronił mnie przed tamtym strasznym czarem; tą klątwą, która miała mnie zabić. Ma w sobie coś obronnego…
Severus pochylił się i pocałował ją.
– Jestem pewien, że zauważyłaś podobny naszyjnik u Hermiony.
Skinęła głową.
– Ronald dał jej kolię zamiast pierścionka zaręczynowego. – Jej oczy rozszerzyły się gwałtownie.
– W dawnych czasach czarodzieje tak właśnie robili. Rodowy naszyjnik dawał czarownicy ochronę, bezpieczeństwo oraz stanowił prawo własności. Przestań marszczyć brwi, to już naprawdę rzadka praktyka. W rzeczywistości tych naszyjników jest już naprawdę niewiele. Ma je zaledwie kilka rodzin, które pielęgnują tę tradycję. Na ten moment rodowe kolie symbolizują jedynie matriarchalny status rodziny i podkreślają władzę kobiety, którą zyskała, stając się żoną.
Amelia otworzyła usta ze zdziwienia. Severus pocałował ją w policzek.
– W czarodziejskim świecie jesteś uważana za moją małżonkę.
Lekarka nie mogła się powstrzymać i pocałowała go namiętniej.
– Chcę, żeby było to oficjalne. Chcę wyjść za ciebie z mocy prawa – powiedziała stanowczo. – Wolałabym, żeby nie była to jakaś wielka uroczystość. W czarodziejskim świecie są jakieś specjalne obrzędy?
– W zasadzie to nie. Już jesteś moją żoną. Czy pamiętasz naszą pierwszą wspólną noc? Miałaś na szyi kolię, więc magia uznała nasz związek na skonsumowany. Kiedy ogłosiłaś, że moi chłopcy są twoi, wszystko przypieczętowałaś. Właściwie to nosisz już nawet moje nazwisko. Amelia Williams stała się Amelią Snape – powiedział z nikczemnym uśmiechem na twarzy. Jeszcze nigdy nie wyglądał na tak zadowolonego z siebie.
Kobieta roześmiała się głośno i ponownie go pocałowała.
– No patrz, a ty nie chciałeś się ze mną zaprzyjaźnić – zamruczała. – Zastanawiam się, co na to moi rodzice, gdy wrócą do Anglii – dodała, pełna nadziei.
Severus objął ją ramieniem.
– Od zawsze chciałaś, żeby twoi rodzice poznali prawdę. Jeśli chcesz, mogę przywrócić im pamięć, cofnąć tamto zaklęcie zapomnienia – zaproponował ostrożnie.
– Teraz są szczęśliwi. Nie chcę, żeby cierpieli. – Pokręciła przecząco głową. – Poczucie winy wpędziłoby ich do grobu. Nie wytrzymaliby, gdyby dowiedzieli się, że Artur, o którym tak dużo opowiadałam, był prawdziwy.
– W takim razie pozostaje nam inne pytanie: kiedy chciałabyś wyjść za mnie wedle mugolskiego prawa? – spytał, bawiąc się kosmkiem jej włosów.
– Nie myślałam nad konkretną datą. Na pewno dopiero po tym, jak przekażę rodzicom tę radosną wieść. – Pogładziła jego klatkę piersiową, a potem zjechała dłonią na brzuch.
– Podoba mi się pani tok myślenia, pani Snape – stwierdził Severus, po czym przewrócił ją na plecy.
Amelia potrzebowała aż trzech miesięcy, żeby zebrać w sobie odwagę, by zadzwonić do rodziców; Severus nie wywierał na niej żadnej presji. Zarówno mama, jak i tata byli tą wiadomością bardzo zaskoczeni, ale obiecali wrócić na wesele.
– Nie będzie żadnej tradycyjnej ceremonii ślubnej. Po prostu pójdziemy prosto do Urzędu Stanu Cywilnego – powiedziała do słuchawki, podnosząc z podłogi zabawkową ciężarówkę.
– Ależ kochanie! Trzeba wyprawić przyjęcie! – odpowiedziała jej mama.
– Nie chcę szukać sali, zamawiać zespołu i terminu. Wszystkie przygotowania do wesela zajmują szmat czasu – przez to z panny młodej ucieka cała radość – przerwała na moment. – Jest jednak coś, o czym chciałabym z wami porozmawiać. – Przygryzła nerwowo wargę. – Chciałabym sprzedać dom.
