Blizny
Droga Hermiono,
Bardzo Ci dziękuję za prezenty, są świetne! Uwielbiam ten mini-fałszoskop. Cały czas noszę go na szyi. Już się przydał, bo Fred i George chcieli się do nas podkraść, a to wtedy zaczęło gwizdać tak głośno, że prawie dostali zawału. Co prawda nie słyszałem zbyt dobrze jeszcze przez jakieś pół godziny, ale poza tym małym minusem, fałszoskop bardzo mi się podoba.
Jak mam być szczery, zupełnie nie rozumiem, czemu dałaś Ronowi te książki o psychologii. Mnie się wydają dość nudne, ale Ron kazał Ci za nie podziękować i teraz całymi dniami się w nich zaczytuje, więc to chyba był dobry wybór. Czy o czymś nie wiem?
Teraz o najdziwniejszej rzeczy, która miała miejsce wczoraj. Nie uwierzysz mi Hermiono! Zgadnij, kto do mnie napisał? Justin Finch-Fletchley! Opowiedział mi dokładnie wszystko o tym jak nudno spędził Święta, a potem zapytał się mnie, czy nie chciałbym się z nim spotkać jakoś w czasie ferii. Zaproponował mugolski Londyn!
Nie denerwuj się czytając to, bo nawet jeżeli bym ci nie obiecał nie robić niczego niebezpiecznego, za nic nie spotkałbym się z Justinem. Prawie zasnąłem czytając jego list! Więc odpisałem mu tak krótko, jak to było możliwe, że nie, nie będziemy mieć na to czasu.
Czy to nie jest mega dziwne? Fred zasugerował, że Justin się we mnie zakochał, za co dostał ode mnie miotłą. A teraz Ron robi do mnie maślane oczka za każdym razem, gdy mnie widzi i rozpowiada, jak to złamałem biednemu Justinowi serce. Naprawdę, już czas wrócić do Hogwartu! (No ale będę musiał spotkać się tam z Justinem, ble!)
W każdym razie, mam nadzieję, że miło spędziłaś Boże Narodzenie i że nie było żadnych problemów. Pozdrów ode mnie swoich rodziców (oczywiście, jeżeli myślisz, że by tego chcieli) i nie martw się za bardzo. Do zobaczenia za tydzień!
Ściskam,
Harry
0o0o0o
Hermiona spała, w ciszy zimowego poranka, gdy światło zmieniało się z zimnego w złoty blask, i w cieple emanującym z piersi Severusa, w którą była wtulona policzkiem.
Jak to często miało miejsce, śniła w kolorze czerwonym. Jednak tym razem nie była to agresywna czerwień świeżo przelanej krwi, czy lekko ciemniejszy odcień, który kojarzyła z paniką i przemocą, a ciepły, ciemny szkarłat dobrego wina, który opatulał ją dokładnie w rozkosznych objęciach.
Jednak nie bała się tego lekkiego jak piórko dotyku i nie czuła potrzeby ucieczki. Po raz pierwszy od miesięcy, sen przynosił Hermionie ulgę, zamiast podsycać jej ból. Nie spieszyła się z pobudką, ciesząc się poczuciem bezpieczeństwa, które w jakiś sposób ogarnęło ją w nocy i teraz ogrzewało jej całe ciało jak ciepły koc.
Powoli, z rozkoszną niezdarnością, powróciła świadomość. Nie chciała się budzić, ani ruszać, ani myśleć. Zamiast tego rozkosznie się przeciągnęła, zastanawiając się przez chwilę nad bólem zmęczonych mięśni, podczas gdy każdą komórką ciała czerpała przyjemność z poczucia bezpieczeństwa.
Dopóki nie otworzyła oczu i nie spojrzała w inne, czarne oczy, które przypatrywały się jej z ciekawością.
W mgnieniu oka, automatycznie, wyskoczyła z łóżka i znalazła się w drugim końcu pokoju, z nożem w jednej ręce i różdżką w drugiej.
