- Świat oszalał... – rzekł następnego ranka podczas śniadania głęboko zdumiony Ron. Już od dłuższej chwili wpatrywał się nieustannie w list, którzy przed paroma minutami przyszedł wprost z jego rodzinnego domu.

Zupełnie zaaferowany jego treścią, nie zwracał najmniejszej uwagi na to co działo się wokół niego, nawet że zaintrygowana Ginny próbowała zerkać mu przez ramię, aby też móc przeczytać wiadomość. Jednak Ron trzymał arkusz pergaminu tak blisko oczu jakby skanował całą jego zawartość więc podejrzenie czegokolwiek było w tej chwili zupełnie niemożliwe.
W tej samej paczce, oprócz kilku przesłanych przez panią Weasley dla Rona magicznych przyborów których zapomniał zabrać z Londynu i wspomnianego listu, dołączony był również spory wycinek z dzisiejszego „Proroka Codziennego". Nagłówek artykułu od razu przykuł uwagę Harry'ego gdy tylko wylądował na stole. W jednej chwili „Wybraniec" rozpoznał na głównej fotografii wynędzniałego Glizdogona, obwiązanego łańcuchem i prowadzonego przez nieznanych dwóch czarodziei z Ministerstwa Magii.

- Mogę? – spytał, i nie czekając na odpowiedź wziął się od razu do czytania artykułu, korzystając z rozkojarzenia przyjaciela.

Nie zwrócił nawet uwagi na to, że wielu uczniów już zagłębiło się w lekturę dziennika i że prawdopodobnie zainteresowała ich ta sama nowina.
W treści artykułu było bowiem coś, na co Harry czekał aby usłyszeć od dawna: Glizdogon został pojmany. Nie czekając już ani chwili dłużej, zabrał się za czytanie:

"PETER PETTIGREW, MASOWY MORDERCA – TEN, KTÓRY WYDAŁ POTTERÓW W RĘCE SAMI-WIECIE-KOGO – SCHWYTANY!

Jak przyznał wczoraj w późnych godzinach wieczornych na specjalnej konferencji sam minister magii - Rufus Scrimgeour - powodzeniem zakończyła się specjalna akcja aurorów, której celem było pojmanie ukrywającego się od wielu lat śmierciożercy, gorliwego zwolennika SAMI-WIECIE-KOGO – Petera Pettigrew.

"Specjalna obława wymierzona w tego groźnego śmierciożercę, trwała od blisko dwóch lat" – przyznał obecny kierownik biura aurorów, Dorian Reef – „Tak wydawałaby się późna reakcja Ministerstwa, spowodowana była szeroko rozpowszechnionymi i powszechnie uznawanymi za prawdziwe (lecz w rzeczywistości fałszywymi i błędnymi informacjami) z których wynikało, jakoby podejrzany sam był ofiarą i został zamordowany przed piętnastoma laty. Okazało się to zgrabnie przygotowaną mistyfikacją podejrzanego. Teraz ten błąd został naprawiony, zwyciężyła prawda i sprawiedliwość!".

Przypomnijmy jednak te okoliczności, które wywołały całą lawinę zdarzeń i w ostateczności doprowadziły do ujęcia tego niebezpiecznego śmierciożercy.
Blisko dwie dekady temu, w czasach powszechnego terroru, spowodowanego przerażającą działalnością SAMI-WIECIE-KOGO, poszukiwał ON coraz większej liczby zwolenników, którzy pomogliby mu w przejęciu władzy w świecie czarodziei i wprowadzeniu nowych rządów burzących powszechnie uznawany porządek i system wartości, a oparte na strachu, prześladowaniach i likwidacji opozycji. Poza mrocznymi, magicznymi stworami i czarodziei z półświatka o wątpliwej reputacji, którzy w przypadku triumfu SAMI-WIECIE-KOGO chcieli zyskać nowe przywileje, do śmierciożerców przystawali także zdolni czarodzieje z szanowanych rodzin, zachęceni zdobyciem nowych bogactw oraz władzy. Oprócz tych którzy dołączali do śmierciożerców z własnej woli, wciągano pod przymusem i innych czarodziei. SAMI-WIECIE-KTO rozpoczął poszukiwania nowych popleczników, zmuszając ich do tego siłą, szantażem lub posługując się zaklęciem Imperius. Ci którzy się mu sprzeciwili, ginęli lub musieli ratować się ucieczką, co oddalało tylko na krótki okres czasu grożące im śmiertelne niebezpieczeństwo. Wśród tych którzy postanowili uciec, znajdowało się małżeństwo Potterów; już od czasów szkolnych uznawani za jednych z najzdolniejszych czarodziei swego pokolenia. Do ich bliskich przyjaciół, którzy pomagali się im ukryć należeli m. in. Syriusz Black oraz wspomniany już Peter Pettigrew.