– Jesteś pewna, że to najlepsza decyzja, kochanie? Ledwo co poznałaś tego mężczyznę. – Mama była pełna wątpliwości. Powiedziała to tak cicho, jakby bała się, że przyszły zięć jakimś cudem ją podsłucha.
– Kocham go. Kocham jego dzieci. Mieszkamy razem w sumie od stycznia. Oświadczył mi się trzy miesiące temu. Chcemy wziąć ślub w przyszłym tygodniu – powiedziała i zerknęła za okno. Severus właśnie bawił się na podwórku z chłopcami – rzucał im piłkę i z powrotem ją łapał.
– W takim razie zarezerwujemy bilety na czwartek, dobrze? Odpowiada ci to?
– Idealnie. – Uśmiechnęła się Amelia. Dziś był poniedziałek. – Ślub wypada w piątek.
Nie było tak źle, zawyrokowała, gdy odłożyła słuchawkę. Potem wyszła na zewnątrz.
– Pika, mama! Pika! – Harry biegał po podwórku z niebieską piłką w dłoniach. Draco go gonił.
– Co powiedzieli? – spytał Severus.
– Przylecą w czwartek. – Uśmiechnęła się szeroko i pocałowała go w policzek. Teraz gdy pracował z George'em i Ronem, miał o wiele więcej czasu wolnego. Chłopcy byli z tego powodu w siódmym niebie.
– O nic się nie martw. – Pociągnął ją w kierunku huśtawki. – Już Molly się upewni, że wszystko pójdzie gładko, zgodnie z planem.
– Masz rację – westchnęła. – Nie będą żaby z nieba lecieć, jeśli zostaną tylko na weekend. – Zdecydowali, że nie będą opowiadali rodzicom Amelii o magicznym świecie.
W czwartek oboje wybrali się na lotnisko Heathrow. Oczy Amelii aż zabłysły, gdy zobaczyła zbliżająca się do nich starszą parę.
– Mamo, tato. – Pospieszyła do rodziców, po czym ich mocno przytuliła.
Severus został kilka kroków z tyłu, dając chłopcom ostatnie wskazówki.
– Pamiętaj o lewitacji, Harry. Nie rób tego. Nie każ tańczyć Scooby'emu, Draco. Zapamiętaj to, proszę – mruczał cicho. Maluchy wyszczerzyły się do niego.
Draco wczoraj po raz pierwszy użył przypadkowej magii. Amelia była tym bardzo wzruszona.
– Jesteś taki cudowny, mój królewiczu – powiedziała po półgodzinnym spektaklu tańca brązowego pluszowego psa. Nie mogła też powstrzymać się od płaczu.
Severus, widząc jej łzy, natychmiast podszedł do niej bliżej i objął ją.
– Aż tak to przeżywasz?
– Nie zasługuję na twoich chłopców. – Uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek. – Poprosiłam o ukrycie faktu, że są tacy wyjątkowi. To nie jest w porządku – zapłakała, na co narzeczony przytulił ją mocniej.
– Twoi rodzice byliby tym przerażeni; jestem w stanie to zrozumieć – powiedział uspokajająco.
Amelia skinęła głową i pocałowała go namiętnie.
– Miło mi cię poznać, Severusie – przywitał się ojciec Amy, podając czarodziejowi rękę i przywracając go do rzeczywistości. Blondwłosa kobieta, będąca jego przyszłą teściową, Angelika, uśmiechnęła się delikatnie, a jej spojrzenie złagodniało, gdy zobaczyła dzieci.
Amelia wzięła Harry'ego z rąk Mistrza Eliksirów.
– Poznajcie przyszłe wnuczęta: to Harry, a to Draco.
Chłopcy, słysząc swoje imiona, zachichotali radośnie, po czym także się przywitali – brunet uśmiechnął się do Angeliki, a Draco wyciągnął dłonie do Alberta.
– Z pewnością są bardzo przyjacielscy – zaśmiał się starszy mężczyzna i dotknął policzka dziecka.
Z lotniska wrócili samochodem. Amelia prowadziła. Razem udali się do mieszkania rodziny Williams, ponieważ to właśnie tam rodzice kobiety chcieli spędzić weekend.
Podczas zapoznawczej herbaty, Angelika zapytała:
– W jaki sposób zarabiasz na życie, Severusie?
– Jestem chemikiem. Pracuję dla niezależnej firmy farmaceutycznej – odpowiedział spokojnym tonem czarodziej.
