Autor: dracosoftie

Tytuł oryginału: Must Love Quidditch, link na profilu.

Beta: Morwena

Tłumaczenie za zgodą autorki.

xxxxx

- Co dokładnie mu dałaś? - zapytał Ron, spoglądając na skulonego Harry'ego.

Hermiona wzruszyła niedbale ramionami, przygryzając wargę i zastanawiając się nad kolejnym ruchem. Grała z Teddym w magiczną wersję Cluedo(*) i właśnie była jej kolej na zgadywanie.

- Hermiono?

Zignorowała pytanie Rona, myśląc ze zmrużonymi oczami. Spojrzała na Teddy'ego, jej twarz wyrażała koncentrację. Wkładanie tyle wysiłku w pokonanie dziesięciolatka było prawdopodobnie niewłaściwe, ale on wygrał poprzednie dwie rundy.

- Harry Potter w Komnacie Tajemnic, mieczem Gryffindora – powiedziała po długiej chwili, kiwając głową z przekonaniem.

Teddy uniósł brew, a Ron zaśmiał się na widok tak dorosłego wyrazu jego twarzy. Został mu jeszcze rok do rozpoczęcia nauki w Hogwarcie, ale był na to wyraźnie wystarczająco dojrzały i magicznie, i emocjonalnie. Harry i McGonagall rozmawiali już z Andromedą, błagając ją, by pozwoliła wnukowi zacząć tej jesieni, ale ona twardo obstawała przy swoim. Chciała spędzić z Teddym jak najwięcej czasu, co oznaczało, że nie będzie mowy o wcześniejszym rozpoczęciu szkoły.

Teddy otworzył powoli magicznie zapieczętowaną kopertę, przedłużając cierpienia Hermiony. Chyba wiedział, jak brzmiało rozwiązanie, a ona pomyliła się w jednym ważnym punkcie.

- Aha! - wykrzyknął triumfalnie, przeczytawszy słowo na kartce. Hermiona skrzywiła się – widocznie przegrała. Podał jej mały kwadrat pergaminu. Jęknęła na widok słowa, które za sprawą magii pojawiło się w chwili, gdy otworzył kopertę: „Źle".

Pokazała Teddy'emu język, krzyżując ramiona. Uwielbiała z nim grać – był niesłychanie mądry i był lepszym przeciwnikiem niż Ron w niemal wszystkim oprócz szachów.

- No, dalej – powiedziała z uśmiechem, mimo że próbowała zmusić się do powagi.

Teddy odchrząknął, prostując się. Z pewnością odziedziczył smykałkę do dramatyzowania po Tonks, razem z jasnym umysłem Remusa.

- Ron Weasley – wypowiedział wyraźnie, szczerząc się do Hermiony – w Komnacie Tajemnic – przerwał ponownie, jeszcze bardziej przeciągając – mieczem Gryffindora.

Hermiona spojrzała na pergamin, śmiejąc się, gdy zabłysło na nim słowo: „Dobrze".

Z początku Harry opierał się pomysłowi na grę opartą na swojej osobie, ale zgodził się, gdy wydawca przysiągł oddać ćwierć dochodów na dom dla dzieci osieroconych w czasie wojny. Cluedo Harry Potter było pierwszą grą, ale teraz półki większości magicznych sklepów z zabawkami ozdabiało prawie tuzin różnych gier opartych na Harrym Potterze.

- Wygrałeś, mały potworze – drażniła się, chowając różdżką małe części do pudełka. - Wciąż uważam, że oszukujesz.

Uśmiech Teddy'ego stał się jeszcze szerszy, ale chłopiec uniósł dłonie w obronie.

- Jak niby miałbym oszukiwać?

Ron pochylił się, przeczesując dużą dłonią jego różowe włosy. Chłopiec odziedziczył trochę metamorfomagicznych talentów swojej matki, choć były ograniczone do zmieniania koloru włosów i oczu. Nie wiedzieli, czy będzie mógł zmieniać więcej z wiekiem i nabieraniem magicznych mocy, czy nie.

- Słyszałem, jak szepczesz z Dumbledore'em – wymruczał mu do ucha, uśmiechając się złośliwie, gdy chłopiec się zarumienił. - Staruszek zawsze musi się wtrącać.

Malutka figurka Dumbledore'a wymachiwała pięścią w kierunku Rona, wywołując chichot Teddy'ego. Zaśmiał się jeszcze głośniej, gdy mała Hermiona Granger popchnęła figurkę Rona Weasleya, który stracił równowagę i runął na dno pudełka.

Hermiona rzuciła zaklęcie unieruchamiające figurki, zanim podała pudło Teddy'emu.

- Nie kłóć się. Czas do łóżka. Idź na górę, a ja za chwilę przyjdę, żeby cię utulić.

- Ciociu – zajęczał Teddy, ściskając pudło i tupiąc nogami po schodach. - Nie musisz mnie utulać. Nie jestem małym chłopcem!

Zaśmiała się, grożąc mu palcem.

- Dla mnie wciąż jesteś tylko chłopcem, Teddy Lupinie, i nie zapominaj o tym! A teraz do łóżka, niedługo przyjdę!

Słyszeli jego śmiech, gdy zniknął. Ron zaczekał, aż usłyszeli, jak drzwi sypialni Teddy'ego zamykają się, zanim obrócił się, mówiąc ostro do żony.

- Co dałaś Harry'emu? Nie ma go dla świata – powiedział, kiwając głową w kierunku nie reagującego mężczyzny na sofie.