Lily i James Potterowie ukryli się wraz ze swym synem Harrym w Dolinie Godryka, chroniąc swą kryjówkę za pomocą zaklęcia Fideliusa. Wbrew obiegowej opinii, swym strażnikiem tajemnicy uczynili nie Blacka, lecz właśnie Pettigrew, o czym dowiedzieliśmy się całkiem niedawno. Ta nieprawdziwa informacja odsunęła od Pettigrew wszelkie podejrzenia, a cała wina spadła na niewinnego Syriusza Blacka, który stał się celem poszukiwań całego wydziału aurorów. Natomiast Pettigrew, już wtedy zagorzały śmierciożerca, okazał się być podwójnym agentem, który natychmiast zdradził swemu panu miejsce pobytu Potterów. Jak wiadomo, SAMI-WIECIE-KTO odniósł w Dolinie Godryka porażkę, wprawdzie zamordował Lily i Jamesa Potterów, lecz nie udało mu się zgładzić Harry'ego, który jako jedyny na świecie przeżył mordercze zaklęcie. SAMI-WIECIE-KTO utraciwszy swą moc uciekł, ukrywając się przez wiele lat dopóki nie odzyskał sił. Natomiast Pettigrew, który stracił swego protektora i jego ochronę, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, chciał oczyścić się z podejrzeń i uciec przed innymi śmierciożercami, którzy obwiniali go o porażkę swego pana. Syriusz Black był jednak pierwszy, wytropił Pettigrew samodzielnie i osaczył go po mugolskiej stronie miasta chcąc go schwytać i zemścić się za zdradę Potterów. Jednak Pettigrew przygotowany był na takie zajście: wiedząc że jest wielu świadków, publicznie oskarżył o zdradę Potterów właśnie Blacka, chcąc odsunąć od siebie możliwe późniejsze zarzuty. Pettigrew, który był niezarejestrowanym animagiem, rzucił zza swoich pleców przekleństwo które zniszczyło najbliższą okolice i zabiło wielu mugoli, a sam w powstałym zamęcie odciął swój palec i pod postacią szczura umknął do kanałów pozorując tym własną śmierć.

Aurorzy posiadający fałszywą informację, jakoby Black był strażnikiem tajemnicy Potterów, wzięli go za sprawcę tej całej masakry i osaczyli go. Natomiast znaleziony na miejscu odcięty palec Pettigrew'a uznano za jego jedyne, pozostałe szczątki. Black niesłusznie oskarżony, został zesłany do Azkabanu bez procesu, przez nieżyjącego już Barty'ego Croucha, a Pettigrew'a uznano „pośmiertnie" za bohatera, który jako pierwszy próbował schwytać Blacka, czym miał przypłacić swym własnym życiem.

Prawdę znało niewiele osób. Śmierciożerca ukrywał się przez wiele lat pod postacią szczura i zaszył się u nieświadomej tego rodziny czarodziei, a nawet przebywał w Hogwarcie, czekając na powrót swego pana do dawnej wielkości. Jednakże plan który uknuł Pettigrew zakończył się trzy lata temu, kiedy przypadkowo znalazł się na fotografii opublikowanej na naszych łamach – śmierciożercę-animaga rozpoznał Black (który notabene przyjaźnił się z Pettigrew w Hogwarcie i wiedział o tym, że potrafił on przemieniać się w szczura) i to właśnie było motorem jego słynnej ucieczki z Azkabanu. Po ich konfrontacji która miał miejsce na terenie Hogsmeade, zdemaskowany Pettigrew znów uciekł, aż w końcu odnalazł SAMI-WIECIE-KOGO, któremu pomógł odzyskać utracone wcześniej siły.

Do niedawna, Black nadal uważany był za winnego, a prawdziwej wersji wydarzeń nie dawano wiary. W końcu wszczęte zostało w tej sprawie nowe śledztwo, Syriusz Black został oczyszczony ze wszystkich stawianych mu wcześniej zarzutów, a Pettigrew udowodniono winę i rozpoczęły się jego poszukiwania. Pojmany on został przed dwoma dniami w jego tymczasowej kryjówce i natychmiast przetransportowano go do Azkabanu, gdzie będzie oczekiwał na proces którego wyrok (w co wierzymy) będzie adekwatny do popełnionych przez niego zbrodni.

Mniej szczęścia miał niestety Syriusz Black, który po ucieczce z więzienia nadal uznawany za winnego i będąc poszukiwanym, ukrywał się przed obławą. W zeszłym roku przyłączywszy się do Zakonu Feniksa, prawdopodobnie zginął podczas starcia ze śmierciożercami w Ministerstwie Magii w Sali Śmierci, jego ciała do dziś nie odnaleziono (więcej patrz na s. 21).
Minister magii ogłosił, że za kilka dni odbędzie się specjalne posiedzenie Wizengamotu, które zdecyduje o dacie rozpoczęcia procesu Petera Pettigrew, którego winy nie trzeba będzie długo udowadniać."

Harry zmarszczył czoło i odłożył wycinek na stół, tuż obok zerwanego z paczki papieru.

Ron natomiast nadal wlepiał wzrok w otrzymany od matki list. Powtarzał tylko w kółko „oszalał" i kiwał niedowierzająco głową.

- No daj wreszcie spojrzeć! – powiedziała już wyraźnie zniecierpliwiona Ginny, której po wielu staraniach w końcu udało się zerknąć przez ramię brata.

Wzięła spory łyk dyniowego soku i zabrała się do czytania. Nie trwało to długo. Po chwili zakrztusiła się i parsknęła, wypluwając sporą część napoju na stół. Hermionie w ostatniej chwili udało się uratować swój podręcznik od starożytnych run, który leżał nieopodal.

- O ja cię! – powiedziała Ginny wytrzeszczając oczy i przyłączając się do odmawiania rodzinnej mantry wraz z bratem.

Zaczęli na zmianę powtarzać: „Oszalał", „O ja cię!", „Zwariował", „Ja cię kręcę", „Niemożliwe", „Ale numer"...

- Zaraz to ja zwariuję! – warknęła Hermiona znad swojej miski owsianki – O co znowu chodzi?

