Blizny
XV. Lód i Ogień
Część A
Hermiona czekała na nich przy głównym wyjściu. Ron podał płaszcze Harry'emu i Neville'owi.
― Chodźmy na błonia ― zasugerował Potter.
― Czemu nie na boisko?
― Bo jeśli Hermionie krąg wyrwie się spod kontroli, to nici z meczów w tym roku szkolnym.
Granger pomyliła krok, ale nie zatrzymała się.
Zatrzymali się na skraju błoni i jeziora.
― Zróbcie jej miejsce. Poprowadzę ją na początek.
Odebrał jej torbę, z którą nie rozstawała się nawet w weekendy i stanął za nią, kładąc ręce na ramionach.
― Wyobraź sobie swoją moc. To może być muzyka, gwizd, szum wiatru lub wody, co tylko chcesz. Nie musisz jej naśladować. Wystarczy, że w dowolnej chwili będziesz umiała przywołać w myślach ten dźwięk.
― Czemu o musi być dźwięk, a nie inkantacja?
― Jeśli wolisz słowa, to nie ma problemu, ale to nadal jest dźwięk. Tyle, że szereg słów niweluje magię, wytracając jej moc. Na przykład słowo Lumos możesz napisać, ale gdy do tego gwizdniesz, rozbłyśnie. Bez tego małego elementu nic się nie stanie.
― Dźwięk jest iskrą?
Harry uśmiechnął się, gdy pojęła.
― Już mam. Co teraz?
― Zaczniemy od podstawowej sieci zamykającej, czyli kręgu zewnętrznego. Gdy go utworzysz wykonaj jakiś rysunek w środku. Dowolny, który przyjdzie ci na myśl. ― Uniosła dłoń, nabierając powietrza. ― I możesz używać obu rąk, jeśli tylko chcesz ― dodał.
Nigdy nie przypuszczał, że Hermiona ma tak delikatny głos, gdy nuci. Marszczyła brwi, gdy nic się nie działo, ale uparcie zataczała krąg tuż przed sobą.
Harry przesunął palcem wskazującym od jej barku po nadgarstek, gwiżdżąc krótki sygnał.
Pomarańczowa nić zaczęła wydobywać się spod palców Hermiony, która, wystraszona nagłym efektem, przerwała.
― Jeszcze raz ― nakazał Harry.
― Poczułam to!
― Wiem, ale nie rozumiałaś, więc ci pomogłem. Jeszcze raz, skup się, gdy znów pomogę.
Rozumiejąc już podstawy, Granger szybko utworzyła pierwszy krąg. Nie zatrzymała się jednak, podążając za poleceniami przyjaciela.
Harry w pewnej chwili odsunął się do tyłu i wyciągnął dłoń w jej stronę. Jego własny krąg szybko urósł w dłoni i Potter skierował go w dół. Rozrastał się nadal, obejmując zajętą Gryfonkę oraz jego.
― Co robi Harry? ― szepnął cicho Ron w stronę Longbottoma.
― Czar zabezpieczający. Hermiona zawsze była utalentowana i jak widzisz, szybko zrozumiała zasady, ale nadal może ją byle co zdekoncentrować. Harry osłania ją, by nic się nie stało, gdyby sieć weryfikacji pękła. Rozpadająca się sekwencja ma siłę smoczego ognia.
― Coś mi się zdaje, że muszę przyłożyć się do mos maiorum naszego rodu ― jęknął załamany.
― Mnie babcia ciągle wierci o to dziury w brzuchu.
― To dlatego zgodziłeś się zostać protektorem? Ja odmówiłem.
― Myślę, że Harry nie chciałby protektora z przymusu.
Pisk radości Granger odwrócił ich uwagę. Zminiaturyzowany krąg unosił się tuż przed jej piersią.
Harry wyjął z jej torby zwój i gwizdem umieścił krąg na pergaminie.
