No i oto w końcu jest! Po tych... eee... po długim czasie braku rozdziału, jest i update dla tego opowiadania!
No to zanim zabierzecie się za czytanie (i zaczniecie narzekać jak krótki jest) to mam kilka ogłoszeń duszpasterskich:
-Mam... poważny problem... bynajmniej chodzi tu o o brak pomysłów, raczej wręcz przeciwnie ;-;. Mam zarysy pomysłów na trzy (czaicie? TRZY!) nowe fiki. Jedno z klimatów fantasy (powiedzmy, że baaardzo spodobała mi się koncepcja Feliksa jako smoka :3), jedno coś a'la steampunk lub coś w ten deseń i jedno hmm... cóż... szkolne ._. i to takie w którym podjęłabym się próby z Polską w formie żeńskiej (och boy... or girl... whatever... ). Pairing ten sam ofc, w końcu to mój OTP (chyba śmiało mogę tak stwierdzić :P). No i jeszcze taka jedna mini-seria ale to co innego.
-Co do tej wzmianki o dorosłej sceny w ''Fantastycznych...'', słuszna uwaga, też mi się to rzuciło w oczy jakiś czas temu. A wiecie co jest zabawne? :P
To jest jedyne opko w którym taka scena nie była planowana (dlatego rating nie ustawiony na M, chyba powinnam to zmienić), tak że ten... to wasza wina! I mojej przyjaciółki! What have you done?! XD
-Nie będę się bawić w tłumaczenie na inglisza skoro mi to odradzacie, a w sumie w fikach w języku polskim to i tak niezła posucha jest. Jak ktoś z zagranicy będzie chciał się katować z tłumaczeniem polskiego to niech się sam za to weźmie :P. Tak swoją drogą to mam sporo wyświetleń z Korei... poważnie ktoś tam to czyta? Czy po prostu ktoś sobie ustawił taką lokalizację dla jaj, albo jest... nie wiem... na wakacjach czy co.
Ewentualnie może kiedyś jak nie będę miała co robić (hahahahaha~ przeczytajcie sobie pierwsze ogłoszenie, dodajcie do tego to co już jest i sami się uśmiejecie do łez!).
-A ten rozdział to ten... troszkę inny jest, gdyż ponieważ *werble~*...
Dorobiłam się beta czytacza! (znaczy sam się zgłosił) Który to beta czytacz dobrowolnie zgłosił się do naprawiania mojej upośledzonej interpunkcji (pa pa myślniki ;-; teraz już wiem, że założenie tego GG to był błąd *lol*). Z tego tytułu będzie maleńka obsówa z wrzucaniem rozdziałów, na rzecz poprawy jakości (a przynajmniej takie jest założenie).
Dobra koniec przynudzania, cieszcie się rozdziałkiem~!
Toris odetchnął cicho, powoli wybudzając się ze snu. Czuł się wyjątkowo odprężony i rozluźniony, sam już nie pamiętał, kiedy ostatnio tak się wyspał. Odprężenie i rozluźnienie minęły jak ręką odjął, kiedy przypomniał sobie gdzie jest i dlaczego się tu znalazł. Usiadł na łóżku z mocno bijącym sercem i rozejrzał się wokół, był w łóżku sam… gdzie był…?
- Feliks? - zapytał brunet z niepokojem.
- Och… już nie śpisz. Właśnie zastanawiałem się, czy cię nie obudzić - rozległ się cichy głos od strony okna.
- Na litość boską, nie strasz mnie tak - westchnął Toris.
- Czym cię wystraszyłem? - zapytał siedzący na parapecie Feliks, patrząc na swojego współlokatora zmęczonym wzrokiem. Był już kompletnie ubrany. Właściwie wyglądał tak jakby w ogóle nie kładł się spać.
- Tym, że nie było cię obok kiedy się obudziłem - odparł Litwa, przecierając oczy palcami. - Myślałem, że znów mi gdzieś zniknąłeś… to dla mnie niecodzienne doświadczenie, że wstaję później niż ty. Która w ogóle godzina?
- Siódma, za godzinę jest śniadanie - odparł Polska, odwracając głowę w kierunku widoku za oknem.