- Bill i Fleur – odpowiedziała Ginny, w której najwyraźniej mieszało się uczucie rozbawienia i niedowierzania – Bill z nią zerwał.

- CO?! – zdziwił się mocno Harry, którego myśli nagle uciekły od Syriusza i Glizdogona – A-ale jak to?

- No nie wiem jak to, tak to – odparła osłupiała - Mama napisała, że Ron niby zapomniał fałszoskopu i pióra, bla bla bla, że przesyła wycinek z „Proroka" o Syriuszu, znaczy się o Peterze Pettigrew, żebyśmy nie dowiadywali się o tym z drugiej ręki, bla bla bla, i żebyśmy wysłali Bill'owi sowę z zapytaniem, czy może nie zechciałby spotkać się z nami w najbliższym możliwym czasie w Hogsmeade, żeby go jakoś wesprzeć i pocieszyć, ponieważ przed kilkoma dniami zerwał zaręczyny i rozstał się z Fleur i teraz jest trochę podłamany. No ładnie, nie ma to jak miły początek dnia – wycedziła Ginny z satysfakcją, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech – Nigdy więcej tej krowy nie będę już oglądać na oczy. To chyba najlepszy, spóźniony prezent noworoczny!

- Niemożliwe – rzekła Hermiona, która również zaciskała w ręku jakiś zaadresowany do siebie list, który po chwili pośpiesznie schowała do torby – Ale naprawdę? Co się stało?

Ginny tylko wzruszyła ramionami i z powrotem rozsiadła się na ławie tuż obok Harry'ego.

- Nie wiem... – odpowiedziała – Nic więcej nie napisała. Mogę się założyć, że mama nie mogła się powstrzymać żeby nam tego nie napisać. Zawsze lubiła dzielić się plotkami, a ta wiadomość na pewno mimo wszystko ją ucieszyła. Szukała tylko pretekstu by wysłać sowę... Nie cierpiała jej tak samo jak ja – dodała - Flegma pewnie musiała mu wykręcić jakiś numer i Bill w końcu się na niej poznał. Szkoda, że stracił na nią tyle czasu. No, ale teraz raczej nie powinien być podłamany, wręcz przeciwnie. Ja jestem zachwycona!

Ginny złożyła list kilka razy i schowała do kieszeni niczym trofeum.

- Co ty wygadujesz! – odezwał się Ron nieprzytomnym głosem – On z nią zerwał! Z taką świetną dziewczyną, z taką laską! Każdy dałby się pokroić za taką dziewczynę. On zwariował, to nie może być prawda.

I niedowierzająco zaczął kiwać głową.

- Wygląd to nie wszystko. I bardziej mi się wydaje, Ron – mówiła Ginny - ...że cierpisz nie z tego powodu że nasz brat zerwał zaręczyny, ale tylko dlatego, że tym samym twoja szansa oglądania Flegmy pod naszym dachem spadła do zera. Bo jakoś nigdy nie potrafiłeś oderwać od niej wzroku i zupełnie traciłeś głowę.

- Nie, to nie tak – zaprzeczył - On zwariował.

- Trochę to dziwne, nie? – rzekł Harry – Przecież on był w niej strasznie zabujany. Jej czary jako wili przestały działać?

- Raczej mało możliwe - odezwała się Hermiona, która zainteresowała się teraz wycinkiem o Glizdogonie – Może naprawdę i on miał jej dość.

Ginny poderwała się z miejsca i przewiesiła przez ramię swoją torbę.

- Mam teraz wolne, napiszę list do Freda i Georga. Może oni wiedzą coś więcej.

Więc ruszyła w kierunku sowiarni, zostawiając całą trojkę samych.

- Niezły początek dnia, nie? – rzekła Hermiona nadal rzucając okiem na wycinek z „Proroka Codziennego" - Ron, nie załamuj się.

On jednak nie mógł otrząsnąć się z tej najnowszej rewelacji.

- Ale jak on mógł coś takiego zrobić? – dukał - To jest niepojęte.

Ron oparł głowę na rękach i zaczął wpatrywać się tępo w nieokreśloną przestrzeń.

- Może Bill dostrzegł, że poza urodą nie miała wiele do zaoferowania. Pamiętacie przecież jaka zawsze była złośliwa i nieuprzejma dla wszystkich. I to jej nieodłączne poczucie wyższości... Szkoda mi tylko Bill'a, ale zasługiwał na więcej. Ron, powinieneś napisać do niego list, tak jak poradziła ci mama – Hermiona zrobiła współczującą minę i skończyła czytać artykuł – Ale nic na siłę.

- Nie była taka zła – zaprzeczył Harry - Była uczestniczką Turnieju Trójmagicznego i jest w Zakonie Feniksa. No i widziałaś przecież jakie ona robiła do niego oczy, bardzo chciała tego ślubu.

- „Takie oczy" mogła robić do wielu – zauważyła - Chyba uznała, że lepszym kandydatem na męża od razu będzie jakiś Minister Magii... Albo to przez ten atak Greybacka na Bill'a. Niekiedy trudno go było rozpoznać.

- Hermiono, nie możesz tego ani znać ani zrozumieć – odparł Harry - Fleur roztacza wokół siebie taki niesamowity czar, że żaden facet o zdrowych zmysłach nie mógłby przejść obok niej obojętnie, a tym bardziej porzucić. Po prostu traciło się dla niej głowę, za każdym razem gdy tylko przechodziła obok.

- Chyba, że to ona go rzuciła – stwierdziła.