Bogowie. Severus. Spał w moim łóżku. Byłam w jego ramionach! Co się wczoraj stało?
Próbowała sobie przypomnieć wydarzenia ostatniej nocy, ale w jej umyśle był tylko chaos, strzępy bólu, strachu i krwi, jakieś krzyki i desperacja, a potem... dotyk ciepłych dłoni, szeroka pierś, w którą się wtuliła, palce, które przeczesywały jej włosy...
Zesztywniała na to wspomnienie. Coś wczoraj poszło bardzo źle. Coś spowodowało, że przekroczył niewidzialne granice, które między nimi zbudowała, że pogwałcił jej prywatną przestrzeń, którą utrzymała pomimo tego, że stali się sobie tak bliscy. I choć nie znała powodu, wcale się jej nie podobał.
Nagle, zaufanie, którym go obdarzyła, wydało jej się zagrożeniem. Wiedząc o tym, że jest w pobliżu, zacisnęła palce mocniej na różdżce. Co się z nią działo, na miłość bogów?
Severus z zadowoleniem zauważył, że najwidoczniej wczoraj powiązała funkcję świstokliku noży ze swoim umysłem. Nie ruszał się, czekając aż zorientuje się w otoczeniu. Ale sekundy stały się minutami, a ona wciąż stała z podejrzliwie zwężonymi oczyma i nożem wycelowanym w niego.
– To ja, Hermiono – podpowiedział jej w końcu Severus, gdy uświadomił sobie, że ona się nie uspokoi. – Jesteś bezpieczna.
Jeżeli było to możliwe, jej ciało napięło się jeszcze bardziej. Powietrze było aż ciężkie od braku zaufania.
– Wiem, że to ty. To chyba oczywiste – odpowiedziała głosem przenikniętym furią. – Nie wiem, co do cholery, robisz w moim łóżku!
Severus westchnął. Nie pamiętała. Lub nie chciała pamiętać. To będzie trudne.
– Przepraszam – odpowiedział cicho. – Wiem, jak musi to być dla ciebie irytujące. Ale wczoraj w nocy byłaś tak niespokojna, zdesperowana i spanikowana. Z powodu twoich ran nie mogłem pozwolić byś przekręcała się z boku na bok we śnie. Moja obecność zdawała się cię uspokajać, więc ...
Zarumieniła się na myśl, że jego obecność przynosiła jej spokój, że odpoczywała lepiej w jego ramionach, niż sama. Wtedy dotarła do niej reszta jego wypowiedzi i stała się blada jak ściana.
– Co się wczoraj stało? Co ci powiedziałam? – powiedziała głosem nabrzmiałym od gniewu i strachu.
– Nie pamiętasz? – odpowiedział.
Jej twarz przeszył ból. Ścisnęła nóż tak mocno, że aż pobielały jej kłykcie.
– Odpowiedz mi – wyszeptała prawie warcząc. – Co się stało?
Nagle wydawało się, jakby ostatnie dwa miesiące w ogóle nie miały miejsca. Jakby znów była w czasie odwyku, nie troszcząca się o nic więcej jak o bariery i dystans między nimi, skupiona na utrzymaniu swoich sekretów w tajemnicy.
W jej oczach nie było zaufania, ani żadnego śladu ich poprzedniej bliskości. Próbował połączyć się z jej umysłem by przesłać jej kojące myśli spokoju i przyjaźni, tak jak to robił w nocy. Jednak rozbił się o stalową ścianę. Jej myśli i ciało były dla niego niedostępne. Wycofała się do swojego własnego świata. Choć nie mógł zrozumieć dlaczego w furii zaciska wargi i dystansuje swoją postać, wiedział że musi z nią o tym porozmawiać, jeżeli nie chce jej teraz stracić.
– Około południa spotkałaś się gdzieś z Lucjuszem. Było już późno gdy wróciłaś. Zgwałcił cię i pociął cię w środku nożem – zaczął opowiadać jej wczorajsze wydarzenia spokojnym i neutralnym tonem.
