Wszystko..
Wszystko płynie – jak mówił stary filozof.
Choćbyśmy najbardziej chcieli, by było inaczej żyjemy w czasie i jeśli nawet byśmy znaleźli najwygodniejsze siedzisko, to i tak kiedyś trzeba będzie z niego wstać i ruszyć dalej.
I jak bardzo by nam nie pasowały wspólne chwile: wcześniej, czy później przychodzi czas, gdy trzeba się rozstać.
Rozdział 26. Czas na zmiany
Przekonany, iż jego gość otrząsnął się już z tego dziwnego nastroju Lucjusz Malfoy zdziwił się jego nieobecnością na obiedzie, tym bardziej, że skrzaty nie mogły go nigdzie znaleźć. Ale cóż, najprawdopodobniej wziął się do pracy i rzucił zaklęcia, aby mu nikt nie przeszkadzał.
I musiał być naprawdę zajęty, bo nie pojawił się też na kolacji...
Jednak Lucjusz nie do końca miał rację...
Po powrocie z nieudanej wycieczki Tom aportował się przed Malfoy Manor, zrzucił glamour i wrócił do rezydencji tak jak ją opuścił - pieszo.
Niezauważony dotarł do swojego pokoju, gdzie wziął gorący prysznic i zawołał skrzata o kubek gorącej czekolady, z którym usiadł w swoim ulubionym miejscu - na tarasie z widokiem na ogrody. Liczył, że to poprawi mu nastrój. Gorące, leniwe letnie popołudnie powinno mu pomóc się odprężyć.
Zmęczone upałem ptaki i owady spały wśród kwiatów i krzewów, ale gdy robiło się coraz później i chłodniej zaczęły się budzić i robić zamęt uwijając się dookoła, czyniąc powietrze gęstym od dźwięków: szumów, szelestów, nawoływań.
Nawet gdy zamknął oczy czuł wokół ten nieustanny ruch, życie rodzinne mieszkańców ogrodu kwitło, tak jak wyczuwał też Malfoyów i ich służących krążących po rezydencji.
Tylko on siedział sam a jego jedyna prawdziwa - wybrana rodzina – Harry był gdzieś daleko i może właśnie teraz zastanawiał się, czy warto z nim być… a może wcale o nim nie myślał, zamknąwszy już ten rozdział, tylko on sam jeszcze o tym nie wiedział…
Gdyby tylko mógł to cofnąć, postąpić inaczej, albo przynajmniej nie dać się złapać, wszystko byłoby inaczej. Czekałby teraz z radością a nie obawą, snując swoje plany, które niestety teraz nie miały sensu. Wszystkie trwały w zawieszeniu, dopóki nie przekona chłopaka, że to była tylko pomyłka, że to nic nie znaczy...
Nie potrafił jednak zapomnieć jak bardzo dziś dał ciała i czuł się jeszcze gorzej z myślą, że będzie musiał się z tego wytłumaczyć. Był Czarnym Panem, a żaden Pan nigdy tego nie robił, bo to on zawsze miał rację, a nawet jak nie miał to i tak, to inni się przed nim tłumaczyli.
Coraz bardziej sam siebie nakręcał i wkrótce był w takim dołku, że nie potrafiłby udawać nawet przed swoimi sługami, że wszystko jest w porządku. Powiedział zatem skrzatowi, który przyszedł zawołać go na kolację, że jest zajęty i dalej siedział sącząc smutki na tarasie, aż nadszedł wieczór, potem noc i wokół znowu zapanowała cisza.
Nie miał ochoty na tę rozmowę, ale sam tego piwa nawarzył i nie mógł od tego uciec. Harry był zawiedziony i zły, jednak cokolwiek mu powie, zasłużył sobie na to i nie ma znaczenia, że tego nie planował, że to miało być zupełnie inaczej...
Jest to, co jest i musi sobie z tym poradzić.
Jednym płynnym ruchem wstał i ruszył w stronę biblioteki.
