Przepraszam, że rozdział pojawia się tak późno. Pojawił się pewien problem - odnośnie kolejnego tłumaczenia - który koniecznie musiałam rozwiązać przed jego wstawieniem i udało mi się zrobić to dopiero dzisiaj w nocy. Dziękuję wam za komentarze, tak ciekawe i przemiłe, że powodowały, iż czułam tylko coraz większe wyrzuty sumienia za tak późne wrzucanie tego rozdziału.

Kraken, jak widać, Tom myli się co do naprawdę wielu rzeczy, chociaż z pewnością próbuje sprawiać inne wrażenie. Krótkie rozdziały to niestety w tym ficku norma, ale nie martw się, niedługo wezmę się za tłumaczenie, którego rozdziały są zdecydowanie dłuższe :). I nie martw się, jak najbardziej rozumiem, co chciałaś mi przekazać. I też sądzę, że to dość urocze. elain679, ja bym jednak powiedziała, że Gryfoni niezbyt często postępowali sprawiedliwie. W oczach mojej wyobraźni zawsze są oni niezwykle... gwałtowni. Dają się ponieść emocją, a to raczej nie sprzyja rozwojowi sprawiedliwości. Chociaż rozumiem, co miałaś na myśli i po części się z tym zgadzam. W końcu Gryfoni są "tymi dobrymi", prawda? A postać inna niż Tom i Harry pojawi się w poniższym rozdziale. Cieszę się, że udało mi się poprawić ci humor. Star1012, nie miałam szansy odpowiedzieć na twój wcześniejszy komentarz, ale bardzo ci za niego dziękuję. I tak, zmuszenie Harry'ego do upokorzenia nie jest najlepszym pomysłem - nasz Gryfon raczej nie należy do tych spokojnych i potulnych. Też sądzę, że to niesamowite, iż udało im się zbliżyć do siebie w taki sposób. Um, na resztę twojego drugiego komentarza na razie nie odpowiem, bo dotyczy czegoś, co będzie miało swój udział w sequelu UL-u. MadWoman98, dziękuję, wena z pewnością się przyda :). Lilith Infernal, naprawdę bardzo się cieszę, że tak bardzo spodobało ci się to opowiadanie. A Harry to typowy Gryfon, myśli sercem, działa pod wpływem emocji. Dlatego tak dobrze działa na niego Tom, który pozwala mu spojrzeć na wszystko realistycznie. Evolution, och, nie mówię oczywiście o wszystkich osobach, nie da się lubić wszystkich, ale z pewnością mam do tych ludzi duży sentyment. No i własną grupę wspaniałych przyjaciół. To mi wystarczy :). Rozumiem, co masz na myśli przez to złagodnienie klimatu, bo mnie samej także się to niezwykle rzuciło w oczy. Nawet osobiście uważam, że ta zmiana zaszła nieco zbyt szybko... W każdym razie, Tom zawsze w taki czy inny sposób potrzebował akceptacji Harry'ego (chociaż oczywiście w życiu by się do tego nie przyznał). Ja na miejscu Harry'ego byłabym nieźle zdezorientowana, co zrobi Harry - dowiemy się ;). A DoT już niedługo, nie martw się, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to planuję wrzucić "pierwszy" rozdział pierwszego października. Ale cieszę się, że z taką niecierpliwością czekasz na to tłumaczenie. :) Exciter, och, myślę, że przy odrobinie optymizmu dałoby się znaleźć znacznie więcej plusów :). A Tom, Tom w ogóle jest bardzo interesującą i lubianą postacią. Na pewno dzięki jego przemyśleniom wszystko nabiera jakiegoś nowego, czasem dziwnego kształtu. A dojść do porozumienia muszą, nie mają innego wyjścia - sieć, którą wokół siebie plączą, coraz bardziej się zacieśnia i coraz trudniej będzie im tylko się z niej wyplątać. Seshi, mam nadzieję, że jednak znajdzie sie kilka powodów, dla których czytasz to opowiadanie. Chociaż oczywiście bardzo się z tego cieszę ;). ozi, nic na razie nie zdradzam, sprawdziany quidditcha w tym rozdziale, zatem sama się przekonasz. W UL nic o tym sporcie nie było, tyle mogę przypomnieć. A także, że Tom uważa jego praktykowanie za stratę czasu :). Chociaż, oczywiście, zachęcam do ponownego przeczytania UL, byłabym tym zaszczycona. Harry ma wiele do przemyślenia, a jak potoczy się ich relacja po tej rozmowie - mam nadzieję, że dowiemy się w przyszłych rozdziałach ;). Raisa, pojawiły się oba, ale nie masz za co przepraszać, bo to niezbyt mądry system potrzebuje tak długiego czasu na przetrawienie informacji. Absolutnie nie zazdroszczę ci minionego tygodnia, skoro był taki ciężki. I tak, jestem obecnie w klasie maturalnej. Ma to swoje plusy, na przykład bardzo dobrze ułożony plan, ale również minusy, chociażby w postaci słów mojej chemiczki o tym, że tegoroczna matura z chemii na pewno (przynajmniej w jej mniemaniu) będzie piekielnie trudna i się z niej nie pozbieramy. Cóż za pocieszające słowa! W każdym razie, liczę z tego powodu na zrozumienie wolniejszego (um, właściwie niedługo bardzo wolnego) dodawania rozdziałów. A za twoją przyszłoroczną maturę już teraz trzymam kciuki :). Naprawdę za każdym razem cieszę się niezwykle, kiedy ktoś wspomina o tym, że wspiera Harry'ego w jego nauce odpyskowywania Tomowi. Co do tłumaczenia, to może autorka doda więcej rozdziałów, kto wie. Na razie ficka jeszcze nie usunęła, a więc jest nadzieja ;). A w międzyczasie... w międzyczasie będą inne tłumaczenia.

