Część 28
Całą siłą woli nie dał się ponieść panice. Szybko wykonał telefon do FBI, a następnie do instytutu. Czekał na ekipę, gdy jego wzrok przykuło zdjęcie na półce w salonie. Byli tam wszyscy zezulce i on, jednak nie była obecna na nim Brennan. Czyżby tak miało się to skończyć?! Niemal natychmiast skarcił się za tą myśl, a gardło ścisnął mu lęk. Z zamyślenia wyrwał go inny agent.
-Agencie Booth?! Przyszliśmy, aby zebrać dowody.
Po godzinie był w instytucie i razem z innymi próbował dociec, gdzie przetrzymywana jest Temprence. Jedyne co mieli to list i ślady pozostawione po butach, jednak nie było pewne czy należą do sprawcy porwania. Brennan zostawiła komórkę, więc nie było szans namierzenia jej. W telewizji niemal w każdych wiadomościach był pokazywany portret Johnny'ego jako groźnego zabójcy. Za jakiekolwiek informacje na temat jego przebywania została wyznaczona nagroda pieniężna. Panowała napięta atmosfera. Camille wszystkich kontrolowała, Hodgins biegał jak oszalały z próbkami pobranymi z miejsca uprowadzenia, Angela próbowała wyciągnąć jakieś informacje z listu, a Monica próbowała się po prostu przydać.
Nagle próg instytutu przekroczył Sweets. W biurze powiedzieli mu co się dzieje. To, że był w szoku to mało powiedziane. Ku jego nieszczęściu zauważył go Booth, który musiał się na kimś wyładować. Mózg agenta nie działał w pełni świadomie. Ogarniała go bezsilność, która powodowała gniew.
-Sweets!- krzyknął z dystansu, który niebezpieczne się skracał- Miałem jej nic nie mówić tak?!- i zadał cios w jego skroń. Wszyscy, którzy to widzieli zrobili nieciekawą minę uwydatniając zęby. Lance upadł i zakrył się dłońmi przed ewentualną kontynuacją przemocy ze strony agenta. Strażnicy szybko do nich podbiegli i ich rozdzielili. Nastąpiła chwila konsternacji. Monica widząc całe zajście szybko podeszła i zaczęła się drzeć:
-To nie czas na bezsensowne kłótnie i bójki! Dr Brennan jest porwana i to, aby ją odnaleźć jest teraz najważniejsze!- Była bliska łez. Booth zdał sobie sprawę jak bardzo dziewczyna to przeżywa. Była najkrócej w ich zespole, ale bardzo szybko się zgrała z wszystkimi. Z ciszy, w której nikt nie wiedział co dalej zrobić wyrwał ich głos Jacka:
-Booth! Mam coś!- Wszyscy ruszyli w kierunku jego stanowiska pracy (Słodki masując sobie obite miejsce).
***
Brennan poczuła ostry ból przeszywający jej czaszkę. Próbowała otworzyć oczy, ale wydawało się, że jak to zrobi to głowa jej eksploduje. Nagle zdała sobie sprawę, że znajduje się w wodzie dość wysoko pod szyje. Była w pozycji półpodpartej, także głowa wystawała znad cieczy. Jej uszu dobiegły szepty grupy ludzi. Już kiedyś słyszała ten język, pamiętała go dokładnie, choć wolałaby wymazać z pamięci. Chciała się ruszyć, ale miała spętane nogi i ręce. W końcu zdołała rozdzielić powieki. Okazało się, że naokoło niej jest około 6 osób w dziwnych brązowych szatach. Na przeciw niej stał Johnny, który w jakimś transie wydawał się przewodniczyć reszcie. Ogarnęła ją panika. Jej szczęka zaczęła się trząść w odpowiedzi na lodowatą wodę. Nie wiedziała jak długo się w niej znajduje, ale już była bardzo wychłodzona i wycieńczona. Niech to się skończy! Jedynie strach i towarzysząca mu adrenalina nie pozwalały jej zemdleć.
***
-Co masz Hodgins?- zapytał niecierpliwie Booth.
-No więc skład tego „brudu", jak to określił jeden z agentów wydaje się być bardzo powszechny. –chciał dodać, ze termin brud tak naprawdę nic nie znaczy, ale powstrzymał się widząc wzrok agenta- ale, gdy odizolowałem…
-Do rzeczy.- ponaglił go Seeley
-Osoba, która rozniosła ten brud z pewnością była gdzieś, gdzie były spalane papiery. I to nie byle jakie tylko zawierające metale ciężkie, takie jak w starych tuszach. W dodatku ilość jednego metalu i jego rozpad spowodowany spalaniem pozawala stwierdzić, ze spalane nastąpiło ok. 48 godzin temu.
-Co nam to daje??
-Czy tylko ja oglądam wiadomości dotyczące naszego stanu?- zapytał z niedowierzaniem Jack.