- Tylko odrobinę Eliksiru Nasennego – powiedziała z uśmieszkiem. Gdy Ron uniósł brew, uśmiechnęła się szeroko. - No dobra, dobra. To był Wywar Uspokajający, zmieszany z Eliksirem Bezsennego Snu. Nie chcę być już budzona jego snami – powiedziała, rumieniąc się i odwracając wzrok od śpiącego mężczyzny.

Mieszkali z Harrym przez ostatni tydzień, pomagając mu wytrzymać zasady konkurów. Nie wiedziała, co zaszło kilka nocy temu, ale Harry wyszedł z kominka zarumieniony i w lepszym nastroju, niż był od tygodni. Jednak kontrakt małżeński na jego biurku nie wybuchł, więc wiedziała, że cokolwiek robili, było zgodne chociaż z literą prawa, jeśli nie z jego założeniami.

Obecność Teddy'ego pomagała ukoić nerwy Harry'ego, dlatego chłopiec był na Grimmauld Place cały dzień i zostawał na noc. Nie spodziewali się Draco aż do jutrzejszego wczesnego popołudnia, a urzędnik z Ministerstwa przybędzie kilka godzin po nim. Nie mieli szans na utrzymanie Harry'ego w ryzach do tego czasu bez pomocy jego syna chrzestnego.

- Myślisz, że będzie spał całą noc? - zapytał Ron, ostrożnie lewitując go na górę. Nie chciał, by Harry spędził noc na kanapie.

- Nie – odpowiedziała Hermiona, tłumiąc ziewnięcie. Nie żartowała, mówiąc, że sny Harry'ego ich budziły. Zaczerwieniła się mocniej, przypominając sobie kilka poprzednich nocy i dźwięki dochodzące z jego pokoju. - Zaklęcie Uciszające?

Ron pokiwał szybko głową, czując, jak jego własne policzki rumienią się na myśl o tym, co usłyszeli. Było to okropnie żenujące i erotyczne jednocześnie.

- Na szczęście jutro będzie po wszystkim – powiedział, czekając, aż Hermiona odchyli kołdrę Harry'ego, zanim położył śpiącego mężczyznę do łóżka. Ściągnął mu buty, podczas gdy Hermiona transmutowała jego ubrania w piżamę.

- Miejmy nadzieję – wymamrotała, gasząc po drodze światła. Czuła, że zrobi się jeszcze bardziej nieswojo, gdy Harry i Draco będą mogli dotykać się swobodnie. Miała tylko nadzieję, że jutro poczekają, aż wszyscy wyjdą, zanim się na siebie rzucą.

xxx

- Czego szukasz? - zapytał Blaise, uśmiechając się z rozbawieniem, gdy obserwował, jak Draco rzuca się po pokoju, przesuwając poduszki i zaglądając pod meble.

- Nie mogę znaleźć mojej różdżki! - warknął Draco, chodząc spanikowany po pokoju.

- Accio różdżka Draco – wymamrotał Blaise, przewracając oczami i wyciągając dłoń, by złapać głogową różdżkę, pędzącą ku niemu. - Poważnie, Draco.

Blondyn spojrzał na niego krzywo, podchodząc, by wyrwać różdżkę z jego wyciągniętej dłoni. Od kilku dni był zirytowany, odkąd opiekunowie – czyli Blaise i Hermiona – zdecydowali, że lepiej będzie, jeśli Draco i Harry w ogóle nie będą się widywać do dnia, w którym zakaz zostanie zniesiony.

- Pożegnaj się z Calem – polecił Blaise, wyganiając wściekłego czarodzieja z pokoju. Mieli jeszcze godzinę, zanim będą mogli użyć Fiuu do domu Harry'ego, może przekląć blondyna, jeśli będzie mu się kręcił pod nogami. - Ja pójdę po Neville'a i Daphne.

Draco pokiwał głową, bez słowa wymaszerowując z pokoju. Wiedział, że ostatnio ciężko było się z nim dogadać, ale po prostu był tak sfrustrowany i podekscytowany. Przebiegł go dreszcz na myśl o tym, że dziś w końcu będzie mógł trzymać Harry'ego. Jego ulgę tłumił niepokój związany z oglądaniem wspomnień w myślodsiewni. Wiedział, że nie ma szans, by Gryfon zapomniał o obietnicy, którą wymusił na nim kilka nocy temu.

- Cal, może zagramy w Cluedo? - zapytał, wchodząc do salonu i kiwając uprzejmie głową matce, kiedy ją mijał. – Nie w wersję z Harrym Potterem, Caleum – jęknął, energicznie pocierając dłońmi swoją twarz, gdy zobaczył grę w rękach synka.

xxx

Harry rzuciłby się na Draco, gdy tylko ten wyszedł z kominka, gdyby nie powstrzymywała go ręka Rona spoczywająca na jego ramieniu. Mocny uścisk przypomniał mu, gdzie się znajdowali i co musieli zrobić. Magia starożytnego zaklęcia, które spajało konkury i kontrakt małżeński tylko wzmagała naturalny pociąg, który mężczyźni do siebie czuli, co znaczyło, że Harry prawie szalał z pragnienia.

- Jeszcze tylko kilka godzin – wyszeptał mu do ucha Ron, jego delikatny głos kontrastował z zaskakująco mocnym uściskiem.

Słowa Rona połączone z widokiem kamiennej myślodsiewni w dłoniach Blaise'a przywróciły Harry'emu rozsądek. Chciał poprawnie zakończyć konkury. Będą mogli podpisać kontrakt już za kilka godzin, a potem wszystko będzie dobrze. Jednak najpierw musiał upewnić się, że Draco obejrzał wspomnienia.

