T/N: To już koniec, moim mili, ostatnia część przed wami. Dziś kończymy losy Harry'ego i Draco, przynajmniej gdy mówimy o tej historii. Przecież jest tyle fajnych teksów o naszej wspaniałej dwójce :D

Dziękuję za wszystkie komentarze, były wspaniałe i niezwykle motywujące. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze przy czytaniu co ja przy tłumaczeniu. Najlepszego!


Rozdział 26

Harry był zdenerwowany; ósmy raz sprawdził swój wygląd, powstrzymał się jednak od przeczesywania włosów palcami, zdając sobie sprawę, że to może jedynie pogorszyć ich stan.

Wygładził szatę, wiedząc chociaż, że wygląda dobrze. Nie szczędził pieniędzy na zadowoleniu Malfoya – teraz Draco – który nie będzie miał powodów, żeby go unikać… przynajmniej jeśli chodzi o wizualną stronę jego towarzystwa.

Ich związek był zbyt świeży, żeby znieść presję opinii publicznej. Prawie całe święta Bożego Narodzenia ukrywał się w domu Draco, większą część czasu spędzając nago.

Krótka wizyta u Weaslyeów doprowadziła do kilku poważnych rozmów, chociaż większość członków rodziny powstrzymała się od zadawania pytań przy wszystkich, czekając na chwilę prywatności. Wyjątkiem był George, który wrzasnął przy stole:

- Harry, słyszałem, że pukasz teraz Draco Malfoya. To prawda?

Świat się zatrzymał, zaskoczony ciszą, jaka zapadła przy stole. Harry zarumienił się, ale odpowiedział:

- Tak.

George uniósł kieliszek do toastu, mówiąc: „Brawo!". Ron parsknął rozbawionym, a nie drwiącym, śmiechem. Molly głośno zapytała, czy ktoś chciałaby więcej ziemniaczków - i to było na tyle.

Harry rozważał pomysł przyprowadzenia Draco ze sobą, ale nawet bez pytania wiedział, że jego chłopak odmówi. Ta bitwa mogła poczekać, gdy już przetrwają dzisiaj.

Rzucił zaklęcie Tempus i westchnął. Najwyższy czas. Ostatnie spojrzenie w lustro i aportacja.

Za każdym razem, gdy brał udział w ministerskich przyjęciach, Harry przypominał sobie, jak bardzo ich nienawidzi. Co prawda na ostatnim w zacisznym pokoju natknął się na Draco Malfoya śpiewającego dla Pansy Parkinson, co zmieniło jego życie, ale dzisiejsze przyjęcie zaczęło się bardzo podobnie jak poprzednie.

Harry wyszczerzył się idiotycznie i ściskał dłonie pracowników, którzy najwyraźniej nie brali udziału w wigilijnym przyjęciu, skoro na dzisiejszym, sylwestrowym, kojarzył niewielu z nich. Być może to wina alkoholu. Wypił kieliszek szampana, aby uspokoić nerwy. Działało na tyle dobrze, że opróżnił kilka kolejnych.

Marszcząc brwi, z niecierpliwością szukał spojrzeniem znanej jasnowłosej głowy. Draco obiecał być na przyjęciu, ale nie poddał się naciskom Harry'ego, żeby ujawnili się jako para.

- Strzeż się jemioły, Harry – przypomniał Ron i wskazał coś za jego ramieniem. Potter obejrzał się, dostrzegając złowrogie liście i jagody, które zaczarowano, żeby unosiły się w powietrzu. Chytrze. Pomysł ślizgonów zapewne.

Obrócił się, kolejny raz prześledził wzrokiem uczestników przyjęcia i prawie wstrzymał oddech, gdy zauważył znajomy przebłysk blondu. Draco już jest! Harry nieświadomie zrobił krok w jego stronę, ale mocny uścisk na ramieniu powstrzymał go.

- Nie rób tego, Potter. – Padło ostrzeżenie. Harry spojrzał na Pansy Parkinson. – Draco kazał mi przekazać, żebyś dzisiejszego wieczoru trzymał się od niego z dala.

- Co takiego? – zagrzmiał.

- Właśnie to miał na myśli. Reporterzy krążą wokół ciebie jak sępy. Daj mu spokój.

Harry ledwie dostrzegał dziennikarzy, ale przypuszczał, że zachowują się bardziej agresywnie niż zwykle.

- To on wplątał ich jako pierwszy. Przyciągnął mnie na kolędowanie do domu Rity Skeeter! – syknął, zirytowany.

- Tak, ale po to, żeby ją wyeliminować. Poza tym był rozproszony – powiedziała, rzucając mu znaczący uśmiech.

Harry zmierzył ją spojrzeniem i wyszarpnął ramię z uścisku.

- W takim razie niech sam mi to powie.

