„I'm only responsible for what I say, not for what you understand"
- Unknown
- Dlaczego czuję się jakby mnie ktoś trafił w klatę? – spytała z jęknięciem Ziva, przecierając oczu i rozglądając się po pomieszczeniu, mrużąc jednocześnie powieki na ostre białe światło – Och, kabelki – stwierdziła, patrząc na monitor i swoje ramię.
Odchrząknęła i lekko się skrzywiła na ból w klatce, aż w końcu popatrzyła na Zaryę, która w tej samej chwili powiedziała:
- Cholera.
Blondynka spojrzała na swoje bandaże i skrzywiła się niemiłosiernie, kiedy młodsza Hale przejechała dłonią przez swoje przetłuszczone włosy.
Wtedy, obie na siebie spojrzały.
- Ratch!
Ginger śmiało podeszła do Dyrektora, wzdychając do siebie i starając się jakoś uspokoić, po czym włożyła na swoją twarz sztuczny uśmiech.
- Dobry! – zawołała, zachowując się radośnie – Chciała… - zaczęła, kiedy się odwrócił, ale ktoś za nią jej przerwał.
- Szukaliśmy cię – stwierdził Ironhide, kiedy James posłał jej dziwne spojrzenie, widocznie nie spodziewając się takiej akcji przed nim.
- Wybacz, Dyrektorze – uśmiechnęła się przepraszająco Chromia, chociaż Ginger widocznie mogła zobaczyć w jej oczach, że nie było jej przykro – Słońce, jesteś potrzebna.
Brunetka wytrzeszczyła oczy, gapiąc się na kobietę z niemal otwartymi ustami, kiedy usłyszała jak ją nazwala. W pierwszej chwili nie zarejestrowała w ogóle, o co chodzi, ale kiedy White popatrzył na nią wyczekująco, ocknęła się lekko.
- Ach, racja – wykrztusiła – Będzie pan później wolny, jeśli bym chciała porozmawiać? – spytała w końcu, na co mężczyzna skinął głową – Ehm, okay w takim razie. Do widzenia – pożegnała się, odwracając się z dwójką dorosłych.
Kiedy byli poza jego zasięgiem wzroku i słuchu, dziewczyna gwałtownie odwróciła się w ich stronę, szukając na ich twarzach jakiegoś znaku, że to jakiś chory żart albo sen i, że ona zaraz się obudzi, ale nic nie znalazła. Nawet jednego błędu. Oszołomiona cofnęła się o krok, uparcie spoglądając w dół.
- Dlaczego? – spytała cicho, jakby się czegoś bała, zaciskając zęby.
- Dlaczego nie? – odpowiedział pytaniem Hide.
Szczerze, GiGi miała mnóstwo powodów „dlaczego nie", ale z pewnego powodu nie potrafiła ich wypowiedzieć. Była…zamknięta, zepsuta, zniszczona, była potworem i najgorsze było to, że zdawała sobie z tego sprawę. Jej rodzice dobrze o to zadbali, zwłaszcza jej cholerna matka i klan z ich zasadami. Zawsze wmawiała sobie, że jest dobrze, ona, że potrafiła mimo wszystko być radosna, ale to? Przecież każdy wiedział, że jeszcze nikt nie zszedł na stronę specjalistów tak, żeby zrobili dla kogoś coś takiego.
- Powinniście mi pozwolić! – warknęła – Powinien wiedzieć! – syknęła ostro, dobrze wiedząc, że była na skraju.
- Godzinę temu byłaś przeciw temu – zauważyła kobieta, a tamta wywróciła oczami.
- To było zanim zdałam sprawę powagi sytuacji – prychnęła, unosząc głowę na tyle, by mogła patrzeć na ich twarze – Dlaczego, to zrobiłaś? – na jej zdezorientowany wzrok, ciągnęła dalej – Nazwałaś mnie…
- Słońce? – wymieniła pytające spojrzenie z mężem – Co z tym?
- To jest złe! – wyrzuciła z siebie, zaciskając pięści.
- Bo? – Ironhide wyraźnie nie rozumiał, ale zimna wściekłość w jej oczach, wystarczyła, żeby to do niego dotarło.
- Nieważne – syknęła, odwracając się – Najlepiej będzie, jak każdy z nas pójdzie teraz swoją drogą. Jestem zmęczona.
Tak jakby. Psychicznie wykończona też się liczyło, nie?
Zarya i Ziva westchnęły, widząc, że medyk w końcu skończył swoje badania i upewnił się, że wszystko jest w porządku. Zanim jednak ruszył, by zawiadomić William'a o ich obudzeniu się, młodsza Hale odchrząknęła, zwracając na siebie jego uwagę.
- Obiecałeś – stwierdziła jeszcze lekko ochrypniętym głosem.
Mężczyzna tylko wywrócił oczami.