- Ale pani Weasley napisała, że to Bill zerwał zaręczyny – rzekł Harry.

Hermiona trochę spochmurniała.

- Przecież mogła to tak ująć przypadkiem, hmmm... Ale dość już o kłopotach sercowych Bill'a. Czytaliście o Glizdogonie?

Harry przytaknął, natomiast Ron najwyraźniej wciąż pozostawał w zbyt dużym szoku aby móc rozmawiać o czymkolwiek innym niż Fleur.

- Powiem szczerze – rzekła Hermiona - Nie wierzyłam, że kiedykolwiek go złapią. Był zbyt blisko Sami-Wiecie-Kogo. Wydaje mi się, że nawet ktoś taki jak Glizdogon był dla niego zbyt cenny. Za dużo wiedział żeby świadomie pozwolić na to aby go schwytano... Albo ktoś go wystawił – dodała - ...Lub odpowiednio wcześnie zmodyfikowali mu pamięć, żeby podłożyć jakiś fałszywy trop.

- Hmm... – mruknął Harry.

Dopiero teraz zaczął się zastanawiać nad okolicznościami pojmania Glizdogona. Faktycznie, pomimo tego że Pettigrew był tchórzliwym sprzedawczykiem, to jednak w ostatnich latach bardzo przydał się Voldemortowi i na pewno orientował się w jego przyszłych planach i obecnych działaniach. Voldemort musiał wiedzieć gdzie jest Glizdogon oraz o tym że go namierzono i planowano pojmać, a mimo to pozwolił aby zamknięto go w Azkabanie. Coś musiało w tym być, jakiś układ lub haczyk.

I wówczas Harry coś sobie uświadomił:

- W Azkabanie nie ma już dementorów – powiedział „Wybraniec" – Tak, coś musiało być tu na rzeczy – pomyślał.

Hermiona wyraźnie się tym zainteresowała, bo zmrużyła oczy w taki sposób jak zawsze kiedy zastanawia się nad czymś jeszcze bardziej usilnie niż zwykle.

Ron znów jęknął „oszalał", co Hermiona najwyraźniej uznała za znak aby zmienić lokalizację.

- Mamy zaraz Zielarstwo – przypomniała - Idziemy, nie chcę się spóźnić.

- Ale... – zaprotestował Harry i spojrzał na zegarek.

Mieli jeszcze ponad 20 minut wolnego.

- Dosyć! Idziemy chłopaki.

Więc chcąc nie chcąc, ruszyli w stronę szklarni numer 6.

- Wiecie co, zastanawiałam się wczoraj nad czymś... – rzekła Hermiona, gdy tylko wyszli z zamku na mroźne, zimowe powietrze.

Całe błonia pokryte były sporą warstwą śniegu, tak że wszystko obleczone było białym puchem, zamarzła nawet tafla jeziora.

- Nad czym konkretnie? – spytał Ron, odzyskując mowę.

Na niebie nie było ani jednej chmury, więc światło odbijane od śniegu oślepiało ich. Hermiona rozejrzała się za siebie, nikt za nimi nie szedł, więc mogła spokojnie kontynuować.

- Nad tą sprawą z Malfoyem i coś mnie zaniepokoiło – odparła - Harry, czy mówiłeś komukolwiek, prócz nas oczywiście, o dokładnych okolicznościach w których Malfoy to wszystko powiedział?

Harry otulił się szczelniej szalikiem.

- Przecież wiesz że nie, sama mi to odradzałaś – odrzekł Harry – Zresztą, miałbym podejść na przykład do McGonagall i wypalić: „pani profesor, użyłem nielegalnie Veritaserum żeby przesłuchać ucznia"? Nie, sam się tym zajmę, a kiedy już udowodnię prawdziwe zamiary Malfoya, to nie będę już musiał się nawet przyznawać do tego skąd się wziął mój pierwszy trop.

Hermiona najwyraźniej nie to chciała usłyszeć.

- No właśnie, chyba muszę to teraz odwołać – powiedziała.

Zaskoczony Harry spojrzał na nią kątem oka.

- Doszłam do wniosku, że powinieneś powiedzieć o tym Dumbledore'owi jak tylko pojawi się na zamku, nawet jeśli musiałbyś przyznać się do użycia Veritaserum – powiedziała Hermiona, brodząc w śniegu - On już będzie wiedział co należy zrobić, a ty nie powinieneś brać tego na siebie, bo nie da się wszystkiego osiągnąć w pojedynkę.

- A to niby dlaczego? Dlaczego Harry ma się przyznawać? – zainteresował się Ron.

Właśnie przechodzili niedaleko chatki Hagrida.

- Bo Harry chyba nie zrozumiałeś co to wszystko może naprawdę znaczyć.

Ron najwyraźniej otrząsnął się już z szoku jakim było dla niego zerwanie zaręczyn Bill'a i Fleur i żywo włączył się do dyskusji:

- Hermiona, a co tam niby jest nie do zrozumienia? – spytał - Ciebie tam nie było, ale był Harry. Malfoy sam przyznał (i to pod wpływem eliksiru prawdy), że ma zabić Farela. Co jest w tym niby niejasnego? Wszystko jest jasne i oczywiste.

Hermiona zrobiła skwaszoną minę i ponownie upewniła się czy nikt ich nie słyszy.