Betowała jedna z najwspanialszych bet na świecie, Himitsu.

Miłego czytania!


Gracz Przeszłości

Rozdział dwudziesty piąty

Sprawdzian quidditcha ustalony został na rześki, zimowy poranek. Był początek zimy, Święta z każdą sekundą przedzierały się coraz bliżej.

Harry trochę się ich obawiał. Tak naprawdę nie miał w tych czasach nikogo, z kim mógłby je świętować i z całą pewnością nikogo z bliskich sobie osób, z którymi chciałby to robić.

Mocno ścisnął w ręku swoją różdżkę. Miał zamiar zobaczyć się później z Rogerem, kiedy ten w końcu wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego i był gotów na to, by znów zmierzyć się z ludźmi. Miał tylko nadzieję, że wszystko poszło dobrze, mimo że nie mógł wcześniej tego zobaczyć, jako że poczucie winy skręcało jego żołądek jak robaki.

To była jego wina. Wina Toma. Jego wina za tak wielkie drażnienie Toma.

Chciał walczyć i nie miał zamiaru się poddawać, ale przerażało go to, że za każdym razem, kiedy odpowiadał na atak, Tom nieuchronnie wynagradzał to sobie na kimś innym.

Nie miał absolutnie nic przeciwko samotnemu stawianiu czoła bólowi, ale nie za bardzo podobała mu się myśl, że nieumyślnie wywoła go u innych ludzi.

Lepiej by było dla wszystkich, gdyby reżim Riddle'a został zniszczony i nie był już w stanie się przejmować, jaka byłaby tego cena.

Dumbledore i Dippet wciąż nie znaleźli sposobu na to, by go odesłać – cholerne Zmieniacze Czasu nie zostały nawet jeszcze wynalezione, a oni nie zamierzali poświęcać zbyt wiele czasu jednemu, zabłąkanemu podróżnikowi w czasie, skoro mają wojnę, w której muszą walczyć.

Podejrzewał, że jedynym powodem, dla którego w ogóle zawracali sobie tym głowę, a nie tylko pozbyli się możliwego zagrożenia, jakie stwarzał – przynajmniej według Ministerstwa - był fakt, że było im to na rękę, gdyż jeśli poznaliby sekrety podróżowania w czasie, mieliby przewagę w obecnie prowadzonej wojnie.

