Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Szczęśliwego Nowego, 2016 Roku! Oby spełniły się wszystkie Wasze marzenia :)
mizerykordia – najważniejsze, że przeczytałaś, a nie kiedy przeczytałaś! Cieszę się, że historia Cię tak wciągnęła. Jeden zadowolony czytelnik więcej = więcej motywacji do działania!
Ukryci Za Maskami
Rozdział 24: Nareszcie w Domu
Dialogi: „bla bla"
Myśli: „bla bla"
Głośno zastukał w biurko swoją laską. Tsunade w mgnieniu oka się obudziła, wkurzona podniosła głowę, gotowa nawrzeszczeć na tego, kto śmiał zakłócić jej spokój. Zatrzymało ją uczucie zimnego metalu na szyi. Jej spojrzenie skupiło się najpierw na otaczających nią ninja po to, by na końcu zatrzymać się na stojącym przed nią mężczyźnie.
- Danzou! – zawarczała. – Co to ma znaczyć? Zaaresztuję cię i oskarżę o zdradę.
- Wysoce w to wątpię. Jak widzisz, twoi strażnicy, podobnie jak reszta straży w Konosze, zostali obezwładnieni. Kilkoro znajdujących się w okolicy ANBU oraz jouninów nie ma szans przeciwko moim ninja. I mocno wierzę w to, że nie zaryzykujesz życia chuuninów oraz geninów. Zginęliby i zostawili całą wioskę na łasce naszych wrogów. Nie chciałabyś tego, prawda? Więc, jak widzisz, Tsunade, mam teraz całą władzę. I moim pierwszym działaniem będzie pozbawienie cię twojej.
Tsunade zmierzyła wzrokiem mężczyznę, którego szczerze nienawidziła. Nagle na jej ustach pojawił się uśmieszek. Przez krótką chwilę oślepił ich wybuch dymu, a kiedy widoczność wróciła do normy, w miejscu Godaime siedział ktoś zupełnie inny.
- CHOLERA! – zawarczał Danzou na fioletowowłosą ninja, która, nie tracąc czasu, chwyciła rękę z wycelowaną bronią i jednym zręcznym ruchem ją złamała. Mężczyzna krzyknął. Wtedy rozpętało się piekło.
Kolejny shinobi Korzenia zamachnął się krótkim mieczem na głowę kobiety, ale ta zablokowała go kunaiem, drugą zaś wolną dłonią przebiła nogę znajdującego się za nią napastnika, który wrzasnął z bólu i upadł na plecy. Nagle znikąd pojawił się z przyczepionym do twarzy fałszywym uśmiechem Sai i jednym porządnym uderzeniem z pięści pozbawił leżącego ninję przytomności. Chwilę później do akcji dołączył Genma, który z hukiem przebił się przez jedno z okien i posłał na agresorów zatrute senbon. Pojawili się kolejni shinobi Korzenia, jednak nasi trzej bohaterowie szybko się z nimi uporali. Jedno z senbon przeleciało tuż obok głowy Saia, trafiając prosto w gardło stojącego za nim napastnika, efektownie go zabijając.
Danzou postanowił wykorzystać całe to zamieszanie i po cichu się wymknąć, przy drzwiach wyjściowych jednak został powitany przez Tenzou oraz Shikamaru. Ręce tego ostatniego formowały pieczęć do Kage Shibari no Jutsu. Zdrajca nie mógł już poczynić ani jednego kroku.
Niedługo później wszystko się uspokoiło, a wszyscy obecni w pomieszczeniu ninja Korzenia zostali albo pojmani, albo leżeli zabici. Danzou usłyszał stukot obcasów. Tsunade dumnie się uśmiechnęła, kiedy weszła do środka i oparła o drzwi. Źrenice Shimury zwężyły się, gdy z nienawiścią zmierzył wzrokiem Ślimaczą Księżniczkę Konohy. Kobieta odwdzięczyła się tym samym. Zacisnęła dłonie w pięści.
- Naprawdę sądziłeś, że nie miałam zielonego pojęcia, co planujesz? Naprawdę myślałeś, że nie wiedziałam o zamkniętym spotkaniu rady, podczas którego usiłowałeś pozbawić mnie władzy? Nie doceniasz mnie.
- Wyniosła jak zawsze, Tsunade. Może i mnie powstrzymałaś, ale nic nie poradzisz na to, co dzieje się na zewnątrz tego pokoju. Wioska jest otoczona moimi ninja. Nie ma możliwości, byś wygrała z tak uszczuplonymi ludzkimi zasobami – odparł Danzou.
- Tak uważasz? Pewnie chcesz wyjrzeć przez okno.
Genma złapał starszego mężczyznę i wystawił go za okno tak, by nic mu nie umknęło. Danzou obserwował, jak mgła powoli zanika i ujawnia wygrywających ANBU oraz jouninów. Lider Korzenia zawarczał, bezskutecznie próbując się wyszarpnąć. Genma wciągnął go z powrotem do środka i usadowił na – o ironio – krześle hokage, zaś Tenzou unieruchomił go za pomocą swojego drzewnego kekkei genkai.
- Jak?
- Wszystkich ich ostrzegłam. Dostałam od kogoś cynk, że coś planujesz. Wiem o tobie wystarczająco wiele, by zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo chciałbyś, abym zniknęła. Po ataku Akatsuki wioska stała się bezbronna, więc zaczęłam wysyłać moich ninja na udawane misje tak, by pozornie jeszcze bardziej ją osłabić. Wiedziałam, że nie powstrzymasz się od wdrożenia swojego planu w życie.
Drzwi otworzyły się, ukazując uzbrojonych strażników, których wcześniej Shimura uznał za martwych.
