Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od autorki: Po pierwsze, spoilery! Po drugie, rozdział jest długi. Bardzo długi. I, tak dla ścisłości, nie mam pojęcia o naukowych zasadach stojących za pracą techniki Hiraishin. To, co przeczytacie, jest moją własną interpretacją.


Od tłumaczki:

mizerykordia – uwielbiam Twoje komentarze, strasznie motywują mnie do pracy :) mam nadzieję, że aktualizacja również Cię nie zawiedzie. A, również rozwalają mnie wymiany zdań Naruto oraz jego ukochanej baa-chan :P

nataia – dziękuję!


Ukryci Za Maskami

Rozdział 26: Plany i Pokutowanie


Dialogi: „bla bla"

Myśli: „bla bla"

Sasuke kontrolował się przez całą drogę powrotną do mieszkania, ale teraz, kiedy stał prosto przez budynkiem, nie był pewien, czy chciał tam wejść. Dlaczego? Ponieważ znał Naruto na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że ten idiota nie poszedł spać. Dobe czuwał do momentu, w którym on wróci. Naprawdę nie chciał go w tej chwili widzieć. Kruczowłosy westchnął, stawiając stopę za stopą, kiedy powoli wspinał się po schodach. Coraz bardziej ogarniał go strach, namawiając do zawrócenia, udania się w przeciwnym kierunku. W sekundzie, w której otworzy drzwi, Naruto w mgnieniu oka zacznie bombardować go pytaniami. Był tego pewien. W tym jednak momencie nie sądził, że bez załamania się sobie z nimi poradzi.

Niestety, zanim się zorientował, ocknął się przed drzwiami do – Naruto, ich? – mieszkania. Jego stopy podświadomie zabrały go tam, gdzie powinny, chociaż najlepiej znalazłby się w innym miejscu… chociaż, tak naprawdę, gdzie indziej miałby poczuć się lepiej?

Przeszedł go dreszcz. W tym momencie nie miał już żadnego innego wyboru, niż wejść do środka.

W lokum było ciemno. I dobrze. Przy odrobinie szczęścia dobe poszedł do łóżka. Uchiha zamknął za sobą drzwi, po czym zdjął buty i cicho przeszedł przez salon w kierunku korytarza.

- Sasuke?

Zamarł. Usłyszał ziewnięcie i jakiś ruch. Po chwili Naruto znalazł się tuż obok, by położyć dłoń na jego ramieniu.

- Hej… jak poszło?

Kruczowłosy wiedział, że wizja słodko śpiącego dobe była nie do spełnienia. Pieprzona ciekawość blondyna! Wziął głęboki wdech, po czym westchnął. To w dalszym ciągu nie pomogło jego chybotającej się samokontroli. Nie teraz… nie mógł teraz rozmawiać…

- Ja… powiem ci rano.

- Ale… - Sasuke ze zmęczeniem spojrzał w bok, wystarczająco, by ujrzeć odrobinę sylwetki Uzumaki'ego.

- Miałem naprawdę ciężki dzień, Naruto. Potrzebuję wziąć prysznic, a następnie pójść spać. Więc proszę… po prostu… rano.

Ręka zniknęła z jego ramienia. Bez niej Sasuke prawie poczuł chłód i osamotnienie. Świetnie… Naruto prawdopodobnie jest na niego wściekły.

- W porządku – oczy użytkownika Sharingana szeroko się otworzyły. Dobe mu ustąpił?

- W łazience zostawiłem ręcznik i ubrania na zmianę. Domyśliłem się, że będziesz potrzebował się wykąpać – powiedział cicho syn Czwartego, po czym zaczął iść w swoją stronę. Blondwłosy chłopak wiedział, że Sasuke cierpi. Wiedział również, że teme starał się to przed nim ukryć. Nie chciał jednak, by Uchiha kompletnie się przed nim zamknął, tak jak to miał zwyczaj robić, kiedy byli dziećmi. Już wystarczająco źle się czuł z faktem, że od popołudnia blokował ich umysłową więź. Naruto postanowił więc, że da przyjacielowi niezbędny mu czas.

- Uch… - na dźwięk głosu Sasuke Uzumaki zatrzymał się, ale nie odwrócił. – Dziękuję.

Naruto uśmiechnął się do siebie, co zostało niezauważone przez jego rozmówcę.

- Nie ma sprawy – z tym wślizgnął się do sypialni, pozostawiając Uchihę na korytarzu.

Sasuke zamknął za sobą drzwi do łazienki, po czym się o nie oparł. Dostrzegł na blacie puszysty biały ręcznik oraz stertę ubrań. Głupi dobe… był dla niego zbyt dobry. Blondyn naprawdę zasługiwał na lepszego przyjaciela.

Z westchnięciem się rozebrał, po czym z obrzydzeniem rzucił okiem na rzucone na podłogę ubrania. Nienawidził ich. Były przypomnieniem miejsca, w którym wcześniej był… Orochimaru… jego życia w Dźwięku. Chciał je podpalić, by się upewnić, że już NIGDY ponownie ich nie założy.

Wszedł pod prysznic. Stanął pod gorącym strumieniem wody, pozwalając, by go uspokoiła, oczyściła duszę. Zaschnięta krew na jego ręce powoli rozpuściła się i spłynęła. Gdyby tylko jego własne demony tak szybko zniknęły…

To, co właśnie zrobił, przypomniało mu o śmierci Itachi'ego. Przez te wszystkie lata, kiedy marzył o zemście, wyobrażał sobie uczucie dumy, ulgi, może nawet szczęścia po tym, jak jej dokona. Rzeczywistość okazała się jednak brutalną pobudką. Zamiast dumy, ulgi, czy szczęścia ogarnęła go pustka… zagubienie. Tym razem jednak czuł się po prostu emocjonalnie wykończony. Wykonał kolejny akt zemsty, po którym wcale nie poczuł się lepiej.

Prawdę mówiąc ogarniały go mdłości.

Pewnie, mógł się przyznać, że pragnął zabić Danzou. Ale torturowanie było czymś, czego po prostu nie robił. To dziedzina Kabuto. Może i nieraz obserwował sługę Orochimaru, ale nigdy nie planował osobiście wdrażać w życie żadnych jego sztuczek. Zrobił to jednak. I było to dla niego wystarczające, by zastanawiać się, jak bardzo chory i sadystyczny był Yakushi, by czerpać z tego taką przyjemność.

Jeżeli Sasuke czuł się w ten sposób, czy oznaczało to, że był w dalszym ciągu człowiekiem?

Zastanawiał się…

Czasami czuł się jak demon, którego Konoha widziała w Naruto.


Sasuke otworzył oczy, zastanawiając się, co go zbudziło. Usłyszał brzęknięcie, a po nim przekleństwo z ust Naruto. Rzucił okiem na znajdujący się na szafce nocnej budzik i zszokował się, jak bardzo było już późno. Zazwyczaj przed świtem dawno stał już na nogach. Kruczowłosy z westchnięciem padł na plecy i wbił wzrok w sufit. Nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z łóżka. Wiedział, że w końcu będzie musiał stawić czoła przyjacielowi, ale nie był pewien co do własnej gotowości do rozmowy.

Niestety nie zgodził się z nim jego brzuch, a wpadające do pokoju zapachy niedługo później sprawiły, że nie mógł już dłużej się opierać.

Czasem na niektóre rzeczy nie można było nic poradzić.

Z jękiem wstał, po czym chwycił parę szortów, które pospiesznie wsunął na swoje bokserki. Stwierdził, że służąca ostatniej nocy za piżamę czarna koszulka z krótkim rękawem powinna mu na teraz wystarczyć. Przeczesując dłonią swoje niesforne loki udał się do znajdującego się w kuchni stołu. Zdziwił się, gdy na miejscu zastał czekającą na niego szklankę soku pomidorowego, a także talerz jedzenia. Nie zwlekając usiadł, wychylając parę łyków napoju. Blondyn znał go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, co lubi. Dobe musiał usłyszeć, jak wstaje. On i jego wyostrzony słuch…

Naruto zwrócił się do niego z uśmieszkiem. Jego dłonie pokryte były pianą, którą właśnie mył naczynia.

- Hej, śpiąca królewno! Najwyższa pora, byś wygramolił się z łóżka – Uchiha przewrócił oczami.

- Hn.

- Więc… nie przeszkadzaj sobie. Jedz. Podgrzałem je specjalnie dla ciebie.

- Dziękuję – wymamrotał chłopak. – Gdzie jest Aya?

- Wyszła kilka godzin temu. Coś jest na rzeczy… miała dzisiaj pracować z babcią, ale zamiast tego przyszła odebrać ją Sakura.

- Hn – Sasuke był pewien, że Ibiki przekazał nagranie w ręce Hokage.

Blondyn usiadł naprzeciwko niego. Mały dystans pomiędzy nimi sprawił, że użytkownik Sharingana zesztywniał.

- Czy ma to coś wspólnego z tym, co wydarzyło się zeszłej nocy?

Sasuke zmierzył Uzumaki'ego wzrokiem.