Nie wiedział, ile czasu upłynęło, zanim w końcu w kominku pojawiły się zielone płomienie i wyszedł z niego Harry. Jak zawsze wyglądał na bardzo zmęczonego i pochylając głowę na chwilę oparł się ręką o marmurową półkę.
I poczuł ból, wiedząc że i on jest przyczyna tego zmęczenia i zmartwienia.
Tej nocy Harry był nie tylko fizycznie zmęczony, od chwili gdy spotkał Toma w tej kawiarence bil się z myślami. Nie uważał, by czarnoksiężnik zjawił się tam, by go szpiegować, ale i tak...
Potrzebował tego czasu z dala od niego, by się uspokoić i ocenić fakty.
Kiedy uniósł twarz nie było na niej ani spodziewanego przez Toma rozczarowania ani złości. Zrobił pierwszy krok i Tom walczył ze sobą, by nie zerwać się i nie podejść do niego, chwytając za dłonie gdy z drugiej strony chciał wbić się głębiej i skulić w fotelu, by jego dotyku uniknąć.
Harry przyglądał się mu lekko przechylając głowę - Tom siedział nieruchomo z nieczytelną miną, wydawał się być kompletnie obojętny, ale właśnie ta martwa cisza i przymknięte oczy mówiły mu, jak wiele emocji kotłuje się w środku i jak bardzo nie chce ich okazać.
Pokręcił głową i z nieco krzywym uśmiechem podszedł do niego, Tom nawet nie drgnął, gdy Harry rozszerzył fotel w małą sofę i usiadł obok opierając się o jego ramię a potem ujął jego dłoń, zaplatając ich palce.
Nie odzywał się i Tom też siedział bez słowa, już po chwili poczuł jednak jak udający wcześniej, że siedzi spokojnie mężczyzna faktycznie uspokaja się i rozluźnia a potem także opuszcza głowę, opierając ją o jego z cichym westchnieniem.
Odczekawszy jeszcze trochę, chłopak w końcu się odezwał, nie zmieniając pozycji i nie unosząc głowy.
- Wiesz, gdybyś dzisiaj po prostu do nas podszedł, mógłbym cię przedstawić jako jakiegoś znajomego, czy kuzyna Malfoyów i spędzilibyśmy razem to popołudnie.
Pozwolił by wizja ich obu spacerujących po mieście zakochanych trzymając się za ręce opanowała myśli Toma i uśmiechając się w duchu, całkiem poważnym i trochę smutnym tonem dokończył.
- Oczywiście, teraz to już się nie stanie.
Tom uniósł głowę i znowu się spiął.
- Nie... dlaczego? - I zaraz szybko kontynuował, robiąc to przed czym tak bardzo się wzdrygał - tłumacząc się. - Ja wiem, że postąpiłem głupio, jestem idiotą, nie powinienem tak się chować i was śledzić, ale tak bardzo chciałem cię zobaczyć, a potem ten chłopak i ta kelnerka... - Oddychał ciężko, na samo wspomnienie znowu czując przypływ adrenaliny.
Harry pokręcił głową śmiejąc się cichutko i przekręcił się odsuwając od niego i unosząc twarz, by patrzeć mu prosto w oczy. Puścił jego dłoń w zamian obejmując w pasie i Tom też go objął, mocno.
- Tak już się nie stanie, bo to była moja ostatnia wizyta, nie muszę więcej chodzić do kliniki. Sig powiedział, że wada całkowicie zniknęła. Muszę jeszcze przez kilka dni nosić okulary, bo po tej ostatniej porcji eliksiru oczy będą bardzo wrażliwe, ale potem mogę je wyrzucić - na zawsze. Super, czyż nie?
Uśmiechnął się szeroko, entuzjastycznie jeszcze mocniej się do niego przytulając.
- Tak, super. - Głos Toma był matowy, pewno żałował straconej okazji.
Jednak można to było też całkiem inaczej zinterpretować i Harry uznał, że właśnie tak zrobi. Choć miał ochotę głośno się roześmiać, zamiast tego zrobił smutną minę i znowu spojrzał na Toma. Ostentacyjnie pociągnął nawet nosem.