― Wybacz, że bez pozwolenia. ― Wręczył jej pergamin. ― Naucz się go na pamięć. Każdy najmniejszy szczegół. Nie ćwicz jednak bez dodatkowego kręgu. Poproszę McGonagall, by pozwoliła mi utworzyć jeszcze jeden w sali zaklęć. Myślę, że to może stać się popularne.
Dziewczyna rzuciła mu się w ramiona i poklepał ją po plecach, widząc, jak Ron się rumieni.
Granger wręcz zapomniała o ich obecności i już chwilę później oglądała swój krąg pod każdym kątem..
Feniks pojawił się nad ramieniem Harry'ego, chwytając się go i przysiadając.
― Wiem, Fawkes. Wiem ― rzucił, odwracając się w stronę widocznej w oddali bramy.
Neville stanął obok, spoglądając w tym samym kierunku. Gdy Harry zaczął iść, ruszył za nim. Ron, przyglądający się zwojowo w dłoniach Granger, dopiero po chwili zauważył ich zniknięcie.
― O co chodzi, Harry?
― Ktoś próbuje wtargnąć przez barierę.
― Skąd wiesz? ― Rozglądali się w obie stronny, ale nie widać było nic poważnego.
― W tarczy jest moja krew. Czuję, kiedy jest atakowana.
Zatrzymali się przed samą bramą. Nadal nikogo.
― Nawet nie będę pytał, co wy tu robicie ― rzucił Snape, wyłaniając się z krawędzi Zakazanego Lasu, stykającego się w tym miejscu z barierą szkoły.
― Harry połączył osłonę ze sobą.
― Neville! ― krzyknął Harry.
― Wiem. Widziałem, jak składał ofiarę w kręgu. To samo zrobiłeś w Azylu, czyż nie?
― Możemy zająć się problemem? ― przypomniał o sytuacji. ― Są blisko, ale nie widzę nikogo.
― Mają szansę się przebić?
Harry spojrzał na niego, jak ten właśnie zadał najgłupsze pytanie świata.
― Co więc cię tak martwi?
― Ich wytrwałość. Czy możemy otworzyć bramę? Chcę zobaczyć drugą stronę.
― Nie ma mowy. Zostajesz po tej stronie tarczy. Sam pójdę sprawdzić.
― Nie! ― zabronił ostro Harry, ale mężczyzna już przekroczył bramę.
Nic się nie stało. Severus rozglądał się we wszystkie strony, ściskając w dłoni różdżkę.
― To na pewno tutaj?! ― zawołał w stronę Gryfonów. ― Nic nie widzę.
― Proszę wrócić za barierę! ― krzyknął Harry, całkiem poważnie przerażony. ― Oni nadal tam są!
Neville przytrzymywał go za ramię, żeby nie ruszył za profesorem.
W następnej sekundzie czerwona smuga zaklęcia trafiła Snape'e w plecy. Mężczyzna z szokiem na twarzy opadł niesamowicie wolno na kolana. Trzech śmierciożerców wynurzyło się spod zaklęć kamuflujących i skierowało różdżki w kierunku ofiary. Harry i Neville już biegli, nie myśląc nawet, że sami mogą wpaść w pułapkę. Potter rzucił w stronę dwóch najbliższych zaklęcie, które odrzuciło ich o kilka metrów.
Ostatni jednak zdołał rzucić jeszcze jedno zaklęcie. Potter skoczył w stronę Snape'a. W chwili, gdy Longbottom trafił śmierciożercę Drętwotą, Harry i Severus zniknęli w trzasku aportacji.
W stronę osamotnionego Neville'a już biegli nauczyciele. Pojawienie się Lucjusza, Artura i kilkunastu aurorów wywołało kilkuminutowy hałas.
― Gdzie Harry i Severus? ― dopytywano co chwilę Gryfona.
― Nie wiem. Aportowali się. ― odpowiadał niezmiennie.
Aurorzy uwięźli nieprzytomnych śmierciożerców i zabrali ich do ministerstwa. Artur ruszył razem z nimi, na ciche pozwolenie Lucjusza.