- Miałem zamiar tylko powiadomić ich o was, jak i powiedzieć pułkownikowi, żeby przyniósł wam wasze rzeczy. Chyba, że wolicie zostać w tych brudnych. Wasz wybór – powiedział zirytowany, a brunetka pokazała mu język.
- Nie patrz na nią – mruknęła jej siostra – Jeden taki ją wkurzył. Ubrania byłyby super. I mój szkicownik – powiedziała, na co Ratchet pokiwał głową, mierząc obie wzrokiem.
Musiał przyznać, że samo zdanie było dosyć dziwne, bo przecież nie mogli nikogo spotkać, ale postanowił zostawić to tak jak jest. Westchnął jednak, wybierając numer, po czym jeszcze na chwilę zwrócił się w ich stronę.
- Nowy Dyrektor zapewne będzie chciał się z wami spotkać – powiadomił, a Zarya zmarszczyła czoło, opierając się o poduszki na swoim łóżku.
Czekaj…to ile one były nieprzytomne?
Ginger prychnęła do siebie, słysząc, że Zarya i Ziva się zbudziły. Przynajmniej teraz będzie miała spokój. Spojrzała w bok, natychmiastowo mrużąc oczy, kiedy zauważyła, że Shane zaciskał zęby. Racja, Ratchet postanowił wyjść ze swojej jaskini i posiedzieć w stołówce z Ironhide'em i Chromią.
- Wszystko wróciło do normy, nie? – spytała ze skrzyżowanymi ramionami pod biustem i wzrokiem jakby szukała następnej ofiary, jedną nogę miała zgiętą i podbierała się nią o ścianę, obserwując każdy ruch trójki.
- Taa – prychnął, spoglądając na nią kątem oka – To tak jakbyśmy byli zastępstwem.
Na to Chromia na nią popatrzyła, po czym szturchnęła swojego męża.
- Myślisz o tym samym, co ja? – spytała z chytrym uśmieszkiem Ginger, na co Donnelly z takim samym wyrazem twarzy wzruszył ramionami – Wiesz, staliśmy się znowu drugim planem – przypomniała.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi, wiesz o tym, nie? – spytał w końcu, mrużąc na nią oczy, na co tamta prychnęła.
- Nigdy nie byliśmy – odparła po chwili.
- Więc, co teraz? – chłopak odwrócił swój wzrok od stołu gdzie siedział medyk i popatrzył uważnie na dziewczynę, która cały czas spoglądała w przód – Słoneczko i jej słodka bliźniaczka znowu zajmą najwyższy priorytet. Może lepiej skorzystać z tego, że ich nie ma?
Brunetka zerknęła na niego katem oka.
- Sugerujesz coś, Donnelly?
- Zależy do tego, co oferujesz, Rodriguez – rzucił.
Zadziorny uśmieszek wparował na jej usta, po czym wzruszyła ramionami, odpychając się od ściany i porywając jabłko ze stołu, na którym je wcześniej położyła, po czym odwróciła się w jego stronę.
- Pamiętasz nasze wyścigi? – spytała, przechylając głowę, kiedy tamten zerknął na nią zaciekawiony – Jestem ciekawa który z nas utrzymał lepszą kondycję.
Shane odepchnął się od ściany.
- To wyzwanie?
Brunetka prychnęła.
- Proszę cię – pokręciła głową – Nie dorastasz mi nawet do pięt.
- Wiecie, wasze podopieczne są przytomne – stwierdziła przelotnie Ginger, prychając na ich miny, kiedy zaczęła się rozciągać na dworze – Ale Ratchet nie wpuści żadnego z was – dodała, kiedy tamci zwrócili się ku wejściu.
- A to niby dlaczego? – spytał Jazz, stając koło nich, kiedy Ironhide i Chromia oraz zaskakująco ich medyk do nich podszedł.
- Spytaj medyka. W końcu złożył im obietnicę – wzruszyła ramionami, relaksując mięśnie, po czym spoglądając na Shane'a.
- Zaraz, a skąd ty o tym wiesz? – spytał podejrzliwie Hide.
Donnelly zaśmiał się ustawiając się w linii.
- Nie miała tytułu najlepszego szpiega bez powodu – powiedział poważnie, a kiedy tamta spojrzała na niego wilkiem, wywrócił oczami – Co? Nie jesteś dumna?
- Nie – warknęła, podchodząc do niego – A ty? Byłeś dumny z bycia dilerem?
Szatyn wywrócił oczami, przybierając pozycje, kiedy tamta odwróciła się w stronę Sideswipe'a i Sunstreaker'a, którzy patrzyli na nią ostro, niemal sprawiając, że przebiegły ją ciarki po plecach. Jednak po chwili, spuściła wzrok, trzęsąc głową.
Nope. Nie miała na to czasu.
- Pamiętasz, że to ja miałem szóstkę z WF'u, nie? – Shane zmierzył ją wzrokiem, kiedy ona prychnęła, jakby rozbawiona jego pytaniem, widząc, że bliźniaczy zniknęli z jej pola widzenia, za to czwórka stanęła na boku i obserwowała.