Wiedział, jak to będzie dla niej bolesne i jak nienawidziła okazywać przy nim słabości, więc starał się unikać jej wzroku i kontynuował powoli i spokojnie, by wszystko do niej dotarło.
– Na początku mnie nie poznałaś, ale udało mi się ciebie przekonać, że potrzebujesz pomocy. Zaniosłem cię na górę do twojego łóżka. Byłaś we wstrząsie i przez chwilę myślałem, że nie przeżyjesz. Kazałem ci recytować przepisy na eliksiry, żebyś nie zasnęła. Gdy niebezpieczeństwo minęło, napisałem list do Dracona, żeby się nie martwił. W tym czasie zasnęłaś i śniłaś dość przykry koszmar. Najlepszym sposobem na uspokojenie cię było trzymanie cię we śnie. Również zasnąłem jakoś w ciągu nocy i obudziłem się dosłownie chwilę przed tobą.
Nawet gdy skończył mówić, wpatrywał się w półkę z książkami, w bezpiecznej odległości od niej. Słyszał jak oddycha, szybko i ze strachem, jakby chciała powstrzymać jakiś atak paniki. Prawie bezgłośny szloch wyrwał się z jej mocno zaciśniętych ust. Wiedział, że teraz już pamiętała i próbowała poradzić sobie z bólem i wydarzeniami wczorajszego dnia.
Dał jej czas. Spojrzał na nią dopiero gdy znów się odezwała. Zobaczył załzawioną twarz, tak zagubioną i pełną bólu, że chciał natychmiast wziąć ją w ramiona i mocno przytulić. Dumnie uniesiony podbródek, oczy lśniące furią.
– Umyłeś mnie –wyszeptała oskarżycielskim tonem, którego nie mógł zinterpretować. – I uczesałeś mi włosy.
Ostrożnie skinął głową. Wtedy wydawało się to najlepszym wyjściem, ale może teraz poczuła się zbrukana.
– Tak bardzo potrzebowałaś być czysta, Hermiono. Nawet próbowałaś wziąć prysznic, choć wciąż nie mogłaś się ruszyć z powodu utraty krwi. Tylko w ten sposób mogłem ci pomóc. Wiem ile znaczy dla ciebie umycie się po tym wszystkim.
A więc wiedział o tym, czyż nie? Wykrzyczał do niej głos w jej umyśle. Oczywiście, że wiedział. Był najgenialniejszym mężczyzną jakiego znała, a ona dała mu wystarczająco dużo czasu na studiowanie jej nawyków, przekonań i potrzeb. Pewnie teraz wiedział o niej prawie wszystko.
Desperacja zaćmiła jej umysł. W ustach czuła gorzki smak paniki. Teraz wszystko sobie przypomniała. Jak ją obejmował, jak prosił, by mu zaufała, jak się nią opiekował, i jak ona odprężyła się pod wpływem jego dotyku, pozwoliła mu całkowicie przejąć kontrolę. Jak oddała w jego ręce nie tylko swoje życie, ale również to co się z nią stało, choć wstyd wypalił w jej duszy pustą jamę.
Co ona zrobiła!
To wszystko nie miało prawa się zdarzyć! Nie chciała się do niego aż tak zbliżyć! Jak mogła utrzymać swoje sekrety w tajemnicy, skoro na nim polegała? Jak miała być na baczności, skoro ją tak osłabiał? Kiedy sprawił, że znalazła w nim oparcie, że całkowicie mu zaufała?
Jak mogła dopuścić, by trwało to tak długo? Przecież wiedziała, że ryzykuje nie tylko swoją przyszłość, ale również jego szczęście! Dlaczego nie powstrzymała go na długo za nim zbyt mocno się zbliżył?
Gdyż nawet teraz, sekundę po tym jak zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa w którym się znajduje, chciała tylko wtulić się w jego ramiona, podzielić się z nim swoim bólem i czuć jego ciepło.
Kurwa mać, stałam się przez niego słaba! Powinnam wiedzieć, że tak to się skończy!
– Ale obiecałeś, że tego nie zrobisz! – wyszeptała.
