Zapraszam na nowy odcinek mojej historii, gdzie Ron dostaje nieoczekiwany prezent "na zająca", czyli z okazji Wielkiejnocy.

Toraach: Ginny będzie obecna do książkowego epilogu, a potem cóż, coś wymyślę. Nie przepadam za nią, bo była dla mnie typem impulsywnej osoby co najpierw coś robi a potem myśli. Tacy ludzie nie są źli, ale mogą ranić słowami i czynami. A rudowłose mają ognisty temperament, co ma wiele zalet ale i minusów. Moim zdaniem Ginny cierpiała z powodu biedy nie mniej niż Ron i dlatego tak reagowała na Hermioną czy Elaine. Hermiona była dla niej zdrajczynią, co porzuciła brata dla kogoś bogatego, zaś Elaine panienką z dobrego domu, co wyśmiewała jej rodzinę. Tak naprawdę to najbardziej winny jest Artur za nieodpowiedzialność.

Podoba mi się określenie dramat patologiczny, zaś Ronuś to przypomina bohaterów polsatowskich produkcji. Nie jest i nie był bystry, zaś alkohol nie pomaga.

Madia: Będzie, bo nie chcę całkiem zmieniać kanonu. Ale aż mnie kusi by dać kogoś lepszego Harry'emu.

FrejaAleera1: Z tętniakiem masz rację i na przykład jak ktoś ma guza na nerwie wzrokowym, to ma omamy, zaś ludzie po uszkodzeniu mózgu czasem rozwijają symptomy choroby psychicznej. On się zachowuje jak uzależniony na głodzie i dostaje szału jak ktoś wypomina mu co wyprawia.

Co do bliźniaków, to z tego co pamiętam z książki to, Harry z nimi o tym nie rozmawiał. Myślę, że on chciał pokazać, że się nie daje i dlatego pewnie nie pytał nikogo poza najbardziej zaufanymi osobami.

"Dotyk Anioła" to serial mojej młodości! Znalazłam odcinki w necie i genialnie się ogląda.

Molly to dla mnie typowa matka-kwoka, opiekuńcza i przywiązana do dzieci, ale bezkrytycznej wobec dzieci. Percy był ambitny a rodzina go nie rozumiała, traktowała jako dziwactwo. Dlatego pewnie znalazł sobie nową. A Lavender spotka kogoś w tym rozdziale. Zasłużyła na lepszy los, to dobra i prostolinijna dziewczyna.


Pierwsze przesłuchanie w sprawie rozwodowej ustalono na tydzień po Wielkanocy. Percy nie zamierzał odwiedzać rodziny, zostało mu wyraźnie powiedziane, że jest niemile widziany w Norze. Od dłuższego czasu rzadko ich widywał, ale wcześniej matka próbowała z nim rozmawiać i nawiązać kontakt. Teraz jednak rodzice byli tak zajęci próbą ratowania Rona, że nie mieli dla niego czasu. Na szczęście dostał zaproszenie od innych. I naprawdę doskonale się bawił w towarzystwie ludzi, którzy przynajmniej go nie nienawidzili i nie szydzili z niego. Akceptowali go i jego ambicje, coś czego nie zaznał od swoich najbliższych.

Jednak w nieszczęściach Weasleyów zdarzył się tez szczęśliwy przypadek. Kiedy po sprzeczce z Percym Artur przyszedł do swego biura, czuł jakby wszystko się zaczynało walić. Stracili poparcie przyjaciół z Zakonu a Higgs rozpoczął cięcia w Departamencie od Biura Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli. Wielu uważało jego pracę za zbędną a jego samego za dziwaka bez ambicji, skoro nie próbował awansować ni znaleźć lepszej pracy. Zajmował biuro wielkości komórki na miotły i nie mógł marzyć o równie wygodnym pokoju co Elaine i jej koleżanki. Nic dziwnego, że nieomal upadł widząc pewnego znanego prawnika, Percivala Selwyna.

Do ciasnego biura wszedł mężczyzna w długiej, granatowej szacie. Swoje proste, brązowe włosy związał pasującą do ubrania tasiemką. Stanowił uosobienie elegancji oraz stylu. Wszystko co nosił, od ciemnych butów po srebrne zapinki w kształcie węży ze szmaragdowymi oczami nieomal krzyczały „arystokracja". Tacy ludzie rzadko rozmawiali z mało znaczącym pracownikiem Ministerstwa.

- Pan Weasley? – mężczyzna zapytał uprzejmie. Omiótł biuro uważnym spojrzeniem, ale milczał.

- Pan Selwyn? Co mogę zrobić? – zapytał zdumiony Artur.

- Zdaje się, że Ronald potrzebuje prawnika – wyjaśnił przybysz z uśmiechem – sprawy rozwodowe bywają naprawdę paskudne.

- Nie mamy pieniędzy, zarabiam dość mało a ostatnimi czasy mieliśmy cięcia i ..

- Dobry człowieku – przerwał Selwyn – nie stać cię nawet na godzinę mej pracy, nie chcę od ciebie pieniędzy; zabranie tobie choćby knuta, to okradanie biedaka. To intrygująca sprawa, tak beznadziejna, ze fascynująca. Nachodząca rozprawa – kontynuował miękko – to będzie rzeź. Mając Bertiego Higgsa, jako prawnika panny Brown, oraz Tyberiusza McLaggena, jako Przewodniczącego Wizengamotu, z Rona nie zostanie nawet kawałeczek. Nie ma cienia szans na rozprawie, ale mogę pomóc mu zachowa resztki godności.

- Dlaczego?

- Nie wiem, to wyzwanie, sprawa tak beznadziejna, że po prostu fascynująca. Dawno nie widziałem takiego upadku – kontynuował – młody, dzielny chłopak z tytułem bohatera wojennego miał przed sobą wspaniałą przyszłość. Jednak wszystko zniszczył, bo nie miał go kto pokierować – westchnął spojrzał na Artura – sława bywa marzeniem, ale i wyzwaniem. Zatem jaka jest pańska odpowiedź?

- Nie wiem jak dziękować ja..

- Zostaliście sami, bo nawet Zakon Feniksa się odcina. Ronald naraził się wielu ważnym osobom, z Ministrem Magii oraz Lucjuszem Malfoyem na czele. To co mu zrobią to.. aż okrutne. A niedawny wywiad udzielony przez Lavender Brown nie będzie ostatnim. Panna z dobrej rodziny żali się na złe postępowanie swego męża z darzonej niechęcią i pogardzanej rodziny, która dawno straciła na znaczeniu. Nie ma cienia wątpliwości jak to może wyglądać.

Wyższość i pewna pogarda w oczach Selwyna była widoczna w każdym geście oraz słowie. Goszcząc w Norze złośliwie oceniał cały dom oraz proste ubrania noszone przez członków rodziny. Pasję ojca do produktów Mugoli traktował nieomal jak przypadłość. Dawniej Artur pewnie by zareagował złością na podobne zachowania i propozycje. Ale wpadki w wielkie tarapaty i nie migli sobie pozwolić na odrzucenie szansy danej od losu. Percival Selwyn został ich prawnikiem, co wywołało niemałe poruszenia. Zapowiadała się prawdziwa wojna sądowa, przykuwając uwagę opinii publicznej będącej raczej po stronie Lavender, niż Rona.

