Na stacji King's Cross rozdzielili się z Sevem. Syriusz szybko w morzu głów odnalazł tę rozczochraną, należącą do Jamesa, ale ten, kiedy tylko zorientował się, kto go obserwuje, mocniej wmieszał się w tłum i dosiadł do przedziału wypełnionego jego kolegami z drużyny quidditcha. Z kolei do Blacka podszedł Lupin i przywitał się ciepło, choć trochę niezręcznie.

– Jak minęła końcówka wakacji, Łapo? – zagadnął Remus.

– Nikogo nie wyrzuciłem z domu i nie zraziłem do siebie kolejnego przyjaciela – odpowiedział zjadliwie, ale szybko zrobiło mu się głupio. – James ode mnie przed chwilą uciekł, więc z rozmowy raczej nici.

– Do mnie też się nie odzywa – przyznał Lupin. – A tak… poza tym?

– W porządku. Byliśmy z Sevem na mieście. W sensie – dodał w celu wyjaśnienia – w mugolskim Londynie. Szczerze polecam.

Lunatyk spojrzał na niego zaciekawiony. W międzyczasie znaleźli pusty przedział i się w nim zainstalowali.

– I jak to będzie wyglądać? Wiesz, ze Snapem? – zapytał po dłużej chwili Remus.

– Tak jak wcześniej. Pokój Życzeń i tak dalej. Zresztą, Sev będzie miał teraz na głowie innego rodzaju aktywności – zaakcentował Syriusz, uśmiechając się tajemniczo.

– Czyli?

– Został prefektem Slytherinu – wyjaśnił przyjacielowi, nie ukrywając rozbawienia.

– Poważnie? – prefekt Gryffindoru zrobił wielkie oczy.

– Taa. On twierdzi, że Dumbledore'owi rozum odjęło, ja uważam, że staruszek był mocno nietrzeźwy po radzie pedagogicznej – oznajmił Black, wygodniej rozwalając się na siedzisku.

– Nie powiedziałbym – stwierdził poważniej Remus. – Dumbledore nie robi nic niechcący.

– Lunatyku, Severus Snape jest skrajnie negatywnie nastawiony do ludzi w ogólności, ma w dupie wszystko, co jego nie dotyczy i tak na marginesie złamał przy okazji naszej biznesowej działalności chyba wszystkie punkty szkolnego regulaminu – wyliczał Syriusz z rozbawieniem. – I dodatkowo, jest cholernie wkurzony na ten z dupy wzięty awans. Klął całą drogę na King's Cross.

– Nie będę się kłócił, ale mówię ci, że Slytherin nie zasłużył sobie na takiego prefekta.


Kiedy pojawił się Hogwart Express, wzbudzając ogólny entuzjazm, Severus natychmiast zaanektował pusty przedział, odstraszając wzrokiem ewentualnych chętnych do podzielenia z nim tej przestrzeni. Był spięty i miał dużo rzeczy do przemyślenia, zaczynając od swojej idiotycznej nominacji na prefekta.

Na jego roku funkcje te pełnili Aretha Greengrass i Sidius Yaxley. Ten drugi od połowy letniego semestru zapowiadał reszcie Węży, że nie wróci do Hogwartu po wakacjach, bo nie zdzierży dłużej chodzenia tymi samymi korytarzami, co mugolaki. Jego ojciec był jednym z bardziej wpływowych czarodziejów, mocno zaangażowanych politycznie przeciwko Dumbledore'owi, w sprawie usunięcia którego regularnie naciskał na Ministerstwo i syn najwyraźniej podzielał przekonania rodzica. Mało kto brał na poważnie deklaracje Sidiusa, ale nie było innego wytłumaczenia na zwolnienie stołka prefekta siódmego roku.

Naiwnością było wierzyć, że wybór dyrektora przejdzie bez echa. Severus wiedział, że kiedy pociąg zatrzyma się na stacji docelowej, rozpęta się piekło.

Drzwi przedziału ponownie się przesunęły i Snape odruchowo przybrał mordercze oblicze, by przegonić intruza. Napotkał szmaragdowe tęczówki, spoglądające na niego badawczo spod długich rzęs.

– Gryffindorze, popracuj nad mimiką, bo człowiek może mylnie odnieść wrażenie, że nienawidzisz rodzaju ludzkiego – rzuciła z ironią Lily Evans i opadła na puste miejsce naprzeciw niego.

– Lily. Przepraszam, chciałem…

– … przegonić pierwszoroczniaków, bo nikt dobrze zorientowany i tak nie odważyłby się tu wejść – dokończyła za niego, figlarnie się uśmiechając. – Jak wakacje?

