- Czy dobrze zrozumieliśmy? – spytał Balkan, niemal się krztusząc.

- Tak. Sonea jest w zaawansowanej ciąży. To prawdopodobnie już czwarty, czy nawet piąty miesiąc – ciągnął dalej Telano, świadomy oszołomienia, które przyniesiona informacja wywołała i chociaż mylił się, co do zaawansowania jej ciąży, jednak sam fakt jej istnienia znał niezaprzeczalnie. - Gdyby nie luźne szaty, dowód na pewno byłyby widoczny już dla każdego. A tak… Mistrzyni Dalia może wszystko potwierdzić.

- Ja nic nie potwierdzę – kobieta syknęła przez zęby.

To, co nastąpiło później, można było nazwać groteską. Magowie zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, wyrzucając z siebie pytania. Niektórzy zerwali się z miejsc, żeby lepiej widzieć. W całym tym zamieszaniu dookoła czuła się dziwnie opanowana, chociaż jej serce dudniło w piersi niczym młot kowalski. Stała nieruchomo, obserwując rozemocjonowane twarze magów w pomieszczeniu. Do znajdującego się tuż za nią Akkarina nie miała odwagi się odwrócić. Domyślała się, że tkwi równie bez ruchu, zaskoczony tym wszystkim, bo nie usłyszała za sobą nawet najmniejszego szelestu szat.

Próby przywrócenia porządku przez Balkana nic nie dawały. Czasem jednak wyłapywała co poniektóre zdania.

- Nie do pomyślenia!

- To ujma…

- Wiedziałem, że tak będzie – powtarzał Garrel, podniósłszy się z fotela.

Pod powiekami czuła szczypanie z bezsilnej złości. Jak mogła być tak niemądra, żeby zaufać Dalii w tak ważnej sprawie? Nie czas na wstyd, uznała. Nie czas na łzy. Zmusiła się do trzymania głowy wysoko, mimo że jej policzki musiały gorzeć czerwienią. W końcu zaczął docierać do niej sens pojedynczych wypowiedzi.

- Jak to się stało, że o niczym nie wiedzieliśmy? – pytał Sarrin.

- Jeśli to prawda, dlaczego Sonea sama nas nie poinformowała?

- Bo to na pewno dziecko Akkarina – tłumaczył Garrel.

- Niemożliwe. Nie byłby tak zuchwały.

Chyba tylko Vinara zachowała milczenie w ogólnym zamieszaniu, przypatrując się jej badawczo. Niektórzy magowie zaś spoglądali podejrzliwie na Rothena.

- Przecież została przebadana w naszej obecności.

- Jeśli to prawda, badanie powinno to wykazać.

Rothen. Muszę chronić Rothena.

Balkan podniósł się, uniósł do góry dłoń i tym razem rozmowy powoli zamilkły do całkowitej ciszy.

- Mistrzyni Dalio, czy słowa Mistrza Telano są prawdziwe?

Sonea poczuła gniew. Dlaczego nie zapytał jej?

- Wielki Mistrzu Balkanie, czy nie sądzisz, że to ja powinnam odpowiedzieć na to pytanie? – powiedziała najdonośniej, jak potrafiła. W tonie jej głosu zabrzmiała buta.

Balkan wbił w nią wzrok.

- Zatem… czy to prawda?

- Tak, jestem w ciąży.

Usłyszała westchnienia niedowierzania. Jej serce łomotało w piersi. Najbardziej na świecie chciała wytłumaczyć to Akkarinowi, a zarazem bała się nawet na niego spojrzeć. Za to Balkan wpatrywał się w niego nieprzerwanie.

- Zatem okłamałaś nas – mag stwierdził z rezerwą.

Myślała już wcześniej o tym, co powie Starszyźnie, ale nie sądziła, że walkę, której się spodziewała, przyjdzie jej stoczyć tak szybko.