- Jesteś gotowy? - zapytał Harry, ostrożnie wyciągając dłoń do blondyna.

Draco przełknął. Pragnienie, by poczuć skórę Harry'ego na swojej było prawie obezwładniające. Ręka Neville'a zacisnęła się na jego ramieniu, pozwalając mu podejść do przodu, jednocześnie go powstrzymując.

To było prawie jak impuls elektryczny. Harry dosłownie czuł, jakby jego dłoń była w ogniu, gdy musnęła dłoń Draco, jego magia migotała i przesuwała się po magii drugiego czarodzieja. Mimo szoku, nie było to nieprzyjemnie uczucie.

Draco powstrzymał sapnięcie. Ten rozgrzany do białości dreszcz nie miał nic wspólnego z lekkim mrowieniem, które czuł, po raz pierwszy dotykając Patrizii po zakończeniu konkurów. Ale to było zaaranżowane małżeństwo, a w dodatku on nie był nim zbytnio zainteresowany. Jednak to – to całkowicie się różniło.

Pansy i Daphne przysunęły się bliżej siebie, nieświadomie trzymając się za ręce. Oliver owinął ramię wokół talii Pansy i przyciągnął ją ciasno do swojej piersi, gdy patrzyli, jak dwóch mężczyzn wpatrywało się w siebie. Czystokrwiści w pokoju wymienili znaczące spojrzenia, przez które Hermiona czuła się zaniepokojona i zirytowana. Położyła pytającą dłoń na ramieniu Rona.

- To... - zaczął Ron cicho, ze wzrokiem utkwionym w Harrym i Draco, którzy wciąż trzymali się za ręce. Iskry, które wszyscy widzieli, dosłownie przelatujące między ich dłońmi, znikły tak szybko, jak się pojawiły, ale ich widok odebrał wszystkim mowę. Nie miał pojęcia, jak to wyjaśnić. - To nie jest coś, co dzieje się normalnie – powiedział cicho, muskając ustami jej ucho.

Wiedział, że miała więcej pytań, ale tylko pokręcił głową. Nie chciał niszczyć chwili Harry'ego i Draco. Nikt nie chciał.

Blaise odchrząknął, trącając Draco łokciem. Mężczyźni opuścili swoje złączone dłonie, ich oczy były rozszerzone z zaskoczenia i podniecenia.

- Chcecie zrobić to tutaj, czy gdzieś indziej? - zapytał Blaise, wskazując kamienną misą w swoich ramionach.

Harry obserwował Draco przez chwilę i kiwnął głową, najwyraźniej podejmując jakąś cichą decyzję.

- Tutaj – odpowiedział, rozglądając się po pokoju. Jego gabinet był najlepszy - miał wygodne fotele i niski stół, idealny, by postawić na nim myślodsiewnię. Dzięki płonącemu ogniowi pokój był nieco zbyt ciepły, co pomoże zwalczyć chłód, który zazwyczaj następował po oglądaniu brutalnych lub nieprzyjemnych wspomnień.

- Tylko Neville? - zapytał, przygotowując się na wybuch wściekłości. Z pewnością potrzebowali opiekuna – ich mały pokaz iskier to potwierdził – ale nie chciał, by wszyscy byli świadkami tego, jak Draco ogląda niektóre z najgorszych wspomnień jego życia.

Oczekiwał, że będą się kłócić, szczególnie Ron i Hermiona, ale wszyscy tylko pokiwali głowami i podążyli za Pansy, która skierowała się do kuchni. Blaise uśmiechnął się do nich ponuro, po czym postawił myślodsiewnię na wskazanym przez Harry'ego stoliku, a Ron poklepał go pocieszająco po ramieniu, zanim wyszedł z wszystkimi innymi, zamykając za sobą drzwi.

- To było... - Neville pokręcił głową, wciąż zszokowany tym, co zobaczył. - To było niesamowite. Czuję się zaszczycony, mogąc być tego świadkiem. Nie często widać tak silną reakcję na miłosną więź.

Harry uśmiechnął się, jego ramię wciąż mrowiło od doznanego wstrząsu. Nie widział nigdy, żeby coś takiego się stało, ale w końcu nie widział żadnej pary, która przeszłaby do trzeciego etapu konkurów. Podczas podpisywania kontraktu nie należało mieć świadków, którzy nie posiadali współmałżonka, więc nie widział tego u Neville'a czy Olivera.

- Więc iskry były czymś niezwykłym? - zapytał lekko drżącym głosem.

- Na Merlina, tak – odpowiedział Neville, śmiejąc się, nieco skrępowany.

Czuł promieniujące od obu mężczyzn napięcie, które miało wyraźnie seksualny charakter. Czuł też mnóstwo niepokoju, ale miał przeczucie, że trzymanie ich z dala od siebie będzie niemałym wyzwaniem. Znał jednak plany Harry'ego i sądził, że wspomnienia z myślodsiewni zmniejszą trochę ich podniecenie.

- Idziemy? - zapytał Neville, kiwając głową w kierunku sofy. Harry i Draco mogli usiąść obok siebie, a on zajmie krzesło obok nich, wystarczająco blisko, by interweniować w razie konieczności i wystarczająco daleko, by pozwolić im na dodawanie sobie otuchy.