– Czego nie zrobię? - Zdumienie przyćmiło jego umysł. Czy obiecał, że nie będzie jej dotykał? Nie potrafił sobie przypomnieć takiej rozmowy. Wyrzut w jej głosie i wyrazie jej twarzy przyprawił go o zdenerwowanie, tak jakby popełnił jakąś niewybaczalną zbrodnie i nawet tego nie zauważył.
– Że nie będziesz chuchał nade mną. Że nie zbliżysz się i nie będziesz się o mnie troszczył w ten sposób.
Westchnął zirytowany, w końcu opuszczając łóżko i próbując do niej podejść. Wciąż miał na sobie wczorajsze szaty, wygniecione od spania. Normalnie uśmiechnęła by się na ten widok Mistrza Eliksirów w tak nietypowym dla niego stroju. Teraz jej różdżka śledziła jego ruchy, w cichym ostrzeżeniu by się nie zbliżał.
– Czy chcesz mi powiedzieć, że to wszystko dotyczy mojego wczorajszego zachowania? – zapytał z niedowierzaniem w głosie. – Chodzi o to, że się zatroszczyłem o ciebie? Że się o ciebie martwiłem i że potraktowałem cię jak istotę ludzką, a nie jak rzecz?
Przecież nie mogła mówić poważnie! Nie litował się nad nią! Zrobił wszystko co było w jego mocy by ją uratować, bo nie mógłby bez niej żyć. W pewnym sensie była to najbardziej instynktowna i samolubna rzecz którą zrobił od wielu lat. Ale jakoś wątpił, że spodobałby się jej ten tok myślenia.
– Lepiej byłoby gdybyś traktował mnie jak rzecz, Severusie – odpowiedziała gorzko. – Lepiej niż traktowanie w ten sposób, lepiej niż litowanie się nade mną.
– Na miłość bogów, kobieto, tu nie chodzi o litość! – zagrzmiał w końcu, gdyż skończyła się jego cierpliwość. – Tu chodzi o dawanie ci tego, czego potrzebujesz i pilnowanie, byś się nie załamała!
– Niczego od ciebie nie potrzebuję!
– Nie bądź śmieszna! Wiem lepiej.
– Nieprawda! – krzyknęła. – Nie masz pojęcia jak to jest, cały ten ból i przemoc, wstyd i strach! I to twoja wina!
Zbladł słysząc te słowa. Nie wiedziała czy to na skutek szoku, czy ze wzbierającej wściekłości, ale nakręciła się zbyt mocno, by ją to teraz obchodziło.
– Mówisz mi, że to moja wina? – zapytał niebezpiecznie niskim i jedwabistym głosem. – Malfoy cię gwałci i tnie na kawałki, a ty obwiniasz mnie?
Teraz znów płakała, ale wydawało się, że tego nie widzi.
– Wszystko było w porządku zanim się zjawiłeś! – krzyczała, nie przejmując się, że jej głos się łamie i brzmi histerycznie. – Wykonywałam swoją pracę, i nic mnie nie bolało! Zaakceptowałam to jako cel mojego życia! Byłam zrobiona ze skały i stali, a moje prawdziwe ja było ukryte tak daleko, że nawet noże Lucjusza nie mogły go tknąć! Już nic nie czułam!
Przypomniał ją sobie tamtego wstydliwego dnia w bibliotece, gdy po raz drugi zagłębił się w jej umysł. Wyglądała jak królowa z lodu i diamentów, jak martwa rzecz, zbyt piękna i twarda, by być żywą. W tej postaci nikt nie mógł jej tknąć. Przypomniał sobie jej oczy, jak głębokie tunele, w których nie było życia, człowieczeństwa, strachu. Nie było bólu.
– Nie możesz mówić poważnie! – wyszeptał... – Prawie wtedy zginęłaś! Ledwie starczyło ci sił, i nawet nikt tego nie zauważył. Nie mów mi, że wtedy czułaś się lepiej, niż gdy ktoś się o ciebie troszczył, bo nie uwierzę w to!
