A/N: UWAGA: Rozdział zawiera spojlery do Miasta Rajskiego Ognia!

Chciałabym wam OGROMNIE podziękować, bo dobiliśmy 100 komentarzy! Tak jest 100! Nie sądziłam, że aż tyle ich będzie.

Rozdział dedykuję OLI1494, za to że dała 100 komentarz!

Glittery Angel: Też wzruszyłam się, gdy pisałam tamten rozdział

Ewelina: W tym rozdziale będzie pokazane, jak Magnus to przeżywa

Roxxie: Lubię matczyną stronę Maryse ;) I będzie trochę o Magnusie.

KsiycowyCukier: Miło mi powitać nową czytelniczkę. Jeśli chcesz podać adres bloga to rozdziel nazwę albo po prostu napisz nazwę i osobno w jakiej domenie jest. Bo tu nie wyświetli adresów internetowych.

Kokosz: A dobre były drożdżówki? Narobiłaś mi smaku ;) Wiem, że to wina Alec'a, ale to jego rodzina, więc automatycznie będą żałować jego, a nie Magnusa

Demon Lionka: Spodobało mi się pisanie z innych POV. I staram się realistycznie oddawać uczucia, i mam nadzieję, że mi to wychodzi.

Ola1494: Relacje parabatai są bardzo ważne, tak samo jak troska rodziny o Alec'a po zerwaniu. I dlatego chciałam to pokazać.

A teraz...Miłego czytania i jak zwykle czekam na wasze szczere opinie.


Rozdział 24. Chciałbym znów trzymać cię w swoich ramionach

Minęły już dwa miesiące od naszego zerwania, a ja wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Jak mogłem zaprzepaścić najlepszą rzecz, która przytrafiła mi się w życiu. Jaki ja głupi byłem, żeby dać się tak zmanipulować Camille. Jak mogłem jej w ogóle uwierzyć? Przecież Magnus mnie ostrzegał, że to kłamliwa i manipulująca suka. A ja tak łatwo poleciałem na jej słowa. Ale czy można mi się dziwić? To ona mi opowiadała o takich rzeczach, o których powinienem dowiadywać się od mojego chłopaka. A nie od jego byłej. To dopiero śmiechu warte. Poznajesz byłą dziewczynę swojego chłopaka. Cóż byłego chłopaka…

Nie mogłem poradzić nic na swój stan, więc gapiłem się w białe ściany dzień w dzień. I tak nie miałem nic lepszego do robienia. Przecież nie mogłem robić tego, co chciałem. A tak chciałem wtulić się w ramiona mojego czarownika i pocałować go z taką siłą, jakby jutro miał się skończyć świat. Jak wtedy w Alicante, gdy pocałowałem go przed całym Clave i innymi Podziemnymi. O tak, to było coś. Uwielbiałem to wspomnienie, każdą jego część. Zmrożonego i zaskoczonego Magnusa, uśmiech mojej siostry, zaskoczone miny Mai i Simona, nawet twarze rodziców. Nawet podobały mi się te wszystkie szepty Clave, bo to mi przypomniało o tym, że nasza miłość była prawdziwa. Brakowało mi go. Wszystko mi przypominało o nim. Starałem się nie myśleć o nim non-stop, ale nie wychodziło mi to. I często łapałem się na tym, że wydzwaniałem do niego i nagrywałem się na sekretarkę. Jak teraz. Po pięciu sygnałach usłyszałem znajomy głos

„Dodzwoniłeś się do Magnusa Bane'a Wysokiego Czarownika Brooklynu. Jeśli to coś pilnego zostaw wiadomość po sygnale."

Gdy usłyszałem sygnał, wziąłem głęboki wdech i nagrałem swoją wiadomość.