- Czekaj – powiedział Draco z trudem. Odwrócił się do Harry'ego, biorąc go za obie ręce. Uścisnął je mocno, patrząc prosto w zaniepokojone zielone oczy. - Wiesz, że już to robiłem – powiedział, skupiając się na tym, by znaleźć właściwe słowa. Wyrzucenie ich z siebie było ważne. - Te wspomnienia, które chcesz, żebym zobaczył – przypuszczam, że są twoją przeszłością. Moja może nie jest tak straszna, ale i tak myślę, że powinieneś wiedzieć.

Draco przełknął, przygotowując się.

- Nazywa się Patrizia Silvano, jest najmłodszą córką włoskiej rodziny czystej krwi z Wenecji.

Harry pokiwał głową zachęcająco, ściskając jego dłonie. Nie cierpiał faktu, że Draco był wcześniej żonaty, ale jak mógł nie znosić czegoś, czego Cal był owocem? Chłopiec szybko stawał się dla niego jak syn.

- Pobraliśmy się rok po powtórzeniu siódmego roku w Hogwarcie – kontynuował Draco. Słowa płynęły łatwiej, gdy zobaczył, że Harry się nie odsuwa. Im szybciej to zrobi, tym szybciej będą mogli kontynuować. - To było zaaranżowane małżeństwo. Jej ojciec skontaktował się z moją matką, a ja się zgodziłem. Mieliśmy nadzieję, że to może ocalić nasze nazwisko, ale jednak nie zrobiło żadnej różnicy.

Starając się nie mówić gorzkim tonem, kontynuował.

- Jest cudowna. Wysoka, ma oliwkową skórę i czarne włosy. - Zaśmiał się. - Nigdy nie myślałem o tym, że jest do ciebie podobna, ale tak jest. Teraz jestem za to wdzięczny, bo Cal może z łatwością uchodzić za twojego syna.

Draco przygryzł wargę, zastanawiając się, czy powinien zapytać Harry'ego o jego intencje w stosunku do Cala. Zrezygnował, decydując, że to mogło zaczekać do podpisania kontaktów. Wolałby, żeby Harry zaadoptował Cala od razu, ale gdyby tego nie zrobił, świat się nie zawali. Wiedział, że Harry najprawdopodobniej będzie chciał mieć przynajmniej jedno lub dwoje własnych dzieci, by przekazywały nazwiska Potterów i Blacków. Harry miał świetny kontakt z Calem i Draco nie wątpił, że będzie okazywał chłopcu tyle samo miłości, co jakimkolwiek swoim biologicznym dzieciom, nawet jeśli prawnie go nie adoptuje.

- Patzie łatwo się nudzi, a ja nie starałem się wystarczająco, by była odpowiednio zabawiana – powiedział z nikłym uśmiechem. Nienawidziła mieszkać w Malfoy Manor, nienawidziła tego, że Draco wolał ciche wieczory od błyszczących balów uwielbianych przez resztę ich warstwy społecznej. - Cal urodził się w 2002. - Jego uśmiech poszerzył się. - Ma urodziny we wrześniu. Skończy sześć lat.

Harry pokiwał głową, a jego oczy ociepliły się na wzmiankę o Calu. Ścisnął ich złączone dłonie uspokajająco.

- Nie zamierzałem mieć dzieci. Myślałem, że najlepiej będzie, jeśli nazwisko Malfoyów umrze razem ze mną – powiedział Draco, wzruszając lekko ramionami. - Wciąż nie wiem, czy ona to zaplanowała, czy nie, ale byliśmy małżeństwem nieco ponad rok, gdy ogłosiła, że jest w ciąży.

- Byłem zszokowany, delikatnie mówiąc – kontynuował Draco, przypominając sobie swoją wściekłość. - Jednak po tym, gdy urodził się Cal... Cóż, nie zamieniłbym jego obecności w moim życiu na nic w świecie.

Harry pokiwał głową, odbierając jego słowa jako to, czym były – delikatne ostrzeżenie, że syn zawsze stoi na pierwszym miejscu. To było w porządku, nawet dodawało otuchy. Draco był cudownym ojcem. To jedna z tych rzeczy, które Harry kochał w nim najbardziej.

- Owinął mnie sobie wokół palca od czasu, gdy się urodził – przyznał Draco, krzywiąc się. - Przysiągłem zrobić wszystko, co konieczne, by go chronić. To włączało zmuszenie każdego, kto o nim wiedział, do złożenia Wieczystej przysięgi, by nie mogli rozmawiać o nim z nikim, kto nie był wtajemniczony – powiedział Draco, odrywając wzrok od Harry'ego i uśmiechając się przepraszająco do Neville'a.

- Wszyscy zrobiliśmy to z własnej woli – powiedział Neville miękko, kręcąc głową i zbywając przeprosiny blondyna.

- Może ty to zrobiłeś, ale Patrizia tak nie uważała – powiedział Draco, krzywiąc się. - Patzie dość szybko znudziło się mieszkanie na wygnaniu. Nienawidziła siedzenia na zamku, a nalegałem, żeby Cal się tam wychowywał. Nienawidziła mieszkać z matką. Nienawidziła tego, że odmawiałem opuszczania zamku, oprócz wyjścia do pracy i na kilka absolutnie niezbędnych wydarzeń społecznych.

Pokręcił głową ponuro, w końcu czując się na tyle zdystansowanym do tych wspomnień, by współczuć byłej żonie. Wyszła za niego, mając nadzieję na ekscytujące życie wypełnione luksusem i rozrywkami, a skończyła obarczona dzieckiem i zobojętniałym mężem.

