ROZDZIAŁ 27

[Alfamega – Hurt]

Jasper przyszedł wczoraj przeprosić mnie i Bellę. Przyszedł wyjaśnić mi swój punkt widzenia. Nie wiem za bardzo, jak to określić, ale może powiem wprost. Miał mi za złe to, że odkąd jestem z Bellą, olałem ich. Nie było tak jak przedtem, że spędzałem z nimi całe dnie, co weekend imprezowaliśmy i tak dalej... Teraz spędzałem więcej czasu z Bellą i nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Miał trochę racji, ale... próbował mi wyjaśnić, że to wszystko, co powiedział wtedy, to nieprawda, że wcale tak nie myśli. Co jednak nie zmienia faktu, że to powiedział. Próbował mi to wyjaśnić i po części go nawet rozumiałem, ale jednak gdzieś tam w sobie miałem do niego żal i niech nie oczekuje, że w najbliższym czasie będzie tak, jakby nic się nie wydarzyło, bo tak po prostu się nie da.

Poczułem, że Bella zakrada się pod kołdrę i stara się do mnie przytulic, więc oplotłem ją ramionami w pasie, przyciągając do siebie i mając w dalszym ciągu zamknięte oczy. Wtuliłem się bardziej w poduszkę, chcąc sobie jeszcze na chwilkę przysnąć, ale w sumie...

– Jesteś na mnie nadal zła? – wymruczałem.

– Nie jestem i nie byłam. Jestem zła tylko na siebie. I jeszcze raz przepraszam za wczoraj – wymruczała i przekręciła się na plecy, spoglądając na mnie.

– Każdemu trafia się gorszy dzień – powiedziałem, kładąc głowę na jej piersi, a ona zaczęła bawić się moimi włosami. – A jak się dzisiaj czujesz?

– Lepiej. Możemy pojechać wcześniej do twoich rodziców, bo chciałam jeszcze poćwiczyć?

– Jasne, nie ma sprawy – powiedziałem, a potem coś sobie uświadomiłem. – Masz choreografię? – dodałem zdziwiony.

– Tak, wymyśliłam wczoraj, siedząc w łazience – powiedziała z lekkim śmiechem.

– Hah, no chyba, że tak. Jasper był tu wczoraj wieczorem – powiedziałem i na chwilkę przestała bawić się kosmykami moich włosów, co mi się nie spodobało, ale w końcu po chwili wróciła do tego, co robiła.

– I co?

– Przeprosił i wytłumaczył mi, czemu tak powiedział i jak się okazało, chodziło o mnie, a nie o ciebie, bo jak twierdzi, odkąd jestem z tobą, to ich trochę olałem. Owszem, jakby się nad tym zastanowić, to ma trochę racji, ale mógł to załatwić w inny sposób, a nie tak.

– Jednak to twój przyjaciel.

– Wiem, ale powiedziałem mu, że w najbliższym czasie nie będzie tak idealnie, jak było do tej pory. No i musi jeszcze ciebie przeprosić.

– Edward, mną się nie przejmuj i nie chcę, byś się przeze mnie kłócił z kimkolwiek i uważam, że ta rozmowa jest już zakończona.

– Ale...

– Co chcesz na śniadanie? – zapytała, wymykając mi się z łóżka. Wredne i uparte stworzenie z niej, ale i tak ją kocham.

– Zdam się na ciebie, ale... mogą być tosty.

– Haha, okej. Ale wstań już, bo naprawdę chcę być wcześniej u twoich rodziców.

– Reszta i tak się spóźni – wymamrotałem, na nowo zagrzebując się w kołdrze.

– Edward!

– Dobra, dobra, już wstaję. – Poddałem się, co jednak nie zmienia faktu, że wstanie z łóżka w moim przypadku zajmuje dziesięć minut.

W końcu zwlokłem się z mojego cudnego, ciepłego i miękkiego wyrka, ale znałem też coś lepszego, co w aktualnej chwili mi uciekło. Takie na dodatek kształtne i seksowne. Mmmm... rozmarzyłem się. Krzątała się w kuchni, przygotowując tosty, a ja się do niej przytuliłem. Ale ona... jakby mnie nie było i robiła śniadanie dalej.