-To znów ja…-zacząłem, zastanawiając się, czy w ogóle jej odsłucha.—Chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Ja nie chciałem tego. Nigdy nie mógłbym odebrać ci twojej nieśmiertelności. Nie po tym, jak przez chwilę myślałem, że nie żyjesz. Kocham Cię i po prostu chciałem być z tobą na zawsze…ale nigdy bym nie odebrał ci nieśmiertelności—zrobiłem dłuższą pauzę. Wiedziałem, że rzucił zaklęcie na telefon. Inaczej już dawno by mnie rozłączyło—Tęsknię za tobą. Brakuje mi naszych wspólnych nocy. Tak bardzo chciałbym cię znów trzymać w swoich ramionach. Chciałbym, żebyś mi wybaczył. Ja wciąż cię kocham. I pewnie do końca życia będę cię kochał. Pamiętasz jak mi powiedziałeś, że ty i ja to jedno? Znów chciałbym, żebyś mi to powiedział. Żebyśmy znów byli jednością. Ty i ja. Ale wiem, że na to za późno. Kocham Cię Magnusie.

I rozłączyłem się. A chwilę później do pokoju wtargnął mój kochany braciszek. Usiadł na moim łóżku i wpatrywał się we mnie z przenikliwością. Nawet nie wiedziałem, że gapię się w telefon i trzymam kciuk na numerze Magnusa, gotowy by zadzwonić ponownie. I wtedy Jace wyrwał mi telefon i rzucił nim o ścianę. Komórka roztrzaskała się w drobny mak. Patrzyłem na to z niedowierzaniem.

-Rozwaliłeś mój telefon—rzuciłem do niego, a on tylko wzruszył ramionami.

-Faceci, nie pozwalają innym facetom dzwonić do innych facetów. Dobra to źle powiedziane—mówił lekkim tonem—Kumple nie pozwalają kumplom dzwonić do ich byłych i w kółko się nagrywać lub rozłączać. Serio stary musisz z tym skończyć

-To dlatego rozwaliłeś mój nowy telefon?—Byłem wściekły na niego.—Wielkie dzięki

-Nie ma za co—uśmiechnął się lekko i położył na moim łóżku.—I mówię poważnie Alec. Musisz z tym przestać. To już dwa miesiące! A ty siedzisz tu zamknięty i pogrążasz się w depresji.

-I co z tego?—rzuciłem bez emocji

-Jesteś moim bratem Alec i nie chcę byś cierpiał—złapał mnie za rękę. Kiedyś pewnie by mi się to ogromnie podobało, ale teraz nie wywołało to we mnie żadnych uczuć—Wyjdźmy dzisiaj gdzieś? Ja, Izzy i ty. Jak za starych czasów. Rozerwiesz się trochę.

-Nie mam ochoty—położyłem się z powrotem na łóżku i głośno westchnąłem. Nie chciałem nic robić

-Musisz się przestać dołować—usłyszeliśmy głos Izzy, która wparowała do mojej sypialni—I Jace ma rację, powinniśmy gdzieś razem wyjść. Rodzeństwo Lightwoodów znów w akcji, wiesz o co chodzi. Jak za starych dobrych czasów.

-Otóż to—zaczął Jace—Nie możesz odmówić siostrze i bratu Alec.

-Nie rozumiecie…jeśli pójdziemy gdzieś do klubu…to wszystko mi będzie o nim przypominać—powiedziałem łamliwym głosem i starałem się powstrzymać łzy—A to boli.

-Alec—powiedziała Izzy, siadając z mojej drugiej strony i biorąc moją jedną dłoń w swoją. Jace zrobił to samo i kucnął przede mną—Wiem, że to boli, ale nie możesz sobie tego robić. Musisz ruszyć dalej…

-Ale ja nie chcę—wyszeptałem—Ja chcę być z Magnusem…

-Wiem bracie, wiem…-zaczął Jace—I chciałbym ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak.

Spojrzałem na moje rodzeństwo. Widziałem ich zmartwione twarze. Nie chciałem, by cierpieli razem ze mną. Może mają rację, może muszę ruszyć dalej. A przynajmniej przestać popadać w depresję. Może to najwyższy czas, by coś zrobić, by przestać cierpieć. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na nich.

-Macie rację—zacząłem—Nie mogę się non stop dołować.—uśmiechnęli się lekko. I usłyszałem, że Izzy odetchnęła z ulgą. Spojrzałem na nią—Hej, czy Simon jest w domu?

-Simon?—zapytał skołowany Jace—Po co ci wampir?