- Ty też niczego nie rozumiesz, Ron, bo po pierwsze oboje zastanówcie się: dlaczego Sami-Wiecie-Kto rozkazuje zrobić to Malfoyowi? Bo „Farel przeszkadza"? – zagadnęła - W czym on mu niby przeszkadza? Gdyby rzeczywiście stanowił takie zagrożenie i potrzeba było go zlikwidować, to śmierciożercy załatwiliby to sami! Wybraliby spośród siebie dostatecznie mocnego czarodzieja, który mógłby pozbyć się naszego profesora.

- Ale on jest tu, w Hogwarcie – zaważył Ron – A żaden śmierciożerca tu nie wejdzie. Dumbledore i reszta nauczycieli w tym roku dołożyli dodatkową ochronę, więc teraz tym bardziej nikt obcy się nie prześlizgnie.

- No nie wiem – pomyślał Harry – Znam osoby, które mogą znaleźć jakąś lukę.

Hermiona nie dała się jednak przekonać Ronowi:

- Istnieje wiele okazji kiedy Farel mógłby oddalić się od terenów zamku i wtedy stanowiłby dla nich łatwy cel – mówiła - Poza tym Farel to silny czarodziej, poradzi sobie z czarną magią i truciznami, przecież teraz tego naucza, a wcześniej był bardzo znanym uzdrowicielem. Cała rodzina Farel od pokoleń się tym trudniła, wielu o tym wie. Więc jak, jakikolwiek uczeń mógłby sobie z nim poradzić, zaatakować, a tym bardziej zabić? Na pewno nie Malfoy, jest za słaby i zbyt mało potrafi – zawołała, i ponownie obejrzała się przez ramię - Uważam, że Sami-Wiecie-Kto mógł mieć inne powody. Raczej wątpię żeby to była kara za porażkę Lucjusza Malfoya w zeszłym roku w Ministerstwie, kiedy stracił przepowiednię. Malfoy nie ma z Farelem żadnych szans. Prędzej sam stałby się ofiarą i to mogłoby właśnie dotknąć jego rodzinę jako zapłata za fiasko jego ojca. Ale to jest zbyt prozaiczne rozwiązanie aby potraktować je serio. Nie wydaje mi się aby Sami-Wiecie-Kto działał w ten sposób. To jest chyba gra. Być może Sami-Wiecie-Kto wiedział, że ktoś na pewno zdemaskuje Malfoya i wtedy wiele uwagi się nagle wokół niego skoncentruje, odciągając przez to Dumbledore'a czy Zakon od innych kwestii. Być może on planuje coś innego, coś ważniejszego, jakąś poważniejszą akcję, a Malfoy czy sobie z tego zdaje sprawę czy nie, mógłby robić za dywersję. Jeśli mu się jakoś uda to Zakon straci Farela jako jednego z sojuszników, a jeśli nie (co jest bardziej prawdopodobne) to i tak powstanie tyle zamieszania, że nikt nie zauważyłby w porę innych niepokojących sygnałów i głównego celu jaki chce osiągnąć Sami-Wiecie-Kto. Pytaniem pozostaje: jaki jest ten plan i czy Farel został wybrany przez przypadek, czy też może rzeczywiście przeszkadza w czymś śmierciożercom? – Hermiona wypowiedziała to niemal jednym tchem.

Ron i Harry milczeli. Wkrótce dostrzegli wyrastającą ponad warstwę śniegu szklarnię do której zmierzali.

- Och! – wykrzyknęła niespodziewanie Hermiona, która zakryła sobie nagle usta dłonią i sprawiała wrażenie jakby znów coś zdemaskowała.

Zatrzymała się, a obok niej przystanęli chłopcy. Definitywnie wyglądała na kogoś, kto dokonał jakiegoś odkrycia.

- Gadanie – skwitował Ron, będący nadal zaaferowany sprawą z Fleur.

W Harrym jednak zaczął wzrastać niepokój, bo może Hermiona jednak ma rację?

Przez całe Zielarstwo ani razu nie rozmawiali na ten temat. Hermiona wyraźnie biła się z myślami, a Harry przez ten czas zastanawiał się nad tym co przed chwilą powiedziała.

Ale w takim razie, jeśli wątek Malfoya z Farelem miał być tylko podpuchą, to co rzeczywiście planował Voldemort? Skoro Malfoy przebywa tu na co dzień jako uczeń, a Farel jest nauczycielem, to najbliższego uderzenia można by było się spodziewać na terenie szkoły. Chyba, że to tylko miałoby odciągnąć uwagę od innego miejsca. Może do tej pory Harry rzeczywiście działał zbyt pochopnie, a zabrakło mu dokładniejszej analizy zdobytych informacji i szczegółowego planu działania? Aż do teraz, rok w rok tak właśnie postępował: nie myślał o żadnych konsekwencjach gdy szedł chronić kamień filozoficzny; ratować Ginny z Komnaty Tajemnic; czy choćby ostatnio ruszając do Londynu bez przygotowania, wprost do Ministerstwa Magii, kiedy sądził że Syriusz jest tam przetrzymywany i torturowany. Wtedy liczył się dla niego tylko jak najszybszy czas reakcji, a nie skrupulatnie ułożony scenariusz działań i przeanalizowanie swych szans na zwycięstwo. Lecz dotąd, po prostu zwykle miał szczęście, aż do czasu kiedy wymknął się nie tak dawno temu w środku nocy z domu przy Grimmauld Place numer 12, narażając i siebie i Hermionę na niebezpieczeństwo i o mały włos nie doprowadzając do tragedii. A Voldemort to nie byle przeciwnik. Teraz Harry potrzebuje planu i odpowiednio dużo czasu aby się przygotować by stanąć z nim do nieuniknionej walki i zwyciężyć.