- Jak długo już nie śpisz? - zapytał cicho Toris.
- Jeśli chodzi ci o moment, w którym wstałem z łóżka… to będzie ze dwie godziny - stwierdził Feliks po chwili namysłu.
- A spałeś cokolwiek?
- Trochę… chyba jakąś godzinę - mruknął blondyn. - Dłużej nie dałem rady.
- Godzinę? To ledwie drzemka… Feliks… - szepnął Litwa, podnosząc się z łóżka.
- To i tak dłużej niż zwykle - powiedział cicho Polska. - Dopóki trzymałeś mnie przy sobie, czułem się bezpiecznie… przynajmniej chwilę mogłem się zdrzemnąć.
- Jak to przy sobie? Czekaj… miałem wrażenie, że śniło mi się… - powiedział powoli Toris.
- Nie śniło ci się. Chciałem tylko sprawdzić… coś. Przez przypadek cię obudziłem i… zresztą pewnie wiesz.
- Ja… uch, przepraszam, musiałem cię znowu zestresować - westchnął Litwa, opierając się o ścianę obok parapetu, na którym siedział Feliks.
- Może trochę na początku, ale… - Polska wziął ostrożnie głęboki wdech. - Chcę, Toris… chcę, żeby było tak jak dawniej, żebym czuł się przy tobie bezpiecznie, chcę przestać się ciebie bać… ale to nie jest takie proste. Nie wiem, czy dam radę - wzdrygnął się mimowolnie, czując jak brunet położył mu dłoń na ramieniu.
- Wiem, że to nie jest proste. Na początku naszego związku też nie było, prawda? - zapytał cicho Litwa.
- Nie, ale tamta sytuacja była zupełnie różna od tej.
- Może odrobinę się różniła, ale czy było aż tak inaczej? Wtedy też chodziło o strach.
- Są różne rodzaje strachu, Liet… W ciągu dwóch lat nauczyłem się o tym więcej, niż przez resztę mojego istnienia.
- Tak czy inaczej, powiedziałeś, że chcesz… to już jest spory postęp, wiesz? Jeszcze wczoraj twierdziłeś, że jakiekolwiek próby nie mają sensu - stwierdził Toris.
- Dalej tak myślę, ale mimo to chcę spróbować… ze względu na ciebie - szepnął blondyn ostrożnie sięgając w kierunku spoczywającej na jego ramieniu dłoni. - Chociaż może właśnie ze względu na ciebie powinienem raczej starać się oszczędzić ci rozczarowań.
- Proszę, tylko nie wciskaj mi znowu tego kitu - westchnął Toris, złapał delikatnie dłoń Feliksa i splótł razem ich palce. - Pozwól mnie o tym zadecydować, dobrze?
- To byłoby mniej egoistyczne rozwiązanie - stwierdził Polska wczuwając się w to delikatne ciepło.
- Czasami warto być egoistą - uznał Litwa - Więc będę egoistą i podejmę wyzwanie. Małymi kroczkami, Feliks, liczę na to, że małymi kroczkami nam się uda.
- Małymi kroczkami, tak? - mruknął Feliks. - Czyli tym razem nie będzie tak, że w końcu stracisz cierpliwość i po prostu zaczniesz się do mnie dobierać, hmm?
- Ja widzę, że ty się już o wiele lepiej czujesz! - Toris zarumienił się mocno. - Czy ty czerpiesz jakąś chorą satysfakcję z zawstydzania mnie na każdym kroku?!
- Mhm - odparł lekko zamyślony blondyn. - Bo mnie to w sumie ciekawi. W jednej chwili potrafisz być taki odważny i bezpośredni, a potem dosłownie w ciągu sekundy robisz się czerwony jak burak i zachowujesz jak cnotliwa zakonnica.
- Ty mały, podstępny… - brunet westchnął z lekką frustracją, przeczesując sobie włosy palcami. - Małymi kroczkami, Feliks.
- Jak tam uważasz - Polska wzruszył ramionami. - Zostawmy chwilowo temat twoich planów dotyczących mojej osoby i zabierzmy się za jako takie zainstalowanie cię w tej pochrzanionej międzynarodowej społeczności, która wykształciła się w tym domu. - Puścił dłoń bruneta i założył ręce za siebie.