- Dobe, powiedziałem ci…

- Że powiesz mi rano. I, jak sam widzisz, jest rano… prawie południe. Sasuke, porozmawiaj ze mną. Widzę, że to cię gnębi.

- Nic mnie nie gnębi.

- Jasne… właśnie dlatego naskakujesz na mnie za każdym razem, gdy poruszę ten temat. I dlaczego od wczoraj nie pozwoliłeś mi słyszeć swoich myśli?

- Naruto… nie chcesz wiedzieć.

- Prawdopodobnie masz rację. Ale muszę.

- Po prostu odpuść.

- Nie!

Uchiha westchnął, po czym odsunął na bok w połowie pusty talerz. Nie mógł już nic przełknąć i z całą pewnością nie mógł już tu dłużej zostać. Wstał i zaczął odchodzić.

- Cholera jasna, teme! – blondyn chwycił go za ramię i przyciągnął do siebie po to, by go uderzyć.

- Co, u licha, dobe?! – Sasuke wrzasnął, kiedy podnosił się z ziemi. Ostrożnie dotknął swojego policzka wiedząc, że nie za długo pojawi się tu siniak.

Syn Czwartego stał tam z opuszczoną głową i zaciśniętymi w pięści dłońmi.

- Ty hipokrytyczny draniu! Chcesz, żebym skończył się nad sobą użalać, otworzył się, mówił ci o swoich problemach i innych cholerstwach, ale ty jak najbardziej możesz zamykać się w sobie i cierpieć w samotności! Zawsze to odwalasz, a ja nie zamierzam ci na to pozwolić. Przestań zachowywać się jak dupek i powiedz mi, co się stało!

- Jest martwy, w porządku? To to chciałeś usłyszeć? – krzyknął kruczowłosy.

Naruto westchnął, przeczesując dłonią włosy.

- To jakiś początek – Uchiha przeklął, po czym walnął w znajdującą się za Uzumakim ścianę. Blondyn wzdrygnął się na widok pozostałego po pięści wgniecenia. Obserwował, jak jego przyjaciel siada, a jego blada twarz zamienia się w maskę. – Nie rób tego. Nie zamykaj się na mnie – zajął miejsce obok upiornie spokojnego bruneta. – Porozmawiaj ze mną, Sasuke.

- O czym, dobe? – zapytał ze zmęczeniem użytkownik Sharingana. – O tym, jak go zabiłem? Jak wszedłem do jego celi i dla uzyskania odpowiedzi brutalnie torturowałem? O tym, jak stałem się taki jak… oni? – westchnął, spoglądając w dół. Naruto obserwował, jak ciemne oczy, które jeszcze przed sekundami były bez wyrazu, nagle wypełniają się emocjami. – Nawet kiedy byłem w Dźwięku, zawsze mówiłem, że nigdy taki się nie stanę. Nie ma tu wielkiej filozofii, ale szczyciłem się, że nie zabijam bez przyczyny. Orochimaru nienawidził tej części mnie, która odmawiała bycia masowym zabójcą. Zmuszał mnie, bym obserwował jego eksperymenty. Obrzydzały mnie… rzeczy, które robił… raz za razem bawił się życiem dla jego własnych, głupich, samolubnych powodów. Był chorym draniem. Potem zmuszał mnie, bym przyglądał się pracy Kabuto, który już niedługo później okazał się równie zły. Zrozumiałem, dlaczego sannin trzymał przy sobie kogoś takiego. Kabuto… ekscytował go ból w oczach innych ludzi – nieważne, czy fizyczny, czy też emocjonalny. Miał sadystyczne, brutalne metody tortur. Obserwowałem, jak jedni z najsilniejszych osób mu się poddają. Widziałem wszystkie sposoby znęcania się. Zapamiętałem je. I użyłem jednego z nich.

- A czy uważasz, że Danzou nie zasługiwał na takie traktowanie? Potrzebowałeś zmusić go, by gadał, prawda?

- Tak, ale…

- Tylko ocaliłeś go od późniejszej kary, kary śmierci.

- Nie w tym rzecz, dobe!

- Nie jesteś taki, jak oni, Sasuke.

Brunet westchnął i spojrzał w bok.

- Skąd wiesz? – Naruto chwycił za jego blady podbródek zmuszając, by na niego spojrzał.

- Ponieważ gdyby tak było, nie byłoby tej rozmowy. Nie torturowałbyś siebie w ten sposób – blondyn obdarował go małym uśmiechem. – Nie jesteś taki, jak oni – Sasuke wpatrywał się w intensywnie niebieskie tęczówki, szukając szczerości. W końcu westchnął, opuszczając mentalne bariery, którymi tak długo się odgradzał. Namikaze mógł nagle poczuć falę bolesnych emocji, które sprawiały, że chciało mu się płakać… lub przytulić teme.

Na tę chwilę żadna z tych opcji nie była dobrym pomysłem.

- Naruto, dowiedziałem się czegoś ważnego. Pracowała z nim pozostała dwójka – starszyzna – i dwie osoby z rady – spauzował, by jego przyjaciel przetrawił te informacje. – I pomagał mu Madara.

Uzumaki wziął gwałtowny wdech.

- Co?! Jak wiele wiedział o nim Danzou?

- Wiedział, że Madara jest liderem Akatsuki. Wiedział także, że był poprzednim Mizukage… to pokazuje nam, od jak dawna spiskowali.

- Ale dlaczego w takim razie jestem wciąż żywy? Jeżeli już wtedy z nim pracował, lata temu znalazłbym się w rękach organizacji.

- Chyba że zdecydował, że wpakowanie cię prosto w ich szpony jest dla niego zbyt ryzykowne. W końcu chciał zostać kage. Może doprowadził do wygnania cię z wioski po to, by cię złapali. Wtedy nikt by nie implikował, że to jego sprawka.

- Taa… może.

- Mam przeczucie, że to dlatego Aya pracuje dzisiaj z Sakurą. Hokage prawdopodobnie w tym momencie analizuje wszystko, czego się właśnie dowiedziała.


Tsunade właśnie skończyła słuchać dostarczone jej przez Ibiki'ego nagranie. Było to dla niej oświecające, a jednocześnie bardzo niepokojące. By uchronić się od nadciągającego bólu głowy, masowała palcami skronie.

Musiała przyznać, że metody Uchihy były całkiem efektowne. Oczywiście niosły ze sobą ból. Zmusił Danzou do rozmowy, aczkolwiek zabicie go nie było już częścią planu. Prawdopodobnie jednak, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, powinna ona była tego oczekiwać. Niestety pociągało to za sobą dość skomplikowany bałagan. Musiała udać się z tym wszystkim do rady. Jako że wiedziała, że cztery zaangażowane w to osoby będą usiłowały przekręcić kota ogonem i zwalić wszystko na Uchihę, nic nie mogła na to poradzić, tylko się skrzywić. Nie mogła pozwolić na taki obrót spraw, a zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że gówniarz już miał przywrócony status ninja Konohy. Rada może podnieść wrzask i żądać ukarania zarówno jego, jak i jej. Westchnęła.

Gdyby tylko Shizune nie skonfiskowała jej ukrytej w schowku sake…

- SHIZUNE!

Po budynku rozniósł się huk spadających książek, a następnie tupot stóp. Drzwi szeroko się otworzyły ukazując ciężko dyszącą asystentkę.

- Tak, Tsunade-sama?

- W mgnieniu oka potrzebuję tutaj Ibiki'ego! Ostrzeż także radę. Za godzinę odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie.

- Tak jest, Tsunade-sama – Shizune zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Po tym, jak drzwi się zatrzasnęły, Godaime pod nosem ją przeklęła.


Członkowie rady z poruszeniem szeptali do siebie nawzajem. Wszyscy zastanawiali się nad powodem ich zebrania. Część z nich domyślała się, że ma to coś wspólnego z Danzou, pozostali zaś po cichu mieli nadzieję, że to jednak nie to.

Po chwili dołączyła do nich Tsunade. Zapanowała cisza.

- Dlaczego zwołałaś nadzwyczajne posiedzenie, Tsunade? – zapytał Daimyo.

- Otrzymałam niepokojące, pogrążające Danzou dowody. Uważam, że wszyscy powinni to usłyszeć po to, by podjąć odpowiednią decyzję.

- A co to są za dowody? – ostrożnie zapytała Utatane Koharu.

Bez zbędnych słów Godaime podniosła urządzenie do nagrywania. W tym momencie naprawdę chciała złośliwie się uśmiechnąć. Później będzie musiała sama się nagrodzić za utrzymanie się w ryzach. Rzuciła wzrokiem na dwóch reprezentantów wioski, Kurayami i Hayashi. Obydwaj byli zdenerwowani. Utatane oraz Mitokado, jeżeli coś właśnie czuli, to tego nie pokazywali.

- Zostało to nagrane zeszłej nocy, bez wiedzy uczestniczących w tym osób – okej, teraz trochę naciągnęła prawdę… Sasuke był osobą nagrywającą, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć.

- W takim razie jeżeli dotyczy to Danzou, to czy czasem nie powinien być tu obecny? – kontynuowała Koharu.