– Pani Wiewiórowo... a może poleniuchujemy sobie dzisiaj i zostaniemy w domu, co? – mamrotałem niczym pięcioletnie dziecko do swojej matki, by nie iść do szkoły, a Bella obróciła się do mnie przodem z ostrym nożem w ręku, na co automatycznie się od niej odsunąłem na dobry metr. – Ale nie zabijaj, okej? – powiedziałem przerażony.

– Zapomnij – powiedziała i wróciła z powrotem do tego, co robiła.

– Ale... – zacząłem jęczeć.

– Edward!

– Dobrze, mamo – powiedziałem niezadowolony, a ona spojrzała na mnie jak na debila i zaczęła się śmiać. Naprawdę, jest z czego. Biedny Wiewióra... nikt go nie kocha... A tak na serio, to czy od czasu do czasu nie można sobie pojęczeć?

Po dziesiątej przyjechaliśmy do moich rodziców. Nie ma to jak mieć własną, prywatną, na dodatek ogromną salę z lustrami we własnym domu. Cóż, jedni mają na przykład basen, my mamy salę. To znaczy ja już nie mam, ale jako cudowne dziecko własnych rodziców mogę tu wpaść w każdym momencie.

Bella okupowała salę i tańczyła od dobrych piętnastu minut, a ja snułem się bezcelowo po domu, marudząc na zmianę mamie, to tacie. Dobra no, przyznaję się, cofnąłem się w rozwoju. Wróciłem do Belli i ta akurat rozciągała się. Z idealnie przylegającym do podłogi tułowiem leżała między swoimi rozłożonymi nogami. Podszedłem do jej MacBook'a, zmieniłem piosenkę i od razu przyciszyłem muzykę. Pani Wiewiórowa podniosła głowę, spoglądając na mnie z lekką złością w oczach, ale mój uroczy uśmiech niewiniątka wszystko załatwił.

– Dociśniesz mnie? – zapytała.

– A to coś da? – zapytałem z powątpiewaniem. Była naprawdę zajebiście rozciągnięta, ale dobra, rozumiem, że chce bardziej i w sumie czemu nie.

– Nie wiem – odpowiedziała i znowu przyległa ciałem do parkietu, a ja położyłem się na jej plecach, wyciągając nogi przed siebie i splatając ręce za głową. – Nie za wygodnie ci? – zapytała, gdy już w miarę komfortowo się na niej usadowiłem.

– No właśnie nie bardzo. Trochę koścista jesteś na plecach.

– Spieprzaj. – Usłyszałem jej syk skierowany w parkiet i tylko się zaśmiałem.

Nie wiem, ile czasu tak sobie na niej siedziałem, ale nie usłyszałem od niej ani słowa, tylko od czasu do czasu rozszerzała swoje nogi. Nie wspomnę o tym, że były one prawie w szpagacie. Wsłuchiwałem się w muzykę, jaka płynęła z głośników i czekałem sobie na resztę swojej paczki, rozmyślając nad rozmową z Jasperem. Sięgnąłem pamięcią wstecz o parę tygodni i zacząłem analizować to, jak zachowywałem się wobec swojej paczki ostatnimi czasy i doszedłem do wniosku, że moje zachowanie rzeczywiście się zmieniło. Przyznaję się bez bicia. Trochę ich olałem, ale nieświadomie przecież. Nie robiłem tego celowo czy coś, ja po prostu... sam nie wiem.

– Cześć, Wam! – Do sali wpadły tanecznym krokiem Kocurek z Rosalie i szurnęły wszystkie swoje bibeloty na podłogę, wchodząc od razu z choreografią do piosenki, jaka leciała. Gdy skończyły, podeszły do nas i uważnie przyjrzały się Belli.

– Wiewiórowa, ty żyjesz? – zapytała Alice i Bella nic nie odpowiedziała, ale o ile się nie mylę, pokazała kciuk wyciągnięty w górę, a skoro tak, to zacząłem się na niej wiercić.

