Przypadki 28
Leżałam na łóżku w mojej ulubionej szarej piżamce, kiedy z łazienki wyszedł Damon, owinięty jedynie ręcznikiem. Zawsze miałam silną wolę, ale tym razem nie mogłam się powstrzymać. Zwyczajnie się na niego gapiłam, jakbym właśnie ujrzała nieodkryty jeszcze przez nikogo kolejny cud świata. Facet idealny, właściwie bez ubrania, będący na wyciagnięcie ręki. Z wielkim żalem zmusiłam się do zamknięcia oczu. Poczułam lekkie uderzenie w nogi.
- Tylko mi nie mów, że to ten ręcznik. – Zastrzegłam.
- Nie muszę nic mówić, skoro już wiesz. – Damon wślizgnął się pod kołdrę obok mnie.
Dopiero teraz otwarłam oczy. Przykrył się tylko do pasa, ciągle prezentując umięśniony brzuch. Tyle mogłam znieść. Cały dzień starał się zwodzić mnie na pokuszenie każdym możliwym sposobem. Musiałam być święta, że nie uległam. Zaczęłam delikatnie jeździć palcem po jego mięśniach, żałując, ze nie ma łaskotek.
- Jesteś okropny. – Zarzuciłam mu.
- Ja? – Podciągnął się na łokciach i oparł o zagłówek łóżka. – To ty wolisz grać uczciwie z Klausem niż ze mną.
- Gram z tobą nieuczciwie? – Upewniłam się, że dobrze usłyszałam.
Damon uderzył głową o poduszkę.
- Oboje znamy Klausa na tyle, żeby wiedzieć, co się stanie. Zabije co najmniej jedno z nas albo wykombinuje coś równie nieprzyjemnego. – Przejechał dłońmi po twarzy. – A ty przejmujesz się rolą wiernej żony.
Wstałam z łóżka i chwyciłam moją poduszkę.
- Zachowujesz się jak dziecko.- Oznajmiłam mu. – Doskonale wiem, co robię i jakie to będzie miało zakończenie. To on jest słabszy, w wielu punktach. Szkoda, ze nie potrafisz we mnie uwierzyć.
Salvatore otwarł usta, żeby coś powiedzieć, ale nie miałam ochoty go słuchać. Trzasnęłam drzwiami i poszłam do salonu. Niedługo potem usłyszałam rozbijaną o podłogę szklankę. Nie miałam zamiaru przejmować się humorami tego idioty. Rzuciłam poduszkę na kanapę i podeszłam do fotela, na którym leżał koc. Chwytając go, zauważyłam na stole kartkę, której zdecydowanie nie było tam wcześniej. Pismo mogłam rozpoznać z daleka. Nie spodziewałam się wiadomości od tej konkretnej osoby, ale skoro ją zostawiła, musiało być to coś bardzo ważnego. Chwyciłam wydartą prawdopodobnie z kuchennego notesu kartkę papieru. Widniały na niej niepokojące słowa: ON WIE. Zgniotłam notatkę w pięści i podrzuciłam w powietrze. Zdążyła spłonąć podczas opadania, nie został z niej nawet popiół. Nietrudno było domyślić się o kogo i co chodzi. Zrobiło się nieciekawie.