- Rozwiedliśmy się w 2005 roku, w styczniu – powiedział z ponurym uśmiechem. - Powiedziała, że zacznie nowy rok właściwie.

Pokręcił głową, pozbywając się wspomnienia.

- Odtąd jej nie widziałem i nie dostałem od niej żadnej wiadomości. Jest pod bezwzględną Wieczystą Przysięgą, która zabrania jej mówienia o czymś więcej niż o pierwszym roku naszego małżeństwa. Nic po tym, gdy urodził się Cal. Nie może mówić też o zamku.

Harry otworzył usta zszokowany. Jak mogła tak po prostu porzucić Cala? Chłopiec był idealny. Serce mu się krajało na myśl o uczuciu zmartwienia i bólu spowodowanym porzuceniem przez matkę, które wciąż musiał czuć.

- A Cal?

Draco pokręcił głową, słysząc, jak Neville wypuszcza oddech ze złością. Żadne z ich przyjaciół nie potrafiło zrozumieć, jak Patrizia mogła tak po prostu odejść, nie oglądając się za siebie, ale Draco z czasem zaczął widzieć to jako błogosławieństwo w przebraniu.

- Oddała swoje wszystkie prawa rodzicielskie przy rozwodzie – powiedział Draco, wzdychając. - Kupiłem jej milczenie niezłą sumką. Mogła prowadzić życie, jakiego oczekiwała, wychodząc za mnie. Tak było najlepiej.

Oczy Harry'ego zabłysły, chwycił ramię Draco prawie boleśnie.

- Jej strata – powiedział wyraźnie, spięty. - Mój zysk.

Draco uśmiechnął się. Harry był pod wrażeniem miłości i ulgi, które ujrzał w jego zazwyczaj neutralnym wyrazie twarzy.

- A więc, teraz moja kolej na opowiadanie? - zapytał, próbując rozluźnić nastrój, zanim wepchnie ich w swoje wspomnienie pełne wojny i śmierci.

Draco odetchnął, śmiejąc się. Pozwolił Harry'emu poprowadzić się do sofy, wyciągając z kieszeni małą fiolkę pełną wirującej mgiełki. Popatrzył mu w oczy i kiwnął głową stanowczo, po czym odkorkował fiolkę i przechylił ją nad misą.

Srebrzysty płyn połyskiwał i falował, delikatna, migocząca mgiełka unosiła się nad misą. Draco wiedział, że to, co zobaczy po zanurkowaniu we wspomnienia, może go przerazić. Był jednak pewny, że cokolwiek to było, jakimikolwiek mrocznymi sekretami Harry zdecydował się podzielić z nim, a nie z resztą świata, nie zmieni to tego, co do niego czuł.

- Chodźmy – powiedział, pożyczając trochę gryfońskiej odwagi Harry'ego i zanurzając głowę w misie.

xxx

Harry uśmiechnął się słabo do Neville'a zanim dołączył do Draco w myślodsiewni. Nie zamierzał oglądać wspomnień razem z nim, gdy je przygotowywał, ale teraz widział, że to był najlepszy sposób. Będzie mógł odpowiedzieć na pytania Draco po drodze i zaoferować mu wsparcie, by mógł przebrnąć przez najgorsze.

Neville usadowił się w fotelu, gdy ciało Harry'ego opadło nad myślodsiewnią. Mężczyźni byli spleceni, ich ciała stykały się od ud do klatek piersiowych, dłonie ściskały się mocno. W odróżnieniu od innych, wiedział dokładnie, co będą oglądali. Był ucieczką Harry'ego w ciągu ostatnich lat. Tym, do kogo czarodziej przychodził, gdy był przytłoczony, gdy nie mógł dać sobie rady z koszmarami i wspomnieniami.

Czekał, dopóki nie miał pewności, że obaj są w transie, zanim wstał, przeszukując torbę, którą ze sobą przyniósł, w poszukiwaniu Eliksirów Uspokajających i wielu innych. Jeśli oglądali to, co myślał, że oglądali, będą ich potrzebować.

xxx

Harry znalazł Draco, pochylonego w środku jego starej komórki pod schodami, zdezorientowany rozglądał się dookoła.

- Mój pokój – powiedział Harry po prostu, wychodząc z powrotem na korytarz. Komórka była dość ciasna, gdy był dzieckiem, ale teraz było prawie niemożliwe się tam zmieścić.

Draco podążył za nim, ale zatrzymał się w drzwiach, wpatrując się z przerażeniem w poplamiony materac w rogu, gołą żarówkę zwisającą z krzywego, pokrytego pajęczynami sufitu i zgrabnego rządku środków czyszczących pod ścianą.

- Mieszkałeś tu? - zapytał niedowierzająco. Nie pozwoliłby mieszkać tu skrzatowi domowemu, a co dopiero małemu chłopcu.

Wycofał się całkowicie z komórki, rozglądając się po domu. Wyglądał dość normalnie. Mały, ale czysty. Nie było żadnego dowodu na to, że rodzina, która tu żyła, nie była w stanie właściwie zająć się dzieckiem.

- Do moich jedenastych urodzin – odpowiedział Harry cicho. Widział po wyrazie twarzy blondyna, że wyobrażał sobie Cala mieszkającego w takich warunkach.

- Idziemy? - zapytał Harry cicho, chwytając Draco za rękę.

Rozmazany świat wokół nich zawirował, chłodna mgiełka ukształtowała się w znajomy widok Hogwartu. Stali na ruchomych schodach, które zaprowadziły ich do dużych, podrapanych drzwi.