- Przez długi czas potrafiłeś działać w ukryciu. Już nigdy więcej. To koniec – Danzou zacisnął dłonie w pięści, wiedząc, że jest właśnie świadkiem własnej klęski.
- Zabierzcie go do Ibiki'ego – rozkazała strażom Tsunade, po czym wykonała kilka ręcznych pieczęci i przytknęła palce do szyi mężczyzny. Jej ninja złapali go, gdy osuwał się, nieprzytomny, po czym zniknęli. Sai, Genma, Shikamaru oraz Tenzou zajęli się pozostałymi nieprzytomnymi shinobi Korzenia.
Godaime z westchnięciem pomasowała się po skroniach.
- Te dramaty chyba nigdy się nie skończą. Potrzebuję sake – wymamrotała. Już wystarczającą ilość problemów przysparzało jej Akatsuki. Nie powinna mieć dodatkowych kłopotów związanych z wewnętrznymi sprawami wioski. Przynajmniej ten nadęty dupek w końcu dostał to, co mu się już od dawna należało. Tsunade miała nadzieję, że dodatkowo powie tyle, by pociągnąć ze sobą pozostałą dwójkę z rady.
- Proszę, Tsunade-sama – fioletowowłosa shinobi z uśmiechem wyciągnęła do niej rękę z butelką sake.
- Ach… moja bohaterka. Dziękuję, Yugao*.
- Cała przyjemność po mojej stronie – kobieta ukłoniła się, po czym nałożyła swoją maskę ANBU, by powrócić do obowiązków.
- Zaczekaj.
- Tak, Tsunade-sama?
- Usiądź, proszę. Dobrze odegrałaś swoją rolę. Tej nocy masz już wolne – ninja skinęła głową i usiadła naprzeciwko Hokage. Tsunade wyciągnęła dwa kieliszki, nalała do nich trunku, po czym błyskawicznie rozprawiła się ze swoją porcją i nalała sobie kolejną, zanim członkini ANBU zdążyła zaledwie skosztować swojego.
- Dziękuję.
Naruto ogarnęła nostalgia, kiedy przeszedł przez próg domu, który niegdyś należał do niego.
Zajrzał do sypialni, gdzie zastał śpiącą Ayę. W końcu poddała się własnemu przemęczeniu. Z westchnięciem blondyn usiadł obok łóżka i zaczął przyglądać jej niewinnej twarzy. Wiedział, że część jej dzieciństwa umarła wraz z destrukcją jej wioski oraz śmierci matki. Sam ciągle pogrążony był w żałobie. Aya zawsze była taką wesołą, uśmiechniętą osobą. Zastanawiał się, czy zmieni się, kiedy odpocznie i w pełni przyswoi zeszłe wydarzenia. Naruto usiłował zignorować dręczącą go myśl, że to jego wina, jednak ciężar dalej zdawał się go przytłaczać. Delikatnie zdjął kosmyk włosów z twarzy dziewczynki. Nawet nie drgnęła.
- Tak mi przykro, Aya – wyszeptał, po czym wstał i szybko opuścił dom. Wiedział, że Sakurze przyda się dodatkowa pomoc. Kiedy dotarł na miejsce, ujrzał także pomagającego innym Sasuke. Różowowłosa uśmiechnęła się na jego widok i zamachała. Uzumaki zauważył, że tłum znajdujących się na polanie ludzi powoli malał.
- Jak się ma Aya? – zapytała Sakura, kiedy pomogła kolejnemu pacjentowi.
- Śpi.
- Dobrze. Przemyciłam jej do napoju odrobinę środka usypiającego. Nie sądzę, że przez kilka ostatnich dni zaznała wystarczającej ilości snu.
- Taa… - Naruto odwrócił wzrok. Kunoichi położyła dłoń na jego ramieniu.
- Nie widziałeś jej wcześniej, Naruto. Ma silną wolę walki. Poradzi sobie.
- Mam taką nadzieję.
Chłopak rozejrzał się dookoła i przypomniał sobie wcześniejszą myśl.
- Gdzie wszyscy poszli?
- Wiele z obrażeń stanowiły złamane kości, wymagające zszycia rany oraz poparzenia drugiego stopnia. Kiedy je wyleczyłam, mieszkańcy udali się sprawdzić, co ocalało. Moim zamierzeniem jest wyleczenie większości łatwiejszych urazów jeszcze dzisiejszej nocy. Pozostaną mi wtedy ci, którzy potrzebują dłuższej opieki. Aya spisała się na medal lecząc to, co leżało w zasięgu jej możliwości. Gdyby nie ona, prawdopodobnie część ludzi by nie przeżyła. Ty i Sasuke dobrze ją wytrenowaliście.
- Taa – Naruto lekko się uśmiechnął, jednak szybko posmutniał, kiedy pomyślał o mieszkańcach. Wiedział, że część z nich powróci do wioski, by zastać tylko gruzy.
- Poradzisz sobie z paroma pacjentami? – zapytała medyczna kunoichi, tym samym odwracając uwagę chłopaka od depresyjnych myśli. Obdarzył ją bladym uśmiechem. Może rzeczywiście dobrze mu zrobi kilka obowiązków na głowie.
- Tylko wskaż mi odpowiedni kierunek, Sakura.
Słońce było już wysoko na niebie, kiedy Aya się przebudziła. Gdy tylko zorientowała się, jak bardzo jest późno, wyskoczyła z łóżka, prędko doprowadziła się do porządku i wybiegła na zewnątrz. Zatrzymała się, a jej źrenice rozszerzyły się na widok opustoszałej już polany.
- Gdzie są wszyscy? – wymamrotała. Liczba rannych została ograniczona do jednej czwartej. Reszta zniknęła.