Salę sądową szczelnie wypełniał tłum. Dziennikarze, krewni oraz znajomi skłóconych małżonków oraz wielu pracowników Ministerstwa stawało na głosie byle tylko dostać miejsce, chociaż na stołku lub stojące. Rita Skeeter, siedziała w pierwszym rzędzie ze swym nieodłącznym, samo piszącym piórem. „Rozwód dekady" jak nazwano zdarzenia zapowiadał serię artykułów na pierwszą stronę.

Obok dziennikarki zasiedli rodzice tak Rona i Lavender. Percy, już oficjalnie skłócony z rodziną, siedział bliżej członków Wizengamotu. Kontrast między ubraną w skromne, ale elegancie szaty Lukrecją Brown i jej mężem, oraz noszącymi mugolskie stroje Arturem i Molly Weasley był widoczny dla każdego. Bertie przygotował całą rodzinę na rozprawę, Selwyn próbował tego samego ale dał sobie spokój. Ludzie szeptali, oczekując na wejście głównych bohaterów.

Lavender, blada (acz z delikatnym makijażem), w długich, szarych szatach czarownicy szła u boku Bertiego. Szef Departamentu Przestrzegania Prawa, ubrany w tradycyjny strój prawników i złoty, ciężki łańcuch wyglądał elegancko i dostojnie. Percival, marzący o pojedynku sądowym, nieomal przymusem wbił Rona w czarodziejskie szaty a nawet zaczesał mu włosy. Właściwa prezentacja czyniła cuda, zaś rudzielec właśnie zarobił punkt.

Lucjusz, wraz z Draco i Hermioną, siedzieli w drugim rzędzie. Dwaj Malfoyowie zamierzali zeznawać przeciw Ronowi. Wiele złej krwi było między nimi. Elaine siedziała obok nich, powołana jako jeden ze świadków skandalicznego zachowania najmłodszego Weasleya. Była jednym z najmocniejszych uderzeń Bertiego. Moody oraz Hestia Jones także zamierzali zeznawać, a przede wszystkim bronić dobrego imienia Zakonu Feniksa. Emerytowany Auror, dawniej bliski współpracownik Ministra Magii, zaczął kampanię na rzecz ratowania wizerunku organizacji, z którą walczył przez długie lata. Publiczne potępienie Ronalda miało stanowić pierwszy krok.

- Dzień otwierający rozprawę rozwodową Lavender Brown oraz Ronalda Weasleya, środa, dwudziesty szósty kwietnia roku dwutysięcznego. Powódka wnosi o rozwód z winy męża i przyznanie jej oraz jej rodzinie opieki nad dziećmi. Wstępne rozmowy mediacyjne zostały zerwane przez Ronalda Weasleya, z powodu niezgody na orzeczenie o winie – Przewodniczący Wizengamotu odezwał się urzędowym tonem – poprosimy prawników obu stron o mowy wstępne.

Na ten momenty czekali wszyscy. Pojedynek Bertiego Higgsa oraz Percivala Selwyna rozbudzał wyobraźnię. Fakt, że ten drugi bronił chłopaka z biednej rodziny wywarło wielkie wrażenie, ale jeśli szukał wyzwania nie mógł znaleźć lepszego. Sytuacja Rona była tragiczna i tylko cud mógł go uratować przez totalną kompromitacją. Prawnicy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Znali się i na swój sposób podziwiali i szanowali, toteż nadchodzące starcie traktowali nieomal jak przyjacielski pojedynek.

Bertie przedstawił Lavender jako młodą, może nieco naiwną dziewczynę z dobrej rodziny, która zakochała się w swoim rówieśniku. Podobnie jak inne podziwiała jego wyczyny na szkolnym boisku i skrycie kibicowała i wierzyła, że odniesie sukces chociaż należał do biednej rodziny a jego szkolne oceny pozostawiały wiele do życzenia. Nie dawała wiary plotkom jakoby zawdzięczał zaliczenia pomocy kolegów, bowiem przecież pracował! Kiedy zaszła w ciążę, postanowiła go poślubić mimo sprzeciwu rodziny, marząc by razem chować wspólne dziecko. Kiedy zobaczyła jego prawdziwe, nie mające nic wspólnego z sympatycznością oblicze? Zadawał pytania w nieco melodramatycznym stylu, wiedząc, że w ten sposób zaskarbia jej współczucie czytelniczek Rity oraz tych osób, które lubiły podobne historie, nie tylko pań wbrew pozorom. Lavender nie wiedziała czy chce odgrywać rolę naiwnej, ale nie miała wyjścia.

Percival z kolei przybrał nieco odmienną strategię. Zaczął od przedstawienia Weasleyów, jako biednej, ale kochającej się rodziny raz po raz walczącej z uprzedzeniami i złośliwościami. Oczywiście nie mógł przesadzić, wszak będąc osobą o nazwisku Selwyn nie mógł naraz głosować za prawami Mugoli, mógł jednak przedstawiać Artura Weasleya jako czarodzieja z ekscentrycznym hobby, ale zatroskanego o rodzinę. Nie zainteresowanego karierą czy lepszymi zarobkami, ale kochającego. Ludzie lubią poczciwych głupków a inaczej nie zdoła wzbudzić sympatii dla tej rodziny- jak tłumaczył komuś. Ron zgrzytał zębami, ale na szczęście miał dość rozumu by milczeć. Jakkolwiek ładnie by tego nie określić, Selwyn nie wystawiał najlepszego świadectwa Weasleyom, pokazując ich jako mało rozgarniętych. Kiepska sytuacja finansowa rodziny wyszła nieomal od razu jako argument w rozprawie, mający pokazywać lepszą zdolność Lavender i jej bliskich do zapewnienia małej Rose opieki.

- Artur Weasley może mieć ciekawe hobby – argumentował Higgs – ale źle świadczy o ojcu, jeśli nie myśli o zadbaniu o materialny byt rodziny. Nie wszyscy mogą mieć wysoko płatne posady, ale winni myśleć perspektywicznie! Przyznanie opieki nad dzieckiem Ronaldowi oznaczałoby tylko dodatkowe obciążenia dla i tak biednej rodziny, tak biednej, że ich syn musiał korzystać z używanej różdżki!

- Bieda nie czyni ludzi gorszymi – zaatakował Percival – czy to moralne zabraniać biednym mieć rodziny?

- Niemoralne i niczego takiego nie sugeruję. Jedynie uważam, że ludzie winni mieć tyle dzieci, na ile ich stać, by każde mogło iść z Hogwartu z nową różdżką, bez konieczności znoszenia docinek i kpin kolegów. Zresztą – pytał diabolicznie Bertie – czy możemy nazwać Weasleyów kochającą się, chociaż biedną rodziną skoro ich syn woli spędzać święta, Wielkanoc, z dala od domu?

- Młodzi często przechodzą okres buntu, to, że młody chłopak woli na przykład wypad z kolegami od rodzinnego śniadania jeszcze nic nie znaczy! - argumentował Selwyn.

- Chyba, że został wyklęty przez rodzinę za posiadanie ambicji. Mam świadków – kontynuował Bertie – mogących powiedzieć dlaczego Percy Weasley nie jest mile widziany w rodzinnym domu. Ten młody chłopak ciężko pracuje i walczy z wrogością najbliższych wobec zrozumiałego dla większości z nas zdobycia dobrej pracy, na świadka powołuję Draco Malfoya!

Członkowie Wizengamotu oraz goście patrzyli z uwagą jak młody arystokrata zajmuje miejsce na środku sali, gdzie zeznawali świadkowie. Długa historia złych stosunków między rodziną Malfoyów oraz Weasleyów dodawała sprawie pewnego posmaczku.