Odepchnął się od ziemi.

Dopóki nie znalazł się w powietrzu, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tęsknił za lataniem, nawet na miotle, która była tak boleśnie wolniejsza i mniej zaawansowana niż jego Błyskawica.

To było… pokrzepiające, ten wiatr we włosach, kłopoty i walki związane z podróżą w czasie i Tomem pieprzonym Riddle'em skurczyły się w jedną, nic nieznaczącą plamkę na ziemi.

To właśnie było jego miejsce, nawet w 1942 roku.

Czuł się wolny. Wiatr uderzył w jego włosy, kiedy wznosił się w powietrzu i, przez chwilę, zanim znicz został uwolniony, po prostu dobrze się bawił.

Z powodu Turnieju Trójmagicznego i tego całego wysłania do przeszłości nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem po prostu bawił się i nie były pod tym ukryte żadne motywacje lub manipulacje.

Właściwie było to dość smutne.

Kiedy tylko się zatrzymał, zdał sobie sprawę, że wszyscy na ziemi gapili się na niego.

Ślizgoni dość sceptycznie podchodzili do jego zaangażowania, czuł więc delikatnezadowolenie, kiedy zauważył sposób, w jaki patrzyli na niego teraz z szeroko otwartymi oczami.

Kapitanem drużyny był szóstoroczniak o nazwisku Crockett. Harry nie miał z nim zbyt wiele do czynienia; był krzepkim chłopcem i zarazem bardzo entuzjastycznie podchodził do quidditcha, co przypominało Harry'emu Olivera Wooda. Czasami zdawał się być jednak raczej cieniem kapitana, a to wszystko z powodu dominującej Walburgi Black – matki Syriusza – która była o rok wyżej i która grała jako Ścigający.

Była jedyną kobietą na sprawdzianie quidditcha i Harry został utwierdzony w przekonaniu, że obecny czas bardziej rygorystycznie odnosił się do takich rzeczy i „właściwego" miejsca kobiety.

Hermiona dostałaby szału. Tak jak Angelina, Katie i Alicja, jeśli już chodzi o szczegóły.

Crockett był zauroczony w Lady Black. Harry dla zasady jej nie lubił i nie próbował z nią rozmawiać, pamiętając, że wyrzekła się Syriusza i w ogóle była okropna.

Gdyby mógł, unikałby ich wszystkich, zwłaszcza Riddle'a, ale drań był wytrwały.

Crockett był Pałkarzem, wraz z Alphardem. Rosier i Abraxas byli dwoma pozostałymi Ścigającymi.

Ich Szukający właśnie wcześniej ukończył rok, co tak naprawdę było cholernie wygodne, tak samo zresztą ich Obrońca, zatem te właśnie stanowiska mieli do obsadzenia.

Wiedział, że Mulciber i Lestrange desperacko pragnęli dostać się na stanowisko Obrońcy, a Nott, jak on, ubiegał się o pozycję Szukającego.

- Okej – powiedział Crockett, kiedy wsiadł na swoją miotłę. – Witam na sprawdzianie quidditcha. Mieliśmy pasmo sukcesów w meczach z innymi domami i nie chcielibyśmy tego stracić. Lepiej bądźcie więc cholernie dobrzy, bo reszta z nas nie ma zamiaru wykonywać za was tej roboty. Najpierw sprawdzimy Obrońców. Wygra ten, który obroni więcej obręczy.

Harry poszybował wyżej, ignorując rzucane mu przez Notta spojrzenia i niemal miał nadzieję, że chłopiec spróbuje zrzucić go z miotły, bo miał wielką ochotę mu się odwdzięczyć.

W tych sprawdzianach quidditcha było jednak coś znajomego, co sprawiało, że nawet pomimo otaczających go zieleni i srebra powoli zaczynał się rozluźniać, uspokajając bałagan, jaki miał w emocjach od czasu swojego pojawienia się w tych czasach.