- Tylko dlatego, że Jefferson się ciebie bał, pajacu – mruknęła – Okay, na trzy. Raz…Dwa…
Chłopak wystartował na to dziewczyna warknęła pod nosem.
- Idiota.
I wtedy ruszyła.
Ginger siedziała na ziemi, kiedy chłopak do niej dobiegł, groźny błysk w jego oczach mówił jej wszystko. Nie podobała mu się przegrana.
Przechyliła głowę w bok, a on syknął.
- Zdzira – skwitował.
Popatrzyła na niego znudzona, widocznie niezainteresowana jego wyzwiskiem. Szatyn wywrócił oczami, ale westchnął.
- Marnujesz się jako mechanik – stwierdził niechętnie, ale ona tylko prychnęła, wstając i otrzepując się z niewidzialnego kurzu, mrużąc oczy, kiedy zobaczyła, że słońce już zachodziło – Właściwie, kto cię zatrudnił?
- Nie wiem – wzruszyła ramionami – Po za tym, to nie tak, żebym mogła być wpuszczona do innego działu. Nikt nie docenia mojej przeszłości.
- I tak nie masz, co marzyć. Teraz wszyscy będą zajęci…
- …bliźniczkami – powiedziała z pogardą, krzywiąc się zniesmaczona i patrząc na grupę za nimi, która stała i na nich patrzyła – Coś nie tak? Pomóc coś? Stoicie jakbyście ducha zobaczyli – powiedziała.
- Wiesz, może powinnaś przyhamować z językiem przy nich – zasugerował po chwili, kiedy się nie odezwali Shane – Mówisz o ich perełkach – przypomniał.
Rodriguez skrzywiła się obrzydzona. Ach, no tak. Zapomniała.
- Racja – zignorowała to ostre ukłucie w sercu, kiedy pomyślała sobie, że Ironhide'owi i Chromii bardziej zależy na Zaryi i Zivie – Racja – wymamrotała, odwracając się i zaczynając iść w stronę wejścia.
- Woah, woah – chwycił ją z rękę chłopak – Co…?
- Masz racje – stwierdziła, a na jego uniesione brwi dodała – Nieważne, czego nie zrobimy, oni i tak zostaną przy nich. Pieprzyć to, że ja uratowałam Ironhide'a, a ty Sideswipe przed pogrążeniem się w żałobie. Oni i tak zawsze będą kochać je. Czyż nie jest to urocze?
- Raczej nielogiczne – wzruszył ramionami.
Ratchet zmarszczył czoło, para specjalistów się wzdrygnęła, a Jazz po prosto przechylił głowę bok, jakby chciał coś powiedzieć, ale się hamował.
- To jest takie… ugh! – warknęła, wyrzucając w powietrze ręce – Poddaję się!
Była zmęczona. Wszystkim. Byciem tchórzem, uciekaniem, strachem i tymi cholernymi podejrzeniami. Na Miłość Boską, jakby chciała zdradzić to by to zrobiła dawno temu! Zarya jej nienawidziła, Shane był na etapie tolerancji, a Ziva to już szkoda słów. Dlaczego ona w ogóle tutaj była? To nie tak, żeby robiła jakąś specjalną robotę.
- Po…Co?! – krzyknął na nią, popychając ją jakby coś na sobie miała – Zamierzasz wykręcić ten sam numer, co wtedy?
- Hej! Nie krzycz na mnie! – syknęła – Mówiłam ci to wcześniej, powiem teraz. Nie. Ufasz. Mi. Nikt tutaj mi nie ufa. Robię za jakiegoś mechanika, bawiąc się w wybawcę i na szczyt można dorzucić, że trafiła mi w oko porąbana rodzina!
- Nie jesteś jedyna!
Ginger wypuściła sfrustrowana powietrze, unosząc rękę i otwierając usta, kiedy…
- Zaraz, co?
Obaj zamarzli, patrząc zirytowani na Jazz'a, aż w końcu przypominając sobie, że znowu, że przecież…nie byli sami. Shane przygryzł wargę, a dziewczyna kopnęła w ziemie, w duchu nazywając siebie różnymi przezwiskami.
- Czego? W życiu nie słyszałeś kłótni? – spytała zgryźliwie brunetka.
- Wy…Shane…Zaraz, wy tak na serio? Ale… - plątał się, aż w końcu popatrzył na swoich przyjaciół – To…Chwilunia. Ty masz coś do Hide'a i Mii, a ty do…do Ratch'a?!
Pieprz się i te swoje umiejętności, warknął Donnelly w głowie, odwracając głowę.
- To… - urwał, kiedy obydwa telefony zaczęły dzwonić w tym samym czasie, sprawiając, że Shane i Ginger zamarzli w miejscu, patrząc na siebie.