- Jak chcesz, Potter, twoja sprawa, jeśli będzie na ciebie wściekły.

Harry zatrzymał się, nagle niepewny siebie. Prześledził wydarzenia ostatnich dni. Czy to możliwe, że Draco naprawdę nie chce związku? Może to on łudził się, próbując wierzyć w coś, czego nie było?

Spojrzał na Draco, który ignorował tłoczących się wokół niego reporterów, wymieniając uprzejmości z ministrem. Kingsley rzucił ostrzegawcze spojrzenie dźwigającym aparaty ludziom, niechcący dając Harry'emu lepszy widok na jasnowłosego kochanka.

Draco miał na sobie kaszmirowe szaty. Potter wiedział o tym, ponieważ zaledwie wczoraj Malfoy prezentował mu się w nich przez krótką chwilę, zanim Harry pomógł mu się ich pozbyć, całując każdy skrawek drżącego ciała kochanka. Patrząc na nie teraz, czuł, jak coś szarpie jego wnętrzności. Szaty były srebrno-szare, dopasowane pod kolor oczu i całkiem możliwe, że zimnego jak stal serca.

Draco unikał patrzenia na niego. Harry warknął: „W porządku" w stronę Pansy, po czym skierował się do bufetu, gdzie znajdowały się silniejsze trunki niż szampan i poncz. We fiolkach znajdowało się kilka zabójczo wyglądających eliksirów, całkowicie legalnych, gdy weźmie się pod uwagę, że to przyjęcie w Ministerstwie, ale nadal prawie zabójczych.

- Co to? – zapytał barmana, wskazując połyskujący na zielono płyn.

- Szpila Salazara.

Harry parsknął śmiechem. Idealnie. Upije się ślizgońskim drinkiem. Nawet pasowało.

- Co jest w środku?

- Ognista, absynt, wódka, zwykły cukier i limonka.

- Poproszę sześć.

- Ile?

- Zrób to – uciął i niecierpliwie poczekał, aż mężczyzna znajdzie odpowiednie pojemniki na napoje, wykonane z poskręcanego metalu, z których wyjął sześć fiolek. Podał je uśmiechającemu się z wysiłkiem Harry'emu.

- Dzięki – powiedział.

W pośpiechu przecisnął się przez tłum, unikając rozmowy. W pobliżu jakichś drzwi wyjściowych, ukradkiem schylił się i przemknął do swojego biura. Miał już dość tłumu i stwarzania pozorów.

W wygodnym biurze wyjął jedną fiolkę i rozsiadł się na krześle, kładąc nogi na biurko. Wyciągnął korek i upił łyk. Drink był słodszy niż oczekiwał, kwaśny, z ostrym smakiem przechodzącym w ogień. Mocny. Zupełnie jak pewien blondyn, który zainfekował go znacznie silniej niż jakikolwiek alkohol dotychczas.

Odchylił głowę do tyłu i opróżnił fiolkę, ignorując pieczenie w gardle. Może jeśli dostatecznie się upije, będzie w stanie udawać, że kilka ostatnich dni w ogóle nie było.

Wyciągał korek z kolejnej – utkwił – gdy drzwi otworzyły się i powód jego irytacji przekroczył próg. Obserwował go, próbując opanować emocje. Cholera, był taki wspaniały. A Harry wiedział, co ukrywa pod szatami, znał każdy centymetr kremowej powierzchni.

- Samotne picie w Sylwestra, Harry?

Potter odwrócił się pogardliwie i wrócił do wyciągania upartego korka.

- Poinformowano mnie, że moja obecność jest niemile widziana.

Draco podszedł do biurka, pochylił się, przyprawiając Harry'ego o szybsze bicie serca, wyjął fiolkę z jego dłoni i przyjrzał się napojowi.

- W takim razie źle usłyszałeś, Harry.

Z łatwością usunął korek, po czym podniósł fiolkę do ust. Harry obserwował bezradnie, jak Draco pije, podziwiając krzywiznę gardła i doskonałą twarz.

- Naprawdę? Pansy kazała mi trzymać się od ciebie z dala. – Słyszał gorycz w swoim głosie, ale nie próbował jej zamaskować.

Draco przerwał picie i trzymając fiolkę w dłoni, spoglądał na niego z ciekawością.

- To dla twojego dobra, Harry. Twój instynkt samozachowawczy najwyraźniej zrobił sobie wolne.

- O czym ty mówisz?

Draco opróżnił resztę fiolki i rzucił ją na biurko.

- Widziałeś ich. Rozszarpaliby cię na kawałki, gdyby dowiedzieli się, że ich spekulacje są prawdziwe. Ktoś z twoją pozycją nie może zadawać się z kimś takim jak ja.