- Rozeszli się do domów – dziewczynka obróciła się w lewo i pisnęła na widok jej ulubionego senseia, który siedział w zacienionej części werandy.
- RU! – wykrzyknęła. Naruto wstał, by chwilę później znaleźć się na ziemi przygwożdżony przez Ayę. Z początku spięty, chwilę później zrelaksował się i przytulił dziewczynę. – Tak bardzo się cieszę, że tu jesteś. Tak bardzo się bałam… nie wiedziałam, co mam robić.
Uzumaki, tak samo jak jego uczennica, ponownie znalazł się w pozycji siedzącej, jedną ręką w dalszym ciągu obejmując Ayę. Jego oczy były smutne. Zaczął mówić przyciszonym głosem:
- Wspaniale się spisałaś. Jestem z ciebie dumny. Wszystkim się zajęłaś… - wskazał na w dalszym ciągu wypełnioną namiotami i materacami polanę – całkowicie sama. Zajęłaś się rannymi. Pomyśl, o ile więcej zajęcia miałaby Sakura, gdyby cię tu nie było.
Aya lekko się uśmiechnęła na tę pochwałę. Blondynowi nie uszło jej smutne spojrzenie. To spowodowało powrót poczucia winy.
- Aya… ja… przepraszam. Wiem, że słowa nigdy nie będą wystarczające, ale nie masz pojęcia, jak bardzo mi przykro… - dziewczyna skonfundowała się.
- Z jakiego powodu? To, co się stało, nie było twoją winą.
- Ale… oni przyszli po mnie. Twoja mama… ona by… - nie odeszła. Tych słów nie był w stanie wypowiedzieć - … gdyby nie ja. Nie powinienem był zostawać tu na aż tak długo. Powinienem był być ciągle w ruchu. Za bardzo przywiązałem się do tego miejsca – na to nastolatka zmierzyła blondyna wzrokiem, po czym uderzyła go w ramię i wstała z rękami założonymi na biodrach. Patrzyła się na niego ze złością. W tym momencie Naruto miał ochotę się wycofać, a następnie stanąć do walki z Sasuke.
- Zamknij się! Po prostu się zamknij. Nie masz pojęcia… mama… oddała swoje życie, by mnie ocalić. Zmusiła mnie do zostawienia jej w tyle, bym miała szansę ciebie odnaleźć i ostrzec. Przestań przejmować się czymś, na co nie masz wpływu. Tak, moja mama odeszła i zawsze okropnie będę za nią tęsknić. Chciała jednak, bym żyła swoim życiem i była szczęśliwa. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, by tak się stało – westchnęła i lekko się zrelaksowała, dając Naruto czas, by do niego to dotarło. Wzięła głęboki wdech, by ogłosić: - I chciałam cię poinformować, że idę z tobą.
- Nie. To zbyt niebezpieczne.
Złość wróciła pełną parą.
- Powiedziałeś to już wcześniej i zobacz, co się stało! – Aya z warknięciem odwróciła się na pięcie i zeszła z werandy. Jeszcze raz rzuciła okiem na przygnębionego senseia i w tym momencie cała złość zniknęła. Westchnęła. – Tego właśnie chcę. Nie potrafiłam uleczyć nawet połowy z tych ludzi… za mało umiem. Chcę zostać ninja, medycznym ninja, tak jak Sakura. Tutaj tego nie osiągnę. Mama była jedyną osobą, dla której wtedy z tobą nie odeszłam. Nie możesz mnie powstrzymać, Naruto.
- Hn… wygląda na to, że wydoroślałaś, Aya – dziewczyna podskoczyła z zaskoczenia. Obróciła się i ujrzała opierającego się o słup Sasuke. Zmierzyła wzrokiem swojego kolejnego senseia.
- Jak dużo słyszałeś?
- Wystarczająco – na jego twarzy pojawił się uśmieszek, a następnie wskazał na w dalszym ciągu czekających pacjentów. – Sakura chciała, bym sprawdził, czy się już obudziłaś. Potrzebuje twojej asysty.
- W porządku – Aya pobiegła na poszukiwania różowowłosej. Sasuke zaśmiał się, po czym wspiął po schodach i dołączył do siedzącego na werandzie blondwłosego shinobi. Westchnął.
- Ona ma rację, wiesz. Przestań się obwiniać. To ci nie pomoże – Uchiha obrócił głowę i spojrzał na ich wychowankę zajmującą się pomocą w leczeniu kolejnego poszkodowanego. – Jej też nie.
- Wiem… wiem.
- Nie jesteś odpowiedzialny za każdą pierdoloną złą rzecz, która ma jakikolwiek związek z Kyuubim. Wszystko ma swój limit. Nie jesteś w stanie sprostać wszystkiemu w pojedynkę, Naruto.
- Mogę przynajmniej próbować – Sasuke mógł wyczuć chaotyczne emocje syna Czwartego. Przyciągnął go bliżej do siebie i zaczął przeczesywać dłonią jego blond loki, by go choć trochę uspokoić.
- Idiota. Nie ma nic złego w próbowaniu. Złe jest skazywanie siebie na porażkę w związku z nierealistycznymi oczekiwaniami, którym nie możesz wyjść naprzeciw. Dobrze o tym wiesz. Więc przestań dźwigać cały ten ciężar, tak jakby była to twoja wina, dobe. Tak jak wcześniej mówiłem, jedynymi winnymi ludźmi są Akatsuki. To na nich powinieneś przekierować całą swoją złość.