- Do tej pory nie słyszałam, by oczekiwanie dziecka, nawet nieślubnego, dyskredytowało kobietę w oczach Gildii, ani zwalniało ze stanowiska, które zajmuje, dlatego uznałam, że nie ma to związku z objęciem stanowiska Czarnego Maga. Słyszałam za to, że Gildia jest pod tym względem wyrozumiała.

- Wyrozumiała? Oczywiście. Ale tu chodzi o jedno z najbardziej odpowiedzialnych stanowisk w Gildii!

- Czy to by coś zmieniło? – zapytała niewinnie. W tej chwili znów czuła się, jakby prowadziła podobną grę, jak ta sprzed kilku miesięcy w zaciszu gabinetu Wielkiego Mistrza.

- Nie udawaj głupiej, Soneo – warknął Balkan.

Poczuła zimny dreszcz na kręgosłupie, co tylko zmusiło ją do wytrzymania jego spojrzenia.

- Czyje to dziecko? Kto je spłodził?

- Nie mam zamiaru odpowiadać na te pytania.

- Dlaczego chcesz to ukryć?

- To dziecko Czarnego Maga Akkarina – wtrącił się szybko Telano.

Przez salę przebiegł szum przyciszonych głosów. Podniosła wyżej brodę i przyglądała się, jak już ją ocenili. Mimo wszystko łatwiej było zmierzyć się z ich potępiającym wzrokiem, niż spojrzeć do tyłu na Akkarina. Jak zareagował? Czy był rozgniewany, zakłopotany a może po prostu zaskoczony?

- Złamaliście zakaz zbliżania się do siebie – stwierdził Balkan, patrząc ponad jej ramieniem.

- Nie da się zaprzeczyć – powiedział Akkarin. Jego mocny głos zabrzmiał niemal beztrosko.

- Nie da.

Sonea zamknęła na chwilę oczy, przywołując całą odwagę i odwróciła się, żeby na niego spojrzeć.

Najpierw uderzyła w nią wyniosłość bijąca z całej jego postawy. Stał wyprostowany, imponujący i nieugięcie wpatrywał się w magów przed sobą, chociaż przecież właśnie mierzył się z nieprzychylnymi reakcjami. Jeśli był zaskoczony, doskonale to ukrył. Maska powagi, którą przybrał dodatkowo wyostrzała rysy jego twarzy, nadając jej srogi wyraz, jednak kiedy jego oczy spoczęły na niej, nie zauważyła w nich żadnych niepokojących emocji. Jego brwi podskoczyły do góry. Dopiero gdy na chwilę zacisnął usta w wąską linię - mimowolny grymas, zrozumiała jego niezadowolenie.

- Dlaczego starałeś się to ukryć przed nami, Czarny Magu? - Dotarło do niej, że Balkan powtarza pytanie po raz wtóry. Tym razem głośniej.

Akkarin oderwał od niej oczy, ale ubiegła go, zanim odpowiedział.

- Akkarin nie wiedział.

Ktoś gdzieś wydał odgłos niedowierzania.

- A my mamy w to uwierzyć? – Balkan odezwał się z powątpiewaniem.

Wzruszyła ramionami. Jej serce łomotało w piersi, a pod powiekami miała nadal wyraz czarnych oczu Akkarina. Przyjął to zbyt dobrze, albo czekała ją wielka burza na osobności.

- Jeśli nie wiedział, w momencie przekazania wiedzy, odkryłby prawdę – stwierdził Sarrin. – Odkrył?

- Zdołałam to przed nim ukryć. Nie chciałam, żeby dowiedział się w ten sposób.

- I przez tyle czasu mu nie powiedziałaś? I nie zauważył? – spytał powątpiewająco.

Teraz wszyscy magowie patrzyli nieufnie, podejrzliwie.

- Och, mieliśmy bardzo utrudnione możliwości widzenia się – odpowiedziała gniewnie, z sarkazmem w głosie.

- Widać niewystraczająco.

