Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: Małymi kroczkami zbliżamy się do końca historii! Dzięki, że doceniacie moją pracę. Wiele to dla mnie znaczy. Każdy komentarz jest mile widziany. Miło czytać Wasze rozważania na temat dalszego biegu akcji, wszelkie sugestie oraz uwagi.


Ukryci Za Maskami

Rozdział 27: Najlepiej Przygotowane Plany część I


Dialogi: „bla bla"

Myśli: „bla bla"

*Dwa dni później*

Sączący kieliszek sake Madara siedział w komnacie i kartkował własny dziennik. Obejmował lata jego życia… przed Akatsuki, przed atakiem Kyuubi'ego na Konohę, przed jego domniemaną śmiercią, przed chwilą, w której zabrał oczy swojego brata i dożywotnio go okaleczył, przed jego buntowniczą znajomością z Hashiramą, przed zgodą na sojusz… aż do samego początku. Do czasów, kiedy nie dzielił tytułu geniusza ze swoim bratem, zanim obydwaj stali się wojownikami, którzy uczynili klan Uchiha prawie niezwyciężonym. Kiedy był po prostu głupkowatym dzieciakiem, bardziej skupionym na zabawach z bratem niż radzeniem sobie z wojną oraz polityką. Był wtedy taki naiwny…

Z wiekiem jednak naiwność ustąpiła mądrości i doświadczeniu. Przez lata nauczył się sprytu oraz rozsądku. Cierpliwie czekał na swój czas. Teraz miało mu się to opłacić. Odzyska Kyuubi'ego. I użyje Sasuke, by zrealizować ostatni etap swojego planu, a następnie go porzucić. Plan Księżycowe Oko powiedzie się i, jako bonus, doprowadzi do zniszczenia Konohy. Madara nienawidził wioski i wszelkich jej wartości, które były źródłem jego porażek. Zasługiwała na bycie zrównaną z powierzchnią ziemi.

Stanie się ostatecznym jinchuurikim. Będzie miał moc, by kontrolować cały świat. Może nawet weźmie pod uwagę wskrzeszenie klanu? Tym razem na jego obraz… siły i mądrości. Nazwisko Uchiha będzie trwać wiecznie.

Dopił trunek, po czym odstawił szkło na bok, gdy poczuł zbliżającą się chakrę ninja Trawy.

- Myślałem, że wydałem ci rozkaz pozostania blisko Konohy.

- Tak, wiem… ale stało się coś ważnego.

- Co takiego?

- Danzou jest martwy.

Madara wyglądał na wyraźnie zaskoczonego.

- Co?! Liść nigdy by nie dokonał tak szybkiej egzekucji – wioska była na to zbyt słaba.

- I tak było. Wygląda na to, że gówniarz Uchiha dotarł do niego jako pierwszy.

Mężczyzna uniósł brew.

- Naprawdę? Nieważne. Danzou i tak przeżył własną używalność – zaśmiał się. – Powiedziałem kiedyś, że gdziekolwiek będzie jinchuuriki, tam też podąży Sasuke. Jestem pewien, że w drugą stronę działa to tak samo – wstał z triumfalnym uśmieszkiem. – Zostaw mnie. Mam plany do sfinalizowania.

Zetsu skinął głową, po czym zniknął.

Uchiha zaczął się wariacko śmiać.

Tak, wkrótce… już niedługo.


Pain i Konan zbliżali się do opuszczonych baz, kiedy poczuli, że wzywa ich lider.

- Wygląda na to, że kończy się jego cierpliwość – głos Nagato był lekko zirytowany. Dziewczyna westchnęła.

- Dał nam tydzień. Minęły dopiero cztery dni. Coś musiało się wydarzyć.

Shinobi zniknęli, by ponownie pojawić się w bazie blisko Kraju Ognia, gdzie zastali spokojnie oczekującego na nich Madarę. Nie przejmował się nawet, by założyć na twarz maskę, dzięki czemu zaszczycił nowoprzybyłych swoim aroganckim spojrzeniem. Nie spiesząc się wyciągnął nogi, by po chwili je skrzyżować. W końcu się odezwał:

- Wasza dwójka ponownie mnie zawiodła – Konan uniosła brew.

- Minęły cztery dni.

- I to ja, nie ruszając się stąd, odkryłem to, co powinniście byli szukać. I tyle masz z bycia bogiem. Może to mi powinieneś ustąpić tego tytułu – odparł Uchiha z zadowolonym uśmieszkiem. Rozłożył szeroko ramiona.

Pain obojętnie się w niego wpatrywał. Najstarszy żyjący użytkownik Sharingana potrząsnął głową i westchnął. W dalszym ciągu złościł go fakt, że nie potrafił poruszyć jego rozmówcy. Może gdyby zapytał się źródła… w każdym bądź razie zostawi to na później, kiedy wszystko znajdzie się w zasięgu jego ręki. Teraz jednak…

- Wyruszamy z pierwszymi promieniami słońca.

- Gdzie? – zapytał Nagato.

- Po mojego jinchuuriki'ego, rzecz jasna.


Konan szybko przeskakiwała z drzewa na drzewo w pobliżu bazy. Wiedziała, że jej cel znajdował się blisko. Czuła komfortowe pulsowanie znajomej jej chakry. Zatrzymała się przed ogromnym drzewem, po czym przyłożyła dłoń do jego podstawy, emanując chakrą. Materia zaczęła się zmieniać i, po paru sekundach, ujawniła wejście z papieru. Dziewczyna przeszła przez nie. Jej oczy powoli przystosowały się do panującej wewnątrz ciemności. Jedyną widoczną rzeczą były zaskakująco jasne, czerwone włosy jej jedynego przyjaciela.

- Nagato?

- Dlaczego tu jesteś, Konan? Powinnaś wypoczywać.

Stanęła przed mężczyzną, za którym wiernie podążała od lat. Widok jego wycieńczonego ciała w dalszym ciągu przyprawiał ją o dreszcze. Nienawidziła widzieć go w takim stanie, ale nigdy nie wyraziła tego na głos. To było jedno z wielu poświęceń na drodze do ich celu. Pain zrobi wszystko, co w jego mocy, by go osiągnąć. A ona mu w tym pomoże.

- Nie mogłam zasnąć – zajęło jej chwilę, by za pomocą swojego daru uformować papierowe krzesło, po czym na nim usiadła. Jej towarzysz obserwował ją, by na końcu spojrzeć jej w oczy. Tylko w nich potrafiła wyjawić swoje prawdziwe emocje… smutek, złość, niepokój.

- Jesteś zmartwiona.

- Tak. Arogancja tego mężczyzny wzrasta z dnia na dzień.

- I to ona doprowadzi do jego zguby. Wierzy, że nikt go nie powstrzyma. Im bardziej stanie się arogancki, tym większa będzie szansa na to, że popełni błąd i nie doceni jego wrogów.