- A, no tak - zreflektował się Litwa. Był nieco zawiedziony, kiedy blondyn go puścił, ale nie dał tego po sobie poznać. - W takim razie jakie wytyczne, proszę pana?
- Prysznic - stwierdził Feliks przewalając oczyma, po czym wskazał na drzwi łazienki. - Potem odziać się w nowe wdzianko i możemy jechać z podstawami języka ''lepszej rasy''.
- Ty to tu przyniosłeś? - zapytał Toris, przyglądając się niemieckiemu mundurowi wiszącemu na drzwiach szafy.
- Nie, mnie nie wolno opuszczać tego pokoju przed śniadaniem i po kolacji - odparł Polska. - Belgia go przyniosła, wpadła tu jak jeszcze spałeś.
- Każdy może sobie tu wejść ot tak? - zaniepokoił się Litwa.
- Biorąc pod uwagę, że nie ja mam klucz do drzwi… to tak, każdy może tu wejść. Ale nie musisz się martwić zbyt dużą ilością gości. Większość woli trzymać się ode mnie z daleka, żeby uniknąć kłopotów.
- Więc kto ma klucz, jeśli nie ty? Austria? - Torisowi zdecydowanie nie podobał się fakt, że w każdej chwili ktoś może tu wpaść bez zapowiedzi.
- Fleischer - powiedział Polska, zaciskając palce na przedramionach. Czuł ukłucia paniki na samo wspomnienie tego psychopaty. - Trzymaj się z daleka od tego człowieka, Liet, on jest potworem w ludzkiej skórze.
- Cóż, po spotkaniu z nim śmiało mogę stwierdzić, że jest niebezpieczny.
- Niebezpieczny to mało powiedziane - mruknął Feliks, kuląc się mimowolnie. - Idź już lepiej pod ten prysznic, nie mamy dużo czasu do śniadania.
- Szlag, faktycznie - westchnął Toris, spojrzawszy na godzinę. - W takim razie zaraz wracam i zacznijmy w końcu z tym niemieckim - powiedział, ruszając w kierunku łazienki.
Nie spędził pod prysznicem zbyt wiele czasu. Ani nie mógł sobie na to pozwolić, ani nie chciał zostawiać Feliksa samego na zbyt długo. Wiedział już, że czeka go ogromny wysiłek, jeśli będzie chciał pomóc przyjacielowi. Nigdy wcześniej nie widział go w aż tak złym stanie. Starał się zachowywać w miarę swobodnie, ale w głębi duszy był przerażony. Przerażało go obecne zachowanie Feliksa i to, co musiało go do tego doprowadzić, oraz to, że Toris nie wiedział jak mu pomóc. Ale chyba najbardziej przerażało go to, co się stanie, jeśli mu się nie uda. A co, jeśli naprawdę było już za późno? Potrząsnął głową, starając się pozbyć takich myśli. Musiał wierzyć, że mu się powiedzie i przekonać Feliksa, żeby również w to uwierzył.
- Przestań tyle myśleć, Toris! - zrugał się Litwa, wychodząc spod prysznica i wycierając się szybko. - Wychodzi na to, że na chwilę obecną zamieniłeś się rolami z Feliksem. On za dużo teraz myśli, więc ty powinieneś zacząć działać bez namysłu… znaczy do pewnego stopnia - mruknął po przeanalizowaniu tej opcji. Branie stuprocentowego przykładu z Polski mogło nie być najlepszym pomysłem. Owinął się w pasie ręcznikiem, pozbierał swoje rzeczy i wrócił do pokoju. Feliks w tym czasie przeniósł się z parapetu z powrotem na łóżko. Toris przez chwilę miał wrażenie, że jednak mu się przysnęło, ale kiedy tylko zamknął za sobą drzwi od łazienki, blondyn odwrócił się w jego stronę. Wyglądał na lekko spłoszonego.
- Hej… Spokojnie, to tylko ja - powiedział łagodnie Toris.
- Przepraszam… Jeszcze nie do końca przywykłem do tego, że nie jestem sam w tym pokoju - Polska uspokoił się nieco.