– Tak było lepiej – wciąż krzyczała, a w jej oczach lśnił gniew i desperacja. – Zaakceptowałam to, poddałam się. A wtedy pojawiłeś się ty i zwróciłeś mi to wszystko, co sprawia, że warto żyć, i troszczyłeś się i ... rozumiałeś mnie – gdy mówiła jej głos stał się szeptem i tylko dzięki wyćwiczonemu słuchowi mógł ją zrozumieć, gdy odwróciła się do niego tyłem i wpatrywała się w kominek.
– A teraz znów mam rzeczy dla których warto żyć. Teraz jest radość i szacunek dla samej siebie i ... nadzieja. Coś co Lucjusz może zniszczyć. Coś co nie powinno należeć do kurwy Śmierciożerców.
I nagle, w oślepiającym błysku bólu i smutku, zrozumiał.
– Zasługujesz na to wszystko, Hermiono – wyszeptał. – Nie musisz siebie karać za to co zrobiłaś. Nie jesteś rzeczą!
– Nie masz pojęcia czym jestem, Snape!
Sposób w jaki wymówił jego nazwisko bolał bardziej niż jakakolwiek obelga, którą obrzucała go w czasie tej kłótni. Cofnął się, nawet tego nie zauważając.
– Musimy o tym porozmawiać Hermiono – powiedział, starając się brzmieć, jakby panował nad sytuację. Jednak przypomniało to bardziej rozpaczliwe błagania z tamtej nocy w biurze Albusa. – Nie możesz tak po prostu odejść! Musimy to przedyskutować!
– Mogę zrobić co mi się podoba – odpowiedziała chłodno. Widział jak maski, których już dawno nie używała w jego obecności, wślizgują się na miejsce. – Zgodziliśmy się na to rozpoczynając ten partnerski układ. Pójdę teraz do mojego pokoju. Nie wiem czy wrócę. Proszę byś usunął połączenie Fiuu, gdy przez nie przejdę. Możesz również cofnąć mój dostęp do twoich komnat. Miłego dnia.
Severus wiedział, że dokładnie to jej obiecał, i po części chciał jej usłuchać, pozwolić jej odejść i nigdy już nie nadużywać jej zaufania. Jednak wiedział również, że jeżeli pozwoli jej teraz odejść, Hermiona na zawsze utraci jakąś część siebie. Już nigdy nie pozwoli nikomu zbliżyć się do siebie.
A on nie mógł na to pozwolić. Nie mógł pozwolić, by skończyła jak on. Zamknął więc drzwi machnięciem różdżki i poszedł w lewą stronę, aż stanął pomiędzy nią a kominkiem spojrzał jej prosto w oczy.
– Co robisz? – wysyczała śledząc różdżką jego każdy ruch.
– Nie pozwolę ci zniknąć w taki sposób Hermiono – odpowiedział spokojnie. Stał się nagle tak opanowany, jakby nigdy na siebie nie wrzeszczeli. – Cokolwiek chcesz zrobić później, najpierw musimy to przedyskutować.
– Nie chcę o tym rozmawiać! – krzyknęła. – Mieliśmy umowę! Żadnych rozmów, jeżeli nie będę tego chciała, żadnego chuchania i żadnej litości! Chcę wyjść w tej chwili i nigdy więcej z tobą nie rozmawiać!
– Ale musisz Hermiono. Jeżeli chcesz to przeżyć jako zdrowa osoba, a nie zgorzkniały cień kiedyś żyjącego człowieka, musisz przestać odczuwać winę i wstyd.
– A co jeżeli nie obchodzi mnie w jakim stanie przeżyję?
– Wtedy ta decyzja przestanie należeć do ciebie.
– Więc tak według ciebie wygląda sprawiedliwe partnerstwo? Poradzę sobie bez tego, wielkie dzięki.
Ten komentarz zabolał go, na co liczyła, jednak on wciąż się nie odsunął.
