ROZDZIAŁ 26
"TAKE IT EASY! "
Bella POV
Beep, beep, beep, beep, beep, beep.
Jęknęłam, po czym przekręciłam się na drugi bok, by móc zobaczyć godzinę.
4:15.
Jest za wcześnie!
Usiadłam i przetarłam oczy. Popatrzyłam przez okno. Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Żartujecie sobie? Niechętnie wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Autobus odjeżdżał do East High School dopiero o godzinie piątej, gdzie odbywał się turniej, na którym musiałam być….
Po wykąpaniu się, spięłam włosy w kucyk i zaczęłam pakować rzeczy do torby.
Na dole znalazłam Charliego czytającego gazetę i trzymającego w dłoni filiżankę kawy.
– Czemu wstałeś tak wcześnie, tato? Jest sobota… tak?
– Wiem, Bells. Chciałem życzyć ci powodzenia – zaśmiałam się.
– Oh, dziękuję. Czy ty i mama macie nadal przyjechać na mecz?
– Nie przegapimy tego – powiedział, próbując stłumić ziewanie.
– Pewnie nie będziemy grać przed dziesiątą, więc możecie wrócić do łóżka – roześmiałam się.
– Okej, skop parę tyłków, Bells – ziewnął i skierował się na górę.
Popatrzyłam na pełen kubek kawy, stojący na stole. Tak naprawdę, nigdy wcześniej nie potrzebowałam czarnej kawy. Nie może źle smakować…. potrzebowałam kofeiny. Pachniało w porządku, więc wzięłam łyk.
– Bleee! –pobiegłam szybko do zlewu i wyplułam. Może jednak cappuccino, będzie lepsze…
Po tym jak wypiłam francuskie waniliowe cappuccino i pojechałam na szkolny parking, zauważyłam, że przyjechałam, jako jedna z pierwszych. Wyszłam z samochodu i zobaczyłam Angelę, Ashley, Erikę, Bena i innych. Podeszłam i usiadłam obok Angeli i Bena.
– Dobry – przywitała mnie sennie Angela.
– Jak długo będziemy jechać autobusem? – zapytałam, mając nadzieję, że uda mi się zaliczyć drzemkę.
– Godzinę. Nie wiem jak wy, ale ja mam zamiar przespać całą drogę… - zaśmiała się.
– Ja na pewno też to zrobię. Zwykle nie wstaję tak rano w weekend– zażartowałam. Nie jestem rannym ptaszkiem.
Położyłam torbę na siedzeniu, wyjęłam poduszkę i oparłam się. Zaczęłam śnić o meczu koszykówki i miałam oddać ostatni strzał, gdy nagle…
– DZIEŃ DOBRY WSZYSTKIM!
– Zamknij się Emmet! – warknęłam.
– AWWW, Bella! Nie zrzędź! – powiedział radośnie.
– Bądź cicho, pozwól mi spać, a nie będę zrzędzić- rzuciłam z powrotem.
– Okej, sszz. Edward, cieszy się promykami słońca – powiedział stanowczo.
Gdy tylko usłyszałem imię Edwarda, ożywiłam się, lecz nie na tyle, by otworzyć oczy.
– Przepraszam, mogę tutaj usiąść? – usłyszałam cichy szept. Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na piękny uśmiech Edwarda.
– Cześć – uśmiechnęłam się.
– Dzień dobry – pochylił się i szybko mnie pocałował. – Więc, mogę usiąść z tobą?
– Oczywiście – przepuściłam go i usiadł bliżej okna.
Usiadłam na miejscu obok, oparłam głowę na jego ramieniu i ponownie zapadłam w sen. Następną rzecz, jaką poczułam, to delikatne popychanie mojego ramienia.
– Bella, już jesteśmy. Czas wstawać – szepnął mi do ucha Edward.
– Nie – odpowiedziałam. Zaśmiałam się i usłyszałam głos innej osoby.