― Sprawdzę jedno bezpieczne miejsce i jeśli tam będą, dam znak Draco ― poinformował McGonagall i już miał się aportować, gdy Neville go zatrzymał.
― Proszę zabrać mnie ze sobą.
― Nie.
― Jestem protektorem Harry'ego, a Draco jest ranny, nie może być przy nim.
― Draco też został zaatakowany? ― zaniepokoił się o stan syna.
― Nie. Rano zajmowali się z Harrym zaklęciem. Trochę go poparzyło. Proszę mnie zabrać. Severus jest ciężko ranny.
To ostatnie go przekonało. Złapał za ramię Longbottoma i zniknęli.
― Pierwsze co usłyszeli, pojawiając się w ciemnych holu, to płacz i prośba zdesperowanego chłopaka.
― Severusie, nie możesz. Nie ruszaj się, proszę.
Biegiem spadli do salonu.
Harry siedział na biodrach Severusa i starał się utrzymać go w bezruchu.
― Pomóżcie mi ― jęknął błagalnie, dostrzegając ich przybycie.
Malfoy zareagował natychmiast. Widok krwi pod leżącym i rzucającym się Snapem był makabryczny.
― Nie może się dotknąć. I jak najmniej ruszać. Nie wiem, czym dostał, ale rana rozrasta się, gdy się dotyka. Nic do niego nie dociera. Chyba jest w szoku.
― Możemy go unieruchomić zaklęciem ― zaproponował Neville.
― Nie! ― zabronił spanikowany, blokując Gryfona. ― Krwawi jeszcze bardziej. Próbowałem.
Lucjusz bez zbędnych słów związał dłonie Severusa własnym krawatem.
― Przeniesiemy go do jego sypialni i tam unieruchomimy taśmami. Wtedy sprawdzimy, czym dokładnie go zraniono.
Ostrożnie podnieśli rzucającego się mężczyznę. Malfoy trzymał go pod pachami, a chłopcy za nogi. W łóżku ułożyli na brzuchu i przywiązali kończyny do ramy.
― Przepraszam, Severusie ― szeptał cicho Harry, zdejmując mu szatę i koszulę.
Rana na plecach mistrza eliksirów wyglądała strasznie. Jakby jakieś monstrum ostrzyło sobie na nich pazury. Od barków po lędźwie biegło pięć szerokich szram, krwawiących obficie.
Skrzat już stał przy łóżku, wyciągając w stronę Lucjusza buteleczki z dyptamem. Ostrożnie upuścił jedną kroplę sprawdzając, czy nie zrobią tym większej krzywdy. Brzeg rany zaczął się powoli zasklepiać, nie wywołując u rannego żadnej reakcji.
Musieli zużyć aż pięć mikstur nim zamknęli wszystkie rany. Ranny nadal się rzucał i szarpał, ale taśmy mocno trzymały.
― Możemy spróbować go uwolnić? ― zapytał Lucjusz.
Harry uniósł dłoń nad leżącym i zagwizdał. Krąg powoli opadł i tuż nad samymi plecami zamienił barwę na czerwoną. Gryfon natychmiast poderwał rękę do góry, nie pozwalając zaklęciu opaść niżej.
― Czar nadal jest aktywny, ale chyba odwrócić możemy.
Delikatnie przewrócili Severusa na plecy i przykryli, usuwając najpierw krew.
Harry wyprostował się, przytrzymują brzegu łóżka. Był strasznie blady i wyraźnie drżał.
― Lepiej usiądź. To musiał być szok, tak nagły atak. Wcale się nie dziwię, że się aportowałeś.
― To nie ja. Nie potrafię się aportować. Severus zrobił to chyba nieświadomie. Poczułem uderzenie w ramię i znaleźliśmy się w salonie.
Zachwiał się, ale Neville go przytrzymał.
― Zimno mi i nie czuję lewej ręki.