- Nie chcesz, żebym miał zdrowe oczy? Aż tak bardzo jesteś zazdrosny, że chcesz żebym już zawsze nosił te okropne gogle? - Znowu pociągnął nosem i nawet zadrżała mu warga (z tłumionego śmiechu).
Jego okulary wcale nie wyglądały jak gogle, były delikatne i eleganckie, dodając mu uroku, ale mina Toma była bezcenna. Już wcześniej czuł się winny, bo był zazdrosny i zachował się dzisiaj wyjątkowo paskudnie a teraz jeszcze to oskarżenie...
I dobrze mu tak! Harry chciał mu dopiec, za to jak przez niego się denerwował, jednak długo nie potrafił go dręczyć, Tom przecież denerwował się tak samo albo nawet bardziej i przecież nie zrobił tego specjalnie. Dlatego Harry też wcale nie chciał go zranić. Na pewno nie zasłużył na taką karę.
Uśmiechnął się do niego i zmarszczył nos kręcąc głową a potem potarł nim o nos Toma, przekazując mu bez słów, że już jest dobrze, aż i w jego oczach pojawił się taki sam uśmiech.
Harry westchnął i w końcu się odezwał.
- Żartuję, wiem że taki nie jesteś. Ale naprawdę, zrobiłeś mi dzisiaj przykrość. - Uniósł dłoń, powstrzymując dalsze tłumaczenia. Wiedział, jak niezręcznie mężczyzna się z tym czuł i nie chciał tego przedłużać. - Po prostu nie rób tak więcej. Jeżeli chcesz spędzić dzień ze mną, powiedz mi, a nie czaisz się jak jakiś podglądacz.
Tom poważnie skinął głową. Harry ma rację. Tego błędu już nie popełni. Na pewno!...Na pewno się postara...
Ale pomysł wyjścia z Harrym na miasto był bardzo pociągający. Prawdziwe spotkanie - tylko oni dwaj, bez tych jego Gryfonów. I wtedy przypomniało mu się coś jeszcze, znowu się skrzywił.
- Twoi przyjaciele na pewno uważają mnie za jakiegoś maniaka z obsesją na twoim punkcie.
- I owszem. - Harry przytaknął ze złośliwym uśmieszkiem. Ale zaraz pokręcił głową i prychnął. - No, przestań, dzisiaj masz czyste konto. Chyba nie uważasz, że im o tym powiedziałem? Myślą, że to był jakiś namolny dziennikarz z Proroka szukający sensacji.
Zaśmiał się na widok miny Toma, tego wieczora jego czarnoksiężnik pokazał więcej emocji niż przez całą ich dotychczasową znajomość. Wstał i wyciągnął do niego rękę.
- Chodź, kochany. Czas już iść spać.
Tom zastygł, Harry naprawdę to powiedział? Uśmiechnął się szeroko, ale nie ujął jego dłoni.
- A nie możemy zostać? Tu jest całkiem miło. - Spróbował przedłużyć tę chwilę. Należała mu się, po tym bolesnym oczekiwaniu.
Harry pokręcił głową.
- Jeśli chcesz, to proszę bardzo. - Jednak nie cofnął ręki. - Ja wolę się wyspać, żeby jutro nie zasnąć na zajęciach. - Uniósł palec drugiej ręki, jak surowy nauczyciel strofujący ucznia. - I nie, zaklęcia nie zastąpią prawdziwego snu. - Uniósł brew. - Idziesz?
Tom ujął jego palce i podniósł się, od razu obejmując go w pasie i prowadząc w stronę drzwi, tak jak lubił.
To był naprawdę dobry dzień - mimo złego początku. Tak się obawiał tej rozmowy - niepotrzebnie. Powinien wiedzieć, że Harry go zrozumie. Nareszcie, pierwszy raz w życiu miał kogoś, kto go rozumiał - i wybaczał.
Teraz był pewien, że może wszystko - z Harrym i dla Harry'ego.