- Słyszałem kłótnię między Percym, znaczy Starszym Podsekretarzem Ministra Magii Weasleyem, a jego ojcem z Biura Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli. Rozmawiali dość głośno, a drzwi gabinetu były uchylone – wyjaśnił – ja zaś miałem do zebrania dokumentację, więc niecący usłyszałem jak pan Weasley prosił syna by „użył swych kontaktów w Ministerstwie by pomóc bratu" a ten odmówił, mówiąc, że Ron „powinien wypić piwo którego nawarzył". I wtedy padły słowa o nadchodzącej Wielkanocy i tym, że Starszym Podsekretarz nie ma czego szukać w domu – zakończył Draco złośliwie.

Percival Selwyn, najwyraźniej nieświadomy rodzinnego konfliktu rzucił posępne spojrzenie Arturowi. Milczał jednak, nie chcąc dać po sobie niczego poznać. Zerknął na Bertiego, niewątpliwe mającego niejednego asa w rękawie. Zapowiadała się naprawdę intensywna walka, co widzieli wszyscy. Słowa Dracona wywołały poruszenie, zwłaszcza jeśli sporo osób wiedziało o rodzinnym sporze Weasleyów i złośliwie plotkowało.

- Niemniej jednak, przyjęli pod swój dach synową, dzieląc się skromnymi zasobami – kontynuował Percival – czyż nie? – zapytał Lavender, która potwierdziła – możemy krytykować i wyśmiewać styl życia Artura Weasley, ale pomaga ludziom w potrzebie. Zaszczepił też synowi ważne postawy, wszak Ronald próbował wziąć odpowiedzialność za swe nienarodzone dziecko oraz jego matkę, nawet jeśli nie wychodziło mu to. Tak, uwielbiał chadzać na imprezy, pić i błyszczeć w towarzystwie. Podobnie czyniło wielu z nas, każdy był kiedyś młody i wypił jednego za dużo. Ale czy przeszkodziło to nam zostać szanowanymi członkami społeczności?

Przez salę przebiegł pomruk zrozumienia. Faktycznie gazety pisały sporo o wyczynach młodego Rona, on zaś został złapany na czymś, co robiło wielu. Zawsze znalazł się pechowiec. Percival pozwolił sobie na delikatny uśmiech. Znalezienie klucza do publiczności, to już połowa sukcesu. Westchnął lekko nawet nie patrząc na Ronalda. Krzywił się widząc tego naburmuszonego rudzielca z pretensjami do całego świata, coś czego nie należy pokazywać przed sądem.

Molly Weasley siedziała jak skamieniała po zeznaniu Draco Malfoya. Patrzyła to na swego męża to na Percy'ego i wyglądała jakby miała się rozpłakać. Zaciskała pięści, jakby chcąc wykrzyczeć złość na karygodne zachowanie Artura. Czekała ich trudna i bardzo, ale to bardzo nieprzyjemna rozmowa. Okropny dzień jednak jeszcze trwał.

- Faktycznie – skinął głową Bertie – nieraz wypiłem i tańczyłem, ale zawsze znałem granice – zakończył nieprzyjemnie – Ronald Weasley jednak ich nie zna. Uwielbiał odwiedzać bary i w ich szaleć, Członkowie Wizengamotu – kontynuował – załączyłem zeznania Toma, barmana z Dziurawego Kociołka na temat trunków i zagryzek zamawianych przez Ronalda.

Lista była długa i obszerna. Chłopak najwyraźniej stawiał kolejki i fundował napoje przypadkowo poznanym ludziom. Jak napisali: barman, sprzątaczka i jej chłopak, kucharz i jego żona, szastał pieniędzy nakazując ludziom by śpiewali „Weasley naszym królem" i prawili mu komplementy.

- Wszystko pięknie – zaczął Percival – ale jak wiemy, sytuacja finansowa rodziny jest bardzo trudna a podobne zachowania kosztują. Skąd niby Ronald wziąłby na to pieniądze?

- I tutaj dochodzimy do kolejnego świadka. Elaine Cattermole, kuzynki Lavender, która może powiedzieć nieco więcej na ten temat.

Blondynka wstała i dość sztywno przeszła na miejsce dla świadków. Rzecz jasna wiele razy omawiała scenariusz z Bertiem. Dokładnie powiedział o co zapyta i przećwiczyli odpowiedzi. Mimo to nie całkiem zapanowała nad zdenerwowaniem. Tylko gruba warstwa makijażu chroniła ją przed pokazaniem tego wszystkim.

Starannie dobrała strój na przesłuchanie. Założyła czarną, sięgającą lekko za kolano szatę. Ponurość stroju przełamywał biały, koronkowy kołnierz oraz mankiety. Jasne włosy pozostawiła rozpuszczone. Nie założyła zbyt wiele biżuterii, poza ukochanymi kolczykami w kształcie pająków.

Uwielbiała je najbardziej z całej swej kolekcji, bowiem były pierwszym prezentem od niego. Uśmiechała się na samo wspomnienie swego zdenerwowania i radości, kiedy jakiś czas temu, niedługo po jego awansie na Ministra, rozmawiali niedługo przed jej urodzinami. Doris oraz Mafalda zaplanowały dla niej małe świętowanie w Dziurawym Kotle, toteż spotkała go nieco wcześniej.

- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Elaine – powitał ją w swoim gabinecie– mam coś dla ciebie – uśmiechnął się podając niewielką, elegancką torebkę.

Aż krzyknęła widząc srebrne kolczyki w kształcie pająków. Gdyby podobny prezent dał kto inny, zapewne nabrała by podejrzeń. Ale jemu ufała najbardziej na świecie. Nigdy by jej nie skrzywdził, ani nie wykorzystał.

- Ja.. są piękne – wyszeptała – i na pewno kosztowały fortunę, nie mogę ich przyjąć.

- To prezent, nie możesz odmówić – odparł stanowczo, z pomrukiem przywodzącym na myśl warknięcie lwa.

- Nie chciałam cię urazić, dziękuję, ale musiały być drogie i..

- Lubię dawać prezenty przyjaciołom, ty zaś jesteś wspaniałą przyjaciółką. Dzięki Bertiemu i Tyberiuszowi być może zdołam posprzątać bajzel po Knocie, dzięki tobie jeszcze nikomu nie urwałem głowy. Będą do ciebie pasować.

Dopiero z czasem zrozumiała, że w ten sposób próbował jej coś powiedzieć. Z jego strony stanowiły coś więcej niż podarunek przyjaźni, być może chciał w ten sposób wyczuć co myśli i czuje. A ona jak zawsze wszystko zepsuła przez swoją nieśmiałość i kompleksy.

Zajęła miejsce dla świadków jak ustalili. Zdenerwowanie zdenerwowaniem, ale nie pozwoli Weasleyowi wykpić się. Zasłużył na karę za wszystko co zrobił Lavender i Hermionie. Słowa wypowiedziane w złości przez kuzynkę wciąż bolały, ale teraz to rudzielca obwiniała o ten akt nielojalności.

- Lavender Brown wyszła za mąż wbrew woli rodziny, lecz nie została pozostawiona sama sobie. Otrzymywała pomoc czyż nie? – zapytał Bertie.

- Tak – odparła Elaine słabo, po czym kontynuowała głośniej – tak, razem z moją mamą oraz ciotką Lukrecją wysłaliśmy jej pieniądze. Zwykle trzysta do czterystu galenonów, zrzucałyśmy się – wyjaśniła – wiedzieliśmy o biedzie państwa Weasley i jak ciężko musi być im przyjąć nowe osoby. Lav musiała szybko zrezygnować z pracy a Ron nie zamierzał iść do pracy. Ojciec Lavender oraz nasza babka nie sprzeciwiali się podobnemu zachowaniu, bowiem nie chcieli by ktokolwiek korzystał z pieniędzy.