Coś takiego było mu potrzebne. Teraz, tu w powietrzu, był w stanie dostrzec, jak niepokojąco głęboko wszedł w świat Riddle'a i jego gierki, nawet jeżeli robił wszystko, aby tak się nie stało.

Po prostu w tym chłopcu było coś, co go przyciągało, frustrowało i zatapiało pazury w jego skórę, dopóki nie było mu trudno trzeźwo spojrzeć na całą sytuację.

To było irytujące.

Zaczynał rozumieć, skąd się u ludzi brała ta cała intensywność, ale to nie sprawiało, że był bardziej zadowolony.

W końcu Lestrange obronił wszystkie pięć strzałów, tak samo jak Mulciber, więc wszystko skończyło się na tym, że opaść miał ten, który pierwszy przepuści kafla.

Mulciber przegrał. Lestrange został Obrońcą, a Harry zaczął zastanawiać się, czy ten pomysł aby na pewno jest dobry, bo chociaż szczerze kochał latanie, oznaczało ono spędzanie większej ilości czasu z młodocianymi Śmierciożercami.

Z drugiej strony jednak… był to czas, który mógł spędzić ze zwolennikami Riddle'a bez obecności ich Pana, co mogło stworzyć mu bezcenną okazję na sabotażowanie.

Wciąż wierzył głęboko, że znajdzie drogę do domu – musiał – i wciąż nie chciał znacznie zmienić przyszłości, czego niestety się obawiał. W przeciwnym razie, był całkowicie pewien, że naprawdę próbowałby zabić Riddle'a. Jasne, może nie był on Voldemortem, był w stanie to dostrzec, i nie mógł nienawidzić chłopca za podłe rzeczy, które kiedyś zrobi, ale mógł nienawidzić go za to, co zrobił Rogerowi i ogólnie za bycie manipulacyjnym draniem.

Nadszedł czas na Szukających.

Znicz został uwolniony i musieli odczekać dziesięć sekund na to, aby zniknął. Wtedy nadszedł czas, aby go złapać, podczas gdy Pałkarze na zmianę uderzali w ich kierunku Tłuczkiem.

Serce waliło mu w klatce piersiowej, kiedy wpatrywał się w niebo w poszukiwaniu tego śladu złota. Zauważenie go zajęło mu minutę – znicz zaczarowany został tak, aby pozostać na arenie dla sprawdzających, by złapanie go nie zajęło zbyt wiele czasu – i sekundę później przebijał się przez powietrze za zniczem. Nott dość szybko siedział mu na ogonie, łeb w łeb.

Nott miał tą przewagę, że był przyzwyczajony do takich starych mioteł, podczas gdy Harry zwykł używać swojego Nimbusa i Błyskawicy, które zawsze były towarem z najwyższej półki.

Siedział obecnie na Zmiataczu 5, podczas gdy Nott miał Kometę 180.

Były śmieszne w porównaniu do Błyskawicy, ale przynajmniej znajdował się w powietrzu.

Przedzierali się wokół boiska za złotą kulką, nurkując i obracając się, w górę i w dół, zanim znicz nagle skierował się w stronę ziemi.

Również to było ekscytująco znajome i, pomimo starszej miotły, Harry nie wahał się za nim podążyć.

Może był niedoświadczony i przegrywał w Ślizgońskiej polityce i gierkach, ale wciąż był cholernie dobry w lataniu. Bez względu na wiek miotły, obsługiwanie jej przychodziło mu naturalnie, nawet jeśli Błyskawica wymagała jedynie leciutkiego dotyku, kiedy chciał skierować ją w określone miejsce.

Pochylił się bardziej w stronę drewna, z oczami utkwionymi w zniczu, zapominając o swoim przeciwniku i wszystkich innych ludziach, mając w uszach szum wiatru, miotłę pomiędzy rękami i zbliżającą się ku niemu ziemię.