– Dobrze – odpowiedział zgodnie z prawdą. – A u ciebie?

– Nudno, ale w porządku. Tęsknię już za pokojem wspólnym – rzuciła lekko, lecz po chwili stała się poważniejsza. – Nie powiesz, gdzie mieszkałeś przez te dwa miesiące? – zapytała, jakby znała już odpowiedź. Zaskakująco dobrze potrafiła przewidzieć jego reakcje.

– Nie mieszkałem pod mostem – uciął krótko, nadal trochę spięty.

– Mam nadzieję. A poza tym jakieś ciekawe kataklizmy?

– Dumbledore zrobił mnie prefektem Slytherinu w miejsce Yaxleya – powiedział po prostu – a to się zdecydowanie pod tą kategorię kwalifikuje.

Lily szerzej otworzyła oczy, ale po chwili wróciła do lżejszego tonu.

– Dziękować Opatrzności, przynajmniej nie będę się użerać z tamtym czystokrwistym idiotą. Lepszy już półkrwi idiota – dodała trochę złośliwie, w swoim stylu. – Jakoś przeżyję.

– To jest czysty kretynizm – nie wytrzymał Severus. – Mam przeciętne oceny, połowa nauczycieli ledwo mnie kojarzy i posiadam wrodzony dar do zniechęcania do siebie wszystkiego, co chodzi na dwóch nogach. I czasem tego szczekającego też – dorzucił, zdając sobie sprawę, że gdzieś po drodze się rozluźnił.

– Ale nie jesteś Sidiusem Yaxleyem czy Regulusem Blackiem II – stwierdziła poważnie, konspiratorsko.

Oczywiście, nie pomyślał o tym w taki sposób. Dumbledore nie wybrał go ze względu na osiągnięcia czy osobiste przymioty, ale liczyło się jego pochodzenie, co wysyłało prosty sygnał. Nawet w Slytherinie nie wszyscy są czystej krwi.

Cholera, Lily powinna być Ślizgonem, z tym jej talentem do wyłapywania takich rzeczy. A może to z jego zdolnościami było coś nie tak, skoro sam na to nie wpadł? Dyrektor chciał utemperować Ślizgonów, którym ostatnio odbijało, szkoda tylko, że narobił tym niezłego syfu samemu Severusowi. Ale to znaczyłoby, że…

– Nie jesteś prefekt naczelną, prawda? – zapytał możliwie najdelikatniej. Należało się jej to stanowisko, z drugiej strony, po sprawie z naznaczeniem stała się politycznie niewygodna.

– Dumbledore zrobi naczelnymi kogoś od Puchonów i Krukonów. Posunięcie czysto taktyczne, żeby nie popychać do otwartego starcia między Gryffindorem a Slytherinem i trochę nas usadzić. Nie może ukarać Węży, jednocześnie faworyzując Lwy. Genialne w swojej prostocie. On się nadaje na Ministra Magii, a nie na belfra – podsumowała Gryfonka.

Zapadła cisza i z sekundy na sekundę zaczęło się robić dziwniej.

– Dobra, idę odszukać Vitalię. Jeśli teraz wysłucham plotek i nowości, to będę mogła spokojnie skonsumować obiad – rzuciła Lily i odsunęła przesuwane drzwi przedziału.

– Na razie – pożegnał ją krótko i z powrotem zatopił się w myślach.

Dumbledore'owi nie chodziło o niego. Że też śmiał pomyśleć inaczej, cóż za naiwność. Jeśli jednak stary dziadyga myślał, że znalazł pacynkę, która grzecznie będzie robić za przedłużenie jego ramienia, to się może zdziwić.

Severus nie należał do ludzi, którymi łatwo dawało się manipulować.


Ceremonia przydziału przebiegała bez ekscesów, ale nie dało się nie zauważyć, że sporą konsternację wywołało pojawienie się w Wielkiej Sali Seva z odznaką prefekta. Miejsce Yaxleya, który siadywał zwykle naprzeciwko Regulusa i Avery'ego, było puste. Snape usiadł jak zawsze nieco z brzegu, dokładnie tam, gdzie miał w zwyczaju.

Syriusz nie chciał być teraz w jego skórze.

Funkcja prefekta właściwie nie wiązała się z jakimiś specjalnymi przywilejami i nie dawała faktycznej władzy nad resztą uczniów. Nie znaczyło to, że w jakiś sposób, bardziej umowny, nie zmieniała pozycji prefektów. Wszyscy zachodzili w głowę nad motywacją Dumbledore'a, bo nie ulegało wątpliwości, że to nie była jedynie decyzja Slughorna, który swoją drogą zapewne nie miał oporów, skoro Snape okazał się jego nieodkrytym talentem i należał do Ślimaków. Tutaj jednak chodziło o coś więcej.