Zauważyła, że uwaga Garrela niektórych rozbawiła.

- Czy przed Mistrzem Rothenem również zdołałaś ukryć fakt istnienia ciąży? W takim razie, jak mamy wierzyć, że badanie zostało przeprowadzone dokładnie i nadajesz się na to stanowisko Czarnego Maga, skoro oszukałaś dwóch magów?

Muszę chronić Rothena.

- Akkarin nie musiał badać mnie dokładnie. Zna mnie. Skupił się na przekazaniu wiedzy, dlatego łatwo było mi to przed nim ukryć. Mistrz Rothen… - Spojrzała przepraszająco na mentora. Siedział sztywno na krawędzi krzesła i wyglądał na przygnębionego. - Mistrz Rothen dowiedział się. Poprosiłam go, żeby to przemilczał, przekonując, że nie jest to istotne dla sprawy. Bo nie jest! – podniosła głos na końcu.

Miała wręcz ochotę tupnąć nogą, ale uznaliby to za dziecinadę.

- Czarny Magu, czy zechcesz to wytłumaczyć?

Sonea poczuła ciarki, słysząc szelest szat za sobą. Akkarin stanął obok niej. Podszedł tak blisko, że jego ramię ocierało się o jej ramię. Spojrzała na jego profil.

Opanowany. Przystojny.

- Nie zechcę. Co chcielibyście usłyszeć? Że to było silniejsze ode mnie? Że pomimo zakazu kontynuowaliśmy nasz romans? Usłyszeć przeprosiny za złamanie obietnicy złożonej pod przymusem? Nic takiego nie usłyszycie, ponieważ nie powinno być rolą Starszyzny Gildii decydowanie o moim życiu prywatnym. - W jego głosie pobrzmiewała niebezpieczna nuta.

- Ale jest! – warknął Balkan. – A to, co zrobiliście, nie wątpię, z premedytacją, jest niedopuszczalne.

Soneę zalała kolejna fala gniewu.

- Soneo, wyjaśniłaś nam, że Akkarin nie wiedział, że zaszłaś w ciążę. Zatem tego nie zaplanowaliście? – spytała Vinara, mrużąc oczy.

Pytanie zawstydziło ją bardziej niż wszystko inne. Dlaczego Przełożona Uzdrowicieli musiała zawsze starać się dotrzeć do sedna sprawy?

- A jeśli rzeczywiście zrobiłam to umyślnie, widząc w tym jedyną szansę, zanim Gildia zabroniłaby mi, jako Czarnemu Magowi, posiadania dzieci? – odpowiedziała wyzywająco.

Vinara uniosła brwi.

- Czy naprawdę sądzisz, że jesteśmy aż tak okrutni? – spytała ostro.

Sonea milczała, patrząc na Starszyznę ze złością w oczach. Czy sam fakt, że zabraniali Akkarinowi prawa decydowania o sobie, nie był na to dowodem?

Vinara westchnęła.

- Sonea nie zaszła w ciążę specjalnie – odezwała się nagle Dalia.

Sonea wbiła w nią wściekłe spojrzenie.

- Przepraszam – burknęła Uzdrowicielka, krzywiąc się do niej, a Sonea poczuła, że się czerwieni.

Teraz wszyscy będą śmiać się z niej po cichu, że nie potrafiła nawet zapobiec ciąży. Gdyby wiedzieli, że wpadli za pierwszym razem, śmialiby się jeszcze mocniej. Co z niej za Uzdrowicielka?

Balkanowi jednak nie było do śmiechu.

- Jak mogliście dopuścić do takiej sytuacji? Jak mogliście kontynuować romans, chociaż rok temu zostaliście za to ukarani? Czy półroczna kara to za mało?

- Nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia – odezwał się Akkarin.

- Dopiero co dziś zaprzeczyłeś, że kontynuujecie bliższą relację.