Harry ścisnął ramię Draco uspokajająco, zanim otworzył drzwi. Nie wzdrygnął się, gdy wielki, trójgłowy pies zaczął szczekać.

- Pierwszy rok, kamień filozoficzny – powiedział, wyjaśniając horrory, którym stawił czoła jako jedenastoletni chłopiec z nikim oprócz dwójki przyjaciół u boku. Pierwsze z kilku spotkań z Voldemortem umieszczonych przez Harry'ego w myślodsiewni.

xxx

- … więc widzicie, to nie jest alarmujące, po prostu zaskakujące – powiedziała Daphne, gestykulując.

Od dziesięciu minut próbowali wyjaśnić Hermionie zasady konkurów, ale ona wciąż nie mogła zrozumieć wszystkiego.

- Ale iskry? Prawdziwe iskry? - Hermiona pokręciła głową, nie chcąc uwierzyć w to, co widziała.

- To nie jest częste, ale się zdarza – odrzekł Oliver, wciąż obejmując żonę ramieniem. - Pansy i ja poczuliśmy mrowienie, ale to nie było nic, co inni mogliby zauważyć.

- Dla mnie to było jak wstrząs – powiedziała Daphne. - Moja mama mnie ostrzegła, więc byłam gotowa. Nikt jednak nie powiedział o tym Neville'owi. Krzyknął, gdy to się stało. - Uśmiechnęła się szeroko, przewracając oczami.

Hermiona zmarszczyła brwi, spoglądając w dół na swoją dłoń, spoczywającą w dłoni Rona.

- My nie mieliśmy konkurów – powiedział miękko, wiedząc, o co martwiła się jego żona.

- Podpisali kontrakt czymś więcej niż atramentem – powiedział Oliver, odnosząc się do wiążącego dokumentu, który sygnalizował zamiar pary do prowadzenia konkurów. Harry i Draco dokończą go, podpisując później kontrakt małżeński. - Zostawili na pergaminie również echo swoich magicznych sygnatur. To, co się dzisiaj stało, to ich magia, rozpoznająca się nawzajem. To dobry znak.

Ron pokiwał głową.

- Mama mówiła, że Gin i Theo też poczuli natychmiastowe połączenie. Stąd wiedziała, że Theo mówił poważnie.

- Dokładnie – powiedziała Daphne, siadając na stołku przy kuchennej wyspie. - Możemy jeść? Umieram z głodu.

Cztery pary oczu gapiły się na nią z niedowierzaniem, gdy przywołała różdżką słoik masła orzechowego i trochę krakersów ze spiżarni Harry'ego.

- Co? - zapytała, przełykając masło. - Jestem w ciąży. Dziecka nie obchodzi to, co tu się dzieje – powiedziała, kiwając głową w kierunku gabinetu. - Jest głodna.

Pansy zamrugała i szeroki uśmiech rozjaśnił jej twarz.

- Głodna?

Daphne pokiwała głową, z uśmiechem wkładając sobie do ust kolejnego krakersa.

- Och, Daphne, to cudowne wieści! - zakrzyknęła radośnie Hermiona, zapominając o swoim wcześniejszym niepokoju związanym z tym, co działo się teraz w innym pokoju i razem z Pansy rzucając się po szczegóły.

xxx

Draco zadrżał, a Harry zastanowił się, czy było możliwe zwymiotować we wspomnieniu w myślodsiewni. Pomyślał, że prawdopodobnie wkrótce się dowie.

- Te h-horkruksy – wyjąkał Draco, wciąż wpatrzony w skałę, na której Ron zaledwie chwilę temu zniszczył medalion – to... dlaczego... jak...

Draco zadrżał i Harry otoczył go ramieniem, przenosząc ich do następnego wspomnienia. Nie było mniej traumatyczne, ale myślał, że zmiana scenerii może zszokować blondyna na tyle, że wróci mu racjonalne myślenie.

- Jak on mógł to zrobić? Co on sobie myślał?

Harry oglądał ukrywanie się przed Śmierciożercami w domu Luny prawie z ciekawością. Odwrócił wzrok i zamrugał, zaskoczony, usłyszawszy pytanie.

- Cóż, był szalony – powiedział powoli, zastanawiając się, dlaczego Draco kwestionował motywy Voldemorta.

- Nie, Dumbledore – warknął Draco, rumieniąc się ze złości, która zastąpiła śmiertelną bladość.

- Nie rozumiem – powiedział Harry, marszcząc brwi. Słyszał, jak dookoła nich wali się sufit i przesunął się, by usłyszeć słowa blondyna.

- Byłeś tylko dzieckiem – warknął Draco, błyskając oczami. - Nie powinien był obarczać cię tym. Cała wasza trójka, byliście tylko dziećmi!

Harry uśmiechnął się ponuro, wzruszając ramionami.

- To była jedyna ścieżka, którą widział – odpowiedział miękko, ściskając dłoń Draco, gdy scena wokół nich zmieniła się ponownie. Żaden z nich nie zauważył nowego wspomnienia, skupiając się na sobie nawzajem.

- Ty byłeś tylko dzieckiem na szóstym roku – kontynuował, nienawidząc tego, jak Draco zesztywniał po jego słowach.

Już widzieli to wspomnienie, choć Draco nie zaznał pocieszenia, wiedząc, że Harry również tam był. Wiedział, że Dumbledore umierał i że poprosił Severusa, by go zabił, by Draco nie musiał tego robić. To był jedna z pierwszych rozmów, jaką przeprowadził ze swoim ojcem chrzestnym, gdy jego portret się obudził.