- Nie musisz za to przepraszać, przecież nic się nie stało - odparł Litwa, podchodząc do szafy, żeby obejrzeć swoje nowe ubranie. - Rany boskie, ten mundur wygląda tak ponuro…
- Przynajmniej jest nowy - mruknął Feliks, siadając. Spojrzał na swój mundur, który ledwie się trzymał w jednym kawałku.
- Wolałbym chodzić w swoim, a nawet w tym który ty masz teraz na sobie, no ale cóż… - mruknął Toris, ściągając wieszak z szafy.
- Obawiam się, że mój byłby na ciebie o wiele za mały i nie skończyłoby się to dobrze ani dla ciebie, ani dla mojego biednego munduru - stwierdził Polska z bladym uśmiechem. - Dla mnie w sumie też niezbyt, nie mam pojęcia czy dali by mi coś nowego, a paradowanie nago nie brzmi szczególnie kusząco.
- Ja to chyba jednak chciałbym to zobaczyć - uznał Litwa. Jak do tej pory rozmowa na tematy zupełnie niepoważne całkiem nieźle odwracała uwagę blondyna od ponurej rzeczywistości.
- Nie chciałbyś. - Feliks wbił wzrok w swoje dłonie. Był aż nadto świadom każdej rany i blizny, które znajdowały się na jego ciele. Czy to był żart czy nie, Polska był pewny, że brunet zdecydowanie żałowałby tego widoku.
Szlag, zaklął w myślach Toris i zaczął się ubierać. Znów powiedział coś, co wywołało efekt odwrotny do zamierzonego. To też stanowiło sporą przeszkodę. Póki nie dowie się więcej, będzie mógł się co najwyżej modlić, żeby nie pogorszyć całej sytuacji.
- Widzę, że ostatnio miałeś ciężki okres w życiu - mruknął Polska, przypatrując się kilku świeżym siniakom i bliznom na torsie swojego współlokatora.
- Nie było aż tak źle… bywało gorzej - odparł Litwa obojętnym tonem. Na pewno nie mógł się porównywać z tym, co przez ten czas musiało dziać się z Feliksem.
- Przynajmniej się nie zaniedbywałeś - dodał blondyn, przesuwając spojrzeniem po wyraźnie zarysowanych mięśniach. - Chociaż chyba nie mam się co dziwić, zawsze dbałeś o kondycję.
- Ty o swoją też przecież dbałeś, zwłaszcza w kwestii szybkości. Kiedy ktoś goni ciebie, albo ty kogoś gonisz, to potrafisz rozwijać całkiem imponującą prędkość.
- Bogu dzięki pomimo tego, że masz dłuższe nogi, nie biegasz zbyt szybko - westchnął Feliks odwracając wzrok, żeby Toris mógł się swobodnie ubrać. - Inaczej miałbym mały problem tych kilkaset lat temu.
- A ja się do tej pory dziwię, jakim cudem udało mi się przeżyć po tej akcji w stajni - Toris wzdrygnął się na samo wspomnienie.
- Uratował cię dowódca oddziału,, nie pamiętasz? - Polska uniósł brwi. - Napatoczył się akurat w tym momencie, w którym już cię prawie dorwałem.
- A potem na następnym postoju i tak mi przywaliłeś.
- Sam się o to prosiłeś, ostrzegałem cię - Feliks wzruszył ramionami. - Chociaż fakt faktem, że gdybym nie wpadł na to jak cię spacyfikować, to po prostu oddałbym ten pocałunek.
- Właśnie doszedłem do wniosku, że niektórych rzeczy wolałbym nie wiedzieć - burknął Toris siadając na łóżku. Zdecydowanie lepiej czuł się bez świadomości jak niewiele wtedy brakowało, żeby zamiast bólu poczuć więcej przyjemności.
- Ja na przykład wolałbym nie znać niemieckiego, a zamiast tego muszę cię go nauczyć - oświadczył Polska. - Chociaż w… pół godziny raczej nie zdążymy przerobić zbyt wiele.
- Pewnie nie, ale postaram się zapamiętać jak najwięcej.
