Drzwi garderoby otworzyły się szeroko, po czym do środka weszły dwie młode kobiety. Śmiejąc się wesoło, jedna z nich zapaliła światło, które natychmiast wypełniło niewielkie, ale schludnie urządzone pomieszczenie.

- Mówiłam Ci, że nie ma się czego bać. Niepotrzebnie tak bardzo się stresowałaś – głos blondynki rozbrzmiał wokół, podczas gdy ona sama zajęła jedno z kilku wolnych miejsc. Sięgając do stojącej w pobliżu torby, wyciągnęła z niej swój telefon. - Muszę dać znać rodzicom. Mama z pewnością odchodzi od zmysłów... - powiedziała, skupiając całą swoją uwagę na aparacie, który trzymała w ręku.

- Wygląda na to, że miałaś rację – odparła brunetka, odwzajemniając uśmiech koleżanki. - Kiedy czekałyśmy na wyniki, byłam pewna, że wyskoczy mi serce...

- Lepiej dobrze je schowaj, bo Phil z pewnością nie byłby zadowolony, gdybyś je straciła – zażartowała Megan, nie odrywając wzroku od ekranu komórki. Śmiejąc się już głośno, Allison podniosła swoją torbę i usiadła na stojącym za jej plecami stoliku.

- Widzę, że świetnie orientujesz się w tym, z czego byłby zadowolony Phil – odgryzła się przyjaciółce. - Och, tak... Zapomniałam, że jesteście partnerami w spiskowaniu! - przypomniała, rzucając wesołe spojrzenie Megan. - Ty? Przeciwko mnie?

Ich wybuch radości przerwało głośne pukanie do drzwi. Spoglądając na siebie, obydwie wstały; robiąc dwa kroki do przodu, Allison podeszła do wyjścia i nacisnęła klamkę.

- Allison McCarter?

Stając twarzą w twarz z wysoką szatynką, dziewczyna kiwnęła głową, próbując przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek się już spotkały. Kojarzyła twarz kobiety. Zauważyła ją wcześniej, gdy siedziała w komisji podczas jej egzaminu.

- Sophie Wilson – kobieta przedstawiła się, wyciągając jednocześnie dłoń w stronę brunetki. - Jestem przedstawicielką Houston Ballet, chciałabym porozmawiać z Tobą o ewentualnej współpracy...

Otwierając szeroko oczy i krztusząc się ze zdziwienia, Allison wbiła przerażony wzrok w swoją rozmówczynię.

- Jest pani pewna, że rozmawia pani z odpowiednią osobą? - wydukała, oglądając się za siebie. Równie zaskoczona Megan zbliżyła się do nich odrobinę, ciekawa dalszego ciągu ich rozmowy.

- O ile to Ty jesteś Allison, rozmawiam z właściwą osobą – odparła szatynka, uśmiechając się do niej przyjaźnie. Delikatne zmarszczki, które pojawiły się wokół jej oczu, znacznie złagodziły jej ostre rysy twarzy. - Długo szukałam odpowiednich kandydatów do naszej akademii; wizyta w tym mieście okazała się być dla mnie trafnym wyborem. Jesteś jedną z niewielu dziewcząt, które idealnie nadają się do naszego zespołu – wyjaśniła, przenosząc wzrok na stojącą z tyłu Megan. - Może się przejdziemy i omówimy szczegóły? - zaproponowała, patrząc z powrotem na Allison.

Wciąż nie mogąc otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała u niej niespodziewana wizyta przedstawicielki znanego w całym kraju Houston Ballet, młoda kobieta przytaknęła, po raz kolejny odszukując wzrokiem swoją przyjaciółkę.

- Wrócę niedługo, Meg... - powiedziała cicho, przekraczając próg garderoby.

Machając do niej, blondynka uśmiechnęła się szeroko, po czym wzniosła w górę zaciśnięte kciuki, sygnalizując jej, że życzy jej jak najlepiej. Odwzajemniając uśmiech, Allison zamknęła za sobą drzwi, dołączając do czekającej na nią kobiety.


- Kiedy Ty w końcu przestaniesz eksperymentować z włosami? Niedługo zedrzesz sobie skórę z głowy!

Przystając i odwracając się za siebie, Phil wzrokiem odszukał kobietę, która przed momentem przerwała jego wycieczkę do hotelowego bufetu. Wybuchając śmiechem, rozłożył ramiona, gotów, by przywitać przyjaciółkę.

- Amy... - odezwał się, przygarniając ją do siebie i obejmując ją mocno.

- Kupę czasu, Brooks – odparła, śmiejąc się głośno. - Za każdym razem, kiedy Cię widzę, wyglądasz inaczej – dodała, odsuwając się od niego, po czym wskazała palcem na jego głowę. Przesuwając dłonią po krótko ściętych włosach, Phillip prychnął.