– Wiewióra! – zawyła i podniosła się, przez co ja prawie spadłem na swoje cztery litery. Mogłaby uprzedzić, czy coś.

– Siemka. – Do sali weszli Jasper z Emmetem, witając się.

– To co dzisiaj robimy, bo ja w tych mamy planach się już pogubiłem – powiedział Misiek i usiadł sobie na środku parkietu.

– Z tego, co mi wiadomo, to filmik promujący. Zresztą mama zaraz tu przyjdzie i wszystko nam jeszcze raz wyjaśni – zakomunikowałem i usiadłem sobie pod lustrem. Do sali wpadła moja rodzicielka z laptopem pod pachą i toną notatek w dłoniach.

– Okej, to dzisiaj ogarniecie choreografię do jutrzejszego filmiku promującego studio, bo jutro go nagrywamy i macie być gotowi od samego rana, bo mamy na to tylko jeden dzień. Poprosiłam Bellę, by przygotowała chorełkę. To robicie dzisiaj, a jutro kręcimy to w różnych miejscach w mieście i ma to wyjść zajebiście – powiedziała moja matka.

– Więc ogarnąć się i to dzisiaj zróbcie – zakomunikował mój ojciec, który nagle pojawił się znikąd.

– Jasne, tato, a co powiesz na to, byś z nami tańczył – zapytałem z głupkowatym uśmiechem, na co spojrzał na mnie jak na idiotę, a reszta oczekiwała w zniecierpliwieniu na to, co odpowie, ale prawda jest taka, że Carlisle Cullen nie podejmie się tego wyzwania. Nie raz i nie dwa już tego próbowałem i za każdym razem udawało mu się jakoś od tego wywinąć.

– Nie dzisiaj. – A nie mówiłem.

– A kiedy? – Nie ma tak... Ja chcę zobaczyć wreszcie swojego ojca wymiatającego w wackinie, bo dancehall to mu już daruję, no ewentualnie w jakiejś gangsterce.

– Kiedyś – uciął krótko, a na sali pojawił się jęk niezadowolenia ze strony mojej paczki.

– Ale tato, przecież jesteś wszechstronnym tancerzem, więc na pewno siebie poradzisz. – zaczęła Alice, ze swoim czarującym uśmiechem, a widząc minę mojego ojca, wszyscy wybuchliśmy śmiechem.

– Co jest niby takie śmieszne? Oczywiście, że dałbym sobie radę, tyle że to nie są moje klimaty.

– Pffff...

– Dobra. – Przerwała moja matka – Bierzcie się do roboty, bo nie mamy czasu na takie pogaduszki. Do roboty – dokończyła i razem z tatą wyszli z sali, zostawiając nas samych.

– To mogę zaczynać? – zapytała niepewnie Bella po chwili ciszy.

– Jasne – odpowiedzieliśmy wszyscy zgodnie, stając na wprost lustra.

– To mamy tam na bity, z lekkim slajdem ręka idzie nam w górę i staramy się uderzyć z barku i noga idzie nam wewnętrzną stroną do kolana, jakbyśmy nie wiem... grali w Zośkę, czy coś. Potem znowu mamy slajd i ręce idą nam dookoła do linii ramion. Trzymamy zadarte dłonie, a potem schodzą w dół, łącząc się i głowa uderza nam tak, jakby od czegoś się odbiła. Potem dłonie splatają się nam na klatce piersiowej, tak jakbyśmy kogoś obejmowali, głowa uderza nam na boki i schodzimy w tym czasie w dół do kucek. Uderzając znowu z barku, wychodzimy w górę i... czekajcie chwilkę – powiedziała i zamarkowała sobie wszystko od początku. – Fuck! Mam gąbkę – mruknęła pod nosem, starając sobie przypomnieć. Chwilę czasu minęło, zanim jej się to udało. No, ale w końcu dobrnęliśmy do końca tej choreografii, co chwilę zadając jej jakieś dodatkowe pytania, by wyszło naprawdę zajebiście. Jak w każdą swoją choreografię wkładała w to cząstkę siebie i było świetnie.

Postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Ja już właściwie ledwo stałem na nogach. Koszulkę miałem mokrą i można było ją wykręcać i nie wspomnę o tym, że śmierdziało ode mnie na kilometr. Poszedłem do kuchni wziąć z lodówki butelkę wody, a że siedział tam mój staruszek z laptopem przed sobą, to się do niego przysiadłem.

– Co tam?

– Nic. Zastanawiam się, jak wywinąć się od sesji zdjęciowej. Już zniosę fakt, że będę uczyć w MDC, choć tego sobie nie wyobrażam za bardzo, ale sesję zdjęciową Esme mogła mi już odpuścić. Może mam się od razu przefarbować, założyć rurki i full capa albo kapelusik – powiedział lekko wkurwiony, mocno klepiąc w klawisze klawiatury.

– W kapelusiku byłoby ci lepiej. I może jeszcze zerowe Ray Banki. Co ty na to? Pożyczyć ci, bo chyba nie masz – powiedziałem, a on spojrzał na mnie nieźle wkurwiony.

– Wiewióra!

– No co, mówię tylko jak dobrze byś wyglądał.

– Jeszcze to zrobię. – zagroził, a mój banan na twarzy się powiększył.

– Nie mogę się doczekać. Tak samo jak i tego, gdy wreszcie z nami zatańczysz. No daj się namówić – jęczałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.

– Edward, a kiedy ja cię ostatnio widziałem na zajęciach z baletu, co? Chodzisz na jazz do Erici, ale to przecież nie to samo. – Uśmiechnął się złośliwie. Kurwa mać! Ale nie ma tak, nie poddam się.

– Okej, to mam propozycję. Ja będę chodzić sobie do ciebie na zajęcia z baletu, a ty będziesz chodzić na jakiekolwiek zajęcia z hip hopu i obojętne do kogo, czy do mnie, Belli, Alice, Miśka... – mówiłem, a mój kochany tatuś przypatrywał mi się uważnie.

– Okej. Niech będzie – powiedział swobodnie.

– Wiem. – Wiedziałem, że na to pójdzie. – Ale mam nadzieję, że nie będę musiał wskakiwać w te rajstopki. Wiesz, że tego nienawidzę – jęczałem, w myślach będąc cholernie zadowolony z tego, że go w końcu namówiłem.

– Niech ci będzie. I tak mi się nie wydaje, że ktoś będzie chodził ubrany jak do tańczenia baletu, więc spoko. Ale mam rozumieć, że ty dresu mi nie odpuścisz?

– Wiesz, ewentualnie mogą być rurki. Oficerki już masz. Czym tu się przejmować – dodałem na koniec i opuściłem kuchnię, słysząc za sobą jeszcze głośne westchnienie mojego ojca. Ale wreszcie się udało i już nie mogę doczekać się go w akcji. Oj, to będzie hit roku.

Alice, Rose i Misiek siedzieli w salonie, gadając z moją mamą, a ja powędrowałem do sali. Bella pewnie sobie przerwy nie zrobiła i oczywiście ćwiczy. Jak tak dalej pójdzie, to ona przemęczy swój organizm. Ja nie mam pojęcia, jak ona sobie przedtem radziła. Ja rozumiem w stu procentach, że tancerz, żeby był dobry, musi ćwiczyć non stop. Ale ona naprawdę czasami przesadza. Nie mówię, że to źle, tylko od czasu do czasu mogłaby sobie naprawdę odpuścić. Wszedłem do sali i zastałem Belle i Jaspera gadających ze sobą i... cóż, na ich twarzach widziałem lekkie uśmiechy. Mam nadzieję, że ją przeprosił.

– Hej – powiedziałem, podchodząc do nich i obejmując w pasie Bellę.

– Hej. Właśnie wszystko wyjaśniłem Belli – powiedział Jazz. – Ja naprawdę jeszcze raz was przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło i nie o to mi chodziło, że Bella... Naprawdę tak nie myślę i szczerze przepraszam. Wiem, że straciliście do mnie zaufanie i tak dalej i będę musiał ciężko zapracować, by je odzyskać.