Naruto przytaknął. Sasuke, oczywiście, się nie mylił. Uzumaki wiedział, że to nie jego wina, ale samo myślenie o wiosce pełnej ludzi, którzy okazali mu tyle dobroci i stali się niczym rodzina… wszystko przez tą pieprzoną organizację… Zaczęła w nim kipić wściekłość, ale szybko się powstrzymał.
Nadszedł najwyższy czas, by to zakończyć.
- Kiedy wrócimy, ruszymy za nimi. Mam już dosyć uciekania.
Sasuke skinął głową. Wiedział, o czym dokładnie myślał Naruto. Kruczowłosy zacisnął dłoń w pięść i wystawił ją w kierunku przyjaciela.
- Będę stał zaraz za tobą.
Namikaze wyszczerzył się i przybił z nim żółwika.
- Och… i ona wraca z nami.
Na twarzy blondyna pojawił się grymas.
- Ale…
- Aya idzie z nami – Naruto ciężko westchnął. W jego umyśle znalazły się myśli Sasuke. Poczuł jego obawę. Aya stała się rodziną. Rodzina była czymś, czego oboje nie za bardzo mieli okazję doświadczyć. Uchiha nie był gotowy, by ją stracić… i, prawdę mówiąc, on też nie. Uzumaki zamknął oczy. Jak w ogóle mógł powiedzieć „nie"?
- W porządku.
Madara zastukał stopą o kamienną podłogę. Cierpliwość… Uchiha nigdy nie byli w tym dobrzy. Na całe szczęście cechę tą kultywował przez wiele lat swojego życia. To dzięki temu zaszedł tak daleko. To tylko dzięki cierpliwości nie był w tym momencie wściekły na Paina, który kazał mu czekać.
W końcu to on był jego przełożonym. Pain już dawno powinien się tu stawić.
- Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać – powiedziała monotonnym tonem jedna ze Ścieżek, po czym wyłoniła się z cienia i zajęła miejsce naprzeciwko Uchihy posiadającego niejedną tożsamość... Uchiha Madara, poprzedni Mizukage, lider Akatsuki, Tobi… wszystkie na swój sposób niebezpieczne. Pain jednak nie odczuwał strachu.
- Nie będzie żadnych tego konsekwencji. Chciałem tylko porozmawiać.
- O? – Madara skrzyżował nogi i nonszalancko wskazał na niego palcem.
- Twojej ostatniej porażce – Pain nawet się nie wzdrygnął. Zamiast tego wpatrywał się w Madarę – nie wyzywająco, ale na tyle intensywnie, by pokazać, że nie czuje się zagrożony.
- Nie było żadnej porażki. Nie zastaliśmy tam jinchuuriki'ego. To wszystko. Wygląda na to, że odszedł na tydzień przed moim przybyciem. Nie został po nim żaden ślad.
- Więc nie udało ci się go pojmać.
- Nie. Porażka w jego złapaniu oznaczałaby, że znajdował się na tyle blisko, bym w ogóle usiłował to zrobić – oko Madary niebezpiecznie się zmrużyło. Jego marionetka była dziś aż nadto wygadana. I nie podobały mu się subtelne oznaki oporu, które zdawała się prezentować.
- Zwykle nie jesteś taki wygadany. Czy masz jakiś problem?
- Wręcz przeciwnie.
- W porządku. Wiesz, gdybyś nie spędził tyle czasu w Konosze mszcząc się za swoją przeszłość, mógłbyś dorwać twojego jinchuuriki'ego.
- Nie wydawało mi się, abyś miał coś przeciwko zrównywaniu wioski z powierzchnią ziemi i terroryzowaniu jej mieszkańców – „Tobi" zignorował go i kontynuował:
- Zwiesz siebie bogiem, zatem znalezienie swojej zdobyczy nie powinno ci sprawiać aż tyle kłopotu.
Madara usiłował zrobić wszystko, by obelgami wytrącić z równowagi swojego rozmówcę. Pain jednak nie łyknął haczyka, wbił tylko w niego beznamiętny wzrok.
- Nawet działania boga potrzebują czasu.
- Hn. Czasu, którego już nie masz – Uchiha przegrywał wojnę na słowa. Nie był już na to w nastroju. Wstał zatem i zmierzył wzrokiem w dalszym ciągu siedzącą jedną ze Ścieżek. – Znajdź go. Nie dbam o to, w jaki sposób to zrobisz, ile wiosek zburzysz. Znajdź go i do mnie przyprowadź. Pięć dni.
Pain nawet nie drgnął.
- Jak sobie życzysz.
Trzy dni później Drużyna Siódma, razem z Ayą, znalazła się przed główną bramą Konohy. Naruto i Sasuke z powrotem skryli się pod swoimi Henge – co było całkiem interesującym doświadczeniem dla nastolatki. W momencie, w którym przeszli przez bramę, nasi bohaterzy poczuli, że coś jest nie tak. Coś wisiało w powietrzu… i nie potrafili tego określić.
- To jest Konoha? – zapytała Aya, rozglądając się dookoła. Zburzone budynki świadczyły o tym, że coś tu się stało. Sceneria wyglądała aż nazbyt znajomo. – Czy ci ludzie też tu byli?
Sakura przytaknęła.
- Niestety tak. Ale nie poddajemy się tak łatwo. Widzisz? – wskazała na uwijających się robotników. – Liść już się odbudowuje – dziewczynka nic nie mogła poradzić, tylko się na to uśmiechnąć.
Po rzucie okiem na jej zakapturzonych towarzyszy, Sakura wzięła nastolatkę za rękę, usiłując pozbyć się złowrogiego przeczucia.
- Powinniśmy już iść – po tych słowach skierowali się w stronę głównej wieży. Wybite okna i wszechobecne ślady walki sprawiły, że grupka rozpoczęła bieg w górę schodów. Naruto pierwszy znalazł się przy tak znajomych mu drzwiach i z hukiem je otworzył.