- Lub towarzyszy, w zależności od sytuacji…

- Dokładnie. I wtedy my uderzymy. Upadnie, a ja zdobędę moc, która przyniesie światu pokój. Wtedy ty i ja nareszcie będziemy wolni.

- Wolność… czy ona w ogóle istnieje? – niebieskowłosa zastanowiła się. Czy po osiągnięciu celu będą prawdziwie wolni? Czy po prostu staną się pionkami w rękach większego boga?

- Tego dowiemy się razem.


*Kolejnego dnia*

Było tuż po świcie. Będący na nogach Madara rozpoczął marsz w kierunku pomieszczenia znajdującego się na tyłach bazy. Bez pukania z hukiem otworzył drzwi, brutalnie budząc znajdujących się w środku lokatorów.

- Co, u licha?! – wrzasnęła czerwonowłosa chwytając po swoje okulary.

- Zamknij się, kobieto. Twoje skrzeki przyprawiają mnie o ból głowy – Suigetsu ziewnął, rozciągnął się, a następnie oparł o ścianę, by obserwować mężczyznę, który ich właśnie obudził. Koniuszkami palców przeczesał po rękojeści swojego miecza… tak na wszelki wypadek.

Lider Akatsuki rozglądał się, aż w końcu jego wzrok powędrował na młodego, pomarańczowłosego shinobi. Wyciągnął dłoń, by go do siebie przywołać.

- Ty. Idziesz ze mną.

Złapawszy lepiej miecz, Suigetsu zmierzył Uchihę wzrokiem.

- Jego imię to Juugo. I nigdzie z tobą nie pójdzie.

- I kto zamierza mnie powstrzymać? Ty? Nie obrażaj mnie, chłopcze. Żaden eksperyment tego węża nie położy na mnie ręki. Zabiję cię, zanim zdołasz się zbliżyć – odparł z rozbawieniem oraz nutą złośliwości Madara. Jego głos złagodniał, gdy ponownie zwrócił się do Juugo'a. – Juugo. Chodź ze mną. Wyruszamy – cichy mężczyzna rzucił okiem na swoich towarzyszy, potrząsnął lekko głową, po czym podszedł do lidera Akatsuki.

Suigetsu obserwował, jak członek jego drużyny przemierza salę. Wraz z przypływem złości mocniej chwycił rękojeść miecza. Był bezsilny i tego nienawidził.

- Czekaj! Gdzie ty z nim idziesz? – zapytała wbijając w Madarę wzrok Karin.

- Taka młoda a tak zuchwała. Wygląda jednak na to, że, biorąc pod uwagę ludzi, z którymi się zadajesz, więcej nie można od ciebie oczekiwać. Żebym nie musiał się więcej powtarzać… jesteś tu tylko i wyłącznie z dobroci mojego serca. Nic nie muszę ci mówić. Skoro jednak jestem w takim dobrym humorze… W porządku, podzielę się wieścią. Widzisz, idę na polowanie. Planuję osobiście schwytać lisa. Może również i kruka, jak dobrze pójdzie. I możliwie zniszczyć wioskę albo i dwie po drodze – wytłumaczenie tylko skonfundowało kunoichi.

- Huh? O czym ty, u licha, mówisz? I do czego potrzebny ci jest Juugo?

- Ach ach ach… zgodziłem się rzucić ci kość z dobroci serca. Żadnych pytań.

- Ale…

Suigetsu wzruszył ramionami, po czym z powrotem położył się na swoim łóżku. Dokładnie rozumiał, do czego zmierzał Uchiha i nie podobało mu się to. Nienawidził być świadom, że nic nie może zrobić. Ale wierzył w swój instynkt samozachowawczy. Oczywiście jeżeli Karin chciała być idiotką i kopać własny grób przez kontynuację zadawania pytań, to niech tak będzie. To nie on kładł własne życie na szali.

- Wasza dwójka zostaje na miejscu i pilnuje bazy. Nie zawiedźcie mnie – po tych słowach Madara zabrał Juugo'a i odszedł.

- ARGH! Więc mamy po prostu siedzieć i czekać? Czym jesteśmy? Kwiatkami do ozdoby?! – wrzasnęła za nimi Karin w przyciemniony korytarz.

- Zamknij się, suko. Przyprawiasz mnie o ból głowy – zawarczał Suigetsu.

- To ty się zamknij! Jak on śmie zabrać Juugo'a i nas tu zostawić!

- Jeez, jesteś taka denerwująca. I głupia. Nawet nie łapiesz o czym on mówił, co nie?

- Kogo nazywasz głupim, ty imbecylu?! – wtedy czerwonowłosa mrugnęła i przez moment wyglądała na skonfundowaną. – Czekaj… czego nie łapię?

- Kami, kobieto! Czy ty go w ogóle słuchałaś? Oczywiście idą na lisiego gówniarza i Sasuke.

- Sasuke-kun?! – Karin w mgnieniu oka się zainteresowała.

Ninja Mgły przewrócił oczami.

- Jesteś taką fangirl… przestań bujać w obłokach i skup się! Wszyscy obecni w bazie – prócz nas – idą walczyć. On uważa, że jesteśmy bezużyteczni… albo że pomożemy Sasuke.

- Ale zabrał Juugo'a? Przecież on by poszedł w ogień za Sasuke.

- Chyba że by stracił kontrolę.

Nad głową Karin zapaliła się żółta żaróweczka. Szeroko otworzyła oczy, gdy powiązała ze sobą fakty. Kami, pomóż każdemu, kto znajdzie się na drodze niepanującego nad sobą Juugo…

- Madara chce, by on stracił kontrolę…

Suigetsu spojrzał w sufit tak, jakby zwracał się ku niebiosom. Z jego ust wymsknęło się sarkastyczne westchnienie ulgi.

- Nareszcie ta kobieta zachowuje się tak, jakby miała mózg!

Czerwonowłosa zawarczała, zaciskając dłonie w pięść.

- Ty wodnisty draniu! Zabiję cię!


Madara, bez maski, stał przed bazą wraz z resztą Akatsuki. Nie miał już powodu, by się ukrywać. Chciał, by świat dowiedział się, przez kogo został zawojowany. Juugo stał tuż za nim, w ciszy. Była też tam Konan, sześć Ścieżek Paina, a także Kisame oraz Zetsu.

Uchiha wziął głęboki wdech, spojrzał na moment w niebo, po czym odwrócił się do pozostałych. Jego twarz przybrała wyraz, który rezerwował tylko i wyłącznie dla gotowości bojowej, wyraz, którego nie widziano u niego od wielu długich lat.

- Ruszymy rzadko używaną trasą i dotrzemy do Konohy w przeciągu dwóch dni. Postoje będą krótkie. Na moje słowo zaatakujemy. Nie dam o to, co zrobicie Liściowi oraz jego mieszkańcom… żywy ma pozostać tylko jinchuuriki oraz Sasuke.