- Skłamałem. Nie musiałbym, gdyby…

- Oczywiście, że skłamałeś! Kłamałeś wtedy, patrząc nam w oczy i planując następne schadzki. Kłamałeś dziś. Ile trzeba mieć w sobie bezczelności, żeby spłodzić dziecko nowicjuszce? Teraz musimy się zastanowić, co z wami zrobić.

- Proponuję dać nam spokój – wypadło spomiędzy jej ust zanim powstrzymała swój niepokorny język.

Zauważyła, że Lorlen się uśmiechnął, a skrywane rozbawienie pojawiło się również na twarzy Vinary i maga obok.

- Stoicie tu, patrząc nam w oczy i nawet nie czujecie wstydu.

Akkarin rzeczywiście nie czuł. Arogancko spoglądał Balkanowi w oczy. Sonea poczuła jednak, że jej policzki znów płoną. Balkan nie miał racji. Odczuwała może nie wstyd, ale zażenowanie, gdy omawiali i oceniali jej intymną relację z Akkarinem.

- To nie ja zaglądam w twoje łóżko – powiedział zimno Akkarin.

- W moim leżałaby tylko żona. Ty pomimo warunku wziąłeś sobie kochankę, do tego swoją byłą nowicjuszkę.

- To wam powinno być wstyd! – powiedziała wzburzona, podniesionym głosem. - Ciągle wydaje się wam, że macie prawo decydować o życiu prywatnym Akkarina. I moim.

- Ha! Czyżbyśmy mieli do czynienia z pierwszym buntem świeżo upieczonego Czarnego Maga? – spytał Garrel.

- Z buntem? – Powtórzyła szczerze zdziwiona. Postąpiła krok do przodu, ale Akkarin zatrzymał ją, zagradzając drogę wyciągniętym ramieniem. Ledwo zwróciła na to uwagę.

- To odtąd wyrażenie własnego zdania, będzie nazywane buntem?

- Soneo… - zaczął Akkarin z dezaprobatą.

- Ty teraz nic nie mów. Już dawno powinieneś był coś z tym zrobić – powiedziała ostro, wbijając w jego pierś palec.

I o dziwo, Akkarin zamilkł. Wiedziała, że będzie miał jej za złe wybuch złości, ale czy mogło być jeszcze gorzej? Zaraz rozdzielą ich na zawsze. Chciała, żeby przynajmniej wiedzieli, że nie są tacy dobrzy, za jakich się uważają.

- Macie się za lepszych od Sachakan, których nazywacie barbarzyńcami, bo trzymają ludzi w niewoli, a sami traktujecie Akkarina niczym niewolnika. To takie okrutne w świetle tego, co przeszedł w Sachace.

- Przestań – Akkarin syknął przez zęby.

Wiedziała, że jest na nią wściekły. Nie ukrywał gniewu, ale równocześnie wyglądał na zrezygnowanego. Nie chciał, żeby ukazała jego słabości. Nikt tego by nie chciał, ale musiała to dokończyć.

- Wiedzcie, że gdyby Akkarin był taki, jak się obawiacie, nie poddałby się wszystkim ograniczeniom, które na niego nałożono. Te wszystkie ograniczenia i obstawa Wojowników wzmagają tylko strach przed czarną magią i nieufność innych mieszkańców Gildii, tworząc niepotrzebny dystans. W ten sposób nigdy nie zaakceptują Czarnego Maga.

- Mylisz się – odpowiedział Balkan. - To nie czarna magia tworzy dystans, tylko to, co za pomocą jej robi.

- Tak i jeszcze to – powiedziała z niesmakiem, przeciągając słowa. - Traktowanie go jak zimnego zabójcy jest równie obłudne. Robi to dla bezpieczeństwa nas wszystkich i to na twoje polecenie idzie walczyć i zabijać. Ty też masz krew na rękach, Wielki Mistrzu Balkanie.

Balkan posłał jej mordercze spojrzenie.

- Jak śmiesz?

Chociaż jej serce łomotało w piersi, uniosła brodę wyżej.