- No? Słuchamy? – Ratchet skrzyżował z Ironhide'em ramiona i uniósł brwi, kiedy dziewczyna wymieniając spojrzenie z chłopakiem, odebrała swoje połączenie.
- Rodriguez – odezwała się do słuchawki lekko zdziwiona.
- Tęskniłaś?
Nagle, jakby cały świat się zatrzymał. GiGi przełknęła ślinę, zaciskając zęby i biorąc głęboki wdech, wskazując szatynowi, żeby nie odbierał swojej komórki.
- Kto mówi? – warknęła ostro.
- Och, jak to kto? – po drugiej stronie mężczyzna się zaśmiał – Twój braciszek oczywiście! W każdym razie, rodzice kazali przekazać, że nie bardzo są zadowoleni. No, wiesz. Tak zniknąć bez nawet liściku? Więc, słodka GiGi, niedługo się spotkamy, pamiętaj.
Połączenie zakończyło się. Brunetka zacisnął palce na urządzeniu i w przypływie gniewu upuściła go na ziemie, po czym nadepnęła, spoglądając później na Donnelly'ego.
- Zgadnij, kto złoży nam wizytę – syknęła, a na jego wzrok dodała – Nasze rodziny najwyraźniej upominają się o zapłatę.
Shane zacisnął usta w cienką linię, patrząc na Ratchet'a, po czym na Jazz'a.
- James – powiedział nagle, zaciskając pięści – Tylko on mógłby mieć z nimi kontakt!
- Spokojnie, mam plan – wywróciła oczami.
- Serio?
- Och, tak – prychnęła, kiwając na Chromię i Ironhide'a – Potrzebuje tylko kilku rzeczy z ich zaplecza – wyszczerzyła się.
- Zamierasz…kogoś zabić? – spytał medyk, ale ona tylko wzruszyła.
- No…Zabij albo bądź zabity. Po za tym, sami będziecie chcieli ich zabić jak tylko pan Donnelly postanowi rzucić się na niego – wskazała palcem na szatyna, który warknął cicho pod nosem, zamykając oczy na ułamek sekundy w akcie sfrustrowania.
- Zaraz, kto przylatuje? Nikt nam nic nie mówił – stwierdził ze skrzywieniem sabotażysta.
- Bo nowi Dyrektorzy nie bardzo lubią dzielić się swoimi sekretami – powiedział zgryźliwie chłopak – Pewnie zadzwonił pod pretekstem, że nie jesteśmy pełnoletni, a nikt z naszej rodzinny nie wyraził zgody. Cholerny White.
- No…Ale co wy się tym przejmujecie? – zapytała Ginger – Lepiej lećcie, w końcu wasze ulubienice się przebudziły.
Pociągając chłopaka za ramię, Rodriguez odwróciła się w stronę wejścia.
Ziva spojrzała na siostrę, kiedy tamta zatrzymała w końcu swój ołówek, na chwilę zamykając oczy, jakby próbując sobie coś przypomnieć. Brunetka wzięła głęboki wdech, tym razem krzywiąc się tylko trochę i usiadła wyżej na swoim stosie poduszek z innych łóżek, kiedy zdała sobie sprawę, że nie żałowała swojej decyzji. Nawet mimo tego, że nie więcej jak kwadrans temu, bliźniacy dobijali się do drzwi od działu medycznego z kilkoma groźbami.
- Jesteś okropnie cicha – zaobserwowała spokojnym głosem, ponawiając szkicowanie i spoglądając kątem oka na Zivię, która wywróciła oczami – Coś nie tak?
- Sideswipe – odpowiedziała jakby to wyjaśniało wszystkie problemy świata – I brak cywilizacji. Nie mam pojęcia, co zdarzyło się przez te dni, kiedy nas nie było – mruknęła ostatnią część jakoś nie wyraźnie, krzyżując ramiona, dokładnie w momencie, kiedy drzwi od działu medycznego się otworzyły, a przez próg przeszedł William z Ratchet'em o nie bardzo zadowolonej minie.
- Władze – rzucił na powitanie medyk, widocznie nie w humorze na jakiekolwiek oskarżenia o złamanie obietnicy.
- Cieszę się, że żyjecie – powiedział Lennox z westchnięciem, ale blondynka tylko ledwo na niego spojrzała, a brunetka milczała – W każdym razie, mam do was kilka pytań.
- Strzelaj – wymamrotała cicho Ziva, nie patrząc na niego, kiedy tamten uśmiechnął się przepraszająco, jakby sama myśl, że musi zapytać o taką rzecz.
- Dlaczego skoczyłyście w krzyżowy ogień? – spytał najłagodniej jak umiał – Oberwa…
- Masz rodzinę, do której możesz wrócić – przerwała mu Zarya spokojnie, ani razu nie odrywając wzroku od szkicownika – Dziecko, żonę, przyjaciół.
