- O cholera... - Wymamrotał nagle Nehr'zul.
- Co się stało? - Zaniepokoił się Shane.
- Czterech niezidentyfikowanych napastników dostało się do kasy pancernej, obezwładniło strażników, po czym zabrało nagrodę. - Wyrecytował jednym tchem Lodowy Upiór.
- Jaja sobie robisz. - Stwierdził odkrywczo Skrash.
- Nie. Co ciekawe, mieli w sobie coś... Dziwnego. Tak jakby żyło w nich coś... nieumarłego.
- Nieumarli nie żyją. - Zauważył Art.
- Użyłe tej metafory, by podkreślić ich dziwność. - Odparł Nehr'zul. - I co teraz?
- Mam pewien pomysł... - Mruknął Shane. - Uwaga do zawodników! Główna nagroda została skradziona. Jednakże... Ten, który mi ją przyniesie otrzyma walkower w swojej walce.
- CO otrzyma?! - Wrzasnął zszokowany Skrash.
- Walkower. Jego przeciwnik automatycznie pożegna się z turniejem. A więc... Powodzenia w szukaniu! Nehr'zul poda wam dalsze wskazówki odnośnie waszych poszukiwań. - Wśród zawodników zapanowało poruszenie. G'narl zmierzył wzrokiem Daevę, Augustus Cassandrę, Balor Hellscreama a Nocny - Kat. I na odwrót. Cała ósemka gromadnie rzuciła się do kabiny komentatorskiej po Nehr'zulowe wskazówki. Bogu dzięki Lodowy Upiór wyszedł wcześniej z kabiny, bowiem dodatkowe osiem osób było lekką przesadą na standardy. Pierwszy do Króla Lisza dobiegł G'narl. Wywracając po drodze Balora i Kat oraz strącając z powietrza szybującego Daevę.
- Gdzie... Są... - Zaczął zziajany.
- Złodzieje? - Dokończył za niego Nocny. Król Lisz bez słowa wskazał im smugę zielonego śluzu, idącą daleko poza arenę. Pierwszy do biegu wystartował Grom. Tuż za nim biegły Cassandra i Kat, a gdzieś za nimi - G'narl. Balor i Nocny popatrzyli po sobie, po czym pośpiesznie udali się za nimi, a Daevie nie pozostawało nic innego, jak do nich dołączyć. Za to Augustus nie ruszył się z miejsca.
- Po co mam biegać po górach i lasach, skoro mogę się tu zasadzić na któregoś z nich? - Stwierdził. Król Lisz wzruszył ramionami. Nagle poczuł klepnięcie w ramię. Tuż za nim stał Skrash i Pip.
- Shane kazał nam biec za nimi i relacjonować przebieg pogoni. - Nehr'zul już chciał zaprotestować, ale szkieletor w odpowiedzi wyciągnął zwitek papieru. - Drobny druczek, wiesz.
- Ta... - Dodał nasz pingwin. Nie uśmiechało mu się bieganie kilometrami za złodziejami. Jednakże w pewnej chwili doznał przebłysku. Pośpiesznie udał się do kabiny komentatorskiej, by powrócić z Artem.
- Pamiętaj, jesteś mi coś winny. - Stwierdził, patrząc na swojego przyjaciela.
- Fakt... - Art westchnął rozdzierająco.
- No to biegniemy! - Zakrzyknął Skrash entuzjastycznie, po czym nieśpiesznym truchtem pomknął za oddalającym się Daevą. Nehr'zul nie zniżał się do galopowania przez stepy - Stworzył coś w rodzaju lodowego szlaku, który działał niczym snowboard. Zaś Artowi nie pozostawało nic innego jak trzymać się Nehr'zula(Za Skrashem by nie nadążył).
- Półfinale, nadchodzę! - Warknął wściekle G'narl, rozpoławiając kolejne drzewo. Obejrzał się nerwowym wzrokiem za siebie. Nigdzie nie widział Daevy. "Ech, chwila spokoju...", pomyślał, zatrzymując się. Nagle zaklął siarczyście: Był na śluzowym rozdrożu. Cztery drogi biegły w kompletnie innych kierunkach. "Która należy do nosiciela nagrody?", pomyślał, drapiąc się po głowie. Wybrał tą, która biegła na wprost. Chwilę później to samo miejsce nawiedził Grom. Zlustrował drogi szybkim wzrokiem, po czym skoczył w drogę po lewej. Chwilę później na tym samym rozdrożu pojawili się Nocny i Balor.
