Between the devil and the deep blue sea – wersja polska
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Rozdział 28
Kiedy otworzyłam rano oczy, od razu wiedziałam, że coś się nie zgadza. To nie chodziło o to, że udało mi się ponownie zasnąć po nocnym koszmarze. Nawet nie o to, że znalazłam się w sypialni Damona. Dziwne było, że czułam ramię obejmujące mnie w pasie oraz ciepło promieniujące z ciała za moimi plecami. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się obudzić rano w ten sposób.
Przewróciłam się na plecy i zobaczyłam obok siebie szeroko uśmiechniętą twarz starszego Salvatore'a. Nie ruszył ręki, która przytrzymywała mnie na jego łóżku w pozycji leżącej. Zorientowałam się też, że jego drugie ramię służyło mi za poduszkę, a on wciąż był ułożony na boku.
- Tak się zastanawiałem, czy masz w ogóle zamiar się obudzić…
Przetarłam ręką oczy, wciąż tylko na wpół przytomna.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja naprawdę lubię spać. A wstawanie o tak barbarzyńskiej porze… - Zerknęłam na zegarek na nocnym stoliku. Siódma rano. - To dla mnie żadna przyjemność… - Nie zdążyłam też powstrzymać ziewnięcia.
Przewrócił oczami.
- A co powiesz na to, żeby zmienić nawyki? Wiesz, wczesne wstawanie ma swoje dobre strony…
Popatrzyłam na niego sceptycznie. On natomiast tym razem błysnął zębami w uśmiechu, a jego szarobłękitne oczy nabrały prawie granatowej barwy.
To nie fair. Facet nie powinien wyglądać tak seksownie o tej porze dnia… - pomyślałam, zastanawiając się, czy zaraz po obudzeniu nie wyglądam przypadkiem jak straszydło. Tego należałoby się spodziewać. Jednak najwyraźniej Damonowi to nie przeszkadzało.
Udowodnił to, kiedy pochylił się nade mną i pocałował mnie - kusząc i nęcąc, dając mi złudne wrażenie, że to ja panuję nad sytuacją i mogę w każdej chwili się odsunąć. Co, przynajmniej w tym momencie, było po prostu niemożliwe. Zarzuciłam mu ramiona na szyję i jednym sprytnym ruchem przewróciłam go na plecy.
Damon na chwilę przerwał pocałunek. Jedną dłonią głaskał jej policzek, a drugą odgarnął włosy z twarzy. Była tak blisko, że mógłby policzyć złote refleksy w tęczówkach jej orzechowych oczu. Zorientował się, że, kiedy miał ją u boku, to nie obchodziła go już żadna inna kobieta na świecie. Nawet zdarzyło mu się zapomnieć o Elenie i Katherine, a to była sytuacja wręcz precedensowa.
Od momentu obudzenia zastanawiał się, co ostatecznie skłoniło Martę do przyjścia do niego poprzedniej nocy. Na pewno nie chodziło tylko o jego łóżkowe umiejętności, bo gdyby tak było, to już zaraz po jej powrocie by ją miał.
Coś się musiało stać - coś, co wyprowadziło ją z równowagi. Wieczorem, chociaż wciąż na niego wściekła, to mimo wszystko trzymała się go, jakby od tego zależało jej życie. Ostatecznie rozluźniła się dopiero, gdy objął ją mocno przed zaśnięciem.
Zastanawiał się, co w niej było takiego, że czuł nadzwyczajną potrzebę zapewnienia jej bezpieczeństwa. Jakże się obróciło przeciw niemu przemienianie ludzi dla zabicia nudy… Jeszcze niedawno miałby na uwadze tylko i wyłącznie swoje dobro, a teraz…
Przede wszystkim musiał odwieźć Martę od pomysłu bycia tylko i wyłącznie "przyjaciółmi do łóżka". Chciał ją mieć na wyłączność i będzie ją miał.
Działał przy tym z czysto egoistycznych pobudek. I tak nigdy by się nie przyznał, że także dlatego, że znów zraniła go Katherine. Po raz kolejny udowodniła, że dla niej zawsze to Stefan będzie na pierwszym miejscu. Podobnie było z Eleną. Natomiast wideo, jakie pewnie nie do końca świadomie wysłała mu Marta, dawało mu w sumie nadzieję, że mógłby być dla kogoś numerem jeden.