– Nie można być partnerem kamienia, czy przyjacielem zwłok – powiedział jej tym samym tonem. – A tym się właśnie stajesz, Hermiono. Tym właśnie byłem przez wiele lat. Martwym dla świata. Chcę żebyś spojrzała ponad swoje blizny i zobaczyła swoje życie Hermiono!
Roześmiała się, śmiechem tak starym i zgorzkniałym, że aż zabolało go serce.
– Co ty wiesz o bliznach – wyszeptała.
– Tyle co ty – odpowiedział równie cicho i podejmując decyzję, rozerwał koszulę. Cofnęła się z różdżką wzniesioną w drżącej dłoni, on jednak nie podszedł w jej stronę. Zamiast tego powoli zrzucił lnianą koszulę.
– Nie tylko Ciebie skrzywdzili –wyszeptał i odwrócił się do niej plecami.
Nie usłyszał płaczu, czy westchnięcia, tylko nieznacznie głośniejszy wdech. Wiedział, co zobaczyła - powierzchnię całkowicie pokrytą krzyżującymi się bliznami. Niektóre z nich były białe i ledwie widoczne przez upływ czasu, inne, wciąż czerwone i bolące, nawet po tylu latach gojenia.
Nie odwrócił się w jej stronę, jednak czuł jak jej oczy prześlizgują się po jego plecach, przyglądając się białym liniom, które wyżłobiły w jego skórze ścieżki i uliczki.
– U mnie zaczęło się to wcześnie – powiedział cicho, wciąż od niej odwrócony, głosem, który był tak samo stary i zgorzkniały jak jej. – Od kiedy pamiętam, mój ojciec bił mnie i moją matką. Oficjalnie by pokazać swój autorytet, ale teraz już dobrze wiesz, dlaczego ludzie biją dzieci.
– W Hogwarcie nie było dużo lepiej, słynni Huncwoci wybrali mnie na swoją ulubioną zabawkę. Wspomnienie, które widział twój przyjaciel Harry w mojej myślodsiewni, przedstawia mnie wiszącego do góry nogami w powietrzu, pokazującego całej szkole moje piękne gatki. Przez lata robili mi dużo gorsze rzeczy.
Gdy mówił poczuł za sobą szelest ubrań i wiedział, że powoli idzie w jego stronę. Mógł wyobrazić sobie jej twarz. Oczy szerokie z przerażenia, gdy przypomniała sobie, co do niego wykrzykiwała, błagające by skończył swoją opowieść, ale zignorował to. To było zbyt ważne.
– Gdy zostałem już przeciągnięty na stronę Czarnego Pana, żyłem tylko dzięki wściekłości, mojej arogancji i rozpaczliwej wierze we własną inteligencję. Tylko mój umysł nadawał mi wartość, tylko mój geniusz mógł usprawiedliwić moje istnienie. To właśnie tą dumę wykorzystał Czarny Pan by mnie do siebie zwabić. Tą wściekłość na wszystkich, którzy mnie skrzywdzili. Kilka tygodni temu pytałaś mnie, dlaczego moim sposobem jest gniew, a ja ci nie odpowiedziałem. Pozwól, że zrobię to teraz: Tylko gniew i arogancja miały wystarczającą moc by podtrzymać mnie przy życiu z każdym nowym dniem, pomimo ich nienawiści, bólu, który mi sprawiali. Czarny Pan wziął mój gniew i skołował mnie tak, że już nie widziałem co jest dobre a co złe. Mogłem tylko podsycać moją nienawiść.
Jego głos był już ochrypły. Chciał uciec od tych wspomnień, schować się przed samym sobą. Ale nie mógł tego zrobić. Musiał jej to przekazać.
– Ale nie powstrzymał bólu. Zwielokrotnił go, gdy nie byłem mu natychmiastowo posłuszny. Gdy nie słuchałem, traktował mnie jak rzecz. Głęboko w środku wiedziałem, że tym właśnie jestem. Trzymałem się go kurczowo, bo tylko on sprawiał, że to uczucie ginęło. Tylko on mógł mnie ocalić przed samym sobą. I gdy mnie karał, lub gdy później Albus wysyłał mnie tam z powrotem jako szpiega, nie protestowałem. Gdyż w jakiś sposób wiedziałem, tak jak ty teraz, że zasługuję na wszystko, co mogą mi zrobić, że nie byłem godny życia bez bólu.