- Zwolnij, cholero... - Wymamrotał goblin, przyglądając się nerwowo swojej naprędce doszytej nodze. Nie miał pojęcia, czy nie zawiedzie go w najgorszym momencie. Niestety nie znał magii leczącej, by przywrócić ją do stanu dawnej używalności.
- To co, rozdzielamy się? - Zapytał Nocny.
- No nie wiem... Wolałbym mieć za plecami kogoś, komu mogę zaufać.
- Tchórz.
- Wolnego! - Obruszył się goblin. Po krótkiej naradzie Nocny pobiegł na wprost, a Balor - W prawo. Chwilę później na tym samym rozdrożu pojawiły się Kat i Cassandra. W biegu zawiązały naprędką umowę o współpracy.
- I co teraz? - Zamyśliła się kotka.
- Hmm... - Odpowiedziało jej dość długie mruczenie Cassandry. - Nie rozdzielamy się?
- Nie.
- Więc może w prawo? - Zasugerowała Cassandra. Kat skinęła głową. Obie dziewczyny pobiegły w prawo. Minęła dłuższa chwila. Pojawił się Daeva. "Ścieżka w lewo, ścieżka w prawo, ścieżka prosto i ścieżka po skosie pośród drzew... Wydawałoby się nieprzystępna do ucieczki. Nie ze mną te numery...", pomyślał demon, rozprostowując skrzydła i lecąc w kierunku skośnej ścieżki. W końcu na rozdrożu pojawiła się ekipa komentatorska.
- Eee... Którędy? - Zapytał Art z wahaniem.
- Ja w prawo, ty na wprost, a Nehr'zul - w lewo. - Stwierdził Skrash.
- A co ze ścieżką po skosie? - Zapytał Art.
- Zostaw to mi. - Mruknął Nehr'zul. Lodowy Upiór wyciągnął przed siebie rękę. Tuż przed nią zmaterializował się ponad 3 - metrowy humanoid zrobiony z lodu.
- Taak? - Zapytał świszczącym głosem.
- Skieruj się w tamtą ścieżkę. Daj nam znać, jeżeli zobaczysz złodzieja.
- Tak jest! - Lodowy olbrzym stanął na baczność, po czym wolnym krokiem podążył ukośną ścieżką.
- Powodzenia wam wszystkim. - Mruknął Skrash, biegnąc w prawo. Nehr'zul skierował się w lewo, a Art - Na wprost.
- Gdziekolwiek jesteś, kimkolwiek jesteś... Wystrzegaj się Ostatniego Szponiaka. - Warczał pod nosem G'narl, rozglądając się. Ślad śluzu wyraźnie się urywał, widać złodziej zacierał tropy. Coś tu się jednak G'narlowi nie podobało. Ktoś go obserwował. I ten ktoś ukrywał się pośród listowia. Kragnanin zaczął obserwować drzewa, licząc na to, że jego potencjalny złodziej się w jakikolwiek sposób zdradzi. Nagle usłyszał trzaskającą gałązkę. G'narl obrócił się błyskawicznie i rzucił ognistą kulą. Usłyszał czyjś wrzask. - Wyłaź i daj się zabić! - Warknął wściekle Kragnanin. Tymczasem z chmury ognia wyłonił się... Nocny. Jego czerep płonął soczyście.
- Kiedyś ustrzelisz muchę za to, że bzyczała ci nad głową. - Stwierdził, machając strzelbo-ostrzem leniwie.
- Nagroda będzie moja. - Warknął G'narl ostrzegawczo. - Nie zamierzam łamać sobie głowy nad Daevą. Jest zbyt niebezpieczny... Nawet dla mnie.
- Łuhuhu, bójmy się! Jeżeli G'narl przegrywa, to cała ludzkość - A może raczej kragnańskość - kładzie się pokotem. - Zakpił czaszkogłowy. Kragnanin właśnie zamierzał zripostować, gdy poczuł, że coś łapie go za szyję i ciągnie do góry. Charknął, usiłując się wyswobodzić. Nocny spróbował odstrzelić "tą dziwaczną lianę", jak to ładnie określił, ale nagle zobaczył, że "ta dziwaczna liana" macha G'narlem i rzuca nim w jego kierunku. Ciężki Kragnanin przygniótł Piekielnego Motocyklistę. Kątem oka zdążył zobaczyć, że ktoś zeskakuje z gałęzi... A razem z tym kimś "zeskakuje" ta dziwaczna liana. Spróbował zrzucić z siebie G'narla, ale bez skutku: Kragnanin był zamroczony i nie potrafił się podnieść. Nocny dostał cios w szczękę. Zrobiło mu się ciemno przed oczami...
