28.

Własnym umiejętnościom, ale i ingerencji z góry mogła zawdzięczać fakt, że do zderzenia ostatecznie nie doszło. Sam straciła jednak na chwilę panowanie nad kierownicą i jej auto zatoczyło dwa piruety, zanim zdołała wyprowadzić je z poślizgu bez wywrotki. Natychmiast zjechała na bok i wyłączywszy silnik, z ulgą położyła głowę na kierownicy, oddychając ciężko. Jeszcze się trzęsła na myśl o potencjalnej katastrofie. Jak przez mgłę pamiętała chwilę, gdy o mało nie wpadła na ten drugi samochód. Dotąd nie rozumiała, jakim sposobem uniknęła pewnej kolizji, ale dziękowała za to Bogu. Gdyby się zderzyła z tym pikapem, w najlepszym razie skończyłaby na szpitalnym wyciągu, a w najgorszym, w kostnicy. I co z dzieckiem? Gdyby przeżyła, a je utraciła…

- Już dobrze, skarbie. Już po wszystkim!- szepnęła, kładąc rękę tam, gdzie rozwijało się jej maleństwo.

- Proszę pani! Proszę pani! Czy wszystko w porządku?- spytał zaniepokojony przechodzień, który z kolegą widział zdarzenie i natychmiast zadzwonił po karetkę oraz policję.

Gdy otworzyła okno i spojrzała na niego mówiąc:- Teraz już tak.- odetchnął.- Policja już jedzie, proszę pani. Karetka też.- zapewnił.- Wszystko widziałem. Ten drugi wymusił pierwszeństwo. Wypadł z drogi kawałek dalej. Mój kolega się nim zajmuje. Jest paramedykiem. Ja chciałem sprawdzić, co z panią. Doprawdy nie wiem, jakim cudem się nie zderzyliście. To było, jakby coś pchnęło pikapa z taką siłą, że o milimetry przeleciał przed panią i dopiero dalej się wywrócił. Aż strach pomyśleć!- dodał, pomagając jej wysiąść z wozu i prowadząc na najbliższą ławkę. Potem zdjął kurtkę i narzucił na jej ramiona.

Nie było zimno, ale ofiary wypadku często odczuwały chłód ze strachu, albo gdy dochodziło do szoku. Najważniejsze wtedy było ułożenie ich we właściwej pozycji i zapewnienie ciepła. Ta kobieta, co prawda, nie była ranna, ale na pewno wystraszona, więc chciał ją ogrzać do przyjazdu karetki.

- Andy, co z drugim kierowcą?- krzyknął, gdy był już pewien, że jego podopieczna nie zemdleje. Fakt, nie powiedziała nic więcej, poza tymi zdawkowymi słowami i podziękowaniem, ale w jego opinii była bezpieczna, więc mógł zapytać o sprawcę wypadku.

- Natankowany jak cysterna!- odpowiedział sanitariusz.- Dobrze, że choć pasy zapiął, bo już by leżał trupem, a tak to się kretyn wyliże.- dodał, a w oddali dały się słyszeć syreny. Już po chwili zjawił się patrol, a w ślad za nim dwa ambulanse.

Jedna ekipa zajęła się rannym pijakiem, a druga Sam. Natychmiast przykryto ją kocem termicznym, oddając stojącemu obok chłopakowi jego kurtkę, a potem medycy sprawdzili, czy wszystko w porządku z ich podopieczną. Zmierzyli jej ciśnienie, zbadali reakcje, sprawdzili, czy nie ma obrażeń, wypytując świadka o okoliczności wypadku. Kiedy jednak chcieli dać jej środki uspokajające, odmówiła.

- Jestem w ciąży. To pierwszy miesiąc.- wyznała cicho.

- Więc najlepiej będzie zabrać panią do szpitala i na miejscu sprawdzić, czy z maleństwem wszystko w porządku.- stwierdził jeden z sanitariuszy.

- Jestem generałem Sił Powietrznych.- odparła wtedy.- Jeśli muszę jechać do szpitala, musi to być nasza Akademia. Tam są wszyscy moi lekarze prowadzący, z ginekologiem na czele.- dodała.

- Ma'am, zapewniam, że mamy niezgorszych specjalistów i jesteśmy bliżej.- próbował protestować młodszy z paramedyków.

- Nie wątpię, ale z uwagi na wypadek podczas służby, którego okoliczności nie mogę ujawnić, jest tylko kilka leków, na które bezpiecznie reaguję i większość z nich jest stworzona tylko dla mnie. Są one w posiadaniu określonego personelu i nie są ogólnie dostępne. Bez urazy, ale wasi lekarze nie bardzo mogą mi pomóc.- usłyszeli.

To było dziwne, bo nigdy żaden z ich nie słyszał o podobnych przypadkach. Nie od dziś jednak spekulowano na temat dziwnych eksperymentów wojska. Być może był to jeden z nich, a wtedy rzeczywiście nic nie mogli zrobić.

- Skoro tak, zrobimy, o co pani prosi, pani generał.- zgodził się wreszcie lider, przyglądając się jej z ciekawością. Nigdy nie widział żeńskiego generała, a już na pewno nie tak młodego i atrakcyjnego.- Kogo powiadomić?- dodał.

- Doktor Marjorie Lane. Ona powiadomi mojego zastępcę.- odparła blondynka i poprosiła, by przywołano policjanta.

- Sierżancie, czy mógłby pan zabezpieczyć moje auto, dopóki ktoś z bazy się tu nie zjawi i go nie odbierze? Powoła się na moje nazwisko i zapewne pułkownika Mitchella.- poprosiła, lecz zanim podała mu kluczyki, usłyszała okrzyk:

- Generał Carter, ma'am! Co się dzieje?