Po tych finalnych słowach wyruszyli.


Rzadko można było zastać salę konferencyjną rady używaną przez kogoś innego. Tego dnia jednak okupowana była przez Hokage, a także niemałą liczbę przywołanych przez nią ninja. Obecna była większość członków sił do zadań specjalnych – prócz dwóch, których Tsunade zamierzała skrzywdzić za spóźnialstwo. Resztę ekipy stanowili jounini oraz ANBU.

W ciągu ostatnich trzech dni Shikamaru wydeptał ścieżkę pomiędzy swoim domem, a biurem ekipy dekodującej. Jej członkowie, jako że zdawali sobie sprawę z tego, że ich czas jest ograniczony, prawie nie spali. Kiedy wzór został nareszcie zrozumiany, samo rozszyfrowywanie poszło gładko. Jakimś cudem przekopali się przez wszystkie wiadomości od Jiraiyi i zdobyli całą wiedzę na temat Akatsuki, łącznie z ich kryjówkami. Shikamaru zaczął robić plany, po to tylko by je zrewidować, znów zrewidować i znów… póki nie stały się maksymalnie niezawodne. Zadanie to było kłopotliwe. Oczywiście Nara zdawał sobie sprawę, że nic nie mogło być w 100% sprawdzone… w końcu posługiwali się tylko zdobytymi informacjami. Miał jednak nadzieję, że jego plany brały pod uwagę wszelkie możliwe komplikacje. Po zaprezentowaniu ich Hokage i jej ostatecznej zgodzie zostało zwołane posiedzenie.

Zostały już tylko przydziały i przygotowania do odejścia. I modlitwa o pomyślność. Shikamaru nie chciał nawet myśleć o drugiej opcji.

Tsunade podniosła dłoń. Zapanowała cisza.

- Jak już pewnie wiecie, spotkanie to jest najwyższej wagi. Tuż obok mnie stoją członkowie ekipy do zadań specjalnych, przygotowanej na atak Akatsuki. Została stworzona, byśmy mogli zanalizować wszystko, co wiemy na temat organizacji i jak sobie z nią poradzić. Akatsuki zniszczyło wioski, zabijało niewinnych ludzi we wszystkich nacjach ninja, a nawet poza nimi. Wszystko po to, by pojmać Ogoniaste Bestie. Zdobyli już wszystkie, prócz jednej i nic ich nie powstrzyma w drodze ku osiągnięciu tego celu. Jeżeli im się to powiedzie, będzie to równoznaczne z podpisaniem wyroku śmierci dla całego świata. Lidera Akatsuki interesują tylko dwie rzeczy – zemsta na Konosze i panowanie nad światem. Nie pozwolę na żadną z nich.

Drzwi otworzyły się z hukiem, ujawniając dwóch spóźnialskich shinobi. Godaime zmierzyła ich wzrokiem.

- Spóźniliście się – zawarczała.

- Taa… - Naruto zaczął drapać się w tył głowy. – Przepraszam, musieliśmy się czymś zająć.

Przez tłum przeszły szepty, ponieważ część z obecnych widziała dwie znajome twarze – jedną należącą do rzekomego zdrajcy, drugą do wygnańca - pierwszy raz od dawna. Hokage przewróciła oczami. Tylko oni potrafili zrobić tak rzucające się w oczy wejście.

- Nieważne. Po prostu tu podejdźcie – nasza dwójka bohaterów dołączyła do ekipy, całkowicie ignorując szepty. – Powód, dla którego tu jesteście, jest prosty. Ekipa do zadań specjalnych stworzyła plan unicestwienia całej organizacji. Zamiast czekania, aż znów się pojawią, nadszedł najwyższy czas, abyśmy przeszli do ofensywy i zniszczyli zagrożenie naszej egzystencji. Aby misja zakończyła się sukcesem, każdy z was będzie potrzebny. Kazekage zgodził się posłać nam część swoich ninja do asysty. Shikamaru odpowiedzialny jest za utworzenie drużyny mającej za najwyższy cel pozbycia się Akatsuki raz na zawsze. Oczekuję od was profesjonalności, a tym samym odłożenia na bok osobistych odczuć i współpracy z członkami waszej drużyny… - kobieta spauzowała, by poważnym wzrokiem spojrzeć na wszystkich obecnych shinobi – nieważne, kim się okażą.

Wiele par oczu powędrowało na ostatniego Uchihę. W wielu z nich widoczna była wrogość. Nikt jednak nie ważył się wypowiedzieć Piątej swojej opinii na głos. W końcu blondynka zrelaksowała się. Skinęła głową na grupę ninja.

- W takim razie w porządku. Gdzie jest Sai? – najmniej emocjonalny członek Drużyny Kakashi'ego podniósł dłoń gdzieś z tyłu pomieszczenia.

- Chcę, byś przewodził główną siłą Korzenia tutaj, w Konosze. Potrzebują zastępczego dowódcy, a ty jesteś jedyną osobą, której mogę w tej kwestii zaufać. Siły Korzenia wraz z ANBU będą pierwszą linią obrony, gdyby Akatsuki w jakiś sposób dotarli do Liścia.

- Rozumiem, Hokage-sama – chłopak powiedział miękko.

- Drużyna Kakashi'ego, Drużyna Gaia, Drużyna Asumy, Genma, Shino i shinobi Suny – wszyscy stworzycie drużynę, która ruszy na kryjówkę Akatsuki. Inoichi, Shikaku, Tsume, Kiba, Hana oraz Shibi – waszą misją jest podążenie za nimi i odnalezienie źródła komunikacji Paina z jego klonami. Wszyscy, którzy do tej pory nie zostali wymienieni – dołączycie do ANBU i sił Korzenia, by bronić Konohy. A teraz wszyscy poza drużyny atakującej organizację – jesteście odwołani.

Kiedy opuścili salę, zamykając za sobą drzwi, Tsunade kontynuowała.

- Shikamaru, przejmujesz pałeczkę. Proszę, zarysuj wszystkim twój plan.

Młody mężczyzna miał zamknięte oczy i opierał się o ścianę. Ino walnęła go w głowę.

- Obudź się!

Nara, masując obolałe miejsce, obdarzył ją mało entuzjastycznym spojrzeniem.

- Kłopotliwa kobieta! Za co to było?

- Dziękuję ci, Ino. Shikamaru, jako że w końcu raczyłeś do nas dołączyć, czy przedstawiłbyś nam swój plan? – zapytała Godaime z niebezpiecznym błyskiem w oku. Chłopak westchnął, po czym wymamrotał coś pod nosem, by w końcu otworzyć zwój na biurku blondynki. Reszta okrążyła go, by wszystko dobrze widzieć.

- To mapa Pięciu Wielkich Nacji. Według naszego wywiadu miejsca zakreślone na czerwono wskazują ukrycie baz Akatsuki. Nie jesteśmy jednak pewni, w której aktualnie są ukryci. Kłopotliwe.