- Babciu! – coś uderzyło w ścianę tuż obok miejsca, w którym aktualnie znajdował się blondyn. Westchnął z ulgą, że coś, co okazało się szklaną kulą, go ominęło. W przeciwnym razie mocno by bolało.
- Zamknij się, gówniarzu! Próbowałam właśnie spać – zawarczała Tsunade, mierząc wzrokiem wszystkich obecnych. – Widzę, że jesteście w jednym kawałku.
Drużyna skinęła głową.
- Dobrze. A teraz zdejmijcie z siebie te niedorzeczne Henge! – dwójka przyjaciół wzdrygnęła się i błyskawicznie zrobiła to, co im kazano. – A teraz mówcie, co się stało i co to za dzieciak.
Naruto się nie odezwał. Nie chciał o tym mówić. Sakura spojrzała na chłopaków i przewróciła oczami, wiedząc, że Sasuke zawsze był niechętny do otwierania buzi. Zgaduję, że jestem jedynym oficjalnym shinobi Liścia. To ja powinnam zdać raport.
- Gdy dotarliśmy na miejsce, Akatsuki już dawno nie było. Zniszczyli pierwszą wioskę w Kraju Ptaków, poszukując Naruto. Wielu mieszkańców zostało rannych, kilkoro z nich zmarło. Na całe szczęście Aya przeprowadziła wstępną selekcję rannych i zajęła się tym, co potrafiła.
- Kto?
- Aya – różowowłosa wypchnęła lekko dziewczynę, na której twarzy błyskawicznie pojawił się rumieniec. Nie lubiła znajdować się w centrum uwagi.
- Moja uczennica, pamiętasz? Pisałem o niej – dodał Naruto, obejmując Ayę ramieniem niczym dumny ojciec. Źrenice Tsunade rozszerzyły się, gdy sobie przypomniała.
- Och! Dzieciak, dla którego błagałeś mnie, bym wysłała trochę medycznych jutsu? Ta gówniara?
- Hej! Nie jestem żadną gówniarą. Nawet mnie nie znasz – wtrąciła się najmłodsza z obecnych, zapominając, w czyjej obecności się znajdowała. Tsunade uniosła brew. Dziewczyna miała ikrę.
- Jestem liderem tej wioski. Mogę nazywać cię tak, jak chcę – Aya zmierzyła wzrokiem kobietę, po czym z parsknięciem obróciła głowę w bok. Godaime ledwo powstrzymała się od wybuchnięcia śmiechem. Mała bardzo przypominała Naruto. – Nieważne. Dlaczego tu jest?
Aya prawie zawarczała. „Ona" tu stała.
- Chcę zostać medycznym ninja – wyprzedziła odpowiedź innych. Na twarzy kage pojawił się uśmieszek. Nie miała do czynienia z tego typu charakterkiem, odkąd Naruto został wygnany z wioski. Tęskniła za tym.
- Nie jesteś nawet ninja.
- Więc? Możesz mnie nim uczynić. Wystarczająco już trenowałam. Ruka-sen… To znaczy Naru-sensei i Sasu-sensei powiedzieli, że spokojnie mogłabym mieć przydzieloną rangę genin… może nawet i chunnin.
- Oni o tym wiedzieli? – piwne tęczówki znalazły się na dwóch młodych mężczyznach. Naruto uniósł jedną z dłoni i zaczął nerwowo drapać się po głowie. Sasuke nawiązał kontakt wzrokowy i nawet się nie wzdrygnął. – No dobra, chłopcy, jako że wasza dwójka jest za nią odpowiedzialna, czy oznacza to, że tu zostajecie? – Uzumaki uniósł brew.
- Możemy wrócić? To znaczy… co z radą?
- A, tak… nie mają już kontroli nad tym, co zrobię z waszą dwójką. Już nigdy więcej.
- Jaki jest haczyk? – to pierwsze słowa, które wypowiedział Uchiha. Tsunade szeroko się uśmiechnęła.
- Sądzę, ze polubicie swoje opcje. Naruto, zostałeś bezpodstawnie wygnany, więc niniejszym oświadczam, że to odwołuję. Sasuke, twoja sytuacja jest nieco odmienna. Dobrowolnie odszedłeś i stałeś się poszukiwanym ninja. Mimo że twoje motywy można było zrozumieć, to idące za nimi działania pozostały nieuzasadnione. Jednakże jestem w stanie cię oczyścić, jeżeli zrobisz dla mnie jedną rzecz.
Sasuke z zapytaniem uniósł brew.
- Zmuś Danzou do gadania – kruczowłosy zmrużył oczy.
- Gdzie on jest? – zapytał złowieszczo.
- W więzieniu. Jestem pewna, że dostrzegliście ten cały bałagan – wskazała na podłogę zagraconą odłamkami szkła, tynkiem i kawałkami drewna. – Danzou próbował zrobić przewrót i przejąć władzę nad wioską. Na całe szczęście wyprzedziliśmy go. Przez ostatnich kilka dni Ibiki usiłował zmusić go do rozmowy. Niestety, jak na razie bez skutku. Ten pieprzony staruch jest zbyt uparty. Zgaduję, że jeżeli ktokolwiek ma prawo do tego, by się z nim rozliczyć za to, co zrobił, to tylko ty. Jeżeli zmusisz go do powiedzenia o wszystkim, pozwolę ci na powrót do wioski razem z zachowaniem statusu ninja. Będzie cię czekał tylko sześciomiesięczny okres próbny.
- A jeżeli nie dam rady?