-Powiedzieliście, że powinienem wyjść z domu, więc to robię. Chcę pograć w gry video. A Simon się na tym zna, w końcu był przyziemnym.—spojrzałem ponownie na Izzy—W porządku jeśli do niego zadzwonię?

-Jasne, że tak. Dzwoń. Jeśli wyjdziesz z domu na trochę to dzwoń i graj w te gry video.—wyszła z pokoju. Zostałem sam na sam z Jace'm.

-Wbijamy do wampira i wilkołaka? W sumie mogę.

-Wolałbym pójść sam Jace—spojrzał na mnie trochę zraniony—Nie obrażaj się. Chcę spędzić trochę czasu sam…bez rodziny…zrozum mnie…

-Rozumiem Alec…ale obiecaj mi, że będziesz uważać na siebie.—spojrzałem na niego wymownie.—Mówię poważnie bracie. Bądź ostrożny i w razie kłopotów dzwoń.

-To będzie trochę trudne—spojrzał na mnie zagadkowym wzrokiem—rozwaliłeś mój telefon.

-Wybacz. Zaraz ci znajdę jakiś

I zostałem sam. Zdecydowanie potrzebowałem czasu z dala od rodziny. Nie mogę już znieść ich wzroku i ciągłych rozmów na mój temat. Nikt mi nie może pomóc. To ja zawiniłem i teraz ponoszę najcięższą karę za to. Może pewnego dnia mi wybaczy. Pragnę tego z całym sercem. By dał mi drugą szansę. By jeszcze raz mi powiedział, że mnie kocha. By znów powiedział, że jestem tylko jego. A on tylko mój. Spojrzałem na nasze zdjęcie leżące na poduszce na łóżku. Wziąłem je do ręki. Palcem przejechałem po tafli szkła w miejscu, gdzie była jego postać i wyszeptałem „Kocham Cię". Po czym opuściłem sypialnię i skierowałem się w kierunku wyjścia. Czas by wyjść z depresji Alec, czy tego chcesz czy nie.


Dwa miesiące pogrążania się w depresji. Ciągłe picie alkoholu i słuchanie non-stop jego głosu w wiadomościach…tak, tak wygląda teraz życie Wysokiego Czarownika Brooklynu. Zaprzestał przyjęć. Wycofał się z biznesu na jakiś czas. Nawet jego kot miał już dość tego widoku. Całe mieszkanie zawalone pudełkami od jedzenia na wynos, puszki, i butelki po alkoholu. Wszędzie kurz, brud. I czarownik, siedzący codziennie na kanapie, ubrany w starą czarną koszulkę zbyt szeroką i przykrótką by mogła należeć do niego. Trzymał w dłoniach album ze zdjęciami z jego najlepszych wakacji w życiu. I wciąż płakał. W nocy budził się ze snów wołając swojego Nocnego Łowcę by przyszedł i go pocieszył. Tak bardzo pragnął by Alexander znów wziął go w ramiona. I dlatego dołował się z dnia na dzień. I nikt nie był mu w stanie pomóc.


JACE POV:

Gdy tylko Alec wyszedł do Simona i Jordana, postanowiłem pójść na Brooklyn. Musiałem zobaczyć co się dzieje z Magnusem. Już nie mogłem znieść widoku nieszczęśliwego brata. Musiałem jakoś ich złączyć razem na powrót. Wiem, że oni są dla siebie stworzeni. I wiem, że mój brat zrobił źle, ale Magnus wcale święty też nie był. I wchodząc do jego mieszkania nie spodziewałem się takiego widoku. Wszędzie ciemno, porozrzucane rzeczy. I Magnus leżący na kanapie z butelką whisky i albumem ze zdjęciami.

-Co się z tobą dzieje Magnus?—zapytałem, rozglądając się po zagraconym mieszkaniu.

-Nie twój interes Złotowłosa—warknął do mnie—Co tu do cholery robisz? Chyba dałem jasno do zrozumienia Alexandrowi, że nie chcę widzieć już żadnego Nocnego Łowcy. Znudziło mi się granie waszej maskotki

-Maskotki?—zapytałem ogłupiały—Nigdy nie byłeś naszą maskotką. –spojrzał na mnie wymownie—Alec jest smutny, dlatego tu jestem.

