Rozdział betowała 100-ki. Yakou. no. Ou, której serdecznie za to dziękuję :).
Dziękuję za wszystkie wasze komentarze :). Aislinka, sprawa Obliviate będzie się przez jakiś czas toczyć. Mniej albo więcej, ale będzie. :) O Harrym i Tomie nic nie mówię - sama z czasem zobaczysz. Koma, obiecuję, nie musisz bać się o Toma i jego... ech, zdrowie psychiczne? To chyba nie są zbyt właściwe słowa. W każdym razie na pewno w trakcie rozwijania się ficka będą ukazywać się różne jego podobieństwa i różnice względem Dumbledore'a. Ale jak najbardziej pozytywnie. Cookies. Alice, naślij na nią Toma ;). Co do psucia całej koncepcji to... niestety (stety?) będzie tak do końca. Tak myślę. Ja tak, przynajmniej, miałam. Okey, ojej, pozwól, że nie będę nic a nic mówiła na temat twoich przypuszczeń. Po prostu... no nic. O Harrym nic też mówić nie będę, ale masz rację, z całą pewnością nie jest taką samą osobą, jak był przed podróżą w czasie i o wiele trudniej jest go w jakikolwiek sposób zmanipulować. Co do uczuć, to je podzielam. Też nie wiem, co myśleć o Tomie w poprzednim rozdziale. Tsukiaisuishou, Tom jest zbyt spostrzegawczy, by Harry był w stanie długo ukrywać przed nim sprawę swojej przytomności. NigrumLotus, nikt nie mówił, że Riddle będzie działać fair. Właściwie nie wiem, czy byłby do tego zdolny. Ja osobiście wolałabym bardziej zobaczyć Toma, kiedy Harry na nim zasnął. To musiałoby pięknie wyglądać. A co do rozdziałów, to... ekhm... no... też mnie nie będzie przez kilka dni. Od jutra - rano wrzucę jeszcze jeden rozdział - do niedzieli. Wracam w poniedziałek i wtedy postaram się wrzucić rozdział.
Dzisiaj rozdział najkrótszy ze wszystkich w tym opowiadaniu. Rozdział kolejny pojawi się jutro rano.
Ulubieniec Losu
Rozdział dwudziesty ósmy
Harry czuł ciepło, zadowolenie. W jego mózgu panowała spokojna cisza.
- Nie śpisz? – zapytał cicho głos. Otworzył powoli oczy, pokonując ostatnie pozostałości snu.
- Tom? – wymamrotał, siadając. – Na jak długo odleciałem?
- Kilka godzin – oznajmił beztrosko dziedzic Slytherina. – Moje krążenie w nogach zostało zatrzymane. Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy jak ciężka jest twoja głowa – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie wypełniona jest jedynie powietrzem. – Harry uśmiechnął się nieznacznie.
– Kłębkiem kurzu, nie wiedziałeś?
Tom przewrócił oczami.
- Wszystko w porządku? – zagadał cicho Zevi.
- Najlepszym. – Uśmiechnął się. – To był chyba najlepszy odpoczynek, jaki miałem od miesięcy… Dlaczego pytasz? Coś się stało? – Uśmiech zniknął.
- Zevi to kwoka, nie wiedziałeś? – powiedział poważnie Tom, naśladując go.
Wszystkie węże roześmiały się. Spojrzał uważnie na młodego dziedzica rodu Prince. Zevi uśmiechnął się do niego uspokajająco. Postanowił nie przejmować się tym, zastanawiając, czego mu brakowało. Czuł, jakby o czymś zapomniał.
- Jasna sprawa, Tomusiu, wszyscy wiemy, że jesteś ukrytym romantykiem i nie tak do końca bez serca, jak chciałbyś nam to wmówić – odparł. Tom parsknął.
- Powiedz tym zbierającym się w twojej głowie kłakom kurzu, Evans, że moim zdaniem utraciłeś już wszystkie nagromadzone w swoim mózgu szare komórki.
- Och! Widzisz, mówisz takie słodkie słowa – stwierdził sarkastycznie.
Był zaskoczony, że Tom mu na to nie odpowiedział.
Kilka dni później, kiedy na horyzoncie niebezpiecznie migotało Halloween, paczka pojawiła się w jego dormitorium. Prosta, brązowa paczka, starannie owinięta sznurkiem, w żaden sposób się nie wyróżniająca. Hedwiga ją przyniosła. Nie było żadnego nazwiska, żadnej wskazówki od kogo mogła by ona być i żadnego napisanego ręcznie liściku, który mógłby w jakikolwiek sposób podpowiedzieć kto był jej nadawcą. Tylko H. Czarne, napisane z dużej litery H, które pozostawiało sobie wiele do życzenia, kiedy chciało się z niego wyciągnąć jakieś informacje.
Paczuszka leżała niewinnie na jego łóżku, wpół ukryta przed czyimś wzrokiem tam, gdzie gwałtownie pięć minut wcześniej upuściła ją sowa. Nie był pewny, czy powinien ją otworzyć – mogła być przeklęta, być świstoklikiem albo… brzmiał jakby miał paranoję, czy tylko mu się tak zdawało?
W końcu ciekawość zwyciężyła.
Po rzuceniu kilku próbnych zaklęć, by sprawdzić i wyeliminować jej ewentualne szkodliwe elementy, zaniepokojonym machnięciem ostrożnie zdjął sznurek. Brązowy papier pod jego palcami był szorstki i gruby, a paczka mała i ciężka. W środku była mała, czarna skrzynka, z niewielkim liścikiem przywiązanym do jej wierzchniej części, składanym wielokrotnie na pół tak wiele razy, że w końcu miała wielkość pięćdziesięciu pensów, którymi Ron był kiedyś tak bardzo zafascynowany. Rozejrzał się wokół siebie, po czym odważył się zerwać notatkę i rozwinąć ją.
Powodzenia, przyjacielu. Wykorzystaj to dobrze.
Cóż, to pomocne. Wiadomość także została napisana drukowanymi literami i nie było w niej niczego charakterystycznego – nie był to nawet specjalny rodzaj długopisu czy czegokolwiek tam innego, dzięki któremu mógłby wcielić się w rolę detektywa. Do tego wszystkiego, notatka zapisana została na zwyczajnym, standardowym pergaminie.
To było frustrujące.
Otworzył pudełko, a następnie zamrugał kilkakrotnie. Wewnątrz znajdował się mały, okrągły przedmiot otulony grubym, aksamitnym materiałem. Przypominajka.
Okej. Teraz już z całą pewnością był zdezorientowany.