- Śmiej się... - mruknął z przekąsem. - Co tu robisz? - zapytał, rozglądając się dookoła siebie. Przewracając oczami, kobieta oparła ręce na biodrach, kręcąc z politowaniem głową.

- Opowiadałam Ci o gościnnym występie na Raw – powiedziała. - Nie pamiętasz?

Uśmiechając się przepraszająco, Phil przytaknął. Drapiąc się po potylicy, skierował swój wzrok z powrotem na przyjaciółkę.

- Całkiem o tym zapomniałem... - przyznał skruszony. Machając ręką, Amy uniosła w górę brew, patrząc na niego pytająco.

- Coś nie tak? - odezwała się, widząc niepewną minę mężczyzny. - Jesteś zamyślony, stało się coś?

Nie spuszczając oczu z kobiety, Phil westchnął cicho, zastanawiając się nad tym, co właściwie ma jej odpowiedzieć. Nie widział sensu w trzymaniu tajemnicy przed jedną z najbliższych mu osób; rozmowy z Amy często przynosiły mu ulgę. Była kimś, komu mógł się zwierzyć i kto zawsze służył mu dobrą radą, nawet pomimo tego, że ich drogi rozeszły się jakiś czas temu.

- Widzę, że chcesz pogadać... - stwierdziła kobieta, przerywając jego zamyślenie.

- Nie chciałbym robić tego tutaj – odparł, wskazując na hall pełen ludzi. Także się rozglądając, jego przyjaciółka kiwnęła głową, rozumiejąc dokładnie, o czym mówił. Odwracając głowę w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na prywatną rozmowę, jej wzrok padł na wejście do niewielkiej, hotelowej kawiarni.

- Może skoczymy na kawę? - zaproponowała. - Tam nie powinien nam nikt przeszkodzić.

Przystając na jej pomysł, Phil zwrócił się w przeciwnym kierunku, gestem wskazując, by kobieta poszła tam razem z nim.

- To coś poważnego? - zapytała jeszcze, patrząc na niego kątem oka. - Chodzi o tę dziewczynę? - zgadywała.

- Tym razem to sprawa zawodowa – odrzekł mężczyzna. - Odbierają mi pas... - dodał, zniżając ton głosu.

- Żartujesz sobie ze mnie! - krzyknęła Amy, kompletnie zbita z tropu. Widząc jednak poważną minę Phila, zrozumiała, że tym razem jego słowa były prawdziwe.

- Amy?! Ty tutaj?!

Przekraczając próg kawiarni, para przystanęła na chwilę, zatrzymana przez wychodzącego z sali Bryana. Spoglądając na dwójkę ludzi, uśmiechnął się szeroko do kobiety, unosząc jednocześnie pytająco brwi.

- Miło was widzieć. Razem... – rzekł, przenosząc wzrok na Phila.

Odczytując zamiary z wyrazu twarzy Bryana, brunet skrzywił się lekko. Nie miał ochoty na słowne potyczki z Danielsonem, szczególnie, gdy obok stała niewtajemniczona we wszystko Amy.

- Daruj sobie, Bryan – powiedział, starając się powstrzymać od wszczęcia kłótni. - Amy, chodźmy.

Pilnując, by blondyn nie miał okazji do dłuższej rozmowy z kobietą, złapał ją za nadgarstek, ciągnąc za sobą w stronę jednego ze stolików. Wciąż uśmiechnięty Bryan odprowadził ich wzrokiem, z niedowierzaniem kręcąc głową. Miał przeczucie, że spotkanie Phila w towarzystwie jego byłej dziewczyny stanie się jego asem w rękawie.


Przysuwając do siebie kubek z ciepłym napojem, Amy usadowiła się wygodniej na krześle, po czym rzuciła długie spojrzenie w stronę siedzącego naprzeciwko mężczyzny. Sądząc po jego posturze mogła wyraźnie stwierdzić, że był przygnębiony. Zastanawiała się, co aż tak bardzo mogło wpłynąć na niegdyś silnego, pewnego siebie mężczyznę.

- Mów, co się dzieje, Phil – zażądała, nie mogąc już dłużej wytrzymać panującej między nimi ciszy. - Jakim cudem chcą Ci zabrać pas?

- Myślę, że to przez tę sprawę z Joanne – odparł, wzruszając ramionami. - Wprawdzie przywrócili mnie do pracy, ale pozbawienie mnie mistrzostwa ma być chyba dla mnie jakimś rodzajem kary.

- Nigdy czegoś takiego nie robili... - zauważyła kobieta. - Jesteś pewien, że chodzi o to?