- Tak, Hermiona rzeczywiście ma głowę na karku – pomyślał Harry i postanowił, że postara się zmienić swoje dotychczasowe nastawienie i sposób działania. Nie był już dzieckiem.

Po Zielarstwie ich następną lekcją miała być Obrona przed Czarną Magią. Profesor tym razem przeszedł sam siebie. W ciągu dwóch godzin dosłownie do upadłego ćwiczyli niewerbalne zaklęcia. Najwcześniej to właśnie Hermionie udało się rzucić czar bez wypowiadania na głos jego formuły. Zadanie wcale nie było takie proste jak się na początku wydawało. Po pół godzinie wszyscy byli tak czerwoni na twarzy z wysiłku i wyczerpani, że Farel zarządził krótką przerwę. Radość jego uczniów i odetchnięcie z ulgą nie trwało jednak zbyt długo, bo ta „chwila relaksu" polegała na wypełnieniu testu na temat zaklęć obronnych i zabezpieczających przed mugolami, lub pozwalającymi na ukrycie się przed innymi czarodziejami. Po nim nastąpiła następna wejściówka do tematu o sposobach obrony przed trollami, olbrzymami, akromantulami, hipokampusami, mantykorami i innymi niebezpiecznymi stworzeniami.

Gdy znów zaczęli ćwiczyć uroki niewerbalne, Farel zapisał na tablicy formuły kilku zaklęć leczniczych, wraz z kategorią urazów do których były przeznaczone. Nie znalazły się tam przez przypadek. W drugiej części zajęć ćwiczyli je, ale dla własnego bezpieczeństwa - na specjalnych modelach wypożyczonych ze szpitala św. Munga przez Farela („po znajomości", jak twierdził).
Na „do widzenia" zadał im kolejne, długie wypracowanie. Tym razem na temat inferiusów i metod rozpoznawania rzuconych uroków i śladów obecności magii na przedmiotach nieożywionych.

- Rzeźnik – wydyszał Seamus, gdy reszta Gryfonów słaniając się na nogach zdołała się ledwo dowlec do Wielkiej Sali na obiad – Nie mam nawet siły na to, aby cokolwiek przełknąć. Nie wiem czemu od razu nie zacząłem się czołgać do dormitorium, nie dotrę tam do wieczora.

Reszta Gryfonów była tego samego zdania. Chyba wszyscy uczniowie którzy mieli zajęcia z Farelem po każdej kolejnej lekcji odczuwali to samo, niezależnie od poziomu zaawansowania w nauce.

- No właśnie, ten facet nas wykończy jeszcze przed końcem roku, tylko on jeden rozpoczyna po cztery tematy naraz. Nie dajemy rady wyrabiać się nawet z tygodnia na tydzień! – powiedział jakiś chłopak z siódmego roku siedzący nieopodal - Do tej pory, z innymi nauczycielami szlifowaliśmy zaklęcia dotąd aż wszyscy załapali. Co on sobie myśli? Że nie mamy na nic innego czasu, tylko na ślęczenie nad jego durnym przedmiotem? A co z normalnym życiem?

- Cicho, właśnie idzie.

- Ojej – Ron schował się za sporym półmiskiem wypełnionym udami z kurczaka, gdy Farel przechodził wzdłuż ich stołu.

Sala zaczęła wypełniać się gwarem i odgłosami uderzania sztućców o talerze.

- Po prostu nie dość się staracie – rzekła Hermiona, radząca sobie chyba najlepiej. Harry, który dotąd miał najwyższe oceny z Obrony przed Czarną Magią nie wytrzymywał tempa w pisaniu tych wszystkich esejów i przygotowywaniu się na kartkówki, które już dawno przestały być niezapowiedzianymi ponieważ pojawiały się na każdych zajęciach bez wyjątku. Z praktyką szło mu o niebo lepiej – Gdybyście poświęcali choć godzinę dziennie i poszli do biblioteki...

- To nie mielibyśmy już kompletnie żadnego życia poza nauką, dzięki – rzekł Ron, porywając miskę z sałatką warzywną.

Hermiona tylko wzruszyła obojętnie ramionami i zajadając się puree z ziemniaków nie odrywała oczu od swojego podręcznika do starożytnych run, rozłożonego na stole obok jej talerza. Harry zerknął na niego z ciekawości, przeglądała teraz chyba sposoby konstrukcji gramatycznych, tak mu się przynajmniej zdawało, bo nie rozumiał z tego ani słowa. Aż w końcu jeden symbol przykuł jego uwagę.

- Hermiono, co to jest? – spytał Harry, zapominając o swoim obiedzie.

- Analiza treści listu Morgany do Elaine z Corbenic – wyrecytowała - Konstrukcja zdradza, że jest szyfrowany.

- Chodzi mi o to - wskazał palcem na jeden z symboli wytłuszczony w tekście.

- To jest litera „n" – odpowiedziała Hermiona obojętnie, ledwo na nią zerknąwszy.

Harry'ego to nie zadowalało.

- Tylko? – spytał zawiedziony - Nie ma innego znaczenia?

- W zwykłym piśmie niewielkie – tłumaczyła - Ale runy znane są z tego, że używano ich jako znaków wróżebnych i różnorakich symboli. Wtedy to brzmi „nauthiz".