– Jazz... ja rozumiem. Wkroczyłam w wasze życie z butami i wywróciłam je do góry nogami, ale ja serio nie chcę mieszać między wami. Jesteście naprawdę zgraną paczką i jeśli...

– Bella, tu nie chodzi o ciebie. Już ci mówiłem – przerwał jej Jazz. – I naprawdę, możesz stać się częścią naszej paczki. Już nią jesteś, a mi tylko przez Blacka coś odwaliło. Wybacz. Nie chciałem przede wszystkim mieszać między wami. Mam nadzieję, że między wami i nami będzie okej, bo zależy mi na przyjaźni z wami. Serio, i mówię to szczerze.

– Wiem, Jazz – odezwałem się. – Ale mówiłem ci już wczoraj, że nie od razu będzie tak jak przedtem.

– Wiem. I rozumiem.

– Dobra. Skończmy już te pogaduchy i wracajmy do roboty, bo nie mamy czasu – zakomunikowała Bella, wyswabadzając się z mojego uścisku i grzebiąc w swoim laptopie.

– Skąd ty czerpiesz tyle energii, co? – zapytał się jej Jasper ze śmiechem.

– Nie wiem. Idźcie zawołać resztę, bo mamy jeszcze trochę przed sobą.

– Dobra, to ja pójdę – powiedziałem i skradłem jej jeszcze szybkiego buziaka.

Po chwili na nowo byliśmy już wszyscy na sali, ucząc się kolejnej chorełki. Nie powiem, znowu była zajebista. Co prawda dziewczyny trochę narzekały na to, że mało kobieca i podchodzi bardziej pod gangsterkę, ale cóż. Powoli już zbliżaliśmy się do końca.

– Okej. To teraz mamy ruchy z break'a... – zaczęła mówić, ale jęk dziewczyn jej przerwał.

– Bells, czyś ty oszalała. Break?

– Laski, ale to nie jest trudne – zaczęła się tłumaczyć, patrząc na nie zmartwiona.

– Ale my nie umiemy – jęczał Kocurek.

– Dobra, to zróbmy tak. Pokażę chłopakom, a potem zajmiemy się wami, okej? A jak się nie uda, co coś wykminimy razem.

– No dobra – poddały się zrezygnowane, a już po chwili Pani Wiewiórowa pokazywała nam to, co wymyśliła. Czego ja o niej jeszcze nie wiem? Ona i break... tego się nie spodziewałem, ale muszę powiedzieć, że nawet wymiatała. Boże, przecież ona jest zajebista w każdym calu.

Zatańczyliśmy parę razy całość z muzyką, a potem zajęliśmy się uczeniem Rosalie i Alice, ale w końcu po godzinie męczenia się z nimi, my się poddaliśmy, twierdząc, że im i tak to nie wyjdzie i doszliśmy do wniosku, że ten fragment na filmiku może zatańczyć tylko część z nas. Przecież i tak można.

Do wieczora przesiedzieliśmy u moich rodziców i każde z nas było wykończone. Marzyłem tylko o jednym – by walnąć się do łóżka, przytulić się do Pani Wiewiórowej i iść spać. Nie miałem siły na nic. A i tak zaliczyłem dzisiaj jeszcze pogawędkę z Renee. Nie wiem czemu, ale odnosiłem wrażenie, że matka Belli mnie po prostu uwielbia, no ale cóż... Niestety, albo może i „stety" nie miałem jeszcze okazji poznać jej ojca i nie wiedziałem, co o mnie myśli, lecz szczerze powiedziawszy, to się trochę bałem. Jeszcze nigdy nie zaliczyłem spotkania z ojcem swojej dziewczyny i nie zdziwię się, że jak do tego dojdzie, to zesram się w gacie. Nie no owszem, Bells mówi, że jest świetnym człowiekiem, ale wiadomo, że tatusiowie mają inny stosunek do facetów swoich córeczek. Cóż, Jasper miał ciężkie życie z moim ojcem, gdy zaczął bardziej na serio chodzić z Alice. Ehh... to były dopiero czasy.