- Jolt ma Autoboty – wyjaśniła swoją część druga bliźniczka, widocznie recytując to zdanie, jakby ćwiczyła je w głowie kilka razy zanim tu przyszedł – My nie mamy.
- Więc przekalkulowałyśmy to sobie – wzruszyła ramionami blondynka, przerywając ruchy na papierze tylko na ułamek sekundy – Życie wasze czy nasze jest ważniejsze?
- I dotarło do nas, że my i tak byśmy zniknęły z waszego życia, więc czemu nie uratować kogoś, kto na to zasługuje? – dokończyła brunetka, sprawiając, że Ratchet przestał robić to, co robił i popatrzył na wstrząśniętego pułkownika.
- Bo kiedy wchodzi stawka wy lub my, to zawsze wybierzemy was – dodała po chwili Zarya z grymasem, jakby mówienie o tym sprawiało jej ból – Rozważ to, jako odpłatę za to, co zrobiliście dla nas.
Przez chwilę panowała cisza, zanim mężczyzna znowu zduszonym głosem się odezwał.
- Yh…No…okay – wykrztusił – To…to ja przyjdę później.
W tamtej chwili nie miał nawet siły, powiedzieć im o umowie z Jazz'em i Optimus'em. Musiał wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza. Tak, dokładnie. Szybko ulotnił się, a dziewczyny spojrzały na siebie pytająco.
- Czy tylko mnie się wydaje, czy właśnie sprawiłyśmy, że nasz pułkownik uciekł?
Zarya tylko wzruszyła ramionami, po czym wróciła do rysowania.
- Hej! Ratchet? – zawołała do mężczyzny, kiedy tamten spojrzał na chwilę na lóżko w kącie, gdzie wcześniej spał Shane – Nic ci nie jest? Zwykle na nas wrzeszczysz – stwierdziła nieco zdezorientowana.
- Dlaczego coś miałoby być źle? – spytał zirytowany, ale ona tylko wzruszyła ramionami.
- Jesteś za cichy – powiedziała.
Ratchet przez chwilę się zastanawiał, po czym wypuścił sfrustrowany powietrze.
- Rodzice Ginger i Shane'a mają przylecieć na wyspę – wyznał po chwili, na co Zarya westchnęła cicho do siebie – Ponadto dziewczyna ma na oku Chromię i Ironhide'a…
- Zaraz, zaraz… - przerwała mu z prychnięciem – GiGi? I co, zakochała się? – spytała z kpiną, ale tamten wywrócił oczami, kiedy Ziva uniosła oczy do góry.
- Nie – warknął – Widzi ich jako figury rodziców. Tak samo jak Shane widzi mnie, jako figurę ojca – oświadczył ostro.
Młodsza Hale odwróciła się do niego gwałtownie, jakby powiedział coś zaskakująco dziwnego, a Zarya podniosła na niego wzrok, wpatrując się w niego przez chwile, jakby coś rozważała.
- Tak uważają? – spytała w końcu, a medyk pokiwał głową – Nie jestem fanem tych dwóch, ale zasługują na to – stwierdziła uczciwie.
- Ale my nie wiemy, co z tym zrobić! – powiedział głośno sfrustrowany, wyrzucając ręce w górę – Za każdym razem, obydwaj uciekają albo zmieniają temat! Co mamy z tym zrobić? Nie jestem psychologiem, nie znam się na tych rzeczach!
- Woah, woah, Ratch, spokojne, bo ci jaka żyłka zaraz pęknie – próbowała go uspokoić, kiedy mężczyzna wziął głęboki wdech – Spokojnie – powtórzyła.
- Och, to zupełnie proste – odezwała się Zarya – Wystarczy ich znać. Mówisz, że ich rodzice zamierzają tutaj przylecieć. Spoko, będzie chaos, wiem jak sobie z tym poradzić. Jest coś jeszcze?
Zrezygnowany, medyk pokiwał głową.
- Nowy Dyrektor James White mocno ich zdenerwował. W wyniku tego, żeby ratować się od jakiś ubzduranych kłopotów, skłamali, że w prawdzie odwiedzając tutaj rodzinę, którą jestem ja i Ironhide z Chromią.
- Och, no. Nie sądziłam, że James się pojawi w roli Dyrka, ale okay – wzięła głęboki wdech, wiedząc, że były gliniarz nie ma na nią kompletnie nic – Pierwsze, upewnijcie się, że nie czują się otoczeni.
- Masz coś lepszego? – spytała Ziva.