- Ten las mnie przeraża. - Stwierdziła Kat, trzęsząc się lekko. Cassandra przytaknęła skawpliwie. Obserwowała wszelkie ruchy pośród liści. Nagle obie dziewczyny usłyszały odgłos pękającej gałązki, po czym odgłos odpadającego mięsa i siarczyste przekleństwo. Obróciły się jak oparzone, by ujrzeć Balora usiłującego podnieść się z ziemi. Jego doszyta stopa przestała zdawać egzamin.
- Eee... To nie będzie problemem, jeśli poproszę was o pomoc? - Zapytał goblin niepewnie. Dziewczyny popatrzyły po sobie z wahaniem.
- Może go zostawimy...? - Zasugerowała Cassandra. Wciąż miała do Balora urazę za pierwszą rundę. - Grom jest sympatyczniejszy. - Kat parsknęła śmiechem, rozjuszając goblina.
- Niech no ja cię tylko dorwę... - Warknął, usiłując doczołgać się do kotki.
- A a a... Jeżeli chcesz pomocy, to musisz spokornieć w jednej chwili. - Parksnęła Cassandra. Balor chcąc nie chcąc musiał zastosować się do wskazówki lisicy. Już chciał przepraszać, gdy nagle wrzasnął:
- Uważajcie!
- Akurat ci uwierzę. - Stwierdziła Kat. Nagle poczuła, że coś kłuje ją w plecy. Dziewczyna osunęła się nieprzytomna. Cassandra odskoczyła jak oparzona. Wielka góra mięśni przetoczyła się po Balorze i jego również pozbawiła przytomności. Tymczasem lisica obserwowała to przerażona. Bezkształtna masa odwróciła się w jej kierunku. Zauważyła oczy. Ludzkie, nieco irytujące, ale oczy. To wbrew wszystkiemu uspokoiło ją. I to była jej ostatnia pomyłka. Wielki kształt uderzył w nią pięścią. Straciła przytomność.
- Ostatnia rzecz, jakiej chcę to babranie się w tych glutach. - Mruknął Hellscream, przebijając się przez bagno. Natężenie śluzu zaczęło przekraczać wszelkie możliwe granice. "Z drugiej strony może to świadczyć o tym, że zbliżam się do celu...", pomyślał. Nagle poczuł straszliwy, obrzydliwy fetor.
- Co, do Mannorotha tak śmierdzi?! - Warknął Grom. Dostał odpowiedź szybciej niżby chciał. Coś trzasnęło go w plecy. Mistrz Ostrzy obrócił się, by ujrzeć beczułkowaty, okrągły kształt wielkości ogra. To coś miało nieproporcjonalną do reszty ciała główkę i bąble na twarzy. Potwór otworzył przepastne usta, zalewając orka gradem śluzu i żółci. Hellscream zaczął się krztusić. W akcie rozpaczy rzucił ostrzem. Prawdopodobnie trafił, ale niczego to nie zmieniło: Stwór wciąż zalewał go potokiem tych... Wydzielin. Grom przestał cokolwiek widzieć... W końcu poczuł mocne uderzenie w szczękę. Zarzuciło nim. Ork upadł na ziemię, tracąc przytomność.
- Gdzie się ukrywasz, mój mały złodzieju? - Mruczał Daeva, paląc kolejny krzak. Pogoń za złodziejem ewidentnie bawiła go. "W końcu, zawsze to jakaś odmiana...", pomyślał. Nagle usłyszał szelest pośród liści. Rozprostował skrzydła i wystartował w kierunku adwersarza. Złodziej nie dawał sobie w kaszę dmuchać i skutecznie unikał wszelkich ataków, skacząc z gałęzi na gałąź. Demon zauważył, że jest on zakapturzony i niskiego wzrostu.
- Przestań się ruszać i daj się złapać! - Warknął Daeva, rzucając kulą energii. Znowu chybił. Tymczasem jego adwersarz chyba miał już dosyć ucieczki i postanowił przejść do ofensywy. Odbił się od gałęzi, po czym rzucił się na zaskoczonego Daevę. Zaczął wymierzać proste ciosy pięścią. Niesamowite, ale te uderzenia mogły wzruszyć słonia - O Daevie nie wspominając. Po krótkiej chwili nawet i on stracił przytomność...