- Nie mam nic do stracenia - wysyczała.

- Czy aby na pewno?

- Dość! – Akkarin chwycił ją za ramię i obrócił do siebie.

Był na nią rozgniewany, jego czarne oczy błyszczały, gdy zbliżył twarz jeszcze bardziej.

- Nie zaogniaj tego konfliktu – powiedział tak cicho, że tylko ona usłyszała.

- Nie rozumiesz – odpowiedziała szeptem na wydechu. - Jeśli wyjdę stąd z takimi samymi ograniczeniami jak ty, albo jeszcze gorzej, wszystko stracę. Wolność. Ciebie…

Jego gniew przygasł, a jego miejsce zajęła ponura determinacja.

- Doskonale rozumiem, ale nie o to miałem dziś w planach walczyć – powiedział ostro. – Mogłaś mnie uprzedzić. Teraz toniemy, a ja nie wiem, gdzie jest góra, a gdzie dół.

- Wtedy można było przemilczeć wasz romans. Tym razem się nie da – odezwał się ponownie Balkan, zmuszając ich do przerwania cichej wymiany zdań.

Sonea spojrzała na Przywódcę Gildii z niepokojem.

- Nie mam zamiaru dłużej tego ukrywać, ani się tego wypierać – odpowiedział Akkarin. - Zauważcie, że wszystkie problemy, kłamstwa i niedomówienia sprowadzają się do jednej kwestii. – Akkarin zrobił pauzę, spoglądając po magach i czekając, aż zapadnie całkowita cisza. - Istotnie, to, co mnie łączy z Soneą, jest nazywane romansem, ale tylko dlatego, że przez nałożony na mnie zakaz wiązania się, nie mogę sformalizować związku.

Usłyszała wśród magów kilka zduszonych odgłosów niedowierzania, a sama poczuła łaskotanie w brzuchu. Miło było myśleć, że mówi prawdę.

- Nie mógłbyś. Do dziś Sonea była oficjalnie nowicjuszką – zarzucił Peakin.

Wiedziała, że cokolwiek słowa Akkarina miały osiągnąć, zostało zniweczone jednym argumentem.

- Mam podstawy do ukarania was i nikt temu nie zaprzeczy – stwierdził Balkan. - Wiele razy nie posłuchaliście moich próśb, żeby trzymać się od siebie z daleka. Teraz oboje poniesiecie konsekwencje.

- Wielki Mistrzu Balkanie, nigdy nie wtrącaliśmy się tak głęboko w relację między dwojgiem ludzi – powiedział Administrator, wyrażając swoje niezadowolenie.

- Tak, ale ten przypadek jest nawet nie nieprzyzwoity, ale groźny dla Gildii i teraz nie widzę innej możliwości.

- Wielki Mistrzu, może powinniśmy przedyskutować to w mniejszym gronie? – zaproponował Peakin.

- Sądzę, że trzeba ich od siebie odizolować raz na zawsze – odezwał się Przełożony Wojowników.

Sonea uniosła brwi, spoglądając ponuro na Garrela, ale pod powierzchnią szalała w niej burza. A jeśli na prawdę to zrobią?

- Sonea nie jest już nowicjuszką. Jest dorosłą kobietą. Na ma już podstaw, by zabronić nam dalszego kontaktu – zripostował ostro Akkarin.

- Sonea jest teraz czarnym magiem, to wystarczające powody – odparł Balkan.

- Nie dla mnie.

- Nikt cię nie pyta o zdanie w tej kwestii, Czarny Magu – wtrącił się znów Garrel.

- Nie podejmujmy pochopnych działań – powiedział widocznie zaniepokojony Lorlen.

- Tak. Myślę, że powinniśmy to przedyskutować pod nieobecność Czarnych Magów – zgodził się Balkan. – Czarny Magu Akkarinie, zechciej się udać do rezydencji, a ty Soneo do swojego pokoju w Domu Nowicjuszy. Zostaniecie tam, aż podejmiemy decyzję.