- Interesujące, czy kuzynka wspominała co robiła z pieniędzmi?

- Nie, a ja nie pytałam - odparła Elaine – założyłam, że Lavender sama zadecyduje co o wszystkim.

- Ciekawe, to spore sumy pieniędzy i naraz Ronald miał fundusze na swoje zabawy – Bertie Higgs patrzył na wszystkich zgromadzonych, ale głównie na Wealsyów.

- Nie ma dowodu, to może być zbieg okoliczności – wtrącił Percival – to nawet nie poszlaka!

- Owszem nie ma pisemnego zeznania, ale skąd syn pracownika Biura Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli miał naraz pieniądze na kosztowne zabawy oraz hulaszczy styl życia? Weasleyów nie stać na zakup ubrań u Madame Malkin, a naraz Ronald zostaje duszą towarzystwa. Rzecz jasna fundowanie ludziom picia bardzo pomaga w zdobywaniu popularności i sławy acz utrzymanie takowej sporo kosztuje – kontynuował Bertie patrząc na trójkę Weasleyów.

Oczywiście nie bez powodu wbijał im szpile. Lavender i Ron byli na tym samym roku w Hogwarcie oraz w tej samej klasie. Mieli razem zajęcia, toteż dziewczyna doskonale wiedziała, że jeszcze w czasach szkolnych chłopak był bardzo wrażliwy na punkcie sytuacji finansowej rodziny. Draco Malfoy i inni Ślizgoni często dokuczali mu z powodu biedy, na co reagował czerwieniąc się i rzucając klątwy. Bertie umiejętnie naciskał na stare kompleksy, dodatkowo zaś uderzał w jego pragnienie sławy. Podczas uroczystości rocznicowych oraz świeżo po Wojnie rozdawał autografy i smakował swoją nową sytuację. To także nie stanowiło tajemnicy.

Nawet Ron nie był tak głupi, aby przyznać się do kradzieży. Kiedy jednak Bertie go prowokował i z udawanym współczuciem mówił o biedzie, chłopak spuszczał wzrok, czerwony aż po koniuszki uszy. Zadrżał kiedy zasugerowano możliwość kradzieży, a sprytny obserwator nie przepuścił podobne okazji. Selwyn dobrze pilnował chłopaka, ale Bertie i tak zamierzał go sprowokować.

- Panno Cattermole – zaczął Percival – Lavender wspominała, że brakowało wsparcia rodziny, zaś wspominała pani o przesyłkach. Brzmi to dziwnie, czyż nie?

- W najmniejszym stopniu – wyjaśniła Elaine – mama i ciocia Lukrecja słały pieniądze wpierw mnie, zaś potem ja Lavender. Nie akceptowaliśmy wyboru mojej kuzynki, ale nie zamierzaliśmy jej zostawić samej. Ciocia wierzyła, że jeśli Lav poczuje się całkiem sama, zmądrzeje i odejdzie do Rona.

- Pomimo owej niechęci była pani świadkiem na ślubie – kontynuował Percival.

- Tak, bo Lavender tego potrzebowała. Miałam nadzieję, że nie dojdzie do nieszczęścia i być może jakimś cudem małżeństwo nie skończy się w sposób jak teraz. Poszłam tam dla Lavender, aby czuła wsparcie rodziny na dobre i na złe.

- Piękne słowa – skwitował Selwyn – kiedy pani po raz pierwszy poznała Rona?

- Osobiście? Kiedy poszłam zarejestrować się jako świadek na ślubie. Wcześniej tylko o nim słyszałam. Kończyłam Hogwart kiedy on zaczynał i pamiętał jak przyleciał latającym samochodem do..

- Szkolne wyczyny nie mają związku ze sprawą, dziękuję panno Cattermole – powiedział Percival, nie zamierzając pozwolić jej mówić – z tych słów jasno wynika, że większość rodziny Lavender Brown skreśliło Ronalda, nawet go nie znając. Oparli swe zdanie na zasłyszanych plotkach i artykułów w gazetach.

- I słowach świadków jego zachowania! – wtrącił Bertie – gazety nieraz przesadzają, ale awantury czy podczas przyjęć czy uroczystości w Hogwarcie.

XXXXXX

Na następną rozprawę wybrano dwa tygodnie po rocznicy Bitwy o Hogwart. Wątpliwości zostały zasiane a zarzuty postawione. Bertie zamierzał dalej naciskać na Rona, by rudzielec przyznał się przed sądem do kradzieży pieniędzy swej żony. Brakowało dowodów, ale poszlaki były bardzo silne.

Molly podbiegła do Percy'ego po skończonym przesłuchaniu. Sytuacja robiła się coraz cięższa, zaś zeznania Draco odbierały Weasleyom sympatię opinii publicznej. W Ministerstwie ściany miewają uszy, zaś niedomknięcie drzwi mogło bardzo drogo kosztować.

- Więc przyjaźnisz się z Malfoyem, co z tobą Percy – zapytała starszego syna – co też się z nami dzieje?

- Nie wiedziałem, że to planuje, naprawdę – zapewniał chłopak – ale faktycznie rozmawialiśmy dość głośno i…

-.. ładnie teraz mówią o ojcu – przerwała mu Molly – co jeszcze zrobisz dla kariery? Wyrzekłeś się rodziny, wierności Zakonowi i Dumbledore'owi kiedy Knot zaproponował ci stanowisko. Teraz nas oczerniasz na polecenie Scrimgeoura i ..

- Na pani miejscu pani Weasley ważyłabym słowa – wycedziła Elaine – i uważała z oskarżeniami. Pomówienie i próba znieważenia Ministra Magii są ścigane z urzędu – tłumaczyła zimno – więc zanim zacznie pani zakładać o czym kto rozmawiał, radzę powściągnąć język. Percy – kontynuowała z słabo skrywaną niechęcią – to ambitny i pracowity młody chłopak, z jakiego matka powinna być dumna, nie zaś wyrzucać z domu by chodził na świąteczny obiad do obcych – zakończyła.

- Ty..- zaczęła Molly drgając ze złości.

- Daj spokój – przerwał jej Artur – Percy ma nowych przyjaciół, nie przeszkadzajmy im.

Elaine spojrzała współczująco na bliskiego współpracownika swego narzeczonego. Polubiła chłopaka już jakiś czas temu i zaciskała pięści widząc jak okropnie jest traktowany przez swoich najbliższych. Molly nieomal wybuchła przy świadkach, co na pewno nie ujdzie uwadze Rity Skeeter. Kobieta nie grzeszyła rozsądkiem, mówiąc na głos o czymś, co wielu podejrzewało, lecz nikt nie miał pewności ni dowodów. Zresztą przecież niczego nie sfabrykowali i niezależna Komisja wystawiła certyfikat autentyczności.

Powiedziała kilka uspokajających słów do Percy'ego oraz rozpoczęła krótką rozmowę z Ritą. Kątem oka zauważyła nienawistne spojrzenia rzucane przez Ginny, tak w kierunku swoim jak i młodego współpracownika swego narzeczonego. Rudowłosa, będąc w Norze, głośno krzyczała na Rona i krytykowała jego zachowanie. Potępiała go za picie i głośne kłótnie z żoną, ale przecież nie znaczyło, że zamierzała patrzeć spokojnie jak obcy się z niego nabijają. Niechęć do Elaine tylko wzrosła i już całkiem głośno nazywała ją „wytapetowaną piranią", nie dbając czy ktoś usłyszy a być może tego chcąc?