Może wtedy znalazłby sposób, by uwolnić się od wpływu, jaki miała na niego Em. A może wcale nie odczuwałby takiej potrzeby…
Zorientował się, że tak przez dłuższą chwilę już pozostaje w bezruchu, trzymając dziewczynę jednocześnie blisko i zbyt daleko, niż tego naprawdę chciał i potrzebował. Otrzeźwiło go jej rozbawione spojrzenie.
Niewiele myśląc, znów przyciągnął jej usta do swoich i, zanim zdążyła się zorientować, przewrócił ją na plecy.
Kiedy już przeżyliśmy kolejne fajerwerki, leżeliśmy na wznak, wpatrując się w sufit i oddychając ciężko. Nie oponowałam, kiedy ramię Damona przyciągnęło mnie do niego i zamiast marudzić, położyłam mu głowę na piersi.
Wyraźnie się nad czymś zastanawiał, bo nie odzywał się, tylko, chyba nieświadomie, głaskał moje włosy.
W takiej właśnie sytuacji znalazł nas Stefan, który nagle wkroczył do sypialni Damona, nie pukając.
- Damonie, musimy… - Zbaraniał na nasz widok.
Pewnie byłabym rozbawiona jego zszokowaną miną, gdybym sama nie czuła, jak rumieniec wstydu wypływa na moje policzki i gdybym natychmiast nie schowała się pod kołdrę. Usłyszałam przy tym pomruk rozbawienia, który obok wydał z siebie Damon, kiedy sięgnął po okrycie by mnie spod niej wyciągnąć.
- Słońce, już na to za późno. Mój drogi braciszek, który powinien wreszcie nauczyć się puka wejdzie do pokoju, i tak cię już zobaczył. - Damon, zamiast, jak się spodziewałam, spiorunować wzrokiem Stefana, niby go strofował, ale nie umknął mojej uwadze jego zadowolony uśmieszek.
Dlatego wynurzyłam spod kołdry tylko głowę i pozostałam przykryta po szyję. To mnie przypadło spiorunować wzrokiem starszego z braci. Nic sobie z tego nie robił, tylko przyciągnął mnie do siebie i objął mnie w talii, żebym nie mogła się ruszyć i uciec z łóżka.
Akurat bym to zrobiła, naga jak mnie Pan Bog stworzył, przy Stefanie w pokoju. Chyba już potem nigdy nie byłabym mu w stanie w oczy spojrzeć… Chociaż, w tym momencie też się zastanawiałam, czy to będzie jeszcze możliwe, chociaż zastał mnie przykrytą prawie całkowicie.
Młodszy Salvatore, wciąż osłupiały, nie ruszył się nawet z miejsca. Damon przewrócił na to oczami i odezwał się znudzonym głosem do brata.
- No wyduś z siebie, z czym przyszedłeś, żebyśmy mogli wrócić do swoich zajęć…
W tym momencie wyraźnie sugerował to, co sugerował. Byłam jak najdalsza od tego, przynajmniej do momentu, kiedy poczułam, jak jego dłoń z mojej talii przesuwa się niżej, wywołując przyjemne dreszcze rozchodzące się po całym moim ciele. Co w nim było takiego, że aż tak na mnie działał? Niby próbowałam z tym walczyć, ale doskonale wiedziałam, że ostatecznie nie będzie to miało sensu…
Mimo tego, trzeba było wziąć się w garść. Pod kołdrą trzepnęłam dłoń Damona, żeby przestał. Wyraźnie niechętnie, ale przesunął się znów na moją talię.
Stefan natomiast w końcu zdobył się na to, żeby wydać z siebie głos.
- Dostałem wiadomość od Eleny, że w jej domu pojawiła się Isobel. Chciałem, żebyś uprzedził o tym Alarika, ale widzę…
Widząc, że Stefan znowu zaczyna się zacinać, Damon parsknął śmiechem.
- W takim razie niedługo do niego pojedziemy. - Byłam wręcz zszokowana, jak użył liczby mnogiej. Spojrzałam na niego, unosząc wysoko brwi ze zdumienia, ale to zignorował, bo patrzył wciąż na brata. - To wszystko? - Był już zniecierpliwiony.