-A co cię obchodzi, że Alexander jest nieszczęśliwy?

-Co mnie to obchodzi?—Krzyknąłem tak, że kot spadł z łóżka—Oczywiście, że mnie obchodzi. Alec to mój przyjaciel, mój brat, mój parabatai. I jest nieszczęśliwy. Tak samo jak ty. Wnioskuję to po tych wszystkich śmieciach. I twój kot wygląda na martwego

-Nie jest martwy

-Tak wygląda.—rzuciłem—Poza tym, dlaczego w ogóle zerwałeś z Alec'iem? Sądziłem, że kochasz mojego brata

-Więc Alec nie powiedział?

-Nic mi nie powiedział! Powiedział tylko, że się ostro pokłóciliście i że zrobił coś złego i że zerwałeś z nim. Co jest dziwne, bo o ile sobie dobrze przypominam, byłeś po uszy zakochany w moim bracie. Więc co się stało?

Spojrzałem mu prosto w oczy. Nigdy nie byłem dobry w rozmowach o uczuciach, ale tu chodzi o Alec'a. O mojego brata i zrobię wszystko by naprawić wszystko między nim a jego ukochanym. To jest moja misja.

-On…on próbował skrócić moje życie—wyszeptał czarownik. Gdyby nie runa na dobry słuch, pewnie bym nie zrozumiał. Spojrzałem na niego zmieszany i ręką nakazałem mu kontynuować—Poszedł do Camille, bo mu powiedziała, że wie, „jak zrobić Alec'a i Magnusa na zawsze razem"

Usiadłem bliżej niego na kanapie.

-I myślisz, że Alec by to zrobił? To śmieszne. On cię kocha. I kiedy mówię kocha, mam na myśli tak prawdziwie. To musi być jakaś pomyłka. To do niego nie podobne. Rozmawiałeś z nim?

-Poszedł za moimi plecami do mojej byłej, by skrócić moje życie. A ty pytasz, czy z nim rozmawiałem? Nie, byłem wkurzony!—poderwał się z kanapy i ruszył w stronę okna—Powiedział, że chciał lepiej mnie poznać. A mógł mnie o to zapytać. Powiedziałbym mu!

-Tak? Pytał cię milion razy. Ale ty nigdy mu nie powiedziałeś słowa o sobie—krzyknąłem na niego—Myślisz, że to łatwe dla niego być w związku z 800-letnim facetem, który był z setką innych istot? Co z tego, jeśli chciał wiedzieć coś więcej o tobie? Poszedł do jedynej osoby, która mogła mu opowiedzieć o Magnusie Bane'ie, a nie o Wysokim Czarowniku Brooklynu. Czy to takie złe?

-Nie rozumiesz! Jesteś za młody!

-Nie rozumiem? Ojciec raz mi powiedział, że kiedy kogoś kochasz musisz mu ufać całym sercem, duszą i życiem. Wybacz, jeśli Alec tak mocno ci ufał, a ty nie—zrobiłem dłuższą pauzę i ruszyłem w stronę drzwi. Magnus patrzył na mnie zszokowany. Gdy otworzyłem drzwi i już miałem wychodzić, obróciłem się jeszcze raz w jego stronę.—Wiesz co? Sądzę, że nie chciałeś ujawnić swoich tajemnic, dlatego postanowiłeś zerwać z moim bratem

I z tymi słowami opuściłem mieszkanie Wysokiego Czarownika Brooklynu. Zostawiając go z moimi słowami by je przemyślał. Idąc do Instytutu modliłem się w duchu, żeby Magnus przejrzał na oczy i wrócił do mojego brata. Bo inaczej oboje będą cierpieć do końca ich żyć.


A/N: Jak odczucia?

Kolejny rozdział JUTRO!

PS. Na pokrzepienie waszych serduszek, z racji tego, że dobiliśmy do 100 komentarzy, mam dla was mały prezencik.

Zapraszam do wejścia na mój profil i przeczytania pliku pod tytułem "Prawdziwa Miłość"

Z miłością

Intoxic

PPS. Dziękuję za życzenia z weną! Przydają się ;)