Z jednej strony Sev nie był paniczykowatym arystokratą, jakimi prawie zawsze bywali ślizgońscy prefekci, jakby się im prefektowanie należało z urodzenia, a to można było wziąć za afront wobec Węży. Z drugiej jednak po Nowym Roku dla sporej ich części, tej bardziej radykalnej i niebezpiecznej, Snape stał się jakąś ikoną, jakkolwiek zupełnie bezwiednie i wbrew swojej woli. Teraz zaczną się zakulisowe przetasowania i nowy podział wpływów, bo Ślizgoni zamiłowanie do polityki wysysali z mlekiem matek. Wilk syty i owca cała. Dumbledore był niezłym kombinatorem i Lunatyk miał rację w tym, że ten starzec niczego nie robi przez przypadek. Szkoda tylko, że wszystko skupiło się pechowo na Sevie. Chyba bez długiej sesji w pustej klasie na piątym piętrze się nie obejdzie.

Syriusz szedł powoli korytarzem, luźno rozmawiając z Remusem, kiedy dosłownie przed oczami przeleciała im drobna sylwetka w szkolnej szacie i uderzyła z głucho o ścianę, jakieś trzy metry od nich.

Obaj skamienieli.

– I popatrz, mała, jakie te ciemne korytarze niebezpieczne. Może jeszcze… – dobiegło z bocznego krużganka i po chwili ich oczom ukazała się trzyosobowa grupa Ślizgonów z szóstego roku. Syriusz nie był pewien, który z nich potraktował młodszą uczennicę klątwą, ani też kto się odezwał, bo winowajca umilkł, zanim weszli w krąg światła i napatoczyli się na nieprzewidzianych widzów.

– Który to? – nie wytrzymał Lupin, zatrzymując wzrok na twarzy Regulusa. To już przechodziło wszelkie pojęcie.

– Który… co? – odparował zjadliwie Avery.

– Już ty wiesz o czym mówię – wycedził wściekły Remus i odwrócił się do zbierającej się z posadzki dziewczyny. Pierwszoroczna Krukonka, oczywiście. – Wszystko dobrze?

– Ja... – wyszeptała przestraszona. Po chwili przytaknęła, nadal niepewnie.

– Który to, cholera jasna? – teraz odezwał się Syriusz, coraz bardziej się hamując, by ich nie potraktować czymś bolesnym.

– Black, weź coś na nerwy – usłyszał z boku i odwrócił się, zaskoczony. – Oni tylko przechodzili. Gdyby wiedzieli, kto rzucił klątwę na ucznia pierwszego roku, który nie potrafi nawet użyć Protego, poinformowaliby o tym nauczyciela, bo takie pastwienie się jest obrazą dla magii i ich honor by na to nie pozwolił – zimno zreferował Sev, który dołączył do małego zbiegowiska. – Ale co ty wiesz o honorze – dorzucił, nawet nie zaszczycając Gryfona spojrzeniem i wywołując tym złośliwy półuśmiech na twarzy Avery'ego.

Syriusz myślał, że się przesłyszał i zaczęła go powoli zalewać fala złości, doprawionej goryczą.

– Snape, to nie może tak zostać – stwierdził ze złością Remus. – Przecież oczywiste, że to oni.

– Który z nich, Lupin? Widziałeś? – zapytał beznamiętnie i nie spotkał się z odpowiedzią. – Gdyby Regulus Black zobaczył, jak ktoś łamie regulamin, byłby zobowiązany do zgłoszenia tego nauczycielowi. Jest w końcu prefektem – oznajmił Snape, akcentując ostatnie słowo.

Nikt się nie odezwał.

– Ty – Snape skinął głową w kierunku dziewczynki – do skrzydła szpitalnego. Pierwsze piętro, pytaj o Pomfrey. Już cię nie ma.

Mała, nie czekając na ponaglenia, zniknęła na klatce schodowej.

Ślizgoni z szóstego roku chwilę popatrzyli wyzywająco na Gryfonów i podążyli w przeciwnym kierunku niż Krukonka, wdając się w półgłośną konwersację.

– Co to kurwa było, panie pieprzony prefekcie?! – nie wytrzymał Syriusz, kiedy zostali w korytarzu we trzech.