– I odmówiłem sobie wszystkiego, co uważałem za zbyt dobre dla mnie. Stałem się zgorzkniały, surowy i skamieniały. Stałem się Severusem Snapem - sukinsynem i ponurym Mistrzem Eliksirów. I tak było do bardzo niedawna, aż ktoś uwolnił mnie z mrocznego więzienia mojego umysłu, wyrzucając mnie z miejsca mojego upokorzenia.
Cisza. Między nimi był ocean ciszy, tak bezmiernej, że przez chwilę bał się, że już dawno jej nie było, że zostawiła go paplającego o swojej przeszłości, że opuściła go, tak jak wielu przed nią. Wtedy usłyszał jej oddech, szybki i płytki, oraz poczuł jej zapach. Stała zaraz za nim. Głosem czystym i spokojnym upewnił się, że zrozumiała tą lekcję.
– Więc Hermiono, po tym wszystkim co wiesz o mnie, czy myślisz, że jestem bezwartościowy? Czy uważasz, że jestem plugastwem i że zasługuję na to wszystko co zrobił mi świat? Powiedz, czy wierzysz, że to wszystko zmieniło mnie w rzecz?
Jej głos był zszokowany gdy odpowiadała rozpaczliwie zaprzeczając jego pytaniom. – Nie... Ja nigdy bym nie pomyślała...
Nagle obrócił się w jej stronę i spojrzał z wyrazem straszliwego gniewu w jej szerokie oczy i załzawioną twarz.
– Dlaczego więc śmiesz sądzić tak o sobie? Nigdy nie zrobiłaś nic złego, czy innego niż ja. Wybrałaś tą drogę by ocalić ludzi, których kochasz. Jak więc możesz być czymś gorszym niż ja, skoro nie popełniłaś nawet połowy moich zbrodni?
– Ale ja...
– Ale ty co? Chcesz zrobić z tego konkurs? Kto popełnił najstraszliwszą rzecz w swoim życiu? Może powinienem opowiedzieć ci nieco więcej o tej cudownej przygodzie, jaką było moje życie? Chcesz wiedzieć jak to jest, gdy się zabija dziecko zbyt małe, by mogło wołać o pomoc? Co chcesz mi udowodnić Hermiono?
Widział jak szuka słów, którymi mogła by się oskarżyć, i jak nic nie znajduje. Zabrał je od niej, wszystkie wymówki i wyrzuty, które przypominała sobie w czasie bezsennych nocy, wszystkie te straszliwe obrazy, które widziała po zamknięciu oczu. Bo on robił gorsze rzeczy. A ona wciąż go szanowała.
– Jest mi tak strasznie wstyd – wyszeptała w końcu. Widział w jej oczach, że w końcu dotarła do źródła i chce się tym z nim podzielić. – Gdy patrzę w ich oczy, mojej rodziny, moich przyjaciół, nawet Dumbledore'a, jest mi tak bardzo wstyd. Wiem co uważają za złe i dobre, i wiem jakie jest ich życie. I nie pasuję tam. Widziałam rzeczy, robiłam takie rzeczy, które sprawiłyby, że uciekli by przerażeni. Jak mogę znów spotkać się z moimi rodzicami, jak mogę spojrzeć w oczy przyjaciołom, gdy wiem co pomyśleliby o prawdziwej mnie? Gdy wiem, ze należę do świata, którym oni pogardzają? Odrzuciłam wszystko, w co kiedyś wierzyłam i teraz nie mam niczego, czym mogłabym zapełnić tą pustkę. Niczego poza wstydem.