- To było co innego – wysyczał Draco, strząsając rękę Harry'ego. Nie chciał, by go dotykał, gdy rozmawiali o jego związku z Voldemortem. Czuł się brudny. - On był sadystycznym draniem, którego nie obchodził los jego sług. Dumbledore miał cię chronić!

Harry wzruszył ramionami, ponownie chwytając go za rękę. Wzmocnił swój uścisk, gdy blondyn próbował się wyrwać.

- Obaj byliśmy pionkami w rękach potężnych mężczyzn – powiedział cicho. Zobaczył, jak Draco wstrzymuje oddech, rozpoznając wnętrze Malfoy Manor, gdy świat wspomnień zawirował wokół nich raz jeszcze. - Żaden z nas nie wybrał swojej drogi. Obaj byliśmy zmuszeni. Ja jednak zaakceptowałem moją rolę. Pogodziłem się z nią, jak to tylko było możliwe.

Draco pokiwał głową sztywno, obserwując, jak Harry ze wspomnienia chwyta skrzata i znika. Skulił się, przypominając sobie, co stało się później – czego Harry nie wiedział. Okropne tortury, których wszyscy doświadczyli za pozwolenie Harry'emu Potterowi uciec.

Zdał sobie sprawę, że nigdy nie zaakceptował tego, co się stało. Zostawił to za sobą, odmawiając radzenia sobie z tym. Używał Eliksiru Bezsennego Snu, dopóki koszmary się nie skończyły. Szkolił swoje umiejętności w Oklumencji, aż mógł osłaniać wspomnienia nawet przed samym sobą. Nie zmierzył się z nimi. Nie w ten sposób.

- Przepraszam, Draco – wyszeptał Harry, przyciągając go bliżej. Scena znowu się rozmyła. Draco wzdrygnął się, widząc Harry'ego i jego przyjaciół walczących ze smokiem, podziwiając – mimo przerażenia – że zdołali go dosiąść.

W milczeniu obserwowali wspomnienie w obskurnym pubie w Hogsmeade. Draco zamknął oczy, gdy wspomnienie znowu się zmieniło; nie był w stanie oglądać, jak jeden z jego najbliższych przyjaciół umiera ponownie.

- Przepraszam – wyszeptał Harry znowu, dotykając ustami ucha Draco. - Boże, Draco, przepraszam. Chciałbym, żeby to nie było konieczne. Przepraszam.

Choć myślał, że to było niemożliwe, jeszcze się pogorszyło. Draco oglądał, jego żołądek opadał z każdą mijającą chwilą, jak Harry odtwarzał resztę Bitwy o Hogwart z dokładnymi, okropnymi, przerażającymi szczegółami. Przez cały czas Harry powtarzał swoją litanię przeprosin, powtarzając słowa w kółko, dopóki nie były tylko nic nie znaczącym szumem w tle.

xxx

Neville ponownie sprawdził swój zegarek, zastanawiając się, jak długo jeszcze dwóch czarodziejów będzie nieprzytomnych. Nie było ich już ponad godzinę, a urzędnik z Ministerstwa będzie tu lada chwila. Ich ruchy stały się gwałtowniejsze, więc Neville pomyślał, że muszą już być blisko końca. Zadrżał, pomimo ciepła w pokoju, ciaśniej otulając się szatami.

xxx

- Matka? - szepnął Draco. Jego gardło bolało od płaczu i krzyku.

Harry po prostu pokiwał głową, pozwalając Draco obejrzeć ukazujące się wydarzenia.

- Dług życia – powiedział Draco płasko, wpatrzony w bezwładne ciało Harry'ego spoczywające w ramionach Hagrida. - Zeznawałeś na naszą korzyść z powodu długu życia.

- Nie – wyszeptał Harry. To ledwo słyszalne słowo było pełne cierpienia i rozpaczy.

xxx

- Przepraszam – powiedziała Hermiona, uśmiechając się ze skrępowaniem. Harry i Draco spóźniali się piętnaście minut i wszyscy zaczynali się niecierpliwić. - Jeszcze herbaty?

- Nie, dziękuję – odpowiedział Kingsley, krzyżując nogi i usadawiając się na wygodnej sofie. Przybył nieco za wcześnie, myśląc, że młodzi mężczyźni będą niecierpliwie oczekiwać podpisania kontraktu i rozpoczęcia następnego etapu w ich życiu. Harry nie powiedział nikomu, że to Kingsley będzie nadzorować spisywanie kontraktu, ale nikt się specjalnie nie dziwił, kiedy się zjawił. To zapewni prywatność, której Harry i Draco potrzebowali. Mogli liczyć, że Kingsley dotrzyma tajemnicy.

- Ministrze, przepraszam – powiedział Neville, zaskakując wszystkich. Nikt nie słyszał, że wśliznął się do salonu. - Harry i Draco wkrótce do was dołączą. Mają opóźnienie, ale nie powinno im zająć wiele dłużej.

Kingsley pokiwał głową, zastanawiając się, o co chodziło. Znając Harry'ego, robił wszystko, co możliwe, by przekonać Draco, by za niego nie wychodził. Pokręcił głową. Kochał Harry'ego jak syna, ale on miał takie wkurzające, czarno-białe poglądy na dobro i zło. Odciąłby sobie nogę, zanim pozwoliłby popełnić błąd komuś, kogo kochał. Kingsley był pewien, że Harry objaśniał właśnie wszystkie negatywne konsekwencje związku między sobą i Draco. Oczywiście, to był Harry. Idiota, pomyślał czule.

xxx

Draco wypił eliksir podany mu przez Neville'a, wzdychając z ulgą, gdy chłodny płyn złagodził jego piekące gardło i skręcający się żołądek. Kolejny ukoił jego nerwy, a jeszcze inny złagodził pulsujący ból głowy.