W sumie, to cała sytuacja zaczynała się robić zabawna. Przygryzłam dolną wargę, żeby się nie roześmiać. Zerknęłam na Stefana, który miał minę raczej nietęgą. Już otrząsnął się z szoku i w tym momencie patrzył prosto na mnie, w oczach mając… zmartwienie?
Wreszcie byłam w stanie wydobyć z siebie głos.
- Stefanie, nie martw się, uprzedzimy Alarika. Jedź do Eleny, jesteś jej teraz potrzebny. My damy sobie tutaj radę.
O tak, młodszy Salvatore był wyraźnie zaniepokojony. I to nie tylko Eleną i jej kłopotami, ale także moim "byciem" z Damonem. Pomyślałam, że to naprawdę miło z jego strony, że się o mnie martwi.
- Na pewno? - Potrzebował się upewnić.
- Na pewno. - odpowiedziałam i jeszcze dodatkowo pokiwałam głową.
Wtedy dopiero się pożegnał i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Dopiero wtedy zorientowałam się, że mogę oddychać głęboko.
Przyciskając jedną ręką kołdrę do piersi, zamknęłam oczy i usiadłam na łóżku. Zaraz Damon także usiadł i znów objął mnie ramieniem.
- Najwyraźniej twój plan, żeby utrzymać nas w tajemnicy przed wszystkimi, właśnie spalił na panewce… - Słyszałam zadowolenie w jego głosie, kiedy wymruczał mi to do ucha i zaraz poczułam jego usta na zgięciu mojej szyi.
Westchnęłam ciężko.
- Nie tylko Stefan o tym wie…
To go zainteresowało. Odsunął się kawałeczek i posłał mi zdumione spojrzenie.
- A kto jeszcze?
Nie patrząc mu w oczy, odpowiedziałam.
- Przedwczoraj Caroline nas słyszała, kiedy byliśmy pod prysznicem…
To tylko jeszcze bardziej polepszyło mu humor.
- Widzisz? Od początku uważałem, że to zły pomysł… - Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Przewróciłam oczami.
- Przyznaję, to było mało wykonalne.
Zadowolony, ujął moją twarz w dłonie, by mnie pocałować. Zanim jednak dotknął swoimi ustami moich, szepnął:
- Dlatego od teraz robimy to po mojemu…
Nie zdążyłam zaprotestować, bo obdarzył mnie kolejnym zapierającym dech w piersiach pocałunkiem.
xoxoxoxoxoxo
Po wspólnym prysznicu Damon szybko narzucił na siebie ubranie i zszedł zrobić nam śniadanie, a ja skierowałam się do swojej sypialni, by się przygotować.
Nie zastanawiając się długo, wyciągnęłam amarantowy top, czarną, skórzaną kurtkę od Alexandra McQueena, czarne dżinsy rurki od Gucci'ego, amarantową torbę Kate Spade oraz czarno-różowe botki Bqueen. Całość wykończyłam różowo-fioletową biżuterią i kiedy związałam włosy w luźny węzeł byłam gotowa do wyjścia.
Zeszłam na dół, aby dołączyć do Damona w kuchni. Nie zdążyłam jednak tam dotrzeć, kiedy na mojej drodze stanęła Katherine. Jak zwykle w mojej obecności, miała nadętą minę.
- Czy nie uważasz, że to zabawne, że Damon wykorzystuje swoje zabawki, kiedy ma mnie pod ręką? Pewnie też to słyszałaś, w końcu twoja sypialnia jest bliżej…
Zgłupiałam. To brzmiało tak, jakby mi się z tego powodu żaliła… Chociaż, jednak nie… Zrozumiałam, że w ten sposób właśnie próbowała mi dopiec. Myślała, że mnie to jakoś zaboli. Rozbawiło mnie ogromnie, że nie miała zielonego pojęcia, jak było naprawdę…
Już miałam rzucić jakąś dowcipną ripostę, kiedy za moimi plecami pojawił się Damon i objął mnie od tyłu w talii, całując mnie w policzek.
- Już jesteś? Strasznie długo kazałaś na siebie czekać…
Zanim się zorientowałam, na oczach Katherine, jakby nigdy nic, Salvatore obrócił mnie do siebie i pocałował tak, jakbyśmy nie widzieli się przez całe lata.
Przerwaliśmy, kiedy usłyszeliśmy za sobą głos panny Pierce.