Gniew wręcz emanował z Czarnego Maga, tworząc wokół niego niebezpieczną aurę, która niemal wyssała całe powietrze z pomieszczenia. Sonea zauważyła, że grupa kilku najbliższych wojowników kręci się w krzesłach mocno zaniepokojona.

- Wielki Mistrzu, w Domu Nowicjuszy nie ma miejsca dla takiej liczby Wojowników, którzy przypilnują Sonei. Proponuję na ten czas wykorzystać inne pomieszczenie, na przykład specjalnie do tego przeznaczone – powiedział Garrel.

Więzienie? Chcieli ją zamknąć w celi? Sonea spojrzała na Akkarina przestraszona. Wyglądał również na zaskoczonego i zaniepokojonego. Jak to się stało, że spotkanie Starszyzny zamieniło się w walkę o ich przyszłość w Gildii?

Ani Akkarin, ani ona nie ruszyli się z miejsca zbyt zaskoczeni obrotem spraw. Małym pocieszeniem było, że większość zebranych magów również wyglądała na zaskoczoną. Rothen patrzył na nią szeroko rozwartymi oczami przestraszony.

- Nie sądzę, żeby to było konieczne, Mistrzu Garrelu. Sonea na pewno zdaje sobie sprawę, że nie powinna ryzykować zdrowia nienarodzonego dziecka. Wystarczy dwóch. - Cierpki głos Balkana sprawił, że zrobiło się jej zimno.

Niespodziewanie poczuła chłodne palce Akkarina zaciskające się na jej nadgarstku. Przyciągnął ją bliżej do swego boku i nachylił się tak, że czuła jego gorący oddech we włosach.

- Nie wygląda to dobrze – mruknął. – Nie chcą słuchać.

Lodowaty dreszcz przeciął jej wnętrze, powolnie wędrując od serca w dół brzucha. Skoro Akkarin się martwił, było naprawdę źle. Odwróciła twarz i zdziwiła się napotkawszy spojrzenie czarnych oczu tak blisko. Przez chwilę patrzyli na siebie, aż poczuła przejmujący smutek. Nie mogła odegnać uczucia, że jeśli teraz pozwolą się rozdzielić, będzie to już na zawsze. Jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że cokolwiek powiedzą, nie przebiją się przez ścianę wrogości.

Napięcie w pomieszczeniu wzrosło, gdy Wojownicy za nimi powstali z miejsc, a inni do tej pory umiejętnie ukryci wyszli z cienia i zaczęli przemieszczać się powoli, żeby ich otoczyć.

- Wygląda na to, że nie mam wyboru – powiedział Akkarin niebezpiecznym tonem. – Wychodzimy.

Poczuła szczypanie tarczy i pobladła. Nawet nie przypuszczała, że może skończyć się aż tak źle. Co miał zamiar zrobić? Walczyć? Czy po prostu wyjść? Jeśli tak, to gdzie? Do rezydencji, gdzie zaraz po nich przyjdą w większej liczbie? Czy może planował opuścić Gildię?

Balkan podniósł się z miejsca zaskoczony nieposłuszeństwem Akkarina.

- Głupcy! Dość tego! – krzyknęła Vinara, poderwawszy się z miejsca. Wyglądała na bardzo przejętą tym, co się wokół dzieje. – Czarny Magu, przywołuję cię do porządku. A wy – wskazała na Wojowników – wszyscy siadać!

- Nie dam się zaszantażować i nie pozwolę na szantaż Sonei moją osobą. Ani… dzieckiem.

- Nikt nie ma zamiaru was szantażować.

- Nie?

- Nie. Starałam się z boku obserwować całe te niepotrzebne zamieszanie, ale sądzę, że potrzeba wam wszystkim kobiecego rozsądku.

Vinara spojrzała na Balkana.