- Czyli bronisz Ronalda i obrażasz innych – syknęła przechodząca obok Hermiona – chciałam wierzyć, że coś zrozumiałaś i się zmieniłaś, ale teraz po prostu wychodzi z ciebie to jaka jesteś. Jak mogłam niczego nie widzieć?

- Ta jędza..

- Co? Kłamie? Sama byłam świadkiem awantur Ronalda i długo znosiłam jego wyzwiska i chamstwo. Mam dość. A ty Ginny pomyśl przez chwilę o Harrym, nim zaczniesz obrażać ludzi.

- Jak śmiesz? Sądzisz, że skoro masz bogatego narzeczonego masz mi prawo rozkazywać?!

- Tylko radzę, bo wiesz kiepsko wygląda jak żona Aurora urządza publiczne awantury, ale to by wymagało myślenia o innych. Do teraz sądziłam, że to Ronald jest egoistą co kłapie bezmyślnie szczęką, jak widzę to rodzinne.

Lucjusz chwycił jej ramię i poprowadził korytarzem. Awantura wisiała w powietrzu a on nie uważał brania udziału w takowej za właściwe zachowanie dla swej narzeczonej, niedługo już żony. Rzucił Ginny pogardliwie spojrzenie i odszedł, coś intensywnie szepcąc. Percy podszedł za Elaine w kierunku swego gabinetu, ścigany posępnymi spojrzeniami bliskich. Ron wyszedł wciąż czerwony i zawstydzony, po owym ciężkim przesłuchaniu.

Percival był wściekły na swego klienta i rodzinę. W niewybrednych słowach nakrzyczał na nich i wyzywał od bezmyślnych idiotów, nie raczących powiadomić prawnika o problemach. Pijaństwo, kradzież pieniędzy i obsesyjne pragnienie sławy i podziwu, to nie mogło mu dać sympatii ludzi.

- Ale się już nawet nie dziwię chłopakowi – syknął – używana różdżka, rzeczy po starszym bracie i wieczna bieda. Tak się kończy jak ojciec bawi się zamiast pomyśleć o zadbaniu o rodzinę, nie krzyw się Arturze, taka prawda – kontynuował – nisko płatna i wyśmiewana posada może być dobra dla samotnika, ale nie kogoś mającego żonę i gromadkę dzieci na utrzymaniu. Nawet mnie nie dziwi już zachowanie Ronalda i nawet mu współczuję, po prostu rozpaczliwie pragnie by ludzie przestali z niego kpić. A robi to jak umie.

- Nie rozumiem dlaczego pan nam pomaga, tak bardzo nami gardząc – zapytał Artur.

- Powiedziałem, to ciekawa sprawa. Poza tym uważam, że … jakby nie patrząc Zakon Feniksa zrobił wiele dobrego dla naszej społeczności, walczyliście razem z Ministerstwem, chociaż nie umiecie wykorzystać zwycięstwa. Zdumieni? - zapytał kpiąco – nazywam się Selwyn, ale nie uważam zabijania innych za metodę rządzenia. Czarny Pan terroryzował wszystkich, nie miał szacunku dla starych rodów ni nikogo. Nie kocham szlam i charłaków, lecz prawo rozwiązało ich kwestię. Nie, jest coś nieprzyzwoitego w tym jak medialne hieny rzucają się na Ronalda, nawet jeśli pił, szalał i zdradzał żonę. Nie on pierwszy i nie ostatni.

Czwórka Weasleyów wróciła do Nory w grobowych nastrojach. Byli wściekli na Rona, ale nie chcieli tego pokazać publicznie. Chłopak potrzebował wsparcia, potem go ukarzą, lecz nie przy obcych. Pewne zasady zostaną zachowane, a cały świat nie musi wiedzieć o ich problemach. Percy najwyraźniej wszystko wypaplał, sądząc po słowach Elaine. Niechęć Ginny do kuzynki Lavender wzrosła dość znacząco i przeszła w coś znacznie większego.

- Wredna, wytapetowana jędza – syczała – rozpętała tę całą aferę i to przez nią.

- Szukanie winnych w niczym nie pomoże – przerwał Artur – ani Ronowi – spojrzał na syna – usiądźmy – nakazał – Ronald – zaczął poważnie – czy ukradłeś pieniądze Lavender? – zapytał poważnie.

- Nie! – zaprzeczył chłopak – to pomówienie!

- Higgs dostarczył Wizengamotowi potwierdzenia wysłania przesyłek – mówił Artur – nie mamy pieniędzy, o czym wszyscy wiedzą. Za co więc balowałeś w Dziurawym Kotle i innych pubach? Ron co cię opętało? Co się dzieje?

- Nic – burknął chłopak - po prostu wreszcie ktoś mnie szanuje i mam przyjaciół – mówił zadowolony – nie śmieją się z moich ubrań jak Malfoy, nie pouczają jak Hermiona i nie mają pretensji jak Harry. Mówią mi, że jestem najlepszy na świecie i że jestem ich królem. Tak i mam wreszcie nowe ubrania i nie noszą tandety jak przez całe życie, nie jestem już biedakiem! Lavender to moja żona, miałem prawo wziąć pieniądze! – mówił nieświadom wrażenia jakie wywarł.

Artur potarł czoło po raz kolejny tego dnia słysząc kąśliwe komentarze na swoich niskich zarobków. Kiedy jednak patrzył na syna coś w nim drgało. Ron nie kłamał, zawsze był beznadziejnym kłamcą i podobnie jak większość rodziny mówił prawdę prosto z mostu. Weasleyowie słynęli z bezpośredniości, temperamentu i rudych włosów, toteż żale syna na pewno płynęły prosto z serca. Czyż nie to samo mówił wcześniej Percy? Czy naprawdę dzieci żywiły do niego aż tak wielki żal?

XXXXX

Niejako w nieomal cieniu zamieszania związanego z rozwodem Lavender i Rona, nadchodził wspólny ślub Draco oraz jego ojca. Malfoyowie zdecydowali się na jedną, dużą uroczystość w maju nie z powodu oszczędności, co raczej chęci przechodzenia całego zamieszania tylko raz. Hermiona i Pansy razem przechodziły kolejne fale narastającej paniki. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a jednak przyszłe panny młode były coraz bardziej przerażone.

Zaproszono praktycznie wszystkich, którzy mieli znacznie w magicznej Brytanii. Rodzina Parkinson świętowała szczęśliwe połączenie z rodem Malfoyów i sprezentowali Pansy piękną, srebrną suknię ślubną. Hermiona, nie mająca własnej rodziny i skłócona z Weasleyami, poprosiła Elaine o pomoc w doborze odpowiedniego stroju.

- Lucjusz to konserwatysta, powinnaś wybrać tradycyjne szaty czarownic, gdybyś założyła mugolskie suknie wywarłabyś fatalne wrażenie – mówiła – na pewno są piękne, nie zrozum mnie źle, ale to.. obcy element kulturowy.

Dawna Hermiona, ta ze szkoły zapewne zaczęłaby gwałtownie protestować. Dużo jednak zrozumiała dzięki naukom tak Lucjusza jak i Elaine. Kiedy zaczęła myśleć o magicznej Anglii jak obcym kraju o całkiem odmiennej kulturze zrozumiała dlaczego jej pomysły na temat skrzatów domowych czy uparte noszenie dżinsów tak denerwowało ludzi. Czemu zgrzytali zębami, kiedy opowiadała o wielkości mugolskiej nauki czy wyższości systemy politycznego.