- Wtedy pozwolę radzie, by to oni zadecydowali o twoim losie – Sasuke przytaknął.
Więc? – zapytał go w umyśle Naruto.
A mam jakiś wybór?
Dasz radę?
Uzumaki usłyszał tylko mentalne parsknięcie przyjaciela. Prawie potrafił zwizualizować sobie wyraz twarzy Uchihy, mimo że wcale na niego nie patrzył.
Spędziłem prawie trzy i pół roku wraz z Orochimaru oraz Kabuto. Zrobię to. Zaufaj mi.
- Zgadzam się.
- W porządku – Tsunade sięgnęła do szuflady, wyciągnęła z niej dwa hitai-ate i rzuciła je do chłopaków. – Witamy z powrotem – Sakura miała ochotę zacząć podskakiwać w miejscu z radości. Szeroko się uśmiechała. Była szczęśliwa, że miała z powrotem jej chłopców. – Sasuke, będziesz mógł sprawić mu wizytę już tej nocy. Naruto, twoje stare mieszkanie jest bliskie zawaleniu, więc łap – podała mu klucz. – To twoje nowe lokum. Ma dwie sypialnie i jest już umeblowane – blondyn obdarował ją znaczącym spojrzeniem.
- Zaplanowałaś to, prawda? – zapytał. Piąta wzruszyła ramionami.
- Miałam taką nadzieję – przeniosła wzrok na Ayę. – Co do ciebie, spotkaj się ze mną i Sakurą jutro o dziesiątej rano.
- Dlaczego? – spytała nastolatka.
- Chcesz zostać medycznym shinobi, prawda? – na twarzy dziewczynki pojawił się szeroki uśmiech.
- Tak, ma'am. Będę czekała.
- Dobrze. I proszę nie mówić na mnie ma'am! Nie jestem tak stara.
- Tak, jesteś – wymamrotał „kaszląc" Naruto. Hokage zmierzyła go wzrokiem, a on tylko niewinnie się uśmiechnął. Tsunade ostrzegawczo zmrużyła oczy.
- A teraz wynocha z mojego biura! Chcę nareszcie zaznać odrobiny ciszy i spokoju.
W tej samej chwili, w której znaleźli się poza wieżą Hokage, Sakura pisnęła i rzuciła się na chłopaków, mocno ich ściskając. Naruto uśmiechnął się, na twarzy Sasuke zaś pojawił się grymas, ale nie usiłował się wyrwać. Aya tylko zaczęła się z nich śmiać.
- Drużyna Siódma wróciła! – wykrzyknęła różowowłosa. – Nie wiem, jak wy uważacie, chłopaki, ale jedynym słusznym miejscem do celebracji będzie Ichiraku.
- Ramen! – krzyknął Uzumaki. W tym momencie, po tak długim czasie, mógł być tylko szczerze szczęśliwy na myśl o zjedzeniu jego ulubionego dania. Poza tym Ichiraku w dalszym ciągu było najlepszym miejscem na świecie. Uchiha zmierzył go wzrokiem i zawarczał w umyśle przez fakt, że zachowywał się zbyt głośno. – Aya, w końcu poznasz smak najpyszniejszego ramen wszechczasów!
Po posiłku Sakura zabrała ich do ich wcześniejszego senseia. Naruto zdziwił się, że po drodze na nikogo się nie natknęli – zapewne większość z ich przyjaciół pracowała nad odbudowaniem wioski. Kakashi w dalszym ciągu przebywał w swoim mieszkaniu, odzyskując siły po swoim starciu z Painem. Po drodze do niego nasi bohaterowie dowiedzieli się, w jak bardzo fatalnym stanie się znajdował. Prawie nie przeżył operacji.
Sasuke ponownie musiał wbijać przyjacielowi do głowy fakt, że nie jest temu winny.
Niedługo później znaleźli się przed drzwiami do lokum Hatake. Sakura położyła dłonie na ich ramionach, po czym uśmiechnęła się i zapukała do drzwi.
- Pójdę pooprowadzać Ayę. Macie mnóstwo czasu na rozmowę. Spotkamy się w twoim nowym mieszkaniu – powiedziała, po czym odeszła z nastolatką.
Po chwili drzwi otworzyły się, zapraszając do środka. Za nimi znajdował się Kakashi.
- Yo! – przywitał się, leniwie unosząc dłoń. Naruto wyszczerzył się, Sasuke przytaknął, zaś srebrnowłosy odetchnął z ulgą. Wyglądało na to, że blondyn nie trzymał już więcej do niego urazy. – Jestem zbyt zmęczony, by wam coś zaoferować. Usiądźcie, proszę – dwójka przyjaciół usiadła na kanapie, zaś Kakashi zajął miejsce na znajdującym się naprzeciwko krześle. Oczy młodego Namikaze szeroko otworzyły się ze zdumienia, kiedy zorientował się, że mężczyzna nie miał na sobie maski. W innych okolicznościach na jego twarzy zagościłby triumfujący uśmiech – w końcu nareszcie ujrzał przystojną twarz Kopiującego Ninja. Teraz jednak jedynie myślał o tym, jak dziwny był to widok. Dyskretnie ciągle mu się przyglądając, zaczął się zastanawiać, czy zawsze Kakashi był taki… blady? Czy może to po pobycie w szpitalu? Nawet po tym, jak uratowali Gaarę, srebrnowłosy nie wyglądał aż tak źle.
- Więc… - Naruto odchrząknął i jeszcze raz zaczął: - … zgaduję, że nie spodziewałeś się mnie z powrotem, huh?
- W zasadzie to myślę, że byłbym bardziej zaskoczony na jego widok – Kakashi wskazał głową na Sasuke. – Zgaduję, że zostaliście z powrotem przyjęci do wioski?