Draco przeniósł nogę Harry'ego na podłogę. Potter zmarszczył czoło, gdy usiadł mu na kolanach, a dłonie zaczęły wędrować po jego nogach, przemieszczając się coraz wyżej, dopóki Harry nie chwycił go za nadgarstki. Wysunął nogi spod biurka, siadając prosto i patrząc na powściągliwą twarz Draco.

- Wiesz co mnie naprawdę wkurza, Draco? – zapytał łagodnym głosem.

Draco pochylił się, chcąc go pocałować i prawie przymykając powieki.

- Co takiego, Harry?

Harry czuł ukłucie rozdrażnienia, gdyż to prawie zadziałało. Fretka umiała wykorzystać swoją uwodzicielską moc w iście ślizgońskim stylu. Pokusa, by całować te usta, była niemal przytłaczająca. Zebrał całą swoją silną wolę, odrzucając zapraszające usta Draco i przycisnął wargi do krawędzi jego ucha.

- Wkurza mnie, gdy ludzie mówią, że robią coś dla mojego dobra – szepnął.

I zerwał się na równe nogi. Draco wyglądał na zaniepokojonego, gdy się podnosił. Harry cały czas trzymał go za oba nadgarstki i dopiero gdy skierował się w stronę drzwi, ciągnąc za sobą kochanka, uwolnił jeden.

- Co takiego? Poczekaj, Harry! Co ty…?

Harry zatrzymał się przy drzwiach i spojrzał na kochanka.

- Ostatnie pytanie, Draco.

Rozdrażniony wyraz twarzy był oczywisty, ale mężczyzna skinął głową.

- Naprawdę chcesz być moim stałym, jedynym kochankiem?

Draco skrzywił się.

- Wiesz, że tak. A ty naprawdę stałbyś się kolejnym Czarnym Panem?

Harry zmarszczył brwi.

- W porządku, to akurat był żart. Ale naprawdę chcę, żebyś był mój, Draco. Nie będę ukrywać nas w cieniu, jakbyś był czymś, czego należy się wstydzić. Chyba, że nie chcesz być ze mną.

- Myślę tylko o tobie, Harry – wyrzucił z siebie Draco. – Nie jestem dość dobry.

Irytacja Harry'ego rozproszyła się w momencie, gdy usłyszał słowa Draco.

- Chyba ja powinienem to ocenić, nie uważasz?

Draco przez chwilę wyglądał na zaniepokojonego, a później warknął:

- Twoja ocena nie zawsze była najlepsza.

- I to mówi człowiek, który przebrał się za dementora.

Draco zaczerwienił się i spróbował wyszarpnąć rękę z uścisku.

- Byłem dzieckiem!

- Wiem. Zaufasz mi?

W odpowiedzi usłyszał jęk, po czym ich spojrzenia się skrzyżowały. Wzrok Draco był skupiony i poważny.

- Chcę, żebyś był pewny, Harry. Nie rób tego, jeśli nie jesteś przygotowany na konsekwencje.

Harry zwolnił uścisk i przeniósł dłoń na twarz Draco.

- Nigdy nie byłem pewniejszy. A konsekwencje mogą iść się powiesić. Chcę ciebie, Draco. I chcę, żeby cały świat o tym wiedział.

Jasne rzęsy przysłoniły szare oczy, a Draco wziął drżący oddech.

- W porządku.

Harry pochylił się i delikatnie go pocałował.

- Jesteś pewien? Nie zrobię niczego, czego nie chcesz, obiecuję.

Draco uniósł ręce, otoczył pas Harry'ego, przyciągając go bliżej.

- Merlinie, to nie tak, że nie jestem pewien, jestem…

- Przerażony?

- Chciałbyś – parsknął Draco. To była tak oczywista reakcja, że Harry czuł jak napięcie z niego opada, gdy obaj się roześmieli. – Dobrze, tak, może trochę. – Ciepły oddech kochanka owiał szyję Pottera.

- Ja też, trochę, ale będzie dobrze.

Draco uścisnął go mocniej.

- Będzie dobrze – powtórzył i uniósł głowę.

Ich spojrzenia spotkały się i zaczęli się całować przez długie, piękne chwile. Dłonie Harry'ego wędrowały po miękkiej, kaszmirowej szacie Draco, kusząc, żeby ją zdjąć. Sądząc po reakcji Draco, znajdzie się na to czas. Lata warte czasu, jak miał nadzieję.

- Zróbmy to – zdecydował w końcu Harry, cofając się i łącząc ich dłonie.

Draco potaknął.

- Dobrze.

- A później zaśpiewasz dla mnie – zaproponował, splatając ich palce i otwierając drzwi.

- Nie sprawdzaj swojego szczęścia, Potter – warknął w odpowiedzi Draco.

Harry roześmiał się i wyszedł, żeby przedstawić swojego chłopaka magicznemu światu. To będzie świetlany rok.