- Mamy inną kulturę i zwyczaje i rozwijamy się inaczej niż Mugole. Jesteśmy tak odmienni, że porównania nie mają sensu, bo nie ma czego porównywać.

- Ale zwyczaje pozostały te same od średniowiecza i system rządów, niewolnictwo szkrzatów..- protestowała.

- Skończ wreszcie ze skrzatami Hermiono, moja babcia ze strony mamy jest Mugolką i opowiadała mi niegdyś dużo o waszym świecie. Niektóre kraje mają premierów jak my Ministra Magii, inne królów a inne generałów u władzy. Systemy rządów są różne i nie ma jednego wspólnego, dlaczego więc swój model uważasz za najlepszy!

-Nigdy nie mówiłaś o mugolskiej babci.

- Nie ma o czym, bo nie żyje od lat. Hermiono czy jakbyś pojechała do Chin zaczęłabyś od razu ich krytykować?

- Ale.. elektryczność i…

- Mugole mają niezwykłe wynalazki bo ich potrzebują, my mamy magię. Wasz rozwój polega na tworzeniu maszyn i broni, nasz zaklęć i eliksirów. Jesteś nowa w naszym świecie, a jesteśmy inni, ale nie gorsi.

Oczywiście Hermiona nie poddała się łatwo. Krytykowała nie mające wiele wspólnego z demokracją rządy oraz fakt, że władza Ministra Magii była znacznie większa niż mugolskiego premiera. Raz po raz wracała do kwestii skrzatów domowych, nie chcąc odpuścić i zrozumieć. Zirytowana Elaine poprosiła Zwinkę i Doriana by porozmawiali i wyjaśnili co i jak.

W pierwszej chwili Hermionę była zdumiona widząc dwa wyraźnie zadbane i szczęśliwe stworzenia. W niczym nie przypominały Zgredka: oboje nosili kunsztownie drapowane kawałki materiału (zapewne jedwabiu) a nieliczne włoski mieli ładnie ułożone. Powitali znajomą swej pani uprzejmie chociaż z pewnym chłodem.

- Panna Granger jest znana wśród skrzatów, obrażała skrzaty w Hogwarcie – powiedziała Zwinka.

- Ale jak to?

- Panna Granger rozrzucała ubrania i chciała wydalić skrzaty z domu bez wiedzy wielkiego dyrektora.

- Chciałam dać wam wolność, jak Zgredkowi!

- Skrzaty nie chcą wolności, ale domu i dobrej rodziny czarodziei, która ich przygarnie. Zgredek renegat – powiedziała Zwinka.

- Ale wy nie rozumiecie! – tłumaczyła – tak wam będzie lepiej!

- Panna Granger nie szanuje skrzatów i traktuje je jak bezrozumne, twierdząc, że wie od nich lepiej co dla nich dobre.

Zdumiona wyrzutem w głowie stworzenia zamknęła usta. Nigdy wcześnie nie słyszała by jakiś skrzat miał do niej pretensje o wszystko co robiła w ramach stowarzyszenia WESZ. Jeszcze nie całkiem przyjęła pewne fakty do wiadomości, ale przynajmniej zaczęła rozumieć, że powinna postępować bardziej delikatnie. Kiedy przeczytała o niewolnikach w starożytnym Rzymie, którzy nie zawsze chcieli wyzwolenia coś zrozumiała.

Elaine oraz Lucjusz wbili jej do głowy by próbowała szanować zwyczaje czarodziei. Faktycznie nie chciała by ludzie kpili z jej kultury, więc postanowiła przynajmniej czasem pohamować swój język. „Czarodzieje w pierwszym pokoleniu" brzmiało o wiele lepiej niż Mugolaki i nieskończenie lepiej niż szlamy. Określenie wskazywało także, co dopiero z czasem zauważyła, jak niewiele wiedzą o zwyczajach i niuansach magicznej Anglii. Zaczęła też nieco hamować swój entuzjazm zmian.

Lucjusz otwierał oczy na otoczenie. Ludzi mało obchodziło czy system rządów jest demokratyczny jak długo państwo działa i karze bandytów. Minister Scrimgeour nazwał śmierciożerców terrorystami i w czasie Wojny gazety publikowały klątwy, mające pomóc w walce. Organizowano szkolenia z zaklęć ofensywnych a nawet czarnomagicznych, co ocaliło życie niejednej rodzinie. Po wygranej Wojnie Ministerstwo nie patyczkowało się ze schwytanymi bandytami i wysyłało ich przez Zasłonę w Sali Śmierci. Każdemu zapewniano proces, ale zgodnie z ustawami o stanie wojennym każdemu kto dokonał morderstwa, torturował i siał terror sądzono dorosłego bez względu na wiek. Trójkę szesnastolatków, którzy dokonali brutalnego mordu na mugolskiej rodzinie skazano na śmierć, co większość przyjęła z aprobatą poza niektórymi z członków Zakonu. „Opinia publiczna stoi za Scrimgeourem murem, bo najpierw przeprowadził nasz kraj przez Wojnę zaś po jej zakończeniu skazał na śmierć ludzi Voldemorta, dając ludziom krew oprawców ich i ich bliskich". W czasie stanu wojennego przynależność do śmierciożerów karano śmiercią zaś obecność Mrocznego Znaku stanowiła wystarczający dowód i uzasadnienie wykonania natychmiastowej egzekucji. To było brutalne, ale kto wie czy nie skróciło okropnej Wojny i nie zaoszczędziło wielu cierpień.

- Śmierciożercy to też ludzie! – argumentował Artur Weasley – te prawo praktycznie sankcjonuje samosądy.

- Czyli lepiej żeby ci bandyci zabijali niewinnych? – prychał Moody – to Wojna i nie ma co się cackać. Poprzednim razem Ministerstwo i Hogwart stanowiły bastiony bezpieczeństwa, bo Barty Crouch wprowadził podobne regulacje. Nie podoba mi się że dzieciaki mogą rzucać Cruciatusa, ale śmierciożercy rekrutują dzieci i każą im zabijać i torturować. Więc jeśli dzięki Avadzie jakiś dzieciak ocaleje, to na Merlina to dobre.

- Ale są inne sposoby ! – argumentował Artur

- Jakie zaproszenie na herbatkę?

Hermiona pamiętała mroczny okres oraz to, że Bellatrix, w ramach narzuconych przez Dumbledore'a zadań, uczyła ją i Andromedę Niewybaczalnych. Użyła klątw tylko raz. Pewnego dnia zobaczyła śmierciożercę brutalnie gwałcącego jakąś dziewczynę, uczennicę Hogwartu sądząc po szatach. Nie wiedziała kiedy wyciągnęła różdżkę a usta same wypowiedziały Crucio. Pragnęła zadać ból by cierpiał jak ofiara. Nie czuła litości, lecz złość a krzyki śmierciożercy utwierdzały ją w słuszności tego co postanowiła. Szybko rzuciła Silencio i nie przerywała tortury. Pewnych zbrodni nie sposób wybaczyć – myślała. Kto wie ile by to trwało, gdyby ofiara nie uderzyła swego oprawcy kamieniem w tył głowy.