- Najlepiej byłoby, gdyby przydzielili nam razem jakąś robotę - uznał Feliks. Zastanawiał się, od czego powinien zacząć nauczanie. - Wtedy mielibyśmy na to więcej czasu.
- Też nie miałbym nic przeciwko, ale bardziej ze względu na spędzenie go z tobą, niż ze względu na naukę języka - zgodził się Toris.
- Skupiłbyś się raczej na tym, co pomoże ci tutaj przetrwać.
- Przecież właśnie to robię. Uważam, że jesteś dla mnie bardziej istotnym w przetrwaniu elementem niż niemiecki.
- To miło… - Feliks zaczerwienił się lekko. - Ale teraz poważnie, starczy już litewskich patentów na podryw. Wróćmy na ziemię i bierzmy za ten przecudowny język.
- Niemcy robi… bardzo szybkie postępy - mruknął Ivan z zasępioną miną, wpatrując się w mapę strategiczną. Po raz pierwszy od wielu lat miał nie lada powody do zmartwień. Siła i rozmiar uderzenia niemieckiej armii były naprawdę wielkie - trzy potężne armie, maszerujące przez Białoruś, Ukrainę i państwa nadbałtyckie. W dodatku okazywało się, że Armia Czerwona ma więcej słabości niż Iwan był wcześniej skłonny przyznać. Prawda, że oddziały sowietów były o wiele liczniejsze, ale były też gorzej wyszkolone i wyposażone. Póki co, ponosili ogromne straty. Dziesiątki tysięcy żołnierzy dostawało się do niewoli lub po prostu ginęło, wiele sprzętu dostawało się w ręce wroga.
Rosja miał powody do zmartwień i nie był z tego powodu zadowolony.
- Ale jest też zdecydowanie zbyt pewny siebie.- uznał Ivan prostując się. - Szybkie zwycięstwa go rozzuchwalają, przy okazji druzgocząc morale moich oddziałów. - Zaczął przechadzać się po pomieszczeniu, przyglądając się przedmiotom które się w nim znajdowały. - Tracę tysiące ludzi, ale wciąż mogę powołać kolejne tysiące, wciąż mogę produkować nowy sprzęt, a Niemcy chyba zapomniał, że moje terytorium jest bardzo rozległe.
Zatrzymał się przed ścianą, na której wisiała szabla, którą wziął sobie na pamiątkę po wizycie w domu Feliksa.
- Ludwig, nie uczysz się ani na własnych błędach, ani na sukcesach - stwierdził, ściągając broń ze ściany. - Nie dotarło do ciebie jeszcze, że tutaj na wschodzie walczy się do ostatniej kropli krwi? Zdobycie Polski nawet przy tak znacznej przewadze zajęło ci całkiem sporo czasu, a trwałoby to pewnie jeszcze trochę dłużej, gdyby nie moja pomoc. A przecież mały Feliks i tak się nie poddał, prawda? Nie ogłosił oficjalnej kapitulacji, jego ludzie nadal sprawiają ci problemy, to że został zupełnie pokonany to tylko twoja propaganda
Przez chwilę przyglądał się szabli, nim odwiesił ją na swoje miejsce.
- I ja też nie mam zamiaru się poddać, nie dam ci tej satysfakcji. Tym razem nie walczysz z przegniłym, kapitalistycznym zachodem - oznajmił Rosja cichym głosem, podchodząc do wielkiego okna i wyglądając przez nie. - Nie zdobędziesz Moskwy, Związek Radziecki nie upadnie, a ty jeszcze będziesz uciekał przede mną z podkulonym ogonem. Osobiście tego dopilnuję.
- Okej… nie jest tak źle, powinienem się z tym całkiem szybko uwinąć - stwierdził Toris, oglądając okna w salonie i analizując, czy środków czystości i ściereczek wystarczy, żeby to wszystko ogarnąć. - Szczerze powiedziawszy, tu nawet nie ma co myć.
- Powinniśmy się z tym całkiem szybko uwinąć - poprawił go Feliks. - Austria kazał myć te okna nam obu, nie wiem czy dosłyszałeś… i zrozumiałeś. A co do tego, że tak właściwie są czyste… moim zdaniem to po to, żebyśmy nie mieli zbyt dużo czasu na myślenie i zbyt wiele energii do działania.