– Musisz być naprawdę uzdolniony – stwierdził Albert, ale po chwili rozproszyły go dzieci. Akurat bawiły się jakimiś klockami.
– Pobieramy się jutro, wczesnym popołudniem. Jak już mówiłam, nie planowaliśmy niczego ekstrawaganckiego, więc zadowolimy się domowym obiadem – powiedziała Amelia.
Angelika otworzyła usta, żeby z pewnością na to ponarzekać, ale Albert jej w tym przeszkodził.
– Czy chcielibyście, żebyśmy stawili się w Urzędzie jako świadkowie?
– Dziękujemy, ale nie ma takiej potrzeby. Molly i Artur poświadczą zawarcie małżeństwa – powiedział Severus zdecydowanie zbyt szybko.
– Kim są Molly i Artur? – Angelika przełknęła ciężko ślinę. Myśli miała wypisane na twarzy – obawiała się, że wspominany Artur jest tym Arturem, żywym koszmarem sennym.
– To bliscy przyjaciele Severusa. Jakiś czas temu uczył ich dzieci – pospieszyła z wytłumaczeniem Amelia. Uśmiechnęła się i zabrała Harry'emu jednego małego klocka.
Chłopiec zmarszczył brwi i podszedł do Mistrza Eliksirów.
– Zła mama – poskarżył się, wskazując palcem na Amy.
Albert i Angelika roześmiali się głośno. Porozmawiali jeszcze chwilę, a potem przeszkodził im Draco.
– Mama! Dom! Dom! – Wtulił się w ramię kobiety i potarł senne oczka. Potem zaczął bawić się jej włosami.
– No cóż, do zobaczenia jutro. – Amelia wstała.
– Naprawdę miło było poznać – powiedział Severus, także wstając. Harry już smacznie spał w jego ramionach.
Następnego ranka, równo o godzinie 11stej Ron i Hermiona odmeldowali gotowość do opieki nad dziećmi.
Molly i Artur ubrali się stosownie do okazji. Severus miał na sobie elegancki garnitur od Armaniego, dzięki któremu wyglądał niezwykle przystojnie. Niestety, strój nie dodał mu cierpliwości.
– To jest niedorzeczne! Wyrzuciła mnie kilka godzin temu i wciąż nie jest gotowa! – pożalił się Arturowi, który akurat stał najbliżej.
– Uspokój się, Severusie. Wysłaliśmy Hermionę na zwiady i powiedziała, że Amelia już prawie skończyła. – Weasley pocieszająco klepnął Mistrza Eliksirów w plecy i udał się na kanapę, gdzie Harry i Draco oglądali ThunderCats.
Kiedy zirytował się na tyle, żeby udać się po narzeczoną na górę, ta pojawiła się na szczycie schodów. Jej uroda niemal zwaliła go z nóg. Amelia nigdy nie wyglądała wspanialej – miała na sobie cudowną suknię w kolorze kości słoniowej, a w jej podkręcone lokówką włosy wpięte zostały różnorodne kwiaty.
– Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotykałem – wyszeptał, kiedy zeszła na dół. W odpowiedzi uśmiechnęła się uroczo i złożyła na jego wargach delikatny pocałunek.
– Popraw marynarkę. W Urzędzie musimy być na 12:30.
Samochód prowadził Artur. Okazało się, że był jedynym, który – prócz panny młodej – wiedział, jak odpalić silnik i bezpiecznie dojechać na miejsce.
Niedługo potem, po podpisaniu całej niezbędnej dokumentacji, Amelia Williams oficjalnie stała się Amelią Snape. Moment ślubnego pocałunku Molly uwieczniła na zdjęciu.
Impreza, choć niewielka, była głośna i roztańczona. Goście bawili się zarówno w domu państwa młodych, jak i w ogrodzie. Severus, pomimo widocznej niechęci do tańca, nie odmówił Amelii.
– Jestem taka szczęśliwa. Dziękuję – powiedziała cicho, zatapiając się w jego ramionach.
– Nie masz za co mi dziękować – odpowiedział. – To ja powinienem paść przed tobą na kolana. Całkowicie zmieniłaś moje przeznaczenie. Moje obecne życie w porównaniu do wcześniejszego, jest niczym niebo i ziemia. Z tobą wszystko wydaje się łatwiejsze i przyjemniejsze. – Pocałował ją.