- A o co innego może chodzić? - syknął brunet, w porę orientując się jednak, co robi. - Nie zdziwiłbym się, gdyby ona też maczała w tym palce... - dodał ciszej, spuszczając wściekły wzrok.

Patrząc przez kilka długich chwil na mężczyznę, Amy zastanawiała się, jak mogłaby mu pomóc. Szczerze mu współczuła; wyobrażała sobie, jak wiele musiał znaczyć dla niego tytuł mistrza.

- Mogę Ci jakoś pomóc? - zapytała cicho, schylając głowę, by wyłapać jego spojrzenie. Zaprzeczając, Phil westchnął. - A Ty? Co chcesz z tym zrobić?

- Oddam im to, co chcą – odpowiedział. - A później nie wiem... Może czas powoli z tym wszystkim kończyć?

Uśmiechając się pod nosem, kobieta potrząsnęła głową.

- Posłuchaj siebie przez chwilę. Phil.

Podnosząc wzrok, spojrzał na nią pytająco.

- Mówiłeś w życiu wiele różnych dziwnych rzeczy, ale ta jest najgorsza, jaką do tej pory usłyszałam – powiedziała. - Chcesz zrezygnować? Poważnie? - spytała. - Phillip. Ty nigdy nie rezygnujesz.

Prychając, odsunął od siebie naczynie z kawą i oparł się o tył krzesła. Krzyżując ręce na piersi, patrzył gdzieś za Amy.

- Co się z Tobą stało, człowieku? - słyszał jej pytanie. - Zmieniłeś się...

- Możemy o tym nie rozmawiać? - poprosił, czując, że narasta w nim złość. - Chciałaś wiedzieć, co się stało, więc Ci powiedziałem. Nie widzę potrzeby, by drążyć temat.

Również opierając plecy o oparcie krzesła, kobieta przyjęła podobną postawę. Przekrzywiając głowę, patrzyła na niego z zaciekawieniem.

- W takim razie opowiedz mi o niej – powiedziała cicho.

Spoglądając na nią, Phil uniósł pytająco brwi.

- O kim? - zapytał zdziwiony.

- O Twojej nowej dziewczynie – sprecyzowała Amy.

Uśmiechając się pod nosem, mężczyzna spuścił głowę. Doskonale wiedział o co chodzi jego przyjaciółce. Już podczas ich poprzedniej rozmowy próbowała wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji na temat Allison. Podejrzewał, że tym razem nie odpuści tak łatwo.

- Słucham – ponagliła go, również się uśmiechając. - Jak jej na imię?

- Allison – odrzekł, patrząc na nią z powrotem. Kiwnęła głową. Zauważyła, że na samo wspomnienie o dziewczynie jego humor zdawał się poprawiać.

- Czym się zajmuje? - zadała kolejne pytanie.

- Czy to przesłuchanie? - odpowiedział pytaniem. Widząc wyczekujące spojrzenie Amy, porzucił jednak zamiar dalszego protestowania. - Jest baletnicą. Właśnie dzisiaj... - przerwał nagle, zdając sobie z czegoś sprawę. - Która godzina? - zapytał, przysuwając się szybko do stolika.

- Dochodzi jedenasta... - odparła kobieta, zerkając uprzednio na swój zegarek. - Dlaczego pytasz? - dodała, dziwiąc się.

- Kompletnie zapomniałem! - jęknął Phil, sięgając do kieszeni w swoich spodniach. - Muszę zadzwonić – powiedział, wstając natychmiast. - Zaraz do Ciebie wrócę.

Kiwając ze zrozumieniem głową, Amy patrzyła, jak Phillip oddala się od stolika z telefonem przy uchu. Opierając łokcie na drewnianym blacie i podpierając dłońmi brodę, obserwowała mężczyznę z dużym uśmiechem na ustach.


- Nie mówisz poważnie... - otwierając szeroko oczy, Megan usiadła obok przyjaciółki, patrząc na nią ze zdziwieniem. - Naprawdę Ci to zaproponowała? Pracę w Houston Ballet?

Przytakując, Allison uśmiechnęła się niemrawo do blondynki. Była tak samo zaskoczona, jak ona; nie spodziewała się aż tak dobrej propozycji.

- Od kiedy? - zapytała dziewczyna, zwracając się w jej stronę.

- Od zaraz. Poprosiłam o trochę czasu do namysłu – odparła brunetka cicho. Przedstawicielka akademii zaznaczyła jednak, że spodziewa się szybkiej odpowiedzi. Decyzję musiała więc podjąć niemal natychmiast.

- Nad czym się tu zastanawiać? - powiedziała Megan, uśmiechając się lekko. - Taka szansa nie trafia się codziennie.