- Obawiam się, że nie będzie to możliwe.

- W takim razie posiedzenie powinno zostać przesunięte i…

- Danzou nie będzie na żadnych posiedzeniach rady. Jest martwy.

Przez salę przeszedł zbiorowy odgłos zdziwienia.

- Jak? – zapytał Homura, w końcu przerywając niekomfortową ciszę.

- Jak na razie tego nie wiemy. Dowiedziałam się o tym tego ranka od Ibiki'ego. Rozpoczęło się oficjalne śledztwo w sprawie jego śmierci. Poinformuję was od razu, jak tylko dostanę odpowiedni raport. A teraz, jeżeli nie ma już żadnych pytań, chciałabym puścić nagranie.


Naruto wpatrywał się w znajdujący się w jego dłoni charakterystyczny kunai. Chłopak zazwyczaj błyszczał optymizmem, jednak nie tym razem.

- Planujesz chociaż spróbować? Czy po prostu będziesz tu siedział i kontemplował? – zapytał Sasuke ze skrzyżowanymi na sobie rękoma i uniesioną brwią w idealny sposób, który był znienawidzony przez Naruto.

- Zamknij się, teme. Po prostu myślę.

- Jak dla mnie za dużo. Spójrz, jeszcze nigdy w ten sposób nie odniosłeś porażki, więc wątpię, że teraz będzie inaczej.

- Taa… masz rację – blondyn westchnął, po czym rzucił broń tuż obok znajdującego się na ziemi zwoju.

- Nie zamierzasz praktykować?

- Może najpierw popracuję trochę nad jutsu Błyskawicy.

- A w jaki sposób zamierzasz to zrobić?

- Z twoją pomocą, oczywiście.

- Hn.

- Czy to dobre „hn", czy złe „hn"?

- Hn.

- Skończ bycie dupkiem, teme i mi pomóż.

- Nie pamiętam, bym kiedykolwiek ci mówił, że ci pomogę. Mam swoją własną robotę do wykonania.

- Proszę?

- Nie.

- Proooooooooszę?

- W dalszym ciągu nie.

- No dawaj, teme! Po prostu pokaż mi, jak to zrobić, a ja sam dojdę do reszty.

Sasuke westchnął i przewrócił oczami, ale uległ.

- W porządku, dobe – z tym odłożył zwój, nad którym pracował i zwrócił twarz do swojego przyjaciela. – W takim razie zacznijmy od podstaw – podniósł zwykły kunai i gestem kazał blondynowi zrobić to samo. – Oczywiście nauczyłeś się, jak kierować chakrę Wiatru przez ostrze. Chcę, byś spróbował tego samego, tylko używając Błyskawicy.

- Uch… w jaki sposób? – zapytał Namikaze.

Uchiha wzruszył ramionami.

- Błyskawica przychodzi mi naturalnie, więc nie mam pojęcia, jak ci to wytłumaczyć. Może powinieneś się skoncentrować na uczuciu – skonfundowany Naruto zmarszczył nos. Sasuke prawie się na to zaśmiał. Kruczowłosy odważył się pomyśleć, że blondyn w tym momencie wyglądał uroczo. – Hmmm… zapomnij na tę chwilę o kunaiu… - Uchiha skrzyżował ręce, próbując wymyśleć coś, co mogłoby pomóc. Nagle skinął głową. – To powinno zadziałać – wymamrotał do siebie.

Naruto zdziwił się, gdy brunet nagle wkroczył w jego przestrzeń osobistą, po czym uniósł palec tak, by znajdował się w niewielkiej odległości od skóry jego ramienia.

- Hej! Co robisz?

- Chcę spróbować pokazać ci, jak to jest czuć chakrę Błyskawicy… albo coś w tym stylu – Uzumaki wyglądał sceptycznie.

- Myślisz? Sam nie brzmisz za bardzo pewnie. Wiesz, nie zamierzam zostać przysmażony.

- Idiota – powiedział z lekkim uśmiechem brunet. Potrząsnął głową. – Po prostu spróbujmy… to dla nas obu nowe terytorium – jinchuuriki wziął głęboki wdech, po czym skinął głową, przygotowując się na porażenie.

- Jeżeli masz w sobie jakiekolwiek powinowactwo do Błyskawicy, nie powinno cię to za bardzo ruszyć – na „za bardzo" oczy Naruto w panice szeroko się otworzyły. Chłopak zaczął machać przed sobą rękami.

- Czekaj! Zrobiłeś mi to w kryjówce Orochimaru. Sparaliżowało mnie. Czy to nie dowód na to, że tego nie mogę używać?

- Nie wiem… wtedy użyłem skoncentrowanej chakry, więc nawet jeżeli byłbyś użytkownikiem Błyskawicy, atak i tak w pewnym stopniu na ciebie wpłynął. Wątpię więc, że to coś udowadnia. Może byłeś zbyt słaby od używania chakry Kyuubi'ego albo po prostu nie zacząłeś jeszcze wtedy szkolenia jakiegokolwiek elementu. Kto wie… mam przeczucie, że skoro jesteś teraz o wiele silniejszy, to rezultat będzie odmienny. Poza tym Czwarty powiedział, że powinieneś być w stanie tego używać i, biorąc pod uwagę fakt, że jest znany za swój geniusz, skłaniam się do wierzenia mu. No i mam nadzieję, że odkąd jesteśmy ze sobą lekko połączeni przez więzy krwi, będzie to stanowiło dla ciebie sporą zaletę – blondyn westchnął, próbując się zrelaksować.

- Okej… myślę, że jestem w takim razie gotowy – Sasuke przytaknął, po czym skoncentrował chakrę w jednym palcu i pozwolił, by strużka elektryczności dostała się na skórę przyjaciela.

- Czujesz to?

- Taa… - Naruto lekko zadrżał, po czym zamknął oczy, skupiając się na uczuciu. Mógł wyczuć, jak stają mu włoski na ramieniu. – To coś w stylu szumu albo brzęczenia.

- W porządku. Oznacza to, że chakra cię nie odrzuca. W przeciwnym razie nie byłoby to dla ciebie zbyt… przyjemne. Teraz chciałbym zobaczyć, czy będziesz w stanie użyć mojej elementarnej chakry w celu stworzenia własnej – oczy syna Yondaime szeroko się otworzyły.

- Huh? Ale jak?

- Skąd mam to wiedzieć? Sam musisz to rozgryźć.

- A ty powinieneś być geniuszem. Okej, pozwól mi spróbować… - chłopak wyciągnął prawą dłoń tak, by znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od emitującego chakrę palca bruneta. Naruto mógł wyczuć, jak strumień skrzy się przy jego skórze. Próbował sobie zwizualizować poruszającą się nad jego dłonią chakrę w ten sam sposób, jak robił to z Wiatrem. Kilka minut później usłyszał lekki trzask. Otworzył oczy, by zobaczyć emitującą się energię z jego dłoni prosto w kierunku Uchihy. Światło poruszało się między nimi w tę i z powrotem a on nie mógł nic poradzić, tylko na ten widok szeroko się uśmiechnąć. Sasuke w odpowiedzi także się uśmiechnął, po czym zatrzymał przepływ swojej chakry i cofnął się o krok. Energia błyskawicy kontynuowała oplatanie się wokół dłoni Uzumaki'ego.

- A teraz spróbuj przenieść tą chakrę w kunai.

- W porządku – Namikaze przełożył broń z lewej ręki do prawej i skoncentrował się na skierowanie strumienia energii w ostrze. Minęło dobrych dziesięć minut, zanim był w stanie to zrobić. – Tak! Mam to – wrzasnął z uśmiechem.

- Hn – kruczowłosy skinął głową. – W porządku. Zaprowadziłem cię tak daleko. Kiedy tylko rozgryziesz Hiraishina, pokażę ci kilka prostych jutsu Błyskawicy.

- Naprawdę wierzysz, że to zrobię, prawda?

- Gdyby tak nie było, znajdowałbym się po drugiej strony polany praktykując swoje własne jutsu zamiast tracić czas z takim idiotą jak ty.

Naruto uśmiechnął się, po czym spojrzał w bok. Wiedział, że przekomarzanie się Sasuke było jego sposobem na powiedzenie mu, że w niego wierzy. Blondyn czuł się wzruszony.

- Tak tak, teme… więc… pójdę teraz trochę popraktykować.

- Taa, to dobry pomysł – użytkownik pomachał mu, po czym odszedł, by sam potrenować.

Kilka godzin później klony zniknęły, a Naruto i Sasuke stali obok siebie, z powrotem wpatrując się w trzyostrzowy kunai, który tym razem bogatszy był o nową pieczęć.

- Znów ją zmieniłeś?

- Taa. Dodałem jeszcze jedną rzecz. Niestety w dalszym ciągu nie mogę rozgryźć, w jaki, u licha, sposób mam siebie samego przywołać? – wymamrotał blondyn.

- I oto właśnie pytanie, co nie?

Uzumaki zmierzył przyjaciela wzrokiem.