- Wiem, że Austria mówił do nas obu. Głównie dlatego, że jak już sobie poszedł to wyjaśniłeś mi o czym mówił. Ale szczerze powiedziawszy wolałbym, żebyś przez ten czas spróbował trochę odpocząć. Dam sobie z tym radę sam - powiedział Litwa zerkając na blondyna. Feliks wyglądał jakby miał zaraz zemdleć, a nie na to, żeby miał energię na jakieś "podejrzane działania".
- Mów trochę ciszej, jak nas przyłapią na nie używaniu niemieckiego i przy okazji na tym, że odnosimy się do siebie normalnie, a nie skaczemy sobie do gardeł, to będzie niewesoło. A jak mnie przyłapią na obijaniu się, to mnie wyślą na odpoczynek, ale taki totalnie wieczny.
- A ktoś tu może wpaść? Czy po prostu będą nas pilnować z ukrycia? - zapytał Toris, unosząc brew ze zdziwieniem.
- Może Austria wpadnie pobrzdąkać na pianinie… No i to, że ktoś nas będzie obserwował, jest całkiem prawdopodobne. Zakład o to, kiedy spróbujemy się nawzajem pozabijać, to teraz jeden z topowych tematów.
- Aha… ale mimo wszystko postaraj się zbytnio nie przemęczać. Co prawda nie ma tragedii, ale… Z czego się tak cieszysz? - zapytał podejrzliwie Litwa, widząc rozbawione spojrzenie swojego towarzysza.
- Z tym "nie ma tragedii" to poczekaj aż zobaczysz drabinę. Chyba, że tym razem dadzą nam nową - oznajmił Polska.
- A co? Jest za niska? - Toris nie miał pojęcia co mogło być nie tak z drabiną.
- Jeśli chcemy umyć te piękne, jebitnie duże okna, to: dla mnie tak, dla ciebie nie. Ale obawiam się, że jeśli o ciebie chodzi, to może nie utrzymać twojego ciężaru.
- Nie może być aż tak źle. Nie powiesz mi chyba, że w takiej okazałej, zadbanej posiadłości nie ma porządnej drabiny.
- Zaraz wracam - powiedział Polska uprzejmym tonem i wyszedł z salonu. Po chwili wrócił wraz z omawianą drabiną i zaprezentował ją brunetowi.
- O kurwa… - wyrwało się Torisowi. - To już w średniowieczu mieliśmy do dyspozycji lepszy sprzęt.
- Nie wiem co ten konkretny model przeszedł, ale gdyby nie to, że już kilka razy przeprowadziła zamach na moje życie i resztki godności, to zapewne bym jej współczuł.
- No to chyba mamy mały problem - oświadczył Litwa drapiąc się po karku.
- Mam nadzieję, że chodzi ci o drabinę, a nie o mój wzrost. - Polska przysiadł na oparciu jednego z foteli.
- Podejrzewam, że gdybym stanął ci na ramionach, mógłbym być bardziej pewny, że się nie zabiję - oświadczył Toris, zastanawiając się jak z tego wybrnąć.
- Prawdopodobnie… nie mogę dać ci gwarancji, ale chyba mam jeszcze dość siły żeby cię utrzymać - uznał Feliks.
- Chyba jednak lepiej będzie jak zrobimy na odwrót i to ty staniesz mi na ramionach.- powiedział pośpiesznie Litwa, wolał nie testować wyraźnie nadwątlonych sił blondyna.
- Widzę, że w kwestii nie używania tego cudownego sprzętu, pierwszej klasy narzędzia, solidnej niemieckiej konstrukcji, zgadzamy się w stu procentach - oznajmił Polska kiwając głową ze zrozumieniem.
- Myślę, że nie jesteśmy ani godni, ani gotowi go używać - stwierdził Toris odsuwając drabinę na bok.
- Taaaa… jeszcze nie czuję się gotowy, żeby dobrowolnie połamać sobie kark… może jak nauczę się latać albo moja psychika siądzie w zupełności... - mruknął Feliks, przecierając zmęczone oczy.