Nowożeńcy promieniowali wręcz szczęściem, radością zarażając gości weselnych.
Kłębiące się w głowie Angeliki wątpliwości co do intencji i szczerości uczuć zięcia rozwiały się w przeciągu kilku minut od obserwowania przyjaciół Severusa i ich zachowania względem pary młodej. Ci ludzie traktowali Amelię jak równą sobie, starą przyjaciółkę. W piersi Angeliki rozchodziło się ciepło za każdym razem, gdy zięć rzucał jej córce spojrzenie pełne miłości i adoracji.
Albert od zawsze uważał się za doskonałego znawcę ludzkich charakterów. W ciągu kilku minut od poznania człowieka, który ożenił się z jego ukochaną córką, wyrobił sobie o nim opinię. Severus był dobrym mężczyzną – będzie dobrym mężem, a już jest dobrym ojcem. Amelia będzie z nim szczęśliwa.
Niedługo potem atrakcją imprezy stały się jedzące tort dzieci.
– Zachowuj się, Draco. Najpierw wypij mleko, a dopiero potem zacznij pałaszować ciasto – zaśmiała się Amy, widząc jak blondwłosy chłopiec próbuje chwycić kawałek.
Harry wcale nie radził sobie lepiej od niego.
– Nie patrz tak na mnie, Amelio – zaprotestował pokonany Severus. – Dobrze wiesz, że i tak by się ubrudził – dodał, rzucając spojrzenie na uciapcianą w kremie twarz szkraba.
Gratulacji i życzeń nie było końca.
– Cieszę się z twojego szczęścia, synu – wyszeptała Minerwa ze łzami w oczach, po czym przytuliła nowożeńców. O planowanych oświadczynach wiedziała kilka dni wcześniej; Severus zdecydował się osobiście ją o tym powiadomić. Kiedy Amy wysłała jej sowę z zaproszeniem na uroczystość, nie posiadała się z radości. Nie była także zdziwiona wieścią, iż ślub będzie miał charakter kameralny. Ani jedno, ani drugie nie chciało tradycyjnego mugolskiego, trwającego do rana, wesela – domowy obiad został zorganizowany głównie dla rodziców Amelii, którzy nie byli świadomi istnienia magicznego świata i czarodziejskich obrzędów.
Co więcej, nie byli oni jedynymi zaproszonymi mugolami – Amy wysłała zaproszenia ślubne także swoim przyjaciołom z pracy i ze studiów. Nikt nie był przeciwny jej związkowi z Severusem.
Panna młoda była bardzo ostrożna w wyborze sukni – zdecydowała się na taką, która uwydatniała noszoną z dumą na szyi rodową kolię.
– Piękny masz ten wisiorek, kochanie – powiedziała jej matka, gdy tylko go zobaczyła. – Przyciąga wzrok.
– Dostałam go od Severusa zamiast pierścionka zaręczynowego. – Amelia uśmiechnęła się tajemniczo.
Angelika wyglądała na zaintrygowaną.
– Czy to aby nie ten sam, który miałaś na sobie, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni? – Uniosła brwi.
– Zgadza się – zaśmiała się.
– Pani Snape! – krzyknął głośno George, zwracając na siebie uwagę wszystkich gości. – Proszę przekonać męża, żeby zapłacił mi za przegrany zakład!
– Nic z tego! Przegrał pan, panie Weasley! Severus wygrał uczciwie!
– Jaki zakład? – spytał tańczący w pobliżu Ron.
– Twój brat założył się, że nigdy nie zatańczę publicznie. – Severus uśmiechnął się złośliwie.
Hermiona zaśmiała się, po czym zawirowała w ramionach ukochanego.
Kiedy impreza się skończyła, w domu zapanowała cisza. Dzieci były wykończone i bardzo szybko padły. Na śpiąco zostały ułożone w łóżkach i przykryte.
– Wyglądałaś dziś piękniej, niż zwykle – powiedział Severus, gdy razem z Amelią weszli do sypialni. Pocałował kobietę w skroń i zaczął pomagać jej wyjmować spinki z włosów.
Wcześniej już omówili temat miesiąca miodowego – zdecydowali, że jest on zbędny. Żadne z nich nie chciało być z dala od chłopców przez dłuższy czas, a podróżowanie z maluchami byłoby trudne.
Dzisiejszej nocy na takie rozważania nie było czasu – jakby na to nie patrzeć, była to ich noc poślubna.