W miarę mijania kolejnych dni Tom coraz bardziej był na siebie wkurzony za to, że stracił okazję. Jak się okazało jedyną, bowiem co prawda Harry miał wolne niedziele i nie spędzał ich w rezydencji wybierając się z Draco a czasem i z Gryfonami do Londynu, tylko że teraz to on sam wolnego czasu nie miał.
Lucjusz na poważnie wziął się do organizowania mu spotkań z różnymi częściowo przekonanymi, ale wymagającymi jeszcze jednego lekkiego pchnięcia we właściwą stronę, czarodziejami.
Było to jak najbardziej słuszne posunięcie, rzeczywiście nie było na co czekać...
Tylko, że przez to im bliżej było do końca wakacji zamiast wykorzystywać każdą chwilę razem, tym rzadziej widywał się z Harrym.
A czas płynął i wreszcie zostało tych kilka ostatnich dni.
Nadszedł moment na podsumowanie ich wspólnej dwumiesięcznej pracy.
Najpierw każdy z letnich profesorów odrębnie a potem wspólne podsumowanie wszystkiego. Wyszło na to, że poradzili sobie lepiej niż dobrze.
Chłopcy przerobili wszystko, co sobie założyli, a że dobrze im szło to nawet zdążyli zrobić część rzeczy odłożonych na bok jako mniej istotne.
Lucjusz Malfoy był naprawdę zadowolony z wyników ich pracy - te wredne dziady z Rady Szkoły będą musiały się przyznać, że nie doceniały jego chłopców. (Pomimo, że formalnie nie było adopcji Lucjusz faktycznie zaczął traktować Harry'ego jak drugiego syna).
Na dzień przed wyjazdem do szkoły Malfoyowie zorganizowali uroczystą kolację dla wszystkich pomocników z podziękowaniem za ciężką pracę wręczając także drobne (według ich standardów), ale indywidualnie dobrane dla każdego upominki i oficjalnie sezon letni został zamknięty.
Wśród radosnych rozmów i wspominania co ciekawszych chwil a także podekscytowanego zastanawiania się Harry'ego i Draco, co też ich spotka już jutro, Tom miał ochotę warczeć i wyć. Utrzymywał równie pogodną maskę jak cała reszta choć z odrobiną dystansu, Lord Voldemort nie może szczerzyć się jak głupi, zresztą nawet gdyby chciał, to na pewno by mu nie wyszło.
Jednak jego prawdziwy nastrój powinien być wystarczająco przejrzysty dla Harry'ego - powinien widzieć i wiedzieć... Tyle że Harry nie zwracał na to uwagi, nie zwracał uwagi na niego, bawiąc się wesoło z resztą towarzystwa.
Miał tego dość, zdecydował więc, że przeprosi obecnych i uda się do swojego pokoju, albo lepiej do sali treningowej, gdzie po rzucenia zaklęcia wyciszającego będzie mógł dać upust swoim uczuciom. Zanim jednak zdążył otworzyć usta poczuł jak dłoń Harry'ego wsuwa się w jego i spojrzawszy w oczy chłopaka ujrzał ten specjalny uśmiech - przeznaczony tylko dla niego.
Cała złość minęła choć smutek pozostał, ścisnął mocniej jego rękę i już z lżejszym sercem czekał na chwilę, kiedy ta uczta wreszcie się skończy. To ich ostatni wieczór, ostatni tak swobodny bez ukrywania się i oglądania na innych.
Ostatnie spokojne chwile razem.
Harry co prawda zostawał na noc we Dworze, ale z samego rana miał udać się na śniadanie do Syriusza i stamtąd razem z nim i Lupinem, który odzyskał swoją posadę udać się na stację., gdzie dołączy do Draco.
Po kolacji wszyscy udali się do salonu odprowadzić gości i gdy ci już zniknęli w kominku, (nareszcie), Malfoyowie także pożegnali się i zostali wreszcie sami.
Tom chciał coś powiedzieć, coś ważnego, pięknego zanim jednak zdecydował się, Harry wyminął go i przeszedł na taras, gdzie stanął opierając się o balustradę, wpatrzony w ogrody. Ruszył więc za nim i stanął opierając dłonie po jego bokach, oczekując - przekonany, że chłopak przekręci się by patrzeć na niego.