Dlatego coraz lepiej rozumiała wiele spraw i słuchała Elaine. Miały niezły ubaw wybierając suknię ślubną. „Moją wybierze i kupi mi rodzina" – tłumaczyła blondynka- "poszukajmy czegoś dla ciebie". Po niezliczonych godzinach zdecydowały na bordowo-czarną szatę z długimi, szerokimi rękawami. Przypominała nieco średniowieczne suknie, ale była bardziej wycięta i dopasowana. Hermiona nie mogła powstrzymać okrzyku widząc siebie w eleganckiej szacie do ziemi, dość dopasowanej na górze i rozszerzanej ku dołowi. Kolory idealnie pasowały do jej włosów i cery, zaś czerń nie oznaczała bynajmniej żałoby w magicznej Anglii. Rubinowa biżuteria ożywiła całość. Pansy nosiła szatę podobnym kroju, zaś srebrny odcień oraz szmaragdowe kolczyki przypominały o przynależności do Slytherina.

- Lucjusz się na ciebie rzuci jak tylko cię zobaczy – zawyrokowała Elaine i miała sporo racji.

Uroczystości miały miejsce w ogromnym ogrodzie Malfoy Manor. Pod magicznym baldachimem stali liczni goście, na czele z bliższą i dalszą rodziną oraz najważniejszymi urzędnikami Ministerstwa. Rabastan podtrzymywał będącą w ostatnich tygodniach ciąży Andromedę. Ona i Bellatrix koniecznie chciały przyjść na ślub bratanka, żałując, ze Narcyza nie może widzieć Draco w tej chwili. Najstarsza z sióstr Black wyglądała dostojnie, ale nieco groźnie w długiej koronkowej sukni. Elaine dostała podwójne zaproszenie jako przyjaciółka Hermiony oraz narzeczona Ministra Magii. Oboje założyli szaty w pasujących kolorach: on tradycyjne czarno-złote ona zaś złotawą suknię z czarnymi zdobieniami. W długiej, zwiewnej sukni z koronką oraz opasce wyglądała dziewczęco i młodzieńczo. Jej ubiór wzbudzał nieomal takie same emocje jak szaty panien młodych, zaś gazety już wcześniej opisywały klasyczną elegancję przyszłej pani Scrimgeour. Od żony polityka oczekiwano, podobnie jak w mugolskim świecie, by się ładnie prezentowała, uprzejmie zachowywała i uczestniczyła w przyjęciach. Elaine wypełniała swe obowiązki dość gorliwie, co wielu oceniało dobrze. Fakt, że tygodnik „Czarownica" regularnie opisywał jej stroje a sklepy sprzedawały niedrogie szaty inspirowane jej strojami wzbudzały zazdrość i złośliwość Ginny. Szczególnie kiedy nielubiana przez nią i Molly Fleur poczęła kupować owe szaty. „Ona jest taka elegancka"- mawiała – „we Francji wymagiamy tego od żony Ministra".

Dwaj Malfoyowie stali obok stołu, na którym leżały ślubne papiery. Ubrani w czarne szaty ślubne nerwowo wyczekiwani swych narzeczonych. W tamtej chwili podobnie jak niezliczone pokolenia mężczyzn przez nimi i po nich po prostu odczuwali ślubną tremę. Pansy prowadził dumny ojciec. Hermiona, której rodzice zginęli, nie miała rodzeństwa i poprosiła Harrego by jej towarzyszył. Byli jak brat i siostra, chociaż nie dzielili krwi, toteż młody Auror wyraził zgodę pomimo protestów Ginny. Sprawa rozwodowa Rona czyniła wszystkich dość nerwowymi.

Biorący ślub podpisywali dokumenty, zaś znad pergaminu strzelała w ich kierunku wiązanka światła, symbolizująca małżeńskie więzy. Chodzili z owym świecącym łańcuchem wokół dłoni aż do konsumpcji związku. Wówczas dokument nabierał ważności i automatycznie trafiał do odpowiedniego rejestru w Ministerstwie Magii. Hermiona z zapartym tchem obserwowała jak jej nazwisko, Granger, zmieniło się na Malfoy po wypowiedzeniu przysięgi. „Na mą magię przysięgam trwać przy tobie i cię wspierać. Życie me łączę z twoim..". – powtórzyli drżącymi głosami. Mól książkowy, część Złotego Tria, Hermiona Granger odeszła zastąpiona przez Hermionę Malfoy, damę z towarzystwa.

Jako pierwszy pogratulował jej Harry a zaraz potem Elaine. Niedługo potem podeszła Andromeda, która z racji swego stanu musiała szybko odejść do domu i odpocząć. Wedle uzdrowicieli mogła urodzić już na dniach. Z Zakonu przyszedł Moody, Hestia Jones, Deagus Diggle oraz przedstawiciele tak zwanego „umiarkowanego skrzydła". Dzięki odcięciu się od Rona, zdołali dzyskać nieco sympatii. Emerytowany Auror, Szalonooki, wykorzystał fakt, że znał wielu ludzi w Ministerstwie, w tym Rufusa Scrimgeoura by nieco polepszyć wizerunek Zakonu. Szkody wyrządzone przez Weasleyów były ogromne, ale nie wszyscy myśleli podobnie. Teraz zaś nastąpił czas zmian.

Hermiona pamiętała przyjęcie jak przez mgłę. Była okropnie zdenerwowana, ale bardzo szczęśliwa. Witała wiele osób i usiłowała nie pamiętać, że jeszcze całkiem niedawno w ogóle nie chcieliby z nią rozmawiać. Andromeda, Elaine i Pansy długo nad nią pracowały by tak reagowała. Opanowała jednak instynktowną reakcję. Dla Lucjusza, swego nowo poślubionego męża. Złośliwa część jej natury odczuwała pewną satysfakcję, że ludzie jak Nott czy Zabini, nieustannie kpiący z niskiego ich zdaniem pochodzenia musieli być uprzejmi. Razem z Malfoyami przeszli długą drogę od nienawiści i walki do bycia rodziną. Nie sądziła jednak by mogła przejść ową ścieżkę z kimś innym. Mimo to konieczność witania osób z towarzystwa męczyła ją i czuła, że ma dość przyklejonego do ust uśmiechu damy równie mocno co eleganckich butów i szat.

Z przyjemnością rozmawiała z siostrami Greengrass: Daphne oraz Astorią. Starszą z nich kojarzyła ze wspólnych lekcji w Hogwarcie oraz tego, że jako jedna z nielicznych Ślizgonek traktowała ją uprzejmie. Dwie jasnowłose dziewczyny pochodziły ze znamienitej rodziny, ale nie podzielały uprzedzeń, podobnie jak Ernie MacMillian. Właśnie dzięki nim zrozumiała jak prostacki i upraszczających obraz świata jest podział na złych czystokrwistych i dobrych ludzi półkrwi. Nie tylko Weasleyowie, ostentacyjnie ignorujący zwyczaje swego świata, ale także konserwatyści sprzeciwiali się pewnym postawom i pomimo określonego wychowanie nie zawsze traktowali okropnie ludzi z zewnątrz.

- Harry! – głos Daphne brzmiał dość głośno – wspaniale cię widzieć i gratulacje ukończenia Akademii Aurorów z wyróżnieniem.

- Dziękuję – odparł uprzejmie – jesteś bardzo miła, eee przepraszam ale nie pamiętam cię.

- Daphne Greengrass – przedstawiła się - w Hogwarcie nie mieliśmy okazję za często rozmawiać. Pamiętasz Klub Ślimaka? Przyszedłeś z tą.. jak jej było na imię? Luną?