Nie był już świadomy Notta, jedynie swojej ręki, sięgającej, aby pochwycić znicz, jakby to była najważniejsza rzecz w jego życiu i złapanie go uwolniło go od całego tego cholerstwa, które się tutaj wydarzyło i sprowadziło go z powrotem do domu, by mógł obudzić się i stwierdzić, że to wszystko było tylko jakimś długim, przeżywanym w gorączce koszmarem lub złudzeniem wywołanym przez Dementorów, nie czymś prawdziwym.

Ostro dotarł do poziomu ziemi, a następnie znów gwałtownie wzniósł się do góry, pochylając do przodu, naciskając mocniej… Tak! Jego palce zacisnęły się wokół fruwającej nagrody i zatrzymał się w powietrzu, spoglądając w dół.

Nott leżał na ziemi, jego wygięta miotła znajdowała się pod nim, podczas gdy krew leciała mu z nosa, a ludzie tłoczyli się wokół niego, podnosząc wzrok, łącznie z Riddle'em. Reszta graczy podleciała bliżej niego.

- Więc jak? – powiedział po chwili Harry z niewinnym uśmieszkiem. – Dostałem się do drużyny?


Zważywszy, że byli ludźmi posiadającymi magię, Roger zakładał, że niczym będzie dla nich uleczenie skutków eksplozji eliksiru i uszkodzonej nogi.

Na to wyglądało jednak, że się mylił, i nigdy wcześniej w swoim życiu nie czuł się tak zawiedziony i rozczarowany. Czuł w ustach gorycz, kiedy spoglądał na swój wózek inwalidzki i zastanawiał się, jak do cholery ma poruszać się na nim po krętych schodach Hogwartu.

Nie mógł już grać w quidditcha i był absolutnie przerażony litością, która widniała na twarzach spoglądających na niego ludzi.

Przyłapał się na tym, że nienawidzi Harrisona Evansa, nawet jeśli rozumiał, że nie była to wina tego chłopca.

Poinformowali go, że już nigdy nie będzie mógł chodzić, a biorąc pod uwagę, że nie mógł poczuć ani poruszyć swoimi nogami, podejrzewał, że mieli rację. Powiedziano mu, iż miał szczęście, że eliksir nie rozerwał mu kręgosłupa wyżej i że nie umarł, ale czasami egoistycznie myślał, że śmierć mogłaby być łatwiejsza.

Był żałosny, wiedział o tym – to wszystko przecież z pewnością nie znaczyło, że jego życie się skończyło. Wciąż mógł widzieć i czuć, i słyszeć, pójść do kina i rzucać zaklęcia.

Nie zmieniało to jednak faktu, że mimowolnie odczuwał ściskające mu żołądek wątpliwości i niepewność.

Wózek był tylko tymczasowy, dzięki Bogu. Mieli załatwić mu nową parę drewnianych lub metalowych protez nóg. Po prostu musiał przyzwyczaić się do chodzenia z ich pomocą, wkładania ich i ściągania. Przełknął z trudem ślinę.

Zawsze chciał zostać uzdrowicielem, wmawiał więc sobie, że dzięki temu miał tylko lepszą motywację – że stanie się najlepszym uzdrowicielem, jakiego widział świat i znajdzie lepszy sposób na radzenie sobie z takimi rzeczami jak eksplozje wywołane przez eliksiry i zmiażdżone nogi.

Przecież z pewnością powinni być w stanie zrobić wszystko za pomocą magii?

Nigdy nie odzyska swoich nóg i wciąż będzie czuł ból przy oddychaniu, ale może przynajmniej mógłby zrobić coś więcej dla innych ludzi.

Jego obecne kończyny były wynalazkiem mugoli, wymyślone przez doktora Vanghetti w 1898 roku i unowocześnione przez magię, ale wciąż były sztywne i nie działały tak dobrze. Wyglądały zdecydowanie jak coś, co mogłoby być jednym z atrybutów pirata.

Ale pozwalały mu na poruszanie się i nadawały poczucie normalności, chociaż wciąż czekało go wiele fizjoterapii.

Podniósł wzrok, słysząc niepewne pukanie do drzwi.

Harry.