- Żartujecie sobie, tak? - Spojrzeliśmy w jej stronę i wyglądało na to, że Damon do tego momentu nie zdawał sobie sprawy z jej obecności, bo aż uniósł brwi ze zdumienia.
Twarz Katherine wyrażała nie tyle zdziwienie, co raczej niesmak.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo, jeśli o mnie chodzi, to wolałabym, żeby akurat ona się nie dowiedziała o tym, że sypiam z Damonem. To jej dawało do ręki narzędzie, by mnie jeszcze bardziej wkurzać. Salvatore jednak w ogóle się tym nie przejmował.
- Jakiś problem? - spytał, nie wypuszczając mnie z objęć.
Wampirzyca popatrzyła to na mnie, to na Damona, po czym odwróciła się, by sobie iść. Wtedy ruszyłam się, pociągając za sobą Salvatore'a.
- Chodź, zjemy śniadanie. Trzeba uprzedzić Ricka, że Isobel wróciła…
Na te moje słowa panna Pierce najpierw się zatrzymała, a potem błyskawicznie okręciła się na pięcie, by być twarzą do nas.
- Isobel? - Miała dosyć nietęgą minę, kiedy potwierdziłam. Zawahała się, zanim powiedziała coś dalej. - Lepiej nie mówcie jej, że tu jestem.
Parsknęłam śmiechem.
- Akurat dyskutowałabym z matką Eleny o tobie, Katie…
Przewróciła na to oczami.
- Mówię poważnie. Lepiej, żeby ona i John nie wiedzieli, że zostałam w mieście po wyjściu z grobowca…
To zainteresowało Damona.
- Przecież to ty jesteś z nimi w zmowie. Twój układ z Johnem prawie mnie zabił… - usłyszałam w jego głosie ostre nuty, co raczej było do przewidzenia.
Katherine wciąż wydawała się być przekonana o swoich racjach.
- Zrobiłam, co było konieczne, żeby wydostać się z grobowca. Obecnie… ponownie rozważam ten układ… - Odwróciła się ponownie i, nie wiem dlaczego, ale miałam dziwne wrażenie, że kłamała. Nie wiedziałam już, czy jestem przewrażliwiona na jej punkcie, czy też rzeczywiście dobrze ją wyczuwam…
- No proszę… - Damon też nie wydawał się być przekonany. Westchnęłam z ulgą. To znaczyło, że mój radar wciąż miał się dobrze…
Katherine odwróciła się po raz kolejny i w tym momencie zaczęła brzmieć tak, jakby była nauczycielem, który próbuje tłumaczyć ile to jest dwa razy dwa bardzo opornemu uczniowi…
- Pragnę śmierci Klausa, więc jesteśmy po tej samej stronie. - Zdecydowanie, wcale jej nie wierzyłam. Na szczęście, Damon też nie. - Ponadto, gdybyście kiedyś potrzebowali, żebym znów udawała Elenę, to im mniej ludzi o tym wie, tym lepiej.
Oczywiście! Musiała wykorzystać ten koronny argument! Przecież wiedziała, że ochrona Eleny jest dla Damona i Stefana najważniejsza. Wiadomo było, że Salvatore się na to zgodzi…
Nie zgodził się, ale też nie zaprzeczył.
Zemdliło mnie. Metaforycznie, bo w praktyce poczułam się wręcz wściekle głodna. Wzniosłam oczy do góry, uwolniłam się z jego objęć i skierowałam się do kuchni, żeby czym prędzej zjeść śniadanie.
xoxoxoxoxoxo
Uprzedziliśmy Ricka i wtedy Damon dostał od Bonnie telefon, że możemy już jechać do mieszkania doktora Martina po księgi zaklęć.
Przez cały ten czas milczałam. Odsuwałam się także, kiedy mnie zaczepiał. Wiedziałam, że strasznie go to drażniło, szczególnie, że nie bardzo wiedział, co spowodowało, że byłam tak naburmuszona.
Stanęliśmy pod drzwiami i kiedy ustąpiły bez żadnego wysiłku z naszej strony i Salvatore'owi udało się przełożyć przez nie rękę bez napotkania standardowej niewidzialnej bariery, weszliśmy do środka.
- Powinniśmy spakować księgi czarów. Gromadzili je latami… Muszę je zabezpieczyć. - powiedziała Bonnie i w pełni się z nią zgadzałam.