- Tak, Luną Lovegood dziękuję, że nie nazywasz jej Pomyluną wielu tak robi.

- Ma na imię Luna – powiedziała Daphne z godnością – używanie przezwisk jest niegrzeczne.

- Masz ochotę na coś do picia?

Rozmawiał z dziewczyną jeszcze przez jakiś czas a potem dołączyła do nich Astoria. Ginny źle wszystko zrozumiała i mieli dość nieprzyjemny wieczór, nim wyjechała na treningi z Harpiami. Biorąc pod uwagę napiętą atmosferę, to było prawdziwe błogosławieństwo.

Na przyjęciu wznoszono niejeden toast, za obie młode pary oraz gości. Ten piękny, ciepły, majowy był idealny na podobne uroczystości. Błękitne niebo bez jednej chmurki stanowiło idealną wróżbę pomyślności, nawet jeśli wróżbiarstwo uchodziło za mętną dziedzinę magii. Lavender z podziwem i zazdrością patrzyła na Hermionę, niewątpliwie wspominając swój własny, ponury jak stypa ślub.

- Lavender? Co za spotkanie, wspaniale wyglądasz! – głos Cormaca McLaggena brzmiał szczerze – jak się masz?

Posłała mu ciepły uśmiech. Wysoki, przystojny blondyn mógł wywrzeć wrażenie. Przybył na ślub razem ze swoim wujkiem, Przewodniczącym Wizengamotu. W bordowych, nawiązujących do kolorów Gryfonów, szatach wyjściowych wyglądał naprawdę wspaniale. Nie rozmawiali praktycznie w ogóle od Uczty Zwycięstwa w zeszłym roku, kiedy na swoje nieszczęście więcej czasu poświęciła Ronowi. Teraz mogła naprawić błąd.

- Nie najgorzej – skinęła głową – a ty? Słyszałam, że znakomicie ukończyłeś trening Aurora, gratulacje.

- Dziękuję Lavender – odparł – masz ochotę na coś do picia? Znalazłem niezły stolik z drinkami.

- Nie mogę – pokręciła głową – karmię dziecko, ale chętnie wypiję sok.

- Zatem chodź, bardzo dobrze, że masz okazję wyjść z domu. Ta sprawa rozwodowa, przykro czytać te prasowe rewelacje i jak ten rudy kretyn cię traktował.

- Sprawię by to jemu było przykro – odparła – dziękuję za wsparcie, nie chcę o nim mówić. Pamiętam, że w szkole świetnie grałeś dla drużyny Gryfonów, nie rozumiem dlaczego cię usunęli? Nie mieli prawa!

- Potter był wówczas kumplem Weasleya i wolał tego kretyna w drużynie. Teraz chyba zaczyna widzieć co z niego za człowiek, ale albo właśnie wziął albo zaraz weźmie ślub z Weasleyetką. Szkoda go dla tej małpy Ginny, która potrafi tylko obrażać innych.

- Dla mnie była paskudna, ale powiedz mi czy obraziła ciebie Cormac?

- Mnie, moją rodzinę, Elaine, moją rodzinę, długo by wyliczać.

- Elaine? A co ona ma do mojej kuzynki?

- Nie wiesz? Nazywa ją wytapetowaną piranią i obraża raz po raz, winiąc za to, że gazety piszą prawdę o tej durnym bracie. Twierdzi też … różne rzeczy.

- Jaki brat, taka siostra – powiedziała Lavender – nie wiem jak mogłam być tak ślepa, chodźmy po coś do picia a ty mi opowiedz coś o sobie o kursie Aurorów i w ogóle.

Nie musiała dwa razy powtarzać, bowiem młody McLaggen bardzo lubił mówić o sobie. Drażniło to młodą Hermionę przez laty, ale Lavender nie była równie zasadnicza. Teraz, w samym środku rozprawy rozwodowej chciała po prostu zapomnieć i zająć myśli czymś lub kimś innym. Kolega ze szkoły przyszedł do niej w samą porę. No i okazał się prawdziwym dżentelmenem, kiedy proponował i przynosił różne soki oraz poczęstunek. Ron prawie nigdy tak nie robił, naraz ją to uderzyło. Cormac zaś bez powodu i dla zasady okazał nieco dżentelmeństwa. A nawet więcej niż nieco.

Zaczęli wspominać czasy szkolne oraz wspólne walki w GD. Zapomniała na chwilę o rozwodzie i wszystkich koszmarnych wydarzeniach ostatnich miesięcy. Mogła po prostu znowu być beztroska. Miała dwadzieścia jeden lat, dziecko a małżeństwo przestało istnieć. Dość nieciekawe zestawienie.

Państwo młodzi, po odtańczeniu paru tańców, wzniesieniu toastów oraz wymianie uprzejmości oddalili się. Obie pary miały zdecydowane plany co też zrobić dalej, bynajmniej nie mające wiele wspólnego z przyjęciami. Elaine poczuła jak narzeczony mocniej ją obejmuje, najwyraźniej chcąc iść w ślady Lucjusza i Draco. Pochwyciła jego spojrzenie i skinęła głową. Sama też nie miała nic przeciwko wyjściu. Założyła nowe buty, które okropnie obcierały.

Aportowali się do salonu w ich wspólnym domu. Ledwie dotknęła dywanu z ulgą zrzuciła narzędzia tortur ze swoich stóp. Zarzuciła mu ręce na szyję i przeczesała włosy. Wyglądał naprawdę wspaniale w wyjściowej szacie. Wypiła, za namową Hermiony oraz Pansy, trzy lampki wina i czuła lekkie pulsowanie w skroniach. Pewnie dlatego, całkiem niespodziewanie dla siebie, nie tylko zarzuciła mu ręce na szyję, ale także pocałowała gorąco. Kochała go z całego serca, ale nie miała odwagi by samej coś zacząć. Tamtego dnia jednak kompletnie zapomniała o zahamowaniach. Pocałowała go po raz kolejny, przytulając się mocno.

- Elaine – szepnął do ucha zaskoczony – co ty?

Nie dał jej odpowiedzieć. Pogłębił pocałunek i mocniej ją objął. Nie dał jej możliwości ucieczki, zamykając w żelaznym uścisku ramion. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, przycisnął kobietę do ściany. Wyczuła jego wielkie pragnienie, co wywołało delikatny uśmiech. Czując delikatne pocałunki na szyi, odchylił głowę dając mu lepszy dostęp. Drżącymi dłońmi próbowała zdjąć jego szatę, ale kiepsko jej szło. Gdy zaczął podciągać suknię z trudem łapała oddech. Szybkość i siła z jaką poczuła go w sobie przyprawiła ją o zawroty głowy i pozbawiła tchu. Jakże więc mogła pamiętać, że eliksir skończył się kilka dni temu? Powiedziała mu oczywiście, ale tamtego popołudnia po prostu zapomnieli.

Lucjusz z Hermioną udali się w romantyczny rejs statkiem. Podobny wykupili Draco z Pansy, chociaż oczywiście nie w tym samym miejscu. Hermiona wybrała zamki nad Loarą, zaś druga z dziewcząt morze Śródziemne. Planowały intensywne zwiedzanie, ale dwaj Malfoyowie mieli odmienne plany. Intensywnie rozpoczynali małżeńskie pożycie, skutecznie uziemiając swe żony w sypialniach.

- Powinieneś mieć dziedzica Draco – nakazał Lucjusz.

- Oczywiście ojcze – zgodził się po czym intensywnie zabrał się do pracy.