Faktycznie tak zrobił i popchnął go w tył, zaskoczony Tom opadł na szeroki szezlong, przywołany przez chłopaka. Z drapieżnym uśmieszkiem Harry pochylił się a potem przyklęknął przed nim. Tom czuł jak jego krew falami burzy się i opada by wznieść się jeszcze wyżej. Nie miał pojęcia, co chłopak zamierzał, nie śmiał marzyć.
Tymczasem Harry odwrócił się i oparł plecami o jego pierś, Tom z westchnieniem osunął się bardziej na oparcie i tak półleżąc obserwowali nocne niebo. Chłopak nie chciał dziś rozmawiać i Tom to rozumiał, wszystko między nimi było wypowiedziane, teraz mogli po prostu cieszyć się sobą.
Ta bliskość i zaufanie dawały poczucie pewności i bezpieczeństwo, z jakim mieli przetrwać kolejny rok.
To było podobne do ich wspólnego popołudnia w tajnej bibliotece Lucjusza, a zarazem zupełnie inne. Teraz nie musiał się ukrywać, ani przed Harrym ani kimkolwiek innym. Mógł go swobodnie przytulać, zaplatać ich dłonie a nawet całować jego włosy.
Teraz Harry był jego.
Nie wiedział ile czasu tak trwali, aż chłopiec z sennym westchnieniem przekręcił się, szukając wygodniejszej pozycji, ocierając się i moszcząc w jego objęciach. To było tak swojskie, tak cudowne - magiczne, Tom przez chwilę rozważał pozostanie tam i transmutowanie ich szezlongu w coś bardziej nadającego się do snu.
Jednak poniechał tej myśli, mieli przed sobą jeszcze całe życie i będzie nieraz jeszcze zasypiać z Harrym, tak naprawdę. Ostrożnie wstał, nie cofając ramion obejmujących Harry'ego a potem uniósł go i poszedł na górę.
Delikatnie, by nie obudzić chłopaka ułożył go do snu, tym razem z pewnością i spokojem, jakiej nie było przy pierwszej takiej okazji. Gdy nachylił się by go okryć, kusiły go lekko rozwarte usta, ale to nie tak powinno wyglądać.
Przeczesał więc tylko jego włosy odgarniając je do tyłu i pocałował w czoło a potem cichutko wycofał się i już na korytarzu westchnął opierając się o ścianę.
Jego chłopiec jeszcze tu był, tuż za ścianą a on już czuł się tak samotny, jakby ktoś wyrwał mu serce, o którym nigdy nie myślał, że je posiada.
Nie mogąc spać przesiedział całą noc na tarasie a rano poszedł do pokoju Harry'ego. Już w połowie korytarza usłyszał jakiś hałas, kiedy podszedł bliżej zobaczył, że drzwi były otwarte, wewnątrz skrzaty zbierały bagaże chłopaka, by przenieść je na dół i razem z tymi Draco aportować do pociągu. Inne już się wzięły za sprzątanie pokoju.
Poczuł ból, zanim jednak zdążył wypowiedzieć myśl: Harry wyjechał – chłopak wyszedł z łazienki, przeczesując lekko wilgotne kosmyki. Na jego widok uśmiechnął się szeroko i szybko zarzuciwszy na ramię podręczną torbę, wyszedł na korytarz.
- Późno wstałeś. – Uśmiechnął się szelmowsko. – Już myślałem, że będę musiał pukać do twoich drzwi, żeby się pożegnać. – Płynnie wsunął się w jego ramiona zaplatając ręce na jego karku i patrząc mu w oczy z szerokim, choć trochę smutnawym uśmiechem szepnął: – Do zobaczenia.
Po czym wspiął się na palce i zaskoczył go całując prosto w usta.
Pocałunek był krótki, ledwo delikatne muśnięcie, jak skrzydło motyla, ale iskra, którą zwykle wywoływał ich dotyk teraz była jak błyskawica, przeszywająca od stóp do głów, nagły przypływ krwi zalał wszystkie zmysły, aż przeciążone stały się jedną falą ogarniającą wszystko.