- Nie ma tu znamion wielkiego przestępstwa. Areszt nie będzie potrzebny. Nigdy dotąd nie karaliśmy kobiet za to, że zaszły w ciążę i w tym przypadku również do tego nie dopuszczę.

- Mistrzyni Vinaro… - zaczął podniesionym głosem Wielki Mistrz, zapewne niezadowolony, że Uzdrowicielka wchodzi w jego kompetencje.

- Czego się boisz Balkanie? – spytała z rozdrażnieniem. - Jeśli nadal tego, że Akkarin przez przypadek zdradzi w łóżku sekret czarnej magii, to to już nieaktualne lęki.

Balkan wyglądał na niezadowolonego ze szczerości Vinary. Sonea i Akkarin popatrzyli na siebie trochę zdziwieni.

- Kara musi być.

- Jaka kara? Areszt? Inwigilacja. Balkanie, bądź rozsądny. Nie da się sprawować nad nimi ciągłej kontroli. Udowodnili, że potrafią ominąć twoich obserwatorów, jeśli tylko zechcą, bo na pewno nie spłodzili dziecka, stojąc obok siebie podczas pojedynku na arenie. Zresztą spodziewałam się, że znowu do tego dojdzie. Obserwowałam Soneę przez ostatni rok i aż się serce krajało, gdy codziennie w Domu Uzdrowicieli wymykała się do okna, żeby choć zerknąć na Akkarina.

Sonea poczuła, że robi się purpurowa na twarzy i wbiła wzrok w swoje stopy, mając nadzieję, że włosy zasłonią jej oblicze. Vinara nie miała zamiaru jej oszczędzić.

- Wybuchnie kolejny skandal, to na pewno – mówiła dalej Uzdrowicielka. - Ale jeśli rozdzielimy dwoje ludzi spodziewających się dziecka, znajdzie się wielu w Gildii, którzy ostro zaprotestują. Ta sprawa jest wbrew pozorom bacznie śledzona i wywołuje ogromne emocje.

- Właśnie! – pisnęła Dalia.

Vinara spojrzała na nią krytycznie i kobieta natychmiast zakryła sobie usta dłonią.

- Dlaczego ich ciągle bronisz, Vinaro? Czyżbyś była z nimi w zmowie?

- Co to za niewybredne insynuacje, Balkanie? – zdenerwowała się Przełożona Uzdrowicieli.

- Nie raz mieliśmy do czynienia z nowicjuszkami zauroczonymi którymś z nauczycieli, ale skąd mamy wiedzieć, jak prawdziwe są zamiary Akkarina? Już nie raz nas okłamał. Może chodziło tylko o moc?

- A może tylko o prymitywny…

- Nawet nie kończ! – Akkarin przerwał ostro Garrelowi.

Lorlen odchrząknął, zanim zabrał głos.

- Akkarin mógł sięgnąć po moc w każdej chwili. Arena, Uniwersytet, inne budynki, rzeźby… niemal wszystko w Gildii jest przesiąknięte mocą.

Na twarzy Balkana pojawiły się pierwsze oznaki rezygnacji.

- Tak, a Sonea dobrze ujęła dziś prawdę. Nasza władza nad nim rozciąga się tak daleko, jak on na to pozwoli - odrzekła Uzdrowicielka.

Sonea zauważyła, że na ustach Akkarina pojawił się cień uśmiechu. Był zadowolony, że w końcu to przyznali.

- Jestem pewna, że tu nie chodzi tylko o zwykły pociąg, jak zasugerował Mistrz Garrel. Akkarin kocha Soneę.

Serce Sonei przyśpieszyło. Wszyscy patrzyli na maga w czerni, a on wyglądał na spiętego i niezadowolonego z oceny, jakiej go poddawali.

- Jesteś o tym taka przekonana. Ja jakoś tego nie zauważyłem – Garrel odezwał się szyderczo.

- To jest Akkarin, Garrelu! Czy chciałbyś, żeby śpiewał serenady dla swojej wybranki? – spytała zirytowana.