Harry uniósł brwi. W tej chwili wpadł na genialny pomysł. Dumbledore mimo tego że powiedział mu co nieco na temat Nauthiz, to nadal sprawiał wrażenie jakby coś przed nim ukrywał. A skoro Harry miał zbadać to środowisko, a raczej konkretną osobę i przekonać się czy nie szkodzi on sprawom Zakonu Feniksa, to potrzebował wspólnika. I mimo iż obiecał dyrektorowi, że nie zdradzi szczegółów Ronowi i Hermionie na temat tego kto szuka horkruksów, to w sprytny sposób można by dać im pewną podpowiedź tak, aby zaczęli drążyć temat nawet na własną rękę. I wtedy wszystko to, co chciałby im powiedzieć a nie mógł, odkryliby sami. Wówczas Harry zyskałby ich pomoc w dalszym śledztwie, a jednocześnie nikt nie mógłby wtedy rzec, że sam zdradził im tę tajemnicę i złamał słowo dane Dumbleore'owi. A nawet jeśli jego przyjaciele zdobyliby dla niego choćby tylko strzępy informacji, to i tak stanowiliby duże wsparcie.

Obecnie wystarczyło tylko, jakby zupełnie przez przypadek, zwrócić uwagę niby na jakiś nieistotny szczegół i przez nitkę do kłębka doprowadzić ich do tego, czego nie mógł im wprost powiedzieć. Harry całe swoje nadzieje pokładał w Hermionie i jej niezwykłym zdolnościom obserwacji i wyciąganiu trafnych wniosków.

- A co to konkretnie oznacza? – spytał, jakby od niechcenia.

Hermiona nałożyła sobie kolejną łyżkę puree.

- Och, wiesz że ja nie przepadam za takimi wróżebnymi opowiastkami – jęknęła - To zależy od kontekstu i sąsiedztwa innych znaków, no ale głównie chodzi tu o coś związanego z dyscypliną i wytrwałością... Spytaj Trelawney, na pewno wygłosiłaby spory wykład. Chociaż w zasadzie, ją interesują tylko te głupie herbaciane fusy; więc bardziej rzeczowy będzie ten centaur Firenzo. Bo w przeciwieństwie do szklanych kul, runy mają jednak długą i bogatą tradycję, w końcu to było pierwsze pismo którym na szeroką skalę posługiwali się czarodzieje na naszym kontynencie, podobno jest naznaczone starodawną magią.

Harry drążył temat dalej:

- A sama nie wiesz więcej na ten temat?

- Zaczynasz interesować się teraz runami? – zdziwiła się Hermiona - Clara co nieco mi wspomniała o tym. Ja specjalnie nie jestem tym zainteresowana, bo ta dziedzina magii nie cieszy się moim, no, powiedzmy że uznaniem.

Harry postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Wóz albo przewóz, to była jego ostatnia szansa.

- Hmm... tylko tyle? – dociekał „Wybraniec" - Myślałem że chodzi o inne zastosowanie. Bo widziałem ten symbol u kogoś, chyba jako jakieś insygnia, i zastanawiałem się czy to może mieć inne znaczenie niż większość osób zna z podręcznika od Wróżbiarstwa – Harry wstrzymał oddech i udał zainteresowanie deserami które właśnie pojawiły się na stole.

- No cóż, albo ktoś przywiązuje zbyt dużą wagę do celtyckich wierzeń, albo... albo... Och, faktycznie! – oprzytomniała - Rzeczywiście, widziałam, na tym pierścieniu... – powiedziała szeptem do Harry'ego, który ciągle siedział tuż obok niej – Ojej, mogłam to wcześniej zauważyć...

- Zauważyć co? – spytał również szeptem Harry, ale wiedział już że Hermiona wpadła na odpowiedni trop, na co tak bardzo liczył.

- Nauthiz – powiedziała jeszcze ciszej, aby nikt inny poza Harrym jej nie usłyszał – Ale o tym nie powinno się mówić, zwłaszcza w szkole, bo mogliby nas wyrzucić. Zresztą gdyby się zastanowić, to nie są odpowiednie czasy aby to przypominać. Och, no tak, to by wiele tłumaczyło... A niech to! – powiedział może zbyt głośno – Harry, ale to nieprawdopodobne, czyżby Dumbledore naprawdę...? I Zakon? Ojoj, mogą być kłopoty – znów ściszyła głos - Ale nie, muszę jeszcze, ach...! No i Farel, tak, wszystko już pasuje, a niech mnie! A ty nic nie mówiłeś! A teraz wybacz, muszę coś... tam – wstała od stołu i wskazała obiema rękami na drzwi wyjściowe z Wielkiej Sali - Zobaczymy się później – i Hermiona wybiegła, zapominając o swoim podręczniku z repliką listu Morgany.

- A'ej...o... zno..u? – spytał go Ron, który zajadał się właśnie kurczakiem którego tyle nabrał do ust, że ledwo go zmieścił.

Harry udawał równie zdziwionego:

- Nie wiem, ale po tylu latach już się przyzwyczaiłem. Podaj mi sos...

Hermiona do wieży Gryffindoru wróciła dopiero późnym wieczorem, z całym naręczem książek które dźwigała w rękach.

- Co ją znowu opętało? – spytała Ginny, stojąc pod tablicą ogłoszeń, kiedy Hermiona zniknęła za drzwiami prowadzącymi do dormitoriów dziewczyn – To chyba nie jest kolejna, „lekka" lektura? Odkąd wróciliśmy z Londynu jest jakby trochę nieobecna – zauważyła.