Wiedział, co miała na myśli. Przez ich połączone spojrzenia przesłał jej wiedzę i zrozumienie. Ona nigdy nie wybrała drogi arogancji. Próbowała się przystosować, przygasiła swoje światło, pozwoliła im by traktowali jej inteligencję jak dziwactwo, a jej głód wiedzy jak raczej zabawną cechę charakteru. Jeżeli wcześniej mnie nie akceptowali, pytały go jej oczy, jednocześnie bojąc się odpowiedzi, Jak mogę mieć nadzieję, że teraz będę mogła do nich należeć?
– Wiesz, że nie ma rozwiązania, prawda? – zapytał ją czule. Odpowiedziała lekkim skinieniem głowy. – Ci, którzy górują nad innymi, zawsze będą samotni. Ludzi nigdy nie akceptują tego, co jest inne. Oboje nauczyliśmy się tego w ciężki sposób. Jeżeli nie możesz być dumna z tego, kim jesteś, nigdy nie przestaniesz się tak czuć. Ale jeżeli nie potrafisz pokonać wstydu – kontynuował, biorąc głęboki oddech i patrząc jej w oczy.
– Wtedy czuj się zawstydzona przed swoją rodziną i przyjaciółmi, jeżeli musisz. Wstydź się przed swoimi sprawiedliwymi małymi przyjaciółmi, którzy tylko dlatego pozostali niewinni, bo są zbyt głupi by dostrzec co się dzieje dookoła nich. Nie mogę cię powstrzymać przed uważaniem się za niższą i bardziej plugawą od tych idiotów. Ale nigdy nie uważaj się za taką w mojej obecności, słyszysz mnie? Nie przeżyłaś nic, czego ja bym nie przeżył wcześniej. Nie widziałaś nic, czego ja nie robiłem. Jeżeli ja mogę żyć z tym co zrobiłem, ty też możesz przetrwać, to co ci zrobiono. Słyszysz mnie?
Ucichł. Wiedział co jej proponował, ale wiedział również o co ją prosił. Zaakceptowanie tego, kim była i zaprzestanie ukrywania się przed tym musiało być najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek miała zrobić. Jemu zajęło to więcej niż trzydzieści lat.
Jednak wciąż, z całego serca miał nadzieję, że Hermiona znajdzie w sobie siłę aby to zrobić. Teraz, gdy wszystko już zostało powiedziane, pozwoli jej odejść, jeżeli będzie tego chciała. Nie wiedział jednak co wtedy zrobi, znów sam w swoich komnatach, bez wspólnych rozmów, treningów i docinków.
Tak bardzo zagłębił się w przerażający scenariusz Hermiony odchodzącej od niego na zawsze, że zauważył jak blisko niego była dopiero gdy delikatnie dotknęła jego klatki piersiowej. Tak samo gęsto pokrytej bliznami jak jego plecy.
Nie mógł powstrzymać westchnienia, gdy prawym palcem wskazującym zaczęła kreślić szlak wyznaczony na jego skórze przez ledwie widoczną białą linię.
Zrozumiał ten gest, jednak ona nie spojrzała mu w oczy.
Przyjęła to co miał jej do zaoferowania.
Gdy powoli podniósł ramiona, by dać jej dość czasu, by mogła się wycofać przed niechcianym dotykiem, wtuliła się w niego, zamknęła oczy i otoczyła rękoma jego pas tak mocno, jak on otulił jej ramiona.
Gdyby nie byli zbyt wyczerpani by się nad tym zastanowić, oboje pewnie zdumieli by się poczuciem bezpieczeństwa, jakie czerpali z tych objęć, uczucie bliskości i spokoju, które istniało tylko w kręgu ich ramion. Uczucie domu.
Gdzieś tam, świat był miejscem pełnym niebezpieczeństw i bólu, ale tutaj byli tylko oni - dwójka szpiegów, oboje przestraszeni, oboje zbyt inteligentni dla własnego dobra. Oboje doświadczający najgłębszego zaufania, jakie kiedykolwiek czuli.
– Tak więc – usłyszała w swoim uchu głęboki głos Severusa. – Myślę, że już czas na śniadanie.
0o0o0o0o0o