To jedynie przyniosło jeszcze więcej pytań, biorąc pod uwagę rozmowę, którą usłyszał.

Chwilę zajęło mu wyodrębnienie tego z bólu i mgiełki wypadku, kiedy już zdał sobie sprawę, że to działo się naprawdę, ale teraz był pewien tego, co usłyszał.

Wiedział, że Harry uratował mu życie, błagał o nie i że, przynajmniej jeżeli chodzi o Toma Riddle'a, coś takiego wydaje się czymś bardzo rzadkim.

- Mogę wejść? – zapytał chłopiec, wciąż mając na sobie szaty od quidditcha. Jego twarz była blada, a poczucie winy krzyczało w jego oczach tak głośno, że pragnął się od niego odwrócić.

Pamiętał również, że Riddle nazwał Harry'ego „Potter".

- Tak. Myślę, że musimy pogadać.

Ostrożnie odjechał od okna, stawiając czoła swojemu towarzyszowi, a Harry stanął przed nim, przez chwilę tarmosząc rękawy swojej bluzki, po czym wyprostował się.

- Roger, nie mogę nawet powiedzieć, jak bardzo jest mi przykro – głos Harry'ego był trochę zachrypnięty i chłopiec niepewnie przeczesał ręką swoje włosy. – To wszystko moja wina…

- No cóż, twoja i Riddle'a. To on jest tym, który wywołał tę cholerną eksplozję, nawet jeśli jakimś cudem, jak przypuszczam strzelając w niego zaklęciem usuwającym pamięć, zdenerwowałeś go na tyle, aby szukał zemsty.

Harry z trudem przełknął ślinę.

- Jeśli jest coś, co mogę zrobić…

To były słabe słowa, niewystarczające, i obaj o tym wiedzieli, ale zawarte w nich uczucia były prawdziwe. Harry próbował. Nie był jednak do końca pewny, czy był teraz w nastroju do godzenia się.

- Chodzi o to – przerwał, wpatrując się ostro w Harrisona – że bardzo, bardzo zastanawia mnie to, co tak desperacko pragnąłeś, aby zapomniał. Nazwał cię Potterem. Słyszałem. Wyjaśnij to.

Harry wiercił się.

- To skomplikowane… - odpowiedział wymijająco chłopiec i Roger miał ochotę go za to uderzyć.

- Jesteś mi winien cholerne wyjaśnienia! – omal nie wykrzyczał tych słów i Harry wyglądał na zaskoczonego. Może przestraszył tym trochę również i samego siebie, gdyż dyszał ciężko na wózku, w sposób tak zupełnie nietypowy dla swojej zwykłej łagodności.

Harry jeszcze raz przełknął ślinę, gwałtownie kiwając głową.

- Tak, jestem ci winien – zgodził się Ślizgon, wyciągając różdżkę. Roger zesztywniał i po chwili zobaczył błysk bólu w oczach towarzyszącego mu chłopca, zanim ten sprawnie kontynuował, rzucając zaklęcia prywatności.

- Ty… powiedziałeś, że jesteś z przyszłości – mruknął. – Czy to prawda?

Dużo o tym myślał - czy to w ogóle możliwe, skąd mógł pochodzić Harry - niemal obsesyjnie gromadząc dowody za i przeciw.

- Tak, to prawda.

- I jesteś Potterem. – Może i nie był Krukonem, jak Im, ale to nie znaczyło, że był głupi i że nie mógł dodać dwa do dwóch.

- Tak.

- Jesteś synem Leonarda… Charlusa?

- Wnukiem – poprawił go po chwili Harry. – Przynajmniej tak myślę.

- Nie wiesz?

- Nie kłamałem w sprawie tego, że moi rodzice zostali zamordowani przez Mrocznego Czarodzieja, jedynie o tym, kiedy to się stało i którym był on Czarnym Panem.

- Istnieje jakiś prócz Grindelwalda?! – krzyknął Roger i Harry przeklął, przecierając oczy. Watkins przyglądał mu się uważnie, jego myśli wirowały. – To Riddle.