- Moim skromnym zdaniem umiejętność latania to o wiele lepsza opcja - powiedział Litwa, starając się by w jego głosie nie dało się wyczuć zaniepokojenia. - Feliks? - zapytał, odwracając się, kiedy nie dostał żadnej odpowiedzi - Hej, wszystko w porządku? - spytał, widząc, że blondyn zastygł w bezruchu jak jakiś posąg.
- N-nie… niedobrze mi… - wymamrotał Polska potrząsając lekko głową - Gdzie ja jestem… kręci mi się w głowie…
- Jak to gdzie? Przecież… - brunet nie miał pojęcia, co to miało znaczyć. Do tej pory wydawało mu się, że blondyn doskonale wie gdzie się znajduje. - Feliks, co się dzieje?
- Liet… to… ja… - Feliks wstał z oparcia, przełykając głośno ślinę. Ostatnie czego teraz chciał to odpłynąć myślami cholera wie gdzie, doświadczyć kolejnej okropnej wizji i wyjść przed Torisem na kompletnego czubka. Zmarszczył brwi, starając się za wszelką cenę skupić na głosie i twarzy bruneta, ale rzeczywistość bezlitośnie mu się wymykała.
W jednej chwili znajdował się na środku salonu w posiadłości w Berlinie, sekundy później był… nie był pewny gdzie. Nie był sam, był częścią dużej grupy, po ich minach wywnioskował, że byli tak samo zdezorientowani i zaniepokojeni jak on. Słyszał wokół siebie szepty, w swoim ojczystym języku… oraz w rosyjskim. Dlaczego nie mieli ubrań? Dlaczego byli zamknięci w jakiejś piwnicy? I czym był ten dziwny grzechot…? Jak zwykle odpowiedź nadeszła bardzo szybko.
- Feliks! Co ci jest?! Słyszysz mnie?! - syknął Toris, potrząsając delikatnie klęczącym na podłodze blondynem. Nie miał bladego pojęcia co robić i co właściwie dolegało Feliksowi. Jedyne co przychodziło mu do głowy to że właśnie był świadkiem jednej z tych "paskudnych i chorych akcji" przed którymi ostrzegała go Czechy. Jak inaczej można było określić tę sytuację? Jeszcze chwilę temu rozmawiali o durnym myciu okien, teraz Feliks klęczał na podłodze kaszląc i krztusząc się, łapiąc rozpaczliwie powietrze jakby się dusił, z wyrazem absolutnego przerażenia w oczach. Litwa zagryzł mocno wargi rozpaczliwie myśląc nad tym, jak pomóc Polsce. Nie ośmielił się wzywać pomocy - wedle tego, co mówili mu Węgry, Czechy i Polska, to sprowadziłoby tylko dodatkowe kłopoty. Był tu dopiero drugi dzień, jeszcze nie do końca wiedział jak się sprawy mają, ale po tym co już zobaczył, nie miał powodu, żeby nie wierzyć w ich słowa.
- Hej… spokojnie, wszystko będzie dobrze… - powiedział spanikowany Toris, łapiąc blondyna zanim ten osunął się na podłogę. - Jestem tutaj, pomogę ci… tylko powiedz mi, daj znać jak mam to zrobić! - jęknął, tuląc do siebie drżące ciało ukochanego.
- Nic… to zaraz… minie… - wykrztusił Feliks pomiędzy kolejnymi napadami duszności. Nie miał problemów z oddychaniem, czuł jak jego płuca pracują normalnie, a jednocześnie czuł agonię tych ludzi, których widział w swojej wizji, ich rozpaczliwą walkę o każdy oddech. Nie miał pojęcia, gdzie to miało miejsce i co właściwie się działo. Wiedział tylko, że to dzieje się naprawdę, że nie był to wytwór jego wyobraźni. Taki sposób mordowania ludzi "widział" po raz pierwszy, nawet jego okaleczony umysł nie byłby w stanie sam z siebie wymyślić czegoś takiego.
Toris nie miał innego wyboru jak czekać. To, że Feliks mu odpowiedział, sprawiło mu minimalną ulgę. Minęło sporo czasu, ponad kwadrans, nim blondyn uspokoił się na tyle, żeby być w stanie chociaż usiąść. Oddychał już w miarę normalnie, chociaż wciąż jeszcze pokasływał.