- Yep. Zostaję. Tak samo teme.
- Dotarliście na czas do Kraju Ptaków? – Uzumaki potrząsnął głową i spuścił wzrok.
- Akatsuki nas wyprzedzili. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie okoliczności, wioska odniosła niewielkie straty. Więcej rannych niż zabitych.
- Ach.
Naruto przeniósł wzrok na Sasuke i zorientował się, jak bardzo chłopak był spięty. Zamiast zwykłej, wyluzowanej postawy, kruczowłosy sztywnie siedział na brzegu kanapy. Blondyn wstał.
- Hej, Kakashi-sensei, mógłbym zrobić nam herbaty?
- Czuj się jak u siebie – syn Czwartego z uśmiechem zniknął w kuchni.
Kakashi i Sasuke zostali sami. Uchiha siedział cicho, niepewny, co powiedzieć swojemu byłemu mistrzowi – jeżeli w ogóle mógł go tak nazywać. Kiedyś nawet tak o nim nie myślał – wtedy, w jego oczach, oczach Uchihy, jounin na to nie zasługiwał. Sasuke westchnął, zaciskając dłonie na materiale spodni. Wcześniej, kiedy Hatake znajdował się w szpitalu, pozwolił mówić Naruto. W końcu co takiego mógł rzec, by nie brzmiało to… kiepsko?
- Miałeś rację – wyszeptał.
- Hm? – Kakashi przekrzywił głowę, skonfundowany.
- Powiedziałeś mi, że będę cierpiał. Że odniesienie sukcesu w zemście sprawi, że poczuję tylko pustkę. Miałeś rację – Uchiha wrócił myślami do czasów, kiedy był młody i głupi. Dwunastoletni genin, którego jedynym celem było zyskanie mocy do zemszczenia się. Wtedy Kakashi usiłował go ostrzec. Zignorował go jednak. Później zaczęło go to dręczyć, nie dawało spokoju. Sasuke wbił wzrok w ziemię, pozwalając, by włosy zakryły jego twarz. – Powinienem był ciebie posłuchać. Teraz mój brat jest martwy. Chciałbym to odwrócić.
Kopiujący Ninja zamilkł. Wiedział, jak wiele kosztowało Sasuke wyrzeczenie się dumy i przyznanie do błędu.
- Znałeś prawdę? O Itachim? – kruczowłosy uniósł głowę. Kakashi potrząsnął głową. – Przez cały ten czas nienawidziłem go za to, co zrobił, a on tylko wykonywał swoją pracę. Rozkazano mu ich zabić i powstrzymać od tego, co niedawno usiłował zrobić Danzou. Zabiłem go, podczas gdy on tylko chronił mnie i Konohę, cholera, pewnie i Naruto, odkąd stał się szpiegiem w Akatsuki. Tak bardzo chciałbym znać wtedy prawdę… wtedy może… - ucichł.
- Być może miałeś się nie dowiedzieć. Może Itachi chciał, byś dorastał w normalności, bez pilnowania klanowych tradycji. Wiem, że sposób, w jaki cię psychologicznie zmanipulował, nie był najlepszym rozwiązaniem, ale sam miał wtedy tylko trzynaście lat. Zrobił to, co wtedy uważał za słuszne – Kakashi przeczesał dłonią włosy i westchnął. – Oczywiście wiem, że przez to nie poczujesz się lepiej… ale po prostu pomyśl o swoich decyzjach, które podjąłeś w wieku dwunastu, trzynastu lat… może gdy to zrobisz, trochę lepiej go zrozumiesz.
Sasuke przytaknął. Kakashi postanowił na tym skończyć. Słowa były już tu zbędne.
- Ach, cholera! Co ja zrobiłem z kluczem? – Naruto ponownie przeszukał kieszenie. Sasuke znacząco odchrząknął, po czym przed twarzą blondyna pojawiła się wisząca na łańcuszku zguba. – Hej! – chłopak złapał klucz, po czym otworzył drzwi do pachnącego jeszcze nowością, obcego mu mieszkania. Wszedł do środka, Uchiha zaraz za nim. – Dom, słodki dom, co nie?
- Hn.
Naruto przeszukał po omacku ścianę w poszukiwaniu przełącznika do światła. Wcisnął przycisk.
- NIESPODZIANKA!
- AAAAA! – Uzumaki odskoczył, prawie przewracając się z Sasuke. Cały pokój gościnny okazał się pełen ludzi wcześniej skrytych za meblami i w szafach.
- Teraz oficjalnie mogę powiedzieć, że witamy w domu, Naruto, Sasuke – Sakura uśmiechnęła się. Blondyn rozpromienił się, po czym zaczął rozglądać. Wszyscy tu byli: Kiba, Hinata, Shikamaru, Ino, Chouji, Shino, Neji, Tenten, Konohamaru, Moegi, Udon, Shizune, Tsunade, Iruka i… Kakashi?!
Naruto wskazał palcem na swojego senseia.
- Co ty tu… - przeniósł wzrok na Sakurę. – Zrobiłaś to celowo!
Różowowłosa ledwo powstrzymywała się od śmiechu.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- KŁAMCA! Specjalnie nas tam wysłałaś.
- Ale jesteście szczęśliwi… prawda? – spytała Aya z uśmiechem. Cała grupa była już jej znajoma – dzięki masie listów i wszędzie porozwieszanych obrazków w domu Naruto w Kraju Ptaków. Po tym, jak spędziła z nimi trochę czasu, w końcu zrozumiała, dlaczego jej sensei tak bardzo ich kochał. Naruto uśmiechnął się.