- Nie pomagasz mi w ten sposób.

Brunet wzruszył ramionami.

- Więc… żadna ze mnie pomoc. Nigdy tego nie robiłem. Jedyne, co mogę doradzić, to abyś brał pieczęć za swój punkt odniesienia. To ona trzyma twoją chakrę. Pomyśl o sobie jak o błyskawicy, a o znakach na kunaiu jak o piorunochronie. Jeżeli skoncentrujesz się w ten sam sposób, jak wtedy, gdy używasz shunshina, powinieneś być w stanie się przetransportować… przynajmniej w teorii. Mam przeczucie, że gdyby był tu twój ojciec, wytłumaczyłby ci to w o wiele bardziej przystępny sposób.

- Oczywiście, ale niestety jesteśmy zdani tylko na siebie.

- Nie martw się. To zadziała.

- Taa… jasne, że zadziała! – powiedział o wiele pewniej Naruto, niż w rzeczywistości tak się czuł. Zamknął oczy, po czym się skoncentrował. – Więc… raz kozie śmierć.

Minęło pięć minut.

Dziesięć…

Pół godziny…

Nic.

- Cholera! – zawarczał jinchuuriki z frustracji.

- Dobe, po prostu uspokój się i skup.

- Tak, tak, skup… - przewrócił oczami. Już miał ponownie spróbować, kiedy coś mu przyszło do głowy. – Hej, teme, zastanawiam się…

- Co?

W oczach młodego Namikaze pojawił się znaczący błysk, po czym podniósł broń jednym palcem, w międzyczasie formując pieczęć Tygrysa.

- Tajuu Kage Bunshin no Jutsu! – polana wypełniła się setkami trzymających dokładnie ten sam kunai klonów – czyli to, na co liczył. Z uśmieszkiem krzyknął na grupę. – Wiecie, co robić! Zobaczmy, kto wpadnie na to jako pierwszy.

- TAAAK! – odpowiedział mu chór głosów, po czym wiele bunshinów zaczęło rzucać kunaiami w rozmaite kierunki, próbując siebie przetransportować.

Na ten widok Sasuke nie mógł nic poradzić, tylko się zaśmiać.

- Idiota.

Kruczowłosy odwrócił się z zamiarem rozpoczęcia pracy nad inną techniką ze zwoju – Raiton: Kage Bunshin no Jutsu. Może i nigdy nie będzie w stanie stworzyć setek klonów, ale jeden czy dwa z pewnością przydadzą mu się w walce.


Głos Danzou oraz Sasuke wysłuchany został przez radę. Kilkoro jej członków zbladło, gdy dowiedziała się, jakich tortur użył młody Uchiha. Czterech z nich zbladło jeszcze bardziej, gdy poruszony został temat nieudanego zamachu. W końcu do ich uszu doszedł dźwięk wyładowań elektrycznych dobrze znanego im jutsu, dźwięk, który nie zdołał wyciszyć krzyków umierającego mężczyzny, który niegdyś należał do respektowanych członków ich wioski.

Kiedy skończyło się nagranie, w pomieszczeniu zapanowała złowieszcza cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. W końcu to Koharu ją przerwała, używając jedynie jednego znanego jej argumentu w próbie odwrócenia uwagi od niej oraz jej przyjaciela.

- Gdzie jest teraz ten zdradliwy Uchiha? Powinniśmy od razu wysłać za nim nasz oddział, by go złapać, albo najlepiej od razu zabić za to, co zrobił.

- Och, nie sądzę, że to Uchiha jest tym zdrajcą, o którego powinniśmy się teraz martwić – odparła Tsunade.

- Oczywiście, że jest. Jest zbiegłym ninja, który poszedł w ślady Orochimaru. Gdy odchodził, usiłował nawet zabić członka swojej własnej drużyny. A teraz torturował i zabił respektowanego członka tej rady!

Tsunade trzasnęła pięścią o stół, kiedy wstała i zmierzyła wzrokiem starszą kobietę.

- Nawet nie waż się mieszać w to Naruto, tak jakbyś w ogóle o niego dbała. Z żadnej przyczyny prócz własnych, egoistycznych pobudek byłaś jedną z osób, która maczała palce w jego wygnaniu. Co do Uchihy – to prawda, torturował Danzou, ale to nic, czego nasz własny Wydział Przesłuchań i Tortur – w tym momencie wskazała na Anko oraz Ibiki'ego – wcześniej nie robił – po spuszczeniu odrobiny pary Godaime z powrotem usiadła. – Prawdę mówiąc, ten gówniarz prawdopodobnie zrobił nam tym przysługę.

- Jakim prawem śmiesz się tak o nim wypowiadać! Był respektowanym członkiem rady! Powinien mieć chociaż szansę na stawienie się na rozprawę oraz własną obronę!

- Po co? Żeby mógł kłamać pod przysięgą? Danzou nareszcie pokazał nam swoje prawdziwe oblicze, a dowód stanowi to nagranie, o którym nie miał zielonego pojęcia. Nie okłamał Uchihy… nie miał żadnych ku temu powodów. Jak sami słyszeliście, nie tylko planował kolejny zamach, chciał także, aby to Sasuke mu w tym asystował. Poza tym zawiązał sojusz z wrogiem Konohy.

Piąta skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, mierząc wzrokiem kobietę.

- Nie myśl, że jestem nieświadoma wobec twoich planów, Utatane. Nie pozwolę, aby ta rada została zmanipulowana w zapomnienie prawdziwego celu zwołania tego spotkania. To nie ma nic wspólnego z Uchihą Sasuke. Jego rola w tym wszystkim zostanie poruszona kolejnym razem. W tej chwili jednak jedyną rzeczą, na której powinniśmy się skupić, jest to, co ujawnił Danzou… że wy, Utatane Koharu, Mitokado Homura, Kurayami Toru oraz Hayashi Saito pracowaliście ze zdrajcą Konohy. Co macie do powiedzenia w swojej obronie?

Starsza kobieta prawie zakrztusiła się na to oskarżenie. Dalej jednak obstawiała przy swoim stanowisku.

- Nie ma o czym mówić. Nie masz żadnej podstawy dla twoich niedorzecznych oskarżeń. Nie można polegać na słowach mężczyzny, który był torturowany. Wiesz tak samo jak ja, Tsunade, że odsłuch jest niedopuszczalny jako dowód – spokojnie odparła. Podczas gdy ona oraz Homura nie wyglądali na spanikowanych, dwójka cywili nie była w stanie równie dobrze ukryć swoich kotłujących się emocji.

- Masz rację. Nie mogę polegać tylko na słowach tego człowieka.

- W takim razie nie ma już nic więcej do dyskusji.

Kiedy Koharu mówiła, Godaime dyskretnie skinęła na Ibiki'ego. Mężczyzna podszedł do drzwi i je otworzył. Wkroczyli dwaj członkowie ANBU, którzy skłonili się swojej Hokage, a następnie wręczyli jej dwa zwoje i zniknęli. Piąta otworzyła je w celu przeczytania, zaś reszta rady czekała w napiętej ciszy. W końcu podniosła wzrok i podała dokumenty dwóm członkom starszyzny.

Reszta obecnych na posiedzeniu obserwowała sposób, w jaki zmieniały się emocje na twarzach Utatane oraz Mitokado w czasie czytania. Usta Koharu uformowały cienką linię, kiedy upuściła na stół zwój pozwalając, by samoczynnie się zwinął. Znajdujący się najbliżej Shikaku chwycił go i sam zabrał się za lekturę. Po tym, jak jego oczy szeroko się otworzyły, podał zwój do swojego członka drużyny, Inoichi'ego, a on zaś przekazał go potem Chouji'emu. Chouji, będący najnowszym i najmłodszym członkiem rady, nieprzyzwyczajonym do wioskowej polityki, nie mógł powstrzymać głośnego wdechu.

Homura, który nigdy nie pokazywał własnych emocji, nie musiał przeczytać zbyt wiele, by jego ekspresja stała się zrezygnowana. W godnej manierze ostrożnie odłożył dokument z powrotem na stół. W mgnieniu oka trafił on w ręce Tsume, która jeszcze przed skończeniem lektury zawarczała złowrogo na dwóch członków rady. Hiashi odebrał od niej zwój zanim zdążyła go zniszczyć, a następnie, bez wyraźnych emocji, przekazał go do Aburame Shibi'ego.

- Jak wszyscy widzicie, dowody są niepodważalne – zadeklarowała obserwująca to wszystko Tsunade.

- Tylko biorąc pod uwagę tę dwójkę – odparł Hiashi. – A co z pozostałymi?

- Tak, nie macie żadnych dowodów, że zostaliśmy w to w jakikolwiek sposób zamieszani! – po raz pierwszy zabrał głos Kurayami. Hayashi mu tylko przytaknął.

- To prawda. Nic o tym nie wiedzieliśmy!

Homura odchrząknął, po czym wstał. Koharu już miała coś powiedzieć, gdy zatrzymał ją położeniem dłoni na jej ramieniu.