- Nie i siedź cicho. Wiem jak sobie z tymi idiotami radzić – machnęła na nią dłonią – Pierwsze, co muszą wiedzieć Hide i Mią, to żeby ją przycisnąć i to zdrowo, ale tak żeby się nie zorientowała. Nie była szpiegiem bez powodu. Drugie, co musisz wiedzieć ty, to żebyś w życiu nigdy nie próbował na siłę rozmawiać z Shane'em o jego problemach. Znajdź ciche, prywatne miejsce i pogadajcie. Tylko powoli. Ach i jeśli kiedykolwiek zjawi się tutaj o nieprzyzwoitej godzinie, wiedz, że miał koszmar. Najlepiej wtedy żebyś nic nie mówił. Ginger ma o wiele więcej problemów ze snem przez jej treningi z klanem, więc najlepiej by było, żeby ktoś zaczął z nią wtedy o czymś rozmawiać.
- Rany, Sunshine – sapnęła jej siostra – Na serio się znasz.
Blondynka tylko wywróciła oczami, spoglądając na medyka, który jakby wszystko segregował sobie w głowie.
- Kapujesz? – spytała cierpliwie.
- Tak.
- To jazda mi stąd! – na jego wzrok, prychnęła – Macie coś do omówienia. Żegnam.
Ratchet wywrócił oczami, ale upewniając się, że wszystko w porządku, zniknął z jej pola widzenia, ale zapominając zamknąć drzwi.
- Cóż, teraz czekamy.
- Stówa, że za dziesięć minut tu wparują.
Zarya przybiła jej piątkę.
- Spoko.
- Oni po prostu nie odpuszczą – mruknęła Ginger, idąc ramie w ramię z Shane'em do swoich kwater, które były niestety naprzeciwko siebie, sprawiając, że obaj musieli się nawzajem znosić – Idziesz spać? – spytała w końcu, stając przed swoimi drzwiami i czekając, aż chłopak zrobi to samo, tyle, że on zerkał także na Hide'a, Mię i Ratchet'a, którzy szli w ich stronę.
- Nie wiem, zależy czy w ogóle zasnę – prychnął, opierając się o ścianę – Po za tym, może lepiej pogadać z James'em? – zaproponował, na co brunetka westchnęła, chowając głowę w dłoniach.
- Po co? Dobrze wiemy, że nic to nie da – odparła zduszonym głosem.
- A po co iść spać, kiedy wiemy, że za godzinę dwie i tak się obudzimy? – spytał z potrząśnięciem głowy, po czym popatrzył na nią, kiedy osunęła się po ścianie, sprawiając, że Ironhide i Chromia się zatrzymali, ale Ratchet szedł dalej.
- On mnie zabije – powiedziała złamanym głosem.
Shane zmarszczył czoło na jej ton, ale nic nie odpowiedział, spoglądając zamiast tego na medyka, kiedy uniósł na niego brew.
- Co znowu? – spytał zirytowany szatyn.
- Musimy pogadać – stwierdził.
- Wiesz, że najgorsze konwersacje zawsze zaczynają się od słów: Musimy pogadać? – zapytała z podłogi Ginger, nie bardzo zastanawiając się nad tym, że wszyscy na nią spojrzeli jak na idiotkę – Albo czy możemy to zrobić po moim załamaniu?
Donnelly pacnął się z otwartej dłoni w twarz.
- Rany, jaka ty jesteś głupia – mruknął z politowaniem.
- I żałosna, ale hej! Przynajmniej nie obrywam za kogoś kulki – odparła zgryźliwie, po czym machnęła na niego dłonią – Idź z nim. Pogadajcie. Stwórzcie jakąś relacje bez twojego „Oi" i tych okropnych komentarzy.
- Tylko jeśli ty spędzisz czas z nimi – wskazał na dwójkę dorosłych, którzy stali niedaleko nich.
Dziewczyna tylko uniosła lekko głowę, po czym mrużąc oczy, popatrzyła z powrotem na zdeterminowaną minę chłopaka.
- Dlaczego sam się nie pobawisz w „Rozmowy w Toku? – spytała sfrustrowana, na co on wzruszył ramionami.
- Bo czułbym się samotny? – zasugerował, a na jej wzrok, dodał – Bo…Porque me temo. – w końcu wykrztusił w innym języku, nie chcąc żeby tamci zrozumieli, a sądząc po ich zdezorientowanych minach, nie znali hiszpańskiego.
Dziewczyna gapiła się na niego długo, widząc, że nie zamierza odpuścić, aż w końcu otarła twarz rękawem bluzy i wstała, wchodząc w jego przestrzeń osobistą.
- I mówisz, że to ja jestem żałosna – powiedziała z pogardą, odwracając się na pięcie i rzucając znaczące spojrzenie parze specjalistów.
Chłopak zacisnął i rozluźnił kilka razy dłoń, w końcu wypuszczając powietrze z płuc.
- Obaj jesteśmy.
Ginger usiadła na krześle, z obrażonym wyrazem twarzy i grymasem. Opierając nogi o stół, przechyliła głowę w bok i skrzyżowała ramiona, piorunując wzrokiem Dyrektora, który jakoś nerwowo przełknął ślinę, patrząc to na nią, to na parę specjalistów obok.
- Wiesz – stwierdziła.