– WSTAWAJ! CZAS NA ZABAWĘ! –po czym jego wielkie łapska złapały mnie za ramiona i mocno potrząsnęły.
– Emmet! Przestań! – w końcu krzyknęłam.
– Powiedz to Edwardowi. To jego pomysł – bronił się Emmet.
– A, może wszyscy zostawicie mnie w spokoju? – jęknęłam, chowając głowę w zagłębieniu szyi.
– Bella, naprawdę musimy wysiąść z autobusu… - szepnął ponownie Edward.
– Świetnie! – warknęłam i założyłam torbę na ramię.
Szłam razem z Angelą, która patrzyła na mnie spojrzeniem: „Wstawaj, Bello. Będzie zabawnie". Poszłyśmy do szatni, gdzie szybko położyłam nasze rzeczy, aby móc zjeść drugie śniadanie. W czasie, gdy jadłam, trenerka podała nam harmonogram naszej dzisiejszej gry.
Runda 1
07:00 – mecz 1.: chłopcy, Forks High School vs. Port Angeles High School
09:00 – mecz 2. : dziewczyny, Forks High School vs. La Push High School
Runda 2
11:00 – mecz 3. : chłopcy, La Push High School vs. East High School
13:00 – mecz 4. : dziewczyny, Port Angeles High School vs. East High School
Runda 3
15:00 – mecz 5. : chłopcy, zwycięzcy meczu 1. vs. zwycięzcy meczu 3.
(inna sala gimnastyczna) przegrani z meczu 1. vs. przegrani meczu 3.
17:00 – mecz 6 : dziewczyny, zwycięzcy meczu 2. vs. zwycięzcy meczu 4.
(inna sala gimnastyczna) przegrani z meczu 2. vs. przegrani meczu 4.
19:00 – rozdanie nagród
To będzie naprawdę długi dzień.
Skończyliśmy jeść i poszliśmy do sali gimnastycznej, aby zobaczyć grę chłopaków.
Port Angeles stało już na boisku, rozgrzewało swoje mięśnie, a nasz zespół jeszcze nie wyszedł. Rozejrzałam się dookoła po trybunach, mimo tego, że było tak wcześnie, sala zdołała się już zapełnić. Zauważyłam, że Esme i Carlise siedzieli trochę wyżej ode mnie, więc postanowiłam do nich podejść i z nimi porozmawiać.
– Dzień dobry – uśmiechnęłam się do Esme.
– Dzień dobry, kochanie.
– Musisz porozmawiać ze swoim synem na temat stosownego budzenia kogoś! – powiedziałam, przypominając sobie budzenie Emmeta.
– Co tym razem zrobił? – westchnął Carlise.
– Spałam w autobusie i Edward budził mnie, mówiąc, że jesteśmy na miejscu, a następnie Emmet złapał mnie za ramiona i zaczął krzyczeć i trząść mną. Natomiast Jasper siedział i śmiał się – żachnęłam się. – A podobno to wszystko wymyślił Edward.
– Chłopcy – podsumowała Esme, przewracając oczami. – Zawsze chciałam mieć córkę! – mruknęła złośliwie.
– Nie martw się, ja zajęłam to miejsce – zapewniłam ją.
– Dobrze – dołączyły właśnie do mnie Alice i Rosalie.
Rosalie jeszcze dobrze się nie obudziła, a Alice już tryskała energią.
– Nie wiem, jak ktoś może organizować mecze koszykówki o tej porze? Jakby sami nie mogli grać – mruknęła.
– Co wasza dwójka tu robi? – zapytałam zaskoczona. Nie spodziewałam się, że zobaczę je wcześniej, niż przed drugą rundą.
– Przyszłyśmy zobaczyć chłopaków – odpowiedziała.
– Nie spodziewałam się, że zobaczę was tutaj tak wcześnie.
– Zdecydowałyśmy przyjechać tutaj z Esme i Carlise, ponieważ Renee i Charlie nie przyjadą wcześniej, niż na drugi mecz. Zresztą jesteśmy fankami numer jeden braci Cullen i Belli! Nie możemy przegapić ani jednego meczu.