- Nie, Koharu. Nie możemy walczyć z leżącymi przed nami widocznymi dowodami. Jak sobie pościeliliśmy… - wyprostował się i spojrzał na grupę. – Nie przeproszę za działania moje oraz mojej członkini drużyny. Czuliśmy, że jesteśmy za nie usprawiedliwieni. Chcieliśmy tylko tego, co było najlepsze dla wioski. I wierzyliśmy, że Danzou będzie najlepszą osobą, która poprowadzi Konohę do jej dawnej potęgi. Jak się dowiedzieliście ze zwojów, popieraliśmy go w jego decyzjach i obiecaliśmy pomóc w jego dążeniach do stania się liderem. Najlepszy czas nadszedł po ataku Akatsuki. Mieliśmy nadzieję, że będziemy w stanie przekonać radę do jego wyboru poprzez powołanie się na twoją niezdolność do odpowiedniego rządzenia wioską, Tsunade. Nasz plan jednak zawiódł. Jednakże jego ostatnie działania… ten zamach… wtedy działał już sam. Ani ja, ani Koharu nie mieliśmy z tym nic wspólnego.

Westchnął, zabierając dłoń z przyjaciółki.

- Może i byliśmy pochopni. Nasza dwójka mocno się już postarzała, widzieliśmy tak wiele… Dla takich ludzi jak my zmiany nigdy nie są łatwe. Młodsze pokolenie ninja jest jednak dowodem, że to nie zawsze zła rzecz. Może nadszedł w końcu czas, byśmy poszli na emeryturę i zawierzyli w siłę dzieci Konohy, która poprowadzi nas w przyszłość. A co do tej dwójki – wskazał na dwóch cywili – muszą na to sami za siebie odpowiedzieć.

Na twarzach cywili pojawiły się uśmieszki. Myśleli, że są czyści.

- Gdybym była wami, nie byłabym tak pewna siebie – Tsunade zmierzyła ich wzrokiem. – Jestem pewna, że Ibiki z radością będzie chciał dociec prawdy.

Mężczyźni nagle lekko się zaniepokoili. Godaime dostrzegła to, po czym z podniesioną brwią zwróciła się do Morino.

- Ibiki?

- Czekaj! Nie możesz tego zrobić – wykrzyknął Kurayami.

Zazwyczaj ciepłe, orzechowe spojrzenie stało się zimne i twarde.

- Mogę zrobić, co tylko zechcę. W przeciwieństwie do tego, w co możecie sobie wierzyć, w dalszym ciągu jestem Piątym Hokage i planuję nim jeszcze trochę pozostać. I jako że wasza dwójka została wspomniana przez Danzou, zostaniecie poddani przesłuchaniu. Ibiki, zabierz ich do…

- Czekaj!

- Tak?

Jeden spojrzał na drugiego i wtedy, nagle, obydwaj stanęli i zaczęli się przekrzykiwać.

- Danzou obiecał nam władzę.

- Powiedział, że póki tylko będziemy mu pomagali, nasze rodziny już nigdy nie będą musiały się o nic martwić.

- Tak. Nigdy nie wiedzieliśmy, że jest zdrajcą.

- Powiedział nam, że to, co robi, leży w najlepszym interesie Konohy.

Tsunade w duchu się uśmiechnęła. Okazało się, że łatwo jest zmusić tych dwóch pachołków do gadania.

- W takim razie w porządku. Ibiki, Anko, proszę, abyście eskortowali na zewnątrz całą czwórkę i zaczekali tam, podczas gdy reszta z nas będzie obradowała.

Kurayami i Hayashi od razu za nimi podążyli. Homura oraz znajdująca się za nim Koharu zatrzymali się. Mężczyzna z respektem ukłonił przed całą radą, po czym dodał:

- Zaakceptuję każdą stosowną według was karę – z tym wyszedł.

Koharu wpatrywała się w długoletniego przyjaciela, członka drużyny, członka tej samej rady, aż w końcu westchnęła i skapitulowała.

- Ja również zaakceptuję każdą karę – rzekła po cichu.

Podwójne drzwi zamknęły się za nimi.


Siedzący na łóżku, ze skrzyżowanymi nogami, w medytacyjnej pozie Madara był wizerunkiem opanowania. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu na twarzy. Pomimo paru stojących na drodze przeszkód jego plany przebiegały tak, jak powinny. Po latach ciężkiej pracy – pójściu do podziemia, by wszyscy uwierzyli w jego śmierć, przejęciu Wioski Ukrytej we Mgle, uformowaniu Akatsuki – zaczynały pojawiać się rezultaty. Już niedługo nareszcie osiągnie ostateczny cel.

Nic go nie powstrzyma… nawet posiadający kompleks boga i potężne doujutsu Pain. Nic, nawet Rinnegan, nie będzie w stanie pokonać jego Wiecznego Mangekyou Sharingana. Poza tym, podczas gdy dzielili tę samą chęć posiadania Ogoniastych Bestii, mieli w planach całkiem odrębne cele. Pain chciał osiągnąć pokój, on zaś dbał o niego jak o zeszłoroczny śnieg. Zyskanie pokoju to tylko strata czasu w świecie ninja. Madara pragnął walki, rozlewu krwi… pragnął być panem świata.

Oczywiście zemsta na Konosze będzie stanowiła słodki bonus.

Klucz stanowiło zdobycie Bestii. I podczas gdy Pain jeszcze się nie odwrócił, z pewnością stanie się to, gdy dorwą w swoje szpony Kyuubi'ego. Rzecz jasna Uchiha miał przewagę nad użytkownikiem Rinnegana. Dziewięcioogoniasty był najsilniejszym ze wszystkich Bijuu… i niegdyś służył mu niczym udomowione zwierzę. Także i teraz podda się Sharinganowi. Pain nie osiągnie tego samego.

Tak. Kiedy tylko zagarnie dla siebie tą całą moc, Nagato zostanie wyeliminowany jako pierwszy. Może najpierw pozwoli mu oglądać śmierć jego wieloletniej partnerki z drużyny? Tak, jak wcześniej oglądał odejście tego drugiego chłopaka… jak mu tam było… Yahiko?

Madara wyprostował się ze śmiechem. Poczuł, jak do jego siedziby nadciąga znajoma chakra jego osobistego szpiega.

- Wejdź, Zetsu – rzekł, zanim roślina w ogóle zdołała obwieścić swoją obecność. Uchiha obserwował, jak członek jego ekipy materializuje się przez drzwi. – Masz dla mnie nowe informacje?

- Tak. Wygląda na to, że „zatruty korzeń" zawiódł – ogłosiła czarna połowa.

- Tak, Danzou został pojmany i uwięziony – rozwinęła się biała połowa. Madara przytaknął, po czym podszedł do krzesła i usiadł na nim ze skrzyżowanymi nogami.

- Ach. To niefortunne… ale nie nieoczekiwane.

- Wiedziałeś, że tak się stanie? – zdziwił się Zetsu.

- Po prostu powiedzmy, że nie jestem zaskoczony. Danzou ma podobną do mojej wizję prowadzenia wioski. Jego Korzeń był, i dalej jest, jednym z najlepszych oddziałów w wiosce – dzięki brakowi emocjonalnego przywiązania. Dla tych shinobi istnieje tylko misja. Sandaime, Yondaime oraz Godaime wierzyli, wierzą jednak w co innego. Trzeci rozwiązał Korzeń, przez co Danzou zmuszony był do zejścia do podziemia. Ten człowiek zawsze był arogancki. Nie zdaje sobie sprawy, że jego czas już minął. Myśli, że Konoha i jego ninja się nie zmienią. Objęcie przez niego przywództwa wywołałoby tylko chaos.

- W takim razie dlaczego pozwoliłeś mu na asystowanie?

- Po to, że gdyby w jakiś sposób jego zamach zakończyłby się sukcesem, miałbym wpływy do wszelkich negocjacji. To sprawiłoby, że moja praca stałaby się łatwiejsza. Niezależnie jednak od jego sukcesu czy też jego braku, końcowy rezultat stanowiłby ofiary po obu stronach – Zetsu skinął głową.

- Chciałeś zmniejszyć ich szeregi – głośno stwierdziła biała połowa. Na twarzy Madary pojawił się uśmieszek.

- Dokładnie. Pain już dokonał sporych szkód, zamach zaś podwyższył liczbę ofiar nawet pośród Korzenia. To działa na naszą korzyść.

- Więc… planujesz za niedługo zaatakować.

- Tak jest. Dałem Painowi tydzień na odnalezienie ostatniego jinchuuriki'ego. Minęły dwa dni. Jak tylko powróci, z czy bez Dziewięcioogoniastego, Akatsuki przygotuje się do ostatniego ataku na Konohę.

- Co z pozostałą trójką?

- Masz na myśli gówniarzy, którzy pozostali w tyle, gdy zniknął młody Sasuke? Dam im wybór – walczyć z nami albo zginąć. Nie sądzę, by stanowili jakiś problem.

- Jesteś pewny? Pomarańczowowłosy wydaje się niestabilny.

- Sasuke był w stanie kontrolować go dzięki Sharinganowi i zabójczym intencjom. Z sukcesem obejmę tę samą taktykę.