- Twojej twarzy nie zapomina się tak łatwo, Ginger – odparł James z westchnięciem, spoglądając jej w oczy, na co Ironhide wyrzucił z siebie głos niezadowolenia – Nie zrobiłem ci tego na złość. Jesteś niepełnoletnia, potrzebuje ich zgody – próbował ją przekonać, ale ona jedynie prychnęła, odwracając wzrok.
- Ojca Shane'a też? – spytała powoli.
- Tak – odparł stanowczo, na co wywróciła oczami – Mimo to nie mogłem skontaktować się z jego matką. Miałem nadzieję, że powiesz mi dlaczego.
Brunetka znudzona posłała mu spojrzenie z uniesioną brwią, po czym kątem oka zerknęła na Chromię, która oglądała ją z zaciekawieniem, pewnie sama zastanawiając się, dlaczego jego matka nie wchodziła w grę.
- Odeszła – odpowiedziała cicho, zrezygnowana pod tyloma czujnymi wzrokami – Kiedy skończył czternaście lat. Postanowiła, że nie może już więcej tego znieść. Uznała, że tak będzie lepiej.
White zmarszczył czoło.
- A co z Shane'em? Nie czuł się zdradzony?
Na twarz Ginger wdarł się maniakalny uśmieszek, który zaraz zniknął.
- Nienawidził jej – powiedziała szczerze, na co się wzdrygnął, kiedy wyczuł ile jadu włożyła w to jedno zdanie – Gardził nią tak samo, jak ona nim.
Dyrektor spuścił wzrok, widocznie tym dotknięty, kiedy dziewczyna tylko odwróciła obrzydzona głowę, nie mogąc znieść patrzenia na niego.
- A twoi rodzice? – spytała kobieta, sprawiając, że Ginger lekko zesztywniała, wiercąc się przez chwilę na swoim miejscu.
- Co z nimi? – zapytała niepewnie, kiedy James postanowił się wtrącić.
- Ginger wiem, że trzymasz mi to za złe, ale w rzeczywistości wiedzieliśmy o waszych rodzinach tyle, co pierwszoklasista na pierwszej lekcji matematyki. Nie miałem bladego pojęcia, jaka jest wasza sytuacja.
- Nadal nie masz! – syknęła od razu.
- Więc? – przerwał Ironhide, zanim kłótnia się w ogóle zaczęła – Twoja rodzina? Co z nią nie w porządku?
Brunetka popatrzyła nieufnie w stronę Dyrektora, kuszona pomiędzy wywołaniem w nim jeszcze większych wyrzutów sumienia, a ucieczką od tematu przez ostre wspomnienie, które próbowały przedrzeć się przez jej barierę. Bo szczerze mówiąc jej matka i ojciec byli niczym w porównaniu z jej bratem. Z nimi dało się jeszcze pogadać, negocjować, kiedy znało się ich humor i taktyki. Z nim? Z nim się totalnie nie dało. Jeden zły ruch i byłeś martwy na miejscu, zanim w ogóle zdążyłeś mrugnąć okiem czy otworzyć usta. Był jak żmija. A te jego szmaragdowe oczy? Sprawiały tylko, że miałeś ciarki od samego patrzenia w nie.
- Nic – odwróciła wzrok – Nic, co by was obchodziło.
James westchnął, Hide wywrócił oczami, a Chromia pokręciła głową.
- Musisz mi powiedzieć, jeśli ich bycie tutaj zagraża N.E.S.T – naciskał White w miarę delikatnie.
W tamtej chwili żaden z nich nie mógł rozpoznać czy emocje w jej oczach były złe czy dobre, ale mogli powiedzieć, że w tamtej sekundzie widzieli czyste przerażenie na samą myśl o tym. Ginger przełknęła ślinę, kręcąc z wahaniem głową.
- Nie są tu po N.E.S.T. Zapewniam, że nic im się nie stanie.
- Wiesz, że ty też jesteś jego częścią? – spytała Chromia, a kiedy wzrok niebieskookiej wystrzelił zdziwiony w górę, popatrzyła na męża.
- Yhm…Jasne – wymamrotała niewyraźnie, nadal nieprzekonana – N.E.S.T na tym nie ucierpi – mruknęła do siebie – Raczej – dodała.
- Jeśli jesteś pewna… - James wstał i posłał jej mały uśmiech, którego nie odwzajemniła tym samym – Muszę iść. Sen ważna rzecz – skinął w ich stronę, po czym się oddalił, sprawiając, że Ginger ziewnęła i ułożyła głowę na ramionach, które położyła na stole w stołówce.
- To, o czym gadamy?
Ziva przełknęła ślinę, patrząc na piorunującego wzrokiem Sideswipe'a, w czasie, kiedy jej siostra ledwo podniosła wzrok na swojego strażnika, który tak przy okazji mrużył na nią oczy, widocznie nie lubiąc bycia ignorowanym.