W tym samym czasie Damon stanął nad spalonymi zwłokami Luki Martina. Po raz kolejny zaczepił mnie, czekając, aż wreszcie odpowiem:
- Wiesz, moglibyśmy po prostu rzucić zapałkę i go skremować.
Doskonale wiedziałam, że to przez niego ten dzieciak nie żył, więc posłałam mu wściekłe spojrzenie.
- Okaż może trochę szacunku… - Złamałam w końcu barierę milczenia, bo już nie mogłam tego wytrzymać.
Wydawał się zaskoczony.
- Niemożliwe! Przemówiła! Już myślałem, że masz zamiar kontynuować tą zupełnie niezrozumiałą i nieuzasadnioną karę milczenia, jaką na mnie nałożyłaś…
Zmrużyłam oczy z irytacji, po czym przeszłam obok niego, by pomóc Bonnie i Jeremy'emu.
- Jeśli wciąż nie wiesz, dlaczego, to tylko twój problem… Jak powiedziałam, okaż trochę szacunku dla zmarłego. Jeśli nie ze względu na niego, to na mnie… - szepnęłam tak, że tylko Damon mógł to usłyszeć.
Byłam do niego odwrócona plecami, a i tak wiedziałam dokładnie kiedy przewrócił oczami z irytacji.
- Niech będzie. Pochowam go…
Bonnie, która nie była świadoma naszej rozmowy albo po prostu była skupiona na swoim zadaniu, odpowiedziała na pytanie Jeremy'ego:
- Czego dokładnie szukamy?
- Wedle taty Luki, jedna z ksiąg zawiera zaklęcie, które pozwoli mi wykorzystać energię pozostałą po tragicznej śmierci czarownicy.
- Nie wiedziałem, że byłaś blisko z tatą czarownikiem. - oczywiście musiał wtrącić Salvatore, kiedy i ja, i Jeremy, zbieraliśmy kolejne księgi zaklęć z półek.
- Nie byłam. - odparła Bonnie. - Kiedy jednak zwrócił mi moce, przekazał mi wiadomość. Jeśli uda mi się znaleźć miejsce, w którym spalono czarownice z Salem, mogę wykorzystać ich energię i użyć jej, kiedy będę potrzebowała.
- Świetnie. Umieścimy to na na liście rzeczy do zrobienia na dziś: wykorzystać pradawną moc martwych czarownic. - Damon powiedział zwyczajnym tonem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jakie wrażenie wywrze na czarownicy.
- Wiesz, gdzie je spalono? - Bonnie spytała, zaskoczona.
Spodziewałam się tego. Domyśliłam się, kiedy podsłuchałam jego rozmowę z Katherine, więc dla mnie to nie była żadna nowość. Jednak dla Damona dodatkową rozrywką było trzymanie nas wszystkich w napięciu.
- Czyżbym o tym nie wspomniał?
Przewróciłam oczami, odwrócona do niego tyłem. Zebrałam stertę ksiąg zaklęć i skierowałam się do wyjścia, żeby zanieść je do samochodu.
- Musimy przeczytać wszystkie księgi, aż znajdziemy to zaklęcie? - spytał Jeremy, przy okazji, całkiem logicznie.
- Nie do końca. - Bonnie podeszła do regału i przez chwilę wypowiadała zaklęcie, aż pospadało z niego kilka ksiąg i jedna z nich otworzyła się na samym wierzchu. - To ta.
- Świetnie. Weź pozostałe. Idziemy. - Damon, oczywiście, musiał mieć ostatnie zdanie.
xoxoxoxoxoxo
Kiedy już pochowaliśmy Lukę i zawieźliśmy księgi zaklęć do Bonnie, wracaliśmy z Damonem do domu. Dopiero później mieliśmy szukać miejsca spalenia czarownic.
Damon prowadził, a ja siedziałam na miejscu pasażera. Zastanawiałam się, jak doszło do tego, że zgodziłam się nie jechać swoim samochodem. Od momentu, kiedy odezwałam się do niego w domu Martinów, ponownie milczałam. Na dodatek patrzyłam przed siebie, nawet na moment nie zerkając w jego stronę. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że strasznie go to irytowało.
- Znowu bawimy się w „Króla ciszy"? Może w rozbieranego*?