- Wiem, w której. To znaczy – będę za chwilę wiedział – zabrał głos Sasuke.

Wszystkie oczy skierowały się na kruczowłosego shinobi. Zanim ktokolwiek zdołał zbombardować go pytaniami, przeszedł przez szereg pieczęci charakterystyczny dla przywołania summona. Kiedy dym zniknął, mogli ujrzeć małego węża poruszającego się w górę ramienia Uchihy. Zwierzę nie było większe od typowych węży ogrodowych.

- Czego potrzebujesz, SSSassssuke-ssama?

- W dalszym ciągu szpiegujesz moją drużynę. Prawda?

- Tak. To było prossste. Od tygodni ssssiedzą w tym sssamym pomieszczeniu.

- Gdzie?

- Zaraz na zewnątrz Kraju Ognia – źrenice Tsunade rozszerzyły się.

- Gdzie? Tutaj? – wskazała na jedno z miejsc zakreślonych czerwonym kółkiem.

Niewielki wąż zmierzył wzrokiem kobietę. Wyniośle przekrzywił głowę, sygnalizując w ten sposób odmowę odpowiedzi.

- Zouhyou, odpowiedz jej, zanim cię zniszczę – Sasuke ostrzegł gada wraz z posłaniem mu niewielkiej ilości morderczej intencji – po to, by go zastraszyć. Wąż nieprzychylnie na niego spojrzał, po czym odpowiedział:

- Tak – Piąta uniosła brew. Niepokojąca była wieść, że ich najwięksi wrogowie znajdowali się tak blisko wioski. Mimo że zdawała sobie sprawę, że jedna z ich baz mogła znajdować się tak blisko, to nigdy by nie podejrzewała, że po ostatnim ataku członkowie organizacji będą na tyle odważni, by tak się do nich zbliżyć.

- Hmmm… - w zamyśleniu stukała palcami o blat biurka.

- Czekaj – Piąta podniosła wzrok na Kazekage. Gaara jednak tego nie odwzajemnił. Jego uwaga w pełni była skupiona na Sasuke. Jego zielononiebieskie oczy były zimne i kalkulujące. – Naruto może tobie ufać, a co za tym idzie Hokage, ale nie ja. Możesz sekretnie planować posłanie nas wszystkich na śmierć, a ja odmawiam ryzykowania bezpieczeństwa moich ludzi. Więc powiedz mi, Uchiha, dlaczego powinienem tobie zaufać?

Oczy, które skupione były na Kazekage, przeniosły się na Sasuke. Pytanie było uczciwe. Pytanie, które – choć wielu nie mogło się do tego przyznać – krążyło w głowie wielu obecnych tu osób od chwili, w której ujrzeli domniemanego zdrajcę.

Sasuke mógł wyczuć ciężar ich spojrzenia. Naruto poczuł napięcie, którego jego najlepszy przyjaciel próbował po sobie nie pokazywać. W tym momencie, w geście wsparcia, miał ochotę złapać go i ścisnąć za rękę. Zamiast tego posłał mu mentalnego kuksańca.

Czy chcesz, żebym…?

Użytkownik Sharingana rzucił na blondyna okiem.

Nie… przypuszczam, że mają prawo mi nie ufać. I nic nie możesz z tym zrobić - po tym powiedział na głos:

- Wiem, że większość z was mi nie ufa i nie winię was za to. Nie mogę zbyt wiele powiedzieć, żebyście zmienili zdanie. Jedyne, co powiem, to że mój cel w dalszym ciągu jest ten sam… pomszczenie klanu. Zarówno Madara, jak i mój brat byli odpowiedzialni za ich śmierć – na wspomnienie brata mentalnie się skrzywił. Naprawdę nie chciał stawiać go na równej szali z Madarą, ale musiał to zrobić, by dojść do sedna. Owszem, zemsta nie była już więcej jego jedynym celem, ale miał nadzieję, że jego słowa zaspokoją oczekiwania kage Piasku oraz całą resztę.

- Więc chcesz zabić Madarę? – Gaara skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zmierzył go wzrokiem. – Widziałem, co dzieje się, kiedy zatracasz się w zemście, Uchiha. Zapominasz o wszystkim oraz o wszystkich, pieprzysz konsekwencje. Nikt z nas nie chce być częścią twojego małostkowego odwetu. Więc jeżeli to twój jedyny powód bycia tutaj, to nie będę z tobą pracował.

Naruto posłał Piątej błagalne spojrzenie. Ona w odpowiedzi wzruszyła ramionami. Całkowicie mogła zrozumieć ich obawy. To Sasuke będzie musiał być tym, kto je złagodzi. Poza tym, jeżeli wszystko to miało doprowadzić do ich współpracy, to tym bardziej nie zamierzała się wtrącać.

Kruczowłosy zmierzył Kazekage wzrokiem.

- To nie jedyny mój motyw. Ale nie muszę wszystkiego tobie wyjaśniać.

- Jeżeli Konoha chce mojej pomocy, to wręcz przeciwnie – odparł Gaara.

Zanim Sasuke zdołał zareagować, Uzumaki położył dłoń na jego ramieniu, by go powstrzymać.

- Jest tu dla mnie, prawda? Obiecałem mu pomóc. A on obiecał pomóc mi. Obydwaj, choć z różnych przyczyn, chcemy doprowadzić do unicestwienia Akatsuki. Nie zdradzi nas.

- Nie potrzebuję, abyś za mnie odpowiadał, dobe.

Jinchuuriki przewrócił oczami.

- Bo robisz taką genialną robotę w celu zdobycia ich zaufania. Po prostu usiłuję przyspieszyć tok zdarzeń. To nie tak, że mamy czas po swojej stronie.

- Wcale mi nie pomagasz – parsknął Uchiha.

- Teme… - zawarczał Naruto, po czym odezwał się w jego głowie. Przestań zwlekać i po prostu powiedz im prawdę, żebyśmy w końcu mieli to za sobą – Sasuke zmierzył przyjaciela wzrokiem. Blondyn odpowiedział pięknym za nadobne. Po westchnięciu kruczowłosy przewrócił oczami i lekko zrelaksował swoje napięte ramiona.

- W porządku – rzekł na głos. Spojrzał Gaarze prosto w oczy, mimo że słowa, które miał zamiar wypowiedzieć skierowane były do wszystkich obecnych. – Prawda jest taka, że nie obchodzi mnie ta wioska i większość jej członków. Tutejsza polityka zabiła moją rodzinę, a większość mieszkających tu osób traktuje Naruto jak gówno. Ale dbam o niego, a tym samym ochronię go i wszystko, co jest mu bliskie. Pozostałe powody są moją prywatną sprawą i was nie dotyczą. Jeżeli w dalszym ciągu mi nie ufacie, to niech tak będzie.