- No może i masz rację – Harry uciął temat, bo wokół tablicy gdzie stali zaczął gromadzić się tłum Gryfonów.

- Super, Hogsmeade w przyszły weekend! – powiedział jakiś trzecioklasista.

- To ogłoszenie wisi tu już od wczoraj – zauważył inny.

- Mnie rodzice nie dali pozwolenia, powiedzieli że teraz nie jest bezpiecznie aby wychodzić poza teren szkoły. Słyszałeś że dementorzy znów porzucili pilnowanie Azkabanu?

- No, przecież to było do przewidzenia od jakiegoś czasu.

Poza wieścią o wyprawie do Hogsmeade, informacją wieczoru stało się ogłoszenie o rozpoczęciu specjalnego kursu teleportacji dla szóstego i siódmego roku, w promocyjnej cenie dziesięciu galeonów. Zapisów trzeba było dokonać bezpośrednio u opiekunów domów do końca tego tygodnia.

Dla Harry'ego, z pewnego powodu, ważniejsza była jednak w tej chwili wyprawa do sąsiedniej wioski.

- Hej, Ginny... – spytał Harry, gdy rozsiedli się na pufach przy najbliższym wolnym stoliku.

- Hmm?

- Może miałabyś się ochotę wybrać, no wiesz, razem ze mną do...

- O, rewelka! – krzyknął Ron, który właśnie odszedł od tablicy ogłoszeń w ich kierunku - To gdzie pójdziemy? – spytał, rzucając się na wolne siedzisko – Do „Trzech Mioteł" chodzimy bez przerwy, to może tym razem spróbujemy gdzieś indziej? I jeszcze te lekcje teleportacji! Super, zawsze chciałem się tego nauczyć. Kiedy Fred i George zdali, to bez przerwy teleportowali się z kuchni do sypialni żeby się popisać, ja też tak chcę!

Natomiast Harry miał już wyraźnie dosyć specyficznego wyczucia czasu którym cechował się Ron. Do tej pory nie zdarzyło się tak, żeby nikt nie przeszkodził jemu i Ginny, zawsze zjawiał się ktoś, kto niszczył całą atmosferę. A już prawie udało mu się zaprosić ją na randkę!

- Ron – rzekła Ginny, która też miała tego powyżej uszu - Tak właściwie to...

- No tak – przewał jej brat – „Trzy Miotły" mogą zostać, tam jest najfajniej. O, Hermiona! – krzyknął w stronę przyjaciółki, która zaniosła już stos podręczników do swojego dormitorium, a teraz rozsiadła się w fotelu z Krzywołapem na kolanach i z sędziwą książką z biblioteki w ręku, której tytułu nie dało się odczytać – Ej, Hermiona, wybieramy się wszyscy do Hogsmeade w następną sobotę? A zapisujesz się na lekcje teleportacji?

- Ja z wami nie mogę iść – odpowiedziała, głaszcząc Krzywołapa na uchem - Już się umówiłam.

Ron łypnął na nią podejrzliwie.

- Hę? Ale chyba nie z McLagganem? – spytał nieufnie.

- Z kim?

- Taki Gryfon. Odkąd przyjechaliśmy z ferii to tak się na ciebie gapi, że oczy mu o mało z orbit nie wyskoczą. Zauważyłem przy obiedzie.

Hermiona zrobiła zdumioną minę.

- Nie, nie z nim – rzekła obojętnie - Ale ty Ron, też chyba powinieneś choć raz pójść z kimś innym. Taka mała zmiana nie tylko tobie wyszłaby na dobre – uśmiechnęła się krótko i puściła oko do Ginny i Harry'ego, najwyraźniej zauważając ich skwaszone miny.

Harry miał nadzieję że mu się przewidziało i ze wszystkich tajemnic, Hermiona nie rozgryzła chociaż tego. Nie chciał aby teraz ktokolwiek dowiedział się, że Ginny mu się podoba. Na wszelki wypadek, gdyby jeszcze nic z tego nie wyszło. Jeśli ktoś zacząłby wcześniej o tym plotkować, to wówczas Ginny może by się obraziła, a Ron na pewno by go zabił.

Hermiona na szczęście nie spojrzała już na nich w ten sam sposób.

- To z kim idziesz? – dopytywał Ron.

- Nie powiem ci teraz, bo każdemu rozgadasz i nie będę mieć chwili spokoju - odpowiedziała Hermiona i wzięła się za czytanie.

Ron zrobił obrażoną minę i skrzyżował ręce na piersiach.

- Nie chcesz mówić to nie, łaski bez. I tak nie chcę nic wiedzieć o tych twoich tajnych randkach.

- To nie jest żadna randka – zaprzeczyła Hermiona, przerzucając pierwszą stronę - Zwykłe spotkanie.

- To niby czemu robisz z tego taką tajemnicę? – spytał - A zresztą, nie chcesz iść to nie. Sami pójdziemy z Harrym na piwo.

- Ron, tak właściwie to ja... – zaczął „Wybraniec".

- Co? Ty też masz randkę? Tego stary to mi nie wmówisz – rzekł sceptycznie Ron - Idziemy razem. A teraz musisz mi pomóc. Potrzebuję jak najszybciej nauczyć się tych niewerbalnych zaklęć tarczy. Na zajęciach prawie mi się udało.

- Tak, jasne... – wydukał zrezygnowany Harry, życząc w duchu Ronowi, żeby do przyszłego weekendu znalazł kogoś innego z kim zechciałby iść na kremowe piwo do „Trzech Mioteł".