Tom przymknął oczy, oszołomiony mnóstwem wrażeń, a kiedy je otworzył, Harry'ego już nie było.
Przez chwilę tylko stał z szerokim, niekontrolowanym uśmiechem, chcąc ogarnąć i zapisać w myślach tę chwilę, zanim wolnym krokiem ruszył na dół. Ostatnie śniadanie ze wszystkimi Malfoyami. Hip, hip...Wspaniale! – Westchnął ciężko dopóki był sam, a potem przybierając już bardziej odpowiednią minę wszedł do jadalni.
W trakcie posiłku Lucjusz rzucił obojętnym tonem, miedzy foie gras i białym winem:
- Znalazłem ofertę sprzedaży domu w Londynie, mój Panie. - W odpowiedzi Voldemort pytająco uniósł brew. - Obok domu Potterów. - I tu już zainteresowanie wyraźnie wzrosło.
- Dziadek Harry'ego i jego przyjaciel, kupili dwa mugolskie domy obok siebie i przerobili na czarodziejskie rezydencje. Byli ze sobą blisko zaprzyjaźnieni, liczyli na to, że ich dzieci także się zaprzyjaźnią a może coś więcej i rodziny pozostaną związane...
Kiedy ucichł Voldemort chrząknął z niecierpliwością: Lucjusz na pewno miał więcej do powiedzenia. Mężczyzna podniósł na niego zamyślony wzrok wyglądając trochę nieobecnie, ale na ostre spojrzenie potrząsnął głową i kontynuował.
- Ale James znalazł sobie inną narzeczoną i kiedy zaczęła się wojna Potterowie włączyli się do walki, a Wentworth już nie - żył sobie cicho i spokojnie, jego córka wyszła za mąż i zamieszkała z rodzicami. Kiedy zrobiło się im ciasno chciał dokupić dom Potterów i połączyć je, tak by każdy miał swój a jednocześnie zawsze mogli na siebie liczyć, jednak Harry był za mały a Dumbledore nie chciał z nim o tym rozmawiać.
- Harry miał nigdy nie dowiedzieć się o tym domu. Według planu dyrektora miał nie dożyć pełnoletniości by przejąć swój majątek.- Tom wzdrygając się z obrzydzeniem na samą myśl o starym czarodzieju pokiwał głową.
- Harry mówił, że chce zamieszkać w tym domu - myślał o tym już w tym roku - za zgodą Snape'a i Blacka, zanim dowiedzieliśmy się o SUM-ach i wybrał zamieszkanie tutaj. Ale po siedemnastych urodzinach planuje tam zamieszkać na stałe. - Wtrącił pomocnie Draco.
Teraz już nic nie zdoła go odciągnąć od kupna tej rezydencji.
Jego ojciec tymczasem mówił dalej.
- Wentworth znalazł sobie i synowi dwa czarodziejskie domy położone blisko siebie - w Edynburgu, chce je kupić, ale najpierw musi sprzedać ten. Na razie oferta nie została oficjalnie zgłoszona, ale na pewno byłoby wielu chętnych na dom obok Złotego Chłopca.
Voldemort usłyszał głównie dwa stwierdzenia: dom obok Potterów i można je połączyć. - Nie mógł pozwolić nikomu na taki zakup. Jakieś hieny z Proroka albo nie daj boże - fani Bohatera nękaliby potem jego Skarb - musi go chronić. Bez ociągania polecił Lucjuszowi:
- Umów mnie z tym Wentworthem. - Ten dom będzie mój.
Malfoy nie był zaskoczony jego zdecydowaniem, ale spojrzał na niego z zaciekawieniem obserwując reakcję na swoje pytanie.
- Czy nie byłoby dobrze uprzedzić o tej sytuacji Harry'ego?
Zastanowiwszy się chwilę, Tom odparł stanowczo.
- Nie. Nie ma powodu, żeby się denerwował nie znając wyniku. Jak już dojdzie do transakcji ja sam mu o tym powiem.