Zapanowała cisza. Sasuke i Gaara mierzyli się wzrokiem. W końcu kage Piasku odpuścił i skinął głową. Panujące w sali napięcie rozpłynęło się. Jeżeli Sabaku, mimo ich nieprzyjemnej wspólnej historii był gotów mu zaufać, to oni także to zrobią. Ochrona Naruto oznaczała ochronę Konohy. Było to wystarczające, nawet jeżeli nie darzyli sympatią Uchihy.

Hokage przerwała ciszę, by powrócić do właściwego celu spotkania.

- Shikamaru… plan?

- Tak tak… plan tak naprawdę obejmuje dopasowanie mocnych stron poszczególnych osób do pięty Achillesa każdego członka Akatsuki. Większość z was specjalizuje się w danej umiejętności – czy to kekkei genkai, czy cokolwiek innego. Po prostu stworzyłem dwu- bądź trzyosobowe drużyny, które odniosą największy sukces w starciu z każdym przeciwnikiem. Stworzyłem także notatki dla każdej grupy, które ujawniają mocne i słabe strony poszczególnych członków organizacji wraz z najbardziej logicznymi sposobami ich pokonania. Przed wyruszeniem drużyny mogą spotkać się ze sobą, by obmyślić strategie. Istnieje także możliwość, że członkowie drużyny, którą pozostawił za sobą Sasuke także nam pomogą. Nie możemy jednak na to liczyć. Sasuke, oczywiście, jako że wiesz najwięcej o Madarze… to właśnie jego powierzam tobie. W twojej drużynie, z racji tego, że ma Sharingan, znajdzie się również Kakashi.

Mężczyźni spojrzeli na siebie, po czym starszy z nich skinął na młodszego głową. Obydwaj już przypuszczali, że będą razem pracować.

- Naprawdę nie sądzę, że ktokolwiek inny miałby szansę na równą z nim walkę, no może prócz Naruto, ale on już jest zajęty. Tenzou będzie chronił wasze tyły. Naruto oraz Kazekage wezmą na siebie Paina. Wiem, że to spora robota, ale Naruto jest jedyną osobą będącą w stanie stworzyć wiele klonów i ma na tyle chakry, by sobie z nim poradzić. Kazekage zaś będzie w stanie użyć swojego piasku – zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Mam nadzieję, że nie zajmie długo innej drużynie odcięcie Ścieżek od ich źródła chakry. To uczyni waszą pracę łatwiejszą.

- Dla mnie w porządku – blondyn wyszczerzył się do Gaary, który w odpowiedzi obdarował go małym uśmiechem.

- Drużyna Gaia już miała niegdyś do czynienia z Kisame. Sądzę, że to nasza najlepsza szansa, dodając do całości asa z rękawa Sasuke. Jeśli to zadziała, będziemy mieli po naszej stronie równie niebezpiecznego szermierza, co Hoshigaki.

- A co ze mną i Shino? Jako jedyni faceci zostaliśmy bez przydziału – odzew Genmy w samą porę powstrzymał Gaia oraz Lee, zanim zaczęli wykrzykiwać swoje wersety o młodości. Wszyscy westchnęli z ulgą. Shikamaru lekko się uśmiechnął, w głębi duszy dziękując opierającemu się o ścianę mężczyźnie.

- Wasza dwójka będzie w mojej drużynie. Walczymy z Zetsu. Przyda nam się wasza zdolność posługiwania się senbon. Sakura i Ino przygotowały trucizny, które, mam nadzieję, pomogą w starciu z nim. Temari, Kankuro i Sakura – wy stawicie czoła Konan.

- Dlaczego muszę być z dziewczynami? – zajęczał brat Gaary.

- Ponieważ jesteś za bardzo nieodpowiedzialny, by być zdanym na siebie – odparła z uśmieszkiem Temari.

- HEJ!

- Przechodząc dalej… - wtrącił Nara, zanim rodzeństwo rozpoczęło kłótnię. – Co do drużyny poszukującej źródła transmisji Paina, jedyną rzeczą, jaką mogę wam podpowiedzieć, jest poszukiwanie najwyższego punktu w okolicy. Prawdopodobnie to tam będzie znajdował się wasz cel. Poza tym, co mówił Jiraiya, nic nie wiemy o stojącym za tym mężczyźnie. Rzecz jasna shinobi ten jest prawdziwym Painem. Skoro potrafi przesyłać takie ilości chakry, oznacza to też, że jest on potężny, więc będziecie musieli wpaść na plan uporania się z nim. Jeśli znajdziecie się w potrzebie, wyślijcie do jednego z nas wiadomość. Mam nadzieję, że do tej pory będziemy mieli do dyspozycji dodatkowe pary rąk – westchnął. Kłopotliwe było tyle mówić. Przydałaby mu się szklanka wody. Ze wzruszeniem ramion zaczął masować się po szyi. – Myślę, że to wszystko.

- W takim razie w porządku – kontynuowała Tsunade. – Nie zostało nic więcej do powiedzenia, prócz tego, że wyruszacie jutro o brzasku. Jesteście odwołani, byście mogli obmyślić strategie w drużynach – pomieszczenie powoli zaczęło pustoszeć. – Uchiha.

Sasuke zatrzymał się i obrócił. Naruto uczynił to samo. Czekał.

- Nie myśl, że tylko dlatego, że przywrócono ci status ninja Konohy, to zapomniałam o przeszłości. Twoja kara jest tylko opóźniona. Zrozumiano?

- Hn – kruczowłosy przytaknął.

- I nawet nie myśl o ponownym opuszczeniu Liścia. Tym razem, nie patrząc na Naruto, poślę za tobą każdego ANBU i łowcę będącego na moją komendę – kiedy tylko Uchiha zniknął za drzwiami, wzrok Piątej złagodniał. Czule uśmiechnęła się do blondyna. – A ty uważaj na siebie, gówniarzu.

Syn Czwartego wyszczerzył się.

- Jasne jak słońce, babciu – wtedy ruszył z kopyta, pospiesznie zamykając za sobą drzwi, ledwo unikając lecącego w niego pocisku. Usłyszał, jak przedmiot z hukiem odbija się od drewna, a także dobrze znany mu wrzask Piątej.

- Nie nazywaj mnie tak, dzieciaku!


Po opuszczeniu wieży duo rozeszło się w dwie różne strony. Sasuke i Kakashi zniknęli po to, by porozmawiać. Naruto, tak samo jak Gaara, nigdy nie był typem stratega, więc obydwaj zdecydowali się nie przejmować. Usłyszeli już wszystko, co niezbędne o Ścieżkach Paina. Nie zostało już nic więcej do roboty prócz walki z nim. Żadne spotkanie czy strategia tego nie zmieni. Rozeszli się więc. Blondyn skończył wędrując po wiosce, po prostu delektując się widokami. W dalszym ciągu nie przyzwyczaił się do świadomości bycia w domu. Był zbyt zajęty działaniami ekipy i treningiem, by mieć okazję po prostu się rozejrzeć. W końcu jego nogi poniosły go pod akademię. Wszedł do środka z uśmiechem na ustach. Maszerował korytarzami do znajomej mu klasy, gdzie rozpoczął swoją karierę ninja. Kiedy dotarł do celu, wetknął do pomieszczenia głowę. Jego dawny sensei skupiony był na leżącej przed nim stercie papierów, a dzieciaki wyglądały na niespokojne. Naruto mógł to zrozumieć… zbliżała się pora obiadowa. Wyszczerzył zęby. Może mógłby uczynić uczniom przysługę…

- Hej, Iruka-sensei! – wrzasnął. Iruka odwrócił głowę do znajomego mu dźwięku, po czym się uśmiechnął.