Longbottom dotknął jej i pokazał Lucjuszowi krew, gdy ją odsunął. Harry niewiele potem kojarzył. Ktoś zdjął z niego koszulę. Poczuł specyficzny zapach dyptamu i ciepło rozchodzące się po ciele.
― Przenieśmy go do salonu. Tam jest bariera mentalna.
― Przecież Voldemort nie żyje.
― Nie kłóć się ze mną, młody człowieku. Twoim obowiązkiem jest go chronić. Zostaniesz przy nich, dopóki Severus nie wydobrzeje na tyle, by cię wypuścić. Bez jego zgody nie możesz się deportować z powrotem do Hogwartu.
― Jestem tu uwięziony?
― Tak.
Położyli Harry'ego do jego łóżka.
― Przyniosę trochę mikstur wzmacniających, bo tu nie wejdę do laboratorium.
― To dom Snape'a?! Znaczy się profesora Snape'a? ― poprawił się szybko.
― Nie myszkuj, bo do czterdziestki nie wyjdziesz ze szlabanu. Wrócę jak najszybciej.
Harry oprzytomniał kilka minut później i spróbował wstać.
― Leż, Harry ― przytrzymał go w miejscu Neville. ― Też nieźle oberwałeś.
― Ja? ― zdziwił się, a przy próbie poruszania ramieniem jęknął. ― Jestem jak magnez na klątwy, no nie? ― prychnął, rozcierając ramię.
Zagwizdał i Fawkes pojawił się przy nim, śpiewając oskarżycielsko.
― Dopiero się ocknął ― wtrącił się Longbottom.
Ptak spojrzał na niego chłodno.
― Nie patrz tak na mnie. Jeszcze niczego mnie nie nauczyłeś, bym mógł bronić Harry'ego.
― Neville ― ostrzegł go Potter, łapiąc Fawkesa za łapę. ― A ty się hamuj, ma rację. I tak udało mu się złapać jednego. Mógłbyś zrobić coś z moją ręką?
Feniks pochylił się nad barkiem i kilka łez spadło na skórę tiro. Ten z ulgą westchnął, gdy odegnały ból.
― Dziękuję, Fawkes. Jesteś wspaniały. ― Pocałował go w czubek głowy. ― Czy mógłbyś pomóc także Severusowi? Przyjmę wymianę.
Feniks fuknął na niego czymś wyraźnie urażony i znikł na moment. Gdy wrócił, zaśpiewał chłodno.
― Dziękuję. Czyli wystarczy, że kilka dni odpocznie?
Ptak potwierdził.
― Myślę, że Lucjusz coś wymyśli, by został tu ten czas. ― Uśmiechnął się szelmowsko.
W tej samej chwili wrócił Malfoy z kuferkiem, brzęczącym fiolkami.
― Lepiej? ― zapytał, widząc Pottera przytomnego.
― Fawkes mnie uleczył, ale Severus musi odpocząć. Zatrzymasz go tutaj, aż poczuje się lepiej? Nie będziemy wam z Draco przeszkadzać.
Lucjusz roześmiał się na te ukrytą sugestię.
― Naprawdę powinieneś być Ślizgonem, Harry.
― Fawkes, mógłbyś zabrać nas do Hogwartu? Severus nie jest w stanie wypuścić teraz Neville'a.
Feniks łaskawie wyciągnął nóżkę i, gdy tylko jej dotknęli, zniknęli.
Lucjusz udał się do sypialni Severusa.
Uleczenie ran pomogło, bo leżał już dużo spokojniej. Nie zaryzykował nadal z rozwiązywaniem taśm, ale jednocześnie uśmiechnął się łagodnie. Dawały przecież doskonałą wymówkę, by zatrzymać tutaj Severusa jedynie dla siebie.
Pochylił się i pocałował partnera, który mruknął przez sen.
― Odpoczywaj, bo mam zamiar wymęczyć cię w całkiem przyjemny sposób dla nas obu ― rzekł cicho, poprawiając przykrycie. ― A te taśmy pozwolą mi na wiele.