– Więc, wasza dwójka, tworzy nasz prywatny fan club? A, gdzie zasady i wszystko? – poprosiłam o wyjaśnienie.
– Cóż… Esme, Carlise, Renee, Charlie też do niego należą, ale to my rządzimy – powiedziała Alice.
– Czasami też jesteś w klubie, jeśli nie grasz. To samo dotyczy Emmeta, Jaspera, Edwarda – dodała Rose.
– Jak długo ten klub…. jest klubem?
– Od początku sezonu – powiedziała niedbale Esme.
– Dlaczego o tym nie wiedziałam?
– No cóż, myślałam, że wiesz. Może zapomniałam ci powiedzieć przez ten szpital… - odpowiedziała, a ja się roześmiałam.
– Jakie są, więc zasady?
– Po pierwsze, nie można ominąć ani jednego meczu. Po drugie, musisz dopingować ich, jak najgłośniej umiesz… - uśmiechnęła się Alice. Wszyscy wiedzieli, że Rose i Emmet najgłośniej dopingowali. – A po trzecie, musisz upewnić się, że pogratulowałaś im po meczu. Nie ważne, jaki był wynik i …. Nie wiem. Dopiero co je wymyśliłam. Tak naprawdę nie mamy oficjalnych reguł? – westchnęła dramatycznie Alice.
– Dobrze – zaśmiałam się, siadając.
Na boisko właśnie wybiegł nasz zespół, a Alice i Rosalie zaczęły głośno krzyczeć. Rose spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem i zdałam sobie sprawę, że też musiałam dopingować, ponieważ byłam teraz w klubie. Rozmawiałam z nimi jeszcze przez kilka minut, a potem musiałam wrócić do siebie na miejsce, ponieważ nawet jak nie graliśmy, musieliśmy i tak siedzieć w grupie. Obserwowałam, jak Jasper wbiega na boisko, gdy usłyszeli gwizdek. Kozłował po swojej lewej stronie, po czym podał piłkę do Emmeta. Tamten przechwycił ją i rzucił do kosza!
– Tak to się robi, Emmet! – krzyknęła Rosalie.
Zobaczyłam, jak Emmet rozpoznał jej głos i uśmiechnął się.
Chłopaki zwyciężyli, co na pewno gwarantowało im już drugie miejsce w turnieju! Byłam tak tym podekscytowałam, że prawie zapomniałam, że to ja za kilka minut miałam wyjść na boisko…
Nasza ostatnia gra z La Push skończyła się na tym, że zostałam ranna i przegraliśmy. Pamiętam, że praktycznie zrywałam z siebie swój gips i chciałam wyjść na boisko. Miałam nadzieję, że dzisiaj ich pokonamy. Tak bardzo tego chciałam.
– Świetna robota! – zapiszczałam, gdy Edward mnie przytulił.
Tym razem nie uciekłam z tego powodu, że śmierdział. Byłam za bardzo szczęśliwa. Podniósł mnie i obkręcił.
– Dzięki! Teraz ty załóż strój. Twoja kolej.
– Dobrze… - powiedziałam trochę zaniepokojona, co nie uszło uwadze Edwarda.
– Bello, nie martw się. Masz tam iść i ich pokonać. Pamiętaj, że po ostatnim meczu zostałaś zraniona – uśmiechnął się. Przewróciłam oczami i udałam się do szatni.
Angela zauważyła, że byłam zbyt nerwowa, ale zapewniła mnie, że wygramy. Ponownie przewróciłam oczami. Nie myślałam tak, jak wszyscy.