- Dziewczyna za to nie wydaje się za bardzo użyteczna.

- To prawda, ale Sasuke wyraźnie miał powód, dla którego zrekrutował ją do swojej drużyny. Dowiem się jaki i użyję to na naszą korzyść. Teraz mnie zostaw. Mam plany do zrobienia – Zetsu przytaknął, po czym zniknął w podłodze.

Madara zamyślił się, stukając palcem o swoją łydkę. Planował mieć Sasuke u swojego boku. To znacznie ułatwiłoby mu sprawy. Chłopak może i miał w głowie emocjonalny bałagan, ale był potężny. Nigdy jeszcze – prócz swojej – nie widział takiej chakry. Niefortunny był fakt, że u niego nie został. Nietrudno jednak było stwierdzić, że istniało emocjonalne powiązanie pomiędzy nim, a jinchuurikim Kyuubi'ego, nieważne jak bardzo jego młody krewny się tego wypierał. Madara miał przeczucie, że gdziekolwiek znajdował się Dziewięcioogoniasty, to także i tam odnajdzie młodszego Uchihę.

Jeżeli okaże się to prawdą, a Pain nie dorwie Bestii, to kiedy nadejdzie czas ataku na Konohę, chłopcy także tam będą.

I obydwaj staną się jego.


Konan maszerowała przez podobny do jaskini korytarz. Wiedziała, gdzie znajdzie swojego towarzysza. Z jakiejś przyczyny uwielbiał medytować na wysokościach. Po długim wspinaniu się zastała go siedzącego na krawędzi skały, z której można było podziwiać widok na całą Amegakure.

- Pain.

Nie odezwał się. Musiał być mocno zatopiony we własnych myślach. Dziewczyna podeszła bliżej. Stanęła tuż za nim.

- Nagato.

Lekko przechylił głowę.

- Po prostu zastanawiałam się, kiedy wyruszamy.

- Wyruszamy?

- Żeby złapać jinchuuriki'ego Kyuubi'ego. Minęły dwa dni. Lider dał nam na to tylko tydzień.

- To on tak powiedział. To nie oznacza, że tak łatwo mu ulegnę.

- Ale myślałam…

- Nie ma żadnej potrzeby, by działać pochopnie, Konan. Dziewięcioogoniasty pojawi się w swoim własnym czasie. Z radością na to poczekam – niebieskowłosa zamyśliła się.

- Nie rozumiem… czekać na to, aż sam się pojawi? Skąd będziemy wiedzieć, gdzie… - ucichła, a jej źrenice rozszerzyły się w zrozumieniu. – Wiesz, gdzie jest, prawda?

- Tak – odparł Pain z lekkim uśmieszkiem.

- Gdzie?

- Dokładnie pod naszym nosem – mężczyzna ujrzał skonfundowanie w oczach kunoichi. – Chłopak znajduje się w Konosze.

- Co?! Ale dopiero co tam byliśmy.

- To prawda. Jestem jednak pewien, że już tam dotarł.

- Skąd możesz to wiedzieć?

- Konan… masz tak mało wiary we mnie? Jestem w końcu bogiem. Widzisz, zostawiłem małą pamiątkę w Kraju Ptaków. Zanim powróciła do świata summonów, potwierdziła, że chłopak pojawił się tam kilka dni po naszym odejściu. Miał przy sobie jeszcze dwie osoby – kunoichi z Konohy i młodego Uchihę. Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest to, że odkąd wie, że to Akatsuki są odpowiedzialni za atak na tę wioskę – i przypuszczam, że powiedziano mu także o zdewastowaniu Liścia – to jego kolejnym ruchem będzie powrót do swojej wioski i pomoc jej mieszkańcom.

- I był z nimi Uchiha Sasuke? Nie podzieliłeś się tą informacją z liderem.

- Owszem – Pain wstał i rozpoczął marsz w stronę wyjścia. – Dowie się, gdy zaatakuje Konohę.

Konan obróciła się i, szybkimi krokami, dołączyła do boku swojego towarzysza.

- Co planujesz, Nagato?

- Madara uważa, że jego plan nie zawiedzie. Kiedy Akatsuki rozpocznie atak na Liścia, upewnię się, że jego duma doprowadzi do jego upadku. Będzie tak ogarnięty żądzą zemsty, że przełoży to nad chęć schwytania Kyuubi'ego. Zamierzam wykorzystać to na naszą korzyść – Konan przytaknęła ze zrozumieniem.

- Pojmiesz jinchuuriki'ego w czasie, gdy Madara będzie zajęty.

- Tak. To dlatego nie powiem mu o młodym Uchiha. Obydwaj mają równe szanse. Jeżeli chłopak będzie walczył dla Konohy, Madara da z siebie wszystko. Naprawdę mam nadzieję, że Sasuke zrobi mi przysługę i zabije swojego starszego krewnego.

- A w jaki sposób mamy wyciągnąć Dziewięcioogoniastego, skoro Akatsuki zostanie pokonane? Nie ma żadnej opcji, byśmy sami dali sobie z tym radę.

- Jak tylko Lis stanie się w naszym posiadaniu, a ja przejmę ster, zawsze znajdę innych, którzy z chęcią do nas dołączą.


Tsunade jęknęła, pozwalając, by jej głowa opadła na biurko. Była szczęśliwa z chwilowej ciszy i pokoju. Odczuwała też zmęczenie. Niestety, dzień jeszcze nie minął. Posłała summony do odpowiednich ludzi z informacją, by spotkali się za godzinę.

Przynajmniej rozwiązała bałagan, jakim była rada. Po tym, jak dwoje starszych oraz dwóch członków jej cywilnej części przyznało się do powiązań z Danzou, reszta osób w prywatności obradowała nad ich losem. Była to długa awantura… niektórzy żądali kary śmierci, inni więzienia. Shikaku i Shibi stanowili dwa głosy rozsądku. Dzięki ich logice rada nareszcie była w stanie dojść do zgody.

Dwaj reprezentanci cywilnej części wioski kochali swoje pozycje i władzę. Afiszowali się tym i wykorzystywali na własną korzyść kiedy tylko mogli. I dotąd właśnie sięgała tylko ich siła. Zdecydowano więc publicznie ich zdegradować, co będzie dla nich ostatecznym upokorzeniem. Taka kara w zupełności im wystarczy.

Trudniej było jednak zadecydować o dalszym losie starszych. Istniały różnice pomiędzy ich motywami, a motywami Danzou. Choć zostali wprowadzeni w błąd, same ich cele były właściwe. Chcieli osiągnąć to, co było najlepsze dla Konohy. Danzou z kolei zachowywał się tak, jakby w jego interesie leżało dobro Liścia, a tak naprawdę pragnął tylko i wyłącznie władzy. Kara śmierci więc wydawała się w ich wypadku zbyt surowa. Na ich korzyść wpływał też fakt, że obydwoje byli dobrze znanymi i respektowanymi osobistościami w wiosce.

Po długich dywagacjach nareszcie postanowiono, że zostaną oni zmuszeni – bez rozwijania się, dlaczego - do publicznego przejścia na emeryturę. Utrata powszechnego szacunku i zażenowanie, jakie zostanie wywołane u ich rodzin będzie gorsze, niż łaska szybkiej śmierci, czy wyrok więzienia. Zamiast więzienia zostaną skazani na dwuletni domowy areszt pod odpowiednim nadzorem. Po tym czasie dostaną zgodę na poruszanie się po wiosce, nie będą mogli jednak już nigdy wychodzić poza jej mury. Przez resztę swoich żyć będą obserwowani przez ANBU.

Myśli Godaime przerwało pukanie do drzwi.

- Proszę wejść.

Ukazała się jej głowa Shizune.

- Tsunade-sama, czekają tu wszyscy, których wezwałaś.

Na to Tsunade uniosła brew.

- Nawet Kakashi?

- Tak, nawet on – więc… było to zaskakujące. Świadczyło to o powadze Kopiującego Ninja.

- W takim razie w porządku. Przyślij ich tu i sama także tu zostań, Shizune.

- Tak, Tsunade-sama – z tym odeszła, by po paru minutach przyprowadzić resztę. Oczy Piątej napotkały jako pierwszy żądający odpowiedzi wzrok Sasuke. Musiał on jednak poczekać. Wszystkie miejsca siedzące szybko się zapełniły, reszta zaś – minus jeden – czekała na stojąco.

Naruto miał czelność usiąść na jej biurku.

- Złaź stąd, gówniarzu.

- Ale wszystkie miejsca są zajęte.

- Wypad… teraz – zawarczała. Blondyn obrócił głowę i skulił się na spojrzenie, którym go obdarowywała. Nadchodzący gniew Tsunade był wystarczającą siłą, by zmusić go do zeskoczenia i ulokowania się po turecku na podłodze.

Sasuke zaśmiał się, a syn Czwartego zmierzył go wzrokiem. Z uśmieszkiem na twarzy i wzruszeniem ramionami Uchiha skupił uwagę z powrotem na Hokage.