Nie wytrzymałam. Czy on naprawdę myślał tylko o jednym? Parsknęłam śmiechem.
- Ha! Przegrałaś! Czyli się rozbierasz!
W końcu zerknęłam na niego i na twarzy miał ten swój nadzwyczaj wkurzający uśmieszek samozadowolenia. Westchnęłam ciężko.
- Na jakich ty imprezach bywałeś?!
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Posłał mi bardzo sugestywne spojrzenie.
Ręką dałam znak, żeby nie kontynuował.
- Daruj sobie.
Wzruszył ramionami i udawał, że wcale się tym nie przejął. Za to ja nie mogłam w tym momencie już być tak całkiem obojętna. Coś w nim było takiego, że potrafił mnie bezbłędnie rozbroić, niezależnie od tego, jak bardzo byłam na niego wściekła.
- No to może powiesz mi, co cię dzisiaj napadło? - Męczyło go to wyraźnie.
W sumie, przecież mogłam mu powiedzieć - przynajmniej część.
- Pozwoliłeś Katherine zostać w domu. - mruknęłam tak, żeby mnie prawie nie usłyszał. Nie chciałam, żeby myślał, że łatwo się poddałam.
- Znowu do tego wracamy?
- Tak, wracamy. - odparłam, zirytowana. - To, że może się przydać jako sobowtór Eleny, nie oznacza, że mamy spać razem pod jednym dachem.
- O to się akurat nie musisz martwić, bo sypiasz razem ze mną, a nie z nią. - Zauważył trafnie Damon, co wcale nie spowodowało, że ustąpiłam.
- To się jeszcze okaże! - Założyłam ręce na piersi.
- Naprawdę? A ile wytrzymałaś w swoim ostatnim postanowieniu? Raptem dwanaście godzin! - odparował.
Zazgrzytałam aż zębami.
- Prawie dwadzieścia cztery lata żyłam w celibacie! Jestem przekonana, że tobie nigdy się to nie udało!
Zmrużył oczy, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Nigdy nie było takiej potrzeby… - W końcu przyznał. - A co? Masz ochotę na zakład?
Nie bardzo zrozumiałam, co miał na myśli.
- W jakim sensie?
W jego oczach pojawiły się wręcz demoniczne błyski.
- Jesteś młodą wampirzycą o nowo odkrytym apetycie. Nie wytrzymasz długo bez zaspokojenia go…
Wreszcie załapałam, o co chodzi.
- Sądzisz, że dłużej ode mnie wytrzymasz bez seksu?
Jeden z kącików jego ust uniósł się nieznacznie.
- Jeszcze możemy to sobie utrudnić… Śpimy razem.
Wydałam z siebie ni to prychnięcie, ni to parsknięcie śmiechem.
- Tyle że nie ze sobą. - Udałam, że się nad tym zastanawiam. Przecież uwielbiałam wyzwania, a Damon aż się prosił, żeby mu utrzeć nosa. Jeszcze mnie będzie błagał… Już ja się postaram, żeby przegrał ten zakład. - Zgoda.
Wyciągnęłam rękę do uściśnięcia. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że już od jakiegoś czasu stoimy na podjeździe domu Salvatore'ów.
Widząc moją rękę, pokręcił głową.
- Znam lepszy sposób na przypieczętowanie naszej umowy.
W tym momencie, jak zwykle, zanim zdążyłam zareagować, pocałował mnie, odbierając mi możliwość oddychania czy formułowania choćby najprostszych myśli. Potem, jakby nigdy nic, odsunął się i wysiadł z samochodu, by otworzyć mi drzwi od strony pasażera.
Kiedy podnosiłam się z siedzenia i unikałam kontaktu wzrokowego pomyślałam, że właśnie sama sobie rzuciłam nie lada wyzwanie. Odniesienie zwycięstwa w zakładzie z Damonem mogło być znacznie trudniejsze niż przypuszczałam…
* Nigdy nie grałam w "Rozbieranego Króla Ciszy" i raczej nie mam zamiaru. Chyba że z własnym facetem - i tylko z nim!:) Wpadłam po prostu na pomysł „Króla ciszy", bo pasowało do kontekstu; potem strzeliłam dla zabawy, żeby był rozbierany, a jak wygooglowałam, to samo poszło:)
Umieszczam tę notatkę, żeby nie było, że na przykład propaguję coś takiego;)