– Slytherinie… A jak zamierzasz im coś udowodnić? Masz wiarygodnych świadków? Slughorn stanie murem za swoimi pieskami. Nawet wy z Lupinem nic nie widzieliście, a mała jest za bardzo przestraszona, żeby wskazać winnego – wyjaśnił Ślizgon, nadal beznamiętnym głosem, ale z ogniem w oczach. Był wkurwiony w równym stopniu, co on i Lunatyk.

– Czyli… – zaczął Black, niepewnie.

– Czyli mam do pogadania z twoim przeuroczym bratem. Normalnie, nie mogę się doczekać – wycedził Sev, na chwilę zrzucając maskę. – Kurwa, jak ja nienawidzę swojego życia. Zajebię Dumbledore'a, jeśli tylko mi się napatoczy i wepchnę mu tę odznakę przez dupę do gardła. Stary sukinsyn.

Chociaż dla postronnego obserwatora mogło się to wydawać dziwne, Syriusz uspokoił się, słuchając tyrady Ślizgona. O tak, to był Sev, jakiego znał.

Teraz miał pewność, że nowy prefekt Slytherinu tak tego nie zostawi.


Wszedł do pokoju wspólnego i wszystkie rozmowy umilkły. Powtórka z rozrywki, chociaż tym razem nie miał zamiaru zwyczajnie dobrowolnie zejść na boczny tor.

– Black, można prosić do dormitorium? – rzucił tylko, badawczo spoglądając na Regulusa.

Ten skinął ledwo zauważalnie, a jego twarz pozostała nieruchomą maską.

Severus miał świadomość, że ta rozmowa będzie wymagała od niego naprawdę całej jego samokontroli. Dwa miesiące temu, zaraz po ataku na Lily, chyba by gnoja zabił, zostając z nim w zamkniętym pomieszczeniu. Na szczęście przez ten czas ochłonął. Z grubsza.

Otworzył drzwi do sypialni szóstego roku i dwóch Ślizgonów, obecnych w pokoju, natychmiast się ulotniło, odprowadzonych jego zimnym wzrokiem. Regulus odruchowo nałożył zaklęcie wyciszające, jakby robił to kilka razy dziennie.

Warte zapamiętania.

– Do czego chcecie doprowadzić? – zapytał Severus wprost, nie bawiąc się w słowne zagrywki. Te były zarezerwowane zawsze dla szerszego audytorium.

Black stał niewzruszony, jakby czekał na rozwinięcie.

– Jeśli to będzie eskalować, skończy się umieszczeniem na szlabanie połowy Slytherinu, do dormitorium zacznie wpadać z niezapowiedzianymi wizytami Dumbledore i urządzać rewizje, a Ślizgoni przestaną być traktowani poważnie i stracą wszystkie przywileje – wyliczył Severus, cały czas utrzymując z młodszym chłopakiem kontakt wzrokowy. – Musisz wiedzieć, że tak będzie, nie jesteś głupi, Black. To do niczego nie prowadzi. Spowoduje tylko utrudnienia. Slytherin nie potrzebuje szczególnego zainteresowania ze strony nauczycieli, chyba nie muszę tego tłumaczyć?

– W co grasz? – rzucił beznamiętnie Regulus, mrużąc oczy w znajomy sposób.

– Nie chcę mieć na głowie niepotrzebnych niedogodności. Polowanie na korytarzach na pierwszorocznych mugolaków ściąga zbędną uwagę. Jest szkodliwe i bardzo nieślizgońskie. Wywołuje… pytania – zaryzykował i po drobnej zmianie na twarzy Blacka wiedział już, że wybrał dobrą drogę.

– Po co ci brak zainteresowania ze strony nauczycieli? – zapytał tamten, starając się ukryć rosnacą ciekawość.

– Nie mam zamiaru wtrącać się w twoje sprawy, ale nie pozwolę bezmyślnie krzyżować moich planów. Wiem, że masz do tego podobne podejście. Zapanuj nad Averym – zażądał stanowczo Severus i miał nadzieję, że zostanie to odebrane jak najbardziej poważnie.

– Dlaczego miałbym się sam wtrącać w sprawy Tertiusa, skoro uważasz, że cenię sobie pilnowanie własnych?

– Avery jest pozbawiony rozumu i szkodzi interesom całego Slytherinu. Jest twoim problemem i daję ci wolną rękę, ale jeśli nie będę widział rezultatów, to załatwię to inaczej.

– Nie widzę powodu, by ulegać jakimś niedorzecznym naciskom – oświadczył Regulus.