Spuszczając głowę, Allison przez chwilę bawiła się kawałkiem materiału swojej bluzki, przyswajając argument przyjaciółki.

- Nie powiedziałam Ci czegoś... - rzekła, odchrząkując.

Patrząc na brunetkę, Megan kilka sekund zastanawiała się nad tym, co znaczyły jej słowa. Kiedy w końcu to do niej dotarło, otworzyła usta ze zdziwienia.

- Jesteś w ciąży! - krzyknęła szeptem.

Uciszając ją, Allison rozejrzała się dookoła siebie. Na ich szczęście, nikogo nie było w pobliżu.

- Nie jestem, daj spokój... - mruknęła pod nosem. - Co Ci przyszło do głowy?

- Zamierzasz być? - zgadywała dalej blondynka.

- NIE! - tym razem to druga dziewczyna podniosła głos, zirytowana dociekliwością swojej rozmówczyni. - Nie o to chodzi!

- Więc?

Wzdychając, Allison spuściła wzrok na ziemię, marszcząc czoło.

- Phil także chce, żebym dla niego pracowała... - powiedziała. - Pomagała w ustalaniu różnych spotkań, wywiadów, wystąpień publicznych. Mówi, że sam z tym nie daje sobie rady – wyjaśniła, wzruszając ramionami.

- Chcesz porzucić karierę zawodową dla jakiegoś mężczyzny? - Megan zapytała cicho, nie bardzo wiedząc, co zamierza zrobić Allison.

Ich rozmowę przerwał dźwięk dzwonka komórki brunetki. Wyciągając ją z kieszeni, zerknęła na wyświetlacz.

- Przepraszam... - zwróciła się do blondynki, nie odrywając wzroku od ekranu telefonu. - Muszę odebrać.

Wstając z ławki, oddaliła się od niej parę kroków, po czym zaakceptowała połączenie. Uśmiechając się, przyłożyła aparat do ucha.

- Słucham?

- Nie pytam, jak poszło, bo jestem pewien, że wypadłaś świetnie – powitały ją słowa mężczyzny. Wnioskując z tonu jego głosu, również się uśmiechał.

- Nie rozumiem, skąd ta pewność – odparła wesoło.

- Nie mogę zdradzić. Po prostu jest – rzekł Phil natychmiast. - No, mów.

Opierając się o pobliski murek, Allison zerknęła na siedzącą nieopodal Megan. Blondynka patrzyła na nią wyczekująco, wciąż zaniepokojona wcześniejszymi słowami przyjaciółki. Posyłając jej przepraszające spojrzenie, brunetka ponownie skupiła się na rozmowie z Philem.

- Poszło nawet lepiej, niż się tego spodziewałam – przyznała, odpowiadając na jego pytanie. Słysząc, jak po drugiej stronie słuchawki mężczyzna z ulgą wypuszcza powietrze, mimowolnie uniosła w górę kąciki ust.

- W takim razie ja też mam dla Ciebie dobre wieści – powiedział. - Rozmawiałem wczoraj z moim szefem. Nie ma nic przeciwko, żebym zatrudnił asystenta.

- To wspaniale... - odrzekła dziewczyna, poważniejąc jednocześnie. Wyczuwając jej nagłą zmianę humoru, Phil zamilkł na moment.

- Chyba nie za bardzo się cieszysz – zauważył cichym tonem. - Stało się coś?

Krzywiąc się, Allison zamknęła oczy, usiłując zebrać myśli. Musiała podjąć ważną decyzję, jednak wciąż nie wiedziała, którą z opcji ma wybrać.

- Tuż po egzaminie rozmawiałam z przedstawicielką jednej z największych akademii w kraju. Chcą, żebym do nich dołączyła... - rzekła, zaciskając mocniej powieki.

Cisza po drugiej stronie słuchawki trwała dłuższą chwilę. Zaniepokojona, dziewczyna otworzyła oczy, czując narastającą w niej panikę.

- Phil? - spytała, chcąc upewnić się, że mężczyzna wciąż jest na linii.

- Wow... - usłyszała. - To rzeczywiście bardzo dobra wiadomość...

- Tak... - przyznała szeptem. - Decyzję muszę podjąć do wieczora.

Wiedziała, że informacja w pewnym sensie go zasmuciła. Przeczuwała, że tak będzie, dlatego niechętnie przyznała się do wszystkiego. Uznała jednak, że Phillip powinien o tym wiedzieć.

- Mam nadzieję, że dasz mi znać, kiedy się zdecydujesz – mruknął, co jeszcze bardziej spotęgowało poczucie winy Allison. Podejrzewała, jak zawiedziony musiał być. - Muszę kończyć – dodał po chwili. Kiwnęła głową, w tej samej sekundzie zdając sobie sprawę z tego, że Phil i tak nie może zobaczyć jej gestu. Przewracając oczami, wypuściła powietrze z płuc.

- Obiecuję – powiedziała. Rozłączając się, jeszcze przez chwilę patrzyła przed siebie. Czas naglił, a ona miała wrażenie, że każda decyzja, którą podejmie, może ją wiele kosztować.


- Niech zgadnę... Matt. Po raz kolejny.

Stojąc w progu pokoju Chrisa, Joanne podniosła wzrok i utkwiwszy go w twarzy mężczyzny, pokiwała smutno głową. Uśmiechając się pod nosem, blondyn uchylił szerzej drzwi, gestem dłoni zapraszając kobietę do środka. Z nieskrywaną ulgą zrobiła krok do przodu, mijając go i wchodząc w głąb pomieszczenia.

- Mogę chwilę u Ciebie posiedzieć? - zapytała cichym głosem, kiedy stanęła obok łóżka. Odwracając się za siebie, spojrzała na mężczyznę z nadzieją.

- Nie mam nic przeciwko... - odpowiedział, zamykając drzwi, po czym podążył za nią. Napotykając jej spojrzenie, mrugnął do niej. - Nawet dłużej, niż chwilę.

Nie odzywając się, Joanne usiadła na łóżku, opierając ręce na materacu za swoimi plecami. Przyglądając się stojącemu przed nią Kanadyjczykowi, zmrużyła lekko oczy i przechyliła głowę na bok.

- Nad czym się tak zastanawiasz? - spytał, widząc jej wyraz twarzy.

Mierząc mężczyznę wzrokiem, młoda kobieta bez wątpienia mogła stwierdzić, że jest przystojny. Podobał się kobietom, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. Ona sama była nim w pewnym sensie zauroczona. Nawet, jeśli ich znajomość rozpoczęła się od perfidnego szantażu.

- Joanne?

Wyrywając się z zamyślenia, rudowłosa potrząsnęła głową i usiadła prosto, kładąc dłonie na swoich kolanach. Spuszczając wzrok na podłogę, starała się przywołać swoje myśli do porządku. Była dziewczyną Matta, zresztą Chris także nie był samotny. Kilka razy spotkała jego żonę; była miłą kobietą.

- Przepraszam... – odparła cicho.

Podchodząc do łóżka, blondyn usiadł obok niej, zachowując między nimi bezpieczną odległość. Nie umknęło to uwadze rudowłosej; uśmiechnęła się pod nosem, odwracając lekko głowę w jego kierunku.

- Jeżeli chcesz o czymś porozmawiać, mów śmiało... - zaproponował, zerkając na nią. - Jestem podobno dobrym słuchaczem...

Poszerzając uśmiech, Joanne podniosła głowę i spojrzała na jego twarz. Zwracając się w jej stronę, Chris instynktownie uniósł w górę kącik ust.

- Podobno nie tylko słuchaczem... - zauważyła kobieta. Otwierając szerzej oczy, Kanadyjczyk w mig zrozumiał, co miała na myśli. - Nieważne, zapomnij... - dodała szybko, zdając sobie sprawę, że swoimi słowami wzbudziła zainteresowanie mężczyzny.

- Dokończ, proszę – ponaglił ją. - Chętnie dowiem się, co o mnie mówią.

Wstając z łóżka, rudowłosa machnęła ręką. Robiąc kilka kroków do przodu, stanęła w końcu pośrodku pokoju, kładąc dłonie na biodrach.

- Niepotrzebnie o tym wspomniałam – powiedziała poważnym tonem. Gwałtownie przecząc jej słowom, Chris również podniósł się z łóżka, w ułamku sekundy znajdując się przed Joanne.

- Teraz jeszcze bardziej rozbudziłaś moją ciekawość – rzekł wesoło. Widząc zdenerwowaną minę kobiety, spoważniał odrobinę. - Skoro nie chcesz powtarzać tego, co usłyszałaś, powiedz chociaż coś w swoim imieniu.

Unosząc w górę brwi, spojrzała na niego zdziwiona.

- Nie bardzo rozumiem...

- Daj spokój, Joanne... - jęknął. - Nie zgrywaj niewiniątka. Pocałowałaś mnie i obydwoje wiemy, że zrobiłaś to specjalnie. Czyżbym za pierwszym razem wywarł na Tobie aż tak dobre wrażenie? - zapytał.

- Jesteś niemożliwy, Irvine... - mruknęła dziewczyna, kręcąc przy tym głową. - Skąd Ci przyszło do głowy, że mógłbyś wywrzeć na kimś dobre wrażenie?

W odpowiedzi na jej pytanie, mężczyzna objął ją ręką w pasie, przyciągając ją do siebie. Nim zdążyła zaprotestować, zamknął jej usta pocałunkiem, zamykając wolną przestrzeń pomiędzy nimi. Po chwilowej szarpaninie, Joanne w końcu opuściła bezradnie ręce. Zamknęła oczy, poddając się.

Odrywając dłonie od jej talii, Chris przesuwał je powoli w górę jej pleców, zatrzymując je w końcu na ramionach dziewczyny. Odsuwając się do tyłu, spojrzał na nią z łobuzerskim błyskiem w oku.

- Co powiesz teraz? - zapytał, uśmiechając się szeroko.

Unosząc powieki, kobieta popatrzyła na niego półprzytomnym wzrokiem. Adrenalina, która zaczęła krążyć w jej żyłach odbierała jej zdrowy rozsądek i nie pozwalała trzeźwo ocenić sytuacji. Jedyny głos, jaki miała teraz w głowie, krzyczał wściekle, domagając się więcej podobnych wrażeń.

Przychylając się w stronę blondyna, wspięła się na palcach i ponownie przycisnęła wargi do jego ust, oddając mu pocałunek. Zareagował natychmiast, kiedy tylko poczuł, że dziewczyna obejmuje dłońmi jego kark i kieruje je w górę, zatapiając palce w jego włosach. Uśmiechając się do siebie, położył ręce na jej pośladkach i ściskając lekko, przysunął dziewczynę bliżej siebie. Zaskoczona, Joanne jęknęła głośno wprost w jego usta. To tylko nakłoniło mężczyznę do dalszych działań. Rozochocony aprobatą rudowłosej kobiety, całował ją już po szyi, z satysfakcją wsłuchując się w jej przyspieszony oddech.

- Musimy przestać... - wyszeptała, z ledwością wydobywając z siebie głos.

- Nie musimy – odparł Chris. Podnosząc głowę do góry, wpił się ponownie w jej usta, przesuwając palcami po krawędzi materiału bluzki, którą miała na sobie Joanne. Czując przyjemne ciepło jego skóry na swoich plecach, natychmiast porzuciła myśl o przerwaniu pieszczot.

Łapiąc za pasek w spodniach Kanadyjczyka, cofnęła się w stronę łóżka, ciągnąc go za sobą. Siadając na miękkim materacu patrzyła, jak mężczyzna jednym zwinnym ruchem ściąga z siebie koszulkę, po czym przygryzła dolną wargę, spoglądając z zachwytem na jego wyrzeźbioną klatkę piersiową. Kiedy po raz kolejny przysunął się do niej, zadowolona odchyliła głowę do tyłu, pozwalając mu na coraz więcej i więcej.

- To gra dla dwojga, Joanne... - wyszeptał wprost do jej ucha, wywołując tym samym dreszcz, który przebiegł przez jej ciało. - Współpracuj, skarbie... - rozkazał, sunąc wargami w dół jej szyi.

Te dwa słowa obudziły w niej głęboko skrywane do tej chwili żądze. W ułamku sekundy podniosła się i przewróciła mężczyznę na plecy. Siadając na nim, pozwoliła mu ściągnąć z niej bluzkę, po czym sama zabrała się za rozpinanie swoich spodni. Irvine chciał zagrać w grę, więc ona stworzy mu ku temu odpowiednie warunki.

- Jesteś najlepszy na świecie... - odezwała się, unosząc w górę kącik ust. - ...we wszystkim, co robisz, tak? - zapytała.

Kładąc ręce na jej dłoniach odsunął je, zastępując ją przy operowaniu przy suwaku. Odnajdując jej wzrok, uśmiechnął się figlarnie.

- Zaraz sama się o tym przekonasz... - odpowiedział, siadając i muskając ustami jej szyję. Kładąc ją z powrotem na plecach, ściągnął z niej spodnie, dotykając przy okazji jej ciepłej, delikatnej skóry. Czując wyraźnie wbijające się w jego plecy długie paznokcie dziewczyny, mruknął z zadowolenia. - Korklan wiele dziś traci – stwierdził.

Przenosząc dłonie na kark mężczyzny, Joanne przysunęła do siebie jego twarz i pocałowała go zachłannie. Samo wspomnienie postaci jej chłopaka wyzwalało w niej złość. Nie chciała już nawet myśleć o nim tego wieczora. Silny i zdecydowany uścisk Chrisa był w tym momencie wszystkim, czego potrzebowała i pragnęła.

Odrywając się od niego, zaczerpnęła gwałtownie powietrza; szarpiąc się chwilę z klamrą paska w jego spodniach, nie spuszczała wzroku z jego twarzy. Miał w sobie coś, co ją intrygowało. Ich relacja była nieco dziwna; Joanne dobrze to wiedziała. Jednak na samą myśl o tym, co może wydarzyć się za kilka minut, uśmiechnęła się do siebie.

W jego oczach widziała coś, co ją nakręcało. Niewielka część jego osoby przerażała ją i urzekała jednocześnie, przywołując do siebie. Bez oporu poddając się jego pieszczotom, czekała na dalszy rozwój wydarzeń.

Nie zdziwiło ją to, że mężczyzna prawie zdarł z niej resztę ubrania, niecierpliwie dotykając dłońmi każdej części jej ciała. W zasadzie mogła z czystym sumieniem stwierdzić, że niecierpliwość leżała w naturze Kanadyjczyka. Biorąc głęboki wdech, oddała mu jeden z namiętnych pocałunków. Czując lekkie ugryzienie w wargę, odwdzięczyła się więc tym samym, co blondyn skwitował głośnym pomrukiem i jeszcze bliższym przyciśnięciem jej do siebie.

- Na co czekasz, do cholery? - spytała, kiedy zatrzymał się na moment nad jej biodrami.

Sekundę później spełnił jej prośbę. Potrzebowała odrobiny czasu, by uspokoić swój oddech i przywyknąć do tego, co się działo. Kolejne chwile były już dla niej mniejszym zaskoczeniem.

Przez cały czas nie wypuszczał jej z objęć. Prawie nie odrywając twarzy od jej szyi, obsypywał pocałunkami każdy fragment jej skóry. Realizując w końcu swoje wcześniejsze postanowienia, zamierzał pokazać Joanne, jak wiele traci, zadając się tylko z Korklanem. To on był tym najlepszym. We wszystkim, co robił.


Powoli zapadał zmrok, kiedy wędrując po pokoju, Allison zbierała wszystkie swoje osobiste rzeczy, wrzucając je do leżącej na łóżku walizki. Podchodząc do stojącego w rogu sypialni pudła przykucnęła przy nim, wyjmując z niego kilka najpotrzebniejszych dokumentów, po czym wróciła do torby i położyła je obok ubrań. Siadając na materacu, spojrzała na leżące nieopodal baletki. Wyciągając dłoń i podnosząc je, przygryzła delikatnie wargę. Decyzja zapadła.

Wrzucając buty na wierzch, złapała wieko walizki i zatrzasnęła je z hukiem. Zerkając jeszcze na budzik stojący na nocnej szafce, obliczyła szybko, że do odlotu samolotu została jej niewiele ponad godzina. Musiała się pospieszyć.

Zasuwając zamek, podniosła bagaż i zestawiła go na ziemię. Zatrzymując się jeszcze na kilka sekund, odetchnęła głęboko. W końcu ruszając w kierunku wyjścia uśmiechnęła się do siebie. Zaczynała nowy rozdział w swoim życiu.


Ciemny i cichy pokój jeszcze bardziej potęgował ponury nastrój kobiety, która od kilku godzin siedziała samotnie na łóżku. Wpatrzona w ścianę przed sobą, w myślach po raz kolejny odtwarzała wcześniejsze wydarzenia. Czuła się okropnie. Nie chciała zdradzić ukochanego mężczyzny; idąc do pokoju Chrisa nie mogła nawet przypuszczać, że ta wizyta skończy się w taki sposób. Stało się coś, czego nigdy by się nie spodziewała.

W pewnym sensie sama do tego doprowadziła. Potajemnie spotykając się z Kanadyjczykiem, dawała mu powody do myślenia, że coś dla niej znaczy. Osobiście wprowadzała go w błąd, pozwalając mu się całować i odwzajemniając jego pocałunki. Była głupia, że w ogóle wplątała się w tę znajomość. Dała się omamić czarującemu mężczyźnie, ryzykując utratę kogoś, kogo naprawdę kochała.

Podciągając kolana pod brodę, dziewczyna objęła je rękami, odwracając wzrok w kierunku okna. Nie wiedziała, ile czasu spędziła w samotności, jednak sądząc po coraz cichszych odgłosach dobiegających z ulicy, musiało być już późno. W każdej chwili mogła spodziewać się powrotu Matta. Sama myśl o spojrzeniu mu w oczy zabijała ją. Nie była pewna, czy da radę to zrobić. Miała wrażenie, że spali się ze wstydu.

Jak na zawołanie, do jej uszu dobiegł cichy zgrzyt klucza w zamku. Mrugając kilkakrotnie powiekami, Joanne starała się powstrzymać kolejne cisnące się do oczu łzy, po czym chrząknęła cicho. Nieużywany od kilku godzin głos z pewnością mógł płatać jej figle.

- Joanne? Jesteś tutaj?

Zatrzaskując za sobą drzwi, Matt zajrzał do pomieszczenia, odszukując wzrokiem kobietę. Ściągając wiszącą na ramieniu torbę, odłożył ją na ziemię i powoli ruszył w jej kierunku.

- Dlaczego siedzisz w ciemności? - zapytał, nachylając się nad nocną szafką. Naciskając przełącznik włączył małą lampkę. Błysk żarówki rozświetlił duży pokój. - Spałaś?

Kręcąc przecząco głową, Joanne usiadła prosto, wbijając wzrok w jasną pościel. Kiedy poczuła, że materac obok niej ugina się pod ciężarem mężczyzny, z trudem powstrzymała się od zerknięcia w tamtym kierunku.

– Dzwoniłem do Ciebie, zanim wyszedłem do areny. Nie odbierałaś, dlatego pojechałem tam sam – tłumaczył się Matt, przyciągając do siebie torbę treningową. Wyciągając z niej swoją komórkę, spojrzał na jej wyświetlacz. - Nie musiałaś na mnie czekać.

Po raz kolejny odpowiedziała mu cisza. Wzdychając głośno, brunet odłożył telefon na szafkę, po czym obejrzał się za siebie. Uparte milczenie kobiety zaczynało go frustrować.

- Między nami już tak zawsze będzie? - odezwał się ponownie, wbijając wzrok w rudowłosą. Siedziała bokiem do niego; na dźwięk jego głosu przymknęła oczy i przesunęła dłońmi po swojej twarzy. Zanurzając palce we włosach, zastygła w bezruchu. - Długo masz zamiar się do mnie nie odzywać?

Studiując dokładnie wyraz jej twarzy, zauważył, że coś jest nie w porządku. Marszcząc brwi, usiadł przodem do niej, przyglądając się jej uważniej.

- Płakałaś?

Otwierając oczy, powoli odwróciła głowę w jego kierunku. Patrząc na niego po raz pierwszy tego wieczora, przełknęła głośno ślinę. Wyrzuty sumienia były większe, niż się tego wcześniej spodziewała.

- Nie... To przez ten ciemny pokój... - odparła bardzo cicho, poruszając się niespokojnie.

- Przecież widzę – przerwał jej Matt. - O co chodzi?

Nie mogąc doczekać się jej odpowiedzi, mężczyzna pokręcił z rezygnacją głową, uśmiechając się pod nosem. Podejrzewał, że ma do czynienia z kolejnym niezrozumiałym dla niego buntem kobiety. Nie miał zamiaru znów dać się w niego wciągnąć. Podnosząc się z łóżka, prychnął cicho.

- W porządku. Jeśli wolisz zachowywać się jak dziecko... - mruknął, zwracając się w kierunku łazienki. Chciał zostawić ją samą; miał wrażenie, że to było coś, do czego przez cały czas dążyła Joanne.

- Matt...

Jej cichy głos kazał mu przystanąć zanim zdążył zrobić pierwszy krok. Patrząc na nią, zmarszczył brwi.

Podnosząc na niego duże, błyszczące od łez oczy, przygryzła lekko dolną wargę. Zatrzymała go, nim po raz kolejny od niej odszedł. Nie wiedziała jednak, co ma powiedzieć dalej.

- Nie idź... - poprosiła, odwracając wzrok. - Proszę...

Oddychając z ulgą, brunet usiadł z powrotem obok niej, przysuwając się tym razem o wiele bliżej.

- Co się z nami dzieje, Joanne? - spytał szeptem, kiedy kobieta złapała jego dłoń w swoje ręce i ścisnęła ją mocno. - Dlaczego wszystko się psuje?

Czując na sobie jego pytające spojrzenie, rudowłosa nie wytrzymała dłużej. Pozwoliła w końcu, by ich oczy się spotkały, a ona sama wybuchnęła głośnym płaczem.

- Przepraszam, Matt... - bąknęła, przytulając się do niego najmocniej, jak tylko potrafiła. - Przepraszam, przepraszam... - mamrotała, chowając twarz w jego tors. Gdyby tylko wiedział, za co tak naprawdę go przeprasza...

Obejmując ją ramionami, mężczyzna zacisnął mocno usta. To, co działo się z jego dziewczyną, przerażało go. Zmieniła się do tego stopnia, że powoli przestawał ją poznawać. Nie wiedział, co tak bardzo na nią wpłynęło, ale obiecał sobie, że za wszelką cenę się tego dowie.


To najdłuższy rozdział, jaki do tej pory udało mi się napisać (musiałam jakoś zrekompensować to, że w zeszłym tygodniu nic nie opublikowałam). Joanne szaleje, Allison wyjeżdża... No właśnie, tylko dokąd? Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni :) (komentarze oczywiście jak zawsze mile widziane ;)) Pozdrawiam! Evy