- Taa. Ale w jaki sposób uwinęłaś się tak szybko? Dowiedzieliśmy się, że zostajemy zaledwie kilka godzin temu.
Sakura wyszczerzyła się.
- Jak tylko przekroczyliśmy granice Kraju Ognia, przywołałam ślimaka i przesłałam przez niego wiadomość do Ino oraz Tsunade-shishou. Miały dwa dni, aby to zaplanować. Teraz bawmy się!
Po tym nadszedł czas na uściski. Sasuke pozostał na uboczu. Opierał się o drzwi i z lekkim uśmiechem obserwował poczynania Naruto. Był zadowolony z faktu, że jego przyjaciel odczuwał szczęście. Uchiha co prawda nikomu się nie przyznawał, ale… obawiał się. Czy zaakceptują go po tym, jak ich wcześniej zdradził?
Sakura jednak nic sobie z tego nie robiła. Złapała kruczowłosego za ramię i przyciągnęła do siebie używając swojej nadludzkiej siły.
- Chodź, ty odludku. To przyjęcie przygotowane jest także dla ciebie. Prawda, ludzie?
- A jakżeby inaczej! – wykrzyknął Kiba, który właśnie zaczynał drugą butelkę piwa. – Ale jeżeli choć raz pomyślisz o ponownym odejściu bądź skrzywdzeniu Naruto, to skopiemy ci tyłek! – reszta głośno mu przyklasnęła.
Sasuke przytaknął pokazując, że zrozumiał. Po chwili Ino pisnęła i przykleiła się do jego ramienia.
- Tęskniliśmy za tobą, Sasuke-kun!
Taa… definitywnie był w domu. Uchiha przewrócił oczami, ale nawet nie próbował jej od siebie odkleić.
- Kłopotliwe… Ino, puść go.
- Ale Shika…
Naruto złapał kontakt wzrokowy z przyjacielem i się uśmiechnął. Sasuke nawet nie musiał słuchać jego głosu w głowie, by wiedzieć, o czym właśnie myślał.
Było już późno. Księżyc znajdował się wysoko na niebie, oświetlając ulice Konohy. Naruto stał na zewnątrz dzielnicy klanu Uchiha, czekając na swojego najlepszego przyjaciela. Po chwili Sasuke wraz z kilkoma klonami blondyna wyszedł stamtąd z pełnymi rękoma. Dwóch młodych mężczyzn po angielsku ulotniło się ze swojej własnej imprezy – i tak większość jej uczestników już odpłynęło. Wyszli na prośbę kruczowłosego, który mentalnie poprosił Naruto, by zrobili jeszcze jedną rzecz tej nocy.
- Mógłbyś to zapieczętować? – zapytał.
- Co to za rzeczy?
- Wszystko, co ważne – kruczowłosy nie rozwijał się. Należące do klanu zwoje, obrazy, kilka rzeczy jego rodziców oraz Itachi'ego, trochę ubrań… wszystko to było dla niego drogie.
- Enigma z ciebie – wymamrotał dziedzic klanu Namikaze. Zrobił jednak to, o co go proszono, po czym zamyślił się i spojrzał w oczy Sasuke. Ujrzał w nich determinację. Musiał się jednak upewnić: - Jesteś pewien, że chcesz to zrobić?
Uchiha wziął głęboki wdech i skinął głową.
- Tak, jestem. Myślę, że w końcu jestem gotowy, by ruszyć dalej. Muszę. Muszę przestać żyć przeszłością. Poza tym nie sądzę, że ich dusze spoczną w spokoju, póki tego nie zrobię – chłopak jeszcze raz spojrzał na dzielnicę, w której się wychowywał. Wyobraził sobie odległe czasy, kiedy to miejsce było tak pełne życia. Jego klan… jego rodzina. – Naszedł czas, bym zaczął wszystko od nowa.
Naruto złapał go za rękę i lekko ją ścisnął, okazując mu swoje wsparcie.
Sasuke lekko się uśmiechnął, po czym jego twarz ponownie przybrała surowy wygląd.
- Użyczysz mi swojego wiatru?
- Jasne.
Brunet błyskawicznie wykonał kilka ręcznych pieczęci i wziął głęboki wdech.
- Katon: Goukakyuu no Jutsu – z jego ust wystrzelił strumień ognia. Rezydencja klanu Uchiha rozbłysła jasnym światłem. Kruczowłosy rzucił okiem na towarzysza i skinął głową.
Naruto wykonał niezbędne pieczęcie.
- Fuuton: Reppushou – silny powiew wiatru dołączył do ognia, podsycając go i przenosząc na kolejne domy. Dwójka bohaterów powtarzała tę czynność, dopóki cała dzielnica nie stanęła w ogniu. Ponownie znaleźli się przed głównym wejściem. W ciszy obserwowali, jak niegdyś dumna rezydencja zamienia się w pył. Powietrze wypełnił zapach palonego drewna, a wiatr niósł ze sobą popiół. Sasuke patrzył się na to wszystko w ciszy. Płomienie odbijały się w jego ciemnych oczach. Obserwował, jak ogień niszczy to, co pozostało z jego nawiedzonych wspomnień.
Był gotowy, by znów zacząć żyć.
Od tłumaczki: Nie wiem jak wy, ale się wzruszyłam. Polecam na końcu słuchać Naruto Shippuuden OST – Tragic. Łapie za serducho ;)
Yugao* – członkini ANBU, partnerka Hayate, który został zabity
Kage Shibari no Jutsu – Technika Wiązania Szyi Cieniem
Katon: Goukakyuu no Jutsu – Element Ognia: Wielka Kula Ognia
Fuuton: Reppushou – Element Wiatru: Dłoń Wichury