-Przecież to oczywiste!!- krzyknęła rozemocjonowana wiadomością Monica- Ten człowiek był w starych magazynach może godzinę drogi stąd. Tam 2 dni temu zatrzymano ludzi wzniecających pożar. Okazało się, że spalali stare archiwalne gazety, które magazynował tam dziennik stanowy. Chodziło o jakieś działania demonstracyjne. Ponoć gazeta była w kontroli władz... no mniejsza o szczegóły to musi być tam- mówiła bardzo szybko, a wszyscy wokoło na nią patrzyli i tylko w oniemieniu poruszali głowami.
-Gdzie to dokładnie jest?- zapytał agent i wykręcił numer do biura. Wiedział, że trop może okazać się fałszywy, ale nie mieli innego punktu zaczepienia.
***
Brennan z przerażeniem oceniała swoje szanse wyjścia z tej sytuacji. Nie wyglądało to najlepiej. Booth z pewnością jej szuka. Pytanie tylko czy zdąży? Cała ceremonia jej ofiary zdawała się zmierzać ku końcowi. Nagle wszystko ucichło, a jeden z popleczników rudzielca postawił przed nim dość dużych rozmiarów naczynie, które było zakryte. Mężczyzna się schylił i zniknął z pola widzenia Tempe. Dosłyszała jakiś szept zakończony „Amenos" i odgłos odkrywania naczynia. W okuł rozniósł się charakterystyczny zapach. Brennan natychmiast poznała co to jest. W jej głowie rozdźwięczał głos jej ojca, który jej demonstrował zastosowane tej cieczy, gdy miała około 13 lat.
„Tempe to jest ciekła frakcja ropy naftowej wrząca w granicach 150-320 °C, mająca gęstość 0,78-0,81 g/cm³. Jest mieszaniną węglowodorów, których cząsteczki zawierają 12-15 atomów węgla. Sama zobacz jak łatwo się spala."
Przypomniała sobie jak zapalił lampkę naftową na jej oczach. Wtedy bardzo ją to fascynowało, teraz wprawiło w przerażenie. Mężczyzna wstał i wykrzyczał:
„Morienes reminiscitur Domino Sacrificium igne ginem puro pura defluit sacra aqua "
Brennan zrozumiała jedynie niektóre słowa, które wydawały się pochodzić z łaciny. W jej głowie ułożyły się przetłumaczone wyrazy: wspomnieć, Pan, ofiara, śmierć, ogień i woda święcona.
Nagle wszyscy jeszcze bliżej podeszli do zbiornika, w którym się znajdowała. Przeszył ją dziwny dreszcz. Naczynie z naftą zostało uniesione nad nią i powoli przechylone, tak, że od jej nóg substancja roznosiła się na powierzchni wody. Bała się cokolwiek powiedzieć, wiedziała, że i tak nie wywoła to na nich reakcji. Cała żółtawa ciecz została przelana. Wszyscy obecni wyciągnęli ręce nad nią i zaczęli szeptać jakby modlitwę. Zapach nafty stał się nie do zniesienia. Brennan spanikowała, zaczęła płakać. Łzy zdawały się palić jej policzki. Jeszcze nigdy w życiu nie czuła takiego lęku. Nagle zobaczyła, że jeden z członków sekty pojawił się z czymś co przypominało włócznię. Płonęła żywym ogniem i Brennan nagle zrozumiała jak to wszystko się skończy. Dwóch z stojących w okuł niej ludzi zanurzyło ją pod wodę w ostatniej chwili nabrała powietrza. Początkowo chciała się wyswobodzić i szarpać, jednak po chwili ogarnął ją dziwny spokój. Wiedziała, że to jej koniec. W głowie wirowały jej obrazy wszystkich, których kocha i tych, którzy ją kochali. Pomyślała, że już nigdy ich nie zobaczy oraz, że jeszcze tak wiele było przed nią. Przed nią i Boothem. W końcu znalazła mężczyznę swojego życia, ale nie było jej dane cieszyć się tym zbyt długo. Przeznaczenie? Nagle ręce przytrzymujące ją puściły, lecz ona nie miała siły się podnieść, poddała się. Wiedziała, że brak powietrza sprawi, że nie będzie już nic czuła, że nie będzie myślała- niczego bardziej w tym momencie nie pragnęła.
Pełną napięcia chwilę przerwał huk rozwalających się drzwi.
-FBI!!- rozległ się głos Seeley'a- Nie ruszać się!
Do magazynu weszło około 20tki agentów z nim na czele. Johnny wiedział, ze to jego ostatnia szansa- Wyrwał włócznię od nieco zdezorientowanego jej posiadacza i krzyknął:
-Zgiń na chwałę naszemu Panu!- następnie zbliżył ja do zbiornika w którym znajdowała się kobieta. Ten zapłonął.
-Nie!!- krzyknął Booth i strzelił prosto w serce rudzielca. Ten padł jak długi. Reszta członków stała nieruchomo z nieodgadnionym wyrazem twarzy. NIE! Tam nie może być Temprence! Zaraz czy on powiedział ZGIŃ!? Szybko podbiegł do palącej się cieczy. Każdy jego mięsień pracował niczym maszyna.
Brennan poczuła nagłą zmianę temperatury. Otworzyła oczy, nad nią zapłonęła nafta. Jej głowę przeszyły ostatnie myśli: To już koniec… Booth… Wybacz…
c.d.n.