Tsunade westchnęła.

- Przykro mi, że musiałam przełożyć to spotkanie aż na wieczór, ale wyskoczyło coś ważnego. Naruto?

- Taa? – odparł ze swojego miejsca na podłodze. Górna powieka kage zadrżała. Nie podobał się jej fakt, że nie widziała nic więcej prócz jego blond loków.

- Masz to, o co cię poprosiłam?

- Yep. Pewnie, że mam – Uzumaki wyciągnął zwój, odpieczętował go, a następnie rzucił na biurko. Kobieta otworzyła go i spojrzała na listę. Była pod wrażeniem ilości rzeczy, jaką on odnalazł. Miała rację w wyborze blondyna do tej roboty. Oznaczało to jednak, że będą mieli mnóstwo rzeczy do odkodowania w krótkim odstępie czasu.

- Shikamaru – rzuciła dokumentem w głowę leniwego shinobi. Jego oczy były zamknięte, ale sekundę przed tym, zanim rzecz sięgnęła celu, przechylił się centymetry na prawo. Zwój uderzył o ścianę, a następnie upadł na jego kolana.

- Kłopotliwe – wymamrotał, po czym otworzył oczy, by przyjrzeć się jego zawartości.

Tsunade wymamrotała coś w stylu „cholerny leniwy gówniarz".

- Zabierz to do ekipy dekodującej. W przeciągu kolejnych trzech dni będziemy musieli mieć wszystko rozszyfrowane.

- Wiesz, że to nie za wiele czasu.

- To jedyny czas, jaki posiadamy. Co to kilka bezsennych dni w porównaniu do dobra całej Konohy? Obmyśliłeś plan?

Użytkownik cieni przytaknął, podając jej inny zwój. Godaime przejrzała jego zawartość, po czym podniosła wzrok.

- Zamierzasz wszystkim to wytłumaczyć, prawda?

- Ale udręka. Napisałem to po to, bym nie musiał męczyć się z problemem tłumaczenia.

- Nara… - zawarczała kobieta.

Wstał z westchnięciem.

- Okej, w porządku… - głośno powiedział, po czym wymamrotał do siebie, tak by nie usłyszała: - Przyrzekam, że zachowujesz się tak, jak moja kłopotliwa, dokuczliwa matka – nagle musiał uskoczyć przed lecącym w niego ciężkim przedmiotem. Na widok kogoś innego męczącego się z gniewem Piątej Naruto zachichotał.

- Nie myśl, że tego nie słyszałam, Nara. A teraz tłumacz.

- Tak, Hokage-sama – nagle pełny szacunku Shikamaru obrócił się do wszystkich i westchnął. – Cały kłopotliwy plan obraca się wokół mocnych i słabych stron każdego członka Akatsuki. Z wiadomości, które do tej pory zebraliśmy, sądzę, że najrozsądniejszym byłoby stworzenie drużyn bazując na słabościach danego wroga. Oto ogólny zarys. Nie będę w stanie sfinalizować przydziałów do momentu, w którym rozszyfrujemy wszystko, co dostarczył nam Naruto. Mam nadzieję, że to, co odnajdziemy rzuci nam trochę światła na sprawę i pozwoli nam na posunięcie się do przodu. Teraz przejdźmy do konkretów. Lider, Uchiha Madara, był najłatwiejszy do przydzielenia. Oczywistym jest fakt, że najlepszym sposobem na radzenie sobie z użytkownikiem Sharingana jest inny użytkownik Sharingana, więc w tej drużynie znajdą się Sasuke oraz Kakashi.

Sasuke przytaknął w zgodzie. I tak planował stawić czoła Madarze.

- Kolejny jest Pain, który będzie prawdziwym utrapieniem. Na pierwszy rzut oka powiedziałbym, że najlepszy tutaj, dzięki umiejętności tworzenia setek klonów, będzie Naruto. Minusem jest to, rzecz jasna, że za pomocą jednego uderzenia można się ich łatwo pozbyć. W dalszym ciągu jednak uważam, że Uzumaki będzie najlepszą opcją.

- To ma sens – zgodziła się Tsunade.

- Jako że każde ciało posiada inne umiejętności, mój plan zakłada, że – łącznie z Naruto - będzie tutaj potrzebnych sześć osób. Jedno z ciał ma zdolność naprawy i wskrzeszania pozostałych kiedy tylko chce. Żebyśmy mieli jakiekolwiek szanse pokonania Paina, będziemy musieli zrobić wszystko, by to ciało zniszczyć jako pierwsze. Dopiero potem zabierzemy się za resztę, równie kłopotliwych Ścieżek. Czytające w myślach, które potrafi wyciągnąć duszę ofiary i wydaje się być najlepsze w walce wręcz – do jego pokonania potrzebujemy długodystansowych jutsu. Kolejne ciało ma zdolność zaabsorbowania każdej techniki, anulowania jej, a także zaabsorbowania chakry innych. Z oczywistych przyczyn sądzę, że koniecznym shinobi w tej drużynie będzie albo Maito Gai, albo Rock Lee. No i mamy najbardziej niebezpieczne ciało. Potrafi używać grawitacji, by odepchnąć lub przyciągnąć do siebie dany cel. Z tego, co się do tej pory dowiedzieliśmy, nie ma realnego sposobu, by je powstrzymać. Zamierzam również uformować drużynę, która zajmie się poszukiwaniem „prawdziwego" Paina. Jeżeli powstrzymamy go od transmisji do jego Ścieżek, powstrzymanie go będzie łatwiejsze.

Rozległo się pukanie do drzwi. Jeden z ANBU włożył głowę do środka.

- Przepraszam, że przerywam, Hokage-sama. Kazekage i jego mała delegacja pragnie ciebie widzieć.

- Gaara?! – wykrzyknął z uśmiechem Naruto.

Tsunade pomasowała z jękiem skronie. Ten dzień stawał się coraz lepszy. Teraz miała ludzi, którzy pojawiali się bez zapowiedzi.

- Przekaż mu, że za niedługo się z nim zobaczę.

- Prawdę mówiąc, jeżeli planujesz to, co myślę, to chciałbym tu zostać – usłyszała zza drzwi. Po chwili w pomieszczeniu znalazł się piasek, który w mgnieniu oka przeistoczył się w Kazekage. Drzwi otworzyły się szerzej, by ujawnić Temari, a także Kankuro. Piąta skrzyżowała ręce na swojej klatce piersiowej.

- Wiedziałam, że powinnam była zabezpieczyć ten pokój – wymamrotała. – W takim razie dobrze. Witam, Kazekage-sama, Temari, Kankuro - cała trójka jej przytaknęła. Kiedy Gaara dostrzegł wyszczerzonego, machającego do niego z podłogi Naruto, jego usta same uformowały lekki uśmiech. I wtedy ujrzał opierającego się o ścianę Uchihę. Turkusowe, ciepłe do tej pory spojrzenie stało się oziębłe. Oczy kage Piasku z powrotem powędrowały do Piątej.

- Dlaczego on tu jest?

- Zapytaj Naruto – wskazała na blondyna. Gaara wpatrywał się w niego, oczekując odpowiedzi.

- Nie martw się, Gaara. On jest ze mną.

- Nie ufam mu. Wiesz o tym.

- Wiem. Nie musisz. Ja mu ufam.

Kazekage westchnął w odpowiedzi. Na tę chwilę porzucił ten temat. Spotkanie to było o wiele ważniejsze. Z powrotem przeniósł wzrok na Tsunade.

- Mam nadzieję, że nie planowałaś ruszać na Akatsuki bez żadnego wsparcia.

- Oferujesz?

- Jasne, że tak.

- W takim razie akceptuję – kobieta uśmiechnęła się. – Zgaduję, że teraz będziesz musiał zawrzeć Sunę w swoich planach, Nara.

- Kłopotliwe. Czemu jeszcze bardziej nie utrudnisz mojej pracy?

- Po prostu kontynuuj. Jestem pewna, że Naruto przekaże Kazekage to, co go ominęło.

- W porządku. Kolejna jest Konan, której zdolność obraca się wokół używania papieru. W tej drużynie definitywnie potrzebujemy użytkownika Elementu Ognia. Następnie mamy najmniej znanego członka, Zetsu. Jedyne, co o nim wiemy, to to, że potrafi tworzyć jedno z ziemią, co pozwala mi na wniosek, że jest użytkownikiem tego elementu. Oznacza to, że shinobi posługujący się Błyskawicą powinien sobie z nim poradzić. Fakt, że ten osobnik wygląda jak roślina, może wskazywać na jego nieodporność na ogień albo na pewien rodzaj insektów. Myślę, że tutaj sporą rolę odegra Aburame i jakiś inny użytkownik Ognia. Niestety mamy w posiadaniu tylko dwóch użytkowników Ognia i wątpię, by którykolwiek z was mógłby zostać zwolniony ze swojego zadania.

- Aktualnie, to jest nas trójka – przerwał mu Sasuke.

- Jest ktoś jeszcze? Kto?

Uchiha przekrzywił głowę w stronę Naruto. Wszyscy ze zdziwieniem zaczęli wlepiać w niego wzrok.