- Ferretti, dzięki Bogu...- westchnęła, widząc podwładnego.- Miałam mały wypadek i muszę jechać do naszego szpitala. Możesz wezwać kogoś z bazy, żeby odprowadził tam moje auto? Tylko nie dzwoń do Jacka. Będzie się niepotrzebnie martwił, bo jadę tylko na małą kontrolę. Po wszystkim sama mu powiem.- powiedziała.

- Zrobię to osobiście, ma'am, choć generał nie będzie zadowolony, że go nie powiadomiłem. - powiedział.

- W razie czego powiedz, że wydałam ci rozkaz.- mrugnęła Samantha.- Tylko, jak sam wrócisz do miasta? Weźmiesz coś naszego?

- Lorne tu ze mną jest. Weźmie mojego jeepa, a potem mnie odwiezie. I tak mieszkamy praktycznie drzwi w drzwi.- wyjaśnił. Po pierwszej potyczce z Apophis'em, Ferretti omal nie stracił wzroku i został przeniesiony do ASP, by uczyć rekrutów. Potem jednak, dzięki nabytej technologii, przeszedł „niekonwencjonalne" leczenie i wrócił do służby w SGC jako lider SG-3.

- Ok.- przytaknęła, dając mu kluczyki.- Powiedz pułkownikowi Mitchellowi, że pewnie już dziś nie wrócę do pracy. Niech przesunie rotację tak, by w bazie zawsze był oficer dyżurny.

- Zrobimy, co trzeba, generał Carter.- zasalutował. Chwilę potem patrzył, jak karetka ją zabierała.

- Generał, eh? Trochę młoda.- skomentował policjant.

- Ale cholernie dobra, sierżancie.- powiedział major.- Niech was nie zwiedzie jej wygląd. To babka z jajami! Tak na marginesie…- zwrócił się do Lorne'a.-… Jack urwie mi dzwonki, Evan. Sam wiesz, że nie lubi tajemnic, a już na pewno tych, które dotyczą Sam. Wkurzy się, jak się dowie, że wiedziałem, a nie dałem mu znać.

- A ona urwie ci o wiele więcej, jak się wygadasz Luis.- przypomniał jego kolega.- Nie zapominaj, pod czyimi rozkazami służysz.

- Co prawda, to prawda.- zgodził się i rzucił swoje kluczyki kompanowi.- Jedź za mną. Odstawię Volvo do bazy i podjedziemy jeszcze do szpitala. Może i zakluczyła mi usta, ale będę spokojniejszy wiedząc, że naszej generał nic nie jest.

Jak postanowili, tak zrobili. Powiadomili Camerona o wypadku, a on natychmiast zaczął działać. Zadzwonił też do szpitala, by zapytać, czy już przywieziono Sam. Okazało się, że tak i że już zajmują się nią lekarze. Ustalił się z siostrą przełożoną, że ktoś da mu znać, gdy będzie po wszystkim, po czym skupił się na bazie. Był P.O.D. (Pełniącym Obowiązki Dowódcy) i zamierzał wywiązać się z tego jak najlepiej. Sam na niego liczyła!

Tymczasem pani generał już nieco ochłonęła, choć nadal trochę się martwiła o dziecko, i poddała się oględzinom specjalistów. Badania potwierdziły, że Samantha nie odniosła obrażeń. Doktor Lane sprawdziła potem stan dziecka, lecz nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo.

- Byłabym spokojniejsza, gdyby zgodziła się pani zostać tu na noc, pani generał. Jeśli do rana nic się nie wydarzy, będziemy pewni, że maluszek przetrzymał.- powiedziała.

Sam nie bardzo kwapiła się do pomysłu, bo to oznaczało, że będzie musiała zadzwonić do Jacka, a on tu przyjedzie. Dobro ich dziecka było jednakże priorytetem. Nie mogła go stracić. To by ją zabiło. Zgodziła się więc bez gadania.

Dostała najlepszy, pojedynczy pokój i stale monitorowała ją pielęgniarka, którą znała z SGC. Dopiero, gdy chciała zadzwonić, zorientowała się, że jej telefon został w torebce, a ta w samochodzie. Sytuację znowu uratował Ferretti, który zjawił się w szpitalu, jak tylko wypełnił jej rozkazy.

- Leżały pod siedzeniem pasażera, ma'am.- wyjaśnił, podając jej nie tylko torebkę, ale też tajemniczy prezent.

- Dzięki, Lou.- odparła z wdzięcznością.- Zupełnie o nich zapomniałam!

- To normalne, ma'am. Miała pani co innego na głowie.- uśmiechnął się Evan.- Na pewno wszystko w porządku?- upewnił się jeszcze.

- Tak, chłopaki. Nie martwcie się, to tylko zwykłe środki ostrożności, nic więcej. Nie zostałam ranna. Po prostu parę razy obróciło mi Volvo i tyle.- odpowiedziała z uśmiechem.

- Oj, gdybym dorwał tego bydlaka, co wymusił pierwszeństwo, pożałowałby, że przeżył!- warknął zdenerwowany Louis.

- Ustaw się w kolejce, Lou. Generał O'Neill go za to wypatroszy.- wtrącił się Lorne.

- Nikt nikogo nie wypatroszy.- pouczyła Sam.- Policja i sąd się nim zajmą. Póki co, na razie i tak nie wyjdzie ze szpitala. Podobno połamał nogi i bark.

- Szkoda, że nie kark.- mruknął Lou.

Niedługo potem, spokojni o los dowódcy, obaj oficerowie się pożegnali i pojechali do domu. Generał Carter tymczasem wzięła głęboki oddech i podniosła komórkę, by wykonać pewien telefon…

TBC


A/N: Jeśli ktoś myślał, że narażę baby O'Neill, to chyba mnie nie zna! ;p