- Naruto! – blondyn przeszedł przez próg, podchodząc do mężczyzny. W dalszym ciągu zadziwiał go fakt, że stał się od niego wyższy. W momencie, w którym znalazł się blisko niego, Umina potargał jego blond loki, wywołując na twarzy grymas zawstydzenia.

- Hej! Nie mam już dłużej dwunastu lat, wiesz? – jęknął.

- Wybacz staremu nauczycielowi. W dalszym ciągu pamiętam cię jako małego, brojącego dowcipnisia, którego niejednokrotnie ścigałem – na to część dzieci zaczęło się śmiać. Iruka zwrócił na nich uwagę. – Wszyscy macie już przerwę na obiad. Oczekuję was z powrotem za godzinę – po sali przeszedł okrzyk radości, po czym uczniowie z hukiem ją opuścili. – Więc, Naruto, jak się masz po powrocie?

Uzumaki wzruszył ramionami.

- Zgaduję, że jest okej. Nie miałem jeszcze zbyt wiele czasu, by się tym rozkoszować – nagle głośno zaburczało mu w brzuchu. Iruka zaśmiał się, zaś na twarzy syna Czwartego wykwitł rumieniec.

- Głodny?

- Skąd niby to wiesz?

- Co zatem powiesz na ramen? Ja stawiam.

- W takim razie nie śmiałbym nawet odmówić – blondyn zaśmiał się. Tęsknił za Iruką-sensei. Niedługo później dotarli do Ichiraku i złożyli zamówienia.

- Więc… jak się masz? Tak długo cię nie widziałem – jinchuuriki dziwnie spojrzał na osobę będącą dla niego kimś w rodzaju ojca.

- Widzieliśmy się przecież na przyjęciu.

- Wiem, ale musiałem się tobą dzielić z innymi. Nie miałem zbyt wiele czasu na nadrobienie zaległości.

- Zgaduję, że wszystko ze mną dobrze… no może poza całą sprawą z Akatsuki. Ale i tym niedługo się zajmiemy.

- Martwiłem się o ciebie, wiesz? Zawsze niecierpliwie czekałem na listy, które wyślesz do Hokage, ponieważ dzięki temu wiedziałem, że dopóki przychodzą, dopóty jesteś cały i zdrowy. Zawsze bałem się, że któregoś dnia już ich nie dostaniemy albo wieści, że zostałeś pojmany bądź zabity. Jestem więc szczęśliwy, że bezpiecznie dotarłeś do domu.

- Ja również.

- I nawet masz swoją uczennicę.

- Yep. Aya jest całkiem utalentowana. Ma mnóstwo potencjału. To dość zabawne – czasami przypomina mi mnie samego. A, właśnie… wyruszam jutro na misję.

- Ale dopiero co wróciłeś!

- Taa, ale nadszedł najwyższy czas, byśmy w końcu uporali się z Akatsuki, zanim oni wszystko zniszczą.

- Ale jak? Zaledwie jeden z nich uczynił w Liściu tak wiele szkód. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić bitwy z wszystkimi naraz.

- Żartujesz sobie? Mamy Shikamaru. Wiesz, że jest geniuszem strategii. A stworzone drużyny są najlepsze w całej Konosze. Wszystko będzie dobrze.

- Nawet ktoś tak mądry jak Shikamaru nie może wszystkiego przewidzieć, wiesz? Po prostu bądź ostrożny.

- Nie martw się, Iruka-sensei. Nie jestem już tym samym nierozważnym dzieciakiem. Będę uważał – podano im ramen. Obydwaj wesoło rozpoczęli ucztę. Każdy z nich – ku zdziwieniu właściciela baru, który nie przyzwyczaił się do tego nowego Naruto – kupił tylko po jednej porcji potrawy. – Wspomniałem o tym, ponieważ będę potrzebował przysługi.

- Wiesz, że możesz poprosić mnie o wszystko, Naruto.

- Więc, jak wiesz, Sasuke póki co mieszka u mnie. Tak samo Aya. Obydwaj jednak wyruszamy na misję i nie chcę zostawiać jej samej… przynajmniej nie teraz, tak szybko po tym, co wydarzyło się w Kraju Ptaków. Więc…

- Chcesz wiedzieć, czy mógłbym się nią zająć do twojego powrotu? Oczywiście.

- Dzięki, Iruka-sensei! Nie będzie sprawiała żadnych kłopotów. Obiecuję. Potrafi o siebie zadbać.

- Och, jestem pewien, że nie będzie dla mnie problemem… a przynajmniej nie takim, jakim ty byłeś – Iruka zaśmiał się, podczas gdy blondyn zmierzył go wzrokiem. – W dalszym ciągu mam wolną sypialnię, którą miałem zwyczaj trzymać dla ciebie. Przygotuję ją dla niej. Rankami Aya może przychodzić ze mną do akademii. Jestem pewien, że są podstawy, które z nią nie przerobiłeś.

- Hej! Prawie czuję się obrażony. Jeszcze się przekonasz, że dobrze ją wyszkoliłem – Umino ponownie się zaśmiał, po czym wstał. Naruto za nim podążył.

- Ale ja o tym wiem. Ale jeżeli choć trochę przypomina ciebie, to założę się, że by ją uszczęśliwić, to nauczyłeś ją mnóstwa jutsu, pomijając podstaw – nauki dotyczącej chakry, poprawnego jej używania, historii wiosek ninja i tak dalej. No wiesz… tej części zajęć, którą ominąłeś bądź przespałeś.

- To było nudne.

- Czy twierdzisz właśnie, że byłem nudny? – zapytał Iruka z podniesioną brwią i niebezpiecznym błyskiem w oku. Oczy Naruto rozszerzyły się, po czym chłopak zaczął machać przed sobą rękoma.

- Nie, nie! Nigdy bym nie powiedział, że twoje zajęcia były nudne. Byłeś moim najlepszym senseiem!

- Uch huh. Oczywiście, że tak. Tak czy inaczej, może Aya zechce być moją asystentką, kiedy będę musiał nauczać innych uczniów?

- Jestem pewien, że nie będzie miała nic przeciwko temu. Ale prawdopodobnie nie będzie ciągle z tobą. Kiedy tylko możliwe, będzie trenować medyczne jutsu z baa-chan.