- Myślałem, że twoje elementy to Wiatr i Woda.

- I tak jest. Ale potrafię używać także Ognia, a teraz pracuję również nad Błyskawicą.

- Od kiedy, gówniarzu? – zapytała Tsunade. Nawet ona, która wiedziała, że syn Czwartego był znacznie lepszy, niż to wszystkim pokazywał, była pod wielkim wrażeniem. I tak to nic w porównaniu do spojrzeń większości obecnych w biurze osób, którzy albo słabo go znali, albo pamiętali jako chłopca, który był hałaśliwym ostatnim z ostatnich w akademii.

- Uch… od dzisiaj? – Uzumaki zaczął się drapać w tył głowy, obdarowując wszystkich swoim słynnym uśmiechem. – Dalej jestem w tym nowy. Ale jeżeli będę trenował tak, jak wtedy, gdy stworzyłem moje jutsu, powinienem opanować to do ataku.

Inoichi'emu nie za bardzo spodobał się ten pomysł.

- Nie wiem, czy to dobry…

- Hej, Naruto, jak długo może istnieć jeden z twoich klonów? – przerwał mu Shikamaru.

- Lepszym pomysłem będzie zapieczętowanie go w zwoju do chwili, gdy będziesz gotowy, aby go użyć – odparł blondyn.

- Potrafisz to zrobić?! – zapytał z szeroko otwartymi oczami Shikamaru.

- W zasadzie tak – w końcu zrobił to jego ojciec… nawet wyjawił, w jaki sposób. Oczywiście młody Namikaze jeszcze tego nie próbował. – Po prostu daj mi trochę czasu, bym mógł nad tym popracować. Wszystko będzie gotowe.

Shikamaru potrząsnął z niedowierzaniem głową.

- Zawsze wiedziałem, że jesteś mądrzejszy, niż to pokazujesz, ale…

Na twarzy Naruto pojawił się uśmieszek. Godaime zatrzymała ich, zanim zaczęli rozwijać ten temat.

- Nie teraz, Nara. Wypytasz gówniarza o co tylko chcesz w swoim czasie. Poza tym naprawdę chciałabym dzisiaj choć chwilę się przespać.

- Tak tak, w porządku… zatem kontynuujmy… problemem jest Kisame. Nie jestem pewien, czy ktokolwiek może mu się równać. Jego chakra znacznie przekracza zasoby normalnego człowieka, a jego miecz, który pochłania chakrę niczym gąbka, utrudnia użycie jakiegokolwiek jutsu czy zbliżenie się. Gai był w stanie pokonać wcześniej jego klona, ale tylko po otwarciu Szóstej Bramy… a klon posiadał tylko jedną trzecią mocy oryginału. Prawdę mówiąc to on będzie najtrudniejszym członkiem Akatsuki do pokonania.

- Myślę, że będę w stanie tutaj pomóc – dodał swoje trzy grosze Sasuke.

- Co masz na myśli, Uchiha?

- Jeżeli uda mi się namówić do współpracy Suigetsu, pozbyłby się on naszego największego problemu.

- Jak?

- Suigetsu nie jest nikomu wierny. Jest szczęśliwy dopóki ma kogoś, z kim mógłby walczyć. Jego największą ambicją zawsze była walka i zabicie Kisame, a także zabranie jego miecza. Podążał za mną przede wszystkim dlatego, że wiedział, że moim celem jest Itachi i to była jego szansa na odnalezienie jego wspólnika. Nawet jeżeli nie będzie wystarczająco silny, by sam poradzić sobie z Kisame, to będzie w stanie odwrócić jego uwagę na tyle, byśmy mogli go w jakiś sposób dorwać. Jeżeli tylko na samym początku się z nim skontaktuję, to myślę, że uda mi się go przekonać. W końcu to nie tak, że ma jakiś powód, by atakować Konohę.

- Ale jesteś już przydzielony Madarze.

- W takim razie to zmień. Madara i tak nie będzie walczył. Nie na początku. Będzie czekał… obserwował, jak toczy się walka, by w odpowiednim momencie do niej dołączyć. To oznacza, że Kakashi i ja będziemy mogli być wcześniej użyci do czegoś innego.

Shikamaru spojrzał na Godaime z pytaniem w oczach. Kobieta przez chwilę to analizowała, po czym skinęła głową.

- W porządku, Uchiha. Damy temu szansę.

- Hn.

- A co z pozostałymi członkami twojej drużyny? – zapytała.

- Karin nie ma żadnego doświadczenia bitewnego, więc w ogóle nie będzie walczyć. Jeżeli Madara rozgryzie jej zdolność, może jej użyć do wytropienia naszych sygnatur chakry. Wątpię jednak, żebyśmy mieli podstawy do przejmowania się nią. W momencie, gdy tylko mnie ujrzy, od razu tu przybiegnie – denerwujące, pomyślał z grymasem. Kątem oka dostrzegł uśmieszek na twarzy Naruto, ale go zignorował. – Problemem jest, tak jak wspominałem wczoraj, nie kto inny, jak Juugo. Prawdę mówiąc, z całej trójki to on jest najbliższy bycia lojalnym. Niestety, kiedy wpada w szał, wszystko idzie w zapomnienie. Nie odróżni wroga od sojusznika… będzie nim władała tylko i wyłącznie chęć mordu. Z pomocą mojego Sharingana potrafię go uspokoić. Prawdopodobnie także i Madara szybko to rozgryzie. Nie sądzę jednak, że będzie to jego celem.

- Ale czy potrafisz namówić go do przyłączenia się do nas? – zapytał Shikamaru.

- Jak tylko będzie umysłowo trzeźwy, w przeciwnym razie mogę mieć problem. Na naszą korzyść działa fakt, że Juugo pragnie być uleczony. Nienawidzi tej części siebie. I jako że tutaj, w Konosze, mamy legendarnego medycznego ninja, to jeżeli tylko obieca mu, że spróbuje mu pomóc, to myślę, że z chęcią się do nas przyłączy.

Tsunade oparła głowę na swoich dłoniach. Uniosła w zamyśleniu brew.

- Musiałabym dowiedzieć się o nim czegoś więcej. I potrzebowałabym pracy nad jego krwią. I czasu. Mnóstwo czasu – obróciła głowę w kierunku Sasuke. – Ale zdecydowanie spróbuję.

- W takim razie, mam nadzieję, zyskaliśmy kolejnego sojusznika – odparł kruczowłosy.

- Co za męka. Teraz będę musiał przearanżować wszystkie plany – burknął Shikamaru. Inoichi położył dłoń na jego ramieniu.

- Nie jęcz. W mig to zrobisz.

- Che… nieważne.

- Więc, to dobry moment, by zakończyć to spotkanie. Nara, oczekuję codziennego raportu z rozszyfrowywania i ostateczny plan w przeciągu trzech dni. Wtedy spotkamy się raz jeszcze, by wszystko dopiąć. To da każdemu z nas jeden ostatni dzień na zakończenie przygotowań przed wyruszeniem. Shizune, przygotuj pokoje dla Kazekage i jego towarzyszy. To wszystko. Jesteście odwołani.

Pomieszczenie szybko opustoszało. Tsunade jęknęła, pozwalając, by jej głowa opadła na biurko. Uderzenie o blat jednak sprawiło, że znowu ją podniosła. Przed nią znajdowało się nic innego, jak eliksir życia. Dzięki Kami!

- Wstawaj z podłogi, gówniarzu.

- Jesteś całkiem nieprzyjemna do kogoś, kto przyniósł ci dar niezbędnego na teraz sake.

- Podziękuję ci po tym, jak go wypiję. Więc… nie chciałam pytać przed wszystkimi… jak blisko jesteś do rozgryzienia tego jutsu?

Naruto wyglądał niewinnie.

- Jakiego jutsu?

- Nie „jakiego jutsuj" mi tu, gówniarzu. Jeżeli pracujesz nad jutsu Błyskawicy twojego ojca, to oczywiste, że pracujesz także i nad tym. Więc?

Blondyn wyszczerzył się, po czym odwrócił i zaczął marsz w stronę podwójnych drzwi. Otworzył je.

- Z pomocą teme, wystarczająco blisko.

Drzwi zamknęły się za nim. Tsunade uśmiechnęła się, po czym wzniosła butelkę w salucie do obrazu młodego blond Hokage.

- Minato, gdziekolwiek jesteś, to mam nadzieję, że jesteś dumny.


Od tłumaczki: Nareszcie! Najdłuższy rozdział, jaki w życiu przetłumaczyłam! Mam nadzieję, że sprosta oczekiwaniom. I jeszcze raz wszystkich przepraszam za czasowe odstępy między kolejnymi aktualizacjami. Wybaczcie!

Kurayami i Hayashi – postaci stworzone na cele tego rozdziału

Tajuu Kage Bunshin no Jutsu - Technika Zwielokrotnionych Cienistych Klonów

Raiton: Kage Bunshin no Jutsu – Uwolnienie Błyskawicy: Technika Cienistego Klona