– Odbywam rozmowę z tobą, ale mogę ją powtórzyć bezpośrednio z nim, a wtedy już nie wrócę do konsultowania czegokolwiek. Nie robi mi różnicy, czy Slytherin będzie szukał uznania Regulusa Blacka czy Tertiusa Avery'ego, ale z twojego punktu widzenia chyba wygląda to inaczej.

Obserwował, jak oczy młodszego Ślizgona szerzej się otwierają. Musiał być cały czas świadomy, że bardziej radykalny Avery znajdzie posłuch wśród Węży, jeśli Black na to biernie pozwoli. Chyba nareszcie wszystko do gówniarza dotarło.

– Nadal nie odpowiedziałeś, w co grasz. Wszystko wydawało się jasne po wiadomej sprawie w Hogsmeade – zaczął Black i zrobił pauzę – jednak trzymasz się od nas z dala i wysyłasz sprzeczne sygnały. Muszę wiedzieć, na czym stoję – podsumował, a w jego głosie i postawie przebijała słabo tuszowana niepewność.

– Zależy mi na spokoju w szkole, mam ważniejsze rzeczy na głowie – oświadczył krótko. Im bardziej przedłużała się ta rozmowa, tym więcej rzeczy mogło pójść źle. Zaryzykował. – Nie trafiłem nigdzie na wzmiankę, żeby Tom Riddle w szkolnych czasach władowywał się w szlabany czy odznaczał głupotą, biegając po korytarzach i piętnując szlamy. Wyciągnij wnioski.

Regulus wciągnął powietrze, wyraźnie wytrącony z równowagi. Ten argument zamknął mu usta i zapewne wywołał niepokój. I dobrze.

Severus przewidywał, że od tej chwili chłopak zacznie traktować go poważniej i ogarnie zamęt, który zasiał Avery. Wahał się przed wymówieniem nazwiska Riddle'a, ale lepiej, żeby Ślizgoni myśleli, że Snape kombinuje coś na chwałę ich Pana we własnym zakresie i bezpiecznie trzymali się z dala, niż traktowali półkrwi kolegę z góry i śledzili każdy jego krok.

– Black, żeby było jasne – nie zamierzam wchodzić w twoje kompetencje, dopóki niesprzyjające okoliczności mnie do tego nie zmuszą. Nie potrzebuję prefektować, jeśli ty to będziesz robił jak należy. I mam nadzieję, że nie odbędziemy już podobnej rozmowy.

Chłopak mu tylko sztywno skinął głową. Wystarczyło.

Severus odwrócił się i zostawił Blacka w dormitorium, minął pokój wspólny i ruszył na siódme piętro.

Czuł coś dziwnego, jakiś rodzaj podekscytowania, który pojawił się w trakcie rozmowy z Regulusem i nie chciał go opuścić. Nienawidził otwartych wystąpień, dyskusji i w ogóle zwracania czyjejś uwagi na swoją osobę. To było coś innego. Chociaż, jak na ślizgońskie warunki, rozmawiali całkiem otwarcie, każde słowo niosło ukryte treści i w dużym stopniu była to walka na utrzymanie kontroli, choćby tylko fizycznych jej przejawów. Gesty, postawa, ton głosu – wszystko pozwalało odczytać ukryte przekazy. Odkąd pamiętał potrafił wyczuć, kiedy ludzie kłamią, ale rzadko znajdował sobie przeciwnika, na którym mógłby swoje zdolności przetestować i jednocześnie samemu poczuć ekscytację z tego, że działa to w dwie strony. W tej chwili Regulus był kimś takim, ale Severus już wiedział, że może go w tej grze pokonać. Po prostu jeszcze się nie rozkręcił, za to Black grał prawie od urodzenia.

Ta cała polityka chyba zaczynała mu się podobać.


Dzięki za komentarze (zwłaszcza od stale komentujących - nie obrażę się, jeśli to szacowne grono będzie się systematycznie powiększać), favy oraz alerty.

Odnosząc się do sprawy teleportacji, poruszonej przez Nikę, jak pisałam wcześniej - u Rowling licencję teleportacyjną można było zdobyć po uzyskaniu pełnoletności, kiedy uczniowie mogli używać różdżki poza szkołą. A że u mnie jest to nieco zmodyfikowane ze względu na dzielenie uczniów na klasy rocznikowo - przyjęłam, że exam na licencję odbywa się razem z zaliczeniami pod koniec letniego semestru szóstego roku, skoro w jego trakcie uczniowie się teleportacji uczą. Nika wykazała mi, że jest tu sprzeczność - teleportować (chyba) nie można się bez różdżki, więc Syriusz z Namiarem nie mógłby tego robić bez łamania prawa... Eeee... Poudawajmy, że wszystko jest cacy :)