- Co? Co sprawia, że…

- Sposób, w jaki się względem niego zachowujesz. Fakt, że okaleczył mnie tylko po to, aby się na tobie odegrać. Nienawidzisz go zbyt mocno i zawsze myślałem, że jest to spowodowane przez jakieś łączące was wydarzenie – jego głos był spokojny, ale brzęczało mu w głowie.

- Nie możesz nikomu powiedzieć – oświadczył stanowczo Harry. Podniósł wzrok, twardo spoglądając na chłopca.

- A to niby dlaczego? – zażądał. – Dlaczego nie zabiłeś jeszcze Riddle'a?

Harry wydał z siebie głębokie, zmęczone westchnienie i po raz pierwszy Roger pomyślał, że zobaczył coś prawdziwego – zmęczenie, podkrążone oczy, coś złamanego i brzydkiego, co starało się trzymać wszystko razem i nie miało zamiaru ze wszystkim walczyć.

- Najprościej mówiąc, nie chcę zniszczyć osi czasu.

- Czy to nie stworzyłoby czegoś lepszego? – zapytał.

Harry wzruszył bezradnie ramionami.

- Nie wiem. Nie wiem, co robić – część mnie mówi, że powinienem go zabić, ale inna sądzi, że nie mogę tego zrobić, bo, no cóż, gdyby nie stał się w przyszłości mordercą moich rodziców, ja bym nie istniał, co stworzyłoby paradoks, bo nigdy bym się tutaj nie pojawił i nie mógł go zabić.

Cóż, to było okropnie sensowne.

- To musi być frustrujące.

- Nie masz pojęcia.

- Więc, zasadniczo, Riddle może robić, co tylko chce, ale ty jesteś związany przez wiedzę i nie możesz go zabić, podczas gdy on może ciebie zabić lub okaleczyć, lub zrobić ci cokolwiek innego, nie wpływając przy tym na oś czasu. Bez względu na to, co ci zrobi, o ile nie wywoła to publicznego skandalu i obejmować będzie wyłącznie ciebie, nie będzie miało to wpływu na linię czasu?

- Tak myślę – mruknął Harry, przygniatając palcami oczy. – Czyż to nie wspaniałe?

- I Riddle wie, że jesteś z przyszłości?

- Halloween. Naćpał mnie i siłą wlał do gardła serum prawdy.

- Cholera jasna. – Oczy Rogera rozszerzyły się i, przez zaledwie sekundę, całkowicie zapomniał o wózku i swoich nogach.

Rozmawiali jeszcze chwilę, cicho, i niemal był w stanie zobaczyć ulgę w ramionach Harry'ego. Tylko jego najgorszy wróg wiedział o tym wszystkim, to musiało być dla niego trudne.

Oczywiście Harry nie powiedział mu zbyt wiele i prawdopodobnie nic, co byłoby naprawdę ważne, nie mógł, ale… cóż, nie czuł już w swojej klatce piersiowej palącej nienawiści, chociaż nie mógł powiedzieć, by dalej cieszył się towarzystwem tego chłopca lub by kiedykolwiek mogli się znów blisko zaprzyjaźnić, nie czując unoszącej się wokół goryczy.

Kilka godzin później Harry wyszedł.

A on musiał nadrobić zaległości.


Od tłumaczki: To by było na razie na tyle. Teraz pozostaje nam tylko czekać na opublikowanie kolejnego rozdziału przez The Fictionist. Niestety nie wiadomo, ile może to potrwać. Mogę wam jednak obiecać, że jeżeli tylko pojawi się kolejny rozdział, postaram się przetłumaczyć go jak najszybciej i go wam tutaj wrzucić. :) Przetłumaczone dotychczas rozdziały GP zostały ładnie zebrane w jedną całość i wrzucone na mojego chomika (link na moim profilu), z którego możecie je ściągnąć.

Kolejne tłumaczenie – sequel UL - rozpocznę w najbliższy czwartek (12 września), zatem zachęcam do zerknięcia w tym terminie na mój profil. Gdzieś raczej pod wieczór.