- Tak czy inaczej będzie trenować. Nic jej o tym nie wspominaj, ale jeżeli jest tak dobra, jak twierdzisz, może osobiście ją przeegzaminuję… o ile Hokage nie będzie miała nic naprzeciw. Wtedy przynajmniej będzie mogła znaleźć się w drużynie geninów albo możliwie wziąć udział w następnym egzaminie na chuunina.

- Super. Pokocha to – zatrzymali się na drodze wiodącej do mieszkania Uzumaki'ego. Naruto uśmiechnął się, przytulając drugiego mężczyznę. – Bardzo ci dziękuję, Iruka-sensei. Naprawdę wiele to dla mnie znaczy. Wyruszamy o brzasku, więc podrzucę ją chwilę przed.

- W porządku.

- Powinienem już lecieć. Muszę się spakować i tak dalej.

- Uważaj na siebie, Naruto.

- Yep – jinchuuriki wyszczerzył się i odszedł, machając.


Sasuke zamknął za sobą drzwi i upuścił torbę, którą nosił. Wypełniona była broniami, zwojami, Militarnymi Pigułkami Żywnościowymi… wszystkim, czego on i Naruto mógł potrzebować w czasie ich misji. Miał przeczucie, że ten idiota nawet na to nie wpadnie, więc od razu zdobył zapasy dla nich dwóch.

Zapach obiadu pokierował go do niewielkiej kuchni, gdzie odnalazł Ayę.

- Hej. W samą porę się pojawiłeś. Domyśliłam się, że obydwaj będziecie głodni. Czekaj, gdzie jest Naruto? – zapytała, kiedy wręczyła kruczowłosemu talerz chińszczyzny. Uchiha skinął głową w podziękowaniu i zajął miejsce przy stole.

- Prawdopodobnie w drodze powrotnej do domu. Naruto i ja… mamy jutro misję – źrenice dziewczynki rozszerzyły się.

- Jak długo?

- Nie wiem.

- Ale co ze mną? Co mam robić, kiedy was nie będzie?

- Trenować.

- Taak, jasne, oczywiście – odparła przewracając oczami. Wiedziała już o tym. – Ale nie mogę tu sama zostać.

- Obydwaj żyliśmy w ten sposób, kiedy byliśmy jeszcze młodsi od ciebie. Dasz sobie radę.

- Tak, ale…

- Nie będzie musiała – krzyknął zza drzwi wejściowych Naruto. Po chwili dołączył do Sasuke. Aya położyła przed nim podobny talerz. – Dzięki, Aya.

- Co masz przez to na myśli? – zapytał Uchiha.

- Iruka-sensei powiedział, że Aya będzie mogła zamieszkać u niego. W dalszym ciągu ma do dyspozycji dodatkowy pokój, w którym to ja niegdyś spałem – odparł blondyn pomiędzy kolejnymi kęsami. Podniósł wzrok i zauważył, że nastolatka jest zmartwiona perspektywą zostania z kimś, kogo ledwo znała. Spróbował ją udobruchać. – Nie martw się. Powiedział nawet, że między spotkaniami z babcią będziesz mogła mu pomóc w trakcie treningu jego klasy w akademii.

- Ale… ale co jeśli coś wam się stanie? – dziewczyna spojrzała w dół, by schować twarz za włosami. – Co jeżeli nie wrócicie? – wyszeptała, przygryzając dolną wargę, by powstrzymać ją od drżenia. Syn Czwartego przysunął się do niej, obejmując jednym ramieniem.

- Nic takiego się nie stanie. Nawet jeżeli będę musiał wrócić na zakrwawionych dłoniach i kolanach, nie zostawię cię samej – załzawiony wzrok Ayi zwrócił się na Sasuke. Chłopak przytaknął. Jego spojrzenie było intensywne.

- Tak samo ja – rzekł z przekonaniem.


Tuż przed świtem grupa trzech, w dalszym ciągu zaspanych osób wędrowała drogą prowadzącą do niewielkiego domu. Znajdująca się w środku lampka emanowała przez okno komfortowym blaskiem, który zapraszał ich do siebie.

- Aya, postaraj się trzymać z daleka od kłopotów. Nie podpadnij Iruce. Może i wygląda miło, ale kiedy chce potrafi być także przerażający.

- To było lata temu, dobe.

- W dalszym ciągu!

- Hn.

- Och, a tym bardziej nie wkurzaj baa-chan. To niebezpieczne – Naruto kontynuował swoje porady, mimo że Aya ledwo skupiała na nim swoją uwagę. Była na to zbyt niewyspana. Zbyt szybko dotarli do drzwi. Blondyn zapukał.

Zbliżający się do nich Iruka usłyszał kłótnię naszych bohaterów i zaśmiał się. Wyglądało na to, że mimo upływu lat nic się pomiędzy tą dwójką nie zmieniło. Otworzył drzwi, ale młodzi mężczyźni byli za bardzo zajęci przekomarzaniem się, by to zauważyć.

- Może dla ciebie.

- Zamknij się, teme.

Sasuke wzruszył ramionami.

- To prawda.

- Myśl sobie co chcesz, draniu. Och, i ostatnia sprawa, Aya. Nie zapomnij posuwać się do przodu w swoich treningach.

- Hn. Chociaż raz zgodzę się z tym idiotą. Żadnego zwalniania tempa.

- Dupek.

- Usuratonkachi.

- Achem! – przerwał im Iruka. Obydwaj odwrócili się, zaskoczeni.

Aya przewróciła swoimi zaspanymi oczami.

- Tak, tato i tato – wszyscy trzej przedstawiciele płci męskiej spojrzeli na nią z wyrazami twarzy ukazującymi miksturę rozbawienia i przerażenia. – No co? – zapytała z ziewnięciem. – Brzmicie jak moi rodzice, na litość Kami. Przestańcie.

Iruka zachichotał. Przyjaciele podnieśli wzrok i zmierzyli go wzrokiem. Oczywiście nie wywołało to na nauczycielu żadnego wrażenia. Wyszczerzył się.

- Nieważne – Uchiha postanowił to zignorować. Nie mieli za wiele czasu. – Dziękuję za możliwość pozostawienia jej u ciebie, kiedy nas nie będzie.

- Och, cała przyjemność po mojej stronie – odparł Umino. Podniósł torbę Ayi i wniósł ją do środka, dając jej czas na pożegnanie się.

Aya oplotła ręce wokół jej dwóch opiekunów.

- Obiecajcie mi, że wrócicie. Nie chcę być znowu sama.

Naruto uśmiechnął się do niej.

- Obiecuję. A ja nigdy nie łamię danego komuś słowa – rzucił okiem na Sasuke, który nie mógł nic poradzić, tylko na to lekko się uśmiechnąć. Po chwili jednak ledwo powstrzymał grymas. Nie lubił czynić obietnic, co do których spełnienia nie miał pewności. Nikt nie wiedział, jak potoczy się walka. To, co zdawało się dobrze skoordynowanym atakiem szybko mogło przerodzić się w chaos. Ale jak mógłby jej odmówić?