Gdy w końcu poczuł się sobą, otworzył oczy, nabierając gwałtownie powietrza i zdając sobie sprawę, że Harry wisi nad nim. Jego oczy były rozszerzone ze zmartwienia i – wstydu? Czego Harry miał się wstydzić? On nie zrobił nic złego. On nie próbował zabić Dumbledore'a. On nie służył Czarnemu Panu, nie ważne, jak bardzo wymuszona była ta służba.

- Draco? - Harry wyglądał okropnie, jego normalnie opalona skóra była kredowobiała. - Draco, przepraszam. Boże, przepraszam! Nie wiedziałem, że to będzie tak trudne... Nie pomyślałem... Nie powinienem był...

Draco przełknął, nie wiedząc, co powiedzieć. Neville złapał Harry'ego za szaty, popychając go na kanapę i unosząc fiolkę do jego ust.

- Pij – powiedział głosem ostrzejszym, niż Draco kiedykolwiek słyszał. Zobaczył, jak Harry walczy z jego uściskiem, ale drugi mężczyzna był silniejszy. - Nie bądź idiotą. Pij.

Harry uchylił usta i przełknął posłusznie. Neville sięgnął za siebie i chwycił kolejne dwie butelki.

- Jeszcze raz – powiedział, przyciskając fiolkę do ust Harry'ego. - Jeszcze jedna – dodał, wlewając zawartość fiolki do ust mężczyzny.

Neville wypuścił Harry'ego, pozwalając mu opaść na poduszki.

- Słuchajcie – powiedział, wciąż ostro. - Mógłbym zostawić was, żebyście sami to załatwili, ale to pewnie zajmie wieczność, a Minister już na was czeka.

Draco zmarszczył brwi, zdziwiony. Minister miał ich zaprzysięgać i nadzorować kontrakt? Popatrzył na Harry'ego, kręcąc głową. Oczywiście, że miał. W końcu to był Harry cholerny Potter.

- Przestań – powiedział Neville wyraźnie ostrzegawczym tonem. - Harry, przestań się pogrążać. Miałeś rację. Draco potrzebował dowiedzieć się tych rzeczy o tobie. Musiał zobaczyć, że masz ciemniejszą stronę, skoro to on będzie ci pomagał, gdy będziesz potrzebował kogoś, na kim będziesz mógł się oprzeć, gdy będziesz przytłoczony.

Draco zamrugał. Harry bywał przytłoczony?

- Draco, jesteś zły, że musiałeś dowiedzieć się czegoś o swojej matce w ten sposób, ale tak będzie lepiej. Musiałeś to zobaczyć. Musiałeś zaufać, że Harry nie pokazał ci ich po to, by zdobyć przewagę. Nie wspomniał o tym nikomu prócz mnie i wątpię, że Narcyza to zrobiła. Już spłacił dług życia – kontynuował Neville, pozwalając sobie na usatysfakcjonowany uśmieszek, gdy Draco zesztywniał. Tak jak myślał – palant martwił się, że Harry zainicjował konkury tylko po to, by oddać dług życia. - Zrobiła to nawet zanim zeznawał, więc o tym też zapomnij.

Draco wypuścił oddech, nie zdając sobie sprawy, że go wstrzymywał, spoglądając to na Neville'a, to na Harry'ego. Wyglądał o wiele lepiej, niż chwilę temu, ale wciąż niewyraźnie.

- Kochacie się i nic, czego moglibyście się o sobie dowiedzieć, tego nie zmieni – powiedział Neville, wskazując na nich. - Od lat trwaliście spornych relacjach, a martwicie się, że jakaś stara niechęć może pojawić się ponownie po podpisaniu kontraktu. Tak się nie stanie.

Pokiwał głową w kierunku Draco.

- Draco, zmieniłeś się. To, że zaliczam cię do moich najbliższych przyjaciół tego dowodzi.

- Harry – kontynuował, kiwając głową w kierunku czarodzieja. - Całe swoje życie szukałeś związku takiego, jak ten. Po prostu się nim ciesz. Zasługujesz na to.

Czekał na protesty, ale mężczyzna milczał. Neville uśmiechnął się triumfalnie. Właśnie zapobiegł długiej, dwudniowej kłótni w mniej niż dwie minuty.

- Minister jest w salonie. Gotowi?

Draco spojrzał na Harry'ego, mały uśmiech rozjaśnił jego twarz. Zobaczył, jak Harry wypuszcza powietrze, po czym rozpromienił się, widząc, że on też się uśmiechnął.

- Gryffin? - zapytał, wstając i wyciągając do niego dłoń.

- Sly – odpowiedział Harry, splatając ich palce i pozwalając, by Draco pociągnął go na nogi.

Neville szedł za nimi, a jego uśmiech był bardziej promienny niż kogokolwiek innego.

xxxxx

(*) Cluedo (w USA występuje pod nazwą Clue) to klasyczna planszowa gra detektywistyczna. W Cluedo gracze wcielają się w tropicieli mordercy znanego profesora. Zadaniem jest wykrycie sprawcy i okoliczności zdarzenia za pomocą zbieranych wskazówek zawartych w kartach.