Wybiegłyśmy na boisko i zaczęłyśmy rozgrzewkę. Słyszałam, jak „fan club" mnie dopingował z trybun. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak Esme, Carlise, Rose, Alice i Charlie gwiżdżą i próbują zwrócić moją uwagę, by móc zrobić zdjęcie. Spojrzałam jeszcze wyżej i zobaczyłam, jak Edward się do mnie uśmiecha. Kiedy zauważył, że się mu przyglądam, wyszeptał ustami: „Kocham Cię", a następnie usłyszałam Emmeta, krzyczącego:
– Uważaj na numer 13. Jest dziś w złym humorze – pokazał ręką na drużynę La Push.
Odwróciłam się i głośno roześmiałam. Jasper potrząsnął głową i życzył mi szczęścia.
Jeszcze nawet nie zaczęliśmy. Stanęliśmy na środku, piłka była w posiadaniu La Push, po czym zdobyły, aż trzy punkty. Czułam, jak motyle nerwowo latają w moim brzuchu i miałam nadzieję, że nie zawalę. Musiałam całą swoją energię skierować na piłkę. Biegłam, próbowałam ominąć przeciwników. La Push miały piłkę. TAK! Udało mi się ją przechwycić i kozłując próbowałam dobiec do kosza.
Obserwowałam uważnie dziewczyny z przeciwnej drużyny. Przyglądałam się, w jaki sposób przekazują sobie piłkę. Kozłowały i zdobyły następne trzy punkty! Tak więcej być nie może!
Udało mi się ponownie przechwycić piłkę. Drugi zespół wydawał się być tym zaskoczony, lecz kiedy zorientowały się, co się teraz dzieje, od razu przystąpiły do akcji.
Trenerka poprosiła o przerwę. Przybiegłyśmy od razu do niej, gdzie mogłyśmy spokojnie napić się wody. Tak naprawdę dopóki nie połknęłam picia, nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo jestem spragniona.
– Swan, na razie schodzisz. Jonson, zajmujesz jej miejsce – powiedziała trenerka.
– Dlaczego? – zapytałam. Nie zrobiłam nic złego, a nie chciałam siedzieć przez cały mecz i obserwować wszystko z trybun, jak przez cały sezon.
– Pracujesz bardzo ciężko i musisz chwilę odpocząć. Nie chcę stracić najlepszej koszykarki wtedy, jak jest mi najbardziej potrzebna – wyjaśniła. Skinęłam głową i poszłam usiąść na ławce.
Trener kazał mi usiąść w pierwszej połowie meczu. Dopiero w drugiej połowie usłyszałam, jak mnie woła.
– Swan, rusz się. Chcę, żebyś kryła numer 30. To ona na razie zdobyła najwięcej punktów. Ale pamiętaj, spokojnie. Nie mogę pozwolić, by znowu coś ci się stało z nogą. Musimy wygrać – ostrzegła mnie.
Weszłam ponownie na boisko, a do moich uszu doszły głośne brawa i okrzyki. Po przerwie wynik był 28- 30. Niestety, nie dla nas.
Byłam wściekła na siebie, że posłuchałam się z tym: „tylko spokojnie". Gdybym grała, jak na początku, na pewno byśmy teraz prowadzili. Po drugiej przerwie, weszliśmy na boisko, zajęliśmy odpowiednie pozycje. Musiałam grać. Nawet postanowiłam, że nie posłucham się tym razem trenerki.
Od razu piłka powędrowała do dziewczyny z numerem 30. i trafiała za każdym razem, gdy rzucała do kosza. Na szczęście, tym razem, gdy znajdowała się już przy koszu i rzucała, udało mi się obronić rzut. Przechwyciłam piłkę i biegłam do drugiego kosza…. Tak, teraz strzał… tak! Trafiony! Wszystko poszło dobrze i w końcu udało nam się przejąć dowodzenie!
Przez resztę meczu, staraliśmy się powtarzać tę samą taktykę. Wreszcie do końca zostało dwadzieścia sekund, wynik: 51-49 dla La Push. Nagle usłyszeliśmy gwizdek. Piłka od razu powędrowała do 30. Zablokowałam ją, jak tylko mogłam. Trzymałam piłkę, lecz nie miałam do kogo jej przekazać, więc musiałam rzucić, niestety się nie udało. Angela złapała piłkę i zajęła szybko swoją pozycję.
Spojrzałam na zegarek. Zostało jedynie pięć sekund.
– RZUCAJ, ANG! – krzyknęłam.
Skierowała spojrzenie w moim kierunku, patrząc niepewnie. Pokiwałam jej zachęcająco głową, po czym rzuciła piłkę. Piłka leciała w powietrzu, uderzyła w tablicę….. AHHHHHHHH! Zakręciła się po obręczy, aż dwa razy, po czym wpadła prościutko do kosza!
Zaczęłam krzyczeć. Podbiegłam do Angeli i mocno ją przytuliłam.
– Zrobiłaś to, Ang! Wygrałyśmy! – spojrzała na mnie zmieszana, jakby nie do końca rozumiała, co się właśnie stało.
– Ahhh! Zrobiłam to? To ja? – szybko ją przytuliłam.
Zaraz podszedł Ben i zrobił to samo, a ja poszłam szukać Edwarda. Znalazłam go w tłumie, zaczęłam biec, ale zaraz poczułam ostry ból w nodze. Szybko przeszedł, więc to nic poważnego. Podeszłam bliżej i zauważyłam, że Edward stał do mnie odwrócony, więc podeszłam do niego cichutko. Zakryłam jego oczy i wskoczyłam na plecy.
– Zgadnij, kto to.
– Nie mam pojęcia – powiedział ironicznie.
– Nie jesteś zabawny – odpowiedziałam, zeskakując z jego pleców, po czym szybko się do mnie odwrócił.
– Świetny mecz! Ale, czemu zeszłaś na początku?
– Trenerka mi kazała. Powiedziała, że grałam zbyt intensywnie, i że musiałam na chwilę odpocząć, zanim ponownie się zranię.
– Cóż, nie powinnaś za bardzo się przemęczać. Co, jeśli coś ci się stanie i wylądujesz na nodze w środku gry? A co, jeśli będzie tak bardzo cię bolała, że nie będziesz mogła się ruszyć? A co, jeśli…. – położyłam na jego ustach palec, by przestał mówić.
– Czuję się dobrze. Moja noga ma się świetnie i nie planuję upaść na boisku.
– Dobrze. Przepraszam, ale nie możesz sobie ponownie czegoś zrobić, Bello. Pamiętasz, co Alice powiedziała wtedy, za pierwszy razem? – kiwnęłam głową i go przytuliłam.
Runda 1. zakończyła się naszą wygraną, natomiast teraz właśnie rozpoczynała się runda 2., w której nasze drużyny nie grały. Dzięki temu mieliśmy około czterech godzin przerwy, więc razem z Ang postanowiłyśmy udać się na małą drzemkę do szatni, podczas gdy chłopaki poszli po coś od jedzenia i picia.
Po tym, jak się obudziłam, pełna nowej energii, po cichutku poszłam na siłownię, ponieważ nie chciałam obudzić jeszcze śpiącej Angeli. Weszłam i zobaczyłam trzeci mecz, La Push – 47, East High – 55. Oznaczało to, że chłopaki najprawdopodobniej będą grali z La Push. Nie mogłam dostrzec nikogo ze swojej rodziny lub znajomych na trybunach, więc poszłam do kawiarni. Znalazłam ich. Dziesięć osób siedziało przy jednym stoliku.
– Hej. East High właśnie wygrywa z La Push. Wygląda na to, że to z nimi będziecie grać – powiedziałam do braci Cullen, gdy usiadłam na krześle.
– Taaak! Miałem nadzieję, że nie będziemy znowu grać z La Push. Zrobiłby się wtedy już nudno – zaśmiał się Emmet.
– Dobrze się spało? – zapytał mnie Edward, gdy wszyscy wrócili do poprzedniej rozmowy.
– Tak, biorąc pod uwagę to, że mój irytujący chłopak i jego brat nie obudzili mnie.
– Irytujący? – westchnął dramatycznie.
– Tak, to powiedziałam – zażartowałam.
– Jak możesz mówić, że jestem irytujący? – zapytał, udając, że ta uwaga go zabolała.
– Cóż, jak jesteś sam, to nie jest aż tak źle, ale gdy wasza trójka jest razem, to naprawdę źle.
– Naprawdę? – zapytał, patrząc na mnie skrzywiony.
– Nie, przecież ja tylko żartuję! Nie jesteś irytujący… zazwyczaj.
Edward POV
Runda 3. właśnie się rozpoczęła, a my czekaliśmy na wynik, ponieważ to on decydował, z kim będziemy grać. Moje nerwy były już na wykończeniu. Wszystko, co mogłem zrobić, to spróbować się uspokoić.
– Eddddie? – machał Emmet przed moją twarzą. – Edddddieeee?
– Myślę, że on śpi – powiedział Emmet do Jaspera.
– Em, jego oczy są otwarte i stoi. On nie śpi.
– To nie uważasz, że powinniśmy go uderzyć? On nie mruga… - zastanawiał się głośno Emmet.
– Tak, uderz go i zobaczymy, co się stanie – zachęcał go Jasper.
Patrzyłem na Emmneta, jak podniósł rękę, przymierza się do uderzenia mnie, jego ręka zbliżała się do mojej twarzy.
– Co ty robisz? – krzyknąłem.
– Hej! Patrzcie, kto wrócił z krainy marzeń – dokuczał Jasper.
Spojrzałem na nich i postanowiłem się rozgrzać do następnego meczu. Nie miałem teraz czasu na ich durne wygłupy. Musimy wygrać. Chciałem, abyśmy wygrali.
Okazało się, że nie mieliśmy czymś się martwić. East High nie jest takie dobre, jeśli chodzi o koszykówkę. Tak, są lepsi, niż La Push, ale nie lepsi od nas. Udało nam się w wygrać 67 do 45. Objęliśmy prowadzenie już po drugiej połowie, ponieważ w pierwszej prowadzili dwudziestoma punktami, więc zebraliśmy się do kupy. Musieliśmy używać naszych trików, które na szczęście zawsze się sprawdzały.
Przez połowę czasu w szatni, przed meczem, trener cały czas do nas mówił. Mówił: „że gra jest ważna, ale musimy być ostrożni". Tak, tak, długa historia, ale i tak mamy zamiar skopać im tyłki i zgarnąć pierwsze miejsce.
Szybko znalazłem swoją rodzinę i przyjaciół, pozwalając, by każdy mnie przytulił. Tak bardzo byłem dumny ze swojego zespołu i z tego, że udało się nam zdobyć pierwsze miejsce. Byłem tak z tego zadowolony, że nawet nie przeszkadzało mi to, że Alice i Rose mówiły, że śmierdzę.
Podszedłem do Belli. Teraz był jej ostateczny mecz, a ja widziałem, że wewnątrz siebie po prostu wariuje.
– Musisz się uspokoić, Bello. Pracowałaś tak dużo, uda ci się – zapewniałem ją.
– Uda się? Edward, to jest gra. To jest właśnie ten mecz – mówiła gorączkowo, a jej oddech stale przyśpieszał. Przytuliłem ją, pocierając pocieszająco jej plecy.
– Wypadniesz świetnie, wiem o tym.
– Dobrze… może pójdę się przygotować… - westchnęła i poszła do szatni.
Pobiegłem jak najszybciej na trybuny, by nie przegapić ani kawałku meczu. Postanowiłem nawet założyć koszulkę z nazwiskiem „Swan", które zrobiły dziewczyny, by ją to rozweseliło. Wszedłem na salę akurat, gdy Erika zdobyła na samym początku punkty. Gra została oficjalnie rozpoczęta.
Udało się im. Były pewne siebie, i dzięki temu po pierwszej części meczu, prowadziły wynikiem 33-28. Byłem pewien, że uda im się wygrać, że zdobędą pierwsze miejsce, lecz Bella ciągle wyglądała na zdenerwowaną.
Podczas przerwy, gdy się rozciągała, zauważyłem, jak robi krzywą minę. Trzecia część meczu właśnie się rozpoczynała, drużyna grała z całej siły. Udawało im się strzelać po każdej stronie. Po prawej, po lewej.
Siedziałem na trybunach i patrzyłem na wynik: 50 do 48. Czwarta część rozpoczęta. Na szczęście wynik był świetny, prowadziliśmy. Spojrzałem na lewo na wielki zegar i wiedziałem, że koniec gry jest już bliski.
Bella kozłowała piłkę, biegła w stronę kosza, gdy nagle numer 8. ją zablokował i popchnął moją Bellę na Ang. Tak się stało, że Angela leżała na górze, cała sala gimnastyczna zamilkła i nagle usłyszałem lekkie „grh".
Angela szybko wstała i pomogła Belli się podnieść. Mogłem zobaczyć na twarzy Belli ból i zacząłem się o nią martwić. Dosłownie ledwo co szła do trenerki Clapp. Widać było, że dyskutowały, i że Bella próbowała ją do czegoś przekonać. Podskoczyłem, już chciałem tam iść, lecz Ben musiał mnie przytrzymać. Teraz miał być rzut wolny Belli. Niestety w tym momencie przegrywały i musiały zdobyć dwa punkty. Dzięki rzutowi wolnemu udało się zdobyć dziewczynom dwa punkty.
Mogłem powiedzieć, że Bella odczuwała teraz straszny ból. Wyglądała tak, jakby na siłę powstrzymywała łzy. Chwiała się, próbując zachować równowagę. Bella starała się, by wyglądało to tak, jakby stała normalnie na dwóch nogach, lecz wiedziałem, że nie była w stanie ustać na swojej prawej nodze.
Nikt tego, jakby nie zauważał. Bella rzuciła i udało się jej zdobyć punkt. Trenerka Clapp zarządziła przerwę, gdy na zegarze pojawiło się 30 sekund, 30 sekund do końca gry. Widziałem, jak kłóciła się z Bellą, ponieważ obydwie cały czas poruszały rękoma, robiąc dzikie gesty, a to pokazywały na drużynę, tablicę wyników, albo coś innego. Bella weszła ponownie na boisko, całkowicie utykając na jedną nogę, na szczęście dziewczyny miały piłkę.
Zegar zaczął odmierzać czas, piłka wędrowała pomiędzy wszystkich członków drużyny. Kiedy na tablicy pojawiło się dziesięć sekund do końca gry, piłka trafiła do Belli.
9 sekund….
Stoi na miejscu, gdzie jest w stanie zdobyć trzy punkty.
8 sekund…
Schyla się, by zrobić dobry kąt, do rzucenia piłki….
7 sekund…
Piła leci w stronę kosza.
6 sekund….
Strzeliła doskonale do środka!
5 sekund….
Przeciwny zespół złapał piłkę i zaczął biec do swojego kosza….
4 sekundy….
Rzucenie do kosza…
3 sekundy….
Spudłowali!
2 sekundy…
Angela łapie piłkę, szybko podaję ją do Belli. Rzuca jeszcze jeden raz i piłka leci w stronę kosza. Mogłem zauważyć, jak Bella walczy z wielkim bólem.
1 sekunda….
Piłka krążyła wokół krawędzi i tak, udało się!
! Wygrały! Wynik ostateczny to 60 do 55. Szybko pobiegłem na boisko, prosto do Belli, biorąc ją w ramiona.
– To boli Edwardzie. Bardzo – zapiszczała. Szybko podniosłem ją i zaniosłem do Carlise.
– Tato, myślę, że to znowu jej noga - położyłem ją na trybunach, a trenerka Clapp od razu do nas pobiegła.
– Dobry żołnierz z ciebie, Swan, ale jesteś strasznie uparta. Nie chciała usiąść i już nie grać – poinformowała Charlie i Renne, a oni kiwnęli głową.
– Nie mogłam tego zrobić – powiedziała ledwo co Bella.
Carlise obejrzał delikatnie nogę Belli, lecz teraz nic nie mógł powiedzieć.
– Myślę, że twoja kość może być znowu złamana. Musisz pojechać na prześwietlenie nogi, ale jestem pewny, że znowu będziesz musiała nosić klamrę – Bella jedynie jęknęła.
– Mogę zostać na rozdanie nagród?
– Nie możesz chodzić, to jedynie pogorszy jeszcze twój stan.
– Mogę ją zanieść,… jeśli nikt nie ma nic przeciwko – zaproponowałem.
– Charlie, Renee? – zwrócił się do nich CARLISE.
– Nic mi się nie stanie. Potem pojedziemy do szpitala – westchnęła Bella.
– Cóż, myślę, że mogę się zgodzić,.. jeśli Belli nic więcej się nie stanie – zachichotała Renee. Na naszych twarzach pojawił się zwycięski uśmiech i zaniosłem ją powrotem do drużyny.
– Teraz … proszę o brawa dla tegorocznych mistrzów w turnieju! Dla dziewcząt i chłopców ze szkoły w Forks – powiedział spiker.
Podniosłem Bellę i razem ze swoją i jej drużyną wyszliśmy na środek. Spiker poprosił, by kapitanowie drużyn podeszli do niego, wręczył im trofea i zapytał się, czy może chcieliby coś powiedzieć do mikrofonu.
Ashley i Erika z drużyny dziewczyn, podeszły i wzięły mikrofon, na początku wszystkim podziękowały.
– .. i również chciałyśmy bardzo podziękować MVP1 tego roku. Wiemy o tym, że w tym roku nie byłyśmy takie silne jak w poprzednim. Ale wiemy również, że dzięki niej nam się udało. Bella Swan, dziękujemy ci, ponieważ nie ma innej szalonej dziewczyny ma świecie, która błagałaby o wyjście na boisko, wiedząc, że ma ponownie złamaną kość w nodze, która wyleczyła miesiąc temu! – uśmiechnąłem się szeroko do Belli.
– Bello – delikatnie ją trąciłem.
Wtedy nagle Emmet i Ryan zabrały dziewczyną telefon.
– Powiemy krótko, ponieważ musimy się upewnić, że Bella zaraz pojedzie na prześwietlenie nogi… - cała sala wybuchła śmiechem.
Udało im się wygłosić krótką mowę. Podziękowali naszym trenerom, którzy pomagali nam przez cały sezon.
Poszedłem do szatni, chwyciłem nasze torby i udałem się do samochodu moich rodziców. Trenerzy prowadzili, ponieważ chcieli pojechać z nami. Jazda do szpitala trwałą godzinę i Bella postanowiła pozwolić sobie na małą drzemkę. Zasnąłem natychmiast i obudziłem się, gdy znaleźliśmy się przed szpitalem.
W pokoju nie było nikomu oprócz Belli, Alice, Rose, Emmeta, Jaspera. Wszyscy siedzieli dookoła Belli i śmiali się. Podszedłem do nich powoli. Rozmawialiśmy przez chwilę, dosłownie przez kilka minut, gdy nagle Emmet i Jasper zaczęli mnie od niej odciągać. Chciałem zostać, próbowałem złapać się ściany, lecz Rosalie podała mi kawałek papieru.
Kiedy stałem na korytarzu w szpitalu, trzymałem w dłoni kawałek papieru, więc postanowiłem go rozwinąć.
Zadzwoń do niej! 555-1073
Zaśmiałem się głośno, przypominając sobie dzień, w którym po raz pierwszy ją poznałem, popatrzyłem na kawałek papieru, który zmienił moje życie.
1 MVP – MOST VALUABLE PLAYER – najbardziej wartościowy gracz