Brwi Akkarina podskoczyły do góry. Sonea zakryła usta dłonią, żeby ukryć cisnący się na usta uśmiech, gdy wyobraziła sobie dosłownie to, z czego Vinara uczyniła przenośnię. Garrel prychnął pod nosem.

- Kiedy Akkarin został ranny podczas ostatniej walki i trucizna wyniszczała jego organizm, podczas uzdrawiania nieświadomie zdradził głębię swoich uczuć do Sonei, myśląc, że to ona jest przy nim.

Sonea poczuła motylki w brzuchu. Przez chwilę żałowała, że to nie ona była tego świadkiem, a potem poczuła niepokój i wreszcie złość, że Uzdrowicielka przyglądała się nieosłoniętym uczuciom bezbronnego Akkarina, podczas gdy nawet jej nigdy nie dał do nich dostępu.

Akkarin nieświadomie zacisnął palce mocniej na jej nadgarstku. Musiał być wściekły na Uzdrowicielkę. Nie lubił pokazywać uczuć, a co dopiero, jak zdradzano publicznie najskrytsze z nich.

- Zamiast widzieć w tym niebezpieczeństwo, powinniśmy się cieszyć, że mag, który zna czarną magię, jest skłonny do wyższych uczuć i że ma w Gildii coś, za co chce walczyć.

- Ja nie mam nic przeciwko temu związkowi – wygłosił Administrator.

- Ani ja – zakończyła Vinara.

Kilka osób wzruszyło ramionami, inni pokiwali głowami w zgodzie. Jednak druga połowa nadal milczała, zbyt zszokowana, a może mimo wszystko przeciwna ich miłości.

- Doskonale. Jest jeszcze jedna kwestia – odezwał się mag przy jej boku. Jego głos wydawał się zbyt twardy i zbyt obojętny, jak na to, co przed chwilą zostało ujawnione, ale Sonea doskonale wiedziała, że w ten sposób Akkarin maskuje swoje emocje. – Wiedzcie, że moja rodzina zrobiła jedną dobrą rzecz, próbując zmusić mnie do ożenku rok temu. Udała się z tym problemem do Króla, a Król zgodził się, że zabranianie mi nawiązywania bliższych relacji jest niezgodne z prawami Kyralii, według których każdy ma prawo do założenia rodziny i jakąkolwiek decyzję podejmiecie, ja zamierzam to prawo wyegzekwować.

Sonea zamrugała, zbita z tropu. Och, czy nie mógł tak od razu?

- A teraz wybaczcie. - Skinął lekko głową.

- Wychodzimy - mruknął do niej, popychając ją lekko w kierunku drzwi.

Jak we śnie robiła krok za krokiem, a z każdym kolejnym bała się, że zaraz ich zatrzymają. Nie była w stanie odwzajemnić szerokiego uśmiechu Dalii, kiedy minęli Uzdrowicieli. Może nie nienawidziła Uzdrowicielki za to, co zdradziła, ale nie potrafiła jej jeszcze wybaczyć.

Na korytarzu panował niespotykany spokój. Dwóch Wojowników pilnujących wejścia do auli zmarszczyło czoła na ich widok.

- Czarny Magu, co się dzieje?

- Wszystko w porządku. Zostańcie na miejscach.

- Czarny Magu, prosimy o wyjaśnienia – zawołał za nimi Wojownik, gdy zdążyli odejść już parę kroków zostawiwszy magów przy drzwiach.

Akkarin odwrócił się i oparł dłoń o ścianę, a w miejscu, gdzie przyłożył palce, pojawiła się przezroczysta bariera przez całą szerokość korytarza. Wojownicy zamarli niezdecydowani. Sonea poczuła uścisk na ramieniu tuż powyżej łokcia i zaraz obraz skołowanych magów zniknął za zakrętem.

- A teraz szybko, zanim zmienią zdanie.