- Sunshine? – odezwała się, a kiedy jej siostra mruknęła niewyraźne „huh?", odchrząknęła – Ktoś nad nami stoi i wyraźnie jest wkurzony – powiadomiła, na co blondynka wywróciła oczami, ale kontynuowała to, co robiła.
- Czy ten ktoś był powiadomiony o tym, że nikt nie miał nas odwiedzać? – spytała po chwili, a brunetka zaciskając usta w cienką linię i spoglądając na Sideswipe'a, skrzywiła się.
- Sądząc po ich minach? Taaa.
Zarya zmarszczyła czoło, pauzując i patrząc w górę, od razu spotykając wzrok Sunny'ego, na który odwróciła głowę, unosząc do góry brew na Zivę, która uśmiechnęła się nieśmiało w stronę swojego strażnika.
- Nie powinno was tu być – stwierdziła szczerze, na co obaj prychnęli.
- Myślicie, że Hatchet kiedykolwiek zdołał nas wyrzucić na stałe z jego działu? Chciałybyście chyba – powiedział Sideswipe z grymasem.
- Właśnie. Byle, kto nie zdoła nas powstrzymać – prychnął, jakby urażony, że ktoś tak o nich myślał i szczerze Zarya nie mogła mu się dziwić.
Mimo tego, dziewczyna zwróciła się do swojego szkicownika, a Ziva wzruszyła ramionami, naprawdę nie mając siły na rozmowę z nimi, mimo tego, że cieszyła się na ich widok.
- Widzę właśnie – odparła brunetka, ziewając – To, co was ty sprowadza?
- Żartujesz sobie, nie? – spytał z niedowierzaniem Sides – Co nas tu sprowadza?! Prawie umarłyście! Nie rusza was to?
Dziewczyna się wzdrygnęła, a jej siostra przesłała jej zapewnienie, które jednocześnie ją przeraziło jak i uspokoiło lekko.
- Co wy sobie w ogóle myślałyście? Nie, czekaj. Wy nie myślicie – powiedział z przekąsem Sunstreaker – Uznałyście, że to jakiś dobry żart? Tak sobie skoczyć i wziąć kulkę w klatkę piersiową? Byłyście tyle – pokazał palcami malutką szparkę – Tyle od śmierci.
Chłopak pokręcił głową, a dziewczyny zamilkły, spuszczając spojrzenia.
- Jeśli coś by się stało… - głos strażnika Zivy się na końcu załamał, a jego podopieczna, kiedy podniosła na niego wzrok, niemal z powrotem odwróciła głowę, kiedy zobaczyła jego rozpacz – Nie zawiedlibyśmy tylko jako strażnicy i Autoboty, ale także jako przyjaciele.
Sunstreaker zamknął oczy, jakby ta myśl nadal prześladowała jego umysł, a jego brat oblizał usta, przełykając ślinę.
- Lennox powiedział nam, że kiedy was zapytał, dlaczego skoczyłyście przed nich to, że odpowiedziałyście, że on ma rodzinę do której musi wrócić, Jolt ma nas, a wy nie macie do czego wracać – ciągnął ciszej, niepewnie patrząc na Zivę, to na Zaryę.
- …więc, to znaczy, że równie dobrze my jesteśmy dla was niczym – dokończył Sunny, na co oczy blondynki się rozszerzyły.
- Nie miałyśmy tego tak na myśli! – warknęła, odkładając szybko szkicownik, sycząc z bólu, kiedy raptownie się podniosła i wstała, podchodząc do niego i uderzając go z liścia w jego zdumioną twarz – I dobrze o tym wiesz! W życiu nigdy byśmy się nie odwróciły do was plecami i jeśli obaj jesteście na tyle głupi, żeby uwierzyć, że nam na was nie zależy to nie wiem, o czym my w ogóle rozmawiamy!
Ziva która w tamtym czasie również opuściła swoje łóżko, popatrzyła na łzy, które zaczęły spływać po policzkach blondynki.
- Głupie leki – mruknęła, ocierając twarz rękawem.
- Zależy nam – powiedziała brązowooka – Po prostu Sunshine powiedziała jak jest. Nasza rodzina nas nie chce, nie oszukujmy się. Nie mamy dokąd się zwrócić.
Sideswipe spuścił nieco zawstydzony wzrok, a jego brat odwrócił głowę.
- Przepraszamy – powiedzieli jednocześnie, na co wymieniły ze sobą spojrzenia i pokręciły głowami.
- W porządku – odparła z uśmiechem Ziva.
- A teraz… - Zarya wróciła na swoje miejsce razem ze swoją siostrą – Opowiecie, co dokładnie nas ominęło?
A/N: Jak mówiłam, James nie jest aż taki zły ;) Wiemy, że Shane i Ginger będą mieli kłopoty. Pytanie tylko, czy inni będą o nich wiedzieć?
XXFaith