- Ja również obiecuję.

Po usłyszeniu tych słów i puszczeniu chłopaków nastolatka podeszła do Iruki. Ten wyciągnął dłonie i potargał przyjaciół po głowach, wywołując tym na ich twarzach grymas. Nie chcieli być traktowani jak dzieci.

- Bądźcie ostrożni, chłopcy. Nie róbcie nic pochopnego – Iruka upomniał ich w iście nauczycielski sposób, kiedy zaczęli się wycofywać.

- Nie martw się o nas, Iruka-sensei. Będziemy cali – odparł Uzumaki z uśmiechem na twarzy. Sasuke również uniósł dłoń w geście pożegnania.

Aya westchnęła, kiedy obydwaj powoli się oddalali. Umino położył dłoń na jej ramieniu, uśmiechając się.

- Chodź. Co powiesz na jakieś śniadanie? – po zasugerowaniu jedzenia dziewczynka ożywiła się.

- Śniadanie?! Na co czekamy?

Iruka zaśmiał się, kiedy podążyła za nim do kuchni. Gdyby znała jej lokalizację, z pewnością sama by go do niej zaciągnęła. Skoro samo hasło posiłku wywołało uśmiech na jej twarzy, to może nie będzie tak trudno ją pocieszyć? Mężczyzna czuł się, jakby znów w jego domu gościł Naruto.

- Więc, Aya… czy kiedykolwiek któryś z nich opowiedział ci, co się stało w dniu, kiedy stali się członkami jednej drużyny?


Naruto i Sasuke jako ostatni zjawili się przy bramach, które właśnie były otwierane.

Kakashi uśmiechnął się ze swojej gałęzi na drzewie.

- No kto tu jest spóźniony – zadrwił.

Przyjaciele wywrócili oczami.

- I ty to mówisz – odparł oschle Uchiha.

- Poza tym mamy dobrą wymówkę – dodał blondyn.

- Nieważne… jest na to zbyt wcześnie. Po prostu idziemy – wymamrotał Shikamaru. Jego oczy były ledwo otwarte i opierał się na swoim kumplu Choujim, marząc o powrocie do ciepłego łóżka.

- Czekaj, Shika – syn Czwartego przekopał swój plecak, by wyjąć z niego trzy zwoje, które po chwili mu podał. – Proszę.

- Co to jest?

- Pytałeś o klony, prawda? – Nara uniósł brew. Naruto wyszczerzył się.

- Są w zwojach? Jak to zrobiłeś?

Jinchuuriki wzruszył ramionami.

- Mój ojciec powiedział mi, jak to zrobić. Musiałem po prostu rozgryźć pieczęcie i kilka drobnych kwestii technicznych.

- Twój… ojciec huh? Kłopotliwe.

- Och! Jeszcze jedno – Uzumaki rzucił okiem na Sasuke. – Przyniosłeś je, prawda?

- Hn – Uchiha przytaknął, po czym położył torbę na ziemi.

- W porządku. Niech każdy weźmie jednego – wszyscy ostrożnie na niego spojrzeli.

- Niech to lepiej nie będzie jakiś żart – zawarczała Sakura na swojego członka drużyny.

- A czy wyglądam tak, jakbym miał wyskoczyć w tej chwili z jakimś dowcipem?

- TAK! – zagrzmiał chór głosów.

Naruto westchnął, po czym potrząsnął głową.

- I to wy niby jesteście moimi przyjaciółmi…

Kakashi rzucił okiem do torby. Jego oczy szeroko się otworzyły.

- Czekaj… to są… - syn Yondaime przytaknął. – Więc potrafisz…

Blondyn przeczesał dłońmi swoje włosy.

- Więc… nie dokładnie… coś w tym stylu. W dalszym ciągu jest trochę niepewna. Mam nadzieję, że do czasu, jak będę musiał jej użyć, uporządkuję ją sobie w mojej głowie.

Kopiujący Ninja tylko potrząsnął głową, przy okazji wyciągając i chowając do kieszeni swój trzyostrzowy kunai. Po nim każdy powtórzył to samo. Inoichi i Shikaku spojrzeli na siebie nawzajem. Od wielu lat nie widzieli tej niezwykłej broni… i żaden z nich nie oczekiwał ponownie jej zobaczyć.

- Uch… po co to, u licha, jest? – zapytał Kiba.

- Jeżeli znajdziesz się w tarapatach i będziesz potrzebował pomocy, po prostu rzuć tym w przeciwnika – odparł Naruto.

- I w czym ma mi to pomóc?

Na twarzy Uzumaki'ego pojawił się uśmieszek.

- Przekonasz się.

- Kłopotliwe – wymamrotał Shikamaru, który chwycił ostatni kunai. Blondyn zabrał resztę. – Teraz możemy iść?

- Nie tak szybko – z cieni wyszła Tsunade oraz Shizune. Na dźwięk ich głosu będący znów na warcie Kotetsu i Izumo nagle się obudzili i wyprostowali. Godaime nie zwracała na nich jednak uwagi. – Wszyscy bądźcie ostrożni, a zwłaszcza ty, Naruto – zmierzyła wzrokiem młodszego blondyna. Wiele z jego przyjaciół zaśmiało się.

- Huh? Ja? – jinchuuriki zastanawiał się, dlaczego to jego wyróżniła. Nie był już tym nierozważnym dzieciakiem co kiedyś… no dobra… może nie aż tak jak kiedyś…

Sasuke zaśmiał się w jego głowie, na co blondyn zmierzył go wzrokiem. W odpowiedzi na twarzy kruczowłosego pojawił się typowy dla niego uśmieszek.

- Współpracujcie. To najważniejsze. Może i każdy z was jest silny, ale to drużyna jest kluczem – kontynuowała Hokage. – Jeżeli cokolwiek pójdzie nie tak, w mgnieniu oka mnie powiadomcie. Niech Kami będzie z wami.

Wszyscy przytaknęli. Wtedy pierwsza grupa odwróciła się i wystartowała, druga zaś zrobiła to samo kilka minut później.

Tsunade obserwowała, jak ostatnia przypisana do walki z Akatsuki drużyna opuszcza bezpieczne mury wioski. Nie mogła nic poradzić, tylko czuć dumę z silnego zespołu utworzonego przez Shikamaru. Młodzi razem z nie tak młodymi… najlepsi shinobi, których mogła zaoferować Konoha. Mogła mieć tylko nadzieję i modlić się, że będzie to wystarczające, by powstrzymać organizację i ich wszystkich uratować.

Wraz z ostatnim spojrzeniem obróciła się i zaczęła stawiać kroki w kierunku wieży Hokage. Bramy powoli się za nią zamknęły.