Nasza nowa znakomitość
- Ona lekceważy wszystko i wszystkich! Jest nieznośna i niegrzeczna. W środku zajęć po prostu wstała i zaczęła uczyć!
- Doprawdy?
- Ta dziewczyna stanowi zagrożenie dla innych uczniów, Albusie! Ma na nich zły wpływ!
Dumbledore, który siedział w fotelu pochylił się nieco, cały czas śledząc uważnie wzrokiem trzęsącą się z wściekłości Minerwę McGonagall.
- Zgadzam się, Minerwo. Zdaje się, że przekroczyła pewne granice...
McGonagall prychnęła głośno.
- Rzeczywiście, zachowała się niestosownie i wbrew regulaminowi szkoły: nie słuchała, była niegreczna w stosunku do nauczyciela, ale... nie mam wątpliwości, że gdyby chodziło tylko o to, to dałabyś pannie Black należny szlaban i na tym by się skończyło.
Twarz wicedyrektorki stała się bardziej spięta.
- A ty zjawiasz się tutaj, wyładowujesz gniew w moim gabinecie, a panna Black bez powodu czeka za drzwiami. Dlaczego, Minerwo? Przecież doskonale wiem, iż nigdy nie masz żadnych oporów, jeśli chodzi o respektowanie szkolnej dyscypliny. Czemu więc przychodzisz tu z tak błahego powodu?
- Ponieważ ona jest znakomita, Albusie! - Usta McGonagall wykrzywiły się z wściekłości.
Dumbledore przestał się przyjaźnie uśmiechać, a jego oczy otworzyły się ze zdziwienia.
- Wszystko, co robi, jest doskonałe! Nie mogę ukarać jej za jej pracę! Nigdy! A, na Merlina, są takie dni, kiedy chciałabym dać jej nauczkę!
- Minerwo...
- Wiem, wiem - kontynuowała McGonagall, nie zwracając uwagi na lekką reprymendę w głosie dyrektora. - Mamy takie same obowiązki w stosunku do każdego ucznia, ale nie będę zaprzeczać, że chciałabym czasem wziąć przykład z Horacego. Co, nie patrz tak na mnie! Przecież nigdy nie potraktowałabym żadnego ucznia niesprawiedliwie. A już w szczególności nie dziewczynę, która jest tak utalentowana. Ale nie w tym tylko rzecz, że jest znakomita, Albusie. Ona o tym wie! I nigdy nie marnuje szansy, żeby tego nie pokazać. Czy wiesz, co mi powiedziała? Że sądzi, że jej błękitniki są o niebo lepsze od moich! Prosto w twarz! Która jedenastolatka odważyłaby się na coś takiego? Ta dziewczyna nie ma w sobie ani trochę skromności i doprowadza mnie to do białej gorączki. Ale co mam robić? Moim obowiązkiem jest nauczyć ją zaklęć, ale, na Merlina, Albusie, nigdy wcześniej nie widziałam kogoś tak utalentowanego. I choć niechętnie się do tego przyznaję, to jej błękitniki były rzeczywiście lepsze od moich!
- Jesteś pewna, że to talent? - Zapytał bez przekonania Dumbledore. - Być może ma to związek z Cygnusem i Druellą oraz ich luźnym podejściem do Ustawy o Nieletnich Czarodziejach. McGonagall znowu prychnęła. Tym razem głośniej.
- Tak właśnie myślałam i tym usprawiedliwiałam ją przez pierwsze tygodnie nauki.
- I..?
- I nie mogę tego stwierdzić jednoznacznie, Albusie. Ta dziewczyna nie wkłada ani odrobiny zaangażowania w to, co robi, a jednak nadal jest najlepsza. Kiedy poproszę uczniów, by przeczytali tekst z książki i poćwiczyli sami, jeszcze zanim zdążą zaprezentować nowe zaklęcie w klasie, ona kończy czytać dopiero minutę przed tym, gdy chcę sprawdzić, jak sobie radzi z zaklęciem. I zawsze jest bezbłędna! Każde nowe zaklęcie opanowuje w kilka chwil, kiedy reszta nie umie sobie z tym poradzić przez kolejne dwie lekcje. Eseje, które oddaje mi oczywiście tygodnie po terminie, są perfekcyjne. A teraz? Pojawiły się te błękitniki...
McGonagall rzuciła złowrogie spojrzenie w kierunku drzwi.
- Ona jest uzdolniona, Albusie.
Dumbledore głęboko odetchnął, zagłębił się w swoim fotelu.
- Cóż, w takim razie, co powinniśmy z nią zrobić?