- Już lepiej? - zapytał cicho Litwa.
- Tak, j-już mi… lepiej… - wydyszał Polska, ścierając rękawem łzy i krople potu z twarzy.
- Co to w ogóle było? Jesteś chory? - spytał Toris, przykładając dłoń do czoła Feliksa.
- Nie… przynajmniej nie fizycznie - mruknął Feliks, kręcąc lekko głową i odsuwając dłoń bruneta. Toris nie mógł się pozbyć uczucia niepokoju.
- Co masz przez to na myśli?
- Nic takiego, później o tym pogadamy, musimy brać się za robotę zanim… - wychrypiał blondyn próbując wstać.
- Feliks, proszę, wyjaśnij mi, co się przed chwilą stało - poprosił Toris, przytrzymując swojego kompana w miejscu. - A jeśli liczysz na to, że do tego "później" zdążę o tym zapomnieć, to nic z tego.
- Po prostu moja psychika jest w rozsypce - mruknął Feliks. - To nie tylko senne koszmary… mam halucynacje, wizje… czasem nie jestem w stanie utrzymać swojej świadomości w tym jednym konkretnym miejscu, w którym ja sam się znajduję. To są różne rzeczy… wspomnienia z przeszłości, urywki tego co dzieje się teraz na moich byłych terenach…
- Nie "byłych", Feliks, wciąż należą do ciebie, w końcu je odzyskasz - powiedział Litwa ze ściśniętym gardłem.
- Albo w innych miejscach, gdzie znajdują się moi ludzie… Są też te rzeczy, które wcale nie miały miejsca, które są tylko wytworem mojej wyobraźni - Polska puścił uwagę bruneta mimo uszu. Jego wiara w to, że uda mu się odzyskać swój kraj, była bardzo niska. - Nie zawsze jestem w stanie odróżnić, co jest fikcją, a co naprawdę się wydarzyło. - Westchnął ciężko ukrywając twarz w dłoniach. - Dlaczego ludzie są tak kreatywni w wymyślaniu nowych sposobów na wzajemne mordowanie się, Liet? W zadawaniu cierpienia na tyle różnych sposobów?
- Nie wiem… nie mam pojęcia - szepnął Toris, walcząc ze łzami cisnącymi mu się do oczu.
- Mmm… weźmy się w końcu za te okna, co? - zaproponował Feliks po chwili ciszy. Odsunął ręce od twarzy. - Zanim ktoś tu w końcu przyjdzie i dostaniemy karę za obijanie się.
- Jasne… bierzmy się do roboty - zgodził się brunet, pomagając Polsce wstać. Chwilowo postanowił nie naciskać go bardziej.
Najpierw musiał porozmawiać z Czechami. Samodzielne dowiedzenie się, skąd wzięły się te wszystkie blizny na ciele Feliksa i ile ich jest, to było jedno. Wcześniej musiał się dowiedzieć, czy czeka go więcej takich niespodzianek i jak często się zdarzały. Podejrzewał, że to, jak sobie z takimi sytuacjami radzić, będzie musiał wymyślić sam.
Done~! :D
Do zobaczenia w następnym rozdziale, możecie być spokojni nie będziecie musieli na niego czekać tak długo jak na ten.
Naprawdę potrzebuję ustalić sobie jakiś grafik co do kolejności wrzucania kolejnych rozdziałów... ale nie potrafię się do tego zmusić ;-; .
A teraz mały powrót do tematu wyświetleń.
O co chodzi z tą Europą?! Ktoś to czyta z księżyca Jowisza czy jak?! XD
Spokojnie mniej więcej jarzę o co chodzi, po prostu mnie to rozbawiło. Są wyświetlenia z Polski, Litwy, Wielkiej Brytanii i innych krajów europejskich, a tu nagle jeb Europa XD
-Oooo właśnie na coś wpadłam! Zawszę mogę zachować swoją upośledzoną interpunkcję i myślniki w notkach autorskich~!- powiedziała autorka, po czym oddaliła się tanecznym krokiem, pograć